Przepraszam, że tyle to trwało ale niestety nawał nauki i brak weny zrobił swoje...mam nadzieję, że ten rozdział wynagrodzi wam długie czekanie...
miłego czytania i przepraszam za wszelkie błędy...
Widzę las. Między drzewami przemyka Krzywołap. Mam wrażenie, że chce mnie gdzieś zaprowadzić. Próbuję za nim pobiec, lecz krzaki utrudniają mi to, przy okazji rozrywając spodnie i kalecząc łydki. Czuję na twarzy nitki pajęczych sieci i w myślach modlę się by żaden pająk nie zaplątał mi się we włosy. Próbuję zdjąć je, lecz ich kleista struktura nie chce się poddać bez walki. Mam ochotę już się poddać, położyć się w tym leśnym runie i zapłakać się na śmierć, lecz Krzywołap jakby wyczuwając moją bezsilność natychmiast znajduje się obok mnie. Zaczyna lizać mnie po nosie swoim szorstkim języczkiem po nosie jakby chciał przez to powiedzieć: „nie martw się. Jestem tu z tobą". Powoli próbuję podnieść się z ziemi, a kot chwytając zębami za nogawkę spodni i delikatnie za nią ciągnąc daje mi do zrozumienia bym się nie poddawała i szła dalej. Czasami mam wrażenie, że mój rudy pupilek ma jakieś ludzkie cechy. Zwłaszcza w oczach widać nie podobny do kociego błysk. Po tym jak już się pozbierałam, ruszyłam dalej za mym zwierzęcym przewodnikiem spostrzegając, że ciemny i bezlitosny las zaczyna się rozrzedzać. Już nie widać młodych buków, które szybciej chłostały moje nogi. Drobne krzewinki zaczyna zastępować miękki, srebrzysty mech. Nagle las się skończył i znalazłam się na polanie, lecz Krzywołap gdzieś zniknął. Zamiast niego spostrzegłam na polanie niebieskookiego mężczyznę swobodnie gawędzącego z...profesor Trelawney? Co się tutaj dzieje? Postanowiłam pozostając w cieniu lasu obejść polane dookoła. Może przy okazji znajdę mojego kota. W miarę jak posuwałam się dalej dostrzegłam jeszcze jedną osobę. Wydaje się, że coś go ogromnie dręczy. Stanęłam tak by mnie nie zauważył. Chciałam go poobserwować gdyż coś w jego postawie wydawało mi się znajome. Te gesty, smukłe palce. Miałam wrażenie, że mój mózg świadomie broni się przed odpowiedzią. Nagle spojrzał w moją stronę. Te czarne jak noc i bezdenne jak otchłań oczy patrzące prosto na mnie sprawiły, że ciała spocona zerwałam się z własnego łóżka
xxx
- Witaj Alex stary druhu. W końcu wracamy do szkoły.
- Hej Tod.
- Stary, co ci jest? wyglądasz jakbyś co najmniej jakimś cruciatusem oberwał - Alexander rozejrzał się po przedziale upewniając się, że jest z przyjacielem sam w przedziale. Następnie wstaje by sprawdzić drzwi przedziału i rzucić zaklęcie wyciszające jak i rozpraszające. Dopiero wtedy nabrawszy szybciej odwagi zwraca się do przyjaciela.
- Słyszałeś może o Persefonie?
- Oczywiście. Piszę książkę o Wielkiej Wojnie, gdyż stwierdziłem, że w przeciwieństwie o tej z wampirami, ciężko jest znaleźć jakiekolwiek informacje. Czasami ma się wrażenie, że ta wojna jest jednym wielkim tabu, więc postanowiłem to zmienić.
- Serio? Nie chwaliłeś się.
- Bo nie pytałeś, ale wracając do twojego pytania. Persefona należała do zgrupowania zwanego Śmierciożercami. Kim oni byli chyba nie muszę ci tłumaczyć.
- Aż takim ignorantem nie jestem. Lepiej mów co wiesz o Persefonie.
