Rozdział betowała Himitsu, której dziękuję za to z całego serca.

Bardzo dziękuję Jousette, Shailila, Meerevel, Felly, Suremia, Mr. Edge, Itami Namida oraz Mir za poświęcenie chwili i napisanie tak wspaniałych komentarzy. Wiem, że pewnie się powtarzam lub brzmię strasznie banalnie, ale naprawdę dają mi one bardzo, bardzo wiele - dzięki nim wiem, że jest dla kogo tłumaczyć, a przecież o to w tym wszystkim chodzi, prawda? ;)

Felly, miło mi słyszeć, że coraz bardziej podoba ci się ten fic. Wspomniałaś o jakimś błędzie i nie wątpię w to, że on gdzieś tam się ukrywa (proszę, nie wątp w swoją inteligencję ;)). Przejrzałam szybko tekst wzrokiem i na razie nic nie znalazłam, ale jak będę miała chwilkę, z pewnością go poszukam. Już teraz z góry dziękuję za poinformowanie mnie o tym. Mir, tak, tak, wiem, wiem. Bardzo, bardzo przepraszam za to, że rozdział tak późno. Miałam tyle na głowie, że miesiąc minął mi tak szybko, że nawet nie zdałam sobie sprawy, a już zbliżał się ostateczny termin wrzucenia rozdziału. Ale obiecuję, obiecuję, że w ramach rekompensaty następny pojawi się wcześniej, koło dwudziestego. A jak tylko minie maj, to już zupełnie cię tymi rozdziałami rozpieszczę. :)

Taaak, wiem. Bardzo przepraszam, że rozdział pojawia się tak późno. Nie będę robiła wymówek, bo podejrzewam, że raczej was one nie interesują. Zamiast tego obiecuję poprawę :).

A na razie życzę wszystkim miłego czytania. Mam wielką nadzieję, że rozdział wam się spodoba. W następnym rozdziale więcej Voldemorta i Izara :).


Gdy umiera dzisiaj

Część pierwsza

Rozdział trzynasty

- Twoje przybycie tutaj, zwłaszcza do Hogwartu, jest wielką głupotą. Sprowadzasz niebezpieczeństwo nie tylko na siebie, ale również na Izara i mnie. – Severus otoczył pokój zaklęciem wyciszającym, upewniając się, że będą na tyle bezpieczni, na ile tylko mogą być w Hogwarcie, kiedy po jego salach spaceruje sobie Czarny Pan.

- To dziwne – stwierdził nagle Regulus, którego smukła postać przesunęła się wzdłuż rzędu kociołków. Jego uwagę na dłuższą chwilę przykuł jeden z nich, wykonany ze złota. – Izar powiedział mi to samo. – Wyraziste grafitowe oczy zmrużyły się na stojącego sztywno Snape'a. – Chyba nie korumpujesz mi syna, co, Severusie? Zaczynam odnosić wrażenie, że nie jestem tu mile widziany.

- I słusznie – zażartował sucho Severus. Odwrócił się plecami do Regulusa, przyglądając się bulgoczącemu mu pod nosem miętowozielonemu eliksirowi. Jego palce pogładziły szklaną bagietkę i z zadowoleniem obserwował, jak ta się zatrzymuje, a następnie zaczyna kręcić w lewo.

- Myślałem – zaczął znowu Regulus, nie wydając się ani trochę zniechęcony postawą Snape'a – że Izar będzie przynajmniej udawał, iż interesuje go i intryguje moja obecność. Wyznał mi, że kiedyś uważał się za brudną szlamę. Pragnąłbym dostrzec u niego więcej… ciepła wywołanego posiadaniem czystokrwistego, zainteresowanego jego losami ojca – wycedził Regulus. – Chociaż, oczywiście, zakładam, iż status krwi nie znaczy dla niego zbyt wiele. Nowoczesne czasy, w których teraz żyjemy, nie są już takie jak kiedyś.

Severus wydał z siebie długie westchnienie, a jego smukłe palce przesunęły się po tekście książki o eliksirach, chociaż tak naprawdę wcale go nie dostrzegał.

- Izar – zaczął – jest nadzwyczaj niezależnym czarodziejem, Regulusie. I inteligentnym. Wie, że zdradziłeś Czarnego Pana i, jak przypuszczam, poinformowałeś go o tym, jaki udział miałem w twojej ucieczce? – Onyksowe oczy zauważyły ostre skinienie, które w potwierdzeniu wysłał mu Black. – W takim przypadku miał prawo do zdystansowania się od ciebie i powiedzenia ci, abyś odszedł.

