Hmm... wygląda na to, że wrzesień minął nam bez żadnego rozdziału co?
Trochę przypał.
No ale, coś wam rzucę, cobyście nie myśleli, że umarłam, albo co grosza, znudziło mi się pisanie. Cóż, zawzięłam się, żeby napisać po rozdziale do trzech fików (pisałam o tym na profilu), po to żeby po raz kolejny uświadomić sobie, że jak próbuję jakoś uporządkować swój pisarski "grafik" to naprawdę źle się z tym czuję (czyt. dostaje ujemnej weny czy coś w tym rodzaju).
Nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału, pierwotnie miał on być dłuższy, ale zrezygnowałam z pewnej mało interesującej rzeczy.
Tak dla marginesie, jak ktoś się zaczął zastanawiać, czy mam zamiar opisywać te 3 lata szkoły średniej dzień po dniu, pozwólcie że was uspokoję.
Nie, jeszcze mnie do reszty nie poje... pogięło XD
To tylko chwilowa rzecz jest.
Czwartek zaczął się nadzwyczaj spokojnie, zwłaszcza w porównaniu do ostatnich dni. Naturalnie to byłoby zbyt piękne, gdyby cały dzień minął spokojnie. Toris był co najmniej zdziwiony, kiedy po lekcji hiszpańskiego, nauczycielka kazała mu udać się do dyrektora. Owo zdziwienie się pogłębiło, kiedy po dotarciu na miejsce zastał tam też Feliksa, a oprócz dyrektora, w gabinecie znajdowała się pani Shaw. Mina Polaka świadczyła o tym, że on też nie miał pojęcia o co chodziło, dyrektor wyglądał na wyraźnie niezadowolonego, zaś psycholożka na zaniepokojoną.
- Chłopcy, na pewno wiecie dlaczego was tu wezwałem – zaczął pan Smith poważnym tonem.
- Nie? - powiedział Toris niepewnie, Feliks tylko pokręcił przecząco głową. Dyrektor zamrugał zaskoczony, chyba spodziewał się innej odpowiedzi.
- Ostatnio mam z waszą dwójką podejrzanie dużo do czynienia – kontynuował mężczyzna – zwłaszcza z panem panie U… Ukasz…
- Łukasiewicz – wypalił Polak. Tak często musiał poprawiać ludzi próbujących wypowiedzieć jego nazwisko, ze robił to już odruchowo.
- Właśnie… w każdym razie, wezwałem was tutaj, żebyście mi wyjaśnili pewną niepokojącą sprawę. - Dyrektor gestem poprosił chłopców, żeby usiedli na krzesłach przed jego biurkiem. Kiedy zajęli swoje miejsca, odwrócił monitor swojego komputera tak, żeby obaj widzieli ekran. Feliks i Toris unieśli brwi jednakowo zdziwieni, gdy ich oczom ukazał się zapauzowany filmik, a konkretnie nagranie ze szkolnego monitoringu. Pan Smith bez słowa wcisnął przycisk 'Play'. Na początku nagrania widać było jak Feliks opuszcza budynek bocznym wyjściem, wpatrzony w ekran swojego telefonu. Po jakimś czasie, tymi samymi drzwiami, ze szkoły wyszedł Toris, rozglądnął się wokół, a po chwili szybkim krokiem podążył śladem Polaka. Następnie obraz przeskoczył na ujęcie z innej kamery, na którym widać było, jak Litwin ciągnie uwalanego krwią i słaniającego się na nogach Feliksa w stronę szkolnej bramy. Po tym nagranie się skończyło, dyrektor ustawił monitor w poprzedniej pozycji, po czym spojrzał na nich wyczekująco.
- Chciałbym, żebyście mi to wyjaśnili – powiedział, kiedy po kilkunastu sekundach żaden z chłopaków nie odezwał się słowem.
- Ale co wyjaśnili? - zapytał zdezorientowany Feliks.
- Chłopcy, proszę nie utrudniajcie – westchnął z frustracją dyrektor.
- Zapytam wprost – wtrąciła pani Shaw, mierząc obu uczniów uważnym spojrzeniem. Miała dziwne przeczucie, że jeśli nie przejdzie do sedna sprawy, to szanowny pan dyrektor będzie się bawił w podchody chyba do końca lunchu. - Toris, czy ty pobiłeś Feliksa?
