Betowała: Havoc.


Rozdział 13


Poniedziałek, 18 maja 1998, 19:04

— Zaklęcia — powiedział Severus następnego wieczora, podczas gdy obserwował młodego mężczyznę siedzącego sztywno na drugim końcu kanapy. — Data egzaminu jest ustalona na następny wtorek. Zarówno część pisemna, jak i praktyczna odbędzie się rano, więc popołudniowy harmonogram nie zostanie naruszony.

— Ta, już otrzymałem rozpiskę, dzięki — mruknął Harry.

— Niepokoisz się?

— Co? Zaklęciami? Nie. Jestem dobry w zaklęciach.

Co dziwne, wraz z ostatnimi słowami fala szkarłatu zalała twarz Harry'ego. Czyżby przypomniał sobie, jak dobry Severus jest w posługiwaniu się Sensatus?

— Test praktyczny nie powinien sprawić ci wiele problemów — przyznał Severus. — Jednak teoria nie jest twoją najmocniejszą stroną. Powtórzyłeś gruntownie materiał?

Harry westchnął.

— Klasyfikację Ulberta, protazmiczną taksonomię, teorię magii bezróżdżkowej i etyczne podstawy Graydona.

— Innymi słowy większość tego, co każdy siedmioroczny powinien znać, jeśli pominie się praktyczny aspekt. — Snape uniósł brew na widok miny Harry'ego. — Zaskoczony, że jestem świadom, czego naucza się w innych przedmiotach?

— Właściwie to tak — odpowiedział Harry. Wyłowił z kieszeni kilka szarych, przypominających drewno strąków, wrzucił je do buzi i zmiażdżył głośno. Severusa zdumiała ta dziwna przekąska, jeszcze zanim chłopak włożył do ust kciuk i palec wskazujący, aby wyciągnąć łupiny. — Mogę prosić o serwetkę?

Zadrżawszy, Severus przywołał jedną.

— Czy to jest jakiś rodzaj mugolskiego jedzenia?

— Mmm, nasiona słonecznika — odpowiedział Harry, wycierając palce o serwetkę. — Dobrze smakują, o ile są nieco słone. Chcesz trochę?

— Nie. — Odchrząknął i zaproponował: — Nie musisz przynosić ze sobą jedzenia. Jeśli jesteś głodny, wystarczy wezwać domowego skrzata i ten przyniesie ci coś, co lubisz.

— Słonecznik mi odpowiada — stwierdził Harry uparcie.

— Ale mi nie odpowiada. Odłóż go — rozkazał, będąc już rozdrażnionym.

Harry zrobił tak. Wytarł ponownie ręce o serwetkę, zanim zapytał:

— Czy to kwestia manier? Nie jesteśmy na formalnej kolacji ani nic w tym stylu.

— Znajdujemy się w moim domu, a to coś jest ordynarne w każdej sytuacji.

Harry przekrzywił głowę, zielonymi oczami przypatrując mu się intensywnie.

— Zdawało mi się, że mówiłeś, abym czuł się tu jak w swoim domu.

Ach, czyli chłopak go sprawdzał? Interesujące. Po namyśle zasugerował:

— Być może mógłbyś się powstrzymać przed jedzeniem ich poza kuchnią.

— W porządku — zgodził się Harry. Zwęził oczy w zastanowieniu. — Wiesz co? Po twoim zachowaniu podczas lekcji nie powiedziałbym, że będziesz się przejmować manierami. Jesteś nieubłaganie grubiański.

Severus uśmiechnął się do niego zimno.

— Po twoim zachowaniu podczas lekcji nie powiedziałbym, że będziesz się przejmował nauką. Jesteś nieubłaganie niesumienny.

Z doświadczenia wiedział, że zwykle najmniej usposobieni akademicko uczniowie próbowali udowodnić, że się myli, po tym jak obraził ich inteligencję, co było jednym z powodów, dlaczego zachowywał się tak nieubłaganie grubiańsko, jak to określił Harry. Rzeczony uczeń zamknął gwałtownie książkę i rzucił mu spojrzenie, które przywodziło na myśl znużenie, a być może nawet zniechęcenie.

