Łatwy dzień
Tsunade skrzywiła się, czując pod stopami drżenie ziemi. Nie miała pojęcia, co działo się na poligonie przeznaczonym na „selekcję" Kanu Smoka – i to ją martwiło. Wnioskując po licznych odgłosach eksplozji, oraz takich falach sejsmicznych jak ta, która właśnie się rozeszła, na pewno nie było tam spokojnie.
W sumie żałowała, że nie miała nic ważnego do załatwienia. Może udałoby się jej wówczas zająć myśli czymś innym, zamiast martwić się o to, jak radzą sobie jej podopieczni.
Kolejna eksplozja wstrząsnęła posadami budynku Hokage. Tsunade wstała. Niech się dzieje co chce, ona musiała zobaczyć co się tam dzieje.
- Shizune! Idziemy! – zarządziła, wstając zza biurka.
Satsu w zamyśleniu patrzył na poligon. Z tego co słyszał i czuł, selekcja przybrała ostrą formę. Sądząc po licznych eksplozjach, Szósty sięgnął po cięższe techniki, przeznaczone na pola walki. Cóż, pozostawało tylko mieć nadzieję, że Itsu i jego towarzysze będą się pilnować – Satsu miał nadzieję, że nie dojdzie do poważniejszych wypadków.
Odwrócił głowę, słysząc poruszenie za sobą.
- Gaara. Czy mogę w czymś pomóc? – zapytał, widząc młodego Kazekage. Poprzedniego dnia na spotkaniu z Hokage cała trójka doszła do wniosku, że nie powinni bawić się w zbędne formalności. Okazało się, że przywódcy osad mieli bardzo podobną opinię o etykiecie co Satsu. I pomyśleć, że trzymał się tych idiotycznych zasad właśnie ze względu na nich…
Zapytany potrząsnął głową. – Raczej nie. Chciałem tylko zobaczyć, jak idzie mojemu rodzeństwu.
Satsu pokiwał głową. – Rozumiem, co czujesz. Też przez to przechodziłem. Ale mogę zapewnić, że na razie nie było poważniejszych wypadków. – dodał z lekkim uśmiechem.
- Skąd ta pewność?
W odpowiedzi Satsu wskazał na krążące nad poligonem smoki. – Całości pilnuje siedmiu medyków. Gdyby zdarzył się jakiś wypadek zagrażający życiu, zareagowaliby.
Przez chwilę obserwowali w milczeniu poligon i śmigające po nim maleńkie figurki shinobi. Pierwszy przemówił Gaara.
- Rozmawiałem z twoim wysłannikiem. Miał sporo pytań odnośnie tego, jak wyrwano ze mnie Shuukaku.
- Mam nadzieję, że jego zachowanie nie było zbyt natarczywe.
- W żadnym wypadku. – Gaara potrząsnął głową. – Tylko… te pytania przywołały nieprzyjemne wspomnienia.
- Rozumiem. – mruknął Satsu, powracając spojrzeniem do odległych shinobi na poligonie. – Przykro mi, ale to było konieczne. Udało nam się rozpoznać technikę, którą Akatsuki posłużyło się do zapieczętowania Shuukaku.
- Czemu to takie ważne?
- To dłuższa historia… – Satsu pokręcił głową.
- …Więc wysączę kolejnego drinka bo to pomaga zebrać mi myśli; Gdybym miał szansę, poprosiłbym świat do tańca, i tańczyłbym sam ze sobą.. – zaśpiewał Iwashi, wirując aby podciąć otaczających go shinobi.
Opracował tą technikę dość dawno, wzorując się nieco na Obrocie Nieba: wirował szybko wokół własnej osi w przysiadzie z wyprostowaną jedną nogą, jednocześnie wyrzucając przez nią spore ilości chakry. Efekt był dosłownie powalający – w promieniu kilku metrów nikt nie utrzymał się na nogach.
Iwashi zatrzymał się, wyprostował i szybko przeliczył przeciwników. Siedemnastu. Chyba byli pewni siebie, atakując w tak dużej grupie…
- Na wasze nieszczęście tak się składa, że jestem wyspecjalizowany w zwalczaniu licznych grup przeciwników. – uśmiechnął się krzywo, zawiązując pieczęcie. – Pozwólcie, że zaprezentuję wam jedno z moich ulubionych genjutsu: przed wami Mgliste Opary Niebiańskiej Sadzawki!
Oddalił się, gdy mgła ogarnęła leżących shinobi, zniekształcając ich percepcję i wmawiając im że przyjaciele są wrogami.
- …i tak to mniej więcej wygląda. – zakończył swoje wywody Satsu. – Nie mamy wielu ludzi równie uzdolnionych jak Aramoro Shoju.
- Naprawdę wierzysz, że będzie w stanie samodzielnie wykraść siódemkę Bijuu? – zapytał Gaara.
- Samodzielnie? Na pewno nie. Dlatego towarzyszą mu dwa Oddziały Specjalne.
