Od autora: Standardowe zastrzeżenie: Chciałbym, żeby wszystko było jasne. W związku z tym, że przegrałem w głosowaniu na papieża jestem zmuszony przyznać, że nie jestem właścicielem praw do tych postaci.
Rozdział 12 – Projekty i Draco
Trening z Dumbledorem
Harry wciąż trenował w pojedynkę. Jednak teraz Dumbledore pragnął go obserwować i doradzać mu, więc Harry często wykorzystywał okienka w ciągu dnia. Wciąż przyzwyczajał się do ilości mocy, z której mógł korzystać, zwłaszcza że, tak jak podejrzewał, jej poziom nieustannie wzrastał. Nie miał nic przeciwko. Oznaczało to, że przynajmniej pod względem poziomu mocy, wkrótce stanie się równy z Voldemortem.
Był już początek marca i Harry zaczynał odczuwać narastającą frustrację. Z pomocą Ginny i Hermiony przekopał niezliczone książki dotyczące obrony przed czarną magią zalegające w szkolnej bibliotece. Problem polegał na tym, że większość opisywanych tam technik opierało się na Czarnej Magii, której nie był w stanie używać. W desperacji Harry zwrócił się ku neutralnym zaklęciom Szarej Magii, często używanych podczas prac inżynieryjnych. Zaklęcia wysadzające, zaprojektowane by kruszyć skały i kopać fundamenty. Zaklęcia wiercące, które mogły stworzyć w skale dziurę o średnicy ośmiu centymetrów, głęboką na dziesięć metrów. Odkrył nawet wariant zaklęcia płomienia, używany do wytapiania rudy.
Wszystko to były potężne zaklęcia, zdolne do powodowania niesamowitych zniszczeń, ale wszystkie miały pewne wady. Rzucenie niektórych zajmowało zbyt wiele czasu, inne były bardzo wyczerpujące, a jeszcze inne wywoływały efekty na zbyt rozległym obszarze. Chciał pomóc Hogsmeade, a nie zmieść je z powierzchni Ziemi czy zmienić w ser szwajcarski.
Jednak najważniejszym problemem było dotarcie do ściany z symulowanymi przeciwnikami. Harry zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później osiągnie ten punkt. Właśnie dlatego zwiększał liczbę przeciwników, z którą musiał sobie na raz radzić. Przeciwnicy, nieważne jak bardzo starał się ich ulepszyć, pozostawali tylko symulacjami.
Tego dnia przyjaciele Harry'ego dołączyli do niego podczas treningu, jako że mieli okienko w tym samym czasie. Choć Harry w głębi duszy był przekonany, że Ginny pojawi się zawsze, gdy będzie miała okazję zobaczyć go bez koszulki. Stał na arenie bojowej, podczas gdy pozostali stali w obszarze obserwacyjnym. Właśnie wykonywał serię ćwiczeń medytacyjnych poprawiających koncentrację, gdy do Pokoju wkroczył Dumbledore niosący potężne tomiszcze.
Dyrektor wyczarował mały stół, na który odłożył księgę, a potem odwrócił się ku Harry'emu.
- Harry, chciałbym ci przerwać na moment. Wierzę, że pojąłeś już, na czym polega największy problem związany z używaniem tych symulacji?
- Tak, panie dyrektorze. Są przewidywalne. Przegrywam jedynie wtedy, gdy przygniotą mnie swoją liczebnością.
- Dokładnie! Jeśli mogą coś zaproponować… Co powiesz na pojedynczego przeciwnika, zamiast całej masy symulacji, ale tego przeciwnika będę kontrolował ja.
Harry drgnął zaskoczony.
- Nie wiedziałem, że to możliwe.
- Oczywiście, że tak. Jeśli tylko przywołasz dla mnie symulację, będę w stanie ją kontrolować. Powinienem cię jednak ostrzec, że ludzki przeciwnik jest kompletnie nieprzewidywalny, co czyni sytuację znacznie niebezpieczniejszą. Obiecuję nie używać żadnych zaklęć zadających zbyt duże obrażenia.
Dumbledore wydobył różdżkę.
Harry podejrzliwie zmrużył oczy. On coś kombinuje, pomyślał. Skup się i bądź gotowy na wszystko!
Jego przyjaciele patrzyli z ciekawością.
Harry przywołał przeciwnika, ustawiając go, by wyglądał jak Dumbledore. Przywołał osłonę dla widzów i skinął do dyrektora.
Ledwo zdołał się odwrócić do przeciwnika, gdy nadleciała pierwsza klątwa. Przetoczył się przez ramię, wypalając w odpowiedzi zaklęcie wymiatające. Fałszywy Dumbledore wybił się w powietrze i zaklęcie minęło cel. Harry zakończył przewrót stając na nogi i ujrzał zmierzającą w jego stronę kulę ognia. Odskoczył na bok i odpowiedział zaklęciem tłukącym, które przebiło tarczę przeciwnika, ale jedynie otarło się o jego ciało, choć wystarczyło to, by go obróciło.
Fałszywy Dumbledore uśmiechnął się i zaczął gwałtownie odpalać zaklęcie za zaklęciem. Harry korzystał zarówno z magicznych jak fizycznych środków obrony, w międzyczasie starając się odpowiedzieć własnymi czarami ofensywnymi, cios za cios. Tarcze jarzyły się po każdym trafieniu. Zdołał dosięgnąć przeciwnika drugim ciosem, ale to nie wystarczyło, by go unieszkodliwić. On sam został trafiony zaklęciem tnącym, które poleciało po łuku i przeszło nad górną krawędzią jego tarczy. Kilkukrotnie osłona dla widzów rozjarzała się, gdy odbijała zabłąkane zaklęcia fruwające po Pokoju Życzeń.
Pojedynek zakończył się po wyjątkowo paskudnej sztuczce Dumbledore'a. Harry wypalił niezwykle nieprzyjemne zaklęcie ubijające. Działało ono jak zmultiplikowane zaklęcie tłukące. Czarodzieje korzystali z niego podczas robót budowlanych, by ubić i utwardzić podłoże.
Ledwo zdołał wypalić czar, gdy przed jego przeciwnikiem pojawiła się Ginny. Harry w panice wykonał mikroskok prosto do niej. Wyciągnął do niej ręce, planując powrotny mikroskok w bezpieczne miejsce, ale jego dłonie natrafiły na pustkę! Harry miał tylko chwilę, by zorientować się, że został wyprowadzony w pole, gdy jego własne zaklęcie wbiło go w ścianę. Jego przeciwnik deportował się z tego miejsca! Harry osunął się oszołomiony na podłogę, jego plecy płonęły żywym ogniem.
Pojedynek się skończył, więc przeciwnik i tarcza chroniąca widzów zniknęły. Harry usiadł, pomagając sobie rękami i rzucił Dumbledore'owi niechętne spojrzenie.
- To było oszustwo – warknął.
Dumbledore zaśmiał się, ale zaraz spoważniał.
- Jak uważasz Harry, czy Voldemort będzie grał fair?
Harry zmrużył oczy.
- Jasne, rozumiem. Chciałbym tylko, żeby ta lekcja nie była tak bolesna.
Sapnął próbując wstać, ale potrząsnął głową, gdy obie młode kobiety przypadły do jego boku, by pozwolić mu się podnieść.
- Nie…
Ginny skierowała na dyrektora oskarżycielskie spojrzenie. Dumbledore przez chwilę patrzył na Harry'ego z namysłem.
- Harry, użyj swojej magii, by się uleczyć. Przyjdzie taki czas w walce, gdy będziesz potrzebował tej umiejętności.
- Ale nie mam eliksirów uzdrawiających… - jęknął.
- Uzdrawianie nie zawsze ma źródło w eliksirach. Skup się na najgorszym bólu i użyj swojej magii, by go odepchnąć.
Super, w jego ustach to takie proste, ale to ja muszę odwalić całą robotę, pomyślał Harry. Skup się na bólu… No, to nie jest trudne, raczej ciężko go zignorować. Parsknął na tę myśl.
Harry leżał opierając się na ramionach. Zamknął oczy, starając się postępować zgodnie ze wskazówkami Dumbledore'a. Otworzył się na swoją moc i zaczął walczyć z bólem. Raz za razem gromadził energię i uderzał nią w ból, odpychając go coraz bardziej. Dla zwykłego obserwatora Harry wydawał się leżeć w bezruchu, ale w jego ciele wezbrała magia.
Jego przyjaciele odskoczyli zaskoczeni, gdy gwałtownie otworzył oczy. Na jego twarzy nie odbijał się już ból, a jego źrenice jaśniały mocnym światłem. Wstał powoli, jakby spodziewał się, że ból może w każdej chwili wrócić. Wyprostował się oszołomiony tym, co udało mu się osiągnąć. Nie wyeliminował całego bólu, wciąż miał na sobie kilka rozcięć i sińców, ale plecy już go nie bolały.
- Brawo, Harry! Świetna robota. Leczenie w warunkach bojowych w takim stopniu jak to teraz zrobiłeś to wciąż coś, co musisz poćwiczyć i należy korzystać z niego tylko w wyjątkowych wypadkach, ale poradziłeś sobie znakomicie. Teraz usiądź, żebyśmy mogli porozmawiać.
Harry podszedł do strefy dla widzów i usiadł ciężko na fotelu. Potrzebował odpoczynku po pojedynku i samoleczeniu. Ginny pracowała nad jego rozcięciami, zasklepiając je jedno po drugim. Jej oczy znów się zamgliły i wiedział, że musi odwrócić jej uwagę. Najwyraźniej jego nagi tors działał na nią równie mocno, jak jej nagość na niego. Za pomocą Legillimencji wysłał jej szybkie „Kochanie, zadaniami domowymi zajmiemy się później".
Ginny spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami, ale po chwili uśmiechnęła się i zajęła swoje miejsce.
Harry rzadko korzystał z Legillimencji, bo nie przepadał za takim naruszaniem prywatności. Ale kilka razy wysyłał w ten sposób krótkie wiadomości swojej dziewczynie, zwłaszcza gdy chciał jej powiedzieć coś zbyt prywatnego, by wyrażać to na głos w obecności innych ludzi. Jednak sama umiejętność nieco go przerażała. Wiedział, że mógłby jej użyć, by całkowicie przeorać cudzą pamięć, więc odmówił studiowania jej ponad umieszczanie prostych myśli w umyśle kogoś w pobliżu. Dla niego było to niemal równie złe jak Czarna Magia.