— Nie jestem uczniem jak Hermiona, wiem to. Zawsze tyle różnych rzeczy odciągało moją uwagę. I zanim wspomnisz quidditch, uprzedzam, że nie tylko sport mam na myśli. W każdym razie teraz…

Wzruszył ramionami i odwrócił wzrok.

— Teraz? — dopytywał się Snape z kamiennym wyrazem twarzy. — Dałem ci wystarczająco dużo czasu na naukę, czyż nie?

— Tak — potwierdził Harry. — Chodzi o to, że trudno widzieć w tym jakikolwiek sens, to wszystko.

Severus skrzyżował nogi i złączył dłonie pod brodą.

— Na tak późnym etapie zastanawiasz się nad sensem włożenia pełnego wysiłku w zdanie owutemów?

— Uprawniają do wykonywania zawodu, co jest jedynym powodem, dlaczego miałbym je zdać. Prawdopodobnie nawet nie powinienem myśleć o karierze, bo zaklęcie nie pozwoli mi pracować — wytłumaczył.

— Jeszcze nie jesteś niewolnikiem — zauważył Severus.

Nie uszło jego uwadze ostre zaczerpnięcie powietrza na słowo niewolnik.

— Sam powiedziałeś, że to nie ma znaczenia, gdy… no wiesz…

— Gdy flirtujesz ze ślicznymi dziewczętami? — wycedził Severus niecierpliwie. — Założenie Podentes przyjmuje, że suplikant kocha czarodzieja, któremu składa śluby. Bycie zaangażowanym seksualnie gdzie indziej zaprzeczałoby idei zaklęcia. Nieco inną sprawą są owutemy. Podejście do egzaminów z przysługującą im powagą nie zakłóci odprawienia rytuału, jeśli nie będziesz zamierzał użyć wyników, by ubiegać się o przyszłą karierę.

Harry spojrzał na niego ze zmęczeniem.

— W takim razie po co je zdawać? Jak może liczyć się wynik, jeśli nigdy nie dostanę pracy? Jeśli całe życie spędzę jako twój…

— Powiedz niewolnik — polecił Snape. — Lepiej nie uciekać przed prawdą.

— Niewolnik — wyszeptał, odwracając twarz.

Snape przysunął się i położył palec pod brodą Harry'ego, zmuszając do ponownego spojrzenia na niego.

Będziesz miał pracę. Najważniejszą ze wszystkich. Zadanie pokonania Czarnego Pana. Nie wiesz, jaka wiedza ci się w tym przyda.

— Ale to dalej nie sprawia, że wyniki egzaminów są ważne — nalegał Harry.

— Wyniki pozwolą ci ocenić postęp, jaki zrobiłeś w każdej z dziedzin.

Harry westchnął i otworzył książkę, choć z wyraźną niechęcią.

— Wróćmy do zaklęć. Możesz mi wyjaśnić, na czym polega protazmiczna taksonomia?

Severus prześwidrował Harry'ego wzrokiem, niezbyt przekonany, że ma zamiar dać z siebie wszystko, przez co poczuł niejaką konsternację, ponieważ w ciągu całego poprzedniego tygodnia był pod wrażeniem pracowitości, z jaką młodzieniec przygotowywał się do każdego przedmiotu. No może poza eliksirami, ale to nie było żadnym zaskoczeniem.

Co wywołało tę zmianę? Czyżby w ten osobliwy sposób manifestował się stres przedegzaminacyjny? Jakby nie patrzeć, do rozpoczęcia owutemów pozostał tylko tydzień.

Jednak z jakiegoś powodu nie mógł otrząsnąć się z wrażenia, że nagle Harry pogodził się ze swoim losem tak bardzo, że nie odbierał końca edukacji jako wydarzenia mającego znaczenie. No cóż, po części takie nastawienie działało na ich korzyść. Być może ułatwi to Harry'emu bezwarunkowe oddanie się, tak jak chce tego Podentes.

