Rozdział siódmy, część II
[Godryk]

Gdy otworzyłem oczy poczułem ogromny ból, rozchodzący się po moim ciele niczym ogień, palący mnie od wewnątrz. Z jękiem podniosłem się do pozycji siedzącej, zamglonym wzrokiem rozglądając dookoła. Wtedy rzuciła mi się w oczy drobna kobieta, siedząca na skraju łóżka. Uśmiechała się do mnie przyjaźnie i wlepiała we mnie wielkie, błękitne oczy, przepełnione łagodnością. Swoje jasne włosy miała związane na boku, a w dłoniach ściskała opasłe tomiszcze.

- Mam na imię Helga – odezwała się, przerywając ciszę, która zaległa między nami.

- Godryk – odpowiedziałem, lekko skinąwszy głową w jej stronę.
Zaśmiała się perliście, ukazując w uśmiechu rzędy prostych, białych zębów.

- Wiem, chłopcze. – Wstała, odkładając książki na bok. - Rowena i Salazar opowiedzieli mi wszystko, co o tobie wiedzieli. Jesteś dla nich zagadką, zresztą i dla mnie. - Na chwilę zamilkła i znów nastała grobowa cisza, przerywana jedynie świstem wiatru.

Wpatrywała się we mnie, nawet nie mrugnąwszy, aż poczułem się nieswojo. Czułem, jakby starała się przeniknąć mnie wzrokiem.

- Nie jestem tu, by zrobić ci krzywdę, wręcz przeciwnie. - Odezwała się nagle, jakby chcąc mnie uspokoić, chociaż nie było ku temu żadnej potrzeby. - Wezwała mnie Rowena na prośbę Salazara. W sumie groził wszystkim wokół torturami, śmiercią, a następnie wskrzeszeniem i ponowną katorgą, dopóki nie powiedziałam, że wszystko będzie z tobą w porządku. Nigdy nie widziałam, aby ktoś tak panikował jak on, a uwierz mi, pomagałam tylu osobom, że ciężko byłoby zliczyć.

- Panikował? - zapytałem, unosząc brwi w zaskoczeniu.
Nie byłem ani trochę zdumiony jego zachowaniem. Panika i Salazar chodzą w parze, ale żeby martwił się o mnie? Czyżby mu na mnie zależało?

- Zależy mu na tobie – powiedziała nagle Helga, jakby czytając mi w myślach.

- Dlaczego pani tutaj jest? - zmieniłem temat, czując jak gorąc znów zalewa moje ciało.

- Salazar przyniósł cię tutaj po tym jak źle się poczułeś. Z moich badań wynika, że twoje osłabienie spowodowane było uzależnieniem od eliksiru. Od dawna zażywałeś Perverterimus Speculum. Mamy podejrzenie, że nawet nie miałeś o tym pojęcia, a patrząc na twoją minę, to ani trochę się nie pomyliliśmy.

- Perverterimus Speculum? Cóż to takiego?

- Jest to eliksir zniekształcający rzeczywistość, nazywany również krzywym zwierciadłem. Eliksir ten ma bardzo silne działanie. Każdemu, kto go wypije można z łatwością zmienić światopogląd; skrzywić jego zachowanie i sposób rozumowania, a także narzucić własne zasady oraz wolę. Jest niezwykle trudny do zrobienia, kosztowny i przesiąknięty mroczną magią. Ma działanie krótkotrwałe, więc trzeba stopniowo zwiększać dawkę. Silnie uzależnia.- Wyrecytowała z pamięci, spoglądając na mnie wzrokiem mędrca przemawiającego do głupca.

Zamrugałem ze zdziwieniem i chciałem zaprzeczyć, ale przez myśli przewinęło mi się setki momentów, w których podawali mi do picia niby zwykłą wodę, ale o przedziwnym, wręcz obrzydliwym posmaku. Zacisnąłem wargi, aż utworzyły prostą linię. Helga zauważyła to.

- Zajęłam się tym i nie musisz się już martwić. Uzależnienie było dość silne, ale ostatecznie udało mi się je zneutralizować. Teraz pozostaje mi ostrzec cię, że ponowne zażycie grozi nawrotem, więc ani się waż wypić cokolwiek od obcej osoby! Zrozumiałeś?

