Za poprawienie rozdziału dziękuję niezastąpionej SimplyIsabelleS.


Dominikamaja, dziękuję za komentarz. Tak, tłumaczę to opowiadania i obiecuję, że doprowadzę je do końca. Wszystko rozstrzygnie się za niedługo, także nie będzie trzeba na to długo czekać.

Guest, miło mi, że tak sądzisz. Cieszę się również, że według Ciebie moje tłumaczenie się poprawia. Naprawdę mi na tym zależy i staram się douczać pod tym względem. Mam nadzieję, że następne rozdziały również Ci się spodobają.

Z lekkim opóźnieniem, ale następny rozdział dotarł. Miłego czytania!


— Wszystko w porządku, Jonathan? – spytał Riddle.

Harry spojrzał w górę i zobaczył, że Tom przyglądał mu się uważnie.

— Co? Ach, tak, wszystko w porządku… Po prostu się zamyśliłem.

Tak naprawdę, Harry marzył o Insygniach Śmierci i zastanawiał się, czy, skoro nie posiadał Czarnej Różdżki, nie miał czego winić za swoje umiejętności w zakresie czarnej magii. Szybko zdał sobie sprawę, że coś zmuszało go do patrzenia na pierścień, który jak zawsze spoczywał na palcu Riddle'a… Starał się opanować i nie pokazywać żadnych emocji. Riddle przyglądał się mu dłuższą chwilę, zanim przemówił.

— Wydajesz się być czymś rozproszony – stwierdził.

— Tak… jestem tylko bardzo zmęczony.

Riddle przytaknął i podniósł ze stolika książkę, którą wcześniej czytał.

— Ferie świąteczne zawsze były męczące…

Harry spojrzał szybko na Toma. Stwierdził, że powinien rozwinąć ten wątek. Nie miał już ochoty czytać i musiał znaleźć jakiś sposób na odwrócenie swojej uwagi od Insygniów.

— Też nie lubisz świąt?

Riddle uśmiechnął się słabo.

— Tak. Staram się ignorować tę całą otoczkę.

Była Wigilia, w Pokoju Wspólnym było zimniej niż zawsze. Dochodziła dziewiąta wieczorem, a w Hogwarcie panowałaby cisza, gdyby nie szalejąca na zewnątrz zamieć.

— Nie dziwię się – odpowiedział Harry. – Każde święta spędzasz samotnie w zamku?

— Jeśli tylko mogę. Łatwiej jest mi znieść sytuację, w której nie muszę zmagać się z osobami czerpiącymi radość z kłamania.

— Zgaduję, że kogoś takiego jak Slughorn trudno uniknąć.

— Masz rację.

— Inni nigdy nie chcieli zostać w Hogwarcie na święta? – spytał Harry, mając na myśli śmierciożerców.

— Och, chcieli. Jednak od dawna wiem, że prawdziwym tego powodem nie jest ich wspaniałomyślność czy chęć dłuższego przebywania ze mną. To jeszcze jedna przyczyna do uniknięcia czyjegokolwiek towarzystwa w tym okresie.

— Ehm… w takim razie może lepiej…

— Nie, zostań. Nie miałem na myśli twojego towarzystwa – powiedział Riddle, dobrze wiedząc, jak Harry to odebrał. – Prawdopodobnie tak samo jak ja nie lubisz tych uroczystości.

Harry skinął lekko głową. Był pewien, że Riddle nienawidzi świąt z innych powodów niż on. Harry nie nienawidził samych świąt, tylko wspomnień z nimi związanych.

Zapadła cisza. Riddle wyglądał, jakby nad czymś rozmyślał.

— Jonathan, jak naprawdę umarli twoi rodzice? – spytał. Jego głos był jeszcze ostrożniejszy niż zawsze, a twarz nie wyrażała nic poza ciekawością.

