„Znikające punkty we mgle"
Pojawienie
się Księżnej w koronie Królowej Elisionu spowodowało, że cały tłum obserwował
Lunariankę, a nie Księcia, który właśnie stawał się Królem.
Endymion, oczywiście, też to
zauważył. Jednak nie skomentował tego ani jednym słowem. Podczas ceremonii
koronacyjnej tyle się działo, iż nie miała szansy zapytać go czy wszystko w
porządku- miał taką poważną minę.
Co sobie logicznie tłumacząc,
było całkiem jasne, biorąc pod uwagę, że właśnie przyjmował Koronę Ziemi i odpowiedzialność
za miliony istnień ludzkich.
Obserwowała tą wielką zmianę
siedząc na królewskim tronie. W skupieniu przysłuchiwała się jak jej mąż
recytuje pra-dawną przysięgę, z dumą patrzyła jak przyjmuje insygnia władzy i
modli się na głos o błogosławieństwo bogów.
Wyglądał przy tym, pomijając wcześniej wspomnianą powagę, niezwykle…zmysłowo.
Jego mocna szyja ukazywała mocne mięśnie za każdym razem jak się prostował, aby
pokazać się najdumniej jak potrafił, a mięśnie rąk napinały się pod ciężarem klejnotów
władzy.
Jego oczy, choć przez większość czasu,
dlań niewidoczne. Za pewne były skoncentrowane, co zapewne powodowało, że
przybrały kolor głębokiego oceanu.
Serenity zarumieniła się lekko, to spojrzenie przypominało jej o wszystkich
nocach i dniach, które spędzili na namiętnych uniesieniach.
-'Uspokój się' skarciła się w
myślach.' To nie miejsce ni czas na to'
Zagryzła wargę i spojrzała na
siedzący przed nią tłum. Na jej szczęście wszyscy patrzyli, jak Endymion
recytuje przed jakimś kapłanem kolejną przysięgnę. Już miała obrócić
spojrzenie, kiedy zostało ono „złapane" przez zielone oczy.
Serenity skupiła się na tych
trawiastych orbitach. Nie zajęło jej długo zidentyfikowanie ich właścicielki.
Nie było wiele dam, o takich oczach i rudych włosach.
O nie, nie było wiele dam odzianych w taki sposób. Ta skąpa czerwono-czarna
suknia i liczne klejnoty, były bardzo charakterystyczne. Jednak jeszcze
bardziej znane dla Serenity było to spojrzenie. Ta ignorancja, to poczucie
władczości, ta nienawiść.
Lady Barylianka.
Serenity westchnęła w duchu. Nie przepadała za tą kobietą. Jednak dziś w jej
oczach było coś jeszcze, coś czego Lunarianka do końca nie potrafiła
zdefiniować.
-'Triumf?'
-Księżno
Księżyca?- doszedł ją nagle głos. Zmieszana spojrzała na starego kapłana. Potem
na Endymiona patrzył na nią oczekującym spojrzeniem. Przeniosła wzrok na swoje
Senshi, które subtelnie pokazywały, że teraz czas, aby się podniosła i podeszła
do Endymiona. Obróciła głowę w stronę swego męża.
Przegoniła wszystkie myśli i szybko wstała, starając się jednak zachować
elegancję. Położyła delikatnie dłoń na aksamitnej pelerynie i z największą
gracją jaką w sobie posiadała ujęła jego oczekującą dłoń.
- Serenity Leilo, córko Selenity Białej i Solususa Słońca…- zaczął Najwyższy
Kapłan swój wywód, którego efektem miało być przyznanie przez Księżną swej
pokornej podległości, Jego Wysokości, Królowi Endyionowi.
Wiele godzin później Serenity
opadła na swoje prywatne łoże.
-Nie czuje nóg, i bodajże tracę czucie w pasie- poskarżyła się Senshi, które po
wszystkich ceremoniałach udały się z nią do jej nowych królewskich komnat.
-Chodź
zdejmę ci tą wielką suknię i włożysz coś lżejszego- zaproponowała Leotha, która
nawet na koronację, nie przywdziała ziemskiej kreacji.
Wstała i podeszła do Serenity, złotowłosa
podniosła się z trudem i pozwoliła swym przyjaciółkom zdjąć ciężkie odzienie.
Na pierwszy ogień poszedł długi płaszcz, który z niewyjaśnionych przyczyn
musiała mieć na sobie cały dzień. Potem odczepiona kosmicznie długi tren, o
który Serenity potykała się nieustannie, jako iż nie była przyzwyczajona do dotykowego
„ogona". Na sam koniec odciążono złotowłosą z ciężkiej sukni.
-Na Selene to waży z 30
kilogramów- jęknęła Afrodyta przeciągając suknię i rzucając ją na pobliski szezlong.
-Daj odwiąże ci gorset, zanim wyciśnie z ciebie ostatnie soki- dodała Ginewra.
Złotowłosa odetchnęła z ulgą,
jak po raz pierwszy od wielu godzin, wzięła głęboki wdech.
Kiedy była już wolna od ziemskiego
odzienia Amystes i Leotha pomogły jej założyć zwiewną, nieformalną białą
suknie.
-Jak za dawnych lat – podsumowała krój kreacji brązowowłosa.
Nagle w komnacie rozległo się
pukanie.