- Właśnie, miałam zapytać wcześniej. Jaka jest różnica między Oddziałami Specjalnymi i Szturmowymi? – wtrąciła się Tsunade. Dołączyła do daimyo i Kazekage nieco wcześniej.
- To… skomplikowane. – westchnął Satsu. Nie lubił poruszać tego tematu, ale nie sądził, aby dał radę się od niego wykręcić. Spojrzenia dwójki Kage mówiły to jasno. Westchnął raz jeszcze, tym razem głębiej i kontynuował. – Żeby to zrozumieć, muszę wyjaśnić kilka spraw powiązanych z naszą organizacją wojskową. – usiadł pod drzewem i oparł się wygodniej. Gestem zachęcił rozmówców by również zajęli miejsca siedzące – w ten sposób ich oczy będą na mniej więcej tym samym poziomie. Nie cierpiał zadzierać wzroku gdy z kimś rozmawiał.
- Podstawą armii Klanu Smoka są oddziały liniowe. Składają się głównie z członków pomniejszych rodów. Oddziały liniowe to proste wojsko. Ich zadania to przede wszystkim służba garnizonowa, a w większych bitwach stanowią trzon wojska.
- Tradycja nakazuje każdemu członkowi szlacheckiego rodu służyć w wojskach Klanu przez przynajmniej rok. Tak powstały „Specjalne Oddziały Liniowe". – nie trzeba było wielkiej spostrzegawczości, aby zarejestrować pogardę w głosie Satsu. – Przeklęci dekownicy. – widząc pytające spojrzenia swoich słuchaczy, wyjaśnił. – SOLe powstały dla zapewnienia, że szlacheckie pieszczoszki nie będą narażone na żadne poważne niebezpieczeństwo. Trafiają do placówek położonych w głębi kontrolowanego przez nas terytorium i pilnie udają, że ich nie ma, kiedy garnizon którejś Bramy zgłasza kłopoty.
- Te praktyki zaczęły się dawno temu. – wtrąciła się Hitomi. – Nasz pra-pra-pradziadek, zniesmaczony takim zachowaniem jako „niegodnym szlachcica Klanu Smoka" wydał w końcu edykt oznajmiający, że weterani oddziałów, które ani razu nie brały udziału w walce i nie spędziły przynajmniej połowy służby na terenach aktywnych walk, nie mają prawa noszenia katany.
Tsunede i Gaara znowu wymienili zakłopotane spojrzenia. Satsu stłumił kolejne westchnienie. – No tak, znowu tłumaczę od środka, zamiast od podstaw. Kiedyś daisho – wskazał na parę mieczy zatkniętych za obi – były oznaką statusu szlacheckiego. Jednak, ze względu na to, że miecze były po prostu bardzo użyteczne w walce – a nasz Klan na tyle bogaty, że stać nas było na zaopatrzenie w nie wojowników liniowych – ówczesny daimyo, Ryuumaru Kuzejiro, wydał edykt głoszący, że odtąd katanę mogą nosić również żołnierze i weterani. Z czasem stało się tradycją, że o ile wakizashi oznacza szlachcica, to katanę nosić mają prawo jedynie ci, którzy dowiedli swojego męstwa i umiejętności służąc na linii walki.
- Oczywiście, szybko stało się to sprawą prestiżową i tak narodziły się SOLe. – dodała Hitomi. – Od czasu edyktu naszego pra-pra-pradziadka problem znacznie się zmniejszył – SOLe nadal istnieją, ale trafiają tam już niemal wyłącznie ludzie, którzy nie postrzegają siebie jako wojowników – dyplomaci, artyści…
- I niezależnie od tego, jak to widzimy, nie ma sensu wojować z tradycją. – dokończył Satsu. – Ale trochę zboczyliśmy z tematu. Miało być o Oddziałach Specjalnych i Szturmowych… – zamyślił się na chwilę. – Początkowo te dwie formacje stanowiły jedną. Dawno, dawno temu, istniały wyłącznie Jednostki Specjalne. Dostawały się im najtrudniejsze zadania – w szczególności operacje w Drugim Świecie.
- Jako że ich misje były najtrudniejsze, na ich członków spływało najwięcej chwały. Oczywiście, szlacheckim rodom było to jak najbardziej na rękę. Szybko młodzi, obiecujący potomkowie szlachciców zaczęli zasilać szeregi Jednostek.
- Niestety, pojawił się ten sam problem co ze zwykłymi wojskami – szlachta nie chciała narażać swoich dzieci bardziej, niż to niezbędne. Smocza Rada doprowadziła więc do rozdzielenia Jednostek na dwie części: Oddziały Specjalne, złożone wyłącznie ze szlachty, którym dostawały się najbardziej prestiżowe misje, oraz Oddziały Szturmowe, przeznaczone dla „pospólstwa", na barki których spadała czarna robota. – grymas Satsu przedstawiał wyłącznie odrazę. – Specjalni mieli wszystko – zapewnione wsparcie, w każdym oddziale jest dwóch medyków, a ich sukcesy są rozdmuchiwane.
