Rozdział 12

— Po co ci te książki? — zapytał Sasuke, gdy dostrzegł, o czym są te opasłe tomiska. — Przecież opisują historię klanów, które kiedyś istniały lub dalej istnieją. Tak jak nasze. Ja chcę się czegoś dowiedzieć o Uzumakim, a nie poznać historię, którą doskonale znam — warknął zirytowany.

— Co ci tak śpieszno? Przecież ci powiedziałem, że to będzie dłuższa opowieść. Przypominam ci, że to ty nie chciałeś poczekać do jutra. A jak chcesz poznać pochodzenie Naruto, to muszę zagłębić się trochę w historię. Rozumiesz? — Zerknął na niego tymi swoimi mlecznymi oczami.

— Dobrze. Tylko postaraj się opowiedzieć to w jak najbardziej skróconej wersji.

— Hai. — Przytaknął lekko głową. — Pochodzisz z klanu Uchiha, więc ufam, że twoi rodzice zadbali o twoją edukację, dotyczącą historii klanów?

— Tak. Wciąż pamiętam, jak ojciec kazał mi wymieniać nazwiska wszystkich pierwszych przywódców i rok ich pojawienia się na kartach historii. — Skrzywił się, przypominając sobie te godziny tortur.

— Tylko mi się tutaj nie użalaj — przerwał mu Neji. — Każdy członek pochodzący z klanu z tradycjami powinien znać takie rzeczy. — Gdy Sasuke spojrzał na niego z grymasem wściekłości, postanowił przejść do sedna. — Przynajmniej dzięki tej wiedzy nie będą musiał zaczynać od samego początku. — W końcu znalazł odpowiednią stronę i przesunął książkę w stronę Uchihy. — To jest Czwarty Hokage. Zapewne wiesz, kim byli Hokage? — zapytał, kładąc dłonie na ziemi i odchylając się do tyłu.

— Jak to pięknie ująłeś… — spojrzał na niego spod przymkniętych powiek — …to podstawowa wiedza. Hokage był przywódcą wioski Konoha. — Przyjrzał się uważnie rysunkowi przedstawiającego uśmiechniętego mężczyznę w białym płaszczu. Wydawał mu się dość znajomy.

— Masz rację. Jednak o Czwartym nie wiemy zbyt wiele. Jak mówią źródła, pojawił się niespodziewanie w wiosce i zasłynął w niej jako sławny wojownik. Wkrótce, Trzeci wziął go na swojego ucznia, a później mężczyzna sam stał się Hokage. Jednak zdarzyła się jakaś katastrofa, którą źródła określają Kyuubim. Nie wiemy zbytnio o co chodzi z tą nazwą. Mogło to być tornado lub powódź, a nawet popularne w tych czasach trzęsienie ziemi. Jednak niektórzy mówią, że być może to był dziwięcioogoniasty lis.

— Nie żartuj — prychnął.

— Możesz mi nie przerywać? — spytał zirytowany, ale widząc nieprzenikniony wzrok bruneta kontynuował: — Wiadomo jednak, że Czwarty jakoś powstrzymał tę katastrofę, lecz przy tym stracił życie.

— I co to ma wspólnego z Naruto? —zadał pytanie, wciąż spoglądając na ilustrację umieszczoną w książce.

— Jeszcze tego nie rozumiesz? — westchnął. — Chyba nie jesteś taki inteligentny, jak sądziłem.

— Chcesz się bić? — warknął. — Ostrzegam, nie jestem w zbyt dobrym nastroju. — Neji spojrzał na zaciśniętą szczękę chłopaka i napięte mięśnie, które drżały. Sasuke nie kłamał. Naprawdę był podenerwowany, ale gospodarz nie rozumiał, dlaczego Uchiha miałby być tak wściekły. Przecież nigdy nie był aż tak gwałtowny. Chociaż już podczas rozmowy przez telefon nie był sobą.

— Nie, nie chcę. Chcę za to, byś w końcu zaczął myśleć. Czwarty zostawił na świecie swojego potomka. To on właśnie dał początek klanu Namikaze. — Widząc szybką zmianę na twarzy dziewiętnastolatka, uśmiechnął się. — Widzę, że znasz ten klan.

— Każdy powinien go znać. To właśnie z niego pochodzili niezwykle uzdolnieni wojownicy. Jednak pojawiali się w wiosce nagle i równie szybko z niej odchodzili. Gdy tylko Konoha ich potrzebowali, oni się pojawiali. Byli podobno tak silni jak klan Uchiha i Hyuuga. Jednak mniej znani. Z tego, co mówił mi ojciec pamiętam też, że ten ród niedawno wymarł. Gdzieś tak w tym roku, w którym się urodziłem — powiedział, co pamiętał ze starych lekcji.

— W pewnym sensie masz rację.

— Jednak dalej nie mam pojęcia, jaki to ma związek z Naruto.

— Sasuke, zastanów się przez chwilę — rzekł szybko Neji, nie mogąc się już powstrzymać. — On pochodzi z klanu Namikaze. — Jego słowa zostały okpione przez uniesienie brwi bruneta.

— Hyuuga… — Jego głos brzmiał spokojnie. — Naruto ma na nazwisko Uzumaki a nie Namikaze. Nawet pięcioletnie dziecko dostrzeże różnicę.

— Spójrz jeszcze raz na Czwartego. Nie widzisz podobieństwa? — Stuknął palcem w kartkę. Sasuke zgodnie z jego zaleceniem przyjrzał się bliżej przedstawionemu na ilustracji mężczyźnie. Teraz, gdy wiedział czego szukać dostrzegał rysy, które miał także Naruto.