Snape zamknął z trzaskiem książkę, po czym odwrócił się i przyjrzał milczącemu Regulusowi. Wiedział, że Black miał zdecydowanie zbyt dominującą i upartą naturę, aby pójść za radą swojego syna oraz starego przyjaciela i pozostać w cieniu. Milczał najprawdopodobniej tylko dlatego, że starał się wymyślić sposób, w jaki mógłby podejść do swojego problemu z Czarnym Panem.

Nie mogło mu się to udać. Nie po raz drugi.

- Wiesz, że zawsze pragnąłem mieć syna… dziecko – mruknął ponuro Regulus, zaciskając wargi.

- Tak – wycedził sucho Snape. – Wiem o tym aż za dobrze. – Odwrócił się do Blacka plecami, kierując swój wzrok na eliksir, zaciskając szczękę.

- Severusie… - W głosie Regulusa pojawiło się wiele smutku.

Snape, nie bacząc na ten żałosny dźwięk, odwrócił się. Skrzydełka jego nosa drgały.

- Pomogę ci z tym problemem, Black. Ale w żadnym wypadku nie będę dyskutować z tobą na temat przeszłości lub tego twojego odrażającego związku z Lily Evans.

Był nieco zaskoczony, kiedy zdał sobie sprawę, że Regulus urósł znacznie podczas swojego pobytu z dala od Wielkiej Brytanii. Severus widział go ostatnio piętnaście lat temu. Mężczyzna dopiero co skończył osiemnaście lat, kiedy opuścił Anglię i był wtedy znacznie niższy niż obecnie.

Teraz przenikliwe oczy Regulusa znajdowały się na tym samym poziomie co jego. Drażniło to Severusa. Chociaż minione piętnaście lat było ciężkie dla nich obu, Regulusowi w ich czasie w jakiś sposób udało się utracić swój chłopięcy urok, zastępując go męskością. Severus z pewnością też się zmienił, ale w jego przypadku spowodowały to długie godziny spędzone na warzeniu eliksirów, które pożółciły jego skórę i potłuściły włosy. Black natomiast prowadził życie uciekiniera, co sprawiło, że stał się bledszy i bardziej surowy.

- Masz moje wsparcie, moją pomoc – kontynuował cicho Severus, wciąż owładnięty wściekłością na to, co wydarzyło się w przeszłości. Dlaczego przeżywanie jej było tak bolesne? Ponowne ujrzenie Regulusa, przy jednoczesnej niepewności czy kiedyś jeszcze znowu się zobaczą, było dręczące. – Wracaj do Rosji.

Grafitowe oczy zamrugały.

- I to ta twoja pomoc – warknął Regulus. To nie było pytanie, jedynie otępiała akceptacja.

- To jedyna pomoc, jakiej jestem gotów ci udzielić – potwierdził Snape. – Jeśli nie cenisz sobie zbytnio mojego życia, pomyśl o wolności Izara. Czarny Pan z pewnością wykorzysta przeciwko niemu jako szantaż twoje nagłe pojawienie się. Mogę jedynie wyobrazić sobie, jaką obietnicę może dzięki temu na nim wymusić.

Regulus odwrócił się, kierując spojrzenie na dużą ścianę ze składnikami do eliksirów.

- Jak zawsze masz rację, Severusie. Opuszczenie Wielkiej Brytanii byłoby najbardziej logicznym rozwiązaniem. Uchroniłoby osoby, które kocham, Izara i… - Wzrok grafitowych oczu znów spoczął na nim - …ciebie. Jednak mam już dość ukrywania się. Te długie lata sprawiły, że zacząłem tracić zmysły i spoglądam na swojego syna zbyt samolubnie, aby pozwolić mu odejść. Musi być jakiś sposób na ponowne zwrócenie na siebie pełnej uwagi bez sprawienia, aby Czarny Pan wykorzystał to przeciwko Izarowi i tobie.

- Nie ma takiego sposobu – stwierdził zapalczywie Severus. – Czarny Pan wie wszystko. Byłbym niezmiernie zaskoczony, gdyby nie zauważył już twojej obecności. – Severus odepchnął się od biurka i powoli przeszedł przez pokój. Jego umysł wirował w poszukiwaniu sposobów na bezpieczne wydostanie Regulusa z kraju.

- Nie jestem poszukiwany przez Ministerstwo – oznajmił spokojnie Regulus.

