13.

Szuflady puste. Do półek z książkami nie ma nawet jak podejść, bo silna magia go odpycha. Drzwi, które – jak przypuszczał – prowadziły do prywatnego laboratorium, zamknięte i nawet czarna magia nie potrafi ich otworzyć. Wiktor Krum musiał przyznać jedno – Snape był przygotowany na wszystko i znał zaklęcia, o których on mógł jedynie pomarzyć. Och, interesował się czarną magią i znał mnóstwo pożytecznych (i podejrzanych) klątw oraz eliksirów, ale większości z nich nie był w stanie użyć. W jego kieszeni od dłuższego czasu spoczywała fiolka z wyjątkowo silnym (i mrocznym) eliksirem miłości, przy którym Amortencja wydaje się być wodą z kranu i zastanawiał się, czy i kiedy podać go Hermionie.

To nie tak, że ją kochał. Nie była specjalnie ładna, zgrabna i wesoła, ale była mądra. Była pierwszą dziewczyną, z którą mógł porozmawiać i pierwszą, która go zostawiła. To zwykle on rzucał. On zostawiał. A ona miała czelność zostawić go po tym, jak przez te kilka miesięcy publicznie okazywał jej swoje zainteresowanie. Zrobiła z niego idiotę i nawet się z tym nie kryła. Owszem, pisali listy, ale gdy odkryła, że ciągnie go do czarnej magii i lubi czuć, że ma władzę, to zerwała znajomość. Poważnie – który mężczyzna będzie dawał się rządzić babie? Przecież to całkowicie normalne, że kobieta słucha swojego męża i robi to, czego on oczekuje. Miał w planach zajrzeć pod łóżko Snape'a w poszukiwaniu notatek, z których mógłby skorzystać, ale po namyśle zrezygnował. Pierwszej nocy, gdy się tutaj zakwaterował, próbował położyć się na łóżku, ale kołdra oplotła go jak wąż, poduszki próbowały udusić, a na końcu materac wierzgnął jak narowisty koń i zrzucił go na ziemię tak, że upadek był wyjątkowo bolesny. Zastanowił się tysięczny raz nad zabezpieczeniami nałożonymi na książki (same tytuły były obiecujące: „Zakazane", „Klątwy, których nie powinieneś nikomu pokazywać", „Eliksiry z ostatniego kręgu piekielnego" i „Najczarniejsza czarna magia i jej okrutne aspekty". I to tylko kilka z co ciekawszych.), gdy usłyszał pukanie do drzwi. Albo Dyrektor, który chce go zaprosić na herbatkę, albo ta nowa, śliczna nauczycielka Obrony, której kilka razy udało się zaciągnąć go do łóżka. Nie, żeby mocno się opierał. Jednak gdy otworzył czuł, że robi mu się zimno. Przed nim, w całej swojej onieśmielającej glorii, stał najprawdziwszy Mistrz Eliksirów – Severus Snape i patrzył na niego tak, że zastanowił się, czy aby na pewno ma przy sobie różdżkę.

– Pan Krum, jeśli się nie mylę?

Jego głos był równie ciepły, co płynny azot.

– Tak. Proszę wejść.

– Och, jakie to uprzejme z pańskiej strony. Zapraszać mnie do moich własnych komnat.

– Nie rozumiem.

Snape rozsiadł się w fotelu, który dotychczas uparcie wyrzucał Wiktora w powietrze i spojrzał na niego spokojnie. Za spokojnie.

– Zgodnie z warunkami umowy był pan jedynie zastępstwem i w chwili, w której wróciłby prawowity nauczyciel, czyli ja, miałby pan trzy dni na dokończenie swoich spraw, spakowanie się i wyniesienie. Jednakże ja wymagam, by pan wyniósł się z moich pokojów jeszcze dzisiaj. Są mi potrzebne.

– Umowa…

– Wymagała od pana zaopatrywania Skrzydła Szpitalnego, czego pan nie robił. Zabraniała również kontaktów intymnych z uczniami i tę zasadę również pan złamał. Czterokrotnie, śmiem dodać. Miał pan również nie faworyzować. Nie uprawiać czarnej magii. Nie eksperymentować. Dbać o uczniów, nie atakować ich. Niech mi pan powie, profesorze Krum, czy może pan z pełnym spokojem sumienia powiedzieć, że nie łamał pan prawie wszystkich warunków umowy?