Harry spojrzał na Dumbledore'a. Dyrektor patrzył na niego uważnie, a jego oczy migotały rozbawionymi ognikami. Młody czarodziej miał wrażenie, że Dumbledore wie dokładnie co przed chwilą zaszło.
- Harry, zdaję sobie sprawę, że poszukujesz zaklęć, z których mógłbyś korzystać oraz z niezadowolenia Madam Pince, gdy wraz z przyjaciółmi przetaczacie się przez Sekcję Zakazaną niczym huragan – Dumbledore zdecydował przerwać ciszę. – Przyniosłem ci starą księgę, która została mi przekazana bardzo dawno temu. Zauważyłem też, że podczas gdy my walczyliśmy, pannę Granger świerzbiły palce, by się do niej dobrać. Panno Granger, pani miłość do książek jest legendarna i ośmielam się przypuszczać, że w następnej edycji „Historii Hogwartu" znajdzie się rozdział poświęcony wyłącznie pani. Jednak chciałbym panią ostrzec. Książki zawierają mnóstwo przydatnej wiedzy, ale najważniejszych lekcji, które musimy w życiu przyswoić, nie można znaleźć w książkach.
Hermiona była rozdarta, pomiędzy dumą z jego pochwały i niepokojem po usłyszeniu ostrzeżenia.
Dumbledore wskazał różdżką na książkę i wykonał dodatkowe dwie kopie.
- Oto Wielka Księga Białej i Szarej Magii. Ośmielam się przypuszczać, że korzystając z niej znajdziecie więcej przydatnych zaklęć i nie zmusicie Madam Pince do przejścia na wcześniejszą emeryturę.
Podał po jednej kopii Hermionie, Ginny i Harry'emu. Harry zerknął na Rona, który spojrzał mu w oczy i wzruszył ramionami.
- Nie martw się, Harry. To ty, Ginny i Mionka jesteście molami książkowymi. Poza tym zawsze mogę sobie pożyczyć twoją kopię.
Dumbledore znów spojrzał na Harry'ego.
- Od twojego następnego treningu będę kontrolował twoich przeciwników. Jak widziałeś, powoduje to, że sytuacje w czasie walki stają się bardziej dynamiczne i realistyczne. Jeśli będziesz sobie dobrze radził, może niedługo umówimy się na mały sparing.
Harry przełknął niespokojnie ślinę, podczas gdy jego przyjaciele patrzyli niespokojnie. Miał walczyć z Dumbledorem?
Tu, tam, wszędzie…
Harry leżał na łóżku i czytał. Tego dnia na lekcji Obrony dostali instrukcję teleportacji i pozwolenia, które obniżały limit wieku pozwalający na teleportowanie się. Mieli przed sobą dwadzieścia godzin wykładów, nim wreszcie spróbują się teleportować, zanim zwyczajowych dziesięciu. Ministerstwo nalegało, by uczniowie poznali teorię wyjątkowo dobrze, podobnie jak związane z teleportacją przepisy prawne.
Harry przeglądał swoją instrukcję. Była wyjątkowo nudna. Pierwszy rozdział zawierał jedynie uwarunkowania prawne. Już chciał odłożyć czytanie instrukcji, gdy dotarł wreszcie do części teoretycznej.
Teleportacja to proces, podczas którego czarodziej lub czarodziejka może przemieścić się z jednej lokalizacji do innej. Dobry teleporter potrafi sobie zwizualizować swoje miejsce przeznaczenia. Gdy dokładnie wyobrażą sobie cel, skupiają swoją magię, jednocześnie wizualizując się w docelowej lokalizacji. Harry odłożył wciąż otwartą książkę na swojej szafce przy łóżku. Na niej położył okulary i ułożył się pod przykryciem. Było już późno, powinien złapać trochę snu.
Przez pewien czas leżał, gapiąc się w sufit. To wcale nie brzmiało tak skomplikowanie. W ogóle nie skomplikowane…
Harry pomyślał o miejscach, które dobrze znał. Zaczął zasypiać, wciąż myśląc o tym, co przeczytał.
Zniknął z cichym pyknięciem.
Omyłkowe lądowanie nr 1
Remus siedział na kanapie przy kominku. Tonks poszła po drinki. Miała tego wieczoru pewne plany wobec swojego męża i chciała, żeby się rozluźnił.
Tonks, mająca na sobie jedynie przejrzystą koszulę nocną i szatę, wchodziła właśnie do pokoju, gdy rozległo się ciche pyknięcie i skulony Harry w piżamie, wciąż niemal śpiący, pojawił się na wysokości jej kolan.
Tonks krzyknęła zaskoczona, potknęła się o młodego czarodzieja i upadła do przodu, a drinki poszybowały prosto na Remusa. Harry obudził się przestraszony i z krzykiem spadł na podłogę. Remus zerwał się na równe nogi w samą porę, by otrzymać alkoholowy prysznic.
Harry został zrzucony z łóżka i ktoś na nim leżał! Zauważył zamglone poruszające się kształty i spanikował, wciąż nie do końca wybudzony. Nie myśląc o tym, zniknął z kolejnym pyknięcie.
Tonks pozbierała się i odwróciła, by sprawdzić o co się potknęła. Remus podszedł do niej.
- Co to było? Jestem przekonana, że się o coś potknęłam!
Remus potrząsnął głową.
- Nie jestem do końca pewny. Wydawało mi się, że widziałem Harry'ego, ale był w piżamie!
- Może lepiej skontaktuj się z Dumbledorem przez Fiuu?
- Tak zrobię.
Omyłkowe lądowanie nr 2
Następny cel Harry'ego był jeszcze gorszy niż pierwszy. Skoczył w panice i jego miejsce przeznaczenia nie było do końca sprecyzowane.
Artur Weasley szedł właśnie do łóżka, gdy w górze schodów rozległo się ciche pyknięcie i spadło na niego jakieś ciało. Obaj stoczyli się ze schodów i wylądowali pod stopami Molly. Molly zdołała dojrzeć piżamę i czarną czuprynę, po czym intruz zniknął z pyknięciem.
Artur jęknął i nie podnosił się z podłogi, a Molly popędziła do Fiuu.
Tymczasem w Hogwarcie
Przeraźliwy ryk słonia zaalarmował Albusa Dumbledore. Alarm odbił się echem od zamkowych murów. Dumbledore zmarszczył brwi. Ten dźwięk oznaczał, ze naruszono osłony antyteleportacyjne Hogwartu. Zaczął sprawdzać swoje instrumenty, by zorientować się co jest nie tak, gdy Fiuu obudziło się do życia. Remus i Tonks pojawili się w biurze.
- Profesorze Dumbledore! Harry!
Zanim Dumbledore zdołał odpowiedzieć, Fiuu ponownie rozbłysło i wyszli z niego państwo Weasley.
Remus wyglądał i pachniał, jakby wykąpał się w ginie, a Artur wyraźnie utykał.
Dumbledore miał właśnie coś powiedzieć, gdy we Fiuu pojawiła się głowa Minervy McGonagall, która oznajmiła, że dyrektor jest potrzebny w pokoju wspólnym Gryffindoru. Widząc jego gości zasugerowała, że mogą też przyjść.
Hogwart, mamy problem (kilka minut wcześniej)
Alarm wciąż rozbrzmiewał i zaspani Gryfoni zbiegali do pokoju wspólnego. Wielu myślało, że to kolejny atak. Większość trzymało różdżki w gotowości. Kłębili się w pokoju wspólnym nie wiedząc co robić, gdy nagle gwałtowny ruch przyciągnął uwagę wszystkich.
Powrót Harry'ego do Hogwartu został zaplanowany jeszcze gorzej niż jego wycieczka do Nory, o ile to w ogóle możliwe.
Harry pojawił się nad kanapą. Trzy i pół metra nad kanapą. A grawitacja, jak to ona, sprawiła, że natychmiast spadł na dół. Odbił się od kanapy i pofrunął nad głowami zebranych uczniów. Nikt go póki co nie rozpoznał, ale kilkoro członków AD, nie chcąc ryzykować, wypaliło w lecący nad ich głowami obiekt. Na szczęście dla Harry'ego tylko dwa zaklęcia go trafiły. Na jego nieszczęście wystrzeliły je dwie najpotężniejsze czarodziejki w szkole.
Harry wylądował zwinięty w kłębek u stóp schodów do męskich dormitoriów. Stracił przytomność na skutek upadku na Grimmauld Place, sturlania się ze schodów w Norzy i dwóch zaklęć ogłuszających, którymi potraktowały go Hermiona i Ginny.
Pokój wspólny Gryffindoru
Gdy Dumbledore, Remus, Tonks i Weasleyowie weszli do pokoju wspólnego Gryffindoru, ujrzeli profesor McGonagall, Rona, Ginny i Hermionę zebranych wokół kanapy, na której leżał Harry z chłodnym kompresem na czole.
Powieki Harry'ego zadrgały i otworzył oczy.
- To nie skrzydło szpitalne, więc chyba nie jest tak źle.
Ginny nachyliła się i nałożyła mu okulary. Przyjrzał się nachylonym nad nim twarzom i jęknął.
- Rozumiem, że to nie był bardzo wyraźny i bardzo zawstydzający koszmarny sen?
Dumbledore poprosił o wyjaśnienie ostatnich wydarzeń. Harry opowiedział jak czytał swoje instrukcje teleportacji, a potem poszedł spać, myśląc o przeczytanym tekście.
- Zacząłem zasypiać. A potem wszystko jakoś zwariowało…
Remus parsknął.
- Co ty nie powiesz. Pojawiłeś się u nas w salonie pod nogami Tonks, która potknęła się o ciebie i oblała mnie drinkami…
Tonks trzymała się za boki i z całych sił starała się nie wybuchnąć śmiechem. Molly uniosła dłoń do twarzy, kryjąc uśmiech. Artur podjął przerwaną historię:
- Kiedy ich opuściłeś, pojawiłeś się na szczycie schodów w Norze i spadłeś na sam dół, wpadając na mnie po drodze.
