Cz.13.
— Połóż go tutaj i lepiej się rozbierz. Musimy nakarmić go obaj, skoro pozwolił sobie na doprowadzenie się do takiego stanu — nakazał Severus, siadając na łóżku i robiąc miejsce dla inkuba.
Czuł się wręcz doskonale po tak silnym ataku. Zerknął na prawie nieprzytomnego demona i niemal w tym samym momencie dotarło do niego, że Potter musiał przekazać mu naprawdę dużo swojej leczniczej magii. Zdecydowanie więcej, niż zwykle. Smok westchnął ciężko, podczas, gdy Draco wykonał oba jego polecenia, pozostając jednak na razie w bieliźnie, czekał z boku łóżka.
Snape przysunął się bliżej do jęczącego nieświadomie Harry'ego i wziął go w ramiona, całując ostrożnie i wysyłając w jego stronę powoli trochę swojej magii, cały czas kontrolując jej ilość. Nie mógł oddać jej za dużo, bo inkub stałby się zachłanny i mogłoby się to dla wszystkich skończyć niewesoło.
Przez kilka sekund młody nie reagował. Jego ciało było niepokojąco zimne, ale Snape wiedział, że wkrótce się to zmieni.
Draco zmarszczył brwi, obserwując, co się dzieje. Pojękiwania Pottera były tak słabe, że ledwie mógł je dosłyszeć, a był tuż obok.
— Czemu nie reaguje? Powinien się już ocknąć…
Smok posłał czarodziejowi jedno, wiele mówiące spojrzenie, nie przerywając tego, co robił. Wolne, coraz dłuższe pocałunki i pieszczoty, którymi obsypywał drżące, zmarznięte ciało, połączone z nieśpiesznym strumieniem magii, w końcu dały jakieś efekty. Mistrz eliksirów potrząsnął głową podirytowany, choć jego ciemne oczy zdradzały skrywane emocje.
Młody uchylił powieki, jednak wciąż mało kontaktował.
— P-Paskuda? Co… — wyksztusił słabym głosem
— Jeśli jeszcze raz doprowadzisz się do tego stanu, ukatrup…
Severusowi nie było dane dokończyć zdania, bo nadal zimne i blade wargi przycisnęły się do jego ust z zadziwiającą mocą.
Draco parsknął powstrzymywanym śmiechem i usiadł w nogach łóżka. Penis nagiego demona wciąż leżał luźno i widząc to, Malfoy uśmiechnął się perfidnie.
— Pamiętasz, co mi obiecałeś, Potter? — Przesunął dłonią od stopy w górę, po udzie, zatrzymując się tuż pry jądrach młodego.
Stłumiona przez pocałunki odpowiedź mogła być jakakolwiek, ale jęk i wygięcie lekko bioder w stronę ust arystokraty, który powoli lizał jego mosznę, stanowiło dokładnie taką reakcję ciała, jakiej jasnowłosy czarodziej oczekiwał.
Członek inkuba zaczął reagować, stając się sztywniejszy i Ślizgon wykorzystał ten moment, by polizać cały trzon, zatrzymując się na jego czubku.
— To jak, Potter? Pozwolisz mi wejść tak głęboko, jak tylko zechcę?
Severus zostawił spuchnięte pocałunkami usta partnera i zniżył się do jego sutków, z ironicznym uśmiechem słuchając przekomarzań chrześniaka. On chyba naprawdę nie wiedział jakiej natury są inkuby, skoro myślał, że ten tak łatwo da mu się zdominować.
— A ty pamiętaj inną moją obietnicę, paniczu — Harry mruknął ironicznie i westchnął głębiej, czując, jak pod wpływem pieszczot i dotyku obu żywicieli, jego ciało zaczęło bardziej reagować. — Nie chcesz, by się spełniła.
Gdy minął letarg, wywołany jednorazową utratą sporej ilości magii, jak na zawołanie powróciło koszmarne uczucie głodu i przemożne pragnienie, by ten głód powstrzymać, zanim będzie jeszcze gorszy.
Były Gryfon uniósł głowę i spojrzał na jasnowłosego arystokratę, który potrząsnął lekko głową, mamrocząc coś pod nosem.
— Co ci jeszcze obiecał? — rzucił smok z ewidentnie rozbawionym wyrazem twarzy, kiedy zerknął na Draco, opuszkami palców przesuwając po coraz cieplejszym ciele inkuba, niestrudzenie je drażniąc.