- Co?! Nie! Dlaczego niby miałbym to zrobić?! - Litwin miał wrażenie, że coraz mniej z tego wszystkiego rozumie. Psycholog zmarszczyła brwi, wyraźnie nad czymś rozmyślając.
- Panie Lo… - Dyrektor urwał na chwilę, po czym wydał z siebie kolejne sfrustrowane westchnięcie. - Chłopcze – zaczął od nowa, dając sobie spokój z nazwiskami. - Obiecuję, że jeśli się przyznasz, konsekwencje będą łagodniejsze…
- Ale ja go nie pobiłem! - zaperzył się Toris. - Ja mu tylko pomogłem, to…
- Więc dlaczego na nagraniu najpierw widać jak wychodzisz za nim, a potem wleczesz go, ledwie trzymającego się na nogach poza teren szkoły? - zapytał pan Smith podniesionym głosem.
- Panie dyrektorze, proszę nie krzyczeć – upomniała go pani Shaw. - To nie jest policyjne przesłuchanie. Toris, na nagraniu nie było nikogo innego oprócz waszej dwójki, jeśli nie pobiłeś Feliksa, to co się stało? - zapytała spokojnie.
Litwin zamrugał zaskoczony, czując jak robi mu się gorąco. Zdał sobie sprawę, że faktycznie, na nagraniu żadna z kamer nie uchwyciła Owena… a przynajmniej on nie zauważył ani skrawka Amerykanina. Dla kogoś, kto nie wiedział, że był tam ktoś jeszcze faktycznie mogło wyglądać to tak, jakby to on rzucił się na Polaka.
- To moja wina – powiedział Feliks, wyjątkowo spokojnym jak na okoliczności tonem, skupiając na sobie uwagę pozostałych obecnych. - Po prostu się potknąłem i wyrżnąłem twarzą w ścianę budynku. Sam pan widział panie dyrektorze, szedłem z nosem w telefonie… no i wlazłem w ścianę… - Blondyn wzruszył ramionami z zażenowaną miną. - Toris mówi prawdę, po prostu mi pomógł, wie pan, czołowe zderzenie z ceglanym murem… przez dobrą chwilę zastanawiałem się jak się nazywam.
- Och… - pan Smith wyraźnie stracił rezon. Najwyraźniej historyjka, którą zaserwował mu Feliks go przekonała. Toris zastanawiał się, dlaczego Polak skłamał zamiast powiedzieć kto go tak załatwił, ale na razie wolał nie próbować go poprawiać. Miał tylko nadzieję, że pani Shaw nie zacznie zadawać więcej pytań, bo w przeciwieństwie do dyrektora nie wyglądała jakby kupiła tą bajeczkę. W sumie jak pomyślał nad tym trochę dłużej, to doszedł do wniosku, że trzeba mieć naprawdę duże zdolności, żeby wypieprzyć się z takim rozmachem, by doprowadzić się do takiego stanu w jakim był Feliks na nagraniu.
- Hmm… hmm… cóż… - mruknął dyrektor, skrobiąc się po karku z zakłopotaniem. - W takim razie myślę, że możecie iść na lunch… tylko żeby mi to było ostatni raz!
- Dobrze panie dyrektorze, następnym razem postaram się chodzić jak normalny człowiek – oświadczył uroczyście Feliks, wstając. Toris zagryzł lekko wargi, żeby powstrzymać cisnący się mu na usta uśmiech, co jak co, ale blondyn wiedział jak robić sobie z kogoś jaja, sprawiając przy tym wrażenie śmiertelnie poważnego. Pani Shaw przez chwilę wyglądała jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale w końcu pokręciła tylko głową i machnęła ręką, dając im znać, że naprawdę mogą już iść.
- Nieźle… - mruknął Feliks, kiedy obaj znaleźli się z powrotem na korytarzu. - Oświeć mnie jeśli się mylę, ale to chyba miało być tak, że to Owen miał wylądować na dywaniku i tłumaczyć się z oklepania mi facjaty.
- Weź nawet… - Toris przeczesał włosy palcami, po czym pokręcił głową z niedowierzaniem. - Przez moment zastanawiałem się, czy to przypadkiem nie jest sen. Zwłaszcza w tym momencie w którym dyrektor zaczął zgrywać złego glinę.