- Trzeba oddać im sprawiedliwość – to mimo wszystko elita. Stanowią potężną siłę, z którą trzeba się liczyć. – dodała Hitomi.
- Fakt. – Satsu skinął twierdząco głową. – To nie są dekownicy z SOLów, czy patałachy szukające łatwej sławy. Co to, to nie. Niemniej… ciężko mi traktować ich jako „lepsze" oddziały.
- Czegoś nie rozumiem. – Gaara potrząsnął głową. – Skoro do Oddziałów Szturmowych trafia… Jak to określiłeś? Pospólstwo? – Satsu kiwnął głową. – Co w takim razie robi tam twój brat? Albo Aramoro Kachiko, która, z tego co się orientuję, jest córką szlacheckiego rodu?
- Orientujesz się dobrze, Kazekage. Co do twojego pytania… To skomplikowane.
- Nigdzie nam się nie spieszy. – odparł Gaara, ruchem głowy wskazując na poligon. – Z tego co pamiętam, selekcja potraw do jutrzejszego zmierzchu.
Satsu zaśmiał się cicho. – Masz rację. Obawiam się jednak, że nie będę mógł o tym opowiedzieć. To jest jego historia, nie moja. Więc wybaczcie, ale mam wrażenie, że nie mam prawa o tym opowiadać.
Tsunade i Gaara skinęli głowami. Rozumieli.
- Jak ci się podoba imprezka, Yoshi? – zawołał Iwashi, wyginając się w uniku.
- Imprezka, dobre sobie. – mruknął Yoshiro odskakując aby wyjść z zasięgu ataku. Potrząsnął głową i obrzucił spojrzeniem trójkę przeciwników z którymi przyszło mu się zmierzyć.
Jeszcze przed rozpoczęciem selekcji ze szczególną uwagą przeczytał ich akta. Młode pokolenie Hyuuga – Hinata, Hanabi i Neji. Starcie zapowiadało się ciekawie.
- Iwashi, idź sprawdź czy nie jesteś potrzebny gdzieś indziej. – rzucił, mierząc wzrokiem ich formację. Przyjaciel skinął głową i się oddalił. – No, moi drodzy, gotowi zatańczyć? – zapytał, rozluźniając mięśnie.
- Oczywiście, Yoshiro-sensei. –odparła Hinata unosząc wyżej dłoń.
Yoshiro uśmiechnął się szeroko. Sporo czasu minęło odkąd miał okazję zmierzyć się z użytkownikiem juukena. A tu naraz trójka – jakieś święto, czy jak?
- Zastanawiam się, ilu kandydatom uda się przejść tą selekcję.
Satsu spojrzał na Tsunade. Co prawda swoje pytanie rzuciła w przestrzeń, a nie zadała jemu, ale i tak odnosił wrażenie, że powinien odpowiedzieć.
- Myślę, że większość. Nie szukamy zdolnych shinobi, szukamy ludzi o silnych duszach i umysłach. Jeżeli takich znajdziemy, będziemy mogli nauczyć ich jak walczyć z pomiotem Drugiego.
- Tylko czy zdążymy… – Gaara zawiesił głos.
- Zdążymy. Bo nie mamy innego wyjścia. – Satsu wzruszył ramionami. – Nauczyłem się, że czasami życie rzuca nam przeszkody, które można obejść, jeśli się da, lub przez które można się przebić, jeśli jest to konieczne. A ta sytuacja zalicza się do tych „koniecznych".
Trójka przywódców w milczeniu wróciła do obserwacji pola, na którym młodzi shinobi stawiali czoła wyzwaniom, które miały zadecydować o ich przyszłości – oraz o losach wojny…
Zmierzch zapadł przed kilkoma godzinami. Grupa shinobi z Konohy siedziała na niewielkiej polance, łapiąc oddech i nastawiając się mentalnie na dalsze walki.
- Jak rany, wiedziałem, że ci pierwszoświatowcy są potężni, ale jeżeli teraz się powstrzymują, to ja nie chcę stanąć im naprzeciwko kiedy będą walczyć na serio. – wydyszał Kiba.
Naruto skinął głową, zgadzając się. Z trudem łapał oddech. – Niby słyszałem, że ten cały Ryuugan to potężna broń, ale nie spodziewałem się, że aż tak. Co to w ogóle jest? – zapytał z desperacją.
- Zawrzyjmy umowę. – rozległ się głos zza niego. – Jeżeli przejdziesz obydwa etapy, to opowiem ci o tych oczach. Zgoda?
Naruto odwrócił się i spojrzał w pałające romby. Przełknął głośno ślinę. Nie zorientował się, że ktoś za nim stoi. A przecież w Trybie Mędrca powinien go wyczuć…
Yoshiro roześmiał się, po czym cofnął się i rozpłynął w cieniach.
- G-genjutsu? – zdołała wyjąkać Karin.
- Nie. – Sasuke potrząsnął głową. – To był on.
- Zapowiada się długa noc. – stwierdziła Sakura.
- To było złośliwe, Yoshi. – stwierdził spokojnie Itsu, spoglądając na przyjaciela.