McGonagall zrobiła krok w tył, ze wszystkich sił powstrzymując śmiech, podczas gdy Ginny kontynuowała:
- Pojawiłeś się w pokoju wspólnym pod samym sufitem. Wylądowałeś na kanapie i odbiłeś się od niej. Wtedy Mionka i ja trafiłyśmy cię ogłuszaczami. Potem wylądowałeś pod schodami do męskich dormitoriów…
Nie wiedział co ma powiedzieć. Ron tarzał się po ziemi ze śmiechu. Ginny wyglądała na przerażoną, że go ogłuszyła. Hermiona była rozzłoszczona. Dumbledore chichotał, a reszta w różnym stopniu poddała się potrzebie wybuchnięcia śmiechem. McGonagall ocierała łzy z twarzy, starając się uspokoić. Harry niepewnie podniósł się na nogi i posłał im wszystkim wściekłe spojrzenie.
- Skoro zamierzacie się ze mnie nabijać, równie dobrze mogę iść do łóżka!
Zachwiał się lekko, ale zadarł nos i starał się wyjść z godnością, nie zwracając uwagi na nowe paroksyzmy śmiechu, które wybuchły za jego plecami.
- Ale Harry, nie można teleportować się w Hogwarcie. Tak jest napisane w „Historii Hogwartu" – zawołała za nim oburzona Hermiona.
Postanowił, że nie jest godna jego odpowiedzi, więc szedł dalej schodami.
Harry w swej urażonej dumie dopiero rano zobaczył, że podczas swoich nocnych przygód rozdarł spodnie od piżamy i dumnie prezentował swoje pośladki całemu zgromadzonemu towarzystwu.
Następny poranek
Następnego poranka Harry pogrążył się przy śniadaniu w księdze z zaklęciami, z determinacją unikając pełnych rozbawienia spojrzeń jego przyjaciół i nauczycieli. Pewnie udałoby mu się to, gdyby nie jeden szczegół. Przy jego stole zatrzymał się Dumbledore.
- Harry, muszę powiedzieć, że wydarzenia zeszłej nocy okazały się korzystne. Przyznaję ci dziesięć punktów za wskazanie luk w osłonach antyteleportacyjnych i przekazuję ci tę książkę na temat zaklęć stosowanych w gospodarstwie domowym. Wierzę, że skorzystasz z rozdziału na temat cerowania ubrań. Okazało się, że twoja wczorajsza przypadkowa teleportacja pozwoliła mi odnaleźć luki w naszych osłonach antyteleportacyjnych. Nie były zbyt wielkie, ale wystarczające, by człowiek mógł się przez nie przecisnąć. Wydaje mi się jednak, że naprawiliśmy problem. Tak więc chcę cię uspokoić, że nie będzie już więcej wypadków przy teleportacji. Osłony zużywają się z czasem. Powinienem częściej je sprawdzać.
Po tych słowach ruszył ku stołowi nauczycielskiemu, a jego oczy migotały jak szalone.
Harry miał ochotę schować się pod stołem. Już niemal cała szkoła wiedziała o jego wycieczce i jej następstwach.
Apartament Snape'ów, po spotkaniu AD
Serena i Severus wrócili ze spotkania AD. Na kilku poprzednich Severus opowiadał o taktykach i sposobach stosowanych przez Śmierciożerców. Jednak tym razem oboje mieli okazję zobaczyć niektóre z nowych pomysłów Harry'ego podczas ćwiczeń.
- Niewiarygodne! Uczniowie? Robią rzeczy zupełnie niesłychane na polu magii obronnej! I to zaraz pod naszym nosem! Jak grupka uczniów zdołała wpaść na coś, czego nie są w stanie wymyślić przeszkoleni aurorzy? Niesamowite…
Przez ostatnie pół godziny Serena Snape patrzyła, jak jej mąż krąży po pokoju wyrzucając z siebie takie mniej więcej opinie na temat AD. Początkowo myślała, że jest zły. Jednak w końcu pojęła, że jest wstrząśnięty i nieco onieśmielony tym wszystkim, co uczniowie zdołali osiągnąć bez niczyjej pomocy.
Siedziała w fotelu w salonie i z radością obserwowała, jak jej mąż krąży wokół niej, stolika i kanapy. Z reguły to ona tak nerwowo krążyła i odkryła, że taka zamiana ról jest całkiem zabawna.
Przez ostatnich dziesięć minut próbowała przyciągnąć jego uwagę, ale całkowicie ją ignorował. Ale zaczynał się powtarzać, więc postanowiła spróbować ponownie.
- …przesuwalne tarcze? Kto o tym w ogóle słyszał? – zawołał po raz drugi Severus.
- Nie sądzisz…? – spróbowała Serena.
- A niektórzy z nich robią to bezróżdżkowo. Mówię ci, to nie powinno…
- Oczywiście, że tak. Ale chyba powinieneś pamiętać.
- Wiem, że już nie są dziećmi, ale tak czy inaczej! I to zaraz pod nosem dyrektora?
- Severusie, posłuchasz mnie przez…
- A widziałaś jak się poruszali? Ta koordynacja i…
Serena westchnęła i powiedziała cicho:
- Severusie, jestem w ciąży.
- …tak efektywni… ŻE CO?
Uśmiechnęła się, gdy Severus odwrócił się do niej tak gwałtownie, że potknął się o stolik i runął ciężko na podłokietnik kanapy. Widząc jego oszołomioną minę wybuchnęła głośnym śmiechem.
- O bogowie, gdybyś mógł zobaczyć swoją minę! – uśmiechnęła się szeroko, usiłując powstrzymać wesołość.
- Serena… co? W ciąży? Ale ja… nie rozumiem. Zaklęcie antykoncepcyjne… - urwał. Był blady i trząsł się jak w febrze.
- Żartowałam. Potrzebowałam jakoś przyciągnąć twoją uwagę.
- Żartowałaś? To znaczy…?
- Nie jestem w ciąży – przyznała, uśmiechając się lekko do spanikowanego męża.
Severus runął na kanapę, jakby nagle opuściły go wszystkie siły. Przeciągnął palcami po włosach i rzucił jej wściekłe spojrzenie.
- To nie było śmieszne!
- Dla ciebie może nie, mnie tam śmieszyło – odpowiedziała z rozbawionymi oczami. – Poza tym zaczynałeś się powtarzać – dodała, wstając ze swojego miejsca.
Wyczarowała dzbanek herbaty i dwie filiżanki, napełniła jedną z nich i podała mężowi. Napełniła drugą, usiadła u jego boku uśmiechając się szeroko na widok jego urażonej miny.
- Bezczelna dziewucha – mruknął.
- Ślizgoński wąż – odcięła się spokojnie.
- No dobrze, już cię słucham. Co było takiego ważnego? – spytał.
- Przeszedł ci już wstrząs?
- Na razie – odparł sucho.
- W takim razie skoro już widzieliśmy do czego zdolne jest AD, może nadszedł czas, by powiedzieć Harry'emu o eliksirze antycruciatus? – zapytała, odstawiając filiżankę na stolik
- Wielkie nieba, nie pomyślałem o tym! – zawołał Severus. - Po testach uznałem, że przyda się tylko aurorom i członkom Zakonu. Nigdy nie myślałem o uczniach!
- Nie możesz być zawsze nieomylny – przypomniała mu, z godnością machając ręką. – Nawet wielki profesor Snape może coś przegapić od czasu do czasu.
- Poproszę, żeby tu wpadł jutro wieczór, dobrze? – spytał Severus, ignorując przytyk.
- Mi pasuje – odpowiedziała, a potem wyjęła z jego dłoni filiżankę i odstawiła ją na stolik. Uśmiechnęła się, nachyliła do niego i wyszeptała: - Co powiesz, żeby popracować trochę nad twoim zaklęciem antykoncepcyjnym?
Druga wizja
Od jakiegoś czasu nie dawało mu to spokoju. Ciągle to odkładał, ale wciąż nad nim wisiało. Czuł poczucie winy, że to ignoruje, ale przypominał sobie o tym za każdym razem gdy spojrzał na Ginny. Nie chodziło o to, że Ginny przypominała mu o Bitwie o Hogwart, a bardziej o to co reprezentowała, o to czego pragnął, gdy to straszne wydarzenie się zakończy.
Harry wiedział, że wszystko zmierza do punktu kulminacyjnego i musi być na to gotowy. Musi być gotowy, by ujawnić te informacje, jeśli przetrwają Hogsmeade. Leżał na łóżku pogrążony w myślach. Nie mógł spać. W końcu zrobił jedyną rzecz, która przychodziła mu do głowy. Wyciągnął myśloodsiewnię, zaciągnął baldachim wokół łóżka i otoczył je zaklęciem ciszy.
Wyizolował wspomnienie i złożył je w misie. Najpierw odświeżył sobie je w oryginalnej formie.
Światło ponownie rozbłysło i Harry odkrył, że znajduje się nad budynkiem, który mógł być jedynie Hogwartem. Wieża Gryffindora się zawaliła. Zamek stał w płomieniach, a dziedziniec usłany był ciałami. Nawet z wysokości mógł rozróżnić ich tożsamość. Profesor McGonagall i profesor Sprout leżały otoczone mnóstwem uczniów z pierwszego i drugiego roku. Ron! Ron leżał na Hermionie, chroniąc ją do ostatka. Ginny? GINNY! Jej ciało leżało w pobliżu głównego wejścia do szkoły, nagie i zakrwawione. Harry zdławił łkanie, słysząc w oddali ten sam okropny śmiech.
To mi nie pomoże. Nie widzę tu żadnych wskazówek, muszę je zatrzymać i obejrzeć w takim stanie, pomyślał.
Bardzo nie chciał wchodzić do tego wspomnienia. W przeciwieństwie do wizji Hogsmeade, ta była bardzo osobista, zbyt emocjonalna. Drżącą ręką zapauzował wspomnienie i wszedł do niego.
Tak jak poprzednio opadł powoli na ziemię. Starał się odwracać oczy od ciał przyjaciół, zwłaszcza Ginny, ale nie potrafił. Miejsce gdzie leżeli Ron i Hermiona przyciągało go niczym płomień ćmę. Harry uśmiechnął się ponuro. Ron nie tylko dał Hermionie pierścień przyrzeczenia, ale wyglądało na to, że i pierścionek zaręczynowy.