Nastąpiła wymowna cisza, po czym Harry westchnął głośniej i opadł z powrotem na poduszki. Severus pokręcił głową, tłumiąc parsknięcie, kiedy dostrzegł, że jego chrześniak postanowił podręczyć erekcję Pottera. Szło mu nienajgorzej, choć widać było, że nie przywykł do dawania podobnej pieszczoty.
W chwili, gdy inkub zaczął jęczeć coraz głośniej i mocniej wbijać się w te cudowne, ciepłe usta, a jednocześnie zachłannie chłonąc tak potrzebną magię… Draco ze złośliwym błyskiem w oku powoli wypuścił jego członek ze swoich warg.
Inkubowi tym razem się to ewidentnie nie spodobało. Warknął wściekle, sięgając po Malfoya i łapiąc go za kark, przyciągając w ten sposób bliżej. Pocałunkiem skradł mu oddech i zaczął ocierać się o jego biodro penisem, samemu sięgając wolną ręką pod bieliznę blondyna i chwytając zaborczo jego członek. Draco szarpnął się w pierwszym momencie, ale znieruchomiał w chwili, gdy inkub zaczął szeptać do jego ucha, owiewając je ciepłym oddechem.
— Zaraz spełnię moją obietnicę. Dosiądę cię tak głęboko, jak tylko zapragniesz, paniczu. Będziesz jęczeć z przyjemności, gdy twój członek zagłębiać się będzie raz za razem w moim ciasnym wejściu.
Severus pokiwał tylko pobłażająco na słowa inkuba. Musiałby go nie znać. Przesunął się niżej i zaczął przygotowywać wejście Pottera, gdy ten najzwyczajniej w świecie bawił się Draco.
Ten nawet nie zdążył zareagować na to wyznanie, gdy został pchnięty na plecy i inkub dosiadł go.
Zgodnie ze swoją obietnicą były Gryfon pozwalał Malfoyowi, by ten zagłębiał się w nim z każdym ruchem bioder. Jednak nie śpieszył się i tym razem to on znów decydował o sile pchnięć, nie zważając na zniecierpliwione pomruki i pojękiwania czarodzieja, ani na jego coraz gwałtowniejsze próby przyspieszenia.
— Cierpliwości, paniczu — uśmiechnął się złośliwie demon, odsuwając dłonie Draco, by ten nie mógł wymusić szybszego rytmu i złączył je ze swoimi w mocnym uścisku. Stopniowo przyśpieszał, a następnie zwalniał tempo, gdy wyczuwał, że Malfoy zbliża się do szczytowania. Jednocześnie otuliła go słodycz o smaku i zapachu kwaskowych, świeżo zerwanych jabłek. Mimo głodu i chęci pochłonięcia jak największej ilości magii w jak najkrótszym czasie, delektował się dostarczaną falami energią.
Jak inkub przewidział, po pewnym czasie Draco głośno jęcząc, zaczął gwałtownie odpowiadać na jego działania. Instynktownie próbował poruszać biodrami i w końcu Potter mu na to pozwolił, napierając na niego coraz mocniej.
Harry niemal w tej samej chwili poczuł, jak Severus, który do tej pory przyglądał się ich poczynaniom, odchylił lekko jego głowę i pocałował go, kąsając przy tym, nad wyraz delikatnie, dolną wargę.
— Chyba o mnie nie zapomniałeś, durny inkubie, hm? — burknął, udając urazę, niemal nie odrywając warg od ust byłego Gryfona.
W oczach Harry'ego migotały radosne, figlarne ogniki.
— Jakżebym śmiał — zachichotał, a moment później jęknął przeciągle, gdy ponownie przyśpieszył, a penis Malfoya po raz kolejny uderzył w najczulsze miejsce.
Jego jęk został uciszony kolejnym pocałunkiem Severusa, tym razem bardziej zaborczym i zdecydowanym.
Magia smoka zaczęła zagłuszać tę Malfoya i Harry nie czekał długo, by móc zmienić partnera. Draco w pewnym momencie krzyknął, zalewając spermą jego wnętrze. Smok zdawał się czekać na ten moment, zrzucając inkuba z chrześniaka, którego mało delikatnie odciągnął na bok łóżka, a następnie pchnął Pottera na brzuch. Rzucając zaklęcie czyszczące i zarazem unosząc jego biodra, Snape mruknął:
— Chyba mnie też się coś należy.