— Nie kłamałem, gdy mówiłem, że zostali zamordowani – odpowiedział. Nie chciał teraz patrzeć na chłopaka, który odebrał życie jego rodzicom.

— Nie, nie sugerowałem, że kłamałeś – stwierdził szybko, niemal bez wahania. – Zastanawiałem się tylko, czy ma to związek z tym, że zostałeś wychowany w nienawiści do Grindelwalda.

Harry już kiedyś myślał nad tą kwestią. Dzięki poszukiwaniom odkrył, że w tysiąc dziewięćset dwudziestym siódmym, kiedy on, Harry, powinien się urodzić, Grindelwald miał ponad dwadzieścia pięć lat. Stwierdził, że w tym czasie czarnoksiężnik mógł już zabijać czarodziejów. Krążyły pogłoski o nieudokumentowanych śmierciach, które były łączone z Grindelwaldem. Żadna ze spraw nie była dobrze zbadana. W tym czasie każdy był zajęty ważniejszymi wydarzeniami i przejmował się gorszymi śmierciami, które miały miejsce.

— Tak… to jest ze sobą powiązane.

Nie wiedział dokładnie, dlaczego, ale zawsze czuł satysfakcję, gdy zastępował w swojej historii Voldemorta Grindelwaldem, mimo że Tom rzadko pytał o jego przeszłość. Co więcej, nie chciał zbyt dużo zmyślać na ten temat… Jego życie idealnie pasowało do tego, o którym musiał teraz kłamać. W końcu Grindelwald robił to samo co Voldemort, choć na mniejszą skalę.

Harry spojrzał na Toma, chcąc sprawdzić, czy wzbudził w nim choćby zainteresowanie. Jednak chłopak nieczęsto pokazywał swoje prawdziwe uczucia. Harry chciał z jakiegoś irracjonalnego powodu zobaczyć Riddle'a, który napawa się triumfem, ponieważ zamordował kogoś wcześniej niż sam Grindelwald. Jednak dobrze wiedział, że jest to niemożliwe… Gdy się nad tym dłużej zastanowił, uznał, że zarówno Riddle jak i Grindelwald musieli być w tym samym wieku, gdy zabili po raz pierwszy. W wieku szesnastu lat… Tom zamordował swojego ojca… A Gellert prawdopodobnie siostrę Dumbledore'a.

— Ile miałeś wtedy lat? – spytał Riddle cicho.

— Rok – odpowiedział Harry zgodnie z prawdą.

— To bardzo wcześnie – skomentował. – Co się z tobą stało po śmierci twoich rodziców?

Harry nie był na tyle głupi, żeby twierdzić, że w tamtym czasie byli już czarodzieje, którzy walczyli przeciwko Grindelwaldowi. Miał nadzieję, że historia, którą wymyślił, dobrze wyjaśni jego niejasną przeszłość.

— Zostałem umieszczony w magicznym sierocińcu. Mój ojciec umarł jako pierwszy, w Niemczech. Moja matka postanowiła wrócić ze mną do Anglii zanim i ona zostanie wytropiona. Zadbała o moją przyszłość, mimo że groziła jej śmierć… Przyjaciele moich rodziców zdołali mnie odnaleźć, ale nie mogli mnie adoptować, dopóki nie skończyłem jedenastu lat. Bali się, że zostaniemy wyśledzeni przez Grindelwalda. Nawet po tylu latach. Przez ten czas mieszkałem w małej wiosce czarodziejów.

— Ci przyjaciele walczyli przeciwko Grindelwaldowi, tak?

— Tak.

— Jak dużo was było? Mieli tam więcej dzieci, czy nie mogli sobie na to pozwolić?