- Ludzie drżeli na samo wspomnienie jej imienia. Specjalizowała się w wydobywaniu informacji. Pod tym względem nikt nie był w stanie jej sprostać. Najstraszniejsze było to, że nikt nie znał jej twarzy, a Śmierciożercy słysząc jej imię podczas przesłuchań śmiali się aurorą w twarz, jakby była to osoba, do której Jasna Strona miała bezgranicze zaufanie. Najdziwniejsze były pogłoski o tym, że rzekomo jej rodzice byli mugolami. Ludzi przerażała sama myśl czym mogła zabłysnąć w oczach Sam-Wiesz-Kogo, skoro mimo swojego pochodzenia stała się członkinią Wewnętrznego Kręgu, czyli grona tych najbardziej zaufanych Śmierciożerców.
- A co możesz powiedzieć mi o Severusie Snape'ie?
- To obok Persefony jedna z najbardziej interesujących i tajemniczych osób. Można powiedzieć, że nie miał łatwego życia. Był podwójnym agentem. Zabił Dumbledora, jak się później okazało, na jego własne życzenie. Był jednocześnie z najbardziej szanowanych Śmierciożerców jak i osobą, która poświęciła życie dla Jasnej Strony. Zginął podczas wojny. Prawdopodobnie Czarny Pan dowiedział się o jego zdradzie i go zabił. Był cyniczny i pozbawiony wszelkich uczuć. Agent idealny.
- a jednak potrafił kochać...
- Niby kogo? Samego siebie?
- Persefonę.
- Jesteś pewien? Wiesz, że jak ta informacja wyjdzie na światło dzienne zrobi się niezła sensacja? Więc oczywistym jest, że moje pytanie teraz brzmi "skąd to wiesz"?
- Rozmawiałem z nią.
- Z nią, to znaczy z kim?
- Z Persefoną.
- Wiesz kim jest Persefona? Stary w coś ty się wpakował?!
- Wiem, ale nie wiem czy chcę ci powiedzieć. Twoja książka trochę wszystko komplikuje, gdyż nie chcę by ta informacja opuściła ten przedział. Zresztą ona wcale nie była i nie jest zła. Robiła to co musiała. Wcale nie wybrała takiego życia. To inni zrobili to za nią. Była tylko marionetką w przedstawieniu zwanym Wielką Wojną.
- Bronisz jej co najmniej jakby to była twoja matka - Alex nie odpowiedział nic na to stwierdzenie, lecz jego milczenie mówiło wszystko czego usta nie wypowiedziały - Chyba czas poważnie porozmawiać stary, bo mam wrażenie, że coś więcej na ten temat i to coś cię strasznie gryzie, że tak powiem, a co do książki, która cię tak martwi. Nie napisze nic na temat tego co mi powiesz, więc gadaj co ci leży na wątrobie.
- Rozmawiałem z mamą.
- Ja ze swoją też czasem rozmawiam. Co w tym dziwnego?
- Powiedziała mi kto jest moim ojcem.
- Żartujesz prawda? Naprawdę to zrobiła? Dlaczego nic się nie chwalisz stary. Kto to jest?
- Severus Snape i poprzedzając pytanie, które widzę, że ciśnie ci się na usta: tak, moja mama była Persefoną.
- Jaja sobie robisz? To oznacza, że twoja mama, ta przemiła i uczynna kobieta, była i w sumie nadal jest najbardziej poszukiwaną i znienawidzoną osobą czarodziejskiego świata.
- Jak już wspominałem, robiła to co jej kazano.
- Kto mógł być taki okrutny, by mugolaczce, a do tego Gryfonce kazać przyłączyć się do osoby, która ludzi jej pokroju nienawidziła i zjadała na śniadanie?
- Dumbledore.
- Ten Dumbledore? Żartujesz prawda?
- Nie żartuję. Okazuje się, ze były dyrektor wcale nie był taki święty.
- To by była książka - westchnął - szkoda, że nie będę mógł tego umieścić.
- W sumie dlaczego nie. Niech świat się dowie jak było naprawdę.
- Serio mogę?
- Tak, ale pod warunkiem, że tożsamość Persefony pozostanie anonimowa. Czarodzieje zasługują naprawdę. Niech się dowiedzą, że ich świętemu Dumbledorowi daleko było do tego tytułu. To w końcu między innymi przez niego moi rodzice nie mogli być razem i musieli się ukrywać.