- Czarny Pan jest pieprzonym Ministerstwem – syknął żarliwie Severus. – Podczas twojej nieobecności przesuwał się po szczeblach kariery politycznej, stając się podsekretarzem Ministra Magii. Jestem pewien, że ma wystarczająco władzy, aby znaleźć powody na wsadzenie cię do Azkabanu.

Regulus zachichotał ironicznie, a jego twarz wykrzywiła się cierpko.

- On… - mężczyzna urwał, jego usta zacisnęły się, a oczy zalśniły. Severus znał go na tyle dobrze, aby wiedzieć, że właśnie wpadł na jakiś pomysł. – Jak bardzo Czarny Pan jest przychylny Izarowi?

Severus uniósł brwi, słysząc to niespodziewane pytanie.

- Co sprawia, że sądzisz, iż Izar jest wystarczająco godzien zauważenia przez Czarnego Pana?

Regulus wysłał Severusowi zirytowane spojrzenie.

- Miał zaledwie piętnaście lat, kiedy został naznaczony. – Black zaczął się przechadzać, przeczesując palcami swoje włosy. Severus zwrócił uwagę na ich długość, ani trochę nie będąc nią zadowolony. – Spotkałem się dzisiaj z Izarem w Świńskim Łbie. Niedługo po tym wszedł do niego Czarny Pan i zabrał ze sobą Izara na górę. Niski rangą śmierciożerca z pewnością nie zostałby odciągnięty na stronę na prywatną rozmowę. – Na twarzy Regulusa pojawiło się nagłe zrozumienie. – Czarny Pan wiedział, że Izar jest Blackiem, prawda?

Snape potrząsnął głową.

- Wyciągasz pochopne wnioski. Tak, Czarny Pan jest wszechwiedzący, ale mogę śmiało powiedzieć, że nie podejrzewał pochodzenia Izara. Niemniej jednak, masz rację twierdząc, że jest przychylny Izarowi. - Severus urwał, wykrzywiając usta w grymasie.

- Czy to ma podłoże seksualne? – Ton Regulusa przygasł w dość znaczący sposób, podobnie jak jego oczy.

Snape otworzył usta, gotowy rzucić ostrą ripostę, ale zawahał się. Po chwili znów otworzył usta.

- Może mieć – odparł cicho. – Czarny Pan nie ma jednak w zwyczaju sypiać ze swoimi poplecznikami, zwłaszcza tak młodymi jak Izar. A nawet jeśli już tak jest, to sprzyja im wtedy w sposób zupełnie inny niż Izarowi. Widziałem… kilka dowodów na to, że ma to podłoże seksualne, ale sądzę, że jego faworyzowanie opiera się na inteligencji Izara. Ten chłopiec to geniusz, nawet ja muszę to przyznać.

- Jeśli to ma podłoże seksualne… - Regulus umilkł, a na jego twarzy zalśnił niebezpieczny wyraz.

- Nie możesz być pewny – odpowiedział spokojnie Severus. – Miałeś pomysł na to, jak się ukryć, mam rację? – Gładko przeniósł temat rozmowy na jakiś mniej złowieszczy. I, tak jak przewidywał, odwróciło to myśli Regulusa od tego, że jego syn mógł być teraz zabaweczką Czarnego Pana.

Smukły mężczyzna uśmiechnął się ponuro. Zniknął jego pełen groźby ton.

- Zamierzam udać się do Czarnego Pana.

Severus zamrugał, marszcząc nos na swojego towarzysza, jak gdyby ten był jednym z jego uczniów.

- To jest chyba najbardziej nielogiczna rzecz, jaka kiedykolwiek padła z twoich ust. – Zmrużył oczy. – Możliwe, że te wszystkie lata spędzone ze skrzatem domowym tragicznie odbiły się na twojej inteligencji.

- To najrozsądniejsze rozwiązanie, jakie mi pozostało – bronił się Regulus, zaciskając zęby w groźnym grymasie. Black zrobił kilka dużych kroków, zatrzymując się kilka cali przed nim. – Lily. – To imię przypominało mu o przeszłości, drażniąc go niemiłosiernie. Jednak również w oczach Regulusa widoczna była czysta odraza, kiedy o niej wspomniał. – Szantażowała mnie i groziła, że utracę moje dziecko. To… to mogłoby przekonać Czarnego Pana, jeśli jest przychylny Izarowi. Z pewnością nie zabije przecież tych, którzy są dla niego ważni, prawda? Posiadam niemałą władzę polityczną nie tylko w brytyjskim wizengamocie, ale również wśród rządu innych państw. A moje miejsce w nim wciąż jest wolne; miejsce Blacków wciąż jest wolne. Mam do dyspozycji absurdalną ilość pieniędzy, a moje posiadłości stoją w różnych częściach świata.