Ryuugan wzruszył ramionami. – Możliwe. Co nie zmienia faktu, że powinno skutecznie wytrącić ich z równowagi.
- Ciężko się nie zgodzić. – jego rozmówca kiwnął głową. – Co dalej?
- Naciskamy. Cała noc przed nami. – Yoshiro uśmiechnął się lekko. – Pomyślnych łowów.
- Tobie również. – odparł Itsu, rozpływając się w mroku.
Sakura miała całkowitą rację, przewidując, że noc będzie ciężka. Piątka weteranów wynurzała się spośród cieni by uderzyć i zniknąć. Ich ataki były precyzyjne i widowiskowe – miały za zadanie wstrząsnąć kandydatami.
Kachiko nasyłała na młodych shinobi fantazyjnie ukształtowane cienie, rodem z najgorszych koszmarów, wydających z siebie potępieńcze jęki i zawodzenia.
Iwashi wybierał jedną lub dwie osoby w grupie i aplikował im subtelne genjutsu, które w niewielkim stopniu wypaczały ich percepcję rzeczywistości – zniekształcając rysy twarzy towarzyszy, przeinaczając dźwięki wydawane przez przyrodę, ostatecznie prowadząc do tego, że młodzi wojownicy ocierali się o skraj paranoi.
Itsu atakował niczym szara błyskawica – wynurzał się z ciemności, nokautował jedną, upatrzoną z góry ofiarę i znikał.
Yoshiro pojawiał się tam, gdzie nikt się go nie spodziewał i zazwyczaj po prostu biegł pomiędzy oszołomionymi kandydatami, przyczepiając im do ramion małe kartki. Wprowadzał tym więcej zamieszania niż gdyby atakował.
Itsuruko zaś starała się ograniczać do minimum działania zaczepne. Nie oznaczało to, że nie walczyła – jednak jej nadrzędnym zadaniem było kontrolowanie sytuacji. Była centralnym, najważniejszym ogniwem bitwowięzi – niezwykłej techniki, która pozwalała na nawiązanie mentalnych połączeń między członkami Szóstego Szturmowego.
Bitwowięź powstała niejako przez przypadek – dawno temu, krótko po utworzeniu ich Oddziału, Yoshiro, Itsu i Iwashi mieli w zwyczaju zaczynać każdy dzień od ćwiczeń kata. Z czasem dziewczyny zaczęły dołączać do ich treningów. Wkrótce potem Iwashi zauważył, że podczas dłuższych ćwiczeń w pewnym momencie zaczynają działać znacznie sprawniej niż zwykle. Nie można było tego wytłumaczyć prostym „docieraniem się" Oddziału, bo gdy następnego dnia znowu zaczynali ćwiczenia, nie było w nich tej jednomyślności – musieli znowu poćwiczyć wspólnie przez pewien czas, aby ponownie zacząć działać jak jeden organizm.
Tak odkryli, że Itsuruko ma pewne uzdolnienia w zakresie technik umysłowych – choć nie potrafiła narzucać innym swojej woli, czy przesyłać jednoznacznych obrazów czy słów, umiała nawiązywać więzi pomiędzy umysłami. Pod kierownictwem mistrzów i weteranów zdołała opracować ich własną, unikalną technikę, dzięki której nie raz i nie dwa udało im się ujść[a3] cało z największych tarapatów.
Teraz, dzięki Bitwowięzi, mogli precyzyjnie skoordynować swoje ataki aby wywierać nieustanną presję na młodych shinobi. Tylko tak mogli sprawdzić, czy będą oni w stanie wytrzymać.
I pomyśleć, że kiedyś klęli w żywy kamień swoich mistrzów, gdy sami przechodzili selekcję…
Słońce powoli, niechętnie wstało nad widnokręgiem. Dla ponad setki umęczonych shinobi był to wspaniały widok – oznaczał, że mieli za sobą już ponad połowę próby wymyślonej przez piątkę sadystów z Pierwszego Świata. Gdyby wiedzieli, co przyniesie im ten dzień, zapewne woleliby, aby noc nadal trwała.
Trójka przywódców ponownie spotkała się w tym samym miejscu, w którym rozstali się wieczorem poprzedniego dnia. Satsu spędził noc, siedząc oparty o pień drzewa i obserwując potyczki. Dał jasno do zrozumienia swoim podwładnym, że zawracanie mu głowy czymkolwiek mniej ważnym niż kolejna wiadomość do głowy któregoś Klanu byłoby dużym błędem.
Po wymianie uprzejmości, powrócili do przerwanej poprzednio rozmowy.
- Nadal nie jestem pewna, jaki sens ma cały ten test. – przyznała Tsunade, obserwując poligon. – Odnoszę wrażenie, że te dzieciaki mają takie szanse na pokonanie Szóstego Szturmowego jak uczniowie Akademii w starciu z ANBU.