— Profesorze? To znaczy, eee… Severusie?

Potrząsnął głową i odgarnął z twarzy długie włosy. Zauważył, że Harry przesunął się na kanapie, by zwiększyć między nimi dystans, więc niechętnie także się cofnął. Przez chwilę siedzieli tak blisko, że ich uda przylegały do siebie, ale Severus nie chciał zakłócać czasu, który miał być poświęcony nauce.

— Protazmika składa się z pięciu poziomów opartych na stopniu, z jakim fizyczne właściwości zostają zmienione, gdy na obiekt oddziałuje zaklęcie…

~.~.~

Poniedziałek, 18 maja 1998, 20:32

— Dobra, myślę, że już to rozumiem — stwierdził Harry jakiś czas później. — Choć wciąż dużo pozostaje do zapamiętania. Dzięki… Hm, możemy jutro powtórzyć zielarstwo? Egzamin z niego odbędzie się wcześniej niż z zaklęć.

— Tamten materiał umiesz lepiej — mruknął Severus. — Ale tak.

Kiedy Harry spojrzał w górę, zielone oczy przysłaniało zmęczenie.

— Mogę iść?

W tonie głosu wyraźnie dźwięczała nadzieja. Najwidoczniej niczego bardziej nie chciał, jak usłyszeć, że ten tydzień również zostanie przeznaczony prawie w całości na przygotowywaniu się do egzaminów. Problem tkwił w tym, że ten tydzień w niczym nie przypominał ostatniego. Jeszcze bardziej przybliżyli się do siedemnastego czerwca, a dodatkowo już zaczęli wypróbowywać w praktyce koncepcję przyjemności między sobą.

Nic nie było takie samo.

— Nie zapomniałeś o czymś? — zadrwił lekko, dobrze wiedząc, że Harry nie zapomniał. — Po co tu przyszedłeś? By jedynie uczyć się zaklęć?

— Jest już późno…

— Nie bądź taki wstydliwy — żachnął się. Wiedział, że nie powinien się denerwować niechęcią Harry'ego, ale i tak wprawiała go w niepomierne zirytowanie. Sobotniej nocy młodzieniec jęczał w jego ramionach i Severus nie był skłonny pozwolić mu o tym zapomnieć. — Ściągaj koszulę!

— Ty naprawdę masz na tym punkcie fioła — mruknął Harry, po czym zaczął rozsupływać węzeł krawata.

Ze zniecierpliwieniem Severus obserwował jego poczynania, stwierdzając, że powinien był nakazać ściągnąć krawat wcześniej. W zeszłym tygodniu pomogło im to stworzyć mniej formalną atmosferę, gdy spędzali razem czas na czytaniu i nauce. Z drugiej strony oglądanie, jak Harry zdejmuje po kolei każdą rzecz, też miało swoje plusy…

Calorum — powiedział, lekkim machnięciem różdżki wprowadzając w życie rozkaz. W komnatach było chłodno, dokładnie tak jak lubił. Nie kłopotał się więcej z nagrzewaniem ich dla Harry'ego, skoro wynikły z tego jedynie skargi. Jednak bez koszuli będzie mu zimno. — A więc — zaczął, taksując go otwarcie, choć uważał, by zachować na twarzy niewzruszony wyraz. Wyciągnąwszy dłoń, przejechał palcami po każdym z obojczyków. Młodzieniec wzdrygnął się, ale pozostał w miejscu. — Porozmawiamy — ogłosił, przesuwając w górę koniuszki palców, by pogładzić szyję. Ten gest wywołał dreszcz. Tak, szyję miał bardzo wrażliwą. Severus z pewnością o tym nie zapomniał. — Porozmawiamy, podczas gdy ty będziesz przyzwyczajał się do mojego dotyku.

— Potrzebuję Sensatus — przyznał Harry głosem łamiącym się z paniki.