- Nic z tego nie wymaże z pamięci Czarnego Pana faktu, że go zdradziłeś!

- Nie miałem w tym czasie Mrocznego Znaku. Ona, Evans, opowiedziała mi o ważnych dla Czarnego Pana… artefaktach. Zresztą nawet nie było ich w skrytce Bellatrix, do której się udałem i w której zostałem przyłapany. To wszystko jest bardzo skomplikowane i mogę wykorzystać to w moich wyjaśnieniach. Czarny Pan nie jest znany z miłosierdzia, ale wszyscy wiedzą o jego manipulacjach. Może wykorzystać moją pozycję jako głowy rodziny Blacków. – Regulus wydawał się tego bardzo pewny i Severus nie kwestionował jego założenia.

Chociaż Regulus został przyłapany na zdradzie ich Pana, Severus do dnia dzisiejszego wciąż nie rozumiał, co takiego się wydarzyło. Nie zagłębiał się w to i nikogo o to nie wypytywał. To tylko postawiłoby go w jeszcze gorszej sytuacji.

- Jeśli wolisz na zawsze związać swoje życie z niewolniczą służbą u niego niż żyć po swojemu w Rosji, wtedy, proszę bardzo, idź do niego. – Severus pogładził przez szaty swój Mroczny Znak, a na jego twarzy pojawił się ponury uśmiech. – Jeśli jesteś w stanie poświęcić je dla chłopca, który nie chce mieć z tobą nic wspólnego.

Ramiona Regulusa opadły, a jego twarz wykrzywiła się w rozpaczy.

- Muszę spędzić z nim trochę więcej czasu – wyszeptał. – Widziałem dzisiaj promyczek nadziei. Jak już powiedziałeś wcześniej, próbuje się ode mnie zdystansować, bo chce nas chronić.

- Popełniasz błąd – syknął cicho Severus.

- Może masz rację. – Regulus uśmiechnął się ponuro. – Ale muszę chronić mojego syna. Izar może myśleć, że jest niezależny, ale nie może stawić czoła światu, nie posiadając nikogo, komu mógłby zaufać. Kiedy dorośnie, natknie się na ludzi, którzy będą dyskryminować go dlatego, iż posiada status urodzonego wśród mugoli, a także na takich, którzy nie będą mu ufać, ponieważ jest Blackiem. Poza tym, pozostaje jeszcze sprawa mojego fanatycznego pradziadka i tej jego klątwy – klątwy Cygnusa. Co jeśli odziedziczył dar? Muszę być przy nim.

- Nic nie wskazuje na to, by był zdolny zobaczyć duchy… - zauważył Severus, ale Regulus przerwał mu:

- To nie ma znaczenia. Będziemy tego całkowicie pewni dopiero, kiedy zbliży się do jakiegoś źródła śmierci, na przykład Zasłony – mężczyzna urwał, przypatrując się Severusowi swoimi grafitowymi oczami. – Jednym z ubocznych efektów tego daru jest wrażliwość na magię. Wiesz może, czy posiada tą umiejętność?

- Nie wiem – przyznał Severus. – Chociaż czuwałem nad nim przez te wszystkie lata, jakie spędził w Hogwarcie, moje kontakty z nim nie są jakoś szczególnie zażyłe. Szczerze mówiąc, aż do jego trzeciego roku nie byłem nawet świadomy, że jest twoim synem. – Severus spojrzał w stronę drzwi, zaciskając usta. – Masz gdzie zostać na noc?

Black uniósł brew, a na jego twarz wślizgnął się arogancki uśmieszek. Severus przypatrywał się mu, dostrzegając w nim podobieństwa do osiemnastoletniej wersji Regulusa, a także coś, co przywodziło mu na myśl Izara.

- Czyżbyś próbował się mnie pozbyć, Severusie?

- Tak – mruknął sucho nauczyciel eliksirów. – Czeka na mnie eliksir pieprzowy, który muszę na jutro uwarzyć.

Grafitowe oczy przesunęły się po twarzy Severusa, po czym zatrzymały na kociołku i zmrużyły.

