- Administratorze, kiedy odbędzie się przesłuchanie buntowników? – spytał przełożony nauk alchemicznych.

- Wielki Mistrz nie podjął jeszcze decyzji w tej kwestii. – To było jedyne zdanie, które Lorlen wygłosił do tej pory w sali cotygodniowych spotkań magów.

Zainteresowanie Peakina przeniosło się natychmiast gdzie indziej, a Administrator rozsiadł się wygodniej w ulubionym fotelu i skupił uwagę na osobie, która dziś pochłaniała wszystkich dookoła.

Dannyl z cierpliwością odpowiadał po raz kolejny na te same pytania. Jednak w jego opowieściach nie było niczego, czego Lorlen już nie wiedział. Rozejrzał się w poszukiwaniu innych tematów.

Choć, jak przewidział Akkarin, cały pokój drżał od informacji, które przyniósł Dannyl, Lorlen wyłowił też parę rozmów o wcześniejszych sprawach. Rzadko miał okazję do przysłuchiwania się plotkom, zazwyczaj był zmuszony do brania aktywnego udziału w dyskusjach, dlatego z zadowoleniem przyjął tę zmianę.

Ostatnio było o czym mówić.

Najpierw walka magów w Slumsach, o której plotki dziwnie szybko zanikły, zastąpione zmieszaniem wokół Sonei. Magów rozbawiły insynuacje o zauroczeniu nowicjuszki Akkarinem i choć te plotki były ostrożne, ulotniły się dopiero wtedy, gdy Garrel przyniósł informację, że Sonea przyprowadziła wątpliwego pochodzenia mężczyznę do gmachu Uniwersytetu.

Lorlen już sam nie wiedział, co myśleć. Garrel narobił wokół tego wydarzenia wielkiego zamieszania, ale to reakcja Akkarina zaniepokoiła go bardziej. Zagadnięty przez Starszyznę o schadzkę Sonei, stwierdził z rozdrażnieniem, że prywatne sprawy jego nowicjuszki, nie powinny leżeć w gestii ich zainteresowań, ale naciskany, by objąć większą kontrolą przyjaźnie podopiecznej, nałożył na Soneę tygodniową karę pracy w bibliotece.

Lorlen widział, że wcale nie było to po myśli Akkarina i zdawał sobie sprawę, że czarny mag nigdy nie ugiąłby się pod naciskami zaniepokojonych magów, gdyby nie chciał w ten sposób zmniejszyć zainteresowania Soneą. Musiał znać prawdę i nie chciał jej ujawić.

Oczywiście, że on wie z kim spotkała się Sonea, pomyślał Administrator, wspominając pierścień na dłoni dziewczyny.

Pierścień, który nosiła Sonea, był następną rzeczą, która ostatnio spędzała mu sen z powiek. Rozmowa, którą przeprowadził z Akkarinem, przerażony faktem, że mag zmusza nowicjuszkę do używania artefaktu czarnej magii, to był jeden z niewielu razy, kiedy się mu postawił, a przynajmniej był to pierwszy raz odkąd dowiedział się, że przyjaciel praktykuje zakazaną magię.

- Jak mogłeś? – zapytał Lorlen, nie ukrywając wzburzenia.

Wielki Mistrz wyprostował się bardziej, patrząc spod przymrużonych powiek. Lorlen niemal jęknął, zauważając wyzwanie w jego oczach.

- Sonea jest młodą kobietą – stwierdził Lorlen.

Akkarin uniósł brwi, a po chwili jego usta wykrzywił szyderczy uśmiech.

- Doskonale zdaję sobie z tego sprawę – odpowiedział czarny mag.

Nutka rozbawienia w jego głosie wzmogła gniew Lorlena.

- To jest… - Zrobił pauzę, by wziąć głęboki wdech. - To, że zaglądasz w jej intymne myśli, jest niesmaczne - wysyczał.

Akkarin milczeniem zbył jego oburzenie i założył ręce w oczekiwaniu.

- Ostatnie wydarzenia zmusiły mnie, żeby mieć ją na oku – powiedział, gdy gniew Lorlena trochę opadł. – Aczkolwiek, Sonea nie nosi pierścienia przez cały czas.