— Byliśmy dość potężni, a było nas dość dużo – powiedział Harry, unikając wzorku Riddle'a. – Jednak nie sądzę, że wielu z nas przetrwało… Co do dzieci, nikt z nas nie spędzał całego życia, trenując. Organizacja działała dopiero od kilku lat. Większość młodych osób dołączyła, gdy mieli więcej niż piętnaście lat. Niektórzy dołączyli z powodu ich rodzin, które również były w organizacji, a niektórzy, ponieważ podzielali nasze poglądy. To zależy. Dopóki nie skończyłem piętnastu lat nie byłem uczony, jak się pojedynkować.

— Więc twoi opiekunowie tego nie planowali?

— Nie – odpowiedział. – Dopiero, gdy byliśmy wystarczająco daleko od sierocińca, powiedzieli mi prawdę o śmierci moich rodziców. Jednak nie sądzili, że Grindelwald jest kimś więcej niż zwykłym mordercą. Gdy dowiedzieli się, że zaczęła działać sprzeciwiająca mu się organizacja, przez długi czas się wahali… Ale każde z nas chciało walczyć. Wtedy byłem już na tyle dojrzały, żeby przekonać ich, że musimy to zrobić…

Harry przyjrzał się Riddle'owi, który wydawał się być zainteresowany tą historią. Był z tego zadowolony, ponieważ to oznaczało, że Tom nie miał wątpliwości co do prawdziwości tej opowieści. Harry był świadkiem wojny, co pomagało mu brzmieć autentycznie. Może Riddle był tym tak zaciekawiony, ponieważ sam chciał zostać czarnoksiężnikiem i wojna wydawała mu się nieuniknioną koniecznością.

— Ale twoi opiekunowie i członkowie tej organizacji byli mrocznymi czarodziejami?

— Częściowo… jednak bliżej było im do szarych czarodziejów. Przynajmniej na początku. Byliśmy w stanie zrobić wszystko, żeby doprowadzić do upadku Grindelwalda, ponieważ przez jego działania większość z nas straciła bliskich. Nie mieliśmy innego wyboru niż zwalczać ogień ogniem… Powiedziałbym, że, szczególnie na końcu, to był bardzo ciemny odcień szarego.

— Jednak chcesz w końcu stać się mrocznym czarodziejem?

— Nie sądzę, żebym miał wybór, ponieważ nie mam zamiaru się szybko z tego wycofać… - Po tych słowach niespodziewanie poczuł silne ukłucie nienawiści do chłopaka siedzącego naprzeciw niego. – To jedyny sposób, żeby zrozumieć, co chce zrobić, kim właściwie jest…

Gdy teraz o tym pomyślał, zdziwił się, że w ogóle rozmawiał na ten temat z Riddlem. Nie byli przyjaciółmi, a Harry nie musiał dzielić się z nim tą historią… Jednak Tom był jego przywódcą, tak samo jak dla reszty śmierciożerców. Przypuszczał, że to dlatego opowiedział mu te wszystkie kłamstwa na temat swojej przeszłości. Zresztą musiał wyjaśnić tajemnicę, którą rzekomo odkrył Riddle. Harry miał nadzieję, że to nie była pomyłka… ale przecież nie zaczął sam o tym mówić; to Tom chciał wiedzieć. W dodatku Riddle zawsze wyciągał z innych odpowiedzi na swoje pytania, zanim ktokolwiek w ogóle zdążył się nad tym zastanowić.

— Masz nadzieję, że to ty doprowadzisz do jego upadku, prawda? Albo przynajmniej się do tego przyczynisz? – dopytywał się Riddle. – Jestem pewny, że Grindelwald ma w tej chwili wielu wrogów…

— Nie sądzę, żebym to ja miał być osobą, która go zabije… ale zrobię wszystko, żeby do tego doprowadzić.

— A co zrobisz potem? – zapytał, jakby sam plan zabicia Grindelwalda nie był wystarczająco surrealistyczny.

— Nie obchodzi mnie, co się po tym stanie…

— Skończysz z walką z czarnoksiężnikami?

