Cześć :)

Jest i nowy rozdział. Proszę o komentarze, wszelka krytyka (a i komplementami nie pogardzę :)) jest mile widziana.

Miłej lektury!

Pozdrawiam

Marzec

W momentach, gdy był trzeźwy, Fred bardzo się martwił. Sprawa z Anną i dzieckiem ciążyła na nim, wisiała mu u szyi i obawiał się, że w końcu utonie. Przez kilka tygodni rozważał, jak to rozegrać aż zdecydował się odnaleźć byłego narzeczonego panny Ginter. Nie było to łatwe, gdyż musiał poradzić sobie z tym sam. Zwrócenie się do kogokolwiek z rodziny łączyłoby się z ciągiem pytań i podejrzeń, których chciał uniknąć. Nie potrzebował dodatkowych problemów i przesłuchania przeprowadzonego przez Molly. U Weasleyów plotki rozchodziły się bardzo szybko. Zaczął od wizyty w Dziurawym Kotle lecz nie dowiedział się niczego nowego. Tom, co prawda, widywał tam czasem Annę lecz nie pamiętał z kim odwiedzała pub. Zwykle była sama lub w towarzystwie nieznajomego mu mężczyzny. Weasley obawiał się, że nie uda mu się dotrzeć do tego drugiego, który najprawdopodobniej był ojcem domniemanego dziecka. Po rozmowie z barmanem i bezowocnych poszukiwaniach, Fred postanowił wybrać się do biblioteki. Hermiona byłaby z niego dumna, lecz prawda była taka, że uznał to za swoją ostatnią deskę ratunku. Skoro Anna i nieuchwytny facet byli zaręczeni, istniało prawdopodobieństwo, że w którymś Proroku Codziennym zamieścili ogłoszenie o zbliżającym się ślubie. To, co znalazł, przeszło jego najśmielsze oczekiwania.

OoOoO

Było wczesne, wtorkowe popołudnie i w Dziurawym Kotle było prawie całkiem pusto. Przy kontuarze siedział tylko jeden mężczyzna, leniwie popijający drinka. Wyraźnie na kogoś czekał i był tym już znudzony.

- Malfoy.

- Weasley. Ile można się spóźnić.

- Wybacz, Malfoy, nie mogłem wyrwać się ze sklepu. Dla mnie to samo! – zawołał do Toma.

- Dobra, nie przedłużajmy tego. Bądź łaskaw mi wyjaśnić po co chciałeś się ze mną spotkać – Draco spoglądał na Freda spod przymrużonych powiek. On i zdrajca krwi, siedzą razem i piją whiskey. Gdyby Lucjusz był martwy z pewnością przewracałby się w grobie.

- Na pewno pamiętasz uroczą Annę Ginter.

Młody Malfoy zbladł jeszcze bardziej i odstawił szklankę z hukiem.

- Annę Ginter? O, Merlinie… Ona cię tu przysłała? – zapytał wściekle.

- Nie, nie. Absolutnie, nie ona. Znaczy, Anna jest powodem, dla którego się spotykamy ale chodzi o coś zupełnie innego.

- To mów, nie mam czasu, a ta kobieta zmarnowała mi go już wystarczająco dużo.

- Jakby ci to… Ona jest w ciąży, twierdzi, że ze mną lecz równie dobrze dziecko może być twoje.

- Co?

Draco patrzył na Freda z niedowierzaniem, rudzielec poczuł, że ślizgon mu nie wierzy i nagle jego teoria straciła sens. Zapadła niewygodna cisza, którą przerwał histeryczny śmiech Malfoya.

- Czyli spotykałeś się z tą wariatką tuż po mnie? Brawo Weasley, brawo. Wykazałeś się inteligencją charakterystyczną dla waszego rodu.

- Nie rozumiem…

- Oczywiście, że nie rozumiesz. Weź sobie następną kolejkę, a ja nakreślę ci twoją beznadziejną sytuację. Chociaż, pewnie i tak skończy cię to dla ciebie lepiej, niż dla mnie.

- Mów, Malfoy – powiedział Fred zrezygnowany.