- Zaryzykowałbym stwierdzenie, że naoglądał się za dużo CSI i innych takich. Słowo daję, od jakiegoś czasu ta szkoła coraz bardziej przypomina jakiś kabaret, a przecież jest taka prestiżowa i tak dalej… - Polak westchnął cicho, czując jak kieszeń zaczęła mu wibrować. - Wszystkiego się dowiesz na stołówce, gwarantuje ci że padniesz z wrażenia jak ci powiem o co chodziło – powiedział jak tylko wyciągnął telefon i odebrał połączenie. - Mhm… na pewno będzie zachwycony jak mu to powiesz… no, do zobaczenia za chwilę.
- Lizzie? - zapytał Litwin po tym jak blondyn zakończył rozmowę.
- Tak, czeka z niecierpliwością na relację z wizyty u dyra i ma dla ciebie wiadomość, która powinna cię ucieszyć.
- Jaką wiadomość?
- Dobrą, przynajmniej dla ciebie, na temat twojego tanecznego treningu.
- Dlaczego nie możesz po prostu powiedzieć mi o co chodzi? - westchnął Toris. Nie był pewny czy faktycznie ma się cieszyć, czy też ta cała wiadomość niekoniecznie była taka dobra.
- Bo tak jest zabawniej – oświadczył Feliks, po czym ruszył w kierunku stołówki.
- Zabawniej… chyba wolę nie wnikać w jaki sposób – stwierdził Litwin po krótkiej chwili namysłu.
- I prawidłowo, nie chce mi się tłumaczyć ci swojego toku myślenia.
- Nie musisz… aczkolwiek jestem ciekawy, dlaczego skłamałeś, że wpadłeś na ścianę.
- A co? Wolałeś, żebym stwierdził, że to ty się na mnie rzuciłeś?
- Nie! Dlaczego po prostu nie powiedziałeś, że to Owen cię zaatakował?
- A widziałeś go gdzieś na tamtym nagraniu? Bo ja nie i myślę, że nawet takie cuda jakie mają w tych wszystkich seriach CSI by nam nie pomogły. Widziałem za to, że nasz dyrcio naprawdę wczuł się w rolę złego gliny i aż się palił żeby ukarać złoczyńcę, więc sięgnąłem po taką wymówkę, która brzmiała wiarygodnie. Mam takie dziwne przeczucie, że gdybym powiedział, że to była sprawka Owena, to pan Smith by mi nie uwierzył, a może nawet zarzucił nam obu, że próbujemy go wkopać czy coś.
- A co z panią Shaw? Myślisz że też by nam nie uwierzyła?
- Może by uwierzyła, może nie, a nawet jeśli, to nawet z jej pomocą niewiele byśmy wskórali, bo z tego co wiem to Smith niezbyt wierzy w jej kompetencje. Gość ma naprawdę wygórowane oczekiwania skoro dyplom z Harvardu mu nie wystarcza. To mi bardzo przypomina memy w stylu "oczekujemy statusu studenta i 20 lat doświadczenia w zawodzie". Wspominałem może, że nie uważam, żeby nasz obecny dyrektor nadawał się na to stanowisko?
Do tej pory Toris uważał, że Feliks przesadzał w tej kwestii, ale po tym dość krótkim, aczkolwiek treściwym pokazie sprzed chwili w pełni się z nim zgadzał.
- Zresztą, obgadamy to jeszcze z Lizzie, as węgierskiego wywiadu z pewnością będzie miał coś do dodania – uznał Polak. - Ale ten… poza tą akcją u dyrektora, to ten dzień jest podejrzanie spokojny… nawet w szafce nie znalazłem żadnej nowej korespondencji. Chyba te ploty o nas faktycznie już umarły… albo przynajmniej dogorywają.
- Mówiłem ci że przesadzasz z tymi swoimi przewidywaniami, poza kilkoma incydentami to przeszło nawet bezboleśnie.
- Zgodzę się z tobą dopiero wtedy, kiedy będę mieć sto procent pewności, że już jest po sprawie.