- Skoro mam zamieścić te informacje to możesz mi powiedzieć coś więcej? Na przykład wiesz jak twojej mamie udało dostać się do Wewnętrzego Kręgu? No i oczywiście jak się udało jej zdobyć szacunek wśród czarodziei czystej krwi.
- Wspomniała coś, że udało jej się zdobyć informacje, mimo że szybciej nie udało się to nikomu. Musiała też szpiegować mojego ojca i pomagać mu przy eliksirach. Napomknęła też coś, choć było widać, że z trudem jej się to udało czemu się wcale nie dziwię, że zanim została Śmierciożerczynią, była kochanką Voldemorta. Oczywiście wszystko to robiła na życzenie Dumbledora, który chciał mieć drugiego szpiega.
- Wow. Tego się nie spodziewałem,
- Do tego by jakoś uszlachetnić jej rodowód Sam-Wiesz-Kto zaręczył ją z Draco a ich ślub miał się odbyć zaraz po skończeniu przez nich szkoły. W sumie akurat to wyszło na dobre, bo zyskała przyjaciela i sojusznika.
- W jakim sensie sojusznika?
- Nie tylko ona jedna nie chciała tego ślubu. Malfoy'owi też się to nie podobało więc wspólnie próbowali temu zapobiec.
- A o Draco mogę wspomnieć?
- Lepiej nie, bo mnie jeszcze wujaszek zabije. Napisz po prostu, że została zaręczona z czarodziejem czystej krwi mimo, że była...z moim ojcem.
- Współczuje ci chłopie. Straciłeś rodzinę zanim ją tak naprawdę zdążyłeś poznać. Wojna uniemożliwiła ci dorastania w pełnej rodzinie.
- Prawda, ale z drugiej strony patrząc gdyby nie to wszystko moi rodzice nigdy nie musieli ze sobą współpracować, a co za tym idzie, pewnie nie wyszli by poza relacje uczeń-nauczyciel. Takie relacje są zakazane prawda?
- Nie koniecznie. Wszystko zależy od konkretnego przypadku. W ogóle w życiu bym nie pomyślał, że matka mojego najlepszego kumpla, ta spokojna i pogodna kobieta ma taki bogaty życiorys. Jestem pod wrażeniem, że mimo tego wszystkiego co przeżyła dalej jest taka uśmiechnięta i w ogóle.
- Ja sobie uświadomiłem, że kompletnie nie znałem dotychczas własnej matki. Zawsze była dla mnie delikatną osobą. Jak ktoś by mi powiedział, że moja mama brała czynny udział w wojnie to bym go wyśmiał, a się okazało, że sama zmieniała jej przebieg.
- Powinieneś być dumny ze swoich rodziców.
- Jestem Tod, jestem.
- My tu gadu gadu a czas się przebrać Alex, bo zaraz będziemy w Hogwarcie.
- No właśnie!
- Co się stało?
- To przecież tu, w Hogwarcie rodzice się poznali. Muszą więc gdzieś tu być informacje o moim ojcu. Miło by było wiedzieć o nim jak najwięcej.
- Jak chcesz mogę pomóc ci szukać.
- Dzięki.
- Spoko stary. Tak sobie myślę, że skoro Snape jest twoim ojcem to wyjaśniło się dlaczego trafiłeś do Slytherinu a nie Gryffindoru.
- W sumie racja.
- Twój ojciec musiał mieć silne geny.
- Tak i ku rozpaczy wujka Harrego objawiły się tym, że trafiłem do domu Węża.
- Serio rozpaczał?
- Nie tyle rozpaczał, co podobno się wkurzył. Mama mówiła, że chciał nawet odwiedzić dyrektorkę i ochrzanić tiarę, że popełniła błąd. Podobno mówił jeszcze coś w stylu, że jak znajdzie ten stary, wytarty kapelusz to rzuci go Puszkowi na pożarcie kimkolwiek był ten Puszek.
- Nigdy o tym nie wspominałeś.
- Bo nie pytałeś.
- A w ogóle jak twoja mama zareagowała na twój przydział?
