I've fulfilled someone's wish ( ͡ᵔ ͜ʖ ͡ᵔ )

Teraz na warsztacie jest uprzykrzenie komuś życia i 2p fik (¬‿¬)

Ogólnie modły o zdrowie pomogły, więc za to dziękuję. Jeszcze jakby mi ktoś wymodlił lepszy zasięg internetu...

Nie jest to może mój najpopularniejszy fik aaaaleeee... ma spore szanse na to żeby być moim najdłuższym XD

Co poradzić, zapraszam do czytania.


- Tylko nie zacznij wrzeszczeć. Prawdopodobnie ten pojedynek przyciągnął inne osobniki w pobliże tego miejsca, zbyt silne wibracje ściągną nam na kark kłopoty – szepnął łotrzyk, uważnie obserwując reakcję Torisa.

- J-jak… - wojownik przełknął ślinę. - Jak ja mam walczyć z czymś takim?

- Zaraz pogadamy, na razie chodź – powiedział Feliks, nakazując brunetowi podążać za nim. - Wrócimy między drzewa, tam będzie nieco bezpieczniej, wyjaśnimy sobie parę spraw.

Toris kiwnął głową i ruszył za blondynem. Po drodze obejrzał się przez ramię i krew odpłynęła mu z twarzy na widok kolejnych trzech pająków, których sylwetki pojawiły się wśród najbliżej znajdujących się sieci.

- Okej, tu powinno być w porządku – mruknął łotrzyk, kiedy zagłębili się z powrotem w las. Przysiadł na pniu zwalonego drzewa i odetchnął cicho. - Cóż, teraz wiemy na pewno, że to zlecenie jest przekłamane. Tak duże siedlisko do likwidacji nie powinno znajdować się na poziomie C. Ale myślę, że to nie wszystko, co w tym zleceniu jest nie tak…

- Siedlisko?! To jest całe jebane miasteczko przerośniętych pająków! - syknął Toris, opierając się o pień najbliższego drzewa. Czuł, że serce nadal tłucze mu się w piersi jak oszalałe po tym, co przed chwilą widział. - Feliks, jak ja twoim zdaniem mam walczyć z tymi paskudami? Wzrokiem nie mogłem nadążyć za tobą, kiedy ty z jednym walczyłeś, a i tak unikałeś go o włos!

- To jest największe gniazdo, jakie w życiu widziałem. Chyba w ogóle największe w historii… gdybym wiedział, jaka jest sytuacja, nigdy w życiu bym cię nie wziął na to zlecenie. - Feliks powoli wyciągnął swoją broń i zaczął czyścić ostrze. - Gdyby to faktycznie był poziom C, to byłyby to może trzy, cztery sztuki, nie więcej. W obecnej sytuacji to trzy, cztery sztuki przylazły na miejsce tego, którego zabiłem, a to na pewno nie wszystko.

- Więc… jaki twoim zdaniem jest właściwy poziom dla tego zlecenia? - zapytał powoli Toris. Trochę bał się odpowiedzi na to pytanie.

- Takie konkretne A. - Łotrzyk zamyślił się na chwilę, wpatrując się w połyskujące w półmroku ostrze. - Chyba odprowadzenie cię do Tartu nie będzie takim najgorszym pomysłem…

- Zdaje się, że już rozmawialiśmy na ten temat.

- I jesteś pewny, że nie zdążyłeś zmienić zdania po tym małym pokazie sprzed chwili? - Blondyn uniósł głowę i podparł ją na ręce, spoglądając na wojownika. - Bo wyglądasz jakbyś zobaczył coś znacznie gorszego niż walkę z jednym pająkiem. W dodatku nogi masz jak z galarety.

- Ale to nie dlatego, że się ich boję… - mruknął Toris. - No dobra, może jednak się boję – poprawił się, widząc powątpiewające spojrzenie łotrzyka. - Ale nie o to chodzi. Bardziej boję się tego, że nie dam sobie z nimi rady. Pytam jeszcze raz, jak mam twoim zdaniem walczyć z tymi pająkami, skoro nie jestem nawet w połowie tak szybki i zwinny jak ty?