— Nie dzisiaj — orzekł, jedną ręką masując napięte ścięgna. Drugą natomiast chwycił dłoń Harry'ego i splótł luźno ich palce. — Dziś nauczysz się tolerować mój dotyk bez zaklęć.

— W takim razie potrzebuję eliksiru na uspokojenie żołądka! — wybuchł Harry.

— Żadnych eliksirów — zaśmiał się Severus, ściskając lekko dłoń Harry'ego. — Nie sądziłem, że Gryfon potrzebuje wspomagaczy. Gdzie podziała się ta sławetna odwaga, z której jesteście tak dumni?

— Jasne, bo akurat ten tekst zadziała — odciął się Harry. — Całe siedem lat spędziłeś na wpajaniu tej papce uchodzącej za mój mózg, że to, co jest odwagą dla Gryfonów, jest zwykłą lekkomyślną głupotą dla każdego innego.

Severus zatoczył dłonią półokrąg, kciukiem naciskając na gardło.

— W obecnych okolicznościach lekkomyślna głupota działałaby na moją niekorzyść.

— Czy wyglądam, jakbym ci się przeciwstawiał? — sapnął Harry.

Wiercił się na swoim miejscu, ale niewystarczająco, by odsunąć dłoń Severusa. Mimo że jedną rękę miał wolną, jedynie zaciskał ją na aksamicie sofy.

— Wyglądasz na podenerwowanego, kiedy powinieneś być zrelaksowany — zauważył, łagodząc nacisk na szyi.

Przesunął palce w dół, by ponownie przekreślić obojczyki, a potem jeszcze niżej, aż zatrzymała się na wzniesieniu mięśni piersiowych. Quidditch naprawdę go wzmocnił. Severus musiał powstrzymać chęć uśmiechnięcia się na ten widok.

— Biorę na siebie, cokolwiek wymyślisz, okej? Jeśli rytuał przebiegnie pomyślnie, będziemy… uch, no wiesz… żeby skrzyżować moce! To trochę za dużo, żeby jeszcze wymagać ode mnie zrelaksowania.

— Dlaczego?

Pochylił się i poczuł woń soli z tych odrażających nasion. Był to całkiem miły zapach. Przysunął się, aż ich uda się stykały, po czym przyciągnął Harry'ego i objął jednym ramieniem. Hmm, naprawdę pasowali do siebie, nawet pomimo niskiego wzrostu Harry'ego. Severus ledwo w to wierzył; dawniej przejawiał tendencję do wybierania mężczyzn swojego rozmiaru, ale było coś kuszącego w niekwestionowanej dominacji, jaką ta dysproporcja sugerowała.

Zmarszczył brwi, uświadamiając sobie, że nawet bez odprawienia mrocznej magii Podentes zaczyna czerpać przyjemność z władzy, jaką sprawuje nad Harrym. To będzie wymagało zastanowienia, ale… nie teraz. Dzisiejszego wieczoru ma inne rzeczy na głowie. Harry powiedział, że nie pociągają go mężczyźni, ale w jaki dokładnie sposób doszedł do takiego wniosku? Pewien poziom eksperymentów był całkowicie normalny nawet dla heteroseksualisty.

— Czy kiedykolwiek wcześniej byłeś z mężczyzną?

Harry sapnął i starał się wyswobodzić, ale Severus trzymał go w mocno. Ta mała rebelia trwała zaledwie tylko chwilę.

— Nie, oczywiście, że nie!

— Z chłopcem?

Powiedziałem ci już, że nie interesuje mnie ta sama płeć!

— Możliwe, ale w twoim wieku? — Wzruszył ramionami i puścił dłoń Harry'ego. Następnie obrócił się ku niemu na tyle, żeby przejechać dłonią w górę i w dół brzucha. Mięśnie natychmiast naprężyły się pod jego dotykiem. — Spodziewałem się, że przynajmniej zgłębiłeś tę możliwość. Żaden z kolegów nie wydał ci się atrakcyjny?

— Nie w ten sposób.