Przestąpił przez gruzy i ruszył w stronę miejsca, w którym leżały profesor Sprout i profesor McGonagall.
Hmmm… to jest drugoroczniaczka… Shari Jakoś-Tam… Jest teraz na pierwszym roku w Gryffindorze, pomyślał. Zawsze coś. Nachylił się. Dziewczyna leżała z rozłożonymi rękami, dobrze wycelowane Reducto wysadziło jej większość pleców. Zadrżał i cofnął się. Odwrócił się i ruszył w stronę Ginny.
Harry skulił się jak od ciosu. W pobliżu leżał uczeń z otwartym zeszytem. Po szatach doszedł do wniosku, że to trzecioroczniak. A obok Ginny…
Przysunął się bliżej. Dłuższą chwilę patrzył na jej ciało, a potem odwrócił się, by obejrzeć upuszczony zeszyt. Hmmm… zadanie domowe z Eliksirów? Eliksir Słodkich Snów? Ciekawe o jakiej porze roku się tego uczą? Miał ogromne problemy z zebraniem myśli. Nie mógł się pozbyć z głowy koszmarnego widoku ciała Ginny.
Z wysiłkiem wyszedł z wizji. Drżał, starając się pozbyć z głowy widoku jej okaleczonego i połamanego ciała. Na Merlina, sam nie dam rady!
Rozsunął baldachim, narzucił szatę i wsunął myśloodsiewnię do kieszeni. Wiedział, że MUSI z kimś o tym porozmawiać jeszcze tej nocy. Ale najpierw miał coś ważniejszego do zrobienia.
Zmienił się w Skrzydło i zniknął ze swojego dormitorium. Chwilę później pojawił się u Ginny. Sfrunął bezszelestnie na jej łóżko i ponownie zmienił się w człowieka. Wiedział dokładnie co musi zrobić. To było instynktowne. Zaciągnął baldachim i wyciszył go, a następnie chwycił wciąż śpiącą Ginny i przycisnął do siebie, przytulając z całej siły.
Ginny obudziła się, czując jednocześnie coś wspaniałego i przerażającego. Ktoś ją mocno trzymał. Spojrzała w ciemności i ujrzała delikatne zielone światło padające z oczu Harry'ego.
- Harry?
- Gin, obiecaj mi, że nic ci się nie stanie… Obiecaj mi, ze nie zginiesz! – syknął.
- Harry, co ty…?
Harry uciszył ją, przyciskając swoje usta do jej warg. To nie była pasja ani delikatność, nie było w tym też napięcia erotycznego. Jego pochłaniająca wszystko potrzeba by ją chronić sprawiła, że chciał ją wciągnąć całą w siebie i tam zostawić. Ginny tego nie pojmowała, ale wiedziała, że to jej facet ją całuje, starając się jej coś przekazać. Objęła go i oddała pocałunek.
W końcu oderwał się od niej. Wyciągnął dłoń i dotknął jej delikatnie.
- Musiałem się upewnić, ze wszystko u ciebie w porządku. Przepraszam, że cię obudziłem.
- Co się stało, Harry? Zły sen?
- Tak Gin, po prostu zły sen. Skoro już wiem, że z tobą wszystko w porządku, wrócę spać.
Harry nie chciał jej mówić prawdy, choć czuł się paskudnie, gdy ją okłamywał.
- Harry? – spytała nieśmiało Ginny. – Może chcesz ze mną zostać?
Znów ją przytulił.
- Na Merlina, bardzo bym chciał, ale nie mogę, nie tej nocy. Proszę, zrozum mnie. Tak bardzo cię pragnę, potrzebuję, ale nie dziś. Wkrótce, obiecuję. Obiecuję ci całe wspólne życie.
Ginny spojrzała mu uważnie w oczy, ale widziała tam jedynie ból i wiedziała, że on jej nie odrzuca. Dręczyło go coś więcej niż tylko zły sen, ale czuła, że stara się ją przed tym chronić.
Harry odsunął się od niej lekko.
- Kocham cię, Ginewro Weasley. oddam swoje życie, by zapewnić ci bezpieczeństwo – wyszeptał. potem zmienił się w Skrzydło i zniknął.
Pojawił się nad zamkiem, krążąc po ciasnej spirali. Jego pieśń przybrała niespokojne tony. Te kilka chwil z Ginny pocieszyło go, ale i tak musiał podzielić się z kimś tymi informacjami. Tylko z kim? Dumbledorem? Na pewno nie ze swoimi przyjaciółmi. Z Remusem? Z kim? Z KIM?
Nagle pojawił się Fawkes.
„Co cię trapi, Pisklę?"
„Fawkes, mam informacje, którymi muszę się z kimś podzielić, ale nie wiem z kim. Myślałem, że przywołanie mojej natury feniksa uspokoi mnie, ale to nie działa. Mam zbyt dużo na głowie"
„A Albus nie jest jeszcze gotowy, by wysłuchać tego, co mu musisz powiedzieć. Ale powiedziano ci kiedyś, że są w tym miejscu inni, którym możesz zaufać. Ufaj swoim przyjaciołom. Poszukaj warzelników, Pisklę. Oni są gotowi, by usłyszeć twe wieści."
„Dziękuję, Fawkesie! Udam się do nich natychmiast."
Skrzydło zniknął i pojawił się przed drzwiami do apartamentu Snape'ów. Zmiana z feniksa w człowieka wystarczyła, by wywołać u niego atak paniki. Gdy tylko stał się na powrót człowiekiem, spadł na niego pełen ciężar tych okropnych wizji. Jego przyjaciele, JEGO GINNY!
Wydobył myśloodsiewnię z kieszeni i zapukał z desperacją…
Środek nocy, prywatny apartament Snape'ów
Walenie w drzwi obudziłoby umarłego. Gdy Severus narzucił szatę, złapał swoją różdżkę z nocnej szafki i udał się do drzwi wejściowych, Serena niechętnie wstała z łóżka.
Kto do diabła wali do drzwi o tak późnej porze? pomyślałam, patrząc na zegar. Jest pierwsza w nocy, na miłość Merlina!
Severus również nie był szczęśliwy. Idąc szybko przez salon uderzył palcem u stopy w nogę od stołu. Wściekły machnął różdżką i świecie zapłonęły, rozświetlając pomieszczenie. Pokuśtykał do drzwi, mrucząc pod nosem:
- Przysięgam, jeśli to coś innego niż pożar zamku, to transmutuję dupka za drzwiami w osła!
Szarpnięciem otworzył drzwi i wściekle spojrzał na intruza.
- Co się k… Harry?
Młody mężczyzna stojący pod drzwiami wyglądał jak żywy trup. Był zlany potem, a ręce trzęsły mu się tak bardzo, że niemal upuścił to, co w nich trzymał. Widząc panikę w jego oczach Severus po prostu zrobił krok w bok i wpuścił go do środka.
Harry wpadł do apartamentu i popędził do salonu. Rozejrzał się przerażony. Stanął twarzą do Severusa i wykrztusił:
- Pana żona? Oboje musicie to zobaczyć.
Severus podszedł do niego i delikatnie położył mu dłoń na ramieniu, po czym zawołał Serenę. Nie chciał zostawiać Harry'ego samego w takim stanie.
Kiedy Serena weszła do pokoju i zobaczyła co się tam dzieje przełknęła złośliwą uwagę, którą miała na końcu języka. O bogowie, co znowu?
- Harry? – odezwała się delikatnie. – Co się stało?
- Możemy iść do jadalni? – spytał Harry, wyrzucając z siebie pospiesznie słowa. – Musicie do tego usiąść, a ja… - urwał nagle i posłał jej błagalne spojrzenie.
- Oczywiście. Chodź za mną – poprosiła, idąc w głąb apartamentu.
Kiedy Harry kładł myśloodsiewnię na stole, Serena posłała mężowi zatroskane spojrzenie. Odpowiedział podobnym spojrzeniem i machnął ręką w stronę krzeseł.
Gdy Harry zajął miejsce, Serena i Severus odsunęli krzesła po obu stronach nieruchomej postaci i usiedli. Patrzyli jak młody mężczyzna wbija w przedłużającej się ciszy spojrzenie w myśloodsiewnię. Nie poruszał się. Nawet nie mrugał.
Czując jak strach jeży jej włosy na karku, Serena wyciągnęła rękę i dotknęła dłoni Harry'ego. Kiedy nie odpowiedział, delikatnie ujęła jego podbródek i obróciła jego twarz do siebie.
- Harry, co się stało? – spytała. Ból w jego oczach łamał jej serce.
- To ta wizja, której nikomu nie pokazałem… jest taka okropna… Dzisiaj obejrzałem ją po raz drugi. Proszę, kiedy trzecioroczniacy uczą się o Eliksirze Słodkich Snów? To naprawdę ważne…
Serena odchyliła się zdumiona.
- Po co ci…?
- To ważne! To jedyna wskazówka, którą mam, a nie mogę wrócić do… do tego… - odparł, wskazując drżącą ręką na myśloodsiewnię.
- W porządku. Sprawdzę mój plan lekcji – odparła, przywołując do siebie odpowiedni dokument i kartkując go.
Severus patrzył na nich, a myśloodsiewnia podsycała jego ciekawość.
- Harry? Ogólnie rzecz biorąc o Eliksirze Słodkich Snów uczymy między połową marca i połową kwietnia. Czy to ci pomoże?
Harry opadł na krzesło, pokonany.
- Miałem nadzieję, że będziecie mieli dokładniejszą datę – powiedział cicho.
- Harry, przeszukałeś całe wspomnienie? – wtrącił się Severus.
Harry zadrżał konwulsyjnie.
- Nie mogę… zbyt… straszne…
Severus zerknął na żonę, ale odezwał się ponownie:
- Harry, a może pójdziemy z tobą? W ten sposób wszyscy przeszukamy wspomnienie i nie będziesz sam.
Harry drgnął, jakby uchylał się przed ciosem. Serena ponownie ujęła jego dłoń.
- Harry, będziemy z tobą cały czas. Będziesz bezpieczny – zapewniła.