- Po pierwsze, poprowadzi cię twój perk – powiedział Feliks, sięgając do swojej torby. - Po drugie, od korygowania naszych niedoskonałości mamy to. - Ze środka wyciągnął kilka małych buteleczek. Zawartość każdej miała inny kolor, więc Toris zakładał, że każda ma inny efekt. - Coś na wytrzymałość, widzenie w ciemnościach, bo jeśli wejdziemy do któregoś z budynków, to pełnia nam nie pomoże, poprawę czasu reakcji i zwinności. Jest też antidotum na ukąszenia… ale nie czuj się z tym pewnie, na te dziadostwa nie ma skutecznej odtrutki. Jesteś w stu procentach pewien, że się na to piszesz? Pytam po raz ostatni, bo potem już nie będzie odwrotu. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, to odeślę cię do Inkornu.

- Tak, jestem pewny.

- Mam nadzieję, że powiedziałeś to, bo tak jest, a nie po to, żeby mi zaimponować. Dobra, to pora mniej więcej ogarnąć plan działania. - Łotrzyk wstał i podszedł do krawędzi lasu. Oparł się o jedno z drzew i zaczął mówić. - Przede wszystkim zakładamy, że nie tylko z pająkami mamy do czynienia, co oznacza, że jak zaatakuje nas człowiek, to traktujemy go na podobnej zasadzie co pająka.

- Ale…

- Żadnych „ale", pamiętasz co mi obiecałeś?

- Ale co jeśli natkniemy się na jakichś mieszkańców?

- Jak znajdziesz kogoś żywego w tej pajęczarni to spoko, takiej osoby nie musisz zabijać. Tylko nie trać czujności, nóż wbity w plecy to mało przyjemna dolegliwość. Generalnie chodzi nam o trzy rzeczy. Pierwsza to oczywiście wybicie pająków, przy tym musimy zachować szczególną ostrożność. Przede wszystkim za wszelką cenę unikaj kłów, druga sprawa to nie daj się oplątać siecią… a jak spotkasz królową, a przy rozmiarach tego siedliska to wysoce prawdopodobne, to nie walcz z nią sam, tylko uciekaj gdzie pieprz rośnie.

- Jak wygląda królowa?

- Uwierz mi, jak ją zobaczysz to na pewno ją rozpoznasz.

- No dobra… a dlaczego wyrażasz się tak, jakbyśmy mieli działać osobno? Chyba nie masz zamiaru się rozdzielać? - Sama perspektywa czegoś takiego napawała Torisa bólem brzucha. Co prawda do tej pory Feliks wolał go raczej rzucać na głęboką wodę, ale to już chyba była przesada.

- Po prostu zakładam, że ktoś lub coś może nas rozdzielić. - Feliks bezwiednie śledził wzrokiem pająki, kręcące się w pobliżu miejsca, gdzie poległ jeden z nich. - Drugie, na czym nam zależy to znaleźć jakieś informacje. Istnieje spora szansa, że zostało tu coś, co nieco rozjaśni o co tu właściwie chodzi. Interesuje mnie zwłaszcza ratusz, może biblioteka, o ile mają tu coś takiego.

- A to trzecie?

- Pieniądze, oczywiście, i zanim zaczniesz psioczyć na to, jaki jestem pazerny, to pozwól mi nadmienić pewną rzecz. - Łotrzyk wskazał na miecz i zbroję, które miał na sobie brunet. - To są dobre rzeczy, ale nie będziesz polegał na nich całe życie. Będziesz potrzebował lepszych zbroi, nie mówiąc już o orężu, skoro jesteś mistrzem broni. Do tego dochodzą dodatkowe elementy takie jak mikstury. No chyba że umrzesz, zanim nowe wyposażenie będzie ci potrzebne.

- A co z tą dziewczynką? - zapytał cicho wojownik.

- Chcesz, to możesz sobie to dopisać do listy, mnie na tym nie zależy. - Łotrzyk wzruszył ramionami. - Mówiłem już, za nią mogę rozejrzeć się przy okazji, ale nie będę sobie tego stawiał jako cel nadrzędny. Zresztą, patrząc na to, co się tutaj dzieje, wątpię, żeby było czego szukać.