— Hmm. — Severus poczuł się nieco rozczarowany. Miał nadzieję odkryć jakieś wcześniejsze doświadczenia, które dałyby podstawę do dalszych działań i ułatwiłyby sytuację. Nawet zamierzał zapytać o kilka szczegółów, by dowiedzieć się, z czym Harry czuje się swobodnie, choć niewątpliwie wyciągnięcie szczerych odpowiedzi zajęłoby mu kilka wieczorów. Niestety wyszło na jaw, że jedyne seksualne doświadczenia posiadał z dziewczętami. To niosło ze sobą konsekwencje przekraczające samą orientację; oznaczało to, że będzie całkowicie nieprzyzwyczajony do bycia na dole. — Nawet pocałunku? Z tą samą płcią oczywiście. Nie? Nawet pieszczot?

— Tylko z tobą — odarł Harry kwaśno. — Możemy zmienić temat? Nie potrzebuję przypomnienia, że z tobą utknąłem.

I tym samym, co przegapia, dodał Severus w myślach.

— Panna Granger wydaje się być ostatnio na ciebie pogniewana — wbił szpilę. — Nie siedzicie razem, odkąd pokłóciliście się w trakcie sobotniego obiadu.

Harry zamarł.

— Już zacząłeś obserwować mnie podczas każdego posiłku? Upewniasz się, że zachowuję maniery? Nie żeby to było twoją sprawą, ale tak. Obraziła się na mnie, a ja jestem zbyt zmęczony słuchaniem jej narzekań.

— Czego dotyczyła wasza kłótnia?

Na te słowa Harry nachmurzył się gniewnie.

— Nie chcę o tym rozmawiać.

Severus westchnął i rozluźnił uścisk.

— Wie o przepowiedni, prawda?

— Ta, Binns wytłumaczył nam jej znaczenie. Zresztą zanim dowiedziałem się, o co w tym wszystkim chodzić, pozwoliłem Hermionie zobaczyć to, co Neville spisał z pamięci. Nikomu nic nie powie. — Zaśmiał się ostro. — I nie tylko dlatego że mnie kocha. Nieszczególnie pali się do zapoczątkowania rządów terroru mugolaków, choć od czasu do czasu rzuca mi te okropne, pełne współczucia spojrzenia. Przynajmniej inni przestali tak robić.

Severusa nie zaskoczyło szczere wyznanie Harry'ego, że Granger odwzajemnia jego miłość, ale w tym momencie co innego było ważne.

— Co masz na myśli, mówiąc inni? — zapytał natychmiast, tracąc zainteresowanie dotykaniem. Pochylił się z dłońmi na kolanach i przekręcił głowę, by przeszyć Harry'ego spojrzeniem. — Rozumiem, że przedstawienie Trelawney doprowadziło do plotek, ale wydawało mi się, że chociaż raz użyłeś zdrowego rozsądku i zatrzymałeś szczegóły dla siebie!

Co ciekawe, Harry nie struchlał przed jego gniewem, tak jak to czynił w obliczu nawet najlżejszego dotyku. Oczywiście zważywszy na ich wspólną przeszłość, był bardziej przyzwyczajony do przyjmowania od Severusa pogardy i wściekłości.

— Niczego nie powiedziałem — wyjaśnił spokojnie. — Słuchaj, uczniowie wzięli przepowiednię na poważnie tylko dlatego, że Neville spanikował. Kiedy wydawało się, że zaklęcie nawet nie istnieje, zrzucili to na karb zwyczajowej, malującej wszystko w czarnych kolorach osobowości Trelawney. Zdajesz sobie sprawę, że wróży mi śmierć przynajmniej dwa razy w miesiącu? To było tylko dziewięć dni zaciekawienia i tajemnicy, które dały im pretekst do urwania się z lekcji.

Severus popadł w zadumę.

— Kto dokładnie widział pełną treść przepowiedni? Mam na myśli błędną wersję Longbottoma.

— Ja, Hermiona, Ron, profesor Binns, dyrektor i ty — wyliczył Harry. — To wszyscy, sir, szczerze.