- Dobrze, siądź sobie stabilnie, żebym cię nie musiał zbierać z podłogi. Ginter poznałem tuż po jej zakończeniu Hogwartu. Dostała się na staż w Ministerstwie, byłem jej szefem przez kilka miesięcy ale kompletnie nie nadawała się do zarządzania w Magicznych Grach i Sportach. Anna nie miała bladego pojęcia o Quidditchu, nawet w Gargulki jej nie szło, kompletne beztalencie w tej kwestii. No, ale ja nie o tym. Zaczęliśmy się spotykać, gdy jeszcze pracowała, potem zatrudniła się w czarodziejskim gabinecie kosmetycznym, a mi coś padło na mózg. Nie wiem, jak to się stało, że się jej oświadczyłem, ona mnie przyjęła i nawet przeforsowałem tę sprawę przez zasieki ojca i matki. Oboje zmienili się od czasów Bitwy, przez ostatnie lata sytuacja była napięta. Rozumiesz, procesy, oskarżenia i groźba Azkabanu, wszystko to wpłynęło na moją rodzinę. Poza tym, straciliśmy setki tysięcy galeonów na to, żeby uniknąć więzienia.

Fred wyglądał na mocno zaskoczonego, słuchał Draco, a oczy miał coraz szerzej otwarte z szoku. Głowę wsparł na dłoni i udawał, że nie widzi Toma, który przysłuchiwał się z zainteresowaniem. Draco kontynuował opowieść beznamiętnie.

- Skup się Weasley, teraz będzie najważniejsze. Niedługo po zaręczynach, Anna oznajmiła mi, że jest w ciąży. Wiesz, ucieszyłem się. Myślę, że kochałem ją w jakiś sposób i dlatego przystałem na wszystko. Zamieszkaliśmy razem i planowaliśmy się szybko pobrać. Niestety, wtedy zaczęły się roszczenia. Dobrze wiesz, że wyprowadziłem się z Malfoy Manor, które i tak dążyło do upadku. Żyłem na własny rachunek, więc raczej skromnie. Nie patrz się tak, nie biednie, oczywiście, że nie lecz po prostu rozsądnie. To jej się bardzo nie spodobało, zaczęła namawiać mnie do wyciągnięcia pieniędzy od rodziców, do kupienia większego domu, przepisania na nią części mojego spadku. Byłem cholernie durny, bo się zgodziłem. Zrobiłem wszystko, czego sobie życzyła ale to było za mało. Po kilku tygodniach uznała, że to nie wystarczy, chciała żebym zawalczył o dobytek Lestrangów i Blacków. Wyprowadziła się, gdy stanowczo odmówiłem. Powiem szczerze, nigdy nie podejrzewałem siebie o to, że mógłbym oszaleć z żalu za kobietą. Chociaż, może to nie o Annę chodziło, a o dziecko, które rzekomo nosiła. Nie mogłem sobie z tym poradzić. Błagałem żeby wróciła, praktycznie leżałem u jej stóp – Draco zaśmiał się gorzko i dopił drinka. – Powiedziała mi żebym pocałował się w swoją arystokratyczną dupę. Zrozum, Weasley, nie docierało do mnie to co naprawdę się wydarzyło. Teraz zacząłem zastanawiać się czy nie trzymała mnie przez jakiś czas pod jakimś urokiem, albo eliksirem. Jeden Merlin, raczy wiedzieć. Któregoś wieczora uchlałem się, jak świnia i poszedłem do Gringotta. Wiesz, jak to się dla mnie skończyło.

- No dobra, rozumiem. Powiedz mi, co z dzieckiem?

- Po tym artykule w Proroku, pamiętasz? Napisała do mnie, powiedziała, że poroniła. Twierdziła, że chorowała, długo była w szpitalu, a forsę ode mnie wydała na leczenie. Odpuściłem, wiesz, nie chciałem tego ciągnąć.

- Czyli co? Powinienem uznać, że ściemnia? Chce zrobić ze mną tak samo, jak postąpiła z tobą? Po co? Dlaczego? – Fred był zdenerwowany. Historia opowiedziana przez Dracona nie wyjaśniła sytuacji w jakiej się znalazł. Co gorsza, dostarczyła wiele dodatkowych pytań, na które, obawiał się, nie znajdzie odpowiedzi.

- Naprawdę nie rozumiesz? Morgano, jesteś głupszy niż myślałem. Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale sklep twój i George'a przynosi fantastyczne zyski. W Ministerstwie mówi się, że jesteście najlepiej prosperującym sklepem na całej Pokątnej, a w Hogsmeade radzicie sobie niewiele gorzej. Coś ci zaświtało?

