Mieszkanie Petera wyglądało tak jak zapamiętał z tą drobną różnicą, że w salonie wilkołaka wcześniej nie było całkiem pokaźnego stosu run. I Stiles już czuł, że nie uwiną się z tym tak szybko jak liczył.
Peter zerknął na niewielką torbę w jego dłoni, a potem uniósł brew, ale nie powiedział słowa. Może nawet zaczynało mu to odpowiadać – fakt, że nie musiał się bać, iż Hale zrozumie go źle i zacznie się z niego nabijać. Peter wydawał się daleki od podobnych działań, co mocno go uspokajało.
Co go zaskoczyło, mężczyzna nie tylko wpuścił go do mieszkania, ale również pocałował, i to nie było jedno z tych nic nie znaczących cmoknięć. Stiles poczuł je całym wciśniętym w wilkołaka ciałem. I nie pierwszy raz dziękował bogom, że chociaż stworzyli go tak szczupłego dali mu jednocześnie wzrok, który pozwalał mu poczuć całą powierzchnią wszelki krzywizny i twardości Petera. Szczególnie twardości.
- Witaj – powiedział Hale, w końcu wypuszczając go z objęć i najwyraźniej ostatnie całowanie w samochodzie musiało być, aż nazbyt sugestywne w tym, co Stiles faktycznie chciał.
Z jego strony to było spontaniczne. Nie do końca przemyślane, ale miał również później czas, aby przeanalizować wszystko. I tak, mimo całej dzielącej ich przeszłości, chciał przyszłości z Peterem. Niekoniecznie zamierzał się chwalić Scottowi, gdy pierwszy raz będą uprawiać seks, ale ukrywać się też nie planował. Zresztą Derek wydawał się już wychodzić na prostą w kontaktach z wujem.
- Cześć – odparł Stiles i nie dodał tego słowa, które sprawiało, że jego ciało mrowiło. – Ilu członków liczy ta wataha? – spytał sugestywnie patrząc na stertę drewna.
Peter skrzywił się nieznacznie.
- Zbyt wielu – odparł szczerze mężczyzna.
Wykonywanie tych run nie było, aż tak trudne. Nie był, nawet bardzo zmęczony. Jego Iskra bardzo rzadko oddawała, cokolwiek z siebie. I Peter miał rację – jemu było łatwiej wpłynąć na drewno, aby formowało się pod jego palcami wedle życzenia, jakby doskonale wiedziało, że trzyma je w dłoniach istota równie magiczna. Peter nie miał takiego szczęścia, ale mimo wszystko starał się przynajmniej obrobić wstępnie niewielkie deseczki – za, co Stiles był mu wdzięczny.
Pracowali w ciszy, która początkowo go denerwowała, ale szybko zdał sobie sprawę, że to jest kolejny sposób Petera na danie mu przestrzeni. Albo przyzwyczajenie do tej, w której obaj się znajdowali teraz. Jeśli wilkołak chciał go oswajać – nie potrafił wymyślić dostatecznie wielu żartów, aby odreagować.
- Co zaplanowałeś na dzisiaj? – spytał w końcu, uznając, że dostatecznie długo pomilczeli.
Peter nawet nie drgnął.
- Kiedy ty będziesz sprzątał, przygotuję nam kolację – poinformował go Hale z krzywym uśmieszkiem.
Jakoś zaskoczyło go, że Peter wie jak gotować. Z drugiej strony samotnie mieszkający wilkołak bez watahy musiał się podobnych rzeczy nauczyć. Nie wątpił, że jedzenie na wynos nie mogło Peterowi za bardzo smakować. Scott narzekał nie raz i nie dwa, aż musieli zbanować większość knajp, do których wcześniej chodzili. Kolejna rzecz, którą poświęcili po tym jak McCall został ugryziony.
- Dlaczego ja mam sprzątać? – prychnął, ponieważ obaj wiedzieli, że bez chociaż drobnego protestu jego życie traciło sens.
I może Peter go właśnie takim uwielbiał – lekko negującym, wiecznie buntującym. Stiles mógł sobie wyobrazić siebie krzyczącego 'Nie', gdy jego ciało wołało 'tak'. I jego oddech musiał przyspieszyć albo jego zapach się zmienił, bo tęczówki Petera błysnęły błękitem.