— Severusie — poprawił automatycznie. — Czy Longbottom zrobił jakąś kopię?

— Nie. Dyrektor powiedział mu, żeby milczał.

— Jak wiele twoim zdaniem rozumie z tego, co planujemy?

Harry skrzywił się.

— Wie, że istnieje jakieś zaklęcie, które ty i ja musimy rzucić. W każdym razie Ron tak jakby wygadał się przed Neville'em, że jesteś tym, który mnie nienawidzi i jednocześnie ocalił moją skórę. Byłem z Hermioną sam, kiedy odkryliśmy, że wymaga to ode mnie zgody na pozostanie twoim… eee, niewolnikiem, ale nawet ona nie wie, że mam być…

— Seksualnym niewolnikiem? — zasugerował Snape. Złość wyparowała, zastąpiona przez mroczne rozbawienie.

Harry przymknął na chwilę oczy.

— Zgadza się. Nie ma o tym pojęcia i nie zamierzam jej tego mówić.

Cóż, w opinii Severusa z pewnością wyjaśniało to kilka rzeczy. Jeśli Harry nie powiedział swojej dziewczynie całej prawdy, nie miała sposobu wiedzieć, dlaczego odmawia spotykania się z nią. Nic dziwnego, że jest zła i go prowokuje. I choć miało to pewne zalety pod względem trzymania Harry'ego w seksualnym napięciu, nie byłoby mądrym pozwolić zajść sytuacji zbyt daleko. Granger nie była ładna — choć Severus wiedział, że wielkim znawcą kobiet nie jest — ale Harry wystarczająco ją lubił. Być może nadszedł czas, żeby ją przestrzec.

— Może lepiej będzie, jeśli przynajmniej powiesz pannie Granger, co dokładnie twoje niewolnictwo będzie… — urwał, gdy Harry zaczął kręcić gwałtownie głową.

— Chyba sobie żartujesz. Zdumiewa mnie, że wytrzymała tak długo i słówkiem nie pisnęła Ronowi o zaklęciu niewolnictwa, ale jeśli usłyszy prawdę, przybije ją to sto razy bardziej i w końcu mu się zwierzy. Wiem, że tak będzie. A Ron! — Oddech świsnął przez zęby Harry'ego. — Skończy w Azkabanie za próbę morderstwa. I to po tym, jak przez przypadek wypapla wszystko w pokoju wspólnym. To nie jest dobry pomysł.

— Wygląda na to, że nie — przyznał Severus. Na moment jego ręce powróciły do nagiej klatki, by zakreślić kontury żeber. Palce podążyły w dół ku linii spodni, jednak nie zakradły się do środka. Nagle przestał dotykać Harry'ego i wręczył mu koszulę. — Ubierz się, skończyliśmy na dziś. Możesz iść.

Harry pochylił się, by wsunąć na ramiona koszulę. Kiedy zapinał guziki, rzekł:

— Chciałem jeszcze o coś zapytać. Jak długo dokładnie planujesz szpiegować dla Zakonu? Nie będzie to bezpieczne po tym, jak odprawimy rytuał, prawda? Vol… niech to, Czarny Pan może w każdej chwili odkryć przez ministerialnego sługusa, że jakby to powiedzieć… wziąłeś mnie pod swoje skrzydła.

— Zwykłe wziąłeś mnie byłoby bardziej adekwatne — zakpił Snape, mając serdecznie dość rezerwy Harry'ego i jego enigmatycznych no-wiesz. — Dlaczego tak bardzo obawiasz się otwarcie mówić o seksie? To tylko funkcja organizmu.

— Dlaczego tak bardzo obawiasz się nazywać go po imieniu? — zripostował Harry. — To tylko idiotyczny, nic nieznaczący tytuł, który ten tchórzliwy dupek sobie nadał. I nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Zaprzestaniesz szpiegowania? Raczej nie jest dobrym pomysłem rzucanie zaklęć zmysłowości jednej nocy, by drugiej przechadzać się do niego w celu knucia mojej śmierci.

— Oklumencja, panie Potter. Słyszałeś o niej?