Lorlen zamrugał zdziwiony.

Czyżby nowicjuszka zrobiła coś, co zagroziło tajemnicy Wielkiego Mistrza? Może uległość w stosunku do Akkarina, którą zauważał ostatnio w jej zachowaniu, była tylko grą mającą zmylić czarnego maga? Może planowała wystąpić przeciw Akkarinowi? Jeśli tak było, czarny mag unicestwił jej wysiłki.

- Czy ona wie, czym jest pierścień?

Akkarin powoli pokiwał głową.

- Wie, jak działa.

Administrator potarł skronie, jakby to mogło pomóc przegonić niepokojące uczucie bezsilności. Akkarin ostatnio pozwalał sobie na coraz więcej, a on nie mógł nic z tym zrobić. Działo się coś bardzo dziwnego, ale jak dotąd Lorlen nie potrafił poskładać kawałków układanki w całość.

Dotyk na ramieniu wyrwał go z rozmyślań. Uniósł głowę i napotkał uważne spojrzenie Mistrzyni Vinary.

- Przepraszam, zamyśliłem się. O co pytałaś?

- Czy Wielki Mistrz pojawi się dziś w Nocnej Sali?

- Nie sądzę.

Usta Vinary ułożyły się w grymas pełen dezaprobaty, zanim skierowała spojrzenie gdzie indziej. Lorlen zerknął na fotel obok; miejsce było jak zwykle puste.

Dotknął pierścienia.

~ Będziesz dziś? – skierował pytanie do Akkarina, nie oczekując odpowiedzi. ~ Wypadałoby, żebyś się w końcu zjawił. Magowie mają wiele pytań.

~ Na które najlepiej odpowie Ambasador Dannyl.

Lorlen drgnął. Powinien się domyślić, że Akkarin korzystał z okazji, by przysłuchiwać się plotkom w Nocnej Sali. A raczej moim myślom, stwierdził z niesmakiem.

~ Na niektóre odpowie Dannyl, ale inne ciągle pozostają bez odpowiedzi.

~ Na TE inne nie mam zamiaru odpowiadać. – Lorlen wyczuł irytację czarnego maga.

Oczywiście, że nie masz, pomyślał, doskonale wiedząc, że Akkarin go usłyszy.

Lorlen odwrócił się z powrotem do Uzdrowicielki. Vinara przysłuchiwała się dwóm magom dyskutującym niedaleko przyciszonymi głosami. Zanim wsłuchał się w temat rozmowy Garrela i Makina, zza ich plecami wyrósł Ambasador Dannyl.

Widocznie zmęczył się udzielaniem wyjaśnień i w końcu pozwolił, by jego opowieść zaczęła żyć własnym życiem, a sam zaczął szukać najświeższych plotek. Dobrze wie, gdzie je znaleźć, pomyślał Lorlen, wyłuskując z rozmowy Wojowników imię Sonei.

- Za co Wielki Mistrz ukarał Soneę? – zapytał Ambasador.

- Za zachowanie niegodne nowicjusza Gildii – zakpił Garrel.

- Co takiego zrobiła?

- W zeszłym tygodniu przyłapałem ją w gmachu Uniwersytetu na obściskiwaniu się z jakimś żebrakiem ze Slumsów.

Dannyl uniósł brwi.

- Obściskiwaniu?

Garrel uśmiechnął się przewrotnie.

- Oszczędzę ci szczegółów, Ambasadorze Dannylu.

- I Wielki Mistrz się o tym dowiedział i uznał to za niestosowne? – zapytał Dannyl z ostrożnością w głosie.

Garrel wyglądał na lekko zirytowanego.

- Właściwie to pojawił się zaraz potem, kiedy jej przyjaciel zniknął w korytarzach Uniwersytetu, a ja pouczałem ją, że nie wolno wprowadzać ludzi o wątpliwej reputacji na teren Gildii. Jednak ta dziewczyna jest zuchwała i próbowała mi nawet wmówić, że wszystko mi się przewidziało. Nie chciała się do niczego przyznać.

Lorlen zauważył, że paru magów próbowało ukryć uśmiechy, które wywołała wzmianka Garrela. Dannyl zmarszczył brwi w zamyśleniu.