— Może i Naruto jest do niego podobny, ale zapewne też wielu innych ludzi.

— Niech ci będzie. To znaczy, że muszę przestawić ci kolejne dowody. — Hyuuga postawił na stoliku kolejny tom, który już był o wiele cieńszy niż wcześniejszy.

— Wycinki? — zapytał Sasuke widząc, że tak naprawdę jest to zeszyt z różnymi artykułami wyciętymi z gazet.

— Tak. Mój wujek zbiera ciekawsze artykuły. Miałem nadzieję znaleźć tu potrzebne informacje. Intuicja mnie nie zawiodła. Czytaj. — Podsunął mu pod nos zeszyt otwarty na odpowiedniej stronie.

Wycinek opowiadał o karambolu na autostradzie. Był to jeden z większych wypadków, jakie zaszły w tym mieście. Zginęło w nim pięćdziesiąt osób, a ponad osiemdziesiąt było rannych. Wypadek spowodował kierowca cysterny, który zasnął za kółkiem. Sasuke przeleciał wzrokiem treść artykułu, aż natknął się na podkreślony fragment.

— „Jedną z ofiar karambolu był Namikaze Minato. Słynny przedsiębiorca firmy zajmującej się produkcją broni oraz fundacji opiekującej się młodymi artystami…" — Uniósł głowę. — To tylko dowodzi, że tam zginął. Nic więcej.

— Niech ci będzie. Teraz następny a może i ostatni dowód. — Otworzył kolejną książkę.

— Album? — spytał Sasuke, gdy zobaczył zdjęcia różnych błyskotek. Przed jego oczami przewracały się kartki ze zdjęciami staranie zrobionych pierścionków, bransoletek i naszyjników.

— Jak byłem mały, zawsze lubiłem oglądać te fotografie, ale skończyłem z tym jakieś dziesięć lat temu. Jednak niektóre przedmioty wryły mi się w pamięć. — Uniósł głowę spoglądając w czarne tunele. — Dlatego wiedziałem, gdzie szukać. — Odwrócił album tak, by Sasuke mógł zobaczyć dokładnie zdjęcie i podpis pod nim.

Fotografia przedstawiała naszyjnik, który oddał Naruko. Nie było mowy o pomyłce. Trzy kryształy umieszczone na cienkim rzemyku.

— „Dzieło autorstwa Uzumaki Kushina. Naszyjnik zrobiony z trzech unikatowych, półprzezroczystych kryształów Uzunu, zawieszonych na zwykłym rzemyku. Jak sama twórczyni twierdzi, zrobiła to specjalnie, bo chciała pokazać, że niezwykłe rzeczy pięknie komponują się z zwykłymi…" — Gdy skończył czytać ten fragment przełknął ze zdenerwowaniem ślinę. — Zgadzam się, że Naruto może być jej synem, ale to Uzumaki, a nie Namikaze.

— Poczekaj, to jeszcze nie wszystko. — Znów pokazał mu zeszyt z wycinkami, ale teraz otwartym na innej stronie. Tym razem był to artykuł z ceremonii ślubnej.

— „Ślub przedsiębiorcy Namikaze Minato i uzdolnionej jubilerki Uzumaki Kushina" — przeczytał nagłówek.

— I jeszcze to. — Podsunął mu kilka kartek. — Zdobyłem je z trudnością, ale się udało. Są to dokumenty ze szpitala. Gdyby moja kuzynka w nim nie pracowała, to nigdy bym ich nie zobaczył — wyjaśnił na zaintrygowane spojrzenie chłopaka. — Jest w nich, że Uzumaki Kushina przyjechała do szpitala dziesiątego października, a tego samego dnia umarła… Podczas porodu — dodał cicho. — Tego samego dnia był wypadek na autostradzie. Zapewne Minato jechał do szpitala spotkać się z żoną. Jednak nigdy tam nie dojechał, a z Kushiną spotkał się już w zaświatach. — Jego głos był tylko odrobinę głośniejszy od szeptu. — Od jednej z pielęgniarek, które tamtego dnia miały dyżur, dowiedziałem się, że kobieta tuż przed śmiercią kazała nazwać swojego synka Naruto i podarować mu owy naszyjnik. Szpital spełnił jej ostatnią prośbę. Powiedzieli opiece, że chłopiec ma na imię Naruto i naszyjnik należy do niego. Także nadali mu nazwisko Uzumaki, po matce. Kushina już nie zdążyła powiedzieć, jak nazywał się jej mąż. Swoje zachowała ze względu na wyroby jubilerskie. Dlatego nasz Naruto nie jest Namikaze, ale Uzumaki — dokończył.

— On nie jest nasz, tylko mój — odpowiedział głucho nastolatek, wstając z miejsca i kierując się w stronę wyjścia.

— Uchiha, gdzie idziesz? — zapytał Neji, ale opowiedziała mu cisza. Dlatego też wstał i poszedł za nim. Zastał go na korytarzu, gdy zapinał kurtkę. — Sasuke, gdzie się wybierasz? — ponowił pytanie, tym razem używając imienia chłopaka.

— Porozmawiać z kimś. — Sasuke otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. — Dzięki za twoją ciężką pracę.

— Nie ma za co.

Odpowiedział, patrząc się jak Sasuke wychodzi na ulicę i znika mu z oczu. Domyślał się, z kim chce rozmawiać nastolatek.