- Szczerze powiedziawszy, ku mojemu zdziwieniu, przyjęła to ze stoickim , że wolałaby bym trafił do Gryffindoru, ale z drugiej strony to w jakim domu jestem nie jest dla niej szczególnie ważne.
- Nawet jakbyś trafił do Hufflepuff'u?
- Nawet wtedy. Dla niej najważniejsze są moje wyniki w nauce oraz to czy nie przynoszę wstydu swojemu domowi nadmierną ilością szlabanów.
- Czyli na pierwszym roku specjalnie nie była z ciebie zadowolona, bo jak dobrze pamiętam dosyć często była wzywana do dyrektorki na pogadankę.
- Ach, te stare dzieje. Zresztą wiedziała, że nie miałem wyboru. Musiałem sobie wyrobić miejsce i opinie w Slytherinie, no i zawsze działałem w obronie własnej. Zresztą McGonagall nigdy nie znalazła dowodu mojej winy więc nie miała podstawy by mnie ukarać.
- Jak miały być skoro zachowywałeś się jak typowy Ślizgon. Wystarczyło by ktoś ci podpadł, a później chodził z uszami transmutowanymi w kalafior. Nawet nie spostrzegł się kiedy to się stało.
- Nie miałem wyboru. Musiałem to robić by zdobyć jakiś tam szacunek wśród ludzi z naszego domu.
- Ale czy to jest wystarczający powód by mi dolać wielosoku do soku dyniowego? Bycie dziewczyną przez całą godzinę to dla jedenastolatka prawdziwa tragedia.
- A co? Wolałbyś chodzić przez tydzień w kolorowych włosach jak Josh? Myślałem na początku by ci jakiś różowych nie dorobić.
- Serio? W ogóle ten idiota Josh do dziś ci wypomina ten numer.
- Serio, serio.
- W ogóle jak to się stało, że w sumie z nieprzyjaciół staliśmy się najlepszymi kumplami?
- To chyba się stało jak się okazało, że mamy wspólnego prześladowcę.
- Pamiętasz jak rzuciliśmy na niego zaklęcie rozweselające przed transmutacją? McGonagall tak się wkurzyła na niego, że utrudnia jej prowadzenie zajęć, że przez tydzień miał szlaban z Filch'em.
- Pamiętam to doskonale. Do dziś gdy mam zły dzień przypominam sobie tą sytuacje i humor zaraz wraca. Muszę powiedzieć, że szybko udowodniłeś ludziom z domy, że mimo tego, że twoja matka była Królową Gryffindoru to ty jesteś prawdziwym Wężem.
- Tak sobie myślę, że właśnie dlatego mama nigdy nie była na mnie zła za to, co robiłem o czym wiedziała doskonale. W końcu większości zaklęć których używałem sama mnie nauczyła.
- I nie miałeś żadnej awantury ani kary?
- Powiedziała mi tylko, że ma nadzieję, że to nie ja wywołuje wszelkie kłótnie, bo tego by mi nie wybaczyła i jeżeli już się bronię to tak bym nie wpadł w kłopoty czy coś takiego. Sens był taki, że jak już muszę się mścić to tak by nikt mnie nie przyłapał, bo będę miał u niej przechlapane.
- Czy mama wręcz cię zachęcała byś walczył jak wąż nie lew?
- Na to wygląda. Czasami mam wrażenie, że więcej w niej Ślizgonki niż daje po sobie poznać.
- Widocznie twój ojciec miał zły wpływ na jej gryfońską duszę.
- To chyba dobrze, co?
- No a jakby inaczej. Zawsze twierdziłem, że z twojej matki jest równa kobieta. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że ją lubię.
- Taa, a zwłaszcza ciastka które piecze jak wie, że wpadniesz.
- Czepiasz się szczegółów.
- Nie czepiam się. Zresztą sam doskonale wiem, że mama piecze najlepsze ciastka na świecie.
- No widzisz stary, a skoro już mowa o ciastkach to dawno cię nie odwiedzałem - Alex na słowa kolegi wyjmuje z torby przezroczyste pudełko.
- Moja mama chyba przewidziała, że to powiesz, bo kazała ci to przekazać.
- Ciastka! Mówiłem już, że uwielbiam twoją matkę?