- Mistrzu Garrelu, jak wyglądał ten mężczyzna? – zapytała Vinara niespodziewanie.

Magowie odwrócili się do niej i z zaskoczeniem zauważyli, że ich rozmowa przyciągnęła uwagę reszty Starszyzny.

Garrel odchrząknął.

- Nie wiem. Nie widziałem jego twarzy – powiedział ostrożnie. – Miał na sobie płaszcz z kapturem i był wysoki.

- Skąd wiesz, że był ze Slumsów? – zagadnął Dannyl.

- Na pewno nie wyglądał na żadnego nowicjusza – odpowiedział Garrel z rozdrażnieniem. – Jego przedarty, fatalnej jakości płaszcz odbiegał normą od jakiegokolwiek stroju wizytowego. Za to w Slumsy wpasowałby się idealnie – dodał kpiąco.

- Moim zdaniem, należy przyjrzeć się bliżej znajomościom Sonei – powiedział Sarrin.

Ciche pomrukiwania oznaczały, że zgadza się z nim więcej magów.

- Skąd wiesz, że Wielki Mistrz już tego nie zrobił? – zapytał cicho Peakin.

- Jeśli tak, to nie uznał za stosowne, by nas o tym poinformować.

- Widocznie Wielki Mistrz nie chce, by przypominano, że jego nowicjuszka, pochodzi ze Slumsów. Niestety pewnych nawyków nie da się wykorzenić – stwierdził Garrel.

Lorlen skrzywił się. Niektórzy zgadzali się z Wojownikiem i uważali, że Wielki Mistrz nie chce, żeby publicznie przypominano, iż jego nowicjuszka pochodzi z najgorszej części miasta, ale Lorlen dobrze wiedział, że Akkarinowi jest po prostu nie na rękę ściąganie nadmiernej uwagi na dziewczynę.

- Co powinniśmy zrobić, jeśli okaże się, że Sonea postanowiła zaprzyjaźnić się z jakimś mordercą? Zapewne pamiętacie, jakie opowieści krążyły o niej parę lat temu.

Lorlen miał ochotę wywrócić oczami z rozdrażnienia. Jeszcze niedawno magowie uważali, że nowicjuszka zauroczyła się w Akkarinie, teraz obawiali się, że zakochała się w jakimś Złodzieju. Co gorsza, traktowali ją z podejrzliwością.

A może to oni mają rację, a ja się mylę? Może nie można już ufać Sonei?

- Ach, co za niezwykle ciekawy temat konwersacji.

Magowie drgnęli zaskoczeni nagłym pojawieniem się Wielkiego Mistrza. Akkarin musiał niezauważony przez dłuższy czas przysłuchiwać się rozmowie.

Zmierzył obecnych spojrzeniem. Jak zwykle nie pokazał po sobie żadnych emocji, choć zmieszanie magów musiało go rozbawić.

- Sądzę, że moja nowicjuszka byłaby zdumiona, wiedząc, że jest tematem plotek Starszyzny Gildii – dodał z sarkazmem w głosie.

Płynnym ruchem zdjął z tacy przechodzącego służącego kielich z winem, ominął zdębiałego Garrela i zasiadł w swoim fotelu.

Po niezręcznych powitaniach, zapadła równie niezręczna cisza.

Zapewne magowie przeklinali teraz, że dali się wciągnąć w dyskusję na temat schadzki Sonei.

Lorlen uśmiechnął się pod nosem.

Akkarin w jednym zdaniu dał wyraz swemu niezadowoleniu i zaznaczył, jak niestosowanym tematem do plotek zajmowała się przed chwilą Starszyzna. To uciszy spekulacje wokół jego nowicjuszki na jakiś czas.

- Wielki Mistrzu, czy jest już wyznaczony termin przesłuchania buntowników? – Ciszę przerwał Dannyl.

- Owszem, jest.

Odradzający się w pomieszczeniu gwar szybko przerodził się w nawałnicę pytań, a magowie zaczęli przekrzykiwać się nawzajem, chcąc uzyskać więcej informacji od Wielkiego Mistrza.

Akkarin przeczekał nagle zamieszanie, w spokoju popijając wino. Kiedy zgiełk ucichł, zdecydował się przerwać milczenie.