- O czym myślisz? – spytał Hale tonem tak niskim, że posłał dreszcz emocji wzdłuż jego kręgosłupa.
Stiles polizał nagle suche wargi.
- Po kolacji – odparł.
Peterowi taka odpowiedź najwyraźniej odpowiadała, bo wilkołak nie naciskał. W zasadzie, gdyby Stiles nie znał go lepiej – pomyślałby, że Hale jest w stosunku do niego ostrożny. Nie mogąc się powstrzymać przed przetestowaniem tej teorii znowu zaczął wyobrażać sobie, jakby to było poczuć ręce Petera na swoich nadgarstkach. Hale już raz trzymał go w ten sposób oddychając na jego skórę. Nie kojarzyło mu się to wtedy erotycznie, ale odkąd poznał mężczyznę bliżej – nawet ich wcześniejsze – pierwsze spotkanie – nabrało dla niego całkiem innych znaczeń. To jak wilkołak trzymał zęby tuż przy miejscu, gdzie znajdowała się jedna z jego tętnic. Musiał czuć jak szybko pulsowała w nim krew – jakby przyspieszone bicie serca nie było dostatecznym dowodem jego zdenerwowania.
- Wiem, co robisz – poinformował go Peter, wciągając przez nos więcej powietrza.
Może to było bardzo nierozsądne, aby prowokować wilkołaka, ale obu ich zdawała się kręcić ta gra. Nie był najgorszym obserwatorem. Nie miał super czułych zmysłów, ale wiele się nauczył przez lata, gdy Derek tłumaczył im różnice pomiędzy ludźmi i wilkołakami. Teraz wiedział czego powinien szukać.
Peter siedział z pozoru normalnie, ale żyły na szyi mężczyzny napięły się lekko. Jego koszulka z głęboko wyciętym dekoltem ukazywała akurat na tyle dużo skóry, aby widział, że wilkołak ma na piersi rozwijający się rumieniec.
- Myślałem o tym, co stało się ostatnio w samochodzie, gdy cię odwoziłem – podjął Hale i spojrzał na niego przelotnie.
Stiles przestał wydrapywać w drewnie jedną z ostatnich run. Wokół nich leżało tak wiele trocin, że pewnie pomylono by salon Petera z zakładem obróbki drewna.
- Co chodziło ci wcześniej po głowie? – spytał wilkołak wprost. – Mówiłeś, że chcesz mi coś powiedzieć po kolacji. Jeśli masz jakiś wniosek, który powinienem dodatkowo wziąć pod uwagę podczas sceny… - zaczął mężczyzna i urwał.
Stiles podciągnął się wyżej i usiadł na kanapie wygodniej. W zasadzie nie chodziło o nic konkretnego.
- Czy ja ci się podobam? – spytał po prostu, bo skoro Peter do tej pory nie wyśmiał go za upicie się, chyba nie było powodu, aby ukrywał cokolwiek.
Mieli się widzieć w naprawdę dziwnych sytuacjach. Peter miał sprawić, że jego ciało nie będzie już całkiem jego. I może pociągnąć go nawet o krok dalej. Stiles jeszcze nie wiedział, gdzie dojdą dzisiaj albo jutro. Jednak Hale powiedział mu, że niczego się o sobie nie dowie jedynie czytając o tym, co mógłby robić. Nie będzie wiedział, co mu się podoba, co daje mu satysfakcję. Było w tym zaskakująco wiele prawdy.
- To kwestia twojej niskiej samooceny? – spytał Peter i zmarszczył brwi. – Nie sądzę. Doskonale wiesz ile jesteś wart i kim jesteś. To cię czyni interesującym, Stiles. Musisz to wiedzieć – prychnął wilkołak. – Nie prawię pustych komplementów, ale pewnie nazwę cię pięknym. Prawdę powiedziawszy masz swój urok – dodał wilkołak i uśmiechnął się krzywo. – Czy to odpowiada na twoje pytanie?
Stiles nie był do końca pewien. Nie potrzebował być chwalony, chociaż to byłoby miłym urozmaiceniem. Znał swoje mocne i słabe strony. Jednak coś cały czas mu umykało i Peter musiał to widzieć, bo odłożył trzymany przez siebie nożyk na blat stołu i spojrzał na niego z tym wrednym wyrazem twarzy, który oznaczał tylko, że jego ciśnienie wzrośnie. Może nie do końca w negatywny sposób.