- Mówiłeś.
- To w takim razie nie będę się powtarzać.
- Nie obżeraj się teraz, bo wysiadamy. Zjesz w dormitorium.
- Jedno jeszcze zdążę.
xxx
- Gdzie my do cholery jesteśmy?
- W lesie, na polanie.
- To widzę.
- To po co te niedorzeczne pytania Severusie?
- A po to, że wolałbym znać jakieś dokładniejsze dane niż las i polana Sybillo.
- Pani. Mogę zapytać po co tu przybyliśmy?
- Miałam wizję.
- A co mnie obchodzę twoje cholerne wizje?
- Powinny cię obchodzić, bo między innymi dotyczą ciebie i twojej magii, a ściślej mówiąc jej braku. Zresztą czas byśmy wyjaśnili sobie parę faktów, a to miejsce podoba mi się na tyle by się tu zatrzymać. Możesz zdobyć dla nas coś do jedzenia Obserwatorze?
- Oczywiście Pani.
- A my Severusie sobie porozmawiamy trochę. Zacznijmy od tego, że wiem wszystko, o tym co się działo przed twoim zniknięciem. Zresztą jako jedyna wiedziałam, że żyjesz choć odnalezienie cię było sporym wyzwaniem, o czym świadczy chociażby to, że szukałam cię przez 15 lat. Wiem o twoim romansie z Hermioną czy też powiedzieć Persefoną. Znałam większość planów Dumbledora i od początku wiedziałam kim był Crice. Nawet próbowałam cię ostrzec, mimo że wiedziałam, że nie weźmiesz mnie na poważnie.
- Jak to wszystko jest możliwe?
- Mimo, że znasz mnie jako starą oszustkę mam prawdziwe wizje. Nie przypadkowo znalazłam się w Hogwarcie. Później również poznałam Davida, który zgodził się zostać moim obserwatorem.
- Jak to się w ogóle stało, że udało mu się niepostrzeżenie wszystkich śledzić?
- Jest animagiem. Zamienia się w rudego kota.
- Krzywołap.
- Szybko kojarzysz fakty.
- Dlaczego? Dlaczego to wszystko robisz? Jaką chorą satysfakcje z tego masz?
- Miałam wizję, że ktoś w Hogwarcie będzie potrzebował mojej pomocy. Z biegiem czasu okazało się, że tym kimś jesteś ty. To jest po prostu moje przeznaczenie. Zresztą nawet gdyby nie ono, też bym chciałam wam pomóc. Tobie i Hermionie.
- Wiesz co u Hermiony? Przeżyła wojnę?
- Jest cała i zdrowa. Mieszka w uroczym domku wraz ze swoim synem Alexandrem.
- Synem? Widzę, że udało jej się ułożyć życie. Mogę wiedzieć kto jest jej mężem? Pewnie Weasley prawda?
- Nic nie wspominałam o mężu. Hermiona pod tym względem jest sama. Co do Rona to ten jest z dawną panną Brown.
- Ale mówiłaś... - kobieta przerywa mu.
- Że ma syna. To nie jest równo znaczne z tym, że ma męża. Hermiona nikomu nie mówi kto jest ojcem Alexa. Jedyną informację, którą podaje jest to, że zginął podczas Wielkiej Wojny, ale mam wrażenie, że młody Malfoy domyśla się prawdy.
- Skoro wiesz wszystko to może mnie oświecisz kto to może być? No i co to jest Wielka Wojna? To była jeszcze jakaś oprócz tej z Czarnym Panem?
- Właśnie o tej wojnie mówię. Mówi się o niej jako Wielkiej by rozróżnić ją od tej z wampirami.
- Crice wywołał tą drugą, prawda?
- Cię zdziwię, ale nie. Wywołał ją głód krwi. Romuald pomógł nam ją zakończyć zdradzając sposób na zabicie wampirów, by następnie samemu popełnić samobójstwo.
- Ile lat ma syn Hermiony?
- 15.
- Wtedy ostatni raz się z nią widziałem. Czy to możliwe, że jest też moim synem?
- Na to pytanie musisz sobie sam odpowiedzieć, a teraz wyjaśnię ci w skrócie jak to się stało, że żyjesz. Jesteś gotowy?