- Więc od czego zaczynamy? - Wojownik podszedł do swojego towarzysza i spojrzał w kierunku opustoszałego miasteczka. Feliks prawdopodobnie miał rację… ale temat tej zaginionej dziewczynki i tak mu ciążył. Stosunek blondyna do tej kwestii również mu ciążył, jeśli było coś, co mu nie odpowiadało w jego osobie, to był to ten… egoizm. Egoizm, który sprawiał, że nie zamierzał przepuścić okazji na zarobek oraz narażać swojego życia dla innych. Może to nawet lepiej, że łotrzyk w kółko ostrzegał go, żeby trzymał swoje uczucia względem niego na wodzy. Bo to, że jakieś głębsze uczucia żywił, stało się ostatnio dla niego aż nadto jasne.

- Najpierw weźmiemy mikstury, potem wrzucę tym paskudom kilka patyków w sieć, żeby się czymś zajęły. Obejdziemy wieś i podejdziemy z innej strony. Taktyka jest taka, że początkowo będziemy je wybijać pojedynczo. Jeśli uznam, że dajesz sobie radę bez zbytnich problemów, to weźmie się po jednym na głowę. - Łotrzyk przykucnął, żeby powyciągać z torby odpowiednie eliksiry. - Jeśli poczujesz, że działanie mikstur przemija, wycofujesz się. Jeśli zobaczysz kokon z jajami, traktujesz go ogniem alchemicznym, ale ostrożnie, żeby nie puścić z dymem całego miasta i nas przy okazji. Jak już przy jajach jesteśmy, to zasada „nie daj się ugryźć" dotyczy się również świeżo wyklutych osobników. Niby maluchy, ale jadem już dysponują, też są agresywne i z reguły bardzo głodne. Na szczęście nie są takie twarde jak dorosłe, więc nie trzeba celować we wrażliwe punkty. - Zaczął się rozglądać za czymś, co nadawało się jako pociski. - Z tego co możemy pozyskać, to na pewno są to próbki jadu. Handel jajami jest nielegalny, więc to nas nie będzie interesować… ale być może uda nam się zdobyć trochę pajęczyny. Krawcy bardzo sobie cenią ten materiał, w dodatku ładnie chłonie zaklęcia.

- Pajęczyna? Jak chcesz zebrać pajęczynę? - zdziwił się Toris.

- Normalnie, powycinać z tego bajzlu włókna niepokryte lepką substancją, nawinąć je na coś, choćby patyk, i schować do torby. - Feliks podniósł z ziemi kilka większych gałązek i cisnął je po kolei w stronę błąkających się w pobliżu pająków. Między pajęczakami wybuchła dość zażarta walka, której towarzyszyło upiorne syczenie. Wojownik słyszał je już wcześniej, wtedy, kiedy Feliks mierzył się z jednym z nich, ale nadal przechodziły go ciarki od tego dźwięku.

- A jak będzie trochę więcej spokoju i czasu, to może popróbujemy ściągnąć z nich trochę pancerza, jest szansa, że Anri coś z tego zmajstruje… O ile nie powiemy jej, z czego to ściągnęliśmy. - Łotrzyk ruszył wzdłuż krawędzi lasu, trzymając się tuż za pierwszą linią drzew. Gestem nakazał brunetowi żeby szedł za nim. - Trochę potrwa, zanim pozbędziemy się całego tego paskudztwa, ale jak już z tym skończymy…

- Mówiłeś, że ranga tego zlecenia jest przekłamana i powinna otrzymać A, a nie C… czy to oznacza, że jest przez to więcej warte? - Toris ruszył za blondynem, przez cały czas kątem oka obserwując walczące ze sobą pająki.

- Mogę się mylić, może to nie zasługuje na A, nie znam się na procedurach, które decydują o przyznawaniu rangi. Ale na pewno jest wyżej niż C, co oznacza więcej pieniędzy i więcej punktów, o ile zostanie zgłoszone odpowiednim służbom, o co postara się reszta. My póki co musimy się postarać, żeby nie dać się zeżreć i trochę przerzedzić szeregi wroga.

- Ile mniej więcej potrwa, nim zjawi się tu reszta?