Odrobinę rozleniwiony po pierwszym karmieniu, inkub pozwolił smokowi na podążanie za swoimi zachciankami. Nie był jednak na tyle rozkojarzony, by zapomnieć, jaki miał plan. Kiedy Severus z przymkniętymi oczami wchodził w niego powoli, uniósł się na rękach i przysunął bliżej odpoczywającego Malfoya. Zaczął go delikatnie kąsać, przesuwając się wyżej ku strategicznemu miejscu.
Usłyszał słabe sapnięcie, gdy musnął językiem nieco ospałą erekcję czarodzieja i niemal w tym samym momencie szczupłe palce jasnowłosego arystokraty złapały go za włosy i przyciągnęły mocniej. Przez pewien czas droczył się z Draco, bawiąc się nim i umiejętnie pobudzając coraz intensywniejszymi pieszczotami. Pozwalał mu nieznacznie zagłębić się w ustach, choć wiedział, że dla Malfoya było to niewystarczające. Inkub pilnował, by utrzymywać go tuż na granicy spełnienia jak najdłużej, nie zwracając uwagi na naglące przyciąganie rąk arystokraty.
Powoli czuł, że niewiele mu trzeba, by sam doszedł. Severus jednak miał inny plan. Dręczył go w najbardziej przyjemny, a zarazem okrutny sposób, uniemożliwiając mu na zbliżenie się do obezwładniającej przyjemności.
— Nie tylko ty potrafisz się tak bawić, Potter — mistrz eliksirów pochylił się i szepnął mu do ucha tym głosem. Zmysłowym i głębokim. Mężczyzna zaśmiał się lekko, kiedy odpowiedział mu stłumiony jęk i poczuł, jak młody napiera na niego mocniej.
Harry'emu jednak to pasowało. Nie miał zamiaru dojść, zanim nie zmęczy wystarczająco swoich partnerów. Dookoła siebie czuł magię ich obu i zagarniał ją zachłannie, ale na tyle powoli, by Severus niczego nie dostrzegł. Musiał jej nazbierać jak najwięcej i jednocześnie dzięki temu zmęczyć zarówno smoka, jak Malfoya, by nie mieli siły za nim podążyć.
I tu się przydały jego umiejętności, które szlifował od paru lat. Podbierał magię obu partnerów, kontrolując sytuację. Snape pozwolił działać swojej zaborczości i dominującej naturze, które nieco go zaślepiały. To był jeden z ważnych elementów w planie inkuba. Zaspokoić smoka i jego potrzeby, podkradając tę słodką, pożywną energię na tyle ostrożnie, by ten się nie zorientował. Draco nie był przeciwnikiem dla Harry'ego, niezależnie od mniemania, jakie o sobie miał. Jasnowłosy czarodziej znów był całkiem blisko nie tylko dojścia, ale i omdlenia. Inkub nie zwracał na to uwagi, skupiony na swoich zamierzeniach. Robił to, aby ich ochronić, jakkolwiek naiwnie i żałośnie to zabrzmi. Nie oceniali właściwie własnych możliwości i sił.
Osłabieni karmieniem, pozostaną w bezpiecznej posiadłości Snape'a i zanim się zorientują, co zrobiłem, ja już będę daleko stąd.
W końcu zdecydował się pozwolić Malfoyowi, by ten zagłębił się w jego ustach tak głęboko, jak chciał. Wystarczyło niewiele czasu i młody arystokrata doszedł, zaciskając palce zanurzone w jego ciemnych włosach jeszcze mocniej i nagle drżące, wygięte ciało rozluźniło się, a ręce młodego czarodzieja opadły bezwładnie na zmięte prześcieradło. Demon z ogromną ochotą wchłonął sporą porcję niezwykle smacznej energii.
Został tylko jeden, pomyślał Harry, skupiając swą uwagę na Severusie.
Niestrudzenie odpowiadał na jego mocne pchnięcia i tym razem był naprawdę wdzięczny, że mistrz eliksirów postanowił „dać mu nauczkę". Bez tego, jego zamierzenia mogłyby się nie udać.
Oblizał się i odwrócił głowę w stronę Snape'a. Smok miał przymknięte oczy i dobywające się z jego rozchylonych ust pomruki sprawiły, że Harry zapragnął znów być na górze.