Jako że obaj byli spóźnieni, nie musieli długo stać w kolejce po jedzenie, co Feliksowi zdecydowanie odpowiadało, bo był piekielnie głodny. Kilka dni omijania stołówki zaczynało dawać mu się we znaki, zwłaszcza, że jak już wracał do pokoju to o ile nie ratował się czymś na szybko to niezbyt dbał o nadrobienie straconego posiłku.
- No to jak tam wizyta u dyra? - przywitała ich Elizabeta, jak tylko pojawili się przy stoliku. - Uznał, że jednak powinien wam zrobić pogadankę na temat wstrzymywania się od publicznego okazywania uczuć?
- Lepiej, po przeglądnięciu wczorajszych nagrań z monitoringu uznał, że rzuciłem się na Feliksa – odparł Toris zajmując miejsce.
- Niech zgadnę, ciebie i Feliksa było widać, a Owena ni hu hu?
- Dokładnie.
- Właściwie to było widać jak wychodzę ze szkoły, pisząc z tobą na telefonie – wtrącił Feliks, przeszukując swoją torbę. - A potem jak wychodzi Toris, rozgląda się, idzie w stronę którą ja poszedłem, a następne co zobaczyliśmy to jak idziemy w stronę wyjścia z terenu szkoły. W sensie jak Toris prowadzi moją oklepaną personę w kierunku twojego mieszkania.
- Czyli to miejsce w którym zebrałeś łomot było poza zasięgiem kamer – stwierdziła Węgierka, rozsiadając się wygodnie na swoim krześle. - Zastanawia mnie tylko skąd Owen o tym wie… hmm… chyba zapytam o to Alfreda.
- A dlaczego akurat jego? - zdziwił się Litwin.
- Bo w przeciwieństwie do was dwóch interesuje się życiem społecznym w tej szkole i w związku z tym wie o sprawach, którymi kujon i artysta z fobią społeczną raczej się nie interesują.
- Dziękuje za zgrabne podsumowanie nas – oznajmił Polak uprzejmym tonem, wyciągając swój szkicownik. Chwilowo odłożył go na bok, bo jego żołądek mimo wszystko mocno domagał się respektowania swoich praw. - A tak swoją drogą, Toris, czy Alfred przypadkiem nie jest twoim najlepszym kumplem? Bo poza lekcjami to jakoś go ostatnio nie widuję, a co dopiero ciebie w jego towarzystwie.
- Owszem jest, ale to nie znaczy, że muszę go pilnować 24 na dobę, a po lekcjach nie bardzo mam czas przez te sesje Just Dance… - Właściwie Toris sam się nad tym zastanawiał, ostatnie Alfred był wyjątkowo małomówny, a w dodatku miał wrażenie, że Amerykanin go unika.
- Och, o wilku mowa – mruknęła Lizzie, kiedy nieoczekiwanie przez sztuczne krzaki przedarł się Alfred.
- Hej, Toris, ziomuś, słyszałem parę mało fajnych plotek – zagaił Amerykanin, przysiadając się do stolika. - Podobno rzuciłeś się na Blevinsa, przy czym słyszałem już chyba z dziesięć różnych powodów dlaczego niby to zrobiłeś. W związku z tym ponoć paru chłopaków z drużyny futbolowej już zadeklarowało, że trzeba cię „ustawić do pionu".
- Fajnie – skwitował Toris, przewalając oczyma. - A ja myślałem, że w takiej elitarnej szkole, to raczej takich scenariuszy nie uświadczę.
- Wysoka jakość kształcenia i solidne zaplecze dydaktyczne nie sprawi z automatu, że ludzie tutaj uczęszczający nie okażą się debilami – oświadczyła Elizabeta.
- To ten… to prawda? - zapytał Alfred, patrząc na Litwina z lekkim niedowierzaniem.
- Nie, to Blevins rzucił się na Feliksa, a ja akurat byłem w pobliżu i doszedłem do wniosku, że pozwolenie temu osiłkowi zrobić z niego mokrej plamy, kłóci się z moim poczuciem sprawiedliwości – poinformował Amerykanina Toris.
- Och… cóż… nie dziwię ci się, ale lepiej uważaj, ziomek, z tego co wiem ten typ jest naprawdę mściwy i brutalny.
- Potwierdzam, ten typ jest brutalny – mruknął Feliks, pocierając palcami swój nos. Całe szczęście obrażenia, które odniósł poprzedniego dnia, nie były zbyt poważne i jedyne co jeszcze mu dokuczało to guz z tyłu głowy.