Harry wyglądał na pokonanego. Pokiwał głową w otępieniu. Cała trójka ścisnęła się wokół myśloodsiewni. Harry uruchomił wspomnienie do momentu, gdy chciał je zatrzymać.
Światło ponownie rozbłysło i Harry odkrył, że znajduje się nad budynkiem, który mógł być jedynie Hogwartem. Wieża Gryffindora się zawaliła. Zamek stał w płomieniach, a dziedziniec usłany był ciałami. Nawet z wysokości mógł rozróżnić ich tożsamość. Profesor McGonagall i profesor Sprout leżały otoczone mnóstwem uczniów z pierwszego i drugiego roku. Ron! Ron leżał na Hermionie, chroniąc ją do ostatka. Ginny? GINNY! Jej ciało leżało w pobliżu głównego wejścia do szkoły, nagie i zakrwawione. Harry zdławił łkanie, słysząc w oddali ten sam okropny śmiech.
Sztywno skinął głową, dając im znak, by do niego dołączyli.
Wylądowali delikatnie na błoniach Hogwartu. Zniszczenia były niewiarygodne. Serena jęknęła, a Severus wziął ją za rękę. W tym miejscu śmierci i zniszczenia dotyk żywej osoby był czymś bardzo pożądanym.
Harry czuł odrętwienie. Wskazał im miejsce, w którym w pyle leżały profesor Sprout i profesor McGonagall. Poprowadził ich w tamtym kierunku, zatrzymując się przy jednym z ciał.
- Shari. Jest teraz pierwszoroczną Gryfonką. Ale ma naszytą belkę drugiego roku, więc wiemy, że chodzi o przyszły rok.
Serena rozejrzała się. Z miejsca, w którym stali, mogła dostrzec płonącą chatę Hagrida. Zmrużyła oczy, widząc leżących razem Rona i Hermionę. Harry wskazał na inne ciało, leżące bliżej Holu Wejściowego.
- Znalazłem tam zeszyt. Eliksiry. Kończy się na Eliksirze Słodkich Snów.
Severus spojrzał na Harry'ego, który nie chciał iść dalej.
- Harry, jesteśmy z tobą. Nic ci się nie może stać.
- Nie możemy tego zrobić bez ciebie – zachęciła go delikatnie Serena.
Harry sztywno skinął głową.
Cała trójka podeszła do trzecioroczniaka. Severus nachylił się i wyciągnął wystający częściowo z zeszytu list, datowany na 7 kwietnia. Pokazał go swojej żonie.
Harry powinien to dostrzec. Jak mógł to przegapić? pomyślał. Oboje obrócili się do Harry'ego, by pokazać mu list oraz spytać, dlaczego go wcześniej nie zauważył.
Harry nie zwracał na nich uwagi. Jego oczy były wlepione w ciało leżące tuż przed wejściem do szkoły. Cały drżał i potrząsał energicznie głową, starając się przekonać, że ten widok nie jest prawdziwy. Serena i Severus podążyli za jego spojrzeniem.
Serena zachwiała się i złapała męża, by nie upaść. Oczy Severusa pociemniały w gniewie. Ginny Weasley leżała przed Holem Wejściowym. Była naga zakrwawiona i widać było wyraźnie, że umarła po długich i bolesnych torturach, a nie na skutek szybkiego zaklęcia.
Severusowi wystarczyło jedno spojrzenie na Harry'ego, by inwokować zaklęcie wyrzucające ich wszystkich z myśloodsiewni. Severus i Serena usiedli na swoich krzesłach, starając się przetrawić to, co właśnie ujrzeli.
Harry nie patrzył na nich. Wbił spojrzenie w blat i mamrotał:
- Muszę go pokonać… muszę go pokonać…
Serena spojrzała mężowi w oczy i bezgłośnie powiedziała „salon".
Severus skinął głową, wstał i wyprowadził nie stawiającego oporu Harry'ego. Podążyła za nimi. Po drodze zboczyła na chwilę z trasy, weszła do laboratorium i zgarnęła z półki jeden z eliksirów, po czym dołączyła do dwóch mężczyzn.
Severus pomógł Harry'emu usiąść na kanapie. Próbował z nim rozmawiać, ale młodszy mężczyzna nie reagował. Wstał sfrustrowany, gdy Serena weszła do pokoju. Zrobił w jej stronę kilka kroków z zatroskaną minę i spojrzał pytająco na butelkę, którą trzymała w ręce.
- Słodkie Sny – mruknęła cicho.
Skinął głową. Może sen faktycznie był najlepszym wyjściem.
- A co z wymazywaniem pamięci? – spytała.
- Nie sądzę, żeby wymazanie tego wspomnienia mu pomogło. Będzie potrzebował tych informacji. Poza tym wiesz przecież, jak nie lubię bawić się cudzym umysłem.
- Nie całe wspomnienie, tylko tą część z jego przyjaciółmi i Ginny. Oczywiście zapytamy go najpierw o zgodę. Jeśli się zgodzi, to ty będziesz to musiał zrobić. Ja nie mam takiej kontroli nad zaklęciami pamięci.
Severus przeciągnął palcami po włosach i zmarszczył brwi. Nienawidził mieszania ludziom we wspomnieniach, ale Serena miała rację. Jeśli młody czarodziej się zgodzi, tak faktycznie mogło być najlepiej.
- W porządku, ale nie mam pojęcia jak teraz do niego dotrzeć. Jest w totalnej rozsypce.
Oboje podeszli do Harry'ego i usiedli, Severus na stoliku przed chłopakiem, Serena na kanapie obok niego. Położyła eliksir na stoliku przed sobą i usiadła przodem do Harry'ego.
- Harry? Posłuchaj mnie proszę. Możemy ci pomóc, ale musisz mnie wysłuchać. Harry? Wróć do nas proszę – mówiła delikatnie Serena, głaszcząc jego dłoń.
Severus patrzył na młodego mężczyznę uważnie, podczas gdy jego żona przemawiała do niego. Nieobecne, wypełnione bólem oczy Harry'ego kilkakrotnie zdawały się migotać, aż wreszcie zdołał się skupić na ciemnych oczach nauczyciela Obrony.
- Harry? – odezwał się delikatnie Severus.
- Tak, profesorze? – napłynęła beznamiętna odpowiedź.
- Pamiętasz co się stało?
Harry drgnął gwałtownie i odskoczył, zaciskając oczy. Severus ujął jego drugą rękę i uścisnął.
- Już w porządku. Jesteśmy tu. Możemy ci pomóc. Ale musisz nas słuchać. Możesz to zrobić?
Na dźwięk uspokajających słów nauczyciela Harry otworzył oczy. Napotkał jego spojrzenie jeszcze raz i skinął głową.
- Wiesz, że to co widziałeś nie stanie się na pewno. To tylko jedna z możliwości – gdy Harry próbował mu przerwać, Severus kontynuował ostrzejszym tonem: - Ginny i twoi przyjaciele nie są martwi. I nie będą! Harry, nie jesteś sam w tej walce. Ale nie możesz ich odpychać. Potrzebujesz ich. Wykorzystaj ich siłę i walcz za siebie i za nich.
Harry zaczął się odprężać, gdy dotarły do niego spokojne, ale wypowiadane z naciskiem słowa. Ginny nie była martwa. Ron, Hermiona… wszyscy byli bezpieczni w Wieży Gryffindora. Spojrzał w oczy mężczyzny siedzącego przed nim, szukając śladów oszustwa. Nagle poczuł, jak jego naszyjnik się rozgrzewa. Wziął głęboki, urywany oddech i potaknął.
- Harry – odezwała się Serena, przyciągając jego spojrzenie. – Możemy ci pomóc. Severus może usunąć wspomnienie Ginny i twoich przyjaciół. Nie całe wspomnienie, jest zbyt ważne, by je stracić. Ale można zabrać te najboleśniejsze części. Kiedy to się stanie, przypomnimy ci, że część tego wspomnienia została wymazana, bo była dla ciebie zbyt bolesna. Ale to musi być twoja decyzja.
Mamo? Tato? pomyślał Harry, zamykając oczy. Potrzebuję z tym waszej pomocy. Powiedzieliście mi, że mogę im zaufać. Wierzę wam, ale nie wiem co teraz robić. Wygląda na proste rozwiązanie, prawda? Może za łatwe? Nie wiem. Nie chcę widzieć tego więcej, ale nie mogę się pozbyć tego obrazu z głowy. Bogowie, Ginny! Mamo? Tato? Syriuszu? Powinienem pozwolić na wymazanie tego wspomnienia?
Czekał przez chwilę na odpowiedź. Gdy naszyjnik się rozgrzał, rozluźnił się z ulgą. Nie będzie musiał już więcej widzieć zmaltretowanego ciała Ginny. Otworzył jeszcze raz oczy i spojrzał na profesora Snape'a.
- Wiem, że pan tego nie lubi. Ale proszę to zrobić, chyba jest mi to potrzebne – powiedział z cichym przekonaniem.
Godzinę później Severus z Sereną weszli do sypialni z nadzieją na złapanie choć kilku godzin snu. Po usunięciu wspomnienia odprowadzili Harry'ego do pokoju wspólnego Gryffindoru i podali mu Eliksir Słodkich Snów. Choć najgorsze wspomnienia zostały usunięte z pamięci Harry'ego, to co zostało wcale nie było przyjemne. Dobrze przespana noc na pewno mu pomoże.
Gdy Serena ściągała szatę, dostrzegła wściekłe spojrzenie męża.
- Co jest? – spytała.
- Właśnie się zorientowałem, że spędziłem kilka ostatnich godzin pocieszając syna Jamesa Pottera – odparł zmieszany, kładąc się na łóżku.
- Severusie Snape! Nawet nie waż się znowu zaczynać! – ostrzegła go, wchodząc na łóżko i klękając przy jego boku.
- Sereno, nie rozumiesz… - próbował wytłumaczyć.
- Rozumiem więcej, niż ci się wydaje! – przerwała mu ze złością. – Wciąż nie możesz dać sobie spokoju z ojcem chłopaka! Co z tobą nie tak, ty durny facecie? – nachyliła się i zaczęła potrząsać mu palcem przed twarzą. – Jeśli w jakikolwiek sposób skrzywdzisz tego chłopaka, to zapłacisz za to. Mówię poważnie! Nie pozwolę, by twoje dawne problemy z jego ojcem sprawiły mu więcej bólu!