- Co najmniej kilka godzin potrwa, nim dostaną wiadomość, potem to już zależy od tego, jakiego środka transportu użyją. Może zjawią się tu jeszcze tej nocy, może dopiero jutro. A teraz masz, łykaj to… tę niebieską zostaw na później, jak będziesz potrzebował energii, a to w nieprzezroczystej butelce to antidotum, tak na wszelki wypadek. - mruknął Feliks, podając brunetowi przeznaczone dla niego mikstury. - Na początku możesz czuć się trochę dziwnie, ale się przyzwyczaisz. Butelki schowaj, chyba, że chcesz kupić Hedvice nowe. I póki co koniec rozmów, odzywaj się tylko wtedy, kiedy uznasz to za absolutnie konieczne, a jeśli będziesz chciał zwrócić moją uwagę, po prostu klepnij mnie w ramię.

Toris kiwnął głową, odbierając od łotrzyka mikstury i łykając je jedna po drugiej, z wyjątkiem antidotum i niebieskiej mikstury. Smaki były… różne… ale generalnie dało się je wypić bez krzywienia się.

- Łooo… o bogowie… - wymamrotał, kiedy lekko zakręciło mu się w głowie, a oczy zaczęły łzawić... w dodatku odniósł wrażenie, jakby ktoś wlał mu w żyły ogień. - Cholera, moje oczy… nic nie widzę…

- To zaraz minie, po prostu dostosowują się do widzenia w nocy – szepnął Feliks, ocierając łzy z własnych oczu. - A teraz naprawdę koniec gadania, popłaczmy sobie w ciszy.

Jeszcze zanim okrążyli wioskę i zaczęli zbliżać się do budynków, dolegliwości po zażyciu mikstur ustały. Teraz Toris nie mógł się nadziwić efektom, jakie wywołały. Wyostrzył mu się wzrok - widział teraz tak wyraźnie, jakby był środek dnia, nie mówiąc już o tym, że mrok zupełnie mu nie przeszkadzał. Czuł też, że jest silniejszy, miał dziecinną ochotę sprawdzić jak bardzo, ale wolał nie wkurzać ani żadnego pająka, ani tym bardziej Feliksa. Nie miał pojęcia, czy pająki skalne zabijają w bardzo bolesny sposób, a blondyn z pewnością znał się na zadawaniu bólu.
Kiedy byli już ledwie kilkanaście metrów od pierwszych budynków na skraju osady, Łotrzyk dał znać brunetowi, żeby do niego podszedł.

- Dobra, teraz czeka cię mały test – mruknął, kiedy wojownik przystanął obok niego. - Wywabię tutaj jednego pająka, ale to ty go ubijesz. Nie rób takiej wystraszonej miny, musisz się z tym oswoić i nabrać pewności, że dasz sobie radę. Wedle moich przewidywań powinieneś podołać, a w razie czego jestem obok.

- Okej… - Toris przełknął cicho ślinę i powoli wyciągnął miecz. - Mam tu poczekać?

- Mhm… spokojna głowa, nie zostawię cię tu samego zbyt długo, nie zdążysz się bardzo stęsknić. - Feliks zaczął się ostrożnie zbliżać do zabudowań.

Brunet na końcu języka miał pytanie, co wszyscy mieli z tą tęsknotą, ale teraz bardziej zajmowała go perspektywa zmierzenia się z olbrzymim pająkiem. Wziął głęboki wdech, obserwując, jak łotrzyk znika pomiędzy budynkami.

- No dobra, Toris… weź się w garść i skup się. Dasz sobie radę, jesteś naszprycowany miksturami, przetrwałeś dwutygodniowy trening nie z tej ziemi, a twój nauczyciel stwierdził, że dasz sobie radę… Na pewno nie dasz się zeżreć jakiemuś przerośniętemu pajączkowi… - wymamrotał, ściskając mocniej miecz w dłoniach. Jego motywacyjna przemowa do samego siebie niezbyt zdała egzamin, bo kiedy chwilę później spomiędzy budynków wypadł Feliks z ośmionogim kompanem do zabawy, poczuł, jak nogi się pod nim uginają. Zwłaszcza, że miał wrażenie, że ta sztuka jest o wiele większa od tej, którą ubił blondyn.

