Rozdział trzynasty: Deweloper


Była pewna, że słowa „bezpieczne miejsce" będą się odnosiły do jakiegoś zakamuflowanego bunkra w środku lasu lub jakiegoś innego pustkowia. Że będzie to niewygodne, małe miejsce, gdzie będą mogli przeczekać najgorsze, nim nie rozprawią się z Dominikiem i Emilią. Ewentualnie spodziewała się czegoś kompletnie odwrotnego – wypasionej, ogromnej willi w stylu starego Goldvale.

Nie spodziewała się jednak tego.

Miejscem, do którego zabrał ją Oscar, okazał się średniej wielkości piętrowy dom na obrzeżach nowo powstającego osiedla. W niedalekiej przyszłości miało ono zostać oficjalnie dołączone do Wellshire, powiększając tym samym granice miasta. Na razie jednak mieszkały tu może z dwie, trzy rodziny. Pozostałe kilkadziesiąt domów wciąż pozostawało niezamieszkanych.

I jeden z tych domów był własnością Oscara.

Osiedle to znajdowało się jakieś siedem kilometrów od granic Wellshire. W przyszłości pomiędzy tą dzielnicą a Wellshire miało powstać jeszcze jedno osiedle, a także dwa większe centra handlowe. Jak się okazało, Oscar wykupił dom w tej dzielnicy już dawno temu, jeszcze przed wydarzeniami z Goldvale.

- I jakim cudem udało ci się wytrzasnąć taką hacjendę? – spytała się Bianca, gdy już weszła do środka. – Zabiłeś kogoś i ograbiłeś jego konto bankowe, czy co?

- Nic z tych rzeczy. – odpowiedział Oscar, stając obok niej. – Po prostu zakupiłem to w przecenie dzięki temu, czym się zajmuję.

Bianca przekrzywiła głowę w bok, przyglądając się krytycznie mężczyźnie.

- A czym się zajmujesz? – Oscar tylko się uśmiechnął, kręcąc z rozbawieniem głową.

- Sprzedażą i zakupem domów. – odparł. Bianca otworzyła szeroko oczy, zaskoczona i zdezorientowana. – Jestem deweloperem.

- Ta. Uwaga, bo ci uwierzę. – Bianca parsknęła śmiechem, wyraźnie rozbawiona całą tą sytuacją i tym, czego się właśnie dowiedziała. – Deweloper. Serio? Tym się zajmują seryjni mordercy w godzinach pracy normalnych ludzi? – Bianca wzięła głęboki wdech, starając się uspokoić po tym niespodziewanym „newsie". – To niby od kiedy się tym zajmujesz? To jakaś twoja przykrywka, czy coś w tym stylu?

- Mniej więcej. – odpowiedział Oscar, przechodząc z korytarza do kuchni. Bianca, chcąc nie chcąc, podążyła za nim. Chciała usłyszeć więcej o tym „jakże ciekawym zawodzie". Ciekawiło ją to, jakim cudem Oscar wpadł na pomysł, że właśnie taki zawód da mu idealną przykrywkę. – Zajmowałem się tym już od lat, jeszcze na długo przed tym, jak zamieszkałem w Goldvale. Zajmowałem się tym nawet wtedy, gdy przez te ostatnie kilka miesięcy uciekałem przed Dominikiem.

- I zapewne doskonale pomagało ci to wtopić się w tłum „zwykłych szaraczków"? – Milczenie mężczyzny Bianca uznała za potwierdzenie.

Niechętnie się tu wprowadziła. Zdecydowanie bardziej wolałaby być z Samem i Anną, ale tylko w ten sposób mogła ich chronić.

Przez cały dzień pilnowała Oscara, uważnie mu się przyglądając. Śledziła każdy jego krok, każdy ruch, jaki wykonywał. Analizowała każde słowo, jakie wypowiadał. Próbowała się doszukać czegoś, czegokolwiek, co mogłoby wskazywać na to, że to wszystko to jednak tylko jedna, wielka gra, którą on i Dominik postanowili odstawić, aby jeszcze bardziej zrujnować jej psychikę. Podejrzewała go o najgorsze – była przekonana, że jeśli to jest gra, to jej zakończeniem będzie przekabacenie jej na „drugą stronę", zmieniając ją w morderczynię podobną do nich. Ewentualnie owym zakończeniem mogła być jej śmierć – nawet tego Bianca wolała się spodziewać po Oscarze. Przynajmniej w razie czego nie byłaby mocno zaskoczona, gdyby wszystkie te ich plany miały zostać kiedyś ujawnione.

Mogła przecież sama uciec – miała pieniądze na to. Chciała jednak być na tyle blisko swojej rodziny, aby w razie czego ruszyć jej z pomocą. No i nie chciała zostawiać tu Anny samej – przynajmniej jeszcze nie.

Jeśli zatem Oscar coś faktycznie kombinuje, to nie da mu już drugiej szansy. Nie będzie odstawiała wielkiej miłosiernej, i bez ostrzeżenia zaatakuje to i utłucze. Nie zrobi tego samego, co zrobiła w Goldvale, gdy wyciągnęła go z wody po tym, jak go do niej wciągnęła. Tym razem zatłucze go bez wahania, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Pierwszej nocy Bianca w ogóle nie usnęła. Nasłuchiwała każdego niepokojącego, nieznanego dźwięku, przyglądała się na każdy dziwny cień w pokoju.

Miało na to pływ kilka rzeczy. Przede wszystkim Bianca nie czuła się komfortowo w jakimkolwiek nowym miejscu – prawie nigdy nie udało jej się zasnąć pierwszej nocy w hotelu, domku letniskowym czy nawet pod namiotem podczas wspólnego biwaku z Anną, Samem i resztą znajomych. Wpływ na to miał też fakt, że Bianca po raz pierwszy od wydarzeń z Goldvale znajdowała się sam na sam z Oscarem. Tyle że tym razem nie groził im maniakalny psychopata, który znał wszelkie skróty w domu. Byli tu sami, i to napawało dziewczynę nie tylko co niepokojem, co nieufnością. Jak na razie wolała dmuchać na zimne.

No i była też pełnia księżyca. Kolejna rzecz, przez krótką Bianca nigdy nie mogła usnąć. Zawsze, gdy księżyc wkraczał w tę fazę, u Bianki „magicznie" pojawiała się bezsenność, która utrzymywała się przez kilka nocy, irytując ją niesamowicie. Udawało jej się wtedy usnąć dopiero nad ranem, a czasami nawet i dopiero po wschodzie słońca.

Godziny mijały, a Bianca wciąż nie mogła usnąć. A i nawet gdy tuż przed wschodem słońca zaczęła się w końcu czuć senna, starała się walczyć z tym uczuciem.

W końcu jednak zmęczenie wygrało.

Spała może przed dwie, góra trzy godziny. Obudziła się po godzinie dziesiątej, koło jedenastej, gdy słońce było już wysoko na niebie, a Oscar z pewnością już nie spał.

To dopiero początek. – pomyślała, zwlekając się leniwie z łóżka. – To był dopiero pierwszy dzień. A następne wcale pewnie nie będą lepsze.