Beta dodatkowa: Ew
Rozdział 13
Harry zszedł z Draco do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Jak przystało na poniedziałkowy ranek, salon był bardzo zatłoczony. Na ich widok rozległy się gdzie niegdzie brawa i gwizdy.
- Potter, nie pomyliły ci się sypialnie? – krzyknął jakiś uczeń siódmego roku, a jego koledzy zawtórowali mu śmiechem.
- Musisz być naprawdę niezły w te klocki, skoro usidliłeś Draco. – Usłyszał dziewczęcy głos, dochodzący od strony kanapy. Zarumienił się na te słowa.
- Nie przejmuj się nimi. – Tym razem dobiegł go głos Blaise'a, który właśnie wyszedł ze swojej sypialni. – Niektórzy lubią rzucać kąśliwe uwagi, albo po prostu bawi ich ta sytuacja. Pozostała połowa zazdrości tobie, a druga Draco. To wręcz niehumanitarne byście tworzyli jedną parę. Powinniście pomyśleć o innych i trochę się podzielić – powiedziawszy to, uśmiechnął się do nich.
W trójkę podążyli do Wielkiej Sali.
Harry czuł się jakby szedł na ścięcie. Draco natomiast miał na twarzy klasyczną maskę obojętności. Jedyne, co różniło go - według Gryfona - od chłopaka, którego poznał pięć lat temu, to oczy. Były cieplejsze i teraz można było w nich wyczuć lekki niepokój i niepewność. Natomiast Zabini nieźle się bawił całą sytuacją i nie zważał na ponure miny towarzyszy.
- Harry – zagadnął go wesoło. – Skoro umawiasz się teraz z Księciem Slytherinu to oznacza, że jesteś Księżniczką Domu Węży?
Gryfon zaśmiał się nerwowo, a Draco wymierzył koledze kuksańca w bok. Blaise miał jednak zbyt dobry humor, by zwrócić uwagę na, nie do końca adekwatne, zachowanie do sytuacji.
- Siedzisz z nami? – zapytał bruneta. – Nie musicie podpierać ścian, zamek na pewno się nie zawali. Zobaczcie, szok wywołany waszym związkiem jakoś przeżył.
- Dobrze się bawisz? – ostrzegł go Malfoy ostrym tonem.
- Wyśmienicie. Chcę, byście się trochę rozweselili. Co pomyślą sobie uczniowie, czekający na najmniejszą oznakę sensacji, jak wparujecie do Wielkiej Sali z takimi minami? Harry Potterze – powiedział oficjalnym tonem. – Czy zaszczycisz dziś stół naszego domu obecnością swojej jakże nieskromnej osoby?
- Nie – odpowiedział szybko brunet, czym sam siebie trochę zdziwił. Tą decyzję podjął w ułamku sekundy. – Nie zamierzam uciekać. Jestem Gryfonem, a jak innym domownikom nie podoba się siedzenie obok mnie, to mogą znaleźć sobie inne miejsce.
Ślizgoni zgodnie pokiwali głowami na znak aprobaty.
Gdy weszli do Wielkiej Sali, spotkali się z szeregiem nieprzyjemnych spojrzeń. Jednak niektóre twarze wyrażały też podziw, zaciekawienie czy aprobatę. Harry'emu zrobiło się lżej na duszy i po cmoknięciu Draco w policzek, ruszył w kierunku swojego stołu. Chciał tym gestem pokazać, że jest pewny swojej decyzji.
Nie było zbyt wielu wolnych miejsc, dlatego usiadł jak najbliżej wejścia. Nieopatrznie znajdowało się ono niedaleko uczniów z jego roku. Większość z obecnych odwróciła ostentacyjnie głowę w drugą stronę, w tym wściekły Ron. Hermiona wyglądała jakby znajdowała się między młotem i kowadłem. Dyplomatycznie więc zajęła się tostem, leżącym na jej talerzu.
Harry westchnął i również zabrał się za jedzenie. Zaskoczyło go, gdy po chwili ktoś się do niego dosiadł, rozpychając wszystkich dookoła. Podniósł głowę znad talerza i zobaczył przed sobą twarz Neville'a. Chłopak uśmiechał się do niego.
- Jak leci? – zagadnął wesoło, czym spowodował, że siedzący obok uczniowie, zaczęli szeptać, nieprzychylnie zezując na nich.
- W porządku – odpowiedział. – Nie musisz ze mną siedzieć. Nic mi nie jest, niepotrzebnie się narażasz – dodał po chwili.