-Wejść- odezwała się w imieniu
Serenity, Ginewra. Do pokoju wsunęła się Lady Fanaa, nadal odziana w formalny
strój.
-Wasza Wysokość- skinęła do Księżnej
głową. Kiedy ją podniosła, zrobiła zaskoczoną minę.-YY, Pani nie idziesz
pożegnać Króla?- spytała ze zmieszaniem.
Złotowłosa obróciła się w jej
stronę gwałtownie.- Proszę?
Zielonowłosa uniosła lekko
rękę, próbując jakoś to wyjaśnić.- No, Król i jego orszak wyruszają na zbadanie
Zewnętrznych Rubieży…myślałam, iż Wasza Wysokość została o tym poinformowana.
Serenity spojrzała po swoich
Senshi. Te pokiwały głową, okazując, że nic o tym nie słyszały.
Kobieta spojrzała na podłogę i jęknęła z niedowierzaniem. – Podajcie mi mój
płaszcz…
-Na to już chyba za późno-
odezwała się Ginewra, która zdążyła już podejść do okna. Złotowłosa szybkim
krokiem dołączyła do niej i zostało jej tylko patrzenie jak królewski orszak
znika w wieczornej mgle.
By Misako
Komentarze … potrzebne…J
Bez kategorii brak
Zobacz więcej...
PART 1
26 lipca 2010 autor6 komentarzy
PART 1 ' Teściowa Królowa'Serenity patrzyła z wielkimi oczyma na lśniącą koronę. Słyszała o niej opowieść, a o jej genezie legendy.
Ponoć, kiedy bogowie formowali świat, tak zauroczyli się Błękitną Planetą, iż postanowili obdarować ich władców wyjątkowym klejnotem – Koroną Królowej Elisionu. Była ona wykonana z białego złota, a jej szczyty ozdobione były diamentowymi. Główny kamień, który zdobił czoło tiary był niebieski. Przypominał Księżnej oczy Endymion, jego Matki, a także siostry. Przód był najwyższy i zniżał się k tyłowi głowy. Była to majestatyczna korono. Przyćmiewała nawet tą, posiadaną przez jej matkę, Królową Selenity.-Pani…ja…nie…- jęknęła Lunarianka.- Ja nie mogę- dopowiedziała w końcu pragnęła przyjąć ten prezent, jednak wiedziała jakie będą tego konsekwencję. Pokaże, iż poczuwa się Królową Ziemi, którą nie był ęciła głową – Pani.-Dziecko, wiem co kłopota teraz twe serce. Wiem, iż przyjmując tą koronę – rzekła i uśmiechnęła się- Niemal krzycz w twarz memu synowi i całemu dworowi, aby się ugryźli w nos.Złotowłosa zrobiła na to porównanie zaskoczoną minę.-Jednak jeśli teraz nie pokażesz, że masz siłę. Jeśli nie udowodnisz, że ludzie mają się z tobą liczyć…- westchnęła ze zrezygnowaniem.- ..to nigdy, już nie zdobędziesz tej ła na nią z matczyną miłością.- Teraz albo ężna spojrzała w jej oczy, po czym na koronę i zagryzła wargę. Wiedziała, iż kobieta ma rację. Nie chciała być tylko piękną twarzyczką służącą do rodzenia królewskich dzieci. Chciała coś znaczyć, chciała, aby liczono się z jej zdaniem, aby ludzie ją szanowali. Chciała być dla nich KRÓLOWĄ!Podniosła oczy, nie miała już teraz w nich wątpliwości, jednak pewność. Skinęła głową tak, aby starsza monarchini mogła nałożyć klejnot na jej głowę.Czarnowłosa uśmiechnęła się na ten gest szeroko i sięgnęła do puzderka. Wyjęła błyszczącą tiarę i nałożyła ją na złotą głowę. Poprawiła niektóre warkocze, tak, aby korona się utrzymała na głowie.
Dziewczyna podniosła głowę.-Jesteś urodzoną Królową- stwierdził zarumieniła się na to i obróciła w stronę zwierciadła. Może to było nieskromne, ale musiała ziemiance przyznać rację. W swojej jasnej sukni, złotych włosach i biało-złotej koronie wyglądała jak najprawdziwsza królowa.Uśmiechnęła się lekko i zgryzła wargę – Papa mówił, iż jestem jego Złotym Aniołkiem- wyszeptała i zarumieniła się ła nagle, iż ktoś obejmuje ją w ramionach i kładzie przy jej głowie swą.- Jesteś Aniołem nas wszystkich. Nawet sobie nie wyobrażasz jak ważna jesteś- dodała z ciepłym uśmiechem na misako
Bez kategorii brak
Zobacz więcej...
ROZDZIAŁ pre-Koronacja
21 lipca 2010 autor3 komentarzy
Rozdział „ pre-KORONACJA"
Serenity stała przed wielkim
lustrem i analizowała swoje oblicze. Suknia, która miła na sobie była najpiękniejszą
ze wszystkich jej znanych. Była w kolorze kości słoniowej, tak ją nazwała Lady
Fana. Serenity nie wiedziała skąd pochodziła ta nazwa, ale jej kolor się
podobał. Przypominał nieco cieplejszą biel. Dzięki czemu, jej blade lico
wydawało się trochę bardziej żywotne. Góra sukni, typowo dla ziemskich kreacji była
obcisła- gorsetowa. Jednak różniła się od wcześniejszych jej kreacji. Po
pierwsze nie miała żadnych ramiączek, a sam gorset sięgał niżej niż na biodra.