Severus nawet się nie zorientował, kiedy inkub się obrócił i przewrócił go na plecy. Młody pochylił się między jego nogami i…
Jakież było zdziwienie smoka, gdy poczuł smukłe palce manipulujące pomiędzy jego pośladkami, przygotowujące jego wejście na coś innego. Już miał ostro zareagować i zaprotestować, ale to, co po chwili poczuł, kiedy palce po raz kolejny wniknęły w niego, odebrało mu na to ochotę. Jęknął głośno i, choć nie wiedział dlaczego, pozwolił Potterowi na to, co ten ewidentnie zamierzał. Może to wpływ magii inkuba, która unosiła się w powietrzu i pozbawiła go rozsądku.
Tak, ta magia była tak niesamowita, że smok niechętnie, ale jej uległ, tylko po to, by móc oddychać jej zapachem.
Wkrótce do aromatu doszły inne wrażenia. Choć Snape niezwykle rzadko pozwalał, by podobne sytuacje miały miejsce, to demon zdawał się mieć na niego zły wpływ pod tym względem.
Już drugi raz w przeciągu tak krótkiego czasu…
Potter odczytywał bezbłędnie potrzeby jego ciała, skupiając na nim całą swoją uwagę. Przez pierwsze chwile pozwolił mu się przyzwyczaić do siebie, zanim przyśpieszył i zacisnął dłoń na jego członku, przesuwając nią po całej długości i głaszcząc wrażliwą główkę.
Tym razem nie pozwolił mężczyźnie na ponaglanie go, opierając uniesione nogi smoka na swoich ramionach.
Poruszał się w nim bardzo powoli, stopniowo nabierając nieśpiesznego tempa, jednocześnie uważnie obserwując twarz kochanka. Podtrzymując rękoma nogi mężczyzny, pochylił się i musnął wargami jego tors, przesuwając nimi od jednego sutka do drugiego. Z każdym pchnięciem pochłaniał więcej magii smoka, z premedytacją utrzymując go na granicy orgazmu tak długo, jak to możliwe. Inkub chciał go zmęczyć. Zmęczyć do tego stopnia, żeby Paskuda nie był w stanie go w żaden sposób powstrzymać, ani też nie zorientował się, że opuścił bezpieczne schronienie Snape Manor.
Zanim demon pozwolił mistrzowi eliksirów i sobie dojść, minęło sporo czasu. Gdy wysunął się w końcu z jego gorącego wnętrza, zobaczył jak Severus łapie ciężko powietrze, leżąc z przymkniętymi oczami. Niebawem jego oddech zwolnił i ciemnowłosy mężczyzna zdawał się zasnąć głęboko. Potter uśmiechnął się, przypatrując się obu żywicielom z czymś, co mógł określić jako sentyment. Wstał i błyskawicznie nałożył na siebie ubranie, odrobiną magii doprowadzając je do porządku.
Harry dawno nie czuł się tak, jak w tej chwili. Pożywiony energią smoka i całkiem potężnego czarodzieja, miał wrażenie, jakby wszystko nabrało kolorów, mocy.
Jego pesymizm i obawy zniknęły, jak ręką odjął.
Przybycie do tego miejsca zdecydowanie nie było dobrym pomysłem, ale on już zdecydował się na to i nie miał zamiaru zmieniać zdania. Rozejrzał się podejrzliwie. Pomieszczenie, w którym teraz się znajdował, wcale nie sprawiało wrażenia przyjemnego. Może i było nawet czysto, ale zapach krwi cały czas unosił się w powietrzu i żadne zaklęcie czyszczące nie dałoby rady go usunąć.
Nagle w jego głowie pojawiła się myśl, gdy przesunął wzrokiem po ścianach. Kiedy był tu po raz pierwszy, na ścianach wisiały jeszcze przeróżne bronie, ale najwidoczniej któraś z ofiar w jakiś sposób musiała się do nich dostać, skoro zostały usunięte i tylko jaśniejsze kontury świadczyły, że coś było na ścianach.
Nikogo na razie nie spotkał, ale czuł, że Tom jest w pobliżu. Cóż, Riddle musiałby być idiotą, gdyby posiadłość nie została otoczona silnymi barierami ochronnymi. Jego przepuściły, bo przecież został zaproszony.