- Owszem, dziękuję – odpowiedziałem, unosząc kąciki ust w delikatnym uśmiechu. - Czy mogę już wstać? Czuję się, jakbym był przyklejony do łóżka od miesięcy...

- Jestem w szoku, że masz tyle energii. Pośród moich pacjentów nie było nikogo, kto by miał ochotę i siłę wstać, a ty jesteś i tak jednym z gorszych przypadków.

- To znaczy, że mam pozwolenie i nie zostanę obezwładniony, gdy tylko się poruszę? - zaśmiałem się, wygrzebując się z nakrycia.
Helga odpowiedziała sympatycznym śmiechem. Wtedy zamarłem. Czułem się bardzo dziwnie...

- Wszystko w porządku? - Jasnowłosa spoważniała, bacznie mnie obserwując. Była gotowa rzucić się, aby mnie zbadać od stóp po czubek głowy.

- Nie jestem pewien... czuję radość, ciepło na duszy. Nie rozumiem, co się dzieje! - Wstałem gwałtownie, łapiąc się za głowę. Czułem jeszcze zawroty, ale zignorowałem je, bo nie one były źródłem moich zmartwień. - Czy to normalne czuć w ten sposób?

- Najnormalniejsza rzecz pod słońcem, mój drogi. Sądzę, że jesteś na dobrej drodze, by wrócić do dawnego życia. - Podniosła się, wygładzając przód swojej sukni i zrobiła kilka kroków w stronę drzwi. - Myślę, że powinniśmy powiadomić Rowenę i Salazara o twoim stanie. Już wystarczająco długo zamartwiają się, uprzykrzając przy okazji życie skrzatom. Odprawiłam już dziesiątki...

- Zapewne masz rację – przytaknąłem i skierowałem kroki w stronę drzwi, starając się nie chwiać, ale przystanąłem, gdy zauważyłem, że Helga ani drgnęła. - Coś się stało?

- Mam ochotę sobie z nich zażartować... nawet nie wiesz ile się stresu najadłam przez nich i ich zamartwianie się o ciebie. Co powiesz na... - Nachyliła się i wyszeptała mi kilka słów, a z każdym następnym na mojej twarzy pojawiał się coraz szerszy uśmiech.

Szedłem za Helgą, chowając się za jej plecami. Poły jej sukni, które specjalnie wzięła na boki, sprawiały, że z przodu nikt nie był w stanie mnie dostrzec. Rozpoznałem drogę, którą szliśmy i wiedziałem, że zaraz wejdziemy do kuchni. I nie myliłem się. Zgrabnie wyskoczyłem zza jej pleców i ukryłem za framugą, chcąc mieć lepszy widok na całe zajście. Ledwo widziałem, ale to i tak było coś. W pomieszczeniu panowała grobowa cisza, której nikt nie śmiał przerwać. Salazar i Rowena wpatrywali się w Helgę. Dopiero po kilkunastu sekundach ta pokręciła przecząco głową na pytanie wiszące w powietrzu i zobaczyłem Salazara z przerażoną miną, podtrzymującego się o stół. Moje serce zabiło mocniej na ten widok. Naprawdę mu na mnie zależało!
Tak jak podejrzewałem Helga nie wytrzymała i parsknęła śmiechem, co zbiło ich z pantałyku. Dopiero, gdy wyszedłem z ukrycia na ich twarzach odmalowała się najpierw ulga, a potem wściekłość. Salazar patrzył z mordem w oczach i nie zdziwiłbym się, gdyby zaraz rzucił w kogoś jakąś klątwą.

- To nie było zabawne. Ani trochę – wycedził, podążając za mną wzrokiem. Po chwili zrobił gwałtowny ruch i myślałem, że już po mnie, ale wtedy poczułem, jak silne ramiona chwytają mnie w mocny, niedźwiedzi uścisk. - Na Merlina! Nigdy więcej tego nie rób! - wykrzyknął tak głośno, że aż zaczęło mi dzwonić w uszach.

- Du-u-usisz mnie – wyjąkałem, próbując poluzować silny chwyt, ale im bardziej się starałem, tym mocniejszy się stawał.

Marne byłyby moje szanse na przeżycie, gdyby nie Rowena, która delikatnie odchrząknęła, zwracając na siebie uwagę Salazara. Oderwał się ode mnie, uciekając wzrokiem gdzie indziej, wyraźnie speszony. Zresztą, sam też byłem, patrząc na uśmiechy satysfakcji obu kobiet (jakby wiedziały coś, o czym my nie mieliśmy pojęcia).