— On jest moim jedynym celem i mam nadzieję, że nie znajdzie się nikt, kto będzie chciał kontynuować jego dzieło. Nie sądzę też, że będę jeszcze w stanie walczyć z czarnoksiężnikami. Tylko jego nienawidzę, ponieważ zamordował moich bliskich… Nie wierzę, że ktokolwiek mógłby to powtórzyć.

— Więc tak naprawdę nie masz nic przeciwko czarnoksiężnikom?

— Nie widzę powodów, żeby czuć nienawiść do kogoś, kto do tej pory nie dał mi ku temu powodu.

Riddle milczał przez chwilę, myśląc nad następnym pytaniem.

— Wierzysz, że pewnego dnia zostaniesz mrocznym czarodziejem?

— Prawdopodobnie – odpowiedział. – Jednak nie sądzę, że po śmierci Grindelwalda będę żył długo. Nie będę miał po co żyć.

Tom nie pokazywał żadnych emocji, więc Harry już nie starał się zrozumieć, do czego prowadzą te pytania. Był prawie pewny, że Riddle chciał po prostu zaspokoić swoją ciekawość i dać mu więcej tematów do przemyślenia.

— Wszyscy zginęli? Mam na myśli twoich bliskich.

— Nigdy nie będę tego pewny… Cóż, większość na pewno nie żyje. Widziałem, jak umierają. Jednak co do reszty… Mogę zaryzykować stwierdzenie, że kilku z nich udało się przetrwać… Jednak nie mogę teraz zacząć ich szukać.

Wyglądało na to, że Riddle doszedł do tego samego wniosku, ponieważ skinął głową ze zrozumieniem.

- Jak tobie udało się przeżyć?

Harry poczuł smutek, gdy pomyślał o prawdziwym powodzie, dzięki któremu przetrwał. Jednak zamiast rozpamiętywać przeszłość, skupił się na wymyśleniu odpowiedniego kłamstwa.

— Zgaduję, że dzięki szczęściu. Chociaż, nie sądzę, że to można by uznać za szczęście… raczej dostałem szansę.

— Co się wydarzyło w czasie bitwy? – Ciekawość Riddle'a nie miała końca. – Był tam Grindelwald? Jak pozbyli się ciał? I jak udało im się to ukryć przed innymi Ministerstwami w Europie?

Riddle naprawdę zaczął się tym fascynować, jakby te informacje miały być dla niego użyteczne. Harry czuł, że te pytania zaczynają go denerwować.

— Nie mogę ci tego powiedzieć. Nie jestem na tyle głupi, żeby wyjawić takie informacje.

Riddle dopiero teraz zauważył swój błąd.

— Nie zrozum mnie źle. Nie chciałem się urazić – zreflektował się szybko. – Po prostu jest to dość ciekawa historia.

— W tamtej chwili nie była zbyt ciekawa… - odpowiedział, nie przejmując się swoją opryskliwością.

Tom zamilkł na dłuższą chwilę. Uważnie myślał nad swoimi następnymi słowami. Jego głos był miękki, mniej żądający.

— Przepraszam, nie powinienem tak drążyć… Jednak powiedziałeś mi tak wiele…

— To, co ci powiedziałem, nie jest nawet w pobliżu niebezpiecznej ilości… - odpowiedział, starając się wyjaśnić to rozsądnie. – Jeśli powiedziałbyś komuś o tym, co już o mnie wiesz, nikt by ci nie uwierzył. Będę kłamać na temat tego, co stało się, gdy użyłem twojego pierścienia… A ty nie będziesz mógł go użyć, żeby cokolwiek udowodnić. Gdybyś to zrobił, byłbyś lekkomyślny, ponieważ ludzie, którzy wiedzą o Grindelwaldzie, uznaliby cię za jego poplecznika.

Po słowach Harry'ego zapadła cisza. Riddle wyglądał na niewzruszonego, ale Harry wyczuł, że chłopak jest zszokowany tymi słowami. Po dłuższej przerwie Riddle zadał kolejne pytanie.