- Wiem, że jesteś sfrustrowany mną i podjętą przeze mnie decyzją o wyjściu z ukrycia. Jestem świadomy tego, że sprowadzam niebezpieczeństwo na nas wszystkich, ale mogę ci obiecać, że nie pozwolę, aby tobie lub Izarowi stała się z mojego powodu jakakolwiek krzywda. Chcę wyjaśnić kilka spraw mojemu synowi, mojej rodzinie, a także tobie, Severusie.

Snape odwrócił się od niego, rozwścieczony. Jego towarzysz miał chyba skłonności samobójcze. Z drugiej strony, Regulus był przecież mądry. Jeśli na świecie istniała osoba, która byłaby w stanie wydłubać sobie drogę z takiego bagna, była nią z pewnością właśnie głowa rodu Blacków. Regulus od małego uczył się, jak manipulować wszystkim w taki sposób, aby wyszło mu to na dobre. Był prawdziwym Ślizgonem i kiedy na czymś się koncentrował, był bezbłędny. Bywały jednak momenty, kiedy Regulus przypominał swojego brata w nieco zbyt beztroskim sposobie podchodzenia do niektórych rzeczy.

Regulus miał więcej niż tylko jedną twarz. I Severus miał to niewątpliwe szczęście widzieć je wszystkie.

Kiedy uczęszczał jeszcze do szkoły, w czasie swojej młodości, gdy wiele słyszał o rodzinach czystokrwistych, Severus był szczególnie zainteresowany Blackami. Poznał plotki o ich szaleństwie i gwałtownie zmieniającej się osobowości, a także długim krzyżowaniu się pomiędzy członkami rodziny. I chociaż jego szkolnym rywalem był Black, wiedział, że Syriusz nie był uznawany za prawdziwego członka tej szlachetnej rodziny. Dopiero na swoim drugim roku z wielkim zaabsorbowaniem obserwował przydział Regulusa Blacka. Nawet teraz był w stanie wrócić pamięcią do tej chwili i wyraźnie przypomnieć sobie Regulusa kierującego się do stołu Slytherinu z zadartym wysoko do góry nosem.

Od tego dnia Severus z zazdrością patrzył na pełne gracji i wyższości zachowanie czarodziei z czystokrwistych rodzin. I bez względu na to, jak wielu czarodziei półkrwi lub nawet mugolaków usiłowało naśladować ich wdzięk, nigdy nikomu się to nie udało. W czasie swojego ostatniego roku zaczął nienawidzić czarodziei czystej krwi. Co jednak dziwne, nigdy nie udało mu się pozbyć zainteresowania, jakie wywoływał u niego Regulus.

On zawsze tam był.

Zawsze było coś, co przyciągało ludzi do Blacków. I tak samo było z synem Regulusa. Nie miało znaczenia to, że Izar został splamiony krwią Evans, gen Blacków był zdecydowanie zbyt dominujący, aby mógł przedostać się przez niego szlam.

Pomimo jednak tego, że Regulus okazywał niekiedy swoją dobrą stronę, Severus wiedział, że miał w sobie również okrutną naturę. Objawiała się ona w manipulacjach i ponurości, zwłaszcza w stosunku do ludzi, których Regulus nie znał bądź nie lubił. Mężczyzna miał w sobie również coś brutalnego, chociaż Severus nieczęsto był świadkiem tego, jak to okazywał. Musiał jednak przyznać, że za każdym razem, kiedy Black ujawniał przed nim tę stronę swojej osobowości, był zarówno pod wrażeniem, jak i nieźle zaniepokojony.

Zimna dłoń opadła na jego rękę. Snape zesztywniał, opuszczając wzrok na spoczywające na jego dłoni palce, na których znajdował się pierścień, po czym napotkał intensywny wzrok Regulusa.

- Zasługujesz na o wiele więcej, Severusie. Mam nadzieję, że uda mi się wnieść do twojego życia nieco więcej… blasku.

Severus wahał się przez chwilę, upajając się ciepłem i namiętnością, jakie rozpalił w nim Regulus. Ale pozwolił sobie na to tylko przez sekundę, zanim skrzywił się mocno.

- Recytowałeś ze swoim skrzatem domowym poetyckie brednie, Black? – Odepchnął od siebie jego dłoń, krzywiąc się na pełen zrozumienia uśmieszek, który pojawił się na twarzy jego towarzysza. Odwrócił się, chwytając bagietkę i wyciągając ją z eliksiru o miętowej barwie. – Kiedy zamierzasz zwrócić się do Czarnego Pana?

Nie uzyskał żadnej odpowiedzi.

