14. Buchta

— Straszny tutaj bałagan. Jakieś liny leżą na pokładzie.

Karkarow, który właśnie zszedł z pokładu rufowego, stanął jak wryty. Autor tych niefortunnych słów, Aleksiej Poliakow, nie dostrzegł nadejścia profesora, który pojawił się bezszelestnie za jego plecami. Dyrektora zobaczyła za to cała reszta uczniów. Szóstka reprezentantów szkoły, która należała do załogi statku, wbiła w profesora spojrzenia, w których, obok współczucia dla kolegi, który właśnie fatalnie podpadł Karkarowowi, dało się wyczytać jednak chęć ujrzenia ciągu dalszego. Nawet Wiktor Krum, który dotychczas trzymał się nieco na uboczu i stał tuż przy wantach grotmasztu, opierając się o burtę, zerknął na Karkarowa, nieznacznie unosząc brwi. Pozostali uczniowie wyglądali na nieco przestraszonych. Wszyscy wiedzieli, w większości przypadków z własnego doświadczenia, że stary kozioł potrafi być bardzo nieprzyjemny.

Poliakow zdążył się zorientować, że chyba coś jest nie tak, ale nie miał odwagi obejrzeć się za siebie.

— W razie wątpliwości... — zaczął lodowatym głosem Karkarow, kiedy już nieco przyszedł do siebie. Poliakow odwrócił się gwałtownie i o mało co nie wypadł z wrażenia za burtę, gdy ujrzał za sobą dyrektora. Nieszczęsny uczeń na twarzy zbladł tak, że był jeszcze bielszy niż futro, które zwykle nosił profesor. — To jest buchta. Buchta to zwój liny, który można natychmiast rozwinąć bez ryzyka splątania. Większe liny, jak te tutaj, układa się na pokładzie statku.

Dyrektor jeszcze przez chwilę mroził spojrzeniem nieszczęsnego ucznia, po czym — przynajmniej chwilowo — zostawił go w spokoju i rzekł do pozostałych:

— Wszyscy pod pokład. Mam wam do przekazania parę spraw. Pana od bucht również to dotyczy — warknął na Aleksieja, który stał jak wryty, nie śmiejąc się poruszyć czy nawet głośniej odetchnąć.

Dopiero później Poliakow dowiedział się, że jeżeli chodziło o utrzymanie porządku na pokładzie, to Karkarow nie miał sobie równych. Podejście miał pedantyczne, wyznając zasadę, że na żaglowcu nie ma racji bytu pojęcie „dość dobrze" – musi być zawsze „idealnie". Nie zmieniało to jednak faktu, że tego dnia profesor bardzo dobrze sobie zapamiętał Poliakowa. A Aleksiej wcale nie był z tego powodu szczęśliwy.