— W takim razie dlaczego nie powiesz mi więcej, skoro i tak nie będę mógł tego nikomu wyjawić? Jeśli wszystkie dowody, które mam, są bezużyteczne…

— …nie muszę się martwić, że coś powiesz. Gdybym wyjawił ci teraz więcej, byłoby większe ryzyko, że zdobędziesz inne dowody. Chcę, żebyś wiedział tylko najważniejsze fakty z mojej przeszłości… ale nic poza tym.

Riddle rozważał te słowa. Harry czekał cierpliwie na to, co powie.

— Więc jaka historia kryje się za tym pierścieniem? – zapytał, zmieniając temat.

Harry zamilkł, myśląc nad odpowiedzią.

— Może wskrzesić zmarłych, to już wiesz… ale został stworzony, żeby przywoływać inferiusy.

Riddle wyglądał na zainteresowanego tą kwestią.

— Jednak, gdy go używałeś, wezwałeś tylko zmarłych.

— Tylko osoby, które wiedzą o magii pełnego przywrócenia zmarłych do życia, mogą stworzyć inferiusy. Ktoś taki jak ja może jedynie wskrzesić zmarłych. Nie mam wystarczającej wiedzy, żeby w pełni go użyć. Ale to jest o wiele skuteczniejsza metoda niż zamordowanie odpowiedniej ilości ludzi, żeby stworzyć armię. Oczywiście, jeśli wiesz, co robisz…

Tym razem Riddle, zanim przemówił, spojrzał na pierścień.

— Więc prawdziwe przeznaczenie jest dobrze ukryte. Mądra decyzja… Do kogo na początku należały te pierścienie?

— Na początku… posiadały je osoby najbliższe Grindelwaldowi.

Riddle spojrzał na Harry'ego. Był pewny, że na twarzy Toma zauważył cień zaskoczenia.

— Sądziłem, że masz kopię – skłamał Harry. Tymi słowami miał zamiar zaniepokoić Riddle'a. — Był on dość popularny wśród osób, które popierały Grindelwalda. Nikt nie nosi tych pierścieni na widoku, więc byłem zaskoczony… Ale potem odkryłem, że to nie jest kopia.

Riddle nic na to nie odpowiedział, niemal jakby obawiał się pytania, które Harry chciał zadać. Ten dobrze znał odpowiedź na swoje pytanie, ale i tak był zainteresowany, jakie kłamstwo wymyśli Tom.

— Jak udało ci się zdobyć ten pierścień?

Riddle zawahał się. Harry prawie się uśmiechnął. Nareszcie to on zmusił kogoś do wymyślenia fałszywej opowieści. Chłopak spojrzał na swój pierścień, zamyślony. Harry cierpliwie czekał na jego odpowiedź.

— Ukradłem go od czarodzieja… mojego wuja. Minął już ponad rok. Powiedział, że to rodzinna pamiątka. Teraz wiem, że to był podstęp, żeby ukryć jego prawdziwe pochodzenie.

Harry nie zdradzał żadnych uczuć, ale był zaskoczony tą odpowiedzią. Był przekonany, że Riddle wymyśli historię o tym, że miał go od zawsze… Ale może nie miał powodu kłamać. W końcu Harry nie będzie w stanie prześledzić jego pochodzenia. Nawet jeśli wiedział, że Tom jest wężousty, nie powinien nic wiedzieć o Marvolo. Zastanawiał się przez chwilę, czy usłyszał prawdę dlatego, że Riddle był pewny, że Harry też powiedział prawdę…

— Spotkałeś wuja? – spytał Harry.

— Tak.

Harry zamilkł na chwilę, zastanawiając się czy powinien zapytać, jak Tomowi udało się go spotkać bez opuszczania sierocińca lub Hogwartu… jednak się powstrzymał. Zamiast tego zdecydował, że chce usłyszeć, co Riddle miał do powiedzenia na temat swoich wcześniejszych losów.