Czyniło to, że sylwetka Serenity była niezwykle smukła. Na żakardowej tkaninie,
naszyta była delikatna, ręcznie wykonana koronka, którą co pewien czas zdobiły
błyszczące hafty. Spódnica sukni, odcinała się i z przodu była rozcięta, dzięki
czemu muślinowa materia, która stanowiła ozdobna halkę mogła również ukazać swe
wdzięki. Co odróżniało tą suknię od innych, prócz misternego wykonania, był
strasznie długi tren. Miał ponad 10 metrów i w części wykonany był z muślinu, a
w końcówce z samej koronki. Z informacji posiadanych przez Księżną miał być
niesiony przez Księżniczkę, jej Senshi i
5 innych dam ziemskiego dworu. Dodatkową ozdoba ubioru była aksamitna peleryna
w kolorze wina, która u góry wykończona była białym futrem w czarne kropy-
symbol monarchii na Ziemi. Szyję księżnej zdobiła wytworna diamentowa kolia, z
białym kamieniem na środku. Fryzura jej też była odmienna od tradycyjnych lun
ariańskich odango. Jej długie pasma pokręcone były i upięte w delikatnego koka
dużego nad karkiem.
Kobieta uśmiechnęła się do
siebie. Naprawdę wyglądała jak prawdziwa Królowa. Poprawka Księża, spuściła
swoje szafirowe orbity. Nie była wielką fanką tytułów, jednak miała nadzieję,
że po tym miesiącu w jakiś sposób przekona i Endymiona i Ziemian do siebie.
Niestety bańka, w której żyła dokładnie tyle, na ile została stworzona miesiąc.
Co prawda, od śmierci Króla zauważyła, że znaczna część dam odnosi się doń z
większym szacunkiem. W końcu była żoną Księcia, który dziś przybierze tytuł
Króla Terry. Księżna nie była naiwna, wiedziała, że mimo iż nie uzyska sam
tytułu, należy jej się o wiele więcej niż we wcześniejszej koligacji. Ginewra z
Leothą silnie ją przekonywały, aby korzystała z nowo nabytych swobód bez
żadnych skrupułów. Złotowłosa nie była pewna czy tak potrafi.
Nagle w komnacie rozległo się
pukanie.
-Wejść- rozkazała, nie dorywając
wzroku od lustra. Była pewna, że to posłaniec z informacja ile ma jeszcze
czasu, na takie narcystyczne gapienie.
-Ach, Serenity dziecko- odezwał
się nowy głos.
Złotowłosa spojrzała szybko w
odbicie po czym się obróciła i nisko skłoniła- PANI!- krzyknęła – Wybacz.
Myślałam, że to posłaniec- usprawiedliwiła się.
Starsza kobieta uśmiechnęła się
smutno- Prawie.
Złotowłosa zmarszczyła czoło. –Pani?
Monarchini podeszła do
Księżnej- Wiem, że nie była dla ciebie wystarczającym wsparciem przez ostatnie
miesiące, proszę cię jednak o wybaczenie. Choroba mego męża i jego nadchodząca…-
przerwała na chwilę, gdyż głos jej zadrżał- …śmierć. – spojrzała n podłogę- Nie
byłam dla ciebie, tym kim być powinnam.
-Ależ Wasza Wyskość- odejęknęła
zawstydzona młoda i położyła dłoń na jej przedramieniu ziemianki.- Byłaś jedną
z osób, które spowodowały, iż miałam sił…-próbowała ją pocieszyć.
Czarnowłosa się uśmiechnęła,
bardziej szczerze- Dziękuje ci dziecko. Jednak obiecałam Twej Matce, że będę ci
rodzicielką tu. Zawiodłam w tej roli- jej wyznanie zmieszało lun ariankę. Nie
powiedziała jednak nic.- Jednak teraz już będę pełnić tą rolę, pomogę ci być
Królową…- widząc, że Serenity chce cos powiedzieć pokręciła głową- Nie, nie
Księżno. Jesteś KRÓLOWĄ, nie ważne co mówią pisma, traktaty czy też inne
dyplomatyczne bzdury. Masz się nosić i czuć Królową Ziemi, a w przyszłości
Księżyca. To twoje prawo i żadna bzdura wymyślona przez ludzi tego nie zmieni-
powiedziała twardym tonem. Zaskoczyła ta stanowczością dziewczynę. Równie
szybko jak jej oblicze zrobiło się poważne, znów wróciło di swych łagodnych
rys.
-Mam coś dla ciebie.- oświadczyła.
Na Serenity zrobiła duże oczy,
spojrzała jak Królowa sięga za siebie i zauważyła, że ma w dłoni kuferek. Był
wykonany z drewna i ozdobiony złotym wzorem.
-To coś dała mi moja matka, gdy
zostałam Królową i dlatego czuję się uprawniona, aby ci to wręczyć-
kontynuowała, stawiając puzderko na stole i je otwierając.
Serenity zaprało dech w
piersiach.
W środku, na wyścielonym
granatowym, aksamicie znajdowała się legendarna Korona Królowej Elisionu…
BY MISAKO
Bez kategorii brak
Zobacz więcej...