- Narażam się? Nie przesadzaj. Niedługo im przejdzie i przyjdą cię przeprosić, wiesz jaki jest Ron. Hermiona przemówi mu do rozumu. A jak nie to bliźniacy zmuszą go do użycia mózgu i przemyślenia swojego zachowania. Szkoda, że nie słyszałeś jak wczoraj strofowali go w Pokoju Wspólnym.
Harry poczuł ze z dwóch stron dosiadają się do niego dwie osoby. Zrobiło im się odrobinę ciasno.
- Siema, Harry– powiedział Fred.
- Mamy nadzieję, że miło spędziłeś noc - dodał George.
- Ale nie musisz się ukrywać.
- Nie zrobiłeś nic złego.
- A ci kretyni niedługo to zrozumieją.
- Dzięki chłopaki – odpowiedział Harry, szczerze się uśmiechając. Mile zaskoczyło go ich zachowanie, nie spodziewał się, że tak go przyjmą.
- Zresztą, co ci się dziwić – powiedział George z błyskiem w oku.
- Malfoy to całkiem przystojny gość, a skoro go lubisz…- dodał Fred, szczerząc się do Harry'ego, przez co ten zarumienił się zażenowany.
- Yhm – mruknął jedynie. Przyjemne powitanie to jedno, ale nie spodziewał się podtekstów z ich ust. Ale w sumie… po co się oszukiwać. Właśnie takiej reakcji oczekiwał po bliźniakach. Myślał jednak, że skoro reszta Gryfonów tak zareagowała, to poczucie solidarności względem domu przewyższy ich własne zdanie.
- No, nie wstydź się, nam możesz opowiedzieć jak spędziłeś noc - ciągnął Fred.
- Ze szczegółami – dorzucił George i uśmiechnął się znów szeroko, na widok miny Harry'ego.
- Jasne – odpowiedział brunet – Eee, nie przeszkadza wam, że jestem gejem?
- Nam? Skąd. Nie ty pierwszy okazałeś się należeć do szacownego grona osób, preferujących własną płeć – powiedział Geogre. – Może teraz ci się tak wydaje, ale jest was więcej niż myślisz. Prawda, Fred? – mrugnął porozumiewawczo do brata.
- Eee, wy?
- Nie do końca. W każdym razie nie mam nic przeciwko chłopcom, ale wolę dziewczynki. A Fred odwrotnie.
- Myślałem, że wy … jako bliźniacy patrzycie podobnie na takie sprawy.
Bracia uśmiechnęli się porozumiewawczo między sobą.
- Jakby ci to powiedzieć. - Fred posłał Harry'emu przebiegły uśmiech.
- Jakbyś chciał pobawić się w trójkącie - dorzucił George.
- Albo i czworokącie…
- To wiesz gdzie nas szukać.
Młody Gryfon popatrzył na nich z niedowierzaniem.
- Nie mówicie poważnie, prawda? – odparł wręcz błagalnym tonem.
- Jak najbardziej – odpowiedzieli równocześnie, po czym wybuchli śmiechem. Nawet Neville im wtórował.
- Harry, gdybyś tylko mógł zobaczyć swoją minę – powiedział Neville, ciągle chichocząc. Po chwili jednak spoważniał i odwrócił się w stronę bliźniaków. – Żartowaliście, prawda? – zapytał z niepokojem.
-Wbrew wszelkim opiniom nie robimy wszystkiego razem – odparł George, a Harry'emu ulżyło. Był to jednak jedynie chwilowy stan.
- Ale trójkąciki, z udziałem jednego z nas, jak najbardziej wchodzą w grę – dodał Fred.
Bliźniacy wstali równocześnie od stołu i śmiejąc się głośno, opuścili Wielką Salę, zostawiając w niej dwóch zszokowanych chłopców.
OOO
Na lekcji obrony przed czarną magią jak zwykle ćwiczył z Draco. Look uczył ich dzisiaj nowego, bardzo trudnego zaklęcia, więc wszyscy byli zajęci swoimi sprawami. Potem zjadł lunch w takim samym towarzystwie, jak wcześniej.
Harry miał złe przeczucia. Wszystko szło dzisiaj zbyt dobrze.
Eliksiry nadeszły, zdaniem Gryfona, zbyt szybko. Stał pod klasą w towarzystwie Malfoya i Blaise'a. Już za chwilę miały rozpocząć się zajęcia, a Hermiony jeszcze nie było. Kiedy drzwi sali się otwarły, dziewczyna wyszła szybko zza rogu i skierowała się do wejścia. Zajęła swoją ławkę. Posłała tylko jedno smutne spojrzenie w kierunku Harry'ego, a potem odwróciła głowę, by lepiej słyszeć, co mówi nauczyciel.