- Psia krew, co za przebiegła suka! – krzyknął Fred, zbulwersowany tym co do niego dotarło. – Jeśli masz rację, to nie ręczę za siebie. Ukręcę jej ten blond łeb! Przez chwilę byłem skłonny jej uwierzyć.

- Wcale ci się nie dziwię. Dobra jest, to trzeba przyznać.

- No i co ja mam teraz zrobić?

- Nie wiem, Weasley. Ja ci nie pomogę, nie mam doświadczenia w radzeniu sobie z Anną Ginter. Powiedziałem wszystko, co mogłoby w jakikolwiek sposób ci pomóc. Radź sobie i nie daj się wrobić. Trzymaj się!

Draco wstał i wyszedł, pozostawił zdezorientowanego Freda samego. Barman Tom otrząsnął się z zamyślenia i postawił przed mężczyzną kolejnego drinka.

- Masz przesrane, chłopie – powiedział, uśmiechając się krzywo.

OoOoO

Ron i Hermiona rzadko mieli okazję by spędzić ze sobą romantyczny wieczór. Zawsze byli zbyt zmęczeni, mieli za dużo obowiązków lub, jak często się zdarzało, byli świeżo po kłótni i nie mieli ochoty na siebie patrzeć. Ostatnio dużo się miedzy nimi zmieniło i Ronald był z tego faktu bardzo zadowolony. Ich małżeństwo jakby się ustabilizowało i wypłynęło na spokojne wody. Jego zmiana pracy przestała być solą w ranie ich związku, a Hermiona zaczęła to akceptować. Weasley nie zasypywał gruszek w popiele i ugłaskiwał małżonkę, jak tylko potrafił. Obdarowywał ją kwiatami, drobiazgami, zapraszał na kolacje, robił wszystko, by wprowadzić w ich relacje nutę romantyzmu. Zdawał sobie sprawę, że wojna odebrała im sporo z czaru pierwszych randek, docierania się i powolnego zakochiwania. Ron chciał za wszelką cenę uzupełnić to, czego zabrakło na początku ich małżeństwa.

Sobotę spędzali w uroczej, mugolskiej restauracyjce w centrum Londynu. Hermiona lubiła takie klimatyczne miejsca, gdzie żaden mebel nie pasował do drugiego ale razem tworzyły fantastyczną całość i nadawały restauracji niewymuszony wdzięk. Siedzieli, więc, na dwóch różnych krzesłach i delektowali się zamówionym posiłkiem.

- Ron – Hermiona zwróciła się do męża z uśmiechem. – Dziękuję ci za dzisiaj, naprawdę tego potrzebowałam.

- Dobrze wiesz, że największą przyjemność sprawia mi wiedza, że jesteś szczęśliwa – powiedział, gładząc jej dłoń.

- Muszę ci coś powiedzieć. Ron, zachowywałam się, jak idiotka i muszę cię za to przeprosić. Przez kilka ostatnich miesięcy źle się ze sobą czułam i wyładowywałam swoją złość na tobie, praktycznie bezpodstawnie. Skarbie, jest mi z tego powodu bardzo przykro – mówiła cicho, patrząc Weasleyowi w oczy.

- Nie masz mnie za co przepraszać, to ja powinienem. Nie wiem nawet, jak zrekompensuje ci moje dziecinne zachowanie. Najważniejsze, że jest już między nami dobrze. Tęskniłem za tobą, mimo, że byłaś obok. Czułem, że oddalasz się ode mnie i nie uda mi się cię zatrzymać.

- Też czułam powiększający się dystans i było mi z tym bardzo źle. Ron, mam ci do powiedzenia jeszcze jedną, bardzo ważną rzecz.

Mężczyzna wyprostował się i trochę zbladł. Bał się tego, co mógł usłyszeć od żony.

- Dużo ostatnio myślałam – kontynuowała. – Wydaje mi się, że… Och, nie denerwuj się! To nic złego. Po prostu, uważam, że jesteśmy… Ja jestem. Przyglądałam się ostatnio Ginny i Harry'emu, poczułam ogromną zazdrość o Jamesa, o to co wprowadził do ich życia. Zazdroszczę im tej ogromnej, bezwarunkowej miłości. Jestem gotowa na to żebyśmy postarali się o dziecko.

- Hermiono! – zawołał uradowany i porwał kobietę w ramiona. W tym momencie czuł się najszczęśliwszym czarodziejem na świecie.