- No to dajesz, ta koleżanka jest cała twoja – powiedział łotrzyk, przebiegając obok niego.

Toris nie zdążył zapytać, skąd wie, że to ona, bo musiał się postarać, żeby nowo poznana koleżanka nie zjadła go na kolację.

Uskoczył na bok, żeby nie zostać stratowanym. Wibracje podłoża, jakie przy tym wywołał, sprawiły, że uwaga pajęczaka momentalnie skupiła się na nim. Zwierzę przejechało z rozpędu jeszcze kilka metrów, nim odwróciło się i skoczyło w jego kierunku z tym złowieszczym sykiem. Może to był efekt działania adrenaliny, może to przez rozmiar bestii, ale brunet odniósł wrażenie, że pająk porusza się wolniej, niż to zapamiętał z obserwacji pojedynku Feliksa. To mu dodało nieco otuchy, uniknął kolejnego ataku, a następnie uniósł miecz i z całej siły ciął w jeden ze stawów znajdującego się najbliżej niego odnóża. Wiedział, że był to słaby punkt… podobnie jak odwłok, ale i tak mocno się zdziwił, kiedy ostrze jego broni bez większych trudności, po prostu odcięło nogę pajęczaka. Na tyle go to zdezorientowało i zaskoczyło, że siła, którą włożył w cios pociągnęła go za sobą, wprost w ociekające jadem kły.
Przytomności umysłu starczyło mu na tyle, żeby nie próbować zatrzymać się i unieść ostrza za wszelką cenę, tylko odbił się od ziemi i skoczył do przodu. Dzięki temu ruchowi, miast nadziać się na uniesione haki jadowe i najpewniej zakończyć swój żywot, przejechał po ziemi pomiędzy odnóżami pająka i znalazł się po drugiej jego stronie. Błyskawicznie zerwał się z ziemi, bo nawet pozbawiony jednej nogi pajęczak nie zamierzał się wycofywać, wręcz przeciwnie, teraz wyglądał na jeszcze bardziej rozwścieczonego. Teraz był ostrożniejszy w zadawaniu ciosów, nie mógł sobie pozwolić na podobną utratę kontroli po raz kolejny.
Próbował kilka razy uderzyć w korpus, wierzchnią część odwłoka lub w osłoniętą część którejś z nóg, ale równie dobrze mógłby uderzać w skałę. Chyba nazwa pająk skalny oznaczała coś więcej niż to, że ów gatunek mieszkał w górach, czytał co prawda, że mają mocny pancerz, ale nie pomyślałby, że aż tak. Postanowił pójść na prostotę, po prostu zaczął systematycznie odcinać odnóża pajęczaka, a w momencie kiedy ten już nie miał się zbytnio jak ruszać (chociaż nawet wtedy próbował go sięgnąć kłami), wbił miecz tam gdzie pancerz na korpusie był najcieńszy - pomiędzy oczy.
Kiedy upewnił się, że pająk już nie żyje, wyciągnął miecz i wytarł go o trawę, żeby oczyścić ostrze z lepkiej posoki. Z cichym sykiem wypuścił powietrze z płuc. Nawet nie zauważył, że praktycznie wstrzymał oddech w którymś momencie walki. Odwrócił się i podszedł do przyglądającego się z boku Feliksa.

- I? Jak mi poszło? - Jeśli o niego chodziło, to był z siebie dumny. Ten pająk był najgroźniejszym stworzeniem, jakie do tej pory zabił. Łotrzyk miał chyba inne zdanie na ten temat, bo gdy tylko zbliżył się na odpowiednią odległość, trzepnął go w łeb. - Ała! Za co to było?!

- Za ten durny, pełen zadowolenia uśmiech – odparł Feliks. - Przy ilości błędów, które popełniłeś, nie masz prawa się tak uśmiechać.

- Przecież zabiłem tego pająka, o co ci chodzi?!