- Wyglądasz jakbyś wiedział coś więcej na ten temat – stwierdziła Węgierka, mierząc Alfreda uważnym spojrzeniem.
- Kilku typków z drużyny bejsbolowej chodziło z nim wcześniej do szkoły – powiedział Amerykanin, podkradając Torisowi frytki z talerza. Litwin tylko spojrzał wymownie w sufit, co prawda kilka frytek raczej nie zapewniłaby mu zbawienia, ale byłby wdzięczny gdyby Alfred jednak po prostu poszedł wziąć sobie porcję. - Zakumplowałem się z nimi zanim stwierdziłem, że wolę kosza i jeszcze chodziłem na treningi bejsbola. Jakoś tak kiedyś zeszło na temat futbolistów, no a potem na temat Owena. Z tego co mi mówili, to niezbyt za nim przepadają, w poprzedniej szkole zachowywał się nawet gorzej niż teraz, głównie dlatego, że jego ojciec jest zawodowym futbolistą i dość często zasilał konto szkoły hojnymi „darowiznami", przez co nauczyciele dawali mu fory, a lekcje odrabiali mu ci uczniowie, którzy chcieli się mu podlizać, albo których zastraszył. Z dziewczynami też nie miał problemu, albo umawiały się z nim bo jakby nie patrzeć był popularny, albo nagabywał je tak długo, że umawiały się z nim dla świętego spokoju.
- Albo po prostu ze strachu… Koniec końców czuł się jak król – podsumowała Elizabeta, notując coś w swoim telefonie. - No to musi być nieźle zdziwiony, że tym razem nauczyciele nie dają mu forów i znajdą się takie dziewczyny, które będą miały go w dupie…
- Z tobą na czele – wtrącił niewinnie Feliks, otwierając szkicownik i szukając sobie czystej kartki. Wpadł na całkiem ciekawy koncept, który idealnie nadawał się na zliczenie na zajęcia artystyczne.
- Nie wypytywałem ich o więcej szczegółów, ale ten… bądźcie ostrożni.
- Spoko, chyba żadne z nas nie ma ochoty mieć z nim do czynienia – mruknął Toris.
- Zwłaszcza, że za niedługo zaczynają się rozgrywki międzyszkolne – dodał Alfred z wyjątkową jak na niego powagą. - Wilkins cię chyba zatłucze, Toris, jak z jakiegoś powodu nie będziesz mógł grać. No i z tego co widziałem, Feliks, to wasza trenerka to niezła kosa, nie wiem jak ty ale ja bym się bał jej podpaść.
- Wiesz, to nie tak, że sam z siebie szukam guza – mruknął Feliks, pochylając się nad wstępnym szkicem. - To raz, dwa, nie jestem jakąś super gwiazdą w drużynie, no i mamy rezerwowego libero, który jak do tej pory dawał radę, więc chłopaki raczej dadzą sobie radę, gdyby mój pech zdecydował się wysłać mnie do szpitala czy coś…
- Chwila, to ty jesteś w drużynie siatkarskiej? - zdziwił się Toris.
- W głównym składzie – dodał Alfred. - I nie podoba mi się twoje podejście, skoro wybrali cię do głównego składu, to znaczy, że jesteś lepszy i twoja nieobecność osłabi drużynę.
- Alfred, chłopie, nie chodzi mi o to, że lekceważę drużynę, po prostu mam inne priorytety i jeśli z jakiegoś powodu nie będę mógł zagrać, to nie będzie to dla mnie koniec świata – sprostował Polak. Gdyby miał być szczery to perspektywa zbliżających się rozgrywek napawała go przerażeniem i zaczynał się poważnie zastanawiać, czy potrzebnie się tak starał podczas sprawdzianu. Co innego pograć w siatkę na zajęciach, a co innego grać przeciwko obcej drużynie, w dodatku na oczach widzów.
- Czy tylko ja o tym nie wiedziałem? - zapytał Litwin, unosząc brwi. Wiedział tylko, że Feliks chodzi na treningi siatkarzy, o tym, że gra w głównym składzie nie miał pojęcia. Elizabeta nie wyglądała na zaskoczoną tą informacją, więc uznał, że zapewne też o tym wiedziała.