— A co kiedy zarejestrujemy kontrakt w Ministerstwie Magii? To z pewnością położy kres twojej prześwietnej szpiegowskiej karierze.

— Ministerstwo zostanie poinformowane, że przedsięwziąłeś Cambiare Podentes i teraz jesteś niewolnikiem. Nie musimy ujawniać, kto cię posiada.

Harry wstał i odwrócił się plecami, by wciągnąć koszulę w spodnie. Gdy skończył, obrócił się i przemówił:

— To może nam kupić trochę czasu, ale naprawdę myślisz, że śmierciożercy nie wykombinują, co się dzieje? Nie możesz dalej chodzić na te spotkania. Zabiją cię, by powstrzymać nas przed skrzyżowaniem mocy.

— Twoja troska mnie wzrusza — wypluł Severus jadowicie.

Harry zamrugał.

— Och. Przepraszam. Słuchaj, nie chciałbym twojej śmierci bez względu na wszystko, więc nie wściekaj się tak. Ale to mi przypomniało... Um, zakładając, że umrzesz przede mną, czy ja… — Wziął głęboki wdech i wypalił jednym tchem: — Chciałbym odzyskać moją własność. Kto jest twoim spadkobiercą?

— Dobry Merlinie, ty nic nie rozumiesz — jęknął Snape. — Chodź, usiądź.

Kiedy już Harry siedział, choć nie tak blisko jak wcześniej, Snape kontynuował ze skupieniem na twarzy:

— Jak myślisz, dlaczego pan zyskuje pełną kontrolę nad mocami suplikanta? Albo też ma do dyspozycji Compulsio? Dla własnej ochrony, ponieważ tylko śmierć może zakończyć niewolnictwo. Jeśli umrę wcześniej, będziesz wolny.

Harry zakaszlał, zaskoczony.

— To jest dopiero… zachęta.

— Już planujesz moją śmierć?

— Nie, miałem na myśli… eee, te rzeczy, które napisałeś. Że ludzie pomyślą, iż z podwojonymi mocami mogę stać się następnym Czarnym Panem. No więc, zabicie cię zakończy wymianę mocy, prawda?

— Właściwie to nie udokumentowano, co się stanie w takiej sytuacji. Założywszy, że ukończymy krzyżowanie mocy, pozbawienie mnie życia przypuszczalnie unicestwi jedyną siłę na ziemi, która mogłaby cię powstrzymać. Jak sądzę, każdy potencjalny zamachowiec zastanowi się dwa razy.

— No raczej — mruknął Harry. — Ale powiedziałeś, że obrzęd stworzono dla zakochanych czarodziei. Dlaczego pan miałby się obawiać, że jego własny niewolnik zwróci się przeciwko niemu?

— Jesteś tak bardzo gryfoński, żeby wierzyć w miłość aż po grób? Natomiast w kwestii mojego spadkobiercy powinieneś sam wywnioskować.

Harry przełknął głośno.

— Eee, profesor Dumbledore?

Severus zazgrzytał zębami.

— Nie, imbecylu! Ty! Ty jesteś moim spadkobiercą!

— Ja?

— Oczywiście. Będziesz potrzebował swoją własność z powrotem, gdy mnie zabraknie. — Z tymi słowy dźwignął się z kanapy i wyciągnął rękę. — Accio list Harry'ego.

Koperta z grubego, kremowego pergaminu przeleciała przez przedpokój i wylądowała na jego otwartej dłoni. Była wciąż zapieczętowana okrągłą porcją czerwonego wosku i odciśniętą na niej pieczęcią Gringotta.

— Otwórz w dormitorium — poinstruował, przekazując kopertę. — Będziesz potrzebował klucza, aby przeczytać coś więcej poza zwrotem grzecznościowym. W sobotę przynieś list z powrotem razem z kluczem; przygotujemy żądanie przetransferowania zawartości twojej skrytki do mojej. — Westchnął, głęboko wszystkim wyczerpany. — A teraz zmykaj, Harry.