OGŁOSZENIE DLA DUSZ
6 lipca 2010 autor2 komentarzy
SERDECZNIE ZAPRASZAM NA
.pl
CZEKAM NA WASZE KOMENTARZE:) bo nie wiem czy warto kontynuować
Bez kategorii brak
Zobacz więcej...
ŻAŁOBA
30 czerwca 2010 autor7 komentarzy
Witajcie oto przedstawiam Wam kolejny rozdział. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Czekam na komentarze:D
Misako
Złoty Pałac, to nietypowe miejsce. Wraz z
budynkami powiązanymi, zamieszkuje go taka liczba ludzi, iż sam kompleks mógłby
uchodzić za małe miasto. W rezultacie na jego terenie nigdy nie zamiera życia.
W ciągu dnia okupowany jest przed dostojników, gości, a także obsługujących ich
służących. W nocy inna obsługa przygotowuje go na następny dzień dla tych
szlachetniej urodzonych.
Nie jest pewne czy pałac zamieszkuje set
czy może ponad tysiąc osób. Pewne jest jednak to, że ubranie, nakarmienie,
posprzątanie po, zorganizowanie czasu, obsługiwanie tych wszystkich inhibitatów
wymaga co najmniej ich dwukrotności. Tak więc Pałac to „miasto", które nigdy
nie śpi, którego korytarze, ogrody, salony – zawsze tętnią życiem.
Poprawka,
zawsze tętniły życiem.
Dziś
korytarze są puste, ogrody osamotnione, a salony nie są sercem rozrywki.
W
jednej z takich samotnych komnat znajduje się postać.
Pokój,
który okupuje, jest jednym z najznamienitszych. Udekorowany jest drewnianymi
lamperiami. Kominek, w którym właśnie przygasa ogień, wykonany jest z kości
słoniowej. Meble zostały wystrugane przez najlepszych rzemieślników, a dywany i
zasłony utkane przez najzdolniejsze tkaczki.
Mimo
to, splendor jaki ogarnia kobietę, leżącą na wielkim łożu, nie poprawia jej
humoru.
Daje
się usłyszeć w pokoju trzask palącego się drewna. Przez przysłonięte kurtyny,
powoli zaczyna prześwitywać poranne słońce. Wstaje nowy dzień.
Jednak
Serenity wcale go nie chce. Nie chce stawiać czoło światu i przeciwnością,
które stawia on na jej drodze. Ma już ona dość walki, dość łez, strachu. Ma już
tego swojego, nowego życia dość.
—–
Złotowłosa zamknęła oczy, bardzo by chciała wrócić do tych dziecięcych lat,
kiedy to wierzyła, że zamknięcie oczu i wypowiedzenie zaklęcia spowoduje, że
zniknie całe zło tego świata. Wiedziała jednak lepiej. Magia może i istniała,
jednak nie służyła do rozwiązywania osobistych problemów, jakieś tam
Księżniczki, otworzyła oczy i przesunęła po poduszce, która ostatnim czasem zajmował
jej mąż. Skrzywiła się trochę. Myśli o Endymionie, powodowały, że myślała o
jego Ojcu, a dokładniej słowach, które jej przekazał w ostatnich minutach swego
życia.
Serenity
obróciła się na plecy i spojrzała na sufit.
Wiedziała,
co zaszło wczorajszej nocy. Znała istotę tego zjawiska, jednak nie rozumiała
sensu, jakie miało nieść ze sobą.
Soul bonding, połączenie dusz, bo tak się nazywało. Była to bardzo trudna
sztuka i tylko silni duchem ludzie, mogli je utworzyć. Najczęściej łączyło
rodziców z dzieckiem, czy też wyjątkowych kochanków, rzadziej, miało na celu
przekazanie informacji ze świata duchów, do świata żywych. Dwie pierwsze opcje,
w relacja z Królem odpadały, gdyż Lunarianka, mimo że był jej teściem, ledwo go
znała. Została bramka numer 3. I to nie podobało się Księżnej, wiadomość, którą
przekazał jej monarcha nie była dobra, pomijając fakt, że Król opowiedział się
za jej działaniem. Radość z tych słów, przyćmiewała zapowiedź nadchodzącej
katastrofy, której miała być ona ważną częścią, wg. jej teścia.
Kobieta
zasłoniła dłońmi twarz i głośno westchnęła. Nie wiedział co robić. Część jej
chciała pobiec do Luny i Senshi i wszystko im opowiedzieć, a druga połowa
krzyczała, że 'musi to zachować w tajemnicy'.
-Co robić?- jęknęła na głos.
-Z czym?
Serenity szybko się podniosła i spojrzała w stronę głosu.
-Endymion- rzekła zaskoczona.- Co ty tu robisz?- spytała po czym ugryzła się w
języka. Głupie pytanie.
Mężczyzna
podszedł do łóżka i opadł na nie.- Jestem skonany- rzekł zmęczonym głosem,
ignorując jej pytanie.
Złotowłosa przyjrzała się mu. Faktycznie,
był wyczerpany. Mimo iż, w pokoju panował lekki półmrok, dostrzegła iż
ma podkrążone oczy, a zazwyczaj ułożone włosy są w wielkim harmidrze.
-
Przykro mi.- wyszeptała po chwili. Mąż spojrzał na nią. – Dziękuje.
kiwnęła głową.
-Wiesz, to dziwne. Od miesięcy mój ojciec chorował, wiedziałem, że ten moment
nastąpi…- przerwał na chwilę.