— Możesz mi opowiedzieć o swojej przeszłości?

— Nie mam nic ciekawego do powiedzenia, naprawdę – odpowiedział Riddle. – Już wiesz, że urodziłem się w mugolskim sierocińcu i muszę przyznać, że poza tym nie wydarzyło się nic interesującego.

— Daj spokój, nie możesz mieć tak nudnego życia – zażartował, starając się wyciągnąć z Riddle'a jak najwięcej informacji. – Cokolwiek. Nieważne, co to jest. Ja opowiedziałem ci o sobie prawie wszystko, a o tobie nie wiem nic.

Perspektywa Toma opowiadającego mu o swojej przeszłości była zabawna, nawet jeśli mniej więcej wiedział o wszystkim, co powie – lub nie. Zastanawiał się, ile informacji Riddle będzie w stanie ujawnić obcej mu osobie.

— Co chcesz wiedzieć? – zapytał. Jego głos był poważny. To potwierdziło podejrzenia Harry'ego, że Riddle nie wyzna niczego dobrowolnie.

— Ile miałeś lat, gdy dowiedziałeś się o magii?

— Niczego nie byłem pewny, dopóki nie skończyłem jedenastu lat. Nauczyciel z Hogwartu odwiedził mnie w sierocińcu i zaoferował miejsce w szkole.

— A co z używaniem magii?

— Zgaduję, że używałem jej od zawsze, ponieważ nie pamiętam ani chwili, gdy inni nie traktowali mnie inaczej z powodu moich umiejętności… Wiem jedynie, że gdy miałem siedem lat, mogłem już w pełni ją kontrolować. Wtedy zacząłem używać jej do lepszych celów… - Riddle wyglądał na zirytowanego. Harry zastanawiał się, dlaczego chłopak odpowiada tak szczegółowo. Może chciał się upewnić, że potem będzie mógł zadać Harry'emu kolejne pytania.

— To dość wcześnie.

— A ty kiedy pierwszy raz jej użyłeś?

— Pierwszy raz, który pamiętam, był mniej więcej około moich siódmych urodzin. Chociaż to było spodziewane, więc nie mam z tym związanych wspomnień – skłamał. Tak naprawdę był tak samo zdezorientowany swoimi umiejętnościami. Jednak zamiast nauczyć się ją kontrolować, miał tylko nadzieję, że nic dziwnego więcej się nie wydarzy. Bał się kary za swoje niezwykłe zdolności… — Chodziłeś do mugolskiej szkoły?

— Właściwie do trzech. Zostałem usunięty z dwóch poprzednich za używanie magii na innych uczniach. Chociaż, oczywiście, nie usprawiedliwili tego magią…

Harry był raczej zdziwiony, że Riddle mu to wyznał, ale cieszył się, że może uzupełnić wiedzę o przeszłości Toma. Przypuszczał, że wyrzucenie ze szkoły za używanie przemocy na mugolach nie było dla chłopaka niczym niewłaściwym.

— Ale w Hogwarcie musisz być jednym z najlepszych uczniów.

— Lubię Hogwart. Czuję się wolny, ponieważ mogę tu używać magii. Dzięki temu mogę powstrzymać się przed jawnym krzywdzeniem innych – odpowiedział. – Nie chodziłeś wcześniej do magicznej szkoły?

— Nie, moi opiekunowie woleli, żebym uczył się w domu.

— Dlaczego? – zapytał zaciekawiony, sprytnie skierowując temat rozmowy na Harry'ego.

— Nie jestem pewny. Może bali się, że będę przebywał wśród obcych ludzi. Byli dobrze wykształceni, więc mogli sami mnie uczyć.

— Ale jak organizacja, do której później wstąpiłeś, mimo tylko członków pozostała w ukryciu?

