Rozdział 13
Hermiona, Harry i Ron spędzili kolejne tygodnie obmyślając zemstę. W międzyczasie śledzili Dracona i jego goryli, szczególnie nocami, gdy korytarze były słabo oświetlone. Harry i Ron wykorzystywali pelerynkę-niewidkę, by się za nim skradać i, pojawiając się znikąd, straszyć go. Porozrzucali po szkole przedstawiające Ślizgona laleczki voodoo, każda z wbitą pinezką i napisem: Własność Severusa Snape'a.
Pewnego dnia Draco wyszedł z Transmutacji, nie zauważając
Hermiony, śledzącej go pod pelerynką. Kiedy głównym
korytarzem zmierzał na obiad do Wielkiej Sali, rzuciła na niego
urok. Towarzyszyli mu Crabbe i Goyle. W pewnym momencie poczuli
gryzący odór.
- Goyle, na Merlina! Mówiłem, żebyś
więcej tego nie robił! – wrzasnął Draco.
- To nie ja –
obaj spojrzeli na Crabbe'a.
- Ja też nie – upierał się.
Szli dalej, a odór pozostał tak intensywny, jak na początku.
Gdy zbliżyli się do Wielkiej Sali, kilkunastu studentów
zatykało sobie usta i, śmiejąc się, wskazywało na Dracona.
-
Jakiego koloru są moje włosy? – spytał chłopak.
- Wciąż
żółte – odparł Crabbe.
- Miał na myśli blond –
Goyle zmrużył oczy. Weszli do Wielkiej Sali i skierowali się do
szczytu swojego stołu. Śmiech narastał, a uczniowie wskazywali na
Dracona ze wszystkich stron.
- PANIE MALFOY! – zaskrzeczała
profesor McGonagall. – PROPONUJĘ, BY NATYCHMIAST UDAŁ SIĘ PAN DO
MĘSKIEJ TOALETY!
Draco spojrzał się na nią, jakby nagle
wyrosła jej druga głowa.
- O czym pani mówi, pani
profesor?
- Proszę się obejrzeć, panie Malfoy! – jej głos
podniósł się o oktawę. Draco, Crabbe i Goyle odwrócili
się i ujrzeli pas odchodów fretki, ciągnący się aż do
drzwi, przez które weszli. Blondyn zawrócił i wybiegł
z Wielkiej Sali, podczas gdy kolejne bobki wypadały spod jego szaty.
Ron i Harry skręcali się ze śmiechu, natomiast Hermiona wpatrzyła się w Snape'a, który kiwał jej głową w wyrazie aprobaty.
Kilka dni później,
Hermiona przebywała z Severusem w lochach.
- Sposoby twojej
zemsty są nie do opisania, moja droga – wymruczał jej do ucha,
gdy próbowała uwarzyć eliksir. Dreszcz przeszedł jej po
grzbiecie na dźwięk jego głosu.
- Jeszcze z nim nie
skończyłam.
Severus, zaintrygowany jej stwierdzeniem, podniósł
brew.
- Mogę się dowiedzieć, co jeszcze planujesz?
- Nie –
odpowiedziała. Pochylił się nad nią i kilkakrotnie pocałował ją
w kark. Jej nogi zaczęły drżeć.
- Co się stanie, jeśli to z
ciebie wycałuję? – wyszeptał, obejmując ją. Przełknęła
ciężko i odsunęła się od niego zarumieniona.
- Severusie –
zbeształa go. – Zachowuj się poprawnie. Za kilka minut mam się
spotkać z profesor McGonagall i – popatrz – sarknęła –
musiałam sobie wylać sok dyniowy na spódnicę. – Podniosła
spódnicę na tyle, by mógł dostrzec jej długie,
szczupłe nogi. Wpatrując się w niego, zauważyła jego wzrok
wlepiony w jej uda. Uśmiechnęła się pod nosem, podnosząc
spódniczkę ciut wyżej.
- Hermiono, czas na ciebie –
syknął, otulając się szatą, by ukryć swoją reakcję. Hermiona
uważnie obserwowała, jak reaguje w jej obecności i szybko nauczyła
się, jak wykorzystywać sytuacje.
- Ależ Severusie – mruknęła
pozwalając spódniczce opaść – mam jeszcze kilka minut. –
Pożerając go oczami, podchodziła do niego powoli. Na każdy jej
ruch, cofał się o kilka kroków, aż w końcu oparł się o
biurko. Nie dotykała go, ale podeszła wystarczająco blisko, by
ustami dosięgnąć jego warg.
- Na pewno nie chcesz bym została?
– szepnęła.
- Ja, mhmm...
- To jest profesor Snape,
przerażający Mistrz Eliksirów, który potrafi
petryfikować swoim głębokim głosem? Czy to ten sam człowiek,
który teraz stoi niemy przede mną? – wymruczała mu w ucho
zanim je pocałowała.
- Hermiono – jego głos był ochrypły.