- Piętnastoletniej wegetacji raczej nie można nazwać życiem.
- Ale już nie wegetujesz tylko zaczynasz normalnie żyć więc słuchaj. Po ukąszeniu Nagini mimo, że ciałem byłeś martwy twoja moc nadal w tobie żyła i to jej zawdzięczasz życie.
- Tyle, że tyle mi z tego, że ją straciłem.
- Tym zajmijmy się później. Nie obiecuję, że się uda ale spróbować można. Teraz proszę nie przerywaj mi, bo tracę wątek. Nie wiem czy wiesz, ale magia jest inteligentnym tworem i kieruje się swoimi własnymi prawami. Twoja wzięła we władanie twoje ciało gdy leżałeś martwy i przeniosła cię w nieznane sobie i tobie miejsce, tam gdzie sądziła, że będziesz bezpieczny, lecz ty nadal nie żyłeś. Co jest logiczne przecież teleportacja nie należy do zakresu nekromancji. Magia natomiast do tego zakresu należy i tak więc twoja siła magiczna zamieniła się w życiową. Nie jesteś pierwszym tego typu przypadkiem, lecz jedynym który wybudził się ze śpiączki. Twoja magia musiała być naprawdę potężna skoro to się udało. Taka moja rada. Radzę ci się nie chwalić tym co ci teraz powiedziałam, bo skończysz jako królik doświadczalny Ministerstwa Magii.
- Nie jest to zbyt pocieszające.
- Ale skoro twoja magia była tak potężna zawsze istnieje jakaś szansa, że jakaś jej najmniejsza cześć żyje w tobie, czekając aż ją odnajdziesz.
- I niby co do tego ma ta polana
- Stwierdziłam, że to świetne miejsce na medytacje. Potrzebujesz ciszy i spokoju, by zagłębić się w swoje ja. W tą część siebie o której istnienia nie miałeś pojęcia. Musisz odkopać to, co kiedyś pochowałeś. Ostrzegam, że to nie będzie ani łatwa, ani przyjemna podróż. Tylko od ciebie zależy czy podążysz ścieżką prowadzącą w głąb twojej jaźni,
- Znowu gadasz jak ta stara wariatka, którą jak już uzgodniliśmy tylko udajesz.
- To pewnie dlatego, że zbyt rzadko zdarza mi się rozmawiać z kimś normalnie i pewne rzeczy jak i sposób wysławiania się wszedł już mi w krew. No ale mniejsza o to. Mam nadzieje, że zrozumiałeś to co chciałam ci przekazać bo zostajemy tu tylko przez tydzień. Niestety, ale nie możemy sobie pozwolić na dłuższą przerwę. O! W końcu wróciłeś Obserwatorze. To może ty odpocznij, a ja przyrządzę jakoś to co przyniosłeś - i tak zostawiła mężczyzn samych.
- Weź mi powiedz Obserwatorze czy jak ci tam jest. Jak to się stało, że słuchasz tej starej wariatki?
- Pani wcale nie jest starą wariatką. W sumie już na pierwszych zajęciach zacząłem podejrzewać, że ta jej cała postawa to zwykła gra i pozory.
- Chodziłeś do Hogwartu?
- Tak i to nawet mniej więcej w tym samym czasie co ty. Tylko, że ja byłem młodszym rocznikiem no i oczywiście nie byłem w Slytherinie.
- Jakoś sobie nie przypominam twojej twarzy,
- Wcale mnie to nie dziwi. Zawsze byłem dla wszystkich niewidzialny, ale dzięki temu zawsze byłem najlepiej doinformowany. Pozwalało mi to rozwijać swoje zdolności obserwatorskie.
- To znaczy?
- Myślisz, że zostałem Obserwatorem bez powody? Stało się tak, gdyż ludzie i ich zachowania nie są mi obce. Potrafię odgadnąć ich sekrety, kłamstwa. Można powiedzieć, że jestem w tym prawdziwym mistrzem.
- I zamiast kimś ważnym zostałeś kotem na posyłki.
- Może i nim jestem, ale gdyby nie ja, nadal siedziałbyś w Niemczech.