- Jak się czujesz? - zapytał, starając się nie brzmieć na zanadto przejętego. Wykręcał palce u dłoni, wpatrując się z takim skupieniem, jakby to była najbardziej interesująca rzecz dzisiejszego dnia, jak nie w całym życiu.

- Teraz już lepiej, dziękuję za troskę – odpowiedziałem.

Słowo troska sprawiło, że Slytherin poczuł się jeszcze bardziej nieswojo. Miałem wrażenie, że lekko się rumieni, ale jest większe prawdopodobieństwo, że mi się wydawało.

- Wybaczcie, że psuje romantyczną atmosferę – odezwała się Helga, czyniąc ten komentarz w najmniej odpowiednim momencie. - Podczas leczenia Godryka zauważyłam coś podejrzanego.

- Podejrzanego? Co masz na myśli?

- Nie powinnam tego robić, wiem, ale coś mnie podkusiło i... stało się! Mam nadzieję, że nikt mnie za to nie zlinczuje, bo naprawdę nie miałam złych zamiarów. Chciałam tylko...

- Przejdź do sedna sprawy, Helgo.

- Próbowałam spenetrować umysł Godryka, ale oczywiście tylko, dlatego, aby odkryć powody zmian w jego zachowaniu i nie tylko. Ale... nie było tam nic. W jego umyśle jest jakby blokada, bardzo silna i nie udało mi się zdobyć nawet fragmentu jakiegoś wspomnienia, myśli... Czegokolwiek! Nigdy się z czymś takim nie spotkałam. Mam nadzieję, że to nie wasza sprawka...

- Nie mamy z tym nic wspólnego. W sumie też wzbudziło to w nas podejrzenie, ale równie dobrze Godryk może być mistrzem oklumencji – powiedziała Rowena. - Nie wiemy nic o jego wcześniejszym życiu oprócz tego, że jest synem Williama Gryffindora, jednego z największych czarodziei naszych czasów. Ale to jest wystarczająca informacja, by przypuszczać, że przed śmiercią zadbał o wykształcenie syna.

- To nie jest oklumencja! Jestem wystarczająco doświadczoną czarodziejką, by rozróżniać te dwie rzeczy. Ktoś zablokował umysł Godryka i myślę, że jeśli zniszczymy blokadę, przypomni on sobie o wszystkim, co zdarzyło się w przeszłości.

- I nie wpływie to na jego teraźniejsze życie? - zapytał Salazar z lekką obawą w głosie.

- Nie mam pojęcia, nigdy nie zdejmowałam takiej blokady. Zastanawiające jest to, kto ją założył. To musiał być naprawdę potężny czarodziej...

- Wybaczcie, ale ja tu jestem! - Zamachałem wysoko ręką, próbując zwrócić na siebie uwagę.

Nie lubiłem, gdy ludzie mówili na mój temat, jakby mnie nie było tuż obok. Musiałem jednak przyznać, że troszeczkę mnie zmartwili. Czy chcę poznać moją przeszłość? A może jednak lepiej jest o niej nie pamiętać? A co jeśli była znacznie gorsza niż moje dotychczasowe życie?

- Myślę, że powinniśmy spróbować odzyskać twoje wspomnienia – powiedział Salazar. - Jestem pewien, że wyjdzie to nam wszystkim, nie tylko tobie, na dobre.

Przyjrzałem mu się. Bał się, może nie tak bardzo jak ja, ale jednak czuł strach. Przez myśli przeszło mi wiele możliwości, jak to się skończy i żadna z nich nie miała szczęśliwego zakończenia. Ale czułem, że mogę zaufać Salazarowi skoro był absolutnie pewien, że wszystko pójdzie dobrze.


Mahakao - Bardzo nas cieszy, że ten rozdział nie wzbudził już w Tobie poczucia zagubienia. My również myślimy, że cały czarodziejski świat dowie się o tym, że się kochają, zanim oni sami to zrozumieją. Ale jesteśmy coraz bliżej tej długo oczekiwanej chwili. A czy Godryś będzie uczył transmutacji... czas pokaże ;) Dziękujemy za czytanie i pozostawianie komentarzy. Wiele to dla nas znaczy.