- Król wyraził chęć udziału w przesłuchaniu, co powoduje…

Multum podekscytowanych głosów podniosło się na nowo. Akkarin rzucił Lorlenowi przeciągłe spojrzenie, czekając aż znów zapadnie cisza.

~ To jest spowodowane tym, że tak rzadko się tu pojawiasz – Lorlen skierował myśl do Akkarina, mając przeczucie, że Wielki Mistrz go słucha.

Kąciki ust Akkarina uniosły się lekko.

~ To jest właśnie powód, dlaczego tak rzadko się tu pojawiam.

Zapowiada się długi wieczór, pomyślał Lorlen z rozbawieniem.


Zainteresowanie, jakie wywołał w Nocnej Sali, najpierw zaskoczyło Dannyla, następnie przeraziło go, iż będzie musiał się zmierzyć z pytaniami o Tayenda, a potem czuł już tylko znużenie. Nieustannie powtarzana opowieść o tym, w jaki sposób przyczynił się do ujęcia buntowników, wydawała się mu już czymś tak odległym, że czuł, jakby to nie on był jej bohaterem.

Kiedy w końcu udało mu się umknąć przed gromadką kolejnych zainteresowanych, wyłowił w rozmowie, która toczyła się w pobliżu imię Sonei i nie mógł powstrzymać się od podsłuchiwania. Sprawa nowicjuszki Wielkiego Mistrza nurtowała go od dwóch dni. Miał nadzieję na uzyskanie odpowiedzi na pytanie, co powinien zrobić z wiedzą, której wcale nie chciał, jednak opowieść Garrela tylko utwierdziła go w niepewności.

Jak długo to trwało?

Dannyl szybko powiązał fakty. Nie zmyliło go przebranie maga. Nie miał wątpliwości, kto był mężczyzną, którego Garrel przyłapał z Soneą. Niesamowite, że nikt nie podejrzewa w tym roli Akkarina, pomyślał.

Na dodatek nasuwało się niebezpieczne pytanie: po co Akkarinowi było potrzebne przebranie żebraka ze Slumsów? Wielki Mistrz i jego nowicjuszka musieli mieć więcej tajemnic niż tylko niedozwolony romans.

Pojawienie się w Nocnym Pokoju Akkarina sprawiło, że natychmiast powrócił temat nadchodzącego przesłuchania. Dannyl poczuł ulgę, kiedy Wielki Mistrz przejął na siebie ciężar odpowiedzi, przy czym nie szczędził dla niego pochwał. Była również druga korzyść z takiego rozwiązania – mógł bez podejrzeń obserwować zachowanie i reakcje Akkarina.

Sposób bycia przywódcy Gildii był, jak zwykle, zdystansowany, a jego oblicze nie zdradzało żadnych emocji, jedynie koncentrację na rozmowie.

Czym dłużej Dannyl przyglądał się, jak mag w czarnych szatach opowiada o nadchodzącym przesłuchaniu, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nikt by mu nie uwierzył, gdyby zdecydował się ujawić romans Wielkiego Mistrza z nowicjuszką.

Musiałby to udowodnić. A jedynym sposobem było zgodzenie się na czytanie myśli, na co nie mógł sobie pozwolić, bo obawiał się, że nie zdoła ukryć swoich uczuć do Tayenda podczas odwiedzin obcego maga w swoim umyśle.

Dannyl rzadko stawał w obliczu sytuacji bez wyjścia, ale teraz ta wydawała się mu właśnie taką. Wiedział, że będzie miał wyrzuty sumienia, jeśli nic z tą wiedzą nie zrobi. Z drugiej strony, czy ten romans naprawdę komuś szkodził?

Kiedy dzisiejszego popołudnia przyglądał się nowicjuszce w ogrodach, zauważył różnicę w jej sposobie bycia. Była po prostu szczęśliwa. Ale Akkarin…. Po nim nic nie było widać.

Od czasu do czasu Dannyla nachodziły wątpliwości.

Czy aby na pewno ten romans jest nieszkodliwy? Może Wielki Mistrz tylko wykorzystuje nowicjuszkę?