Mieli dzisiaj do uwarzenia trudny eliksir, powodujący szybkie gojenie się ran. Najmniejsza pomyłka mogła grozić wybuchem. Zresztą dotyczyło to wszystkich mikstur, które przygotowywali w OWTMowej klasie.
Zostało jeszcze pięć minut lekcji, kiedy Harry zaczął kończyć swoją miksturę. Uważał, że poszło mu całkiem nieźle; eliksir miał prawie idealny kolor, na pewno mieścił się w dopuszczalnych granicach. Zgasił ogień pod kociołkiem. Teraz wystarczyło poczekać kilka minut aż wystygnie.
OOO
Snape przechadzał się między kociołkami, oceniając pracę uczniów. Z niesmakiem popatrzył na efekt wysiłku jednego z Krukonów i jednym machnięciem różdżki, usunął substancję, stawiając zero na karcie pracy. Uśmiechnął się z satysfakcją na widok zrozpaczonej twarzy chłopaka i powędrował dalej. Eliksiry pozostałych mieszkańców Ravenclawu nie były najlepsze, ale zdecydowanie zostały lepiej wykonane od ich kolegi. Dostali oceny Zadawalające. Eliksiry Ślizgonów, z wyjątkiem Malfoya, były na podobnym poziomie jak poprzedników, ale dał im Powyżej Oczekiwanych. Ot tak, dla zasady. Draco jak zwykle zrobił go idealnie, letnie lekcje zdecydowanie mu pomagały i teraz był naprawdę dobry. Ostatnio jakoś mniej go lubił, ale ze względu na to, że był opiekunem jego domu, postawił mu Wybitny. Wszechwiedząca Granger jak zwykle perfekcyjnie - najwyższa ocena, nie miał innego wyboru. Mógł być stronniczy, ale dziewczyna w pełni zasługiwała na taką ocenę, a on lubił mądrych ludzi. Szkoda, że nie jest Ślizgonką albo chociaż Krukonką. Nie musiałby wtedy oceniać ją z tak ciężkim sercem. Została mu jeszcze jedna praca do oceny. Potter. Z zaskoczeniem musiał przyznać, że zdecydowanie poprawił się na jego lekcjach.
Jeśli tylko chce, to potrafi zrobić coś porządnie, pomyślał. A nie mogę pozwolić by mój… chrześniak zawalił, nauczany przeze mnie, przedmiot, nawet jeśli jest nim Potter.
Postawił mu PO i odszedł w kierunku swojego biurka.
Uczniowie zaczęli zbierać się do wyjścia, gdy dał im słowne pozwolenie.
Nagle usłyszeli pukanie do drzwi. Zniesmaczony Snape obrzucił intruza gniewnym spojrzeniem, gdy ten tylko wszedł do jego klasy. Był to Prefekt Naczelny.
- Przysłał mnie dyrektor. Miałem przekazać Potterowi, by stawił się o siedemnastej w jego gabinecie.
- I musiałeś w tym celu przerywać moją lekcję? – zapytał groźnie, a uczeń skulił się w sobie.
- Bo… pan również ma z nim przyjść.
Severus podniósł brew, w pytającym geście.
- Rozumiem, możesz już iść.
Uczeń pośpiesznie opuścił salę, a Mistrz Eliksirów posłał pytające spojrzenie Potterowi.
- Może ty wiesz, o co chodzi? – zapytał, choć przewidywał jaka będzie odpowiedź.
- Nie mam pojęcia, panie profesorze – chłopak wyglądał na równie zaskoczonego, jak on sam.
- Możecie już iść – obrzucił wzrokiem klasę. – Potter – zwrócił się jeszcze do chrześniaka, gdy większość osób już opuściła salę. – Spotkamy się przed gabinetem dyrektora, tylko się nie spóźnij.
OOO
Harry próbował dojść do tego, czego może chcieć od niego Dumbledore. I choć Draco pomagał mu w myśleniu, nie doszli do niczego sensownego. Dlatego też, punktualnie o siedemnastej, udał się pod kamienną chimerę. Snape już na niego czekał. Gdy tylko we dwoje stanęli obok posągu, przejście się otworzyło, więc wspięli się po schodkach do gabinetu.