- Wychodzi na to, że nie – stwierdził Feliks, wzruszając ramionami. - Właściwie w głównym składzie jestem od zeszłego piątku…
- Och, to ten wasz trening, który podglądaliśmy z Torisem! - stwierdził Alfred, pstrykając palcami. Litwin posłał mu miażdżące spojrzenie, które chyba nie zrobiło na nim takiego wrażenie, jakie na nim zrobiło to, którym obdarzył ich Feliks.
- …więc się jeszcze przekonamy jaki wartościowy ze mnie gracz – dokończył Polak, mrużąc oczy. - Nie mieliście lepszych rzeczy do roboty, niż ryzykowanie, że Nekrasova wam nogi z dupy powyrywa, gdyby was przyłapała?
- I tak kręciliśmy się w pobliżu, bo zaraz miał być nasz trening, to zerknęliśmy z ciekawości – powiedział Toris, starając się żeby zabrzmiało to jak najbardziej szczerze. Może nie była to do końca prawda, ale też niezupełne kłamstwo… pozostawało tylko modlić się, żeby Alfredowi nie zachciało się sprostować jego słów.
- A jak już o treningach mowa, to jak wam idzie uczenie Torisa tańczyć? - zaciekawił się Amerykanin, na co Litwin z miejsca przyjął dość ponurą minę.
- Idzie całkiem nieźle – oświadczyła Elizabeta, kiwając głową z zadowoleniem. - Tylko akurat dziś lekcję musimy sobie odpuścić, mamy z Feliksem do załatwienia coś pilnego, więc nasz drogi uczeń będzie mógł się cieszyć wolnym popołudniem.
- Raczej twój uczeń – sprostował Toris – nauczyciel numer dwa jak do tej pory ani razu nie wziął czynnego udziału w zajęciach.
- No nie… - westchnął Feliks, chwilowo zostawiając szkic na rzecz zlikwidowania części swojego posiłku. - Zamiast się cieszyć, że dziś nie będzie musiał znosić tej strasznej tortury, to ten się będzie jeszcze przypierdzielał.
- Ja tylko stwierdzam fakt – bronił się Toris. - Hmm… to jest ta „dobra" wiadomość o której wspominałeś? Mhm… - mruknął, gdy Polak kiwnął głową i wrócił do szkicowania. Czyli w końcu będzie miał więcej czasu dla siebie po lekcjach. - To jaka pilna sprawa was wzywa, że posuwacie się do tak drastycznych kroków?
- Feliks dostał pewną fuchę od gościa od polityki, więc idziemy ogarnąć materiały i ich kosztorys – odparła Elizabeta, widząc, że Feliks niezbyt zwraca uwagę na otoczenie. - Ale nie martw się, jutro normalnie spotykamy się u mnie.
- Mam nadzieję, że coś zdołaliście osiągnąć i w sobotę na imprezce nie będę musiał się za niego wstydzić – powiedział Alfred, poklepując Torisa po ramieniu.
- Nikt nie mówił, że muszę obligatoryjnie tańczyć na tej imprezie. - Litwin przewalił oczyma z westchnieniem, nie ma to jak zostać docenionym. - Na wszelki wypadek postaram się unikać jak ognia wszelkich sytuacji dotyczących tańca…
- Och nie, wręcz przeciwnie, będziesz tańczył, ja mam tylko nadzieję, że w miarę po ludzku… No dobra, miło się gawędziło, ale muszę lecieć, do potem! - pożegnał się Amerykanin, a po chwili już go nie było.
- Okej… teraz już na bank wiem, że on coś kombinuje… chyba zacznę się bać – stwierdził Toris, siedząc ze zmarszczonymi brwiami, ze wzrokiem wbitym w krzesło które chwilę temu zajmował Alfred. - Co? - zapytał, gdy Elizabeta zachichotała pod nosem. - Wiesz coś o tym?
- Mooooże – zanuciła Węgierka, uśmiechając się słodko. - Ale to nic pewnego, więc nic nie powiem, w końcu jestem przeciwna niepotrzebnemu rozsiewaniu plotek.
- Ale przeciwko ich słuchaniu to już nic nie masz… - mruknął Polak, nie unosząc głowy.
- Tylko jeśli mogą zawierać jakieś istotne informacje.