Po raz kolejny przypomniał mu się dzień, gdy pojawił się tutaj na wezwanie magii Severusa. Wszystkich to niezmiernie zszokowało. A reszta była koszmarem.
Do dziś nie bardzo wiedział, jakim cudem możliwe było, że Snape go wezwał, ale tak się stało i pojawił się tuż obok mistrza eliksirów.
Wciąż doskonale pamiętał tamtą chwilę. Znienawidzony nauczyciel klęczał u jego stóp, poraniony i ledwie przytomny. Tylko jego oczy świadczyły o tym, że jeszcze wie i rozumie, co się wokół niego dzieje. Na widok ucznia, który rozglądał się po pokoju z niewielkim tylko strachem, Severus zamarł, wpatrując się w niego rozszerzonymi oczami. Jednocześnie zachodził w głowę, jakim sposobem Gryfon znalazł się tuż obok niego.
Potem sprawy potoczyły się już tylko gorzej.
==WSPOMNIENIE==
Śmierciożercy dopadli go w jednej chwili, zdążył tylko wyrwać z kieszeni różdżkę i rozbroić jednego, zanim sam został pokonany i związany. Z profesorem zrobiono podobnie i po krótkiej chwili stali przywiązani do jakiegoś słupa obok siebie. Harry przełykał głośno, marszcząc czoło, bo tak bliska obecność Voldemorta działała jak rozgrzany pogrzebacz przytknięty do jego czoła. Cokolwiek, lub ktokolwiek go tu ściągnął, teraz nie robiło mu to już różnicy. Znalazł się w centrum uwagi Toma i zdawał sobie sprawę, że nie będzie to nic miłego. Choć nie przypuszczał, że nastąpi to tak szybko.
Seria tortur przy pomocy zaklęć nie była niczym niespodziewanym, ale ból był i nie ważne czy się go spodziewał, czy nie – bolało. Krzyczał, ignorując reakcję otoczenia, nie było istotne, czy śmierciożercy się z niego śmieją. Jedyne, na co sobie nie pozwolił, to płacz. Tej jednej słabości nie miał zamiaru im pokazać.
Kilkukrotne Crucio nie wystarczyło przeciwnikom i szybko przeszli do innych zaklęć torturujących. Po czwartym Culterze nie miał siły już na nic, zapach krwi był wszechobecny i wiedział, że to jest nie tylko jego krew, ale także i Snape'a, którego traktowano podobnie.
W pewnej chwili zaśmiał się histerycznie na samą myśl blizn, jakie pozostaną, jeżeli w ogóle będą miały możliwość powstać. Wtedy też Voldemort zaczął krzyczeć, a śmierciożercy zawtórowali mu. Poczuł czyjeś ręce na swoich plecach, nie wiedząc, kiedy upadł na kolana. Potem ponaglanie do biegu, choć ledwo mógł ustać na trzęsących się nogach. Kolejną rzeczą, którą zapamiętał były komnaty mistrza eliksirów.
==KONIEC WSPOMNIENIA==
Choć to było kilka lat temu, te wspomnienia wciąż nie dawały mu spokoju.
Nie mam na to czasu!, Harry potrząsnął głową ze złością.
Musiał skupić swoją uwagę na zadaniu, które miał wykonać, a nie rozpamiętywać to, co zdarzyło się w przeszłości.
Inkub zmrużył powieki, czując rozdrażnienie. Zapewne Tom już wiedział o jego przybyciu, ale najwidoczniej nie zamierzał zaszczycić go swoją obecnością. Jeszcze. Podszedł do podwójnych drzwi i złapał za klamkę, próbując je otworzyć, najpierw bez użycia magii. Jednak, nawet pod wpływem kilku różnych zaklęć, okazało się, że jego wysiłek był daremny.
Potter prychnął, cofając się ostrożnie.
Jeśli Voldemort chciał pojedynku, to czemu, na mroki piekielne, czeka? Na co? No, chyba że…
Demon zmarszczył brwi, zastanawiając się nad innymi możliwościami.
— Jesteś wyjątkowo bystry, Potter. — Inkub drgnął i uniósł głowę, natychmiast rejestrując wejście gospodarza. Tom niewiele się zmienił, jedynie jego magia nabrała jeszcze bardziej obrzydliwego zapachu. Harry skrzywił się, nie próbując nawet myśleć o jej smaku.