Zrozumienie, że Peter potrzebuje dupka było dla niego naprawdę przełomowym momentem. Nie-dupek nie wytrzymałby z Hale'em nawet pięciu minut i nie nadążyłby za nim. I może, dlatego wilkołak nie miał stałego partnera, a o wiele za wiele osób musiało pracować nad tym, aby zaspokoić jego pragnienia. Stiles był przekonany, że Peter nie otwierał się przed nimi tak bardzo. Sam miał z tym problem, bo czuł, że Ava jeśli zrozumiałaby go – nie do końca sprostałaby oczekiwaniom. A ten ostatni chłopak – on chciał bardziej kogoś do czczenia i dotykania. Kogoś takiego Stiles mógłby okręcić wokół własnego palca, ponieważ też był dupkiem. Tylko Peter wydawał się nieporuszony jego ciągłym lekkim buntem i wychwytywał każdy ten raz, gdy Stiles był uparty, bo był uparty, a nie dlatego, że miał faktyczny powód. Znali się, i to wszystko utrudniało i jednocześnie niesamowicie ułatwiało.
- A może chcesz wiedzieć, co z tego mam? – podjął Peter lustrując jego twarz. – Może chcesz wiedzieć czy chcę cię dotykać i mieć, bo uważam cię za pięknego… Czy może to kwestia tego, że wtedy nie mogłem cię mieć, a teraz jesteś w moim zasięgu.
Dłoń Petera objęła jego nadgarstek ponownie i poczuł ciepły oddech na skórze. Mężczyzna nie musiał dodawać o jakie 'wtedy' chodziło. Może już wtedy Stilesa podnieciło to pierwszy raz, ale był zbyt przerażony i skołowany. Zbyt młody, aby to zrozumieć.
- Chcesz wiedzieć, czy to z mojej strony jest brudne i złe, i może trochę pokręcone. Chcesz znać moje powody Stiles? – spytał Peter tak cicho, że przez chwilę albo i dwie sądził, że się przesłyszał.
I to było, to. Widział Petera z tymi wszystkimi ludźmi, ale brakowało między nimi tego napięcia. Nic nie wypełniało przestrzeni między nimi, chociaż ewidentnie wszyscy byli podnieceni i otrzymywali dokładnie to, po co przyszli. Wiedział wtedy czego oczekuje Peter – władzy nad nimi. Krótkiej i przekraczającej wszelkie granice władzy. Chciał mieć ich w swoich rękach i Stiles nie mógł się nie zastanawiać, o co chodzi między nimi właśnie. Bo zasady gry dla nich wydawały się inne.
- Tak – wykrztusił w końcu, trochę zaskoczony, że jego oddech uwiązł mu w gardle, a słowa się nie formowały tak pewnie jak powinny.
Peter zawsze stanowił dla niego wyzwanie. Mężczyzna był inteligentny i obaj zdawali się z sobą konkurować podczas każdej rozmowy. A teraz miał się od tak poddać w pewnej sferze, i to nawet nie stanowiło już takiego problemu. Może od samego początku tego chciał, ale równie mocno pragnął, aby Peter o niego zawalczył – żeby pokazał mu, że chce. Tymczasem Hale dawał mu tylko więcej i więcej przestrzeni i to Stiles wracał za każdym razem. A teraz chciał wiedzieć, czy Peter tak po prostu chciał. I czego chciał w tym wszystkim.