— Głównie dzięki Zaklęciu Fideliusa. Mieliśmy kwaterę główną. Dzięki temu mogliśmy żyć normalnie. Większość członków odwiedzała kwaterę codziennie. Ja i moi opiekunowie mieszkaliśmy tam przez większość czasu.

— Więc każdy z was musiał być potężny…

— Tak, tak sądzę.

Riddle wyglądał, jakby chciał zadać jeszcze jedno pytanie, ale zamiast tego zamilkł. Być może czuł, że za bardzo by ryzykował. Dwójka chłopaków przyglądała się sobie. W pewnym momencie Harry miał wrażenie, że Riddle szuka czegoś w wyrazie jego twarzy.

— Dzięki wężomowie przekonałeś swoich przyjaciół, że uczenie się czarnej magii od ciebie to dobry pomysł?

— Częściowo. Jednak większość z nich wiedziała o mojej mocy z lekcji – odpowiedział, wciąż przyglądając się Harry'emu. – Dlaczego twoi opiekunowie nauczyli cię wężomowy? Z pewnością musiałeś się jej nauczyć zanim skończyłeś piętnaście lat…

— Nauczyłem się, gdy miałem jedenaście lat – stwierdził, wiedząc, że młodsze osoby łatwiej uczą się języków. – Przypuszczam, że uważali to za użyteczne – w szczególności do utrzymywania naszych sekretów. Dla osób nie znających języka trudne jest jego wykrycie, nawet gdy jest on używany w ich obecności.

Riddle skinął głową i nie drążył tematu. Harry poczuł zaniepokojenie, gdy chłopak nie odpowiedział. Tom wyglądał, jakby zastanawiał się nad czymś poważniejszym.

— Nie masz więcej pytań?

Chciał wiedzieć, o czym myśli Riddle.

— Tylko jedno…

— Jakie?

— Chyba nie powinienem o to pytać – stwierdził Riddle cicho.

— Dlaczego nie?

— Nie sądzę, żebyś miał na nie odpowiedź.

Gdy to usłyszał, poczuł się lekko zaniepokojony.

— Nie ma pytań bez odpowiedzi…

— Jestem pewien, że ta zasada w tym przypadku się nie sprawdza.

Harry zamilkł. Czyżby coś przegapił?

— Powiedz, o co chodzi. Musi być jakaś odpowiedź…

Jednak nie był pewny, czy rzeczywiście chciał usłyszeć to pytanie. Nie, jeśli Tom uważał je za tak ważne.

— Naprawdę chcesz, żebym zadał to pytanie? – zapytał Riddle.

— Tak.

Riddle nadal przyglądał się Harry'emu uważnie, ale chyba nie zobaczył tego, co chciał ujrzeć. Czekał, czując coraz większy lęk z każdą mijającą sekundą.

— Powiedz mi… - zaczął powoli. – Co to jest?

W tej samej chwili Riddle chwycił dłoń Harry'ego, wywołując to samo dziwne uczucie, które pojawiło się na jego skórze poprzednim razem. Chciał się odsunąć, ale coś kusiło go, żeby zobaczyć, co stanie się, jeśli tego nie zrobi.

Riddle z jeszcze uważniej przyglądał się Harry'emu, czekając, aż przemówi. Harry czuł się zagubiony, gdy patrzył w szare oczy Toma. Minęła chwila, zanim był w stanie cokolwiek powiedzieć.

— Nie wiem, co to jest… - powiedział cicho.

Minęło kilka sekund, podczas których oboje się sobie przyglądali. W końcu Harry zabrał swoją dłoń. Odwrócił wzrok od Toma i wstał.

— Jest już późno. Chyba powinienem iść spać…

Riddle wciąż patrzył w jego stronę, ale Harry nie spojrzał mu więcej w oczy. Odwrócił się.

— Erm… dobranoc… - pożegnał się, zanim poszedł do dormitorium.

Nie słyszał, żeby Tom odpowiedział.