Wiktor zbladł. Skąd on wiedział o tych dziewczynach? Ładne były i wyraźnie rajcował je jego status bohatera Quidditcha. Fakt, że dwie z nich miały ledwie szesnaście lat mu nie przeszkadzał. W jego kraju za uprawianie seksu z szesnastolatką nie groziły żadne sankcje.

– Ja… – zaczął, ale starszy mężczyzna przerwał mu i to takim tonem, że Krum nawet nie pomyślał o tym, by mu przerwać.

– W dodatku śmie pan rozpowiadać fałszywe plotki na mój temat. Może mi pan wierzyć, panie Krum, że gdybym chciał wziąć ucznia, to wskazałbym takowego różdżką, a nie dawał ogłoszenie. – W jego głosie był praktycznie sam jad. – Próba dobrania się do moich książek, laboratorium i przeszukiwanie mojego biurka były nie tylko pogwałceniem prywatności, ale również głupotą. Powinien pan wyczuć czarną magię strzegącą tych miejsc. A co, jeśli były one zaprogramowane tak, że wsączały się w potencjalnego złodzieja jak trucizna? Może pan teraz powoli umierać i o tym nie wiedzieć. Znam takie zaklęcia i kilka razy zastanawiałem się, czy ich nie użyć. Ma pan wyjątkowe szczęście, że jednak zrezygnowałem, bo są one nieodwracalne. A teraz, ma pan dwadzieścia minut, żeby się stąd wynieść.

Wiktor nie myślał – od razu się spakował. Pamiętał Karkarowa, gdy ten był wściekły. Był przerażający, oczywiście, ale nikt nigdy go tak nie wystraszył. Wiedział, że jeśli w ciągu wyznaczonego czasu nie zdąży wszystkiego zabrać, to skończy źle. Spakował się szybko i ruszył do drzwi, gdy spod ramienia wypadła mu teczka ze zdjęciami Hermiony. Wyciągnął różdżkę, by je zebrać, ale Snape był szybszy. Przejrzał wszystkie i spojrzenie jakie mu rzucił powinno go zabić.

– Jeszcze jedno. Będzie się pan trzymał z daleka od panny Granger. Jeśli ona nagle okaże wyjątkowe zainteresowanie pańską osobą, to nie będę bawił się w wołanie Aurorów. Sam pana znajdę. – Wrzucił wszystko w ogień i patrząc mu prosto w oczy, syknął: – I niech się panu nie wydaje, że schowa się pan przede mną. Nie tacy próbowali. Do widzenia i życzę miłego dnia.

Pierwszym, co zrobił Wiktor po powrocie do swojego domu w Bułgarii, trzy godziny po pukaniu do drzwi w lochach, było zniszczenie fiolki eliksiru. Nie wątpił ani przez chwilę, że Mistrz Eliksirów nie blefował.

vOvBvOvBvOvBvO

Hermiona płakała całą noc. Nie mogła nic na to poradzić. Brakowało jej Mortifera, jego skrzeczenia, oburzonych spojrzeń i gładkich piór. Do tego cała ta wyprawa była jej winą. Po raz pierwszy komuś coś się stało przez nią. Zwykle to ona hamowała chłopców i nigdy z jej winy nikt się nie wpakował w kłopoty. A tym razem… Nie tylko prawie zginęła w sposób wyjątkowo nieciekawy (starała się o tym zbyt wiele nie myśleć) i nie udało jej się znaleźć profesora Snape'a (w końcu zrozumiała, że Malfoy nie miał nic wspólnego z jego zniknięciem), ale straciła Mortifera. Było to głupie – płakać za ptakiem, ale był dla niej przyjacielem. Rozumiał, co do niego mówiła i lubił ją taką jaką była. Pomagał jej. Nie wiedziała, jak teraz da sobie radę podczas śniadania. Pewnie będzie musiała używać magii, bo jej lewa ręka była już całkowicie niesprawna. Wisiała u jej boku jak niepotrzebny worek mięśni i kości, do tego kiepsko wyglądający.

