12. [POV Hermiona]

pewnie jesteś dziś w Nowym Jorku...

- O czym myślisz? - zapytała Narcyza.

- Dziwnie się czuję z kimś na zakupach. A jeszcze dziwniej z kimś w kawiarni, prywatnie. - Rzuciła okiem na torby obok nich. - Od kiedy jestem dorosła zawsze chodziłam sama. A potem najczęściej dostawałam ubrania, które mi się podobały. Mam wrażenie, że nie powinno mnie tu być, że nie powinnam nikomu towarzyszyć. Jestem singlem, zawsze i wszędzie. Nawet na zdjęciach. No, prawie – poprawiła się, bo przypomniała jej się sesja z Malfoy'em Jr. Zadrżała zła. - Czy nie powinno ci przeszkadzać, że twój syn miał ze mną sesję zdjęciową? A co ważniejsze – był na niej nagi.

- Może i powinno, ale nie przeszkadza. - Upiła łyk kawy. - On potrzebuje rozrywki. Ciągle pracuje lub siedzi ze mną. Potrafi cały dzień siedzieć na kanapie i przyglądać mi się. W dodatku cały czas towarzyszy mu spojrzenie, które mówi, że obroniłby mnie własnym ciałem gdyby było trzeba. - Westchnęła. - Martwi mnie to. On powinien znaleźć sobie partnerkę, a nie poświęcać całe swoje życie matce.

- Może chce spłacić dług – podsunęła przypominając sobie, jak Narcyza ocaliła życie Harry'emu.

- W takim razie niszczy sobie życie.

[POV Draco]

- Nie pij tyle, Potter, bo cię żona do domu nie wpuści.

- Może to i lepiej – odpowiedział i poprosił o jeszcze jedną kolejkę.

Malfoy sprzątnął mu sprzed nosa malutki kieliszek i wylał jego zawartość, na kogoś za swoimi plecami. Harry zamrugał zdezorientowany. Sekundę później jakiś dwudziestoparoletni mięśniak zaczął robić aferę i jego pięść już celowała w głowę Malfoy'a, gdy ten odwrócił się i zatrzymał ją lewą ręką. Żaden jego mięsień nawet przy tym nie drgnął. Z kolei jego przeciwnik był w takim samym szoku jak wszyscy, którzy przyglądali się tej scenie. Nawet Harry się zainteresował.

- Nawet się nie waż – powiedział dobitnie, mierząc faceta swoim lodowatym, niebieskim wzrokiem. - A teraz spłyń – powiedział, a chłopak z podkulonym ogonem poszedł na drugą stronę tego mugolskiego baru. Większość ludzi też postanowiła się trochę odsunąć. Poza dziewczynami w klubie, ich plotki doskonale było słychać.

- A teraz posłuchaj wujka Malfoy'a i weź się w garść, Potter. Nie chcesz mi powiedzieć o co chodzi, to nie mów. Ale upijanie się tego nie rozwiąże. Wiesz, że czasem podziwiam twoją postawę? Im jesteś starszy, tym bardziej szczeniackimi metodami chcesz rozwiązać problem.

- Dzięki, Malfoy – wycedził. - Nie wszyscy są tak święci jak ty – powiedział i wypił wodę podsuniętą mu przez blondyna. - A nie powiem ci, bo nie uczestniczyłem w tym. Głównie to jestem tutaj ofiarą.

- Nigdy nie sądziłem, że naprawdę się do tego przyznasz – mruknął. - Nareszcie!

- Zamknij się – powiedział i szturchnął go w bok.

Draco się uśmiechnął.

- Powiedz mi lepiej co mam zrobić, bo bezczynność mi się znudziła.

- Zaufaj sobie Potter. A co ważniejsze, zaufaj Jej.

Harry spojrzał na niego zaskoczony. Jego szafirowe oczy przenikały go na wskroś, tak jak kiedyś te Dumbledore'a.

uczucie, że możesz wiedzieć tak dużo,

w rzeczywistości nie wiedząc nic

- Zawsze wychodziło ci to na dobre.

[POV Hermiona]

- Draco?

- Malfoy?! - zapytały jednocześnie, po czym Hermiona ugryzła się w język i natychmiast przybrała profesjonalna postawę. Nie wypadało jej zwracać się w ten sposób do klienta.

- Gdzie się podziewałaś i dlaczego nie odbierałaś telefonu? - zapytał, całując matkę w policzek. - Miałaś być na zakupach – wypomniał jej.

- I byłam.

- Jak to, gdzie?

- W Nowym Jorku.

- Z nią? - zapytał patrząc dziwnie na Gryfonkę.

gdybym wiedziała to, co wiem teraz

nigdy nie udawałabym takiej nonszalanckiej

Oblicze Hermiony zastąpiły gradowe chmury, a ręce złożyła na piersi. - To ty stoisz pod moim domem – prychnęła.

Spiorunował ją wzrokiem.

Narcyza się uśmiechnęła, ale byli tak pochłonięci nienawiścią do siebie nawzajem, że w ogóle tego nie zauważyli.

- Szukałem matki.

- Tutaj? - zakpiła.

- Szukałbym i na Hokkaido gdyby było trzeba! Powinnaś coś o tym wiedzieć – wyrzucił jej.

właśnie gdy miałam się zakochać...