- Fakt, zabiłeś go, ale w mało efektywny sposób, w dodatku prawie o mało sam się nie zabiłeś… A teraz powtarzaj za mną: To-coś-czym-walczę-to-miecz-nie-maczuga-przestanę-tłuc-nim-na-oślep-jak-skończony-debil. - Z każdym kolejnym słowem łotrzyk postukiwał palcem w czoło bruneta. - Wiesz, gdzie są słabe punkty tego paskudztwa, więc co to miały być za ciosy w osłonięte pancerzem części ciała? Chcesz stępić, czy po prostu złamać swoją broń? - Teraz dla odmiany zaczął celować w inne, nieosłonięte zbroją części ciała wojownika. - Jak tak, to w sumie droga wolna, ale drugiej ci nie ku… nie załatwię, a jak zostaniesz teraz bez, to swojej ci nie dam, bo jeszcze ją też popsujesz. Jakbyś walczył maczugą to okej, bo przy broni obuchowej pancerz nie ma większego znaczenia.

- Okej, okej, okej! Załapałem! Możesz przestać mnie dźgać!

- Nie, bo jeszcze z tobą nie skończyłem. Panuj trochę nad sobą i przestań każdy cios wyprowadzać z całej siły, bo tylko niepotrzebnie się zmęczysz. A jak już przy oszczędzaniu energii jesteśmy, to zawsze staraj się znaleźć taki sposób na zabicie przeciwnika, żeby dokonać tego przy jak najmniejszej liczbie zadanych ciosów. Jak nauczysz się mądrze dysponować własną siłą i wytrzymałością, to wtedy będziesz mógł się uśmiechać, jakbyś dopiero co zaliczył fajną laskę. - Toris mimowolnie się skulił i zasłonił dłonią czoło, kiedy Feliks ponownie sięgnął ku jego głowie. Był mocno zdziwiony, kiedy zamiast znów dać mu w łeb, blondyn przeczesał palcami jego włosy.

- Ale ogólnie nie było aż takiej tragedii, zabiłeś, nie zginąłeś przy okazji, więc możemy brać się dalej do roboty. Przy okazji takie drobne ogłoszenie: To miasteczko jest tak zapajęczone, że choćbym stanął na rzęsach, nie dałem rady przyprowadzić tylko jednego… - Łotrzyk wskazał na wylot uliczki, skąd przybiegł, gdzie kłębiły się już dwa inne pająki. - Podejrzewam, że przypełznie ich tu zaraz jeszcze więcej, więc dość opierdzielania się. Przy okazji przekonamy się, jak nam idzie taka trochę ściślejsza współpraca.


- Tym razem nowe ofiary są bardziej przebiegłe niż poprzednio…

- Nie nadeszli od strony głównego traktu… musieli przejść przez las i okrążyć gniazdo…

- W dodatku wiedzą, jak zabijać pająki… są niebezpieczni, trzeba ich znaleźć…

- Trzeba ich powstrzymać, zanim zbliżą się do komnat królewskich albo laboratorium...

Trzej ubrani w długie, ciemne płaszcze mężczyźni stali w pobliżu skraju lasu, obok truchła pająka, obserwując kilka innych osobników, które w tej chwili pożywiały się swoim rodzeństwem. Ich twarze były zamaskowane, jednak ani ich głosy, ani postawy nie zdradzały najmniejszego zdenerwowania bliską obecnością olbrzymich pajęczaków.

- Znajdźmy tych intruzów – powiedział jeden z nich. - Niech za odebrane życia oddadzą swoje nowemu pokoleniu.

- Kolejny wylęg już niedługo… a królowa zacznie składać kolejne jaja, zapewne będzie wyczerpana i również z chęcią się posili – dodał drugi.

- Nie marnujmy czasu, bracia, pora zastawić sidła – oznajmił trzeci.


- Błagam… powiedz mi, że więcej ich już nie ma – wymamrotał Toris, ocierając z czoła pot zalewający mu oczy. Miał też kilka skaleczeń, ale szczęśliwie udało mu się uniknąć ukąszeń, chociaż kilka razy było już naprawdę blisko. W ciągu kolejnej godziny niemal bezustannie zajmowali się z Feliksem likwidacją kolejnych pająków. I to nawet nie ruszając się zbytnio z miejsca, bo na miejsce zabitych przychodziły kolejne, aż wokół nich leżało ich już chyba z tuzin nowych trupów. Likwidacja była nieco prostsza, kiedy pracowali razem, co wedle opinii Feliksa wychodziło im „o dziwo sprawnie", ale i tak męcząca, kiedy trzeba było się nieustannie pilnować, żeby nie zostać choćby draśniętym olbrzymimi kłami albo oplątanym siecią. Brunet miał niezbyt przyjemną okazję przekonać się, że pająki potrafiły dosłownie „strzelić z dupy", a ich sieć bardzo skutecznie ograniczała ruchy. Całe szczęście Feliks zareagował błyskawicznie, a on poznał kolejny sposób mordowania i przy okazji metodę na wykorzystanie wybuchowej umiejętności Lovino.