- Nie martw się. Muszę już iść. Do zobaczenia jutro –
cofnęła się i skierowała do drzwi. Odwracając się zobaczyła,
że ciągle opierał się o biurko. – Słodkich snów,
kochanie. – I wyszła. Posiadanie nad nim takiej kontroli wprawiło
ją w euforię, wiedziała jednak, że ten kij ma dwa końce.
Severus wygładził szaty i poszedł dokończyć wcześniej przez nią zaczęty eliksir. Nie mógł uwierzyć, że poddał się bezsilny, lecz ona wywoływała w nim emocje, które dawno temu starał się zniszczyć... jak widać nieskutecznie. W czasach śmierciożerczej działalności miał wiele okazji, by zaspokoić swoje seksualne potrzeby, jednak gdy wrócił do Dumbledore'a, pogrzebał wiele emocji, jakie im towarzyszyły. Teraz zaś Hermiona wydobywała je na powierzchnię. Wiedział, że się w niej zakochał, lecz był również świadomy jej niewinności. Niepokój o własny brak „praktyki", czynił go niepewnym w sytuacjach intymnych.
Severus szedł właśnie na śniadanie
w Wielkiej Sali. Był w dobrym nastroju, ponieważ, dzięki
Hermionie, rzeczywiście miał słodkie sny. Dziewczyna, czego nie
był świadomy, szła za nim w pewnym oddaleniu. Wchodząc do
Wielkiej Sali poczuł dziwne ciepło.
- PALĄ SIĘ PANA SZATY! –
wrzasnął piątoroczyny Puchon.
- URATUJĘ PANA! – dobiegł go
głos Hermiony, która skoczyła, przewracając go na podłogę.
Dziewczyna starała się ugasić ogniki, podczas gdy studenci albo
głośno się śmiali albo stali zszokowani wydarzeniami.
- Panno
Gra... Panno Grang... – próbował powiedzieć, jednak z
każdym jego słowem, klepała go coraz silniej. Unosząc swoje
szaty, by upewnić się, że wszystkie ogniki zostały ugaszone,
zwrócił się twarzą do niej.
- Co ty, na Slytherina,
wyrabiasz? – warknął niskim głosem.
- Byłam czegoś ciekawa
– sarknęła.
- Czego? – prawie obawiał się spytać.
-
Chciałam się dowiedzieć, jakiego koloru nosisz bieliznę –
wyszeptała. Szybko się podniósł, chwycił ją za ramię i
wyprowadził na korytarz.
- To dlaczego nie spytałaś?
- Nie
chcesz mi zdradzić drugiego imienia, Severusie. Dlaczego miałbyś
mi powiedzieć, jakiego koloru jest twoja bielizna?
- Po co ci ta
wiadomość?
- Szukam jakiejś kuszącej bielizny i nie mogę się
zdecydować na żaden kolor. Chciałam się dopasować do ciebie –
wymruczała.
Założył ręce na piersi i wpatrywał się w nią
przez chwilę. Po czym uniósł brew, gdy chytry uśmieszek
przemknął mu przez twarz.
- Nie noszę bielizny.
Hermiona
natychmiast się zaczerwieniła. Odwrócił się i wszedł
ponownie do Wielkiej Sali, zostawiając ją niezdolną do
wypowiedzenia czegokolwiek.
W Walentynki Hermiona
obudziła się w pokoju wypełnionym różami, czekoladkami i
rozmaitą bielizną. Trzymając jeden z czerwonych gorsetów,
ze strategicznie rozmieszczonymi otworami, krzyknęła z zażenowania.
- On nie może być poważny!
Na bieliźnie leżała notka:„Cóż, jestem poważny". Kierowana ciekawością,
dokładnie obejrzała pozostałe fatałaszki, czerwieniejąc coraz
mocniej przy kolejnych. Niektórych z nich nie potrafiła nawet
zidentyfikować, czy określić, którą część ciała
powinny zakryć. Może jednak przykrywanie nie stanowiło ich celu.
Na biurku znalazła wiązkę lizaków z wiadomością.
„Do
Mojego Kochania,
ciesz się nimi, ale nie zajadaj w
mojej obecności. Myśl o twoim języku na moim ciele jest zbyt
kusząca.
Z wyrazami miłości,
Ja"
Hermiona uśmiechnęła się, wiedząc dokładnie, co teraz zrobi. (To oczywiste, nieprawdaż?)
Tego samego dnia, podczas
lekcji eliksirów, Severus prowadził wykład dla osób,
które akurat były bardziej zainteresowane balem
walentynkowym, mającym odbyć się wieczorem, niż słuchaniem o
eliksirach.
Hermiona sięgnęła do torby, wyjęła białego
lizaka i ostrożnie do rozpakowała. Gdy Severus na nią spojrzał, z
wolna polizała go, a on zmienił kolor na żółty. Odwracając
spojrzenie, lekko zszokowany kontynuował wykład. Kiedy ponownie na
nią zerknął, polizała przysmak raz jeszcze, natomiast kolor
zmienił się na różowy. Nie mógł uwierzyć, że
robiła to na forum klasy. Zżerała go ciekawość, jak daleko się
posunie, więc, nie odrywając od niej oczu, dalej mówił.