- Powiedziałbym, że nawet mniejsze. – przytaknął Satsu. – Ale oni nie mają ich pokonać. Chcemy zobaczyć, jak ci kandydaci radzą sobie w ciężkich warunkach, gdy wróg naciska ze wszystkich stron. Musimy wiedzieć, czy wytrzymają, czy się załamią.
- Czyli ta cała selekcja ma sprawdzić tylko ich odporność psychiczną? – zdziwił się Gaara. – Nie lepsze byłoby jakieś genjutsu? Albo nawet taki egzamin jak ten, przez który ja przechodziłem trzy lata temu?
- To nie to samo. – Satsu przecząco pokręcił głową. – Egzamin nie jest w stanie odwzorować napięcia panującego na polu walki, nawet jeśli prowadzą go specjaliści od manipulacji psycho-emocjonalnej. A ze wszystkich genjutsu jakie znamy, jedynie Tsukiyomi jest w stanie wytworzyć iluzję która potrwa odpowiednio długo – przynajmniej według ofiary. Bo o ile wielu ludzi jest w stanie zawziąć się i wytrzymać krótkie potyczki, to większość z nich nie wytrzymuje psychicznie długich starć, takich, które trwają dłużej niż jeden dzień. – Satsu wrócił myślami do własnego szkolenia. On nigdy nie trafił do Oddziałów Specjalnych, ani tym bardziej Szturmowych. Był następcą daimyo i takie nadmierne ryzykowanie jego życiem byłoby nierozsądne. Mało brakowało a skończyłby w SOLu, którym tak bardzo gardził. Na szczęście ojciec miał identyczną opinię o „dekownikach" i wysłał Satsu do zwykłego oddziału liniowego. To tam chłopak nauczył się podstaw dowodzenia. Zasady były te same, niezależnie od tego, czy chodziło o Klan, czy o drużynę wojskową. Tam dowiedział się, jak oceniać ludzi.
Potrząsnął głową. Znowu dał się ponieść wspomnieniom. Z zaciekawionych spojrzeń, jakie posyłali mu Hokage i Kazekage wynikało, że przerwał na dłużej planował. Potrząsnął głową. – Przepraszam. Zdaję się, że znowu odpłynąłem.
- Nic się nie stało, Satsu. – Gaara wzruszył ramionami. – Ale jedno mnie zastanawia – skoro to tylko test odporności psychicznej, to po co ten tajemniczy drugi etap?
- Żeby jeszcze zwiększyć ich obciążenie. – Satsu wzruszył ramionami. – Nie twierdzę, że mi się to podoba – osobiście uważam, że całość projektował jakiś porypany sadysta – ale muszę przyznać, że system działa.
W tej chwili jego uwagę przykuła seria ognistych kul, lecąca w niebo. – Co u diabła… U kogo jest aż tak kiepsko z celnością?
- To chyba Sasuke szykuje się do wykonania swojej techniki… – stwierdziła niepewnie Tsunade. Widząc pytające spojrzenie Satsu wyjaśniła. – Używa tych kul ognia żeby podnieść temperaturę powietrza i doprowadzić do powstania chmury burzowej. Potem wykorzysta błyskawice… – przerwała, widząc zbolałą minę Satsu. – Coś nie tak?
- Cóż… powiedzmy, że wywoływanie burzy w obecności mojego brata nie jest najlepszym pomysłem… O czym ten cały Sasuke zaraz się przekona.
Najwyraźniej Tsunade słusznie rozpoznała intencje towarzyszące serii ognistych kul. Nad poligonem zaczęły zbierać się ciemne chmury, a chwilę później zaczęły pojawiać się pierwsze, na razie nieśmiałe łuki wyładowań elektrycznych.
- Uuuu… Yoshi się ucieszy… – Hitomi pokręciła głową. Widząc pytające spojrzenia, zaczęła tłumaczyć. – Nasz brat ma… skrzywienie na punkcie burz. Odkąd udało mu się nauczyć W Sztormie Ukrycia, nauczył się wykorzystywać rozszalały żywioł jako broń, ale fascynował go już wcześniej.
- W Sztormie Ukrycie? Co to za natura? Nigdy o czymś takim nie słyszałem. – zapytał lekko zdziwiony Gaara.
- To Kekkei Touta, wykorzystujące połączenie Pioruna, Wiatru i Wody. – wyjaśnił Satsu. – Jest trochę podobne do W Burzy Ukrycia, aczkolwiek potężniejsze. Do tego stopnia, że umożliwia ograniczoną manipulację pogodą. Yoshiro, współpracując z Take, jest w stanie wywołać burzę w określonym miejscu, rozpędzić ją, albo uniemożliwić jej zmianę miejsca.
- Rozumiem. – Kazekage skinął głową, przenosząc spojrzenie na poligon.