Toris naprawdę wolał nie wiedzieć, jakie to uczucie, kiedy twoje oczy eksplodują, przy okazji robiąc z mózgu bardzo nieapetycznie wyglądający gulasz.

- Mam kilka złych i parę dobrych wiadomości – stwierdził Feliks, grzebiąc w swoim ekwipunku za kryształowymi fiolkami. Chciał wykorzystać tę odrobinę wolnego czasu na pozyskanie nieco jadu. - Szlag, gdybym wiedział, że będzie tego tutaj aż tyle, wziąłbym o wiele więcej fiolek… toż to żyła złota…

- Domyślam się, że to jedna z tych złych wiadomości – westchnął wojownik.

- Nie do końca, bardziej luźne spostrzeżenie. Złe wiadomości są na pewno takie, że pająków musi być o wiele więcej. Zauważ, że miasteczko jest spore, a my nawet nie zdążyliśmy do niego wejść. Jeśli są tu jakieś bardziej rozbudowane podziemia, to mogą ich tu być nawet setki. Dalej mamy to, że mamy ledwie parę godzin, nim miną efekty działania mikstur, a my nie mamy następnych… zresztą nawet gdybyśmy mieli, musielibyśmy odczekać jakiś czas przed ich ponownym zażyciem. Zrobimy co możemy, a potem po prostu poczekamy na wsparcie.

- A te dobre? - zapytał Toris, podchodząc bliżej, żeby przyjrzeć się, w jaki sposób blondyn pozyskuje jad.

- Chwilowo mamy spokój i, o ile się nie mylę, to chyba odbiliśmy sobie jedną chałupkę, w której możemy chwilę odsapnąć – oznajmił łotrzyk, wskazując na ścianę najbliższego budynku. - Jeszcze to sprawdzimy, mam tylko nadzieję, że jest w dość dobrym stanie, żeby tam odpocząć. Jakby nie patrzeć, to naprawdę dawno nikt tu nie sprzątał.

- No… wszędzie pajęczyny i pełno kurzu…

- Zaraz sobie pożartujemy, teraz trzeba uważać, potrącenie którejś z nitek pajęczyny będzie jak zadzwonienie dzwonkiem na obiad.

- To jak ty chcesz się poruszać w tym całym syfie?

- Chodź i sam się przekonaj. - Feliks machnął ręką, żeby brunet poszedł za nim. - Mówiłem ci, że są praktycznie ślepe, sam widziałeś, że bez namysłu potrafią się na siebie rzucić. Pająki też potrzebują dla siebie bezpiecznych ścieżek – powiedział, wskazując na jedwabny tunel w morzu pajęczyny. - Z tego skorzystamy później, teraz włazimy oknem. Porządek klasyczny, ja pierwszy, ty za mną.

Toris kiwnął głową i odsunął się odrobinę, podczas gdy Feliks przeskoczył przez framugę. Po chwili poszedł w jego ślady, kiedy dostał znak, że może wejść do środka.

- Okej, pająków już tu nie ma… chociaż bez problemu idzie zauważyć, że były… zapewne kilka z tych, które ubiliśmy, stąd wylazło. - Łotrzyk wskazał na kilka dużych białych kul, przyczepionych do narożników pomieszczenia. Sam domek był niewielki, dwuizbowy, bez łazienki, zapewne na zewnątrz znajdował się kiedyś wychodek. Większość mebli była albo połamana, albo przegniła, jednak podłoga była w dość dobrym stanie, żeby na niej usiąść.

