W poprzednim rozdziale

Następne dwa tygodnie były najcięższe w całej historii SGC. Każdego dnia próbowano dwa razy, rano i wieczorem, połączyć się z planetą na której przebywała Sam. W tym czasie zespół SG1 prawie w ogóle nie opuszczał bazy. Dopiero groźby Hammonda spowodowały, że Jack, Daniel i Tealc opuszczali bazę. Jednak następnego dnia zawsze wracali. Ponadto Pułkownik O'Neill stał się człowiekiem nie znośnym, nikt nie mógł z nim wytrzymać nikt oprócz Daniela i Telca, dużą siłę dawała mu też Cassie. Nikt w bazie nie mógł podejść do SG1 by nie został skarcony.

Wszyscy w bazie podejrzewali, że Jack podkochiwał się w pięknej Major, zresztą większa męska część załogi, tak samo podejrzewano że Sam kochała Jacka. Ale nigdy ta dwójka nie złamała regulaminu.

Te dwa tygodnie dały Pułkownikowi wiele do myślenia obiecał sobie, że jeżeli odzyska Samanthe to wyzna jej Całą prawdę o swoich uczuciach. Miał gdzieś co powiedzą inni całe życie żył według zasad i gdzie one go do prowadziły, stracił syna i żonę. Jedną z tych strat mógł przeboleć ale utrata syna. A teraz może utracić Sam. A drugą taką stratę mógł nie przeżyć.

Tak Jack O'Neill postanowił, że w końcu złamie regulamin, ale …. jak zareaguję Carter. Nie, nie może całe życie się ukrywać jeżeli ona go nie zechce poprosi o przeniesienie. Tak, tak właśnie zrobi w końcu spróbuje zaznać szczęścia.

Kiedy sobie to postanowił jakoś lżej zrobiło mu się na sercu.

W tym czasie na planecie

Cała trójka odłożyła w pośpiechu zupę. I szybko zaczęła zakładać ekwipunek. Kiedy skończyli Jack powiedział – Więc jak dzieciaki czas zacząć zabawę. Danielu prowadź.

Sam i Daniel kiwnęli głowami i pierwszy raz od dwóch tygodni cała trójka wyszła z jaskini razem. Kiedy tylko wyszli z jaskini pierwsze co zobaczyli jak z głąb lasu wychodzą mieszkańcy tej planety. Jack wyjął lornetkę i popatrzył w ich stronę. Kiedy skończył podął lornetkę Sam i się spytał – Carter, znasz broń w jaką są uzbrojeni, pierwszy raz taką widzę.

Pani Major popatrzyła przez lornetkę i po chwili powiedziała – Sir pierwszy raz widzę takie uzbrojenie, jest podobna do naszej z początku lat 90. Tylko ta wydaje się bardziej zawansowana. Danielu może ty coś więcej powiesz.

Daniel wziął lornetkę ale zamiast przez nią popatrzeć popatrzył na Sam i powiedział – Sam może jestem dużo starszy odkąd mnie ostatnio widziałaś ale moje zainteresowanie się nie zmieniło, wolę archeologię nie militaria. Zanim Sam zdołała coś powiedzieć wtrącił się O'Neill – Drogie dzieci zaraz pójdziecie do swoich pokoi, uspokójcie się bo zaraz wszystkie żyjące zwierzęta będą wiedzieć gdzie jesteśmy.

- Sorry Jack- powiedział Daniel

- Przepraszam Sir- powiedziała Sam

Jack tylko pokręcił głową i powiedział – Dzieci. Dobra jesteśmy w dobrym punkcie. Nikt nas nie widzi. Mieszkańcy schodzą z głąb lasu więc jesteśmy zasłonięci przez skały. A jak na razie nie widać nigdzie Jaffa, pewnie nawet nie wiedzą, że rozpoczął się bunt. Kiedy byłem na zwiadzie to dotarłem na skraj lasu i zauważyłam w ich obozie spokój. Niczego się nie spodziewają… Nagle zrozumiał, że Daniel i Carter są dziwnie spokojni popatrzył się na nich i wtedy zauważył, że są otoczeni przez grupę sześcioosobową mieszkańców tej planety. Rozejrzał się i zrozumiał, że nie mają żadnych szans na ucieczkę. Po chwili powiedział – A ja tu tak wiele chciałem powiedzieć. Sam i Daniel się uśmiechnęli. A pierwszy ku zdziwieniu Sg-1 przemówił najstarszy z grupy – Kim jesteście, Nie wyczuwam w was obcych?