- Czyli w sumie zawsze, z reguły wychodzisz z założenia że wszystko co usłyszysz będziesz mogła użyć przeciw swoim wrogom.
- Coś ty taki rozmowny, co? Zazwyczaj jak zaczynasz rysować to świat mógłby się skończyć a ty byś nie zauważył – burknęła Lizzie, zakładając ręce za siebie.
- Od każdej reguły są wyjątki, ale spokojnie, już się zamykam – mruknął Feliks.
- A nie miałaś go przypadkiem o coś zapytać? - zapytał Litwin, przypominając sobie o czym rozmawiali, zanim zjawił się Amerykanin.
- Miałam, ale jak zapewne zauważyłeś, już go tu nie ma. Nie jest to jednak żadna przeszkoda, po prostu zapytam później - odparła lekko naburmuszona Węgierka.
Toris tylko westchnął ciężko, mając niepokojące wrażenie, że w najbliższych dniach seria mocnych wrażeń nie znajdzie swojego końca.
- Dlaczego okłamałeś dyrektora?
Feliks uniósł głowę, posyłając pani Shaw, która akurat podeszła do jego ławki, pytające spojrzenie. Spodziewał się, że psycholożka nie kupiła jego historyjki o włażeniu w ścianę i że w którymś momencie będzie chciała poznać przyczynę dla której ją wymyślił. Rozejrzał się ukradkiem po klasie w której odbywały się zajęcia z psychologii, jedynego przedmiotu w jego planie, na które nikt z jego znajomych nie uczęszczał. Nie liczył na to, że znajdzie wsparcie duchowe wśród pozostałych uczniów, po prostu chciał się upewnić, czy nikt przypadkiem nie podsłuchuje.
- Skąd pewność, że nie mówiłem prawdy? - zapytał Polak, zwracając spojrzenie na nauczycielkę.
- Nie masz żadnych otarć na twarzy – zauważyła pani Shaw. - Żeby załatwić się do takiego stopnia, jak było widoczne na nagraniu, musiałbyś zdrowo przyłożyć w ścianę, a po czymś takim na pewno zostałby jakiś ślad. - Przez chwilę w milczeniu obserwowała swojego ucznia, który dzielnie starał się utrzymać kontakt wzrokowy, ale przychodziło mu to z wielkim trudem. Z tego co do tej pory zaobserwowała, Feliks nie miał problemów z patrzeniem swojemu rozmówcy w oczy tylko wtedy kiedy dyskusja dotyczyła luźnych tematów… lub kiedy w pełni świadomie kłamał.
- Wiesz, że możesz liczyć na dyskrecję z mojej strony – powiedziała cicho nauczycielka, gdy milczenie się przedłużało. - Chcę tylko wiedzieć co się stało. Zdaje sobie sprawę, że Toris jest twoim kolegą, jeśli to była tylko drobna sprzeczka i lekko go poniosło…
- To nie był Toris – oświadczył chłopak – naprawdę wierzy pani w to, że zrobiłby coś takiego? - zapytał z nutą niedowierzania w głosie. Toris uchodził za jednego z tych naprawdę wzorowych uczniów w United World High i pod względem ocen i zachowania, więc takie oskarżenia go delikatnie mówiąc zdumiewały.
- Nie, dlatego chciałabym, żebyś mi powiedział co wczoraj zaszło, nie chcę opierać się wyłącznie na tym co widziałam na obrazie z kamer, zwłaszcza, że najbardziej istotna część tego zdarzenia nie została uchwycona. Jeśli to nie Toris cię zaatakował to kto to był? - zapytała psycholog, zniżając głos do szeptu.
- To nie ma znaczenia… - mruknął Feliks, odwracając wzrok.
- Mylisz się, to ma znaczenie.
- Nawet jeśli pani powiem, to ta osoba i tak nie poniesie konsekwencji… o ile w ogóle mi pani uwierzy.
- Pozwól, że sama to ocenię – poprosiła pani Shaw.
- ...Owen Blevins – powiedział niechętnie Polak, rozglądając się dookoła z lekkim niepokojem. - Czekał na mnie po lekcjach, w miejscu którego nie obejmują kamery. Toris tylko stanął w mojej obronie...