Hitomi słusznie przewidywała, że jej brat się ucieszy. Yoshiro zastanawiał się już wcześniej, czy nie wywołać burzy – małej, takiej w sam raz aby ściągnąć kandydatom na głowy kilku gromów. A tu proszę, ktoś go wyręczył…
Na szczęście nikt mu teraz nie przeszkadzał. To dobrze, bo kontrolowanie burzy nie było łatwym zadaniem. Uklęknął i zamknął oczy. Skoncentrował się na wyczuwaniu pulsującej energii przepływającej przez Świat. Nie miał do tego jakiegoś wielkiego talentu, ale po kilku chwilach odnalazł właściwy rytm. Poczuł puls Świata. Jego świadomość pomknęła z niewyobrażalną prędkością po niewidzialnych niciach, przenikających wszystko i wszystkich na tym Świecie. Dzięki olbrzymiemu doświadczeniu w posługiwaniu się naturą Sztormu, był w stanie dostroić się do specyficznego rytmu fal przepływających przez chmurę.
Choć jemu wydawało się, że minęły godziny, w rzeczywistości jego serce uderzyło zaledwie tuzin razy. Otworzył oczy: był gotów.
Sasuke rozglądał się lekko zdziwiony. Co się działo? Czemu pioruny jeszcze nie zaczęły bić?
- Coś nie tak, młody? Masz minę jakby pięciolatek ograł cię w „trzy karty". – dobiegł go rozbawiony głos zza jego pleców. Odwrócił się, unosząc wyżej swój kusanagi.
Kilka kroków dalej stała postać w krwawoczerwonym płaszczu. Iwsahi, specjalista od genjutsu. Opuścił miecz. Ta walka nie miała zostać rozstrzygnięta przez siłę. Aktywował sharingana.
- Ooo, sharingan. Fajowo. – Iwashi się wyszczerzył. – Miałem nadzieję, że będę mógł przeprowadzić próbę…
Sasuke uniósł brwi. O czym tamten mówił? Po chwili miał się przekonać.
Oczy Iwashiego nagle przestały zmieniać kolory. Tęczówki, obecnie pomarańczowo-czerwone, nagle się rozszerzyły. Po chwili pojawiły się charakterystyczne, czarne łezki. Sasuke ze zdumieniem patrzył w sharingana.
- Jak ty… Skąd… Jak…
- Jeżeli to cię zainteresowało, to co powiesz na wersję rozszerzoną? – Iwashi uśmiechnął się jeszcze szerzej. Tęczówki rozszerzyły się jeszcze bardziej, a po chwili wewnątrz kręgu uformowanego przez trzy łezki zaczęły pojawiać się następne trzy, tworzące drugi pierścień!
- Co do cholery? – Sasuke potknął się cofając. Z rozmachem usiadł na ziemi.
- Nazywam to Sharinganem w sharinganie. Nie mam czasu na tłumaczenie co to właściwie jest, więc pozwól, że zaprezentuję ci, do czego służy.
Z tymi słowami, Iwashi spojrzał głęboko w oczy młodego shinobi z klanu Uchicha. Sasuke poczuł nagle wstrząs, który przeniknął całe jego jestestwo.
Złapał się obiema rękami za głowę. Co on sobie myślał? Jak mógł w ogóle myśleć o tym, żeby dołączyć do tego oddziału?
Popełnił w życiu wiele błędów. Żadnego nie naprawił. Czuł, jak ich ciężar zaczyna go przygniatać.
Iwashi popatrzył jeszcze przez chwilę na klęczącego Uchichę, po czym odwrócił się. Widział wielokrotnie efekt użycia Osądu. To, czy dzieciak zdoła się pozbierać, zależało już tylko od niego. Czy będzie w stanie usprawiedliwić przed samym sobą swoje decyzje? I to bez żadnego upiększania, bez żadnych wykrętów.
Wzruszył ramionami. To już nie zależało od niego. Nie miał zbyt wielkiego wyboru – Osąd był jedną z nielicznych technik które pozwalały skutecznie ocenić siłę woli danej osoby, a jednocześnie nie były szczególnie niebezpieczne dla stanu psychicznego.
„Nie, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie, jeśli dzieciak okaże się za słaby", pomyślał, opuszczając Sharingana w sharinganie.
Naruto stłumił cisnące się na usta przekleństwo. Jakby było mało tych nieustających ataków, to teraz jeszcze zwróciła się przeciwko nim sama pogoda.
- Co tu się wyrabia, ten teges?
- Mnie nie pytaj. – wydyszał Kiba. Na czole miał paskudne rozcięcie, które wciąż krwawiło, zalewając mu oczy strugą szkarłatnej cieczy.
- Próba, tak? Mam wrażenie, że oni chcą nas po prostu wykończyć. I po kiego grzyba ja się w to pakowałem… – Suigetsu wyraźnie nie był zachwycony obrotem sytuacji.
- Wiesz, wciąż tego nam nie wyjaśniłeś… – zwrócił mu uwagę Juugo.
- Odczep się. Nie mam teraz czasu! – odciął się Houzuki, kiedy tuż obok niego uderzył kolejny piorun.
- Szlag. – wyrwało się zza zaciśniętych warg Yoshiro. Mało brakowało, a usmażyłby dzieciaka błyskawicą. Z drugiej strony, ten cały Suigetsu był niezły – zdołał obliczyć trajektorię gromu na tyle szybko, że dał radę wykonać unik. Wciąż był zbyt wolny, jak na standardy Oddziałów Szturmowych, ale jednak był niezły… Oby tylko przeszedł drugą próbę.