Nim Narcyza zdążyła cokolwiek powiedzieć, ten objął ją ramieniem i teleportował ich do rezydencji.

i nic na to nie poradzę, ale chciałabym żebyś zabrał mnie ze sobą

oo0o0o0oo

Patrzyła przez okno, ale nie widziała świata po drugiej stronie szyby. Westchnęła i już jej nie było.

taksówki i przepełnione ulice,

to nigdy nie sprowadzi cię do mnie

Nowy Jork jeszcze tonął w mroku, wyszła zza jednej z uliczek i ciaśniej opatulając się płaszczem szła ulicami Manhattanu. Lubiła Wielkie Jabłko właśnie za to, że nigdy nie chodziło spać. Mogła spacerować jego ulicami w środku nocy i nikt nie spoglądał na nią jak na idiotkę, której się nudzi. Ale zwłaszcza wtedy mogła być tam anonimową osobą. Zawsze wtedy była bardziej naturalna, żadnych szpilek, żadnego makijażu. Roztrzepane włosy i zaczerwieniony nos.

nie chcę za tobą tak tęsknić

Dzisiejszego ranka nie spodziewała się, że będzie tak rozbita. Miała wrażenie, że jej duch odłączył się od ciała i zawisł gdzieś w niebycie, a mimo to napiera na nią. Dzisiejszego ranka nie spodziewała się, że będzie myśleć o Draco Malfoy'u. Usilnie starała się zrozumieć dlaczego ten człowiek zaprząta jej myśli, ale nie znajdywała rozwiązania zagadki. Więcej, nie wydawało jej się, że zbliżyła się do jej rozwiązania nawet o milimetr. To był tylko mężczyzna o wyglądzie aryjczyka, a spała przynajmniej z pięcioma facetami, którzy go przypominali. Z tą różnicą, że tamci wielbili ją ponad wszystko, a ten uprzykrzał jej życie. I w pewnym sensie, nadal to robi...

przewijam wszystko w pamięci

Przypomniała sobie jak po raz pierwszy zobaczyła go w swoim biurze. Jak siedział na tamtym stołku, tak opanowany, zamyślony, spokojny... Stoik w najczystszej postaci. Kiedyś też taka była. Chyba.

Jeszcze szczelniej opatuliła się płaszczem. Próbowała wmówić sobie, że chodzi o ochronę przed mroźnym powietrzem, ale tak naprawdę imitowała czyjś uścisk. Próbowała się pocieszyć. Wtedy jej wzrok padł na parę młodych ludzi, po drugiej stronie ulicy, którzy przechodzili właśnie obok sklepu Cartier'a. Obejmowali się, uśmiechali – mieli siebie nawzajem. To właśnie wtedy dziewczyna zrozumiała skąd jej przygnębienie. Po raz pierwszy w życiu zazdrościła czegoś Malfoy'om.

ty jesteś w Londynie, a ja się załamuję

Oni mieli siebie nawzajem, ona nie miała nikogo.

Draco zawsze był obok, by w każdej chwili móc pomóc matce. Ona zawsze była sama.

nie chcę tak cię potrzebować

Przynosił jej kwiaty, całując ją w policzek, dziękując jej w ten sposób, że ją ma. A jej kwiaty przynosili tylko ludzie, którzy dziękowali jej za to, że zgodziła się im pozować. Były też bukiety od natrętnych adoratorów, ale te zawsze lądowały w koszu.

Draco czekał na Narcyzę, a Narcyza czekała na Lucjusza. Na nią nikt nie czekał.

nie chcę tak cię potrzebować

Oni mieli do czego wrócić, mogli z kimś porozmawiać. Ona nawet kota nie miała. Zawsze sama w swoich czterech ścianach. Wytknęła Malfoy'owi, że na pewno sprowadza do domu kochanki, a ona sama, choć zmieniała mężczyzn jak rękawiczki, nigdy żadnego nie zaprosiła do swojego mieszkania.

uczucie, że możesz wiedzieć tak dużo,

w rzeczywistości nie wiedząc nic

Nie potrafiła przestać wytykać Draconowi jak złym jest człowiekiem, a tak naprawdę nie chciała przyznać się do tego, jak podłym i zimnym człowiekiem stała się ona.

Coś w jej zbolałym sercu zapłonęło. Odwróciła wzroki i zamrugała, chcąc pozbyć się łez. Wtedy dobiła do człowieka, który musiał być równie zamyślony jak ona.

jak dziwne jest to, że nie znam Cię ani trochę

Spojrzała w górę, już nawet chciała przeprosić za nieuwagę, ale gdy spojrzała mężczyźnie w oczy, natychmiast zamilkła. Długo się w siebie wpatrywali, szukając czegoś we własnych spojrzeniach. I przez długi czas żadne z nich się nie odzywało. Dwoje ludzi obleczonych w czerń, między tłumem innych. Dwoje ludzi pochłoniętych sobą, pod budzącym się Nowym Jorkiem.

to jest zakochiwanie się w najokrutniejszy sposób,

to jest zakochiwanie się w tobie, a ty jesteś światy ode mnie

- Przepraszam, że na ciebie wpadłem. Cześć – pożegnał się i odszedł.

powiedziałeś to w prosty sposób

Hermiona ciągle stała w tym samym miejscu, oddychając głęboko. Nie odwróciła się i nie pobiegła za nim. Być może powinna.

wróć... bądź tu, wróć... bądź tu

wróć... bądź tu, wróć... bądź tu

Na początku tej wędrówki jej serce było pełne niezrozumienia. Później złości, powodowanej zazdrością, a gdy dobiła do tego człowieka to wszystko ustało. Jakby dobiła do anioła o pięknych oczach, który zabrał rozterki serca, a pozostawił rozkojarzenie.

jak dziwne jest to, że nie znam Cię ani trochę

Dlaczego nazwała Draco Malfoy'a aniołem?

powiedziałeś to w prosty sposób

czwarta nad ranem...

oooooo

Słowa piosenki pochodzą z utworu „Come Back, Be Here" autorstwa Taylor Swift