Albo Akkarin świetnie ukrywał swoje uczucia, skoro nikt do tej pory nie nabrał podejrzeń, albo po prostu świetnie udawał przed Soneą. Tylko po co podejmowałby takie ryzyko? Dla chwili przyjemności?

Dosyć tego. W ten sposób nic nie wymyślę.

Odsunął się od grupy magów przysłuchujących się rozmowie Starszyzny, mając nadzieję, że nie zostanie to odebrane jako nietakt. Skierował się ku miejscu, gdzie wcześniej wydawało mu się, że widzi Rothena i z zadowoleniem spostrzegł, że Alchemik nadal siedzi przy stoliku w kącie.

- Dannylu, pozwolili ci w końcu odsapnąć? – zapytał Rothen z uśmiechem.

- Nie. Ale udało się mi uciec - zażartował.

Odsunął krzesło, by przysiąść się do maga, ale Rothen niespodziewanie podniósł się z miejsca.

- Masz ochotę na szklaneczkę sumi u mnie w mieszkaniu?

Do tej pory nie miał czasu na dłuższą rozmowę ze starym przyjacielem. Miał nadzieję, że Rothen pomoże mu podjąć decyzję, co zrobić z niechcianą wiedzą o romansie Akkarina i Sonei.

- Z przyjemnością się stąd wyrwę – odpowiedział z uśmiechem.

Rzucił ostatnie spojrzenie w kierunku Wielkiego Mistrza i podążył za dawnym mentorem.

Rozsiadł się wygodnie i obserwował, jak mag przygotowuje dla nich ciepły napitek.

- Sonea jest ostatnio w samym centrum plotek – odezwał się. - Przynajmniej wszystkich, które nie dotyczą sprawy buntowników z Elyne. – Uśmiechnął się szeroko i sięgnął po filiżankę.

Rothen westchnął.

- Wiem, co mówią - powiedział. – Mówią, że zakochała się w Akkarinie.

Dannyl zakrztusił się sumi.

- Tego akurat nie słyszałem – powiedział, gdy doszedł do siebie.

- Ach. To dobrze, bo to niedorzeczne.

- Dlaczego uważasz, że to niemożliwie? Akkarin jest właściwie dość młody. Słyszałem, że w oczach dam uchodzi za bardzo atrakcyjnego mężczyznę. – Dannyl starał się, by ton jego głosu zabrzmiał lekko, żartobliwie.

- Sonea nigdy nie zainteresowałaby się Akkarinem w ten sposób – stwierdził Rothen. – Ona go nie lubi.

Dannyl zacisnął usta, zdziwiony gniewem w głosie przyjaciela. W jaki sposób miał mu powiedzieć, jak bardzo się myli?

Jak mogłem o tym zapomnieć, zganił się w myślach. Rothen nadal miał żal do Wielkiego Mistrza, że odebrał mu opiekę nad dziewczyną i niestety uważał, że Sonea również nadal nosi w sobie taką samą niechęć.

- A te inne plotki? - spytał stary przyjaciel.

- Podobno Sonea przyprowadziła przyjaciela ze Slumsów. – Dannyl uśmiechnął się delikatnie.

Rothen ponuro pokiwał głową.

- Garrel może kłamać – powiedział po chwili.

Dannyl westchnął.

- Nie sądzę. Nawet Wielki Mistrz nałożył na nią karę – powiedział, dopiero teraz dziwiąc się hipokryzji Akkarina.

Wielki Mistrz najwyraźniej robił wszystko, by odsunąć plotki.

Rothen skrzywił się, przyglądając się uważnie filiżance w dłoni.

- Ale nie przejmuj się, stary druhu, przynajmniej Sonea się nie przejmuje karą. Nie wyglądała na zmartwioną, gdy widziałem ją wczoraj w Rezydencji – powiedział, by pocieszyć maga.

- Byłeś w Rezydencji? – zapytał Rothen, unosząc gwałtownie głowę.

- Miałem spotkanie z Wielkim Mistrzem – wyjaśnił ostrożnie, przyglądając się uważnie magowi.

- W jakiej sprawie? – zainteresowanie widoczne w oczach Rothena zaskoczyło Dannyla.

- W sprawie buntowników, których przywiozłem.

- Ach. Tak, oczywiście – Alchemik stwierdził z roztargnieniem.