Złapał jej palec i przetoczył się po łóżku w taki sposób, że przygniótł ją swoim ciałem.
- Posłuchasz mnie? – syknął. – Na Merlina, kobieto, to cud że w ogóle cokolwiek słyszysz, skoro non stop kłapiesz tą jadaczką!
Spojrzała na niego spode łba, ale ucichła.
- Przez pięć lat ten chłopak mnie wkurzał. I to nie tylko z powodu tego, kim był jego ojciec. To nie jest coś, czego mógłbym się po prostu pozbyć w jeden dzień. W tym roku byłem to w stanie ignorować. Dzisiaj zorientowałem się, że przez ostatnich kilka miesięcy nie ignorowałem mojej niechęci, bo jej już tam nie ma! A dziś w nocy, kiedy tu przyszedł taki… Na bogów, przecież wiesz, że nie radzę sobie dobrze z młodymi ludźmi. Wiesz dobrze! A jednak chciałem go pocieszyć?
Zszedł z niej, przetoczył się na plecy i spojrzał w sufit.
- Nie byłem zły – kontynuował cicho. – Martwiłem się. Martwiłem się o chłopaka, który już kilka miesięcy temu przestał być dla mnie tylko „synem Jamesa". Na Merlina, po prostu stałem się mięczakiem!
- Nie stałeś się mięczakiem – zaoponowała Serena, wtulając się w bok męża. – Po prostu nauczyłeś się czasem odpuszczać. I czas najwyższy. Ale nie martw się, pierwszaczki i tak będą się ciebie bały. Jesteś rytuałem przejścia, który musi zaliczyć każdy w Hogwarcie. Jeśli dzieciaki przetrwają ciebie, to nic ich nie złamie!
Gdy burknął coś w odpowiedzi, uśmiechnęła się, przykryła ich oboje kocem i złożyła głowę pod jego brodą.
Severus pocałował czubek jej głowy i westchnął. Na bogów, JESTEM mięczakiem!
Drugie śniadanie, następny dzień
Harry spał tego dnia do późna. Serena Snape powiedziała mu, żeby się nie przejmował, bo poinformuje nauczycieli, że może przegapić lekcje.
Wstał tuż przed południem. Jak przez mgłę pamiętał, że Ron próbował go obudzić. Wziął szybki prysznic, zmienił się w czyste ubrania, a potem poszedł na drugie śniadanie do Wielkiej Sali.
Usiadł obok swoich przyjaciół i zaczął napełniać swój talerz, ale Ginny go zatrzymała.
- Harry, należy mi się wyjaśnienie tego co stało się wieczorem – powiedziała surowo.
- Masz rację, należy ci się wyjaśnienie. Ale obawiam się, że nie mogę ci powiedzieć wszystkiego. Nie zamierzam niczego przed wami ukrywać – dodał szybko, widząc jej minę – ale pewnych rzeczy nie pamiętam i nie chcę pamiętać. Pozwoliłem profesorowi Snape'owi usunąć niektóre moje wspomnienia z zeszłej nocy.
Ron upuścił widelec, a dziewczęta spojrzały na niego zdumione.
- CO ZROBIŁEŚ? – krzyknął Ron. – Oszalałeś?
- Ron! Nie drzyj się! – syknął wkurzony Harry. – Nie zrobiłem tego dla zabawy. POZWOLIŁEM mu to zrobić. Zgodziłem się na to. Potrzebowałem tego.
Zniżył głos i kontynuował.
- Słuchajcie, przy użyciu myśloodsiewni wszedłem w tą wizję, której nikomu nie pokazywałem. Potrzebowałem mieć jakieś pojęcie o jej umiejscowieniu czasowym. Teraz mam potrzebne mi informacje. Przyszedłem wczoraj do ciebie, Ginny, bo coś co tam zobaczyłem bardzo mnie poruszyło. Potrzebowałem się upewnić, że wszystko z tobą w porządku. Potem wziąłem myśloodsiewnię i pokazałem to wspomnienie Snape'om. Nie pamiętam dokładnie co tam ujrzałem, ale pamiętam, że po tym wszystkim czułem się jak chodzący trup. Oni mi pomogli, Ron. Wymazał mi część tych wspomnień, a ja mu na to pozwoliłem. Nie pamiętam co zobaczyłem. Mam co mi było potrzebne i nikt już więcej nie zobaczy tego wspomnienia, może poza Dumbledorem. Uwierz mi, Ron, nie chciałbyś widzieć tej wizji.
Ginny położyła mu rękę na ramieniu. Spojrzał na nią i przytulił ją mocno.
- Chciałem się po prostu upewnić, że jesteś bezpieczna – wyszeptał jej do ucha.
Pomysły i rewelacje
Kilka dni później Harry siedział w cichej bibliotece. Coś go męczyło od walentynek. Kartkując swój notatnik natknął się na szkic kryształu w kształcie serca, który dał Ginny i zamarł. A może…?
Szybko zaczął sprawdzać swoje notatki. Tak, kryształ wewnątrz kryształu daje kilka nowych, ciekawych możliwości. Jasne, dużo trudniej było to wykonać, ale taka kombinacja matryc pozwoli mu wykorzystać więź Proteusza w sposób, który w ogóle nie był zaprojektowany! Znak mógł stać się odbiornikiem najróżniejszych rodzajów magii, jeśli użyje się odpowiedniej struktury kryształów. jedynym problemem, który dostrzegał, była słabość struktury na linii stycznej kryształów. To oznacza, że mógł być problem z dużą ilością mocy, co ograniczałoby zastosowania. Otworzył na pustej stronie i zaczął gwałtownie pisać, przerywając tylko raz na jakiś czas, by przywołać potrzebną książkę.
Było już blisko ciszy nocnej, a Harry pracował nieustannie, póki pani Pince go nie wyprosiła. Spojrzał na nią ze złością, ale opuścił bibliotekę i udał się wprost do Pokoju Życzeń.
Cała noc pracował nad swoim nowym pomysłem. Przywoływał do siebie księgę za księgą, sprawdzając swoje wnioski i przelewając je na papier.
W końcu przerwał i przeczytał notatki. To powinno zadziałać! Odsunął notatnik i zaczął chodzić tam i z powrotem. Jak to można przetestować? Jak? Zatrzymał się. Tak! To może się udać, pomyślał. Usiadł ponownie i zabrał się do pracy nad przygotowaniem testu.
Po godzinie opuścił Pokój Życzeń i ku swojemu zaskoczeniu ujrzał, że było już rano. Gdzie się podział ten cały czas?
3,2,1… Testujemy!
Harry wszedł na śniadanie do Wielkiej Sali i rozejrzał się dyskretnie.
TAK! Teraz mogę się przekonać czy to dział, mam nadzieję, pomyślał.
Zauważył swoich przyjaciół i podszedł do nich. Zamiast jak zwykle usiąść koło Ginny, spoczął obok Hermiony. Ginny zmarszczyła brwi, a Hermiona spojrzała na niego pytająco. Pokazał im, żeby nachylili się bliżej.
- Chciałbym, żebyście obserwowali teraz naszych miejscowych Śmierciożerców. Chcę coś przetestować. Zwróćcie uwagę na ich zachowanie – wyszeptał.
Harry wydobył obły kryształ z kieszeni. Był przejrzysty, zielony z dziwnym różowym wnętrzem, a jeszcze głębiej znajdowało się coś ciemnego. Położył go na dłoni, która rozjarzyła się lekko.
Spojrzał pytająco na trójkę przyjaciół.
- Michale Corner się śmieje – zameldował Ron.
- Tak jak Marietta Edgecombe – dodała Ginny.
- Pansy próbuje powstrzymać chichot – zauważyła Hermiona.
- Dobra, to był pierwszy test, teraz dodam trochę więcej mocy.
Jego ręka rozjarzyła się nieco jaśniej. Przyjaciele zameldowali o takim samym skutku.
- Dobra, nie chcę, żeby zaczęli coś podejrzewać, ale będę potrzebował trochę więcej mocy.
Jego ręka znów rozbłysła, jeszcze mocniej niż poprzednio. Nagle kryształ rozgrzał się gwałtownie. Sapnął z bólu i upuścił go na blat. Kamień stał się czarny i uniosła się z niego odrobina dymu. Złapał się za dłoń, na której już zaczęły pojawiać się bąble. Syknął z bólu i potrząsnął głową.
Ginny złapała jego poparzoną rękę i zaczęła ją uzdrawiać. Uśmiechnął się do niej z wdzięcznością. Hermiona spojrzała na niego podejrzliwie.
- Harry, o co tu właściwie chodziło?
Zdrową ręką wyciągnął swój notatnik. Przekartkował go, aż dotarł do właściwej strony i przesunął go po stole w jej kierunku.
- Jestem zbyt zmęczony, żeby ci to teraz wyjaśniać. Zacząłem pracować nad tym wczoraj i właściwie zarwałem dla tego noc.
Hermiona spojrzała na otwartą stronę. Zmarszczyła brwi, widząc tytuł, ale pogrążyła się w lekturze.
Użycie skomplikowanych struktur krystalicznych z odmiennym rdzeniem
w celu zmuszenia Znaku Proteusza do działania jako odbiornik standardowych zaklęć
H. J. Potter
Jest możliwe, by przy użyciu kombinacji struktur krystalicznych zmusić znak stworzony za pomocą Zaklęcia Proteusza do działania jako odbiornik efektów tworzonych za pomocą standardowej magii. Koncept ten wymaga włączenia esencji rzeczonego znaku w serii kryształów, których rdzeń zbudowany jest z innego materiału niż zewnętrzna powłoka (zob. rys. 1). Przewiduję, że da to możliwość wysyłania niskoenergetycznej magii, takiej jak zaklęcia, wprost do każdego znaku znajdującego się relatywnie blisko.
Koncepcja ma kilka wad. Przez złożoną strukturę nie da się wysyłać wysokoenergetycznych zaklęć, gdyż linia styczna kryształów ze swej natury stanowi słaby punkt. Dodatkowo ze względu na ograniczenia mocy, zakres wynosi zapewne niespełna 100 metrów.