- Ale…?
-Nie sądziłem, że będę w taki nim zaskoczony- kontynuował- Taki nań nie
gotowy.- dokończył łamiącym się głosem.
Serenity spojrzała przed siebie. Co można powiedzieć w takiej chwili?
-
Kiedy mój tata umarł, miałam 2 latka- odezwała się nagle, czarnowłosy spojrzał
na nią.
-Byliśmy na wycieczce, tylko we dwoje- wspominała ze smutnym uśmiechem- to był
taki nasz zwyczaj. Bawiliśmy się, a chwilę potem on nie żył. Pamiętam, jak
klęczałam nad jego ciałem i prosiłam, aby się podniósł. Myślałam, że
śpi.-wyznała, nie patrząc na mężczynę.
Endymion usiadł i spojrzał na żonę.
-W
końcu mój płacz…przywołał kogoś. Dorosłych. Powtarzałam im w kółko, że on
śpi. Byłam pewna, że śpi. Dopiero później usłyszałam, że nie żyje, że go
zabito. Nie wiedziałam co to znaczy. Przez długi czas nie miałam pojęcia, co to
naprawdę znaczy.
- Jak to?
Serenity spojrzała na niego.- Moja Matka była tak zrozpaczona, że chcąc mnie
chronić zabroniła komukolwiek mówić, że mój tata nie wróci, że nie żyje. Ja
byłam za mała- tłumaczyła odległy głosem – Po pewnym czasie zaczęłam wierzyć,
że wyjechał gdzieś. A potem po prostu wiedziałam, że go nie ma. I tym była dla
mnie śmierć – nieobecnością.
-To głupie, unikanie prawdy- stwierdził jej mąż, znów się kładąc. Na to
Serenity zrobiła wielkie oczy, a przez myśli przebiegły jej słowa Króla.
Pokręciła głową.
-Pewnie masz racje- odrzekła.- Jednak w moim świecie śmierć zdarza się tak
rzadko, że pewnie nawet niektórzy dorośli, nie wiedzieli czym do końca jest, a
co dopiero 2 latka. – wyjaśniła, po czym dodała – Jedno jednak teraz wiem.
Granatowe orbity spojrzały w niebieskie.
-Śmierć nie jest nieobecnością.
-Nie?
-Nie, mój tata jej w moim sercu, we mnie. Póki żyje we mnie pamięć o nim, żyje
i on.
Endmiona zdziwiła mądrość płynąca zza słów jego małżonki.
-Dziękuje, za otuchę.- stwierdził po chwili milczenia.
-To nie otucha, tylko moja próba zrozumienia śmierci.- westchnęła. Mężczyzna
się uśmiechnął na to lekko i wstał z
łóżka.
-Muszę iść.- oświadczył
- Jeśli mogę coś jeszcze powiedzieć. – zatrzymała go. Obrócił się i zerknął
nań. – Nie mam co prawda za dużego doświadczenia. Jednak uważam, że do śmierci
nie da się przygotować. Nie zależnie czy własnej czy kogoś nam bliskiego.
Endymion przypatrywał się jej przez chwilę. Uśmiechnął się ponownie, tym razem
bardziej szczerze.
-Będziesz kiedyś wspaniałą Królową, Serenity- stwierdził nagle i opuścił
sypialnie. Zostawiając za sobą zszokowaną Lunariankę.
—-
Powiedział co?- spytała po raz trzeci Leotha. Serenity
uniosła ramiona i po raz kolejny powtórzyła słowa jej męża.
- Leotho, która część jest dla ciebie nie zrozumiała? –dodała równie
podirytowana Ginewra. I rzuciła Jowiszance znaczące spojrzenie.
Kobieta wywróciła oczami. –Wybacz, ale nie wszyscy mają wsparcie od duchów czy
wizje przyszłości.- odpyskowała, nawiązując do sytuacji, kiedy Marsjanka
przewidziała udział Serenity w wyleczeniu Księcia Gustawa.
-Jakie jest teraz postępowanie?- zapytała szybko Amystes, zmieniając temat.
Wiedziała, że starcie temperamentnej kapłanki z boginią grzmotów nie przyniesie
niczego najlepszego.
Serenity z zaskoczeniem spojrzała na nią, rzuciła spojrzenie na podłogę.- Yyy,
hmm.- jęknęła, starając sobie przypomnieć cały ceremoniał. – Dziś jest
oficjalny pogrzeb z procesją. Jutro, ciało Króla zostanie, o świcie, jeśli
dobrze pamiętam, złożone w Królewskiej
Krypcie. Natomiast o zachodzie słońca ma mieć miejsce…- zatrzymała się z
lekko uchyloną buzią. Cofnęła głowę i przyłożyła palec do ust. Luna co jej
dopiero mówiła jak nazywa się ta ceremonia.
Damy spojrzały nań pytająco.
- Na Selene- jęknęła po chwili. –Znów zapomniałam tej nazwy! –krzyknęła
sfrustrowanym głosem.
Kobiety wymieniły rozbawione spojrzenia.
-Tak czy siak, ideą tego zamierzenia jest przenieść duszę Króla na Święte Pola
Elisionu.- powiedziała w końcu.
Senshi zaśmiały się pod nosem.- Rzekła Królowa Ziemi.- skomentował Afrodyta.