- Ach tak… - Nauczycielka zasępiła się nieco, teraz rozumiała dlaczego chłopak wolał skłamać. Zbliżały się międzyszkolne rozgrywki sportowe, Blevins był jednym z najważniejszych członków drużyny futbolowej, a trener Ramsey był takim typem człowieka, który za nic nie pozwoliłby osłabić swojego składu, zwłaszcza tuż przed zawodami. W dodatku jedynym dowodem na winę Blevinsa były słowa Feliksa i Torisa, którym nagranie z monitoringu zaprzeczało. - Czy jesteś w stanie powiedzieć mi dlaczego to zrobił?
- Bo jego zdaniem to moja wina, że Elizabeta Héderváry nie chce się z nim umówić, a informacja o tym, że tak nie jest nie potrafi przebić się przez jego wyjątkowo grubą czaszkę – odparł Feliks.
- Rozumiem… niestety, biorąc pod uwagę monitoring, pan dyrektor raczej nie uwierzy w waszą wersję. Ale dziękuję, że powiedziałeś mi co się wydarzyło, postaram się zwrócić baczniejszą uwagę na pana Blevinsa. - Zachowanie Owena już od jakiegoś czasu zwracało jej uwagę i to nie w pozytywnym sensie. Chłopak pozwalał sobie na niepokojąco wiele, a upomnienia i ostrzeżenia wydawały się nie mieć na niego wpływu, jakby nie obchodziły go konsekwencje, albo nie wierzył, że jakiekolwiek konsekwencje go spotkają. Mogła sobie tylko wyobrazić na jak wiele uchodziło mu płazem w poprzedniej szkole, że teraz pozwalał sobie na takie zachowanie. Niestety póki co miała związane ręce.
- Mam jedno pytanie – powiedział nagle Feliks.
- Tak?
- Dyrektor kazał nam się stawić w jego gabinecie, bo zobaczył nas na monitoringu? - Fragmenty, które zostały im pokazane nie były jakoś porażająco długie, a zdaniem Feliksa ten w którym było widać, że oberwał był łatwy do przegapienia, jeśli nie przyglądało się mu uważnie, w poszukiwaniu czegoś niezwykłego.
Przez chwilę pani Shaw wyglądała tak, jakby nie była pewna jak powinna odpowiedzieć na to pytanie.
- Z tego co wiem, to ktoś złożył anonimowy donos, że wczoraj na terenie szkoły zauważył coś niepokojącego – powiedziała w końcu, uznając, że skoro Feliks był wobec niej szczery to powinna odpłacić się tym samym.
- Mhm… - mruknął Feliks. Miał wrażenie, że wiedział kim był ten anonimowy „ktoś". A jeśli miał rację, to dochodził do wniosku, że naprawdę powinni się mieć z Torisem na baczności, bo wyglądało na to, że o ile Owen nie był szczególnie błyskotliwy, to w kwestii uprzykrzania życia swoim ofiarom, wykazywał zaskakującą jak na niego przebiegłość.
No to ten... zrobiło się zimno.
Jest mi smutno, że już nie mogę spać przy otwartym oknie. Moim kotom jest smutno, bo nie mogą przez to okno wskakiwać i wyskakiwać jak im się żywnie podoba. Jest mi jeszcze bardziej smutno, bo nie potrafią przyjąć do wiadomości, żeby po prostu wejść (z wychodzeniem jakoś problemu nie mają) do domu inaczej i żądają żeby im to okno otwierać, stosując przy tym szantaż emocjonalny.
Jesień to początek bardzo smutnego czasu.
Jaki rozdział będzie następny, uj raczy wiedzieć, niby skrobię w szkole, Dlaczego i Fantastycznych, ale chyba po prostu raz na zawsze wbije sobie do głowy, żeby pisać to na co akurat mam wenę, bo inaczej jeden rozdział zajmuje mi wieki.
Och i jeszcze jedno, nie nie zapomniałam o wątku z tańcami ludowymi :v
Ktoś inny zapomniał, a jak już ten temat ponownie wypłynie... cóż, okaże się co będzie jak już dojdę do tego fragmentu.
A póki co, klasycznie życzę zdrowia i zapraszam do następnych rozdziałów (o ile jeszcze wam się nie znudziło czekanie, tudzież Lietpol, albo sama Hetalia).
