Ktoś w pewnym momencie doszedł do wniosku, że skoro jest to spotkanie całego zespołu, to powinni spróbować ściągnąć również Thora. Okazało się to znacznie prostsze, niż się spodziewali, bo bóg piorunów był akurat przelotem u swojej ulubionej grupy ziemskich naukowców, którzy, jak łatwo się domyślić, nie pogardzili zaproszeniem na tą „mściwą parapetówkę", jak ochrzcił ją Clint. Na listę gości bardzo szybko wciągnięto wiele osób, z których większości Tony nawet nie znał i nigdy nie spodziewałby się, że chciałby ich poznać. A jednak, mimo wszelkich zakazów Pepper i nauki wyniesionej z własnych doświadczeń, spił się z nimi do nieprzytomności i było mu z tym dobrze.
Odrobinę pocieszał go fakt, że wszyscy byli pijani. Dzięki boskiemu trunkowi prosto z Asgardu, który przynieśli ze sobą Sif i troje przyjaciół Thora, nawet Steve rozstał się z jasnością umysłu. Swoją drogą, to była największa beczka piwa jaką Tony widział w całym swoim życiu, a widział ich już przecież wiele.
Będzie musiał poprosić Jarvisa o skasowanie nagrań. Albo przeciwnie, bardzo dokładnie je obejrzeć. Głównie dlatego, że znalazł na swojej szyi kilka podejrzanych malinek, a jedną z ostatnich rzeczy, które pamiętał, był taniec ze Stevem do jakiejś wyjątkowo smętnej piosenki Sinatry.
Dlaczego musiał wpaść na przełomowe odkrycie o tak barbarzyńskiej godzinie jak siódma rano? Udało mu się zaparzyć sobie kawę i nawet wziąć kilka łyków, ale doprowadzenie się do stanu użyteczności miało zająć mu jeszcze kilka dobrych minut.
Zupełnie nie był przygotowany na soczystego buziaka, którego ktoś zostawił nagle na jego policzku.
- Dziękuję – usłyszał głos Natashy.
- Ja również dziękuję, ale nie bardzo wiem jaka to okazja – wymamrotał, co najmniej odrobinę skołowany.
Agentka z dziwnie błogim uśmiechem na twarz zaczęła parzyć sobie kawę i spojrzała na Tony'ego dopiero gdy mogła zaczerpnąć kilka ożywczych łyków. Wyglądała przy tym na bardzo zmęczoną i jednocześnie strasznie zadowoloną, co nie było zbyt częstym widokiem.
- Dzięki tobie mój ulubiony dinozaur zaczął szczerzyć zęby – zaśmiała się nieśmiało. Zupełnie jakby nie przypuszczała, że kiedykolwiek będzie za coś Tony'emu wdzięczna.
- To również mój ulubiony dinozaur – wzruszył ramionami.
- Wiem, ale… - zaczęła i przerwała na chwilę, aby zebrać myśli. – Był bardzo spięty. Jakby ta cała sytuacja go przytłaczała. Albo raczej był zły na samego siebie, że nie jest w stanie nadrobić tych siedemdziesięciu lat. Bez względu na to jak się starałam…
- Tak naprawdę jesteś bardzo miłą dziewczyną, prawda, Natalie Rushman? – przerwał jej ze złośliwym uśmiechem na twarzy.
- Słuchaj, jeśli chodzi o tamtą sprawę, to wykonywałam jedynie polecenia Fury'ego – prychnęła, na powrót stając się agentką TARCZY. – Doceniam ten twój cały plan, ale jeśli zamierzasz w ten sposób jedynie zagrać Nickowi na nosie, to wiedz, że będziesz mieć do czynienia ze mną i Clintem.
- I Coulsonem? – zapytał przekornie, rozkoszując się przez dłuższą chwilę zdziwieniem malującym się na jej twarzy. – Słuchaj, nie jestem w tym wszystkim dobry, ok? Średnio radzę sobie z pracą w zespole, nigdy nie myślałem poważnie o ratowaniu świata na pełen etat, a wykonywanie czyichś poleceń nigdy specjalnie mi nie wychodziło, co z resztą pewnie zdążyłaś już zauważyć.
- Do czego zmierzasz, Stark?
- Staram się. Naprawdę staram się dopasować do tej sytuacji, do zespołu i do tego wszystkiego. Ale w dopasowywaniu się też nigdy nie byłem zbyt dobry.
- Mam rozumieć, że ostatnio coś się zmieniło.
- Można tak to ująć.
- I to nie był Loki ze swoją magiczną wykałaczką i armią kosmicznych karaluchów?
- To miało raczej odwrotny efekt.
- Czy zatem chodzi o pewnego weterana wojennego…
- Powoli zaczynasz przeginać – ofuknął ją, Nie wystarczyło jej, że miała rację? Musiała mu ją jeszcze udowadniać?
Zaczęła się śmiać. Dziwne, ale gdy się śmiała, wyglądała na całkiem miłą. Gdy zeszłej nocy z nią pił również wydawała mu się całkiem w porządku. Po przybyciu boskiej beczki nawet ten troll Barton okazał się fajnym gościem. To nie znaczy, że Tony nagle w magiczny sposób zaczął ich wszystkich lubić.
Po prostu w dniu, w którym Steve Rogers dostał pozwolenie, aby z nim zamieszkać, coś zaczęło się zmieniać. Dla nich obojga. Podobnie jak zmianą dla Bannera była praca w Stark Industries. Małymi kroczkami banda społecznych wyrzutków, którą na dobrą sprawę przecież byli, zaczęła tworzyć dla siebie własne miejsce. Nie, więcej. Znaleźli grupę ludzi, do której mogli przynależeć, bez wyrzekania się tego, kim byli.
Nikt nie zakładał, że będzie łatwo, ale też nikt z nich z góry nie przyjmował, że jest to zupełnie niemożliwe. A wszystko zaczęło się nie od ataku na Nowy Jork, tylko nieco później, w momencie, gdy zupełnie przez przypadek zgodził się na to, żeby Steve…
Przyłapał się na wodzeniu palcem po wyjątkowo rozległej malince.
- Nie wiesz może gdzie…
- Chyba na swoim piętrze – odparła Natasha. Niby wzruszyła przy tym niedbale ramionami, ale ten jej cholerny uśmieszek mówił absolutnie wszystko. – Jeszcze raz dziękuję.
W nosie miał jej podziękowania. Przez całą tą rozmowę jego genialny pomysł zupełnie wyparował i jedyne, na co teraz miał ochotę, to poleżeć sobie jeszcze przez kilka godzin w łóżku. Tylko najpierw musiał zupełnie przypadkiem pomylić piętra…