-Księżna- poprawiła ją Serenity.- I dokańczając. Po trzech dniach żałoby,
następuje Tydzień Smutku. No i, Koronacja.- podsumowała i usiadła na szezlongu.
- To długo- zdziwiła się Leotha.
Co prawda na każdej z planet, panowały odmienne zwyczaje, a sama śmierć była
rzadkością, mimo to cały ceremoniał odbywał się w dzień może dwa. W świecie
Silver Alliance traktowano śmierć, jako swoiste przejście i powrót do bogów.
Całkowicie inną sprawą było to, że w Sojuszu większość ludzi była nieśmiertelna
lub niemal niesmiertelna.
- Nie ma się co dziwić, życie terran jest
wyjątkowo krótkie, a z tego co mówiła mi Lady Fana, ich wiara w życie poza…ym
– zatrzymała się, aby znaleźć najlepsze słowo- spirytualne, jest znikoma.
- Nie wierzą, że po śmierci to coś jest?- zdziwiła się Ginewra. – Idioci, nawet
my nieśmiertelni wiemy, że to nie koniec- parsknęła z oburzeniem
Serenity uśmiechnęła się na to. Dla Marsjan, istot najbardziej uduchowionych,
życie bez wiary w bogów i ich świat, to było po prostu bluźnierstwo.
- Wiesz nam to łatwiej mówić, gdyż żyjemy znacznie dłużej.- stwierdziła
Afrodyta i opadła na wysoki fotel i zaczęła machać nogami.- Jeśli dobrze
pamiętam, ludzie żyją jedynie sto lat.
- Nawet nie wiem czy sto- wtrąciła Księżna.
- TO TYM BARDZIEJ!- wybuchła temperamentna księżniczka. Grupka spojrzała się
na nią zdziwiona.
- Zrozumiałyśmy, że uważasz, że ziemianie są 'be', ale nie musisz krzyczeć-
skarciła ją Leotha.
- Nie rozumiem jak może tak sobie o tym rozmawiać. To bluźnierstwa!
Och, Serenity tylko czekała na to. Wstała i podeszła do swej strażniczki-
Ginewro, rozumiem twoje rozdrażnienie tą sytuacją. Jednak nie sądzisz, że to
nie najlepszy czas na głoszenie, ym swych przekonań. Wiesz Ziemianie są w
żałobie i nie sądzę, że chętnie przyjmą krytykę.-pouczyła.
-Nie to, że normalnie ją przyjmują- wyszeptał pod nosem Leotha. Na co Afrodyta
zareagował śmiechem, ucięło go jednak spojrzenie Serenity.
-Proszę was, mam już wystarczająco dużo nowych zmartwień. Nie dokładajcie mi
większej dawki nienawiści ziemian.- poprosiła Księżna wracając na swoje miejsc.
-Nowych zmartwień?- rzekła Amystes.
Księżna ugryzła się w język.
- No tego, że Endymion zostanie Królem, kim ja będę, czy po upływie miesiąca
będę znów dla mego męża powietrzem…-wyliczała, zaskakując się jednocześnie
ile.
-To nie są nowe zmartwienia- przerwała jej Ginewra.- Miałaś coś innego na
myśli.- stwierdziła.
Wszystkie Senshi spojrzały na swą Panią. Kobieta opuściła wzrok po ich
intensywnymi spojrzeniami.
-Serenity
- W noc śmierci Króla, doświadczyłam
połączenia dusz, połączonego z wizją apokalipsy.- wyznała po dłuższej chwili
milczenia.
- Z Królem?- dopytała Amystes.
Złotowłosa uniosła głowę, po czym nią lekko kiwnęła.
-I DOPIERO TERAZ NAM TO MÓWISZ !- krzyknęła Leotha, unosząc się z miejsca.
Ginewra spojrzała się na nią znacząco. – Hipokrytka- parsknęła , po czym
dodała- A ty, to idiotka- zwróciła się do Księżnej.
Serenity spojrzała na nią zbulwersowana. Już miała otworzyć buzię, aby się
bronić, ale uświadomiła sobie nagle jak mało rozsądne było ukrywanie tego.
-Masz racje- powiedziała w końcu.- Tylko miałam wrażenie, że ta wiadomość była
przeznaczona dla mnie- wyznała na swoją obronę.
- Co masz na myśli?- spytała Amystes.
Księżna nabrała powietrza i dokładnie przekazała to co Król jej powiedział.
- No cóż, miło z jego strony, że stanął
po twojej stronie.- skwitowała w końcu Leotha.
Senshi rzuciły jej oburzone spojrzenia, a Serenity się lekko uśmiechnęła, gdyż
ta sama myśl przebiegała jej przez głowę zaledwie kilka godzin temu.
- Pomijając tą małą dygresje Jowisz-
zaczęła Amystes.- Król musiał mieć ważne powody, aby ciebie wybrać.
- To prawda, ludzie, ludzkie dusze nie potrafią z taką łatwością łączyć się z
innymi. To dla nich…nadludzki wysiłek.- przedstawiła swój wywód
kapłanka.
To zmieszało Serenity.- Czyli jest to coś
nadzwyczajnego dla ziemian?
-Tak, niemal nie wykonalne. Serenity Król zapłacił za to najwyższą cenę.
- Słucham.
-Aby jego dusza mogła do ciebie przemówić, musiał oddać swą przepustkę do
świata bogów.- rzekła z wielkim niepokojem.