Nie spuszczając wzroku ze swojego wieloletniego i najgroźniejszego wroga, zdławił narastające mdłości. Voldemort uniósł kąciki ust w nieprzyjemnym uśmiechu, taksując go spojrzeniem od stóp do głów.
Czując gęstniejącą wokół siebie nieprzyjazną magię, zrobił jeszcze krok do tyłu, cały czas obserwując Voldemorta i próbując przewidzieć jego następny ruch. Ostatnie czego chciał, to pozwolić się zaskoczyć..
W mgnieniu oka pochwycił strumień światła, zanim dosięgła go niezbyt groźna, choć z całą pewnością bolesna, klątwa.
— Doprawdy imponujące, Potter. Posiadanie takiego stworzonka jak ty,rzeczywiście może być przydatne — syknął Riddle, obracając w palcach swoją różdżkę.
Harry zmusił się do zachowania spokoju i nie pozwolił, by Riddle wiedział, jak bardzo nie cierpi być tak nazywany. To określenie za bardzo mu przypominało o Lestrange'u i jego metodach.
Inkub spojrzał na Wężowatego z zaciętą miną. Minęły czasy, kiedy Voldemort potrafił go sprowokować jedną, celną uwagą. Uniósł brew, nie słuchając tego, co mówił Tom. Zamiast tego, skoncentrował się na ataku z zaskoczenia. Nie zdążył. Z różdżki Voldemorta wystrzelił strumień światła i klątwa rzuciła demonem o ścianę, zanim ten miał czas zareagować.
— Tak, zdecydowanie nie powinienem pozwolić ci uciec, Potter. — Czarnoksiężnik podszedł do niego i pochylił się z paskudnym uśmiechem. — Nie popełnię tego błędu, możesz być tego pewien.
Harry próbował wstać i odpowiedzieć Riddle'owi w równie efektowny sposób, ale poczuł, że nie jest w stanie. Najzwyczajniej w świecie nie mógł się ruszyć. Voldemort przesunął różdżką tuż nad jego głową i roześmiał się złowrogo.
— Widzę, że moja mała niespodzianka cię zainteresowała, Potter. — Okrutny błysk w czerwonych oczach sprawił, że Harry szarpnął się gwałtownie i wtedy poczuł ogromny ból.
Przebijał się przez każdą komórkę jego ciała, jakby ktoś wbijał w niego tysiące małych igieł. Trzymany był pod tym zaklęciem kilka minut, choć dla niego trwało to chyba godziny, a potem nagle ból zelżał.
— Mógłbyś jeszcze trochę pokrzyczeć, ale dojdziemy i do tego. — Pomimo tak spokojnego stwierdzenia ze strony Toma, Harry wiedział, że to najczystsza postać groźby. — Tym razem nie ma tu Snape'a, ale myślę, a wręcz jestem pewny, że pojawi się wcześniej czy później. Jeśli będę miał szczęście to i Malfoy junior do nas dołączy.
Potter miał nadzieję, że zdąży coś wymyśleć, zanim ta sytuacja miałaby nastąpić. Nie wziął jednak pod uwagę, że nie będzie mógł się poruszać.
Z początku Severus nie wiedział, co go zbudziło i gdzie się znajduje. Szybko rozpoznał swoją własną sypialnię. Przez nie do końca zasłonięte zasłony do pokoju wpadały jasne promienie. Zmrużył oczy i próbował sobie przypomnieć, czemu znajduje się w łóżku o tej porze. Przetarł dłonią twarz i uniósł się na łokciu, próbując wstać. Jednak jego ciało nie bardzo chciało współpracować. Z trudem podciągnął się wyżej, z powrotem opadając na poduszki i rozejrzał się dookoła. Dopiero po krótkiej chwili zorientował się, że nie jest sam. Obrócił głowę, zauważając obok siebie czyjąś szczupłą sylwetkę, która leżała odwrócona do niego plecami. Usłyszał ciche pochrapywanie.
Potargane, jasne włosy, dziwnie znajoma aura magiczna… Draco?
Co on tu robi? Zaraz.
W tym samym momencie pojawiło się uczucie, że coś jest nie tak. Odetchnął głębiej, przyciskając palce u nasady nosa, starając się powstrzymać narastające poczucie niepokoju. Jednak smocza natura nie dała się tak łatwo zbyć i naciskała na jego ludzką świadomość z coraz większą mocą.