Ron i Harry przekazali jej przez Lavender, że spotkają się na śniadaniu. Ubrała się, umyła, pogłaskała Krzywołapa, zabrała torbę i ruszyła w kierunku Wielkiej Sali. Była tak zamyślona, że na nic nie zwracała uwagi i gdy wpadła na kogoś, po prostu zebrała swoje rzeczy, podniosła się, mruknęła „Przepraszam" i poszła dalej. Nie odeszła nawet trzy kroki, gdy usłyszała znajomy głos:

– Pięć punktów od Gryffindoru za wpadanie na nauczycieli, Granger. Następne dwa za niezbyt przekonujące przeprosiny. I dwa za nieprzepisową fryzurę. Takie siano na głowie powinno być zakazane.

Obróciła się tak szybko, że prawie straciła równowagę. Tego głosu nie dało się pomylić z żadnym innym.

– Pro-profesorze Snape! Wrócił pan!

– Tak, horror nie do opisania. To jednak nie jest powód, żeby drzeć się, jak szyszymora.

– Nie ja… – I wtedy sobie przypomniała, po czym łzy stanęły w jej oczach. – Ja… Przepraszam. Przeze mnie… pański kruk… On…

– Mój kruk? Co z nim?

Wydawał się być niezainteresowany. Jak on tak mógł?

– Pański posłaniec. On nie żyje. Z mojej winy.

– O czym ty pleciesz, Granger? – Skrzywił się i pokręcił głową nad jej głupotą. – Mój kruk ma się świetnie. Właśnie przekazuje ode mnie komuś wiadomość, że wróciłem.

– Ale… Ogień, Malfoy…

– Za dużo się uczysz i chyba wszystkie komórki mózgowe ci się spaliły. Ma. Się. Świetnie. Jest cały i zdrowy.

Otworzyła usta ze zdumienia. Czy mogło jej się coś przewidzieć? W sumie nikt nie potwierdził, że to był właśnie Mortifer…

– W takim razie… To dobrze, proszę pana. Dziękuję.

Miała już iść, gdy mruknął:

– To ja jestem winny podziękowania. Wiem, że się nim zajęłaś. Mam dziś dobry humor, więc wyjątkowo dam ci za to punkt.

Uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na niego szczerze.

– Dobrze, że pan wrócił, panie profesorze. Bez pana Hogwart nie jest taki sam.

Ignorując jego lekkie rozszerzenie oczu (wyraźny szok), kontynuowała swój spacer do Wielkiej Sali. Chłopcy zdziwili się, widząc jej minę, ale szybko zrozumieli skąd ta radość i jęknęli zgodnie, widząc znajomą sylwetkę przy stole nauczycielskim. Zresztą, nie byli w tym sami – większa część szkoły wydała z siebie masowy dźwięk niezadowolenia, co sam zainteresowany skwitował takim uśmieszkiem, że połowa niezadowolonych zaczęła się zastanawiać, czy odrobiła zadanie, a druga szukała sposobu na opuszczenie pierwszej lekcji Eliksirów. I w tym momencie Hermiona przypomniała sobie, że przecież nie chodzi już na te lekcje, a jej humor uleciał hen-hen daleko. Podczas, gdy jej przyjaciele poszli na lekcje, ona znalazła się w Bibliotece, na swoim ulubionym miejscu. Wzięła książkę do Transmutacji i była już w połowie rozdziału, gdy wyczuła czyjąś obecność. Uniosła głowę i zdziwiła się widząc Snape'a. Był wściekły.

– Granger! Można wiedzieć dlaczego nagle poczułaś się tak ważna, że nie raczysz nawet przyjść na lekcję? Dwadzieścia pięć punktów od Gryffindoru i po punkcie za każdą następną minutę, dopóki nie znajdziesz się w sali!

– Ale ja… Profesor Krum… Ja zrezygnowałam!

– To było wtedy, gdy on uczył. Ruszaj tyłek!

Zebrała książki, ale w tym momencie zrozumiała z kim ma do czynienia i czego nie może robić. Spojrzała na niego ze smutkiem w oczach.

– Nie mogę.

– Granger. Nie. Wypróbowuj. Mojej. Cierpliwości – wycedził, przez zaciśnięte zęby. Dawno nie widziała go tak złego, ale musiała to powiedzieć.

– Nie dam rady. Moja lewa ręka jest całkowicie bezużyteczna. Nie dam rady ciąć, obierać, ucierać. A nie chcę używać zaklęć.

– Zaklęcia w mojej sali są zabronione – warknął, po czym dodał z wrednym uśmiechem. – Za to pomoc nie. Panna Parkinson z chęcią ci pomoże. A teraz się rusz, bo już straciłaś trzy punkty.