Serenity zrobiła wielkie oczy.
-Czyli jego dusza będzie się błąkać po międzyświecie- zapytała równie
zaskoczona Afrodyta.
Czarnowłosa pokiwała głową, a jej długie włosy pofalowały.
To spowodowało, iż serce Księżnej jeszcze bardziej się zmartwiło. Jeśli Król
złożył takie poświęcenie to naprawdę musiał jej coś ważnego przekazać.
-Ale dlaczego Serenity? Przecież mógł wybrać kogoś ze swego otoczenia,
rodziny.- odezwała się głosem przepełniony wątpliwościami.
-Może, takie było jego zamierzenie- za spekulowała Amystes.- Może to było
założenie Jego Wysokości. Przecież sam powiedział, iż Serenity jest jedynym
rozwiązaniem. Śmiem twierdzić, iż w takim razie to miała być wiadomość dla
Alliancu, a nie Ziemian. Uważam, że jak najszybciej powinnaś przekazać tą
informacje Lunie, a ona zapewne uzna, że należy skontaktować się z Twą Matką.
- Amystes ma racje. Powinnyśmy powstrzymać się od jakichkolwiek spekulacji. I
najlepiej zachować to w naszym gronie.
Kobiety wymieniły spojrzenia i pokiwały
głową.
Amystes nie pomyliła się zbytnio. Luna usłyszawszy,
co powiedział Serenity świętej pamięci Król, postanowiła jak najszybciej udać
się na Księżyc. Jako, iż była doradczynią Królowej Selene, a zaistniała
sytuacja była dla Silver Alliance niezwykle istotna, nikt nie kwestionował
powrotu kobiety do domu. Tak więc Mauianka, nawet się nie spakowawszy udała się
na platformę transportową, aby móc odlecieć najbliższym statkiem. Przed
opuszczeniem Pałacu, jednakowoż zaznaczyła, iż ani Serenity ani Senshi nie mają
pisnąć słowa na temat tego zdarzenia. Dokładnie mówiąc, użyła słowa ZABRANIAM.
To spowodowało, że materia ta nie była
już więcej poruszana, nawet między rzeczonymi damami.
By Misako
Bez kategorii brak
Zobacz więcej...
Witajcie
19 czerwca 2010 autor6 komentarzy
Jestem już POOOOOO
I mam uśmiech od ucha do ucha:D i lekkiego kaca.
5 z pracy
5 z obrony
5 na dyplomie
Od razu dziękuje za uwagę o kropce za magistrem. Nie wiem jak mogłam popełnić takie „fo pa" PRZEPRASZAM „To ja" i dziękuje za uwagę.
Dziękuje za wiarę i słowa otuchy
Bez kategorii brak
Zobacz więcej...
MINNA
15 czerwca 2010 autor10 komentarzy
Trzymajcie za Misakomocno kciuki w piątek!:D
Będę walczyć o tytuł MAGISTRA
a potem będę leniuchowac i dużo pisać dla Was
Ale musze mieć przed imieniem :DD= wena
Bez kategorii brak
Zobacz więcej...
OSTATNI ODDECH
10 czerwca 2010 autor7 komentarzy
„Śmierć nie jest końcem,
jest początkiem,
którego nie znamy"
„OSTATNI ODDECH"
Serenity siedziała na szezlongu i po raz setny poprawiła poły swojej czarnej sukni.
Dziwnie się czuła w kreacji tego koloru. Moda księżycowa preferowała barwy
bardziej, pastelowe. Kobieta westchnęła głośno. Położyła dłonie na kolanach.
-Takie oczekiwanie jest gorsze od samej śmierci- przerwała nagle ciszę
Marsjanka. Zebrane damy spojrzały się nań.
- Nie rozumiem, po co wprowadzać taką rozpacz- parsknęła, przesuwając gorset w swojej czarnej kreacji. Nie złościła kiedy coś ją uwierało. Nie znosiła TEJ mody. Była zła, podirytowana, co oznaczało, że humorzasta i pyskata.
Serenity przyjrzała się jej po czym opuściła wzrok z powrotem na swe dłonie.
Wiedziała, co Ginewra miała naprawdę namyśli. Marsjanie uważali, iż śmierć nie
jest końcem, a początkiem prawdziwego życia. Według ich wierzeń człowiek staje
się wolny, dopiero wtedy, kiedy dusza odłączy się od wadliwego ciała i połączy
się z Istestwem Kosmosu, z Bogami.
-Lepiej będzie jeśli nie będziesz głosiła takich poglądów, w obecności
Ziemian.- oznajmiła Lady Fana, która stała się niemal członkiem księżycowej
trupy. – Ludzie boją się śmierci i wolą o niej nie mówić. To takie milczące tabu.-dodała, aby wyjaśnić.
Czarnowłosa zadarła wysoko głowę- Mam prawo myśleć i mówić na głos to, w co
wierzę- oświadczyła.
-Tak, ale to Serenity zostaje potem za to zrugana .- zauważyła Leotha, zgadzając się z zielonooką damą. Ginewra spojrzała na nią, potem na swoją księżniczkę.
-Gomen- przeprosiła, za swój chwilowy egoizm.
Serenity uśmiechnęła się na to lekko- Nie przejmuj się, dla chcącego nic trudnego. Jak to mówią Ziemianie. Jeśli będą chcieli mi przypisać odpowiedzialność za coś, to mnie po prostu za to obwinią. –oświadczyła.