- Ghyaaa! – wrzask niósł się daleko. Satsu uniósł brwi. Ciekawe, co tam się działo…
- Nie ruszaj się, bo pogorszysz. – powiedziała Mina, starając się utrzymać rannego shinobi Ame w bezruchu. Bezskutecznie.
- Pogorszy? – jej pacjent zerwał się krzycząc. - Gorzej być nie może, ty durna…
- Kiedy lekarz każe się nie ruszać, zazwyczaj ma ku temu dobre powody. – powiedział cicho Itsu, pojawiając się jak zwykle znikąd. Przyjrzał się paskudnie wyglądającej ranie brzucha. – Co mu się stało?
- Głupi wypadek. Kiedy wykonywał unik przed jednym z gromów, trafił go skalny odłamek. – wyjaśnił medyk, którego smok właśnie wylądował. – Ale wygląda na to, że moja obecność tutaj ograniczy się do przytrzymania tego bałwana…
Itsu skinął głową i obrzucił dziewczynę spojrzeniem. Najwyraźniej znała się na swoim zadaniu. Pochylił się nad rannym i skontrolował jej dzieło. Jak na kogoś, kto nie potrafił posługiwać się naturą Krwi, była znakomita. Wstał i odwrócił się do medyka.
- Ściągnij tego gościa. A potem wracaj do patrolowania.
Lekarz nie okazał ani śladu zdziwienia. Pochylił się nad rannym i błyskawicznie założył mu prostą technikę stazy. Chwilę później załadował go na grzbiet smoka i odleciał.
Itsu spojrzał na dziewczynę. – Dobra robota.
Zanim Mina zdołała odpowiedzieć, Itsu zniknął.
Yoshiro poprawił zrolowany płaszcz pod głową. Z miejsca, które znalazł, miał świetny widok na cały poligon.
- Już odpuszczasz? – rozległ się znajomy głos nad nim.
- Cześć, Itsuruko, ciebie też miło widzieć. – odpowiedział.
- A ty nie powinieneś kontrolować burzy?
- Jakiej burzy? – odpowiedział pytaniem Yoshiro.
Itsuruko podniosła spojrzenie i stwierdziła że faktycznie, chmura niemal zniknęła.
- Burza się wyszalała nieco szybciej niż sądziłem, ale to pewnie dlatego, że zacząłem nieco za wcześnie. Powinienem był poczekać aż chmura będzie większa, ale w sumie to bez znaczenia…
- Zdajesz sobie sprawę, że leżąc na mokrej trawie nabawisz się kataru? – zapytała, siadając obok.
W odpowiedzi Yoshiro parsknął śmiechem. – Po pierwsze, powiedziałbym, że katar to najmniejsze z moich zmartwień. A po drugie, jak już zapewne zauważyłaś, tutaj trawa jest sucha.
Itsuruko uniosła zdumiona brwi. – Potrafisz tak dokładnie kontrolować deszcz?
- Nieeee, ale umiem nakłonić wiatr, żeby wiał w konkretnym kierunku. – odparł z szelmowskim uśmiechem. – Efekt jest wystarczająco podobny, nie uważasz?
- W sumie, co za różnica… – Itsuruko wzruszyła ramionami.
Słońce minęło zenit, nim cała piątka weteranów zgromadziła się na wzgórzu. Iwashi był ostatni.
- A ty co, nie zamierzasz przetestować ich psychiki? – zapytał Itsu. W jego głosie nie było zdziwienia, ani nawet zainteresowania.
Iwashi potrząsnął głową. – Mam w terenie coś ze trzydzieści klonów, które obrzucają ich Osądem i podobnymi technikami.
- Chyba że tak… – rzucił w zamyśleniu Itsu.
Iwashi przyjrzał się bliżej przyjacielowi. – Co ci się stało?
- Walczyłem z tym ich specem od taijutsu, Lee. Dzieciak jest fenomenalnie dobry. Rozwalił mi prawy łokieć i lewe kolano. – padła niedbała odpowiedź.
Iwashi gwizdnął z podziwu. Nie podejrzewał, że tutejsi będą aż tak dobrzy. Rozwalić Itsu łokieć… Niezłe osiągnięcie.
- To co teraz robimy? – zapytała Kachiko.
- Jeżeli chodzi o mnie, to możemy równie dobrze posiedzieć tu do wieczora. – odrzekł z wzruszeniem ramion Yoshiro.
- Jak tak, to ja się zdrzemnę. – stwierdziła Itsuruko. – Obudźcie mnie, jak przyjdzie czas na drugi etap.
- No, zapowiada się na dłuższe czekanie. – stwierdził Yoshiro, patrząc na niebo i obliczając w pamięci czas pozostały słońcu zanim dotknie horyzontu.