- Och, chłopcze. – Głos Petera był prawie kocim pomrukiem przyjemności, jakby kot właśnie dorwał miskę ze śmietanką. – Sprawię, że to będzie tak brudne, że nigdy się już z tego nie podniesiesz. Zrujnuję cię dla innych, ponieważ powinieneś być zrujnowany. Nie będziemy robić niczego nudnego i prostego. Nie obrażajmy się nawzajem – zakpił Peter. – Widziałem jak obserwujesz mnie i moje ruchy. Wiem, że byłeś pod wrażeniem, ale to co ci chcę pokazać wykracza mocno poza wszystko, co widziałeś – wyjaśnił Peter i zacisnął mocniej dłoń na jego nadgarstku. – I chcę cię uczynić w końcu moim. W każdym tego słowa znaczeniu i tak bardzo jak mi pozwolisz. Bo może wtedy jeszcze nie byłem świadom tego jak bardzo mój powinieneś być, ale jestem starszy i już wiem. I wiem, że ty wiesz, bo nie jesteś głupi, Stiles, prawda? Słyszę twoje serce jak szybko bije. Wtedy też uderzało tak, jakbym trzymał w dłoniach niewielkie pisklę. Na mojej łasce. Wtedy cię nie skrzywdziłem i teraz też tego nie zrobię. A, przynajmniej nie w ten sposób, który ci się nie podoba – ciągnął dalej Peter i może Stiles wariował, ale jego skóra zdawała się stać w ogniu.
Nie tylko ta część, którą stykał się z Peterem, ale całe ciało. To ubranie powinno zniknąć jak najszybciej. I nie powinien patrzeć w błyszczące błękitem oczy wilkołaka, które były dostatecznym dowodem na to, jak niebezpieczny potrafił być ten mężczyzna.
- Chcesz wiedzieć jak bardzo cię chcę, Stiles – prychnął Peter, jakby nic bardziej go nie rozbawiło. – Problem w tym, że może chcę za bardzo. Nie wiem jak bardzo chcę, nie umiem tego nawet nazwać. I nie wiem czy się nasycę dzisiejszej nocy na tyle, aby spać spokojnie – uświadomił go. – Ale cię wypuszczę, gdy będziesz tego chciał, bo wiem teraz lepiej i będzie mi zależało na tym, żebyś wrócił. Może, żebyś wrócił po więcej. Gdyby tak było, nic bardziej by mnie nie ucieszyło. Bo mogę ci dać więcej, ustalmy to jedno. Tak bardzo więcej, jak tylko chcesz. I nie, to nie będzie normalne, a przynajmniej nie w normie tych, których znasz, a których określasz mianem rodziny i przyjaciół. Jeśli powiesz, kiedykolwiek Scottowi, nie zrozumie. I może pożegnam się z życiem. A tego byś chyba nie chciał… - urwał sugestywnie.
- Nie, sir – odparł Stiles, czując, że niewidzialna obręcz zaciskająca się na jego gardle na tę jedną chwilę lekko się poluzowała, aby mógł wykrztusić odpowiedź.
Peter zdawał się usatysfakcjonowany.
- Więc to będzie nasza tajemnica. Nie wątpię, że będziesz chodził pewniej po klubie po dzisiejszej nocy. Jeśli sądzisz, że umknęło mi jak bardzo podobało ci się klęczenie u moich stóp, okłamujesz się. Zauważam wszystko, co dotyczy ciebie pośrednio i bezpośrednio – poinformował go Peter. – Możesz przy mnie udawać, że nie chcesz być posiadany, ale to sprawia ci dziwną przyjemność. Byłeś z tego dumny, a kiedy robisz coś dobrze, ja jestem zadowolony, więc na razie nie musimy tego rozgryzać. Wystarczy, że wiesz, że ja wiem. Kiedyś pójdziemy dalej – obiecał. – Nie zawsze musisz wiedzieć wszystko od razu. Jestem spostrzegawczy. Widziałem jak przyglądasz mi się podczas scen i wiem, co sprawiało ci największą przyjemność. Jeśli sądzisz, że nie czułem jak twój zapach staje się ciężki od podniecenia, gdy kolejne klapsy spadały na pośladki Adama, mylisz się. Jedynym na czym mogłem się skupić to ty. Wiedziałem od samego początku, że znajdujesz się tam, gdzieś w ciemności, przykuty do swojego miejsca. I wiesz, że Adam wyczuł, że coś się zmieniło. Nigdy nie doszedł tak intensywnie, bo nigdy nie byłem w coś tak głęboko zaangażowany jak wtedy. Cała prawda Stiles jest taka, że byłem dobry, ale ty sprawiasz, że jestem lepszy – przyznał wilkołak. – Czy to odpowiada na twoje pytanie? – zakpił, widząc zapewne, że Stiles nie potrafi się nawet wysłowić.