Chciała zabrzmieć radośnie, ale jej nie wyszło.
Na szczęście w komnacie rozległo się pukanie. I uwaga została z niej zdjęta.
Damy poderwały się na nogi. Spojrzały się po sobie.
Czyżby przybył posłaniec ze złą nowiną.
-Wejść- rozkazała Księżna. Do komnaty wsunął się służący i od razu zgiął się
nisko w pas.
-Wasza Książęca Mość, jesteś proszona do komnat Jego Wysokości, Króla-
oznajmił.
Zaadresowana przyjrzała się mu. Kojarzyła go z wcześniejszych usług
jakie świadczył z ramienia Endymiona. Był wyjątkowy pyskaty i otwarcie
pokazywał co sądzi o Lunariańskiej monarchini.
Dzisiejsze zachowanie najwyraźniej wskazywało, że sprawa jest poważna, gdyż zachowanie młodzika było wzorowe lub po prostu ugryzł się w język.
Była to jednocześnie bardzo klarowna informacja dla Księżnej. Serenity westchnęła, zamknęła oczy. Podejrzewała, że
czas Jego Wysokości jest coraz krótszy. Nie wiedziała do końca jak się zachować.
-Wasza Wysokość. - Złotowłosa spojrzała się w stronę swej kuzynki.- W porządku?- spytała zaniepokojona Senshi.
Kobieta uśmiechnęła się do niej smutno. Nic nie odpowiedziała, kiwnęła głową i
podeszła do sługi.
-Prowadź- rozkazał mężczyźnie, który nadal stał w ukłonie.
Serenity wkroczyła do komnaty, o której nigdy nawet nie myślała. Część Pałacu zajmowana przez Królewską Parę była jej całkowicie obca. Nigdy koło niej nawet nie
przechodziła, gdyż znajdowała się w innym skrzydle Pałacu i na niższym piętrze.
Pokój, w którym się znalazła był duży niczym jej salon. Jednak teraz wydawał
się mały, gdyż okupowało go z kilkadziesiąt osób.
Jej pojawienie sprawiło, iż wszyscy zebrani spojrzeli w jej stronę.
Uświadomiła sobie, iż są to najwyżsi stanem możni dworu.
Przez chwilę zastanowiła się co tu robią.
Czy są tu, aby zobaczyć śmierć obecnie rządzącego? Czy być w obecności
Endymiona, kiedy to on zajmie najwyższe stanowisko w państwie?
Złotowłosa pokręciła głową, nie czas na takie rozważania. Przeszła przez
zebrany tłum. Możni rozstępowali się, aby umożliwić jej dojście do celu, jednocześnie bacznie ją obserwując. Spuściła głowę. Źle się czuła pod ich spojrzeniami. Po chwili uświadomiła sobie, że idzie w
stronę przejścia do kolejnej komnaty. Przysłonięte one było białą tkaniną.
Serenity zatrzymała się zaraz przed nią. Nie pewnie zajrzała przez nią i uświadomiła
sobie, iż jest to wejście so sypialni.
Już z takiej odległości mogła ocenić, iż jest przepełnione splendorem. Wykonane
ze złota i drewna. Delikatnie oświetlone, sprawiło niemal mistyczne wrażenie. W
pokoju tym znajdowało mniej osób. Jednakowoż paliło się w nim zaledwie kilka
świec i nie mogła ona do końca ich zidentyfikować. Zgadywała, że niewiasta przy
łożu, to Królowa, a za jej plecami Terra, księżniczka.
Jakiś metr od łóżka stali dwaj mężczyźni, jeden wyższy i bardziej muskularny- zapewne Endymion.
Niższy to albo Damian albo Gustaw, książęta. Po przeciwległej stronie stali
mnisi, i w kółko wypowiadali jakąś modlitwę.
Po chwili, Endymion zauważył swą małżonkę i podszedł do przyłbicy. Odsunął ją
tak, aby kobieta mogła wejść.
-Mój Ojciec chce z tobą mówić- wyjaśnił po cichu. Był zmęczony, bez życia.
Jego oświadczenie całkowicie zbiło ją z pantałyku.
Zrobiła wielkie oczy.
-Mnie?- odpowiedziała szeptem.
Ją chciał widzieć Król, ze wszystkich ludzi na świecie, właśnie ją? Przecież się nawet nie znali. Zamieniła z Królem może z 5 zdań podczas swojego pobytu na Ziemi.
-Tak, chodź, z minuty na minutę jest coraz słabszy- odszeptał, tak aby
dworzanie nie słyszeli ich rozmowy. Złotowłosa pokiwał głową, a jej tradycyjne
kitki podskoczyły lekko do góry. Endymion ujął ją za dłoń i przeprowadził do
sypialni Króla. Teraz Serenity miała szansę się dokładnie przyjrzeć zebranym.
Nie pomyliła się dużo. Na mahoniowym łożu, prócz konającego monarchy, siedziała
szlochająca Królowa, plecy jej, obejmowała jej jedyna żeńska spadkobierczyni.
Mężczyzną, który stał obok Endymiona okazał się być Damian. Brązowowłosy książę
o niebieskich oczach. Serenity widywała go bardzo rzadko. Dużo podróżował, a
poza tym poślubił już jedną z księżniczek ze wschodu i większość roku spędzał w