Uniósł wzrok, przesuwając nim po pomieszczeniu, zatrzymując go na uchylonych drzwiach.

- Niech Merlin zmiłuje się nad tym głupim idiotą – mruknął cicho Severus, przesuwając palcami po znajdującym się na jego lewym ramieniu Mrocznym Znaku. – Jeśli nie dla mnie, to przynajmniej ze względu na jego syna.


Izar uniósł soczewkę mikroskopu do swoich oczu i skierował swoją uwagę na malutki chip, który znajdował się na czubku jego palca. Świstoklik, o który poprosił go Czarny Pan był niemal skończony. Praca nad nim zajęła mu dobre półtorej tygodnia, ale mógł śmiało powiedzieć, że jego wynalazek był funkcjonalny.

Początkowo trochę wysiłku kosztowało go sprawienie, aby wszystkie zaklęcia współgrały ze sobą po skurczeniu. Pierwsza dokonana przez niego próba zakończyła się eksplozją. Zbudował świstoklik bardzo dobrze, jednak po jego zmniejszeniu – gdyż Voldemort wymagał, aby był on malutki - cały mechanizm wybuchł. Izar stracił w wyniku tego brwi i rzęsy, przez co musiał powlec się do Madame Pomfrey po coś, co pomoże im odrosnąć.

Kiedy siedział w Skrzydle Szpitalnym, a Madame Pomfrey dawała mu wykład na temat skłonnej do wybuchów magii i eksperymentów prowadzonych bez nadzoru, Izar zrozumiał, gdzie popełnił błąd. Kurcząc świstoklik, zmniejszył stworzony przez siebie obszar działania zaklęcia, a co za tym idzie, przypadkowo połączył ze sobą wszystkie rzucone na świstoklik czary, brutalnie je ze sobą ścierając. To natomiast spowodowało, że zaklęcia gwałtownie ze sobą zareagowały.

Izar mógł więc albo stworzyć świstoklik Voldemorta dopiero wtedy, kiedy był on już skurczony, albo umieścić na świstokliku czar amortyzujący po każdym rzuconym zaklęciu. Oczywiście wybrał tę drugą opcję. Nie był w stanie pracować nad czymś tak małym i drobnym. Zamiast tego układał wszystko warstwami i przeplatał zaklęcia czarami amortyzującymi. Kiedy skurczył świstoklik, pozostały one na miejscu, nie pozwalając ponownie zetrzeć się rzuconym przez niego zaklęciom.

Izar podziwiał produkt swojej pracy, a lekki i nieczęsto widziany uśmiech pojawił się na jego ustach.

- Piękna praca – mruknął zza niego pełen uznania głos.

Izar zmarszczył brwi i uniósł wzrok na Lukasa Steinara. Reprezentant Durmstrangu uśmiechnął się do niego szeroko, a jego barwinkowoniebieskie oczy napotkały spojrzenie Izara.

- O ile dobrze pamiętam, przeznaczonym dla uczniów miejscem do nauki jest biblioteka – zaczął zjadliwie Izar, zauważając trzymaną przez Lukasa książkę. – A alkowa w pobliżu Pokoju Wspólnego Ravenclawu nie jest zwykle zbyt rozchwytywaną lokalizacją.

Lukas uśmiechnął się do niego krzywo.

- A co gdybym powiedział, że nie szukałem miejsca do nauki, a ciebie? – Jego wzrok przesunął się powoli i dręcząco od stóp do głowy Izara. – Wiesz, że mógłbym powiedzieć ci to samo? Nad czym to tak tutaj majstrujesz, w tych ciemnościach?

Izar prychnął.

Odwrócił wzrok od wysokiego ucznia Durmstrangu i wyciągnął pęsetę. Powoli podniósł chip ze swoich palców i umieścił go wewnątrz skrzynki. Zamknął ją z trzaskiem, rzucając okiem na przyglądającego się mu Steinara.

- To moja alkowa – szepnął złowrogo Izar.

Znalazł tę niszę na swoim drugim roku. Był to mały pokój, przypominający trochę poddasze, który znajdował się powyżej stropu niedaleko Pokoju Wspólnego Ravenclawu. Do małego pokoju, w którym obecnie siedział, prowadziły ukryte schody. Było w nim ciemno, gdyż jednym źródłem światła było kilka porozstawianych tu i ówdzie przez Izara lampionów. Większość pomieszczenia zajmowała tylna część obrazu, która jednak zamiast ukazywać puste płótno, była czymś w rodzaju lustra weneckiego. Izar widział przez nie spiralne schody, po których wspinali się uczniowie, aby dostać się do wieży Ravenclawu, jednak nikt z zewnątrz nie był w stanie dostrzec jego.