Stworzenie tak złożonej struktury wymaga włączenia w nią istniejącego detektora Mrocznego Znaku, który został przekształcony, by spełniać wymogi dotyczące jego kształtu i rozmiaru. Detektor zapewnia wymaganą esencję oraz funkcjonuje jako rdzeń struktury, wiążąc ją ze specyficznym rodzajem znaku Proteusza…
Hermiona gwałtownie poderwała głowę i spojrzała wściekle na Harry'ego. Znowu jej to zrobił! Miała ochotę zerwać się na nogi i wrzaskiem uwolnić z siebie tę frustrację! Miała go właśnie rozszarpać na strzępy, gdy zorientowała się, że Harry u jej boku delikatnie chrapie, a jego głowa powoli opadała ku pustemu talerzowi po jedzeniu.
Złapała notatnik, zatrzasnęła go ze złością i spojrzała na Ginny. Oschłym tonem oznajmiła:
- Dobrze, że to twój facet. Gdybym nie kochała go jak brata, zabiłabym go w tej chwili.
Po tych słowach gwałtownie wstała i energicznie pomaszerowała ku stołowi nauczycielskiemu, zostawiając za sobą Ginny i Rona, którzy spoglądali za nią, nie wiedząc co się stało. Harry spokojnie chrapał dalej. Zatrzymała się przed profesor McGonagall.
- Pani profesor… ten… aaa! Ten chłopak… ja go… on to znowu zrobił!
Profesor McGonagall spojrzała ponad stołem na swoją ulubioną uczennicę.
- Proszę się uspokoić, panno Granger. Kto zrobił i co zrobił? Proszę mi powiedzieć na czym polega problem.
- On to znowu zrobił, pani profesor! Harry! Proszę popatrzeć! Zrobił to nie mówiąc mi ani słowa!
Otworzyła notatnik i podsunęła go nauczycielce pod nos. Minerva przeczytała fragment, a potem położyła dłoń na ramieniu Dumbledore'a, przerywając jego rozmowę z profesor Sprout. Nachylił się, spojrzał w notatnik, a potem uniósł brew.
- Wygląda na to, ze pan Potter znów był bardzo zajęty. Gdzie on jest? – spytał, unosząc głowę. Szybko dostrzegł śpiącego chłopaka przy stole Gryffindoru.
- Powiedział, że pracował nad tym całą noc – wyjaśniła nieco ciszej Hermiona. – Przyszedł tu niedawno z nowym rodzajem kryształu, którego wcześniej nie widziałam i przeprowadził kilka testów, sprawiając że pewna trójka uczniów zaczęła się śmiać. Nie mogę uwierzyć, że on tak po prostu sobie poszedł i to zrobił nie mówiąc mi o tym choćby słowem!
- Hermiono… jesteś najinteligentniejszą czarodziejką, jaką mieliśmy tu od dłuższego czasu, ale Harry nie robi tego, żeby cię obrazić czy rozzłościć. Nagle spływa na niego natchnienie, a jego determinacja nie pozwala mu odpuścić, póki wszystkiego nie rozpracuje. On nie stara się z tobą konkurować – próbował ją uspokoić Dumbledore. Po chwili przerwy kontynuował: - W pewnym sensie jest to bardziej związane z jego artystycznymi talentami niż czystym intelektem, moja droga. Często się zastanawiałem. Gdyby nie robił tych rysunków, to czy wpadłby kiedykolwiek na te pomysły?
Gniew uleciał z niej jak powietrze z przekutego balona.
- Ja to wiem, panie profesorze, ale to szalenie frustrujące. Znika gdzieś, a potem pojawia się z tymi rewelacyjnymi pomysłami, ale ciągle lubi sobie sprawdzać swoje zadania domowe z moimi.
- On naprawdę potrzebuje twojej pomocy, Hermiono. To niezwykle zdolny czarodziej, całkiem mądry na swój sposób. Jednak on koncentruje się na tych aspektach, które bezpośrednio wpływają na jego życie, podczas gdy ty pragniesz nauczyć się wszystkiego co tylko możliwe. Być może któregoś dnia, gdy wojna się skończy, on poczuje to samo pragnienie. Jednak cieszę się, że na razie utrzymuje koncentrację. Pozwólcie mu pospać kilka godzin. Spotkamy się wieczorem w moim gabinecie, by to omówić. W międzyczasie zrobię kilka kopii tego najnowszego pomysłu. Proponuję, żebyście zaprowadzili go do łóżka i niech Ronald obudzi go w południe.
Gabinet dyrektora, Hogwart
Wieczorem tego samego dnia do biura dyrektora wszedł bardzo zmęczony Harry w towarzystwie Ginny. W środku siedzieli już McGonagall, Flitwick, małżeństwo Snape'ów i Hermiona. Dumbledore uniósł brew, widząc Ginny, ale zaprosił ich do środka.
- Harry, właśnie zaczęliśmy omawiać twoją pracę, ale czy jesteś pewien, że panna Weasley ma być dzisiaj z nami? – spytał Dumbledore.
- Tak. Szczerze mówiąc jestem strasznie zmęczony i nie sądzę, by był dzisiaj ze mnie jakikolwiek pożytek. Przyprowadziłem Ginny, ponieważ ma na sobie inspirację dla tej ostatniej pracy i, no cóż… nie sądzę, by chętnie się z nią rozstała – wyjaśnił. obrócił się do swojej dziewczyny i spytał: - Mogłabyś proszę pokazać wszystkim naszyjnik, który dałem ci na walentynki?
Ginny zdjęła naszyjnik i podała go profesor McGonagall, która przyjrzała mu się dokładnie, po czym przekazała go dalej.
- Naszyjnik Ginny nie ma żadnych właściwości magicznych, ale to on naprowadził mnie na ten pomysł. Zbudowałem rubin, a następnie obudowałem go diamentem. Dręczyło mnie to od dnia, gdy zrobiłem ten naszyjnik. Początkowo po prostu łączyłem różne kryształy niczym cegły, które układa się jedna na drugiej. Umieszczenie jednego wewnątrz drugiego zupełnie zmienia dynamikę ich funkcjonowania.
W miarę jak Harry mówił, naszyjnik Ginny przechodził z rąk do rąk. W końcu dotarł do Dumbledore'a, który zbadał go szczególnie dokładnie.
- Kiedy na to patrzyłem dwie rzeczy były dla mnie jasne od początku. Ze względu na to, ze dwa kamienie nie są ze sobą stopione, zakres energii jaki może wchłonąć struktura jest ograniczony prawdopodobnie jedynie do zaklęć niskoenergetycznych. Zasięg również jest ograniczony. Jednak bardziej interesujące jest coś, czego jeszcze nie wypróbowałem. Uważam, że z tych kryształów korzystać może każdy i pewnie będzie mu łatwiej niż mi – wzruszył ramionami. – To jedna z tych sytuacji, kiedy posiadanie zbyt dużego zasobu mocy wcale nie jest takie korzystne.
Dumbledore oddał Ginny naszyjnik i notatnik Harry'ego. Podała naszyjnik Harry'emu, odwróciła się do niego tyłem i uniosła włosy. Uśmiechnął się i nałożył jej kryształ. Dumbledore roześmiał się, widząc to zachowanie.
- Wygląda na to, że ten kryształ ma więcej mocy niż ci się wydaje, Harry. Przynajmniej dla panny Weasley, bo wygląda na to, że potrafi cię kontrolować za jego pośrednictwem. Widzę, że wciąż jesteś zmęczony, wiec może wrócisz z pannę Weasley do waszego pokoju wspólnego. Reszta omówi to szczegółowo, a panna Granger przekaże ci nasze wnioski jutro rano. Może jutro będziesz w stanie zrobić nam jeden z tych kryształów, byśmy mogli na nim pracować?
Harry potaknął, starając się stłumić ziewanie.
- Dobrze, jutro. Gdybym spróbował dzisiaj, pewnie zasnąłbym w czasie pracy.
Gdy Harry i Ginny wyszli, Dumbledore powiódł spojrzeniem po zebranych.
- Jakieś komentarze?
Wyglądało na to, że Hermiona lada moment eksploduje, więc Dumbledore skinął, pozwalając jej rozpocząć.
- Nie miałam czasu na dokładne wczytanie się w artykuł Harry'ego, ale biorąc pod uwagę niskoenergetyczną naturę możliwych zaklęć, postanowiłam poszukać takich, które można tu wykorzystać. Generalnie możemy podzielić je na dwie kategorie: użyteczne i bezużyteczne. Jeśli chodzi o użyteczne, jako że wątpliwe jest, by mogło to służyć jako broń, to odkryłam kilka zaklęć śledzących, które mogą okazać się pomocne…
Zebranie trwało jeszcze kilka godzin, ale w końcu jego uczestnicy się rozeszli. Każdy czuł, że potrzebuje jeszcze kilku godzin, by zastanowić się nad odkryciem Harry'ego.
Pokój wspólny Slytherinu, środek nocy, końcówka marca
Draco Malfoy siedział w ciemnym kącie ślizgońskiego pokoju wspólnego. Ostatnie dwa miesiące okazały się dla niego piekłem na Ziemi. Otrzymał kilka sów od ojca, który groził, że odda go swojemu panu jako cel do ćwiczenia zaklęć. Wieczorne szlabany z Filchem były upokarzające, a do tego ten czas z Dumbledorem.
Ten gość jest jakiś popierdolony! pomyślał mściwie. Najpierw każe mi pisać długie wypracowanie o wzroście potęgi szlam, a potem pracę porównawczą między światem mugolskim i czarodziejskim.
To drugie zadanie naprawdę nim wstrząsnęło. Nikt nigdy mu nie powiedział, że mugole dysponują bronią tak potężną, że mogłaby zniszczyć świat. Nawet Voldemort tego nie umiał.
Ale to wszystko bladło w porównaniu z upokorzeniem, na które narazili go członkowie jego własnego domu! Nikogo już nie obchodziło, że jest Malfoyem. Teraz był obiektem żartów i drwin. Nawet pierwszaki się z niego śmiały. Otwarcie i w twarz!