Naruto ledwo trzymał się na nogach. Najpierw przez pół dnia stoczył kilkanaście potyczek, później przez całą noc on i jego przyjaciele byli nieustannie atakowani, a kiedy wstał następny dzień, nie przyniósł im nic dobrego – poza kolejnymi atakami, burzą, która najwyraźniej postanowiła się na nich uwziąć, a na końcu dał się złapać w genjutsu. I to jakieś szalone – na samo wspomnienie psychodelicznych wizji poczuł gęsią skórkę.
Teraz, kiedy słońce dotknęło już widnokręgu, ataki ustały. Początkowo uznał to za jakiś podstęp. Dopiero po pewnym czasie przypomniał sobie, że pierwszy etap selekcji miał skończyć się o zachodzie słońca.
Z trudem powłócząc nogami skierował się w stronę placu, gdzie zaczął się cały ten „egzamin". Miał szczerą nadzieję, że ten drugi etap będzie łatwiejszy. Nawet nie przypuszczał wcześniej, w jak wielkim stopniu polegał na chakrze którą otrzymywał od Kuramy. Co gorsza, zanim to do niego dotarło, zdążył nieco za bardzo poszaleć i teraz był na skraju wyczerpania. Chociaż właściwie, to już przekroczył ten skraj. Teraz na nogach trzymał go jedynie upór. No i ciekawość. Chciał się dowiedzieć, czym jest ten przeklęty Ryuugan.
Idąc, zauważał kolejnych kandydatów. Podobnie jak on, wyglądali na skrajnie wycieńczonych. Z trudem powłóczyli nogami, szli zgarbieni, nie mieli nawet sił aby unieść głowy.
Naruto nie mógł sobie przypomnieć, żeby kiedykolwiek widział ich w podobnej kondycji. No, może tuż po ataku Paina na Konohę. Coś go zastanowiło. Miał się właśnie głębiej zastanowić, gdy nagle zorientował się, że jest na polanie. Trochę się zmieniła – nie przypominał sobie okazałej ramy Tori. Ani sporego tłumu gapiów.
Kiedy dotarł ostatni kandydat, Itsu wystąpił do przodu. Jego ruchy były jeszcze sztywniejsze niż zazwyczaj, z powodu zablokowanych stawów.
- Gratuluję wam wszystkim zaliczenia pierwszego etapu. – oznajmił, mierząc wzrokiem kandydatów. – Chcę was jednak ostrzec. Ci, którzy zdecydują się podjąć wyzwanie, którzy podtrzymają decyzję o zgłoszeniu się do szkolenia dla jednostek specjalnych, będą wspominać minione półtora dnia z nostalgią jako najprzyjemniejszy dzień jaki pamiętają. – przez tłum kandydatów przeszedł cichy szmer. – Druga część selekcji czeka na was po przekroczeniu tej bramy. Zastanówcie się jednak, bo kiedy podejmiecie decyzję, nie będzie od niej odwrotu. Jeśli postanowicie podjąć szkolenie, obiecuję wam znój i wyzwania przekraczające możliwości zwyczajnych shinobi. – mówił cicho i spokojnie, a jednak w jego głosie można było wyczuć siłę, oraz pewną hipnotyczną nutę. Nie wspierał się żadnym genjutsu. Po prostu przemawiało przez niego doświadczenie dowódcy liniowego, który nie raz prowadził swoich ludzi w ogień najcięższej walki. – Jeśli wytrwacie, jeśli uda się wam przejść przez całe szkolenie, nikt i nic nie będzie w stanie was złamać. Tak jak ogień oczyszcza i hartuje stal, tak my oczyścimy i zahartujemy was. A więc zapytam jeszcze raz: kto ma odwagę przekroczyć bramę, wiodącą do piekła na ziemi?
W ciszy, która zapadła po jego słowach, dałoby się usłyszeć upadającą igłę. Przez chwilę, która wydawała się wiecznością, nikt się nie poruszył. W końcu piątka weteranów odwróciła się i przeszła przez bramę.
Seshi, chociaż sam nie jestem wielkim fanem emo-boya, to nie mogę go zabić,przynajmniej na razie. Będzie mi potrzebny. Czy pożyje dłużej, to się zobaczy...
Kwestia sharingana u Menmy wyjaśni się, może nie w najbliższej przyszłości, ale na pewno nie zostawię tego bez żadnego wytłumaczenia. Jak tylko będę miał okazję, to powiem co i jak.
Ponieważ Zwierciadło Czarnej Duszy to nie to samo co Wodospad Prawdy, nie daje też takich samych rezultatów, dlatego Menma różni się od Mrocznego Naruto. I nie zapominajmy, że blondas sam nie wpadł na to, że może się dogadać s tym drugim sobą. Musał go na to naprowadzić Killer Bee. Poza tym, wątek Menmy będzie jeszcze powracał.
Pamiętam, że Kage Bushin pozwala przyspieszyć trening, ale potrafi z niego korzystać tylko Naruto - więc to mało uniwersalna metoda szkoleniowa.
I na koniec - na przyszłość odpowiedzi będę wrzucał w Reviews. Postaram się robić jak najszybciej.