Dannyl coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że stary przyjaciel nie mówi mu wszystkiego. Coś go trapiło.

- Jak się miewa?

Teraz był czas, aby powiedzieć mu o romansie jego byłej podopiecznej, ale Dannyl już podjął decyzję. Rothenowi nie mógł wyjawić sekretu, który ciążył mu na sercu. Obawiał się, że reakcja starszego maga nie byłaby w tej sprawie racjonalna.


Sonea otworzyła oczy i przeciągnęła się w pościeli, czując przyjemne rozleniwienie w całym ciele. Przewróciła się na bok, ale Akkarina nie było już łóżku. Jednak poduszka ciągle miała jego zapach...

Sonea przeklęła, kiedy do jej uszu doszły odgłosy pokrzykiwań w ogrodach za oknem. Znów zaspała. Viola ponownie nie przyszła obudzić jej na czas. Zdąży jeszcze odwiedzić łaźnie i umyć się, ale nie miała co liczyć na błogą, relaksującą kąpiel. Na to było już za późno.

Wyskoczyła z łóżka i zaczęła krzątać się po pokoju w poszukiwaniu wczorajszego ubrania. Opadła na kolana, gdy zauważyła rąbek brązowego materiału wystający spod łóżka.

Uśmiechnęła się mimowolnie.

Akkarin musiał rzucić jej szatę na podłogę, a potem kopnąć ją niechcący pod łóżko, gdy rozbierał ją wczorajszej nocy.

Zmierzając do łaźni, obiecała sobie, że kiedy tylko zobaczy Violę, wytknie jej spóźnialstwo. Nie widziała problemów w samodzielnym wykonywaniu zwykłych, codziennych czynności. Poranną rakę również mogła przygotować sama, ale ze wczesnym wstawaniem miała ostatnio problemy. No i gdyby wiedzieli, że służąca nie będzie przychodziła tak wcześnie rano, Akkarin mógłby zostawać dłużej w jej łóżku, a nie, jak teraz, wymykać się przed świtem.

Zatrzymała się, próbując sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widziała kobietę. Nie spotkała jej od co najmniej dwóch dni. Być może Viola była chora lub musiała z jakiegoś powodu wyjechać z Gildii. Tylko dlaczego nikt nie powiadomił jej o tym? A może Akkarin jednak odwołał ją ze służby? Postanowiła, że przy okazji go o to zapyta.

Kąpiel nie była tak długa, jakby sobie życzyła, jednak uspokoiła jej umysł. Nowicjuszka wyszła z łaźni w ciepłe słońce poranka i obrała kierunek na Rezydencję.

Ogrody Gildii tętniły porannym życiem. Magowie spieszyli w różnych kierunkach, niektórzy z nich goniąc za sprawunkami, które chcieli załatwić jeszcze przed rozpoczęciem lekcji na Uniwersytecie, zaś pomiędzy nimi przemykali służący, starając się pozostać niezauważeni. Sonea niechętnie spuściła głowę, gdy napotkała wścibskie spojrzenia mijanych mężczyzn.

Minął ponad tydzień, odkąd Garrel przyłapał ją w objęciach Akkarina na Uniwersytecie; ponad tydzień, odkąd pogłoska o jej schadzce z mężczyzną ze Slumsów, zaczęła krążyć po Gildii, a lekko drwiące uśmiechy zamiast znikać, pojawiały się na coraz to nowych twarzach magów i nowicjuszy. Jakby plotka dopiero co nabierała tępa.

Skłoniła się dwóm Uzdrowicielom i poczuła ulgę, gdy nie zauważyła w ich oczach żadnej niechęci, jednak po chwili skrzywiła się, słysząc za sobą poszeptywania. Pewnie i oni rozmawiali o niej.

Owszem, Akkarin uprzedzał ją, że nie będzie łatwo. Ale czy cały ciężar tej tajemnicy musiał się skupiać wyłącznie na niej?

Westchnęła.

Nie potrafiła sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby oni wszyscy dowiedzieli się, że mężczyzną w płaszczu był Wielki Mistrz Gildii. Zapewne wszelkie nieprzyjemności skupiłyby się wtedy na Akkarinie. Ta pespektywa również nie była przyjemna.