Czekał tam na nich dyrektor i, wyglądająca na równie zdziwioną zaproszeniem, opiekunka Gryffindoru.
- Z pełnym szacunkiem Albusie – zaczął Snape, nie siląc się na zbędne powitania. – Wiesz, że mój czas jest niezwykle cenny, więc jakbyś mógł przejść od razu do rzeczy, to szybciej wrócę do swoich eksperymentów.
Dobrotliwy uśmiech nie znikał z twarzy Dumbledore'a.
- Oczywiście, mój chłopcze – zwrócił się do profesora. – Wierzę, że masz dużo na głowię, ale wątpię by twój czas był cenniejszy od mojego, a skoro uznałem, że powinniśmy porozmawiać, mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciwko.
Wzrok Snape mówił, że ma wiele powodów, aby nie zgodzić się z opinią starca, ale dyrektor zachowywał się tak, jakby tego nie dostrzegał.
- Usiądźcie wszyscy. – machnął różdżką i obok stojącego przed jego biurkiem fotela, pojawiły się dwa inne – Może cytrynowego dropsa? – Zapytał, wyciągając do nich paczuszkę. – Nie? Szkoda. Skoro więc, tak bardzo się wam spieszy to przejdę do rzeczy.
Wziął głęboki oddech i popatrzył na Harry'ego.
- Wiesz chłopcze, że wszystko co robię, czynię przede wszystkim dla twojego bezpieczeństwa.
Gryfon prychnął i zaraz został spiorunowany wzrokiem przez Snape, więc postanowi się już więcej nie odzywać i wysłuchać w spokoju kolejnego genialnego planu, jaki miał przedstawić mu ten stary manipulator.
Jednak po usłyszeniu dalszych słów, nie był w stanie usiedzieć spokojnie w krześle, zresztą nie on jedyny. McGonagall wyglądała, jakby ktoś zorganizował jej rankę w ciemno z górskim trollem, a Snape był w autentycznym szoku, który starał się ukryć pod maską obojętności.
Nie było to jednak takie proste. W jego mniemaniu Czarny Pan miał rację, mówiąc, że Dumbledore będzie chciał odebrać Harry'emu wszystko, co kocha.
- Co pan powiedział? – wykrzyknął chłopak, podrywając się z siedzenia, lecz jakaś niewidzialna siła, natychmiast zmusiła go do ponownego zajęcia miejsca.
- Albusie, chyba nie mówisz poważnie? – zapytała pani profesor.
- Nie przywykłem do żartowania na poważne tematy, dotyczące bezpieczeństwa moich uczniów. To moja ostateczna decyzja. Gdybym zezwolił na twoje uczestnictwo, byłbyś w zbyt dużym niebezpieczeństwie, wystawiony na ogólny widok. Jeden czar i mogłoby się to skoczyć tragedią.
- Jak do tej pory nie stanowiło to zagrożenia, a teraz tak? – krzyknął brunet, wbity w swój fotel.
- Niestety. Hogwart nie jest już taki bezpieczny. Musimy być świadomi, że wśród naszych uczniów mogą znajdować się osoby, które mogą być potencjalnymi zwolennikami Voldemorta, jak i mając na uwadze przeszłość, grono nauczycielskie też może stanowić zagrożenie.
Nawet nie wiesz jak jesteś bliski prawdy, ty Stary Trzmielu!, pomyślał Harry, a jego umysł wręcz krzyczał w furii i wściekłości względem człowieka, którego jeszcze tak niedawno uważał za mentora.
- …oczywiście, ja im ufam – ciągnął Dumbledore – ale nie mogę znów popełnić błędów, które mogą nas wiele kosztować. Jesteś zbyt cenny, mój chłopcze.
Na te słowa Harry po prostu nie wytrzymał i poczuł jak jego moc wymyka się spod kontroli.
Na początku udało mu się przezwyciężyć więzy, jakie do tej pory go oplatały, jednak nie do końca, ponieważ sprawił, że jakiś przedmiot na półce pęknął, a szyby zatrzęsły się w oknach, a na największej z nich powstało pęknięcie na, około dwadzieścia centymetrów.
Z bezsilnej złości i starając się za wszelką cenę powstrzymać siłę, która mogłaby poważnie uszkodzić starca, siedzącego przed nim, ruszył w kierunku drzwi i nie czekając na pozwolenie, wyszedł i trzasnął nimi z taką siłą, że czarodzieje aż podskoczyli na ten dźwięk. Portrety głośno wyraziły swoje oburzenie.