To tutaj właśnie się udawał, kiedy biblioteka stawała się zbyt zatłoczona. Poza tym, ostatnio stało się to miejscem, w którym tworzył projekt dla Voldemorta. Lukas nie był w stanie odgadnąć, nad czym pracował Izar. Widział jedynie mały chip; nie mógł przecież nawet w najmniejszym stopniu domyślić się, że tworzył coś dla Czarnego Pana.

- Tak, słyszałem. – Lukas zachichotał, a następnie usiadł naprzeciwko Izara na małym stoliku. – Zapytałem tylko, co tutaj robisz. Co to był za chip, nad którym pracowałeś?

Młodszy chłopiec zamrugał i spojrzał na niego groźnie.

- Zadajesz zbyt wiele pytań jak na chłopca, który nie jest zbyt mile widziany w moim towarzystwie.

- To zrozumiałe – przyznał cicho Lukas, opierając się o krzesło i arogancko krzyżując nogi. – Ale zaczęło mi brakować twojej ujmującej obecności. Dopiero w ostatnim tygodniu zacząłeś uczęszczać na posiłki i chociaż przyznam, że rozbawiło mnie to małe przedstawienie, jakie odstawiłeś z blondwłosym Malfoyem, zacząłem tęsknić za pełnym rywalizacji przekomarzaniem się z tobą sam na sam.

Izar pokręcił głową i, ukrywając uśmieszek, zaczął zbierać swoje książki. Były porozrzucane po całej kamiennej podłodze, przez co miejsce pracy sprawiało zbyt zabałaganione i pozbawione ładu wrażenie, aby czuł się z tym dobrze.

Od jego kłótni z Draco minęło półtora tygodnia i chłopiec trzymał się od niego z daleka. Izara nie za bardzo obchodziło zachowanie blondyna, chociaż wywołało pewną podejrzliwość. Na początku myślał, że to któryś z członków jego własnego Domu, Ravenclawu, umieścił jego nazwisko w Czarze. Zaczął w to jednak wątpić, kiedy Daphne uświadomiła mu, że połowa Ślizgonów zazdrościła Izarowi pozycji, jaką miał w oczach Voldemorta. Wówczas miało to sens, Ślizgoni musieli pragnąć, aby Izar udowodnił swoją wartość lub został w trakcie tego zabity i przestał być dla nich zagrożeniem w dążeniu do zyskania jak najlepszej pozycji przy Voldemorcie.

Ale po sprzeczce z Malfoyem…

Izar zacisnął mocno usta, wpatrując się tępo w swoją torbę. Draco sugerował, że pewne rzeczy nie poszły zgodnie z planem, że to on powinien zostać reprezentantem. Dla postronnych obserwatorów brzmiało to tak, jak gdyby Malfoy był po prostu wściekły na to, iż Czara nie wybrała jego – tak, jak powinna. Tyle że w jego złości ukrywało się coś znacznie więcej. Głęboko go to uraziło.

Po tym wydarzeniu podejrzenia Izara skierowały się na Czarnego Pana i Lucjusza Malfoya. Ci dwaj czarodzieje musieli wiedzieć, że Izar zostanie wybrany jednym z reprezentantów. Początkowo miał być to Draco, ale - z jakiegoś powodu - uznali, że lepiej będzie, jeśli wybiorą jego.

W takim przypadku wszystko nabierało o wiele większego sensu. Draco był oburzony, że ojciec i Czarny Pan byli bardziej przychylni Izarowi niż jemu. To wyjaśniałoby nagłe zwiększenie pewności siebie u Draco na początku tego roku w pociągu do Hogwartu. Blondyn był po prostu zadowolony, że Czarny Pan wybrał waśnie jego do wypełnienia tak ważnego zadania. Wylosowanie Izara musiało być dla niego ogromnym ciosem i wielką zniewagą.

Izar z chęcią oddałby Draco swój tytuł reprezentanta, gdyby tylko istniała taka możliwość. Na miejscu blondyna byłby niesamowicie zraniony tym, iż ojciec nie poinformował go, że jednak nie będzie reprezentantem.

To jednak wciąż nie wyjaśniało, dlaczego Voldemort wpakował go w ten cały Turniej. I dlaczego mu o tym wcześniej nie powiedział.