Wyraźnie domagała się uwagi i nie chciała mu dać spokoju nawet przez kilka sekund. Zaklął dobitnie, budząc tym Malfoya, który jęknął, próbując się obrócić.
— Potter, zamorduję cię. Wszystko mnie boli — wymamrotał sennie, przewracając się na plecy.
POTTER!
Dotarło nagle do Snape'a, że właśnie Harry'ego brak w tym pokoju.
Nie miał pewności, gdzie inkub mógł się znajdować, ale wiedział jedno. Ten skończony dureń opuścił Snape Manor.
Severus zmełł kolejne przekleństwa, które cisnęły mu na usta i, zrywając się gwałtownie, usiadł na brzegu łóżka. Przytrzymał się szafki nocnej, kiedy poczuł lekkie zawroty głowy. Był zmęczony i słaby, choć dopiero co otworzył oczy.
To nieprawdopodobne! Niech ja cię tylko dorwę, ty mały, złośliwy, wredny…, syknął w duchu mistrz eliksirów. Jak to możliwe, że się nie domyśliłem!?
To, że młody coś planował, było aż nadto jasne, odkąd wrócili z Grimmauld Place. Jednak teraz, zastanawiając się nad zachowaniem Pottera i analizując to, co mówił, Severus nabrał pewności, że demon po raz kolejny nie przemyślał wszystkiego na chłodno i co ważniejsze, znów postanowił samotnie zmierzyć się ze swoim wrogiem.
Na szafce nocnej leżał starannie złożony kawałek papieru. Kartka z jego notesu. Przebiegł wzrokiem wiadomość i na jego reakcję nie trzeba było długo czekać.
— Co?! Jak to? — warknął Snape, mnąc w dłoni list i próbując wstać, jednak bez oczekiwanego rezultatu. — Niech cię cholera, Potter!
— Co zrobił? — Draco ziewnął, przecierając oczy i choć zaraz usłyszał wściekły głos swojego ojca chrzestnego, to jego umysł powoli ponownie zapadał w słodki niebyt.
Smok czuł, jak przepełnia go wściekłość. Choć początkowo skierowana była na nieznośnego, niemożliwego demona, to później jej celem był ktoś zupełnie inny.
Nawet nie chciał sobie wyobrażać, co Czarny Pan zrobi młodemu, gdy dopadnie go w swoje łapska. To, co wydarzyło się poprzednio, nadal gnębiło umysł zarówno jego, jak i Harry'ego, czego dowodem były powracające koszmary.
==WSPOMNIENIE==
Nawet nie wiedział, co spowodowało, że Czarny Pan był tak rozgniewany. Ci, na których Voldemort raczył wyładować swoją furię, przez długi czas byli obrzucani klątwami i zaklęciami niewybaczalnymi. Wielu straciło swoje życie, a pozostali, choć przeżyli, niejednokrotnie zazdrościło martwym kompanom. Wszystkie sługi, które padły ofiarą okrucieństwa ich Pana, zostały odarte ze swoich masek i szat.
Severus miał świadomość, że nawet jemu nie uda się wyciągnąć, a następnie uruchomić swojego awaryjnego świstoklika bez ściągnięcia na siebie uwagi Czarnego Pana, lub innych śmierciożerców, którzy przyglądali się nieszczęsnym kompanom z obojętnością i rozbawieniem. Musiał przecież zachować swoją pozycję w szrankach Voldemorta, czy chciał, czy też nie.
Był jednym z niewielu, którzy z determinacją podnosili się, by zostać z powrotem rzuconymi na kolana. Zagryzł zęby, próbując uspokoić oddech i dźwignął się, choć miał wrażenie, że . Cały się trząsł po ostatnim Cruciatusie i nie wiedział, ile jeszcze przyjdzie mu tego wieczoru znieść.
— Mój wierny Severusie, rozczarowałeś mnie. — Usłyszał cichy głos tuż nad sobą. — A ja nie znoszę rozczarowań.
Cokolwiek Riddle miał na myśli, nie było to ważne.
Gdyby tylko udało mi się wsunąć dłoń do kieszeni…
Czyjeś ręce go podniosły i pociągnęły w stronę podestu, gdzie Czarny Pan zazwyczaj siadywał podczas zebrań swoich sług. Do jego uszu doszedł złowrogi syk:
— Posłużysz mi zatem, drogi Severusie, jako przykład dla pozostałych.