- Czy to są…

- Kokony z jajami. Najpierw trzeba się ich pozbyć. Nie przepadam za pajęczymi bobasami, tym bardziej, że pewnie chciałyby, żebym je nakarmił, najlepiej samym sobą, chociaż… - Blondyn zamilkł, po czym przeszedł do drugiej izby. Wojownik poszedł za nim, jednocześnie zaniepokojony i zaciekawiony. W drugim pokoju też były kokony… ale były przyczepione do sufitu i bardziej podłużne niż te wcześniejsze.

- To też są jaja? - zapytał Toris, unosząc brwi. Rzucił Feliksowi zdziwione spojrzenie, kiedy ten pokręcił powoli głową z wyjątkowo poważną miną.

- To jest… to są… - Łotrzyk wziął głęboki wdech. - To jest spiżarnia…

Brunet oparł się o ścianę, czując, jak uginają się pod nim kolana. - To wszystko to są… - potrząsnął głową, nie będąc w stanie wykrztusić z siebie słowa.

- Cóż… wiemy, co zapewne stało się z tymi, którzy próbowali przed nami… i pewnie z niektórymi mieszkańcami.

- Czy oni wszyscy…

- Nie żyją… przynajmniej mam nadzieję, że to są… starsze zapasy.

- Czyli w teorii… mogą być jeszcze… żywi?

- Zależy, co nazywasz życiem… Wiesz, w zależności od tego, czy pająk, który cię zaatakował jest bardzo głodny i czy to samica, dawkowanie jadu jest różne. Jeśli chce cię zjeść na miejscu, to wstrzyknie ci go tyle, że wykorkujesz w parę minut, a twoje wnętrzności zmienią się w zupkę w ciągu pół godziny. Jeśli to troskliwa matka, która chce, żeby jej dzieci miały co jeść, dostaniesz taką dawkę, która cię sparaliżuje, a do tego ciepły kocyk z pajęczyny. No i bardzo powolną i niezwykle bolesną śmierć. Będziesz umierał przez kilka dni, czując, jak twoje wnętrzności się gotują, a jak będziesz mieć pecha, to bobasy zaczną cię wysysać jeszcze zanim umrzesz.

- Skąd wiesz to wszystko? - zapytał cicho Toris. Miał gęsią skórkę od patrzenia na te „zapasy".

- Powiedzmy, że jak byłem mały, to dostawałem takie historyjki do poduszki – powiedział Feliks, odwracając się na pięcie i wracając do pomieszczenia z jajami. - Chodź, trzeba się pozbyć maluchów, zanim się wyklują i nas zeżrą. I nie próbuj przypadkiem zaglądać tam do środka, są pewne rzeczy, których lepiej nie oglądać.

- Czyli tak po prostu zostawimy tych ludzi?

- Toris, to są trupy, już im nie pomożesz. Później będzie czas na zajmowanie się trupami, teraz musimy skupić się na tym, żeby do nich nie dołączyć.

Wojownik powoli opuścił „spiżarnię" i wrócił do głównej izby. Przyglądał się, jak Feliks za pomocą jakiegoś dziwnego specyfiku (zapewne kolejnego dzieła jego siostry) zamrażał kokony, po czym ostrożnie rozbijał je na drobne kawałeczki. Starał się słuchać tłumaczeń blondyna, że normalnie lepiej użyć ognia, ale w tej sytuacji zapewne puściliby z dymem całe miasteczko, a użycie zdolności Lovino ściągnęłoby im na karki kolejne pająki. Bardziej jednak zaprzątały go rozmyślania o czymś innym.

Jak „ciężkie dzieciństwo" musiał mieć Feliks, że na dobranoc dostawał bardzo plastyczne historie o tym, na jakie sposoby pająki skalne zabijają swoje ofiary?


Mam dla was taką nieoficjalną ankietę, czy coś w tym stylu (dla chętnych ofc).
A mianowicie, proszę uporządkować tych siedem fików, które piszę w kolejności od najbardziej ulubionego do tego najmniej (oneshoty się nie liczą).

Nie pytam z żadnego konkretnego powodu, to po prostu tak z ciekawości :v

Zastanawiam się w ile rozdziałów skończę tą pajęczą akcję... Pewnie trochę to zajmie XD

Do następnego rozdziału!