Bardzo go to złościło. Nigdy wcześniej nie był wściekły na Czarnego Pana, a przynajmniej nie w taki sposób.

Lukas odchrząknął, cicho przypominając Izarowi, że wciąż czeka na odpowiedź. Krukon zamknął torbę i spojrzał na wyczekującego Lukasa.

- Żal mi tej biednej duszy, do której trzepotałeś rzęsami, aby poznać miejsce mojego pobytu.

Norweg wyglądał na rozbawionego jego odpowiedzią.

- Szlama, Granger, chyba tak jej było. A mówi się, że to Krukoni są w tej szkole tymi mądrymi. Nie zauważyła nawet, że nią manipulowałem. – Lukas opuścił wzrok na szlachetnie błękitne i brązowe szaty, które nosił Izar.

- Powinienem zatem założyć, że każdy uczeń Durmstrangu to wrzód na tyłku, tylko dlatego, że ty takim jesteś? – zapytał słodko Harrison.

Lukas roześmiał się gardłowo, wciąż siedząc na krześle i pochylając do przodu, aby zajrzeć głęboko w oczy Izara.

- Potrafię stwierdzić, że Granger brakuje tego i owego. Jest szlamą. Szczerze powiedziawszy, jestem całkiem niezły w określaniu statusu krwi innych ludzi. – Lukas uniósł równą, czarną brew. – Ty nie jesteś szlamą, chociaż tak właśnie twierdzisz.

Izar syknął przeciągle, gwałtownie zrywając się na nogi.

- Czy istnieje jakiś powód, dla którego tutaj przyszedłeś?

Reprezentant Durmstrangu zachował spokój, wciąż siedząc.

- Zauważyłem, że wasz podsekretarz, Tom Riddle, nie jest tobą zbytnio zainteresowany. Spogląda na ciebie tak, jak ja patrzę na Granger. – Lukas podłożył dłoń pod swoją brodę, zamyślony. – Nie powiedział ci na czym będzie polegało pierwsze zadanie, mam rację?

- Oczywiście – odpowiedział krótko Izar. – To byłoby oszustwo, prawda?

- Oszustwo – powtórzył Lukas z kwaśnym uśmieszkiem na twarzy. – Tak, myślę, że mogłoby to być oszustwo, ale jedynie w przypadku, gdyby ministrowie nie zdradzili już mi i Cyprienowi Beaumontowi istoty tego zadania. Wiemy już z jakim wyzwaniem przyjdzie nam się jutro zmierzyć. Czy to aby na pewno sprawiedliwe?

Izar umiejętnie ukrył swój gniew i ze znudzeniem spojrzał na swojego towarzysza. Voldemort nie powiedział mu nic na temat pierwszego zadania. I chociaż zdradził, że znaczną częścią drugiego będą pojedynki, nigdy nie sugerował niczego na temat pierwszego.

- Zamierzasz zdradzić mi, na czym będzie ono polegało? – dopytywał się Izar.

Lukas wstał, trzymając w rękach swoje książki i torbę. Zrobił przytłaczający krok do przodu i wyciągnął rękę, przesuwając palcami po sprężystym policzku Izara.

- Och, to byłoby oszustwo, prawda? – Chłopiec pochylił się do przodu, a jego gorący oddech uderzył w twarz Izara. Krukon nie poruszył się, zachowując obojętny wyraz twarzy. – Przyszedłem tutaj, aby życzyć ci powodzenia w jutrzejszym zadaniu. Zobaczymy się jeszcze na jutrzejszym oficjalnym lunchu, ale nie będę miał już okazji, aby tak osobiście życzyć ci szczęścia.

Usta Lukasa wykrzywiły się w ostatnim uśmieszku, kiedy jego palce zatrzymały się na chwilę dłużej na policzku Izara, zanim chłopak zniknął na schodach.

Izar stał sztywno na samym środku swojej alkowy. Dlaczego czuł się tak, jak gdyby nic w jego życiu nigdy nie potoczyło się tak, jak powinno? Dlaczego dorośli zawsze nadużywali jego zaufania? Dlaczego dzieci zawsze szydziły sobie ze wszystkiego i nie miały do niczego żadnego szacunku?

Dlaczego czuł się tak samotny, skoro przecież pragnął, by zostawiono go w spokoju?

Grafitowo-zielone oczy były chłodne i pełne goryczy, kiedy bez mrugnięcia wpatrywały się w znajdującą naprzeciwko ścianę.

Lampiony zamigotały i zgasły, pogrążając go w ciemności.