- Wspaniale to rozegrałeś dyrektorze, a teraz wybaczcie, że was opuszczę, ale muszę uspokoić tego krnąbrnego bachora, zanim wysadzi w powietrze cały zamek – powiedział Snape.
- Oczywiście, chłopcze, czyń, co musisz. I postaraj się go przekonać, że tak będzie lepiej.
Snape naprawdę nie mógł uwierzyć w to, co wymyślił dyrektor. Rozglądał się za chłopakiem w drodze do swojego gabinetu, ale nigdzie go nie widział. Miał nadzieję, że Potter będzie miał na tyle rozsądku, by właśnie tam się udać.
Pomylił się jednak. Nie zastał młodzieńca pod drzwiami, ani nigdzie indziej w części lochów, które szybko sprawdził. Udał się nawet do Pokoju Wspólnego swoich wychowanków, ale wywołany Draco poinformował go, że nie widział chłopaka od czasu, kiedy rozstali się przed spotkaniem u dyrektora. Malfoy próbował nawiązać z nim więź, ale umysł Gryfona był tak szczelnie zablokowany, jak nigdy.
- Możesz mi powiedzieć, co się stało, że Harry został tak wyprowadzony z równowagi? – zapytał młody Ślizgon.
Mistrz Eliksirów prychnął, ale zaprosił ucznia do swojego gabinetu, gdzie wyjaśnił mu całą sprawę.
OOO
Tymczasem Harry, po szybkim rzuceniu hasła Grubej Damie, wpadł wściekły do Pokoju Wspólnego. Została jeszcze godzina do kolacji, więc pomieszczenie było wypełnione uczniami, którzy odrabiali zadania domowe, czytali, śmiali się albo grali w różne gry. Na widok Złotego Chłopca, który wyglądał jak głodny bazyliszek, zamilkli i czekali na dalszy ciąg wydarzeń.
Najszybciej otrząsnęła się dwójka jego byłych przyjaciół, siedzących wspólnie przy kominku. Harmiona, jakby zapomniała o tym, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin, podeszła do niego i zapytała cicho.
- Harry, co się stało?
Brunet wbił w nią wzrok, nie rozumiejąc, o co pyta. W czasie biegu do wieży, udało mu się wyładować trochę energii, więc teraz jedynie ciężko dyszał.
- Cholerny, stary manipulator uznał, że gra w Quidditcha jest dla mnie zbyt niebezpieczna – wydusił z siebie szybko, tak, że połowa osób przysłuchująca się całemu zdarzeniu nie zrozumiała, o co chodzi, a tym bardziej, kto mu czego zabronił.
Ron jednak doskonale zrozumiał i szybko znalazł się obok Pottera.
- Co zrobił? – wykrzyknął. – Przecież… przecież to niemożliwe!
- Uważa, że ktoś może rzucić na mnie zaklęcie podczas meczu lub treningu, a ja nie będę w stanie się bronić, będąc w powietrzu – wyrzucił z siebie.
- On chyba postradał zmysły! – To jedyne na co mógł się zdobyć rudzielec w tej chwili.
Owszem, był zły na Harry'ego, nawet bardzo zły, ale jako kapitan musiał martwić się dobrem drużyny, więc nie mógł pozwolić sobie na utratę, nie oszukujmy się, najlepszego zawodnika.
Jeszcze brakowało tego, by w roku, kiedy jego strategiczne umiejętności zostały wreszcie docenione, puchar zdobył ktoś inny.
- Przecież, zawsze grałeś i do tej pory nie stanowiło to problemu – powiedziała Hermiona, dokładnie wyrażając myśli rudzielca.
- Tak, ale podobno się to zmieniło i teraz tak samo nauczyciele, jak i uczniowie, mogą stanowić niebezpieczeństwo.
- Trochę w tym prawdy - zaczęła dziewczyna, ale gdy dwoje stojących przy niej chłopców spiorunowało ją wzrokiem, szybko zamilkła.
Przez ułamek sekundy Potter poczuł się jak dawniej, jakby Złota Trójca Gryffindoru nadal istniała. Jednak w miarę, gdy atmosfera w Pokoju Wspólnym się oczyszczała, Harry znów czuł kamień na sercu.
- Harry – zaczęła Hermiona. – Musimy porozmawiać.
Chłopak jedynie skinął głową i dał się zaprowadzić dziewczynie do pustej klasy, niedaleko ich Pokoju Wspólnego. Za nimi podążył Ron, Ginny, Neville, a nawet Seamus.