Jak to zawsze bywało, na to pytanie odpowiedział Daniel – Witajcie, nie jesteśmy waszymi wrogami. Jesteśmy odkrywcami mam na imię Daniel (ręką wskazał na Ex- generała i powiedział) to jest Jack O'Neill (wskazał na Pani Major) a to jest Major Samantha Carter. Pochodzimy z planety Ziemia. Przybyliśmy na waszą planetę przez wielkie koło które nazywamy gwiezdne wrota. Jesteśmy na tej planecie już dwa tygodnie chcemy po prostu wrócić do domu. Pomożecie Nam.

Nie znajomy odpowiedział – Witajcie mam na imię Mateus. Niestety nie wybraliście najlepszego momentu nie znamy was a ponadto jesteśmy o krok od najważniejszego momentu w naszej historii. I nie pozwolimy nikomu temu zapobiec….

Nie dokończył bo przerwał mu Jack – Wiem, że trudni będzie wam w to uwierzyć ale czekaliśmy na ten moment, pomożemy wam w walce przeciwko obcym. Pomóżcie nam dotrzeć do wrót i już nas nie będzie.

Mateus pomyślał, po chwili odpowiedział – Skąd mamy pewność, że nie jesteście zmowie z obcymi.

W końcu do rozmowy wtrąciłą się Sam która do tej pory obserwowała wymianę zdań – Jak powiedzieli moi koledzy jesteśmy na tej planecie od jakiegoś czasu i jestem pewna, że ktoś z was obserwował polanę koło wrót jakieś dwa tygodnie temu i jestem pewna, że nie umknęło wam, że walczyliśmy z obcymi. Podczas tej walki zostałam odcięta od moich przyjaciół jednak oni wrócili po mnie (Sam kiedy to mówiła spojrzała na Jacka i Daniela z wdzięcznością). A tak w ogóle my na obcych mówi Jaffa.

Mateus popatrzył na nich w końcu powiedział do pozostałych – Majcie oko na nich ja postaram pomówić z Ralphem. To nasz przywódca. To ostatnie zdanie było skierowane do SG-1. Ci jednak nie mogli odpowiedzieć po Mateus odszedł w ustronne miejsce, żeby nie być podsłuchanym i wyglądało to tak, według SG1 jakby mówił do własnej ręki. Jednak kiedy wrócił Sam zauważyła, że na ręce ma jakieś urządzenie które wyglądalo jak zegarek. Jednak nie miała czasu na dalsze rozważanie po Mateus powiedział – Niestety nasz przywódca, nie pozwolił na wasz udział w naszej bitwie. Nie znamy was i jak na razie nic nie przemawia na waszą korzyść. Mam rozkaz odprowadzić was do Ralpha. Idziemy

Zespół nie miał czasu odpowiedzieć na pytania ponieważ w mgnieniu oka zostali rozbrojeni i pchnięci, żeby szli za Meteusem.

Po chwili marszu Jack O'Neill zauważył jakiś ruch w krzakach, rozejrzał się jednak oprócz niego nikt tego nie zauważył. Ex-generał wytężył wzrok i zobaczył kawałek broni, musiał zareagować szybko, więc krzyknął - Kryć się to zasadzka. I skoczył w kierunku Mateusa. Żołnierz Jaffa chciał najpierw zabić przywódcę, Strzelił.

Jack i Mateusz upadli. Daniel i Sam instynktownie się schowali, nie mieli innego wyjścia w końcu byli bezbronni. Natomiast piątka mieszkańców tej planety była w lekkim szoku i to kosztowało dwóch z nich życie. Śmierć towarzyszy szybko ostudziło pozostałą trójkę i zabili najpierw tego Jaffa który chciał zabić Mateusa a później pozostała dwójkę którą była najpierw schowana za drzewami.

Po wszystkim, Sam i Daniel pobiegli w stronę O'Neilla.

- Jack! Zawołali razem. Kiedy do nich dotarli zauważyli że Jack leży na Mateusu, oboje są nieruchomi. A pod ich ciałami wydobywa się coraz większa kałuża krwi.