Niech ich szlag! wściekał się. Znajdę sposób, by pokazać im, że nikt nie może śmiać się z Malfoya! Zmuszę ich, by znowu zaczęli zwracać na mnie uwagę. Nauczę ich znowu strachu przed imieniem Malfoyów. Jakoś…
- Draco?
Spojrzał w stronę, z której dobiegał głos i niemal warknął.
- Czego chcesz, Pansy? Przyszłaś się ponabijać jak reszta?
Niech ją szlag. Miała na sobie tą samą srebrną szatę, a pas związała na tyle lekko, by można było zobaczyć znajdującą się pod spodem… skórę? W co ona sobie teraz pogrywa? Pieprzona suka! To przez nią jestem w tej sytuacji. Czemu ja jej posłuchałem?
- Nie Draco. Widzę, jaki zostałeś skrzywdzony i przyszłam, by dać ci szansę na odkupienie. Jestem tu, by pomóc ci wrócić do łask naszego pana… O ile będziesz dla mnie miły.
- Tak? Jakbyś nie zauważyła, nie dopuszczają mnie do różdżki na dłużej niż sześć godzin dziennie, a mój ojciec odmawia wysłania mi innej. Nie za wiele mogę bez niej zrobić – rzucił sarkastycznie.
Roześmiała się, nadając swojemu głosowi seksowne, lekko chrypiące brzmienie.
- Och Draco, nie doceniasz mnie. Ale tak zawsze było.
- Jeśli masz coś do powiedzenia to gadaj. Męczą mnie twoje gierki.
- Gierki? Draco, to nie jest żadna gra. Mój plan pozwoli, byś z honorem dołączył do rodziny. Ludzie znów będę się ciebie bali. Twój ojciec i Czarny Pan będą dumni! – powiedziała z naciskiem.
- Pansy, jestem obserwowany i wiesz o tym. Dumbledore…
- Dumbledore to głupiec! – syknęła, przysuwając się bliżej. – Słuchaj mnie dobrze, Draco. Kiedy skończę, Dumbledore'a już tu nie będzie. Tak jak i nas!
Uklękła przed nim, położyła dłonie na jego kolanach i spojrzała mu w oczy. Jest zainteresowany, ale potrzebuje jeszcze trochę, pomyślała.
- Chcesz się zemścić za wszystko, co ci odebrano?
- Nie zadawaj głupich pytań. Wiesz dobrze, że tak.
- Wiesz, mogę ci to umożliwić.
- Jak? I ile jeszcze będę musiał za to zapłacić? To ty jesteś częściowo odpowiedzialna za władowanie mnie w to gówno!
- Czyli to ja powiedziałam ci, żebyś zabijał szlamę na oczach Pottera i jego przyjaciół. Proszę cię, Draco, sam to zrobiłeś. Powinieneś z tym zaczekać i dobrze o tym wiesz.
Uderzył pięścią w podłokietnik i spojrzał na nią z wściekłością. Choć bardzo pragnął jej zaprzeczyć, wiedział, że każde jej słowo jest prawdą.
- Jaki masz plan? – spytał, powstrzymując się przed obrzuceniem jej wyzwiskami.
- Nie powiem ci wszystkiego, tylko twoją część. Kiedy nadejdzie czas, będziesz musiał zabić Pottera. Tak – zamruczała jak kot – widzę, że to ci się podoba. Czarny Pan wyniesie cię za to na szczyt.
- Pansy, to się nigdy nie uda – zaprotestował, ale nie był w stanie ukryć swojego entuzjazmu. Zabić Pottera? O tak, za taką możliwość jest gotów wiele oddać!
- Uda się. A kiedy to zrobisz, opuścimy tę przeklętą szkołę, by dołączyć do naszego Pana i zająć przysługujące nam miejsce u jego boku. Musisz tylko zaczekać na MÓJ sygnał. Nie chcielibyśmy, żebyś popełnił kolejny błąd, prawda?
Chwycił ją za włosy, przyciągnął jej twarz do swojej i warknął:
- Czyżbyś zapomniała, że nie mam różdżki?
Błyskawicznie wsunęła dłoń między jego nogi i mocno złapała to, co tam znalazła.
- Puść mnie, jeśli chcesz je zachować! – zagroziła, po czym ścisnęła z całej siły.
Natychmiast została uwolniona, a szok na jego twarzy był wart każdej ceny.
- Zaczynasz się uczyć, Draco – pochwaliła. Zabrała rękę i z powrotem usiadła na piętach. – O problem z różdżką już się zatroszczyłam. Ale zanim ci powiem jak, chcę usłyszeć twoją obietnicę i to jako przysięgę krwi. Nie będziesz mógł się od niej uwolnić, kiedy ci to będzie pasowało!
- Czego chcesz? – spytał obrażony.
- Małżeństwa, oczywiście. Uśmiechnij się Draco, właśnie się zaręczamy. Potrzebuję władzy, która stoi za imieniem Malfoyów. Ty potrzebujesz inteligentnej żony, która powstrzyma cię od robienia głupstw. Idealny związek, nie sądzisz? – w jej oczach pojawił się niebezpieczny błysk, który ostrzegłby każdego inteligentnego mężczyznę.
Ale Draco nie był za mądry. Spojrzał na nią w dół i pomyślał o małżeństwie swoich rodziców. Właściwie było oparte na takiej samej zależności, jak ta przedstawiona przez Pansy. Zaaranżowane małżeństwa były czymś normalnym wśród czarodziejów czystej krwi. Poza tym jest dziwką w sypialni. Przynajmniej mnie zabawi!
- Niech tak będzie. Zgoda. To co z tą różdżką?
- Nie tak szybko. Przysięga krwi, pamiętasz?
Wydobyła sztylet z kieszeni szaty, wysunęła go z pochwy i wyciągnęła dłoń.
- Ręka.
Skrzywił się, ale wyciągnął ku niej dłoń. Szybko nacięła obie dłonie i chwyciła go za rękę. Następnie wydobyła różdżkę.
- Przysięga. Wypowiedz ją szybko!
- Na moje imię Malfoya, na honor mej krwi, przysięgam ci swoje życie.
Nachyliła się, wskazała różdżką na ich złączone dłonie i mruknęła:
- Spiritus Fides!
Oboje sapnęli z bólu. Gdy zaklęcie zaczęło działać, ich złączone dłonie zapłonęły. Gdy ból zaczęła przygasać rozluźnili się, ale po chwili znów jęknęli z bólu, gdy więź zaczęła w nich wnikać, niczym wciskające się rozżarzone węgle.
Kiedy było po wszystkim siedzieli dysząc ciężko i wpatrywali się w siebie zszokowani. Kiedy Draco puścił jej rękę i spojrzał na swoją dłoń, ujrzał poczerniałą plamę w miejscu, gdzie sztylet naciął skórę.
- Masz swoją przysięgę! – warknął. – Teraz skończ to.
- Draco, bądź miły. Mam zamiar spełnić twoje marzenia – sięgnęła w dół i odwiązała pokrowiec na różdżkę, który miała przy kostce. Uniosła go i obróciła do niego, by mógł zobaczyć znajdującą się w nim różdżkę. – Wydaje mi się, że to twoja różdżka?
- Moja różdżka? Ale Dumbledore…
- Draco, czasami jesteś taki tępy. Oczywiście, że to nie twoja stara różdżka, tylko nowa. I to niezarejestrowana.
- Ale jak? – spojrzał na nią zdumiony.
- A jakie to ma znaczenie?
- Masz rację. Żadne.
I Draco Malfoy uśmiechnął się, po raz pierwszy od wielu miesięcy. Jesteś już trupem, Potter!
Od autora: Jeden z czytelników zauważył, że Harry mógłby określić datę po fazie księżyca. Miałby rację, gdyby nie to, że księżyc, który widział, to lipcowy księżyc na Privet Drive. W wizjach nie było słowa o księżycu. Harry, po pięciu latach astronomii, na pewno odkryłby taką wskazówkę, dlatego celowo to pominąłem.
Hagrid? Widzicie, wygrał super drogą wycieczkę dookoła świata w poszukiwaniu rzadkich magicznych stworzeń. A tak naprawdę zdecydowaliśmy się zepchnąć go w tło, bo (a) pisanie jego akcentu to masakra, (b) jego lojalność wobec Dumbledore'a byłaby dla Harry'ego problemem. Ja nie sądzę, by KTOKOLWIEK przyjąłby dobrze sytuację, w której Harry nie lubi Hagrida. Kompletnie tego nie widzieliśmy, więc przyjmijmy, że Hagrid jest gdzieś tam w tle, dobrze?
Dowiecie się jak zginął młody Gryfon, zapewne w następnym rozdziale.
Mag Bojowy Schanne był bardziej zainteresowany ratowaniem własnego życia niż dochodzeniem na temat Harry'ego. Szczerze mówiąc na jego miejscu pognałbym natychmiast do domu zmienić zapaskudzone gacie.
Ślizgoni w AD? Zobaczycie.
Draco? No cóż, wrócił w tym rozdziale na chwilę. Powiedzmy, że wszyscy fani pairingów Draco/Harry, Draco/Hermiona czy Draco/Ginny oraz ci, który wierzą w odkupienie Draco, nie doczekają się tego w tym ficu. W naszej skromnej opinii odkupienie Snape'a było wystarczająco ciężką robotą.
Czemu Lockhart jest wciąż na szczycie listy najbardziej pożądanych kawalerów? Szczerze mówiąc nie mamy pojęcia, wysłaliśmy maile do redakcji Tygodnika Nastoletniej Czarodziejki, ale jeszcze nam nie odpowiedzieli.
Od tłumacza: Niestety tym razem miałem trochę mniej czasu, więc przerwa była dłuższa. Dodatkowo pewne zmiany wprowadzone na tej stronie nieco mnie spowolniły. Nie były wielkie, ale piszę przez nie 10-20% wolniej. Obiecuję za to, że Euro2012 nie spowolni mnie ani trochę, bo nie mam zamiaru go oglądać. Natomiast nie złożę takiej obietnicy dotyczącej nadchodzących Finałów NBA ;)
Jeszcze raz serdecznie dziękuję za wszystkie recenzje i pochwały. Czasami aż się czerwienię po takiej ilości komplementów ;)