Lizak z różowego stał się czerwony, potem zielony,
niebieski i purpurowy, by w końcu osiągnąć czerń, podczas gdy
ona kusząco lizała, kręcąc i muskając go językiem.
Zdając
sobie sprawę, że nie potrafił tego dnia skupić uwagi klasy,
przerwał wykład.
- Panno Granger – użył jedwabistego
szeptu. – Dobrze się pani bawi?
- Tak, proszę pana –
powiedziała, liżąc ponownie. Do tego czasu cała klasa zauważyła
i obserwowała ją zamiast Snape'a. Kilkoro uczniów
chichotało, podczas gdy niektórzy chłopcy patrzyli na nią w
niedowierzaniu. Ronowi prawie wypadły oczy, gdy, nie będąc w
stanie nic powiedzieć, gapił się na nią.
- Masz pojęcie, co
to jest? – spytał Severus. Spojrzała na niego i uśmiechnęła
się zdezorientowana.
- Lizak, który zmienia kolory.
Zauważając, że kilkunastu uczniów, w większości ze
Slytherinu, chichotało, powiedział:
- Panno Granger, muszę z
panią pomówić na osobności.
Wstała ze swojego miejsca
i podążyła za nim do gabinetu. Draco wraz z kilkoma innymi
Ślizgonami zaczął śmiać się histerycznie.
- Ron, co to
było? – spytał Harry, nie wiedząc, co się dzieje.
- To
specjalny cukierek, który sprawdza jak dobrze posługujesz się
językiem. Gdy przybiera czarny kolor osiągasz doskonałą technikę,
wymaganą przy stosunku oralnym – przy tych słowach twarz Rona
stała się koloru jego włosów.
Klasa usłyszała głośny
okrzyk „Merlinie!". Severus właśnie wyjaśnił Hermionie, do
czego służy lizak. Wszyscy uczniowie wybuchli śmiechem.
Severus
założył wyciszający czar na drzwi swojego gabinetu.
- Nie
mogę uwierzyć, że mi to przysłałeś! – wrzasnęła Hermiona.
- Bo tego nie zrobiłem.
- Rano był w moim pokoju, wraz z
liścikiem od ciebie!
- Hermiono, przysięgam, że ja ci tego nie
przysłałem. – Dziewczyna spojrzała na czarnego lizaka i
zaczerwieniła się. Prawie płakała z zażenowania. Przyciągnął
ją do siebie i trzymał.
- Draco – wysyczała.
- To, co
powiem, nie będzie dla ciebie łatwe do przyjęcia, ale muszę to
powiedzieć – zaczął. – Obserwowanie, jak liżesz tego lizaka,
zanim nie stanie się czarny, było jedną z najbardziej
podniecających rzeczy, jakie kiedykolwiek widziałem. – Zaczęła
chichotać, a on przyciągnął ją jeszcze bliżej.
- Dziś jest
bal. Jesteś pewna, że nie chcesz iść? – spytał, mając
nadzieję, że nie zmieniła zdania.
- Tak, jestem pewna. Nie
lubię tańczyć, a poza tym, chcę spędzić ten wieczór z
tobą. – Jego oddech był jasnym znakiem, że też nie ma ochoty
tańczyć.
- Tak przy okazji, dzięki za walentynkowe słodycze,
choć nie mogę zrozumieć, czemu wszystkie są zielone –
powiedział. Zaśmiała się.
- Przepraszam. Jest taki stary żart
o zielonym kolorze, który czyni mężczyznę twardzielem.
-
Twardzielem?
- Wprowadza w odpowiedni stan.
- Oh –
powiedział. – Działa?
- Zjadłeś cukierka?
- Nie.
-
Dlaczego?
- Hermiono, dałaś mi zbyt wiele powodów, bym
nie ufał twoim prostym darom i gestom. Dostałaś prezenty, które
ci wysłałem?
- Masz na myśli bieliznę? – spiekła raka.
-
Tak – uśmiechnął się złośliwie. – Przymierzałaś?
Jej
twarz czerwieniała coraz mocniej, gdy kręciła głową w
zaprzeczeniu.
- No, no. Nabieram wprawy. To drugi czy trzeci raz,
gdy sprawiłem, że zaniemówiłaś?
- Seve... – zaczęła,
jednak on zamknął jej usta, całując ją głęboko i namiętnie.
Tego wieczoru, w jego komnatach, wymienili między sobą podarki. Dał jej piękny, srebrny naszyjnik z dwoma złączonymi serduszkami. Na każdym z nich umieszczony był malutki diamencik. Ona podarowała mu czarną, jedwabną piżamę wraz z bokserkami do kompletu. Sprawiło im to wielką przyjemność, tak samo, jak taniec do kilku wybranych przez niego piosenek. Odmówił jednak przymierzenia piżamy i bokserek, tłumacząc, że jedwab mógłby okazać się zbyt podniecający.