Niech sobie myślą, co chcą. Kiedyś w końcu im się to znudzi.

Zatrzymała się na piętrze Rezydencji. Przez chwilę zastanawiała się, czy poszukać Akkarina w jego sypialni lub bibliotece, zanim nie usłyszała hałasu dobiegającego zza najbliższych drzwi.

Ktoś krzątał się po jej pokoju.

Viola. W końcu przyszła. Trochę późno, nie mniej jednak, przyszła.

Sonea poczuła ulgę na myśl, że jej domysły okazały się niesłuszne, ale zaraz potem przypomniała o złożonej sobie obietnicy. Zamierzała przynajmniej dowiedzieć się, dlaczego służąca nie przychodzi ostatnio o umówionej porze.

Wysłała wiązkę mocy i drzwi jej pokoju otworzyły się szerzej, weszła odważnym krokiem i zamarła zdumiona.

Na brzegu jej łóżka siedziała kobieta w zielonych szatach.

- Mistrzyni Vinaro. – Sonea skłoniła się z szacunkiem.

- Soneo, wybacz, że przyszłam tak wcześnie. Zapewne niedługo zaczynasz lekcje…

Nowicjuszka przytaknęła.

- Jednak chciałam zapytać cię o pewną sprawę... – Uzdrowicielka zawahała się, przyglądając się Sonei badawczo i nieświadomie gładząc dłonią narzutę na jej łóżku.

Serce Sonei podskoczyło do gardła. O co mogło chodzić? Chyba nie o Akkarina?

W końcu Vinara uśmiechnęła się lekko.

- Czy ktoś nauczył cię, jak magicznie zapobiegać ciąży?

Nowicjuszka rozszerzyła oczy.

Skąd ona wie, że potrzebuję takiej wiedzy?

- To nie jest zwyczajowa wiedza, którą otrzymuje się na lekcjach uzdrawiania, choć większość kobiet w Gildii zna te techniki jeszcze zanim nauczy się leczyć katar. – Uzdrowicielka uśmiechnęła się ponownie. – Jednak zważywszy na ostatnie wydarzenia, w które byłaś zamieszana, uznałam, że możesz chcieć się tego nauczyć.

A więc o to chodziło. Do jej uszu również doszły plotki Garrela.

- Skoro Wielki Mistrz jest…

- Nie – Sonea przerwała, zbyt szybko. - Dziękuję, Mistrzyni Vinaro, ale Wielki Mistrz dał mi wyraźnie do zrozumienia, że moje zachowanie było niestosowne. – Zaryzykowała, powołując się na Akkarina. – Nie sądzę, aby ta wiedza miała mi się przydać w najbliższym czasie.

Przez dłuższy czas powaga nie znikała z szarych oczu kobiety. W końcu Vinara skinęła głową.

- Dobrze. Jeśli jednak zmienisz zdanie, wiedz, że zawsze możesz przyjść z tym do mnie – powiedziała, podnosząc się z miejsca.

Następnie zniknęła za drzwiami.

Sonea poczuła rozczarowanie.

Nie mogła zachować się inaczej. Nie mogła się do TEGO przyznać. W późniejszym czasie mogło to wzbudzić zbyt wiele podejrzeń. Nie mogła również udać się do żadnego innego uzdrowiciela, nie przyznając przy tym, że tego typu wiedza była jej potrzebna. Dołożyłoby to tylko paliwa do plotek.

Na szczęście nie miała, czym się martwić, Akkarin na pewno o tym pomyślał. On zawsze myślał o wszystkim.

Sonea westchnęła.

Nawet Vinara wzięła do serca plotki Garrela. Nowicjuszce nie wydawało się, by kobieta ją osądzała, jednak w jej spojrzeniu była pewna podejrzliwość.

Chyba nie podejrzewała Akkarina? Nie. Nie było ku temu żadnych podstaw.

Być może tylko obawiała się, że wpadłam w złe towarzystwo, uznała.

Mam ważniejsze rzeczy na głowie, niż zamartwianie się tym, co o mnie myślą inni. Muszę iść na lekcje, a potem znaleźć Dannyla. Obiecałam to Akkarinowi.

Wybiegła z Rezydencji, wiedząc, że jest już spóźniona.