Tego, co nastąpiło po tych słowach, mistrz eliksirów nie potrafił wyjaśnić, ani zapomnieć.
Inkantacja w wężomowie, sprawiła, że instynktownie próbował się wyrwać trzymającym go zamaskowanym śmierciożercom.
Czarny Pan wycelował w niego swoją różdżkę i wkrótce ogarnęło go gorąco i gęstniejąca mgła. Nic nie widział, nic nie słyszał i przez pierwsze sekundy nie mógł złapać oddechu, a ból jaki odczuwał, był nie do zniesienia. Jeśli wrzeszczał, nie słyszał tego. Mgła wokół niego stała się grubym murem oddzielającym go od wszystkiego i wszystkich. Nie czuł nic, oprócz bólu rozdzierającego jego ciało i umysł na strzępy. Nic nie mogło się równać z tym zaklęciem, nawet ten cholerny Cruciatus.
W pewnym momencie mur runął i blokada sensoryczna opadła. Dźwięki i zapachy zaatakowały z taką mocą, że omal nie zwymiotował. A może jednak to zrobił?
Znalazł się na kolanach, podpierając rękoma i trzęsąc się niekontrolowanie. Nagle w jego umyśle pojawiła się jedna, jedyna myśl. A wewnętrzny głos, jaki usłyszał, nie należał już do niego.
*Wezwij go! Przywołaj! Natychmiast!*
Severus czuł, jak krew dudni mu w uszach i kompletnie nie rozumiał, co się dzieje. Kogo miał wezwać? Jak?
Naglące żądanie powtórzyło się jeszcze raz, aczkolwiek bez żadnego wyjaśnienia, a on nadal nie wiedział, jak je spełnić.
*Nie myśl. PRZYWOŁAJ go do siebie!* zagrzmiał głos w jego głowie, wyraźnie zniecierpliwiony i rozgniewany.* Inaczej zginiesz!*
Do tej pory nie umiał racjonalnie wyjaśnić, dlaczego wtedy pomyślał o Potterze, co spotkało się z zadowolonym pomrukiem wewnętrznego głosu. Nie potrafił wytłumaczyć też, jak to się stało, że w pewnym momencie poczuł, jakby rzucił potężne zaklęcie przywołujące. Nawet nie wiedział, że jest do tego zdolny. W ułamku sekundy coś zaszumiało, a chwilę później cicho kliknęło i kiedy uniósł głowę, przed nim stał Harry Potter. Zdezorientowany i zaskoczony w równym stopniu, co on.
Chłopak w mgnieniu oka zorientował się, że otaczają go wrogowie i zareagował, ale niestety nie dość szybko. Obezwładniony Gryfon w jednej chwili stał się celem klątw i zaklęć torturujących, które spadały na niego niczym grad ze wszystkich stron. Smarkacz musiał mieć wysoki próg bólu, bo oprócz sporadycznych jęków i krzyku, wyrywających się z jego zaciśniętych ust, nie dał swoim oprawcom satysfakcji. Gdy do zabawy śmierciożerców dołączył Czarny Pan dzieciak wciąż starał się dzielnie trzymać, jednak już sama bliskość Voldemorta zdawała się sprawiać mu dodatkowe cierpienie.
Severus był obolały i zdezorientowany. Jedyne pocieszenie w tej sytuacji dawał mu ten tajemniczy wewnętrzny głos, który aktualnie kazał mu chronić Pottera za wszelką cenę.
Też coś! Całe lata to robię i nic z tego nie mam.
W odpowiedzi usłyszał cichy śmiech. Kontakt ze światem zewnętrznym przywrócił mu rozpaczliwy, słaby krzyk bólu, wdzierający się w jego umysł głębiej, niż jego własne cierpienie.
Nie wiedział wtedy, co się stało i jak to było możliwe, ale mimo tortur, jakim został poddany w ciągu ostatnich chwil, nagle przybyło mu sił. Jego umysł pracował jaśniej, jakby wypił świeżo uwarzony, silny eliksir pieprzowy. Przynajmniej potrójną dawkę. Magiczne więzy poluźniły się, gdy tylko o tym pomyślał i w tym samym czasie poczuł delikatne drżenie świstoklika w kieszeni.
Jak udało mu się go aktywować?
==KONIEC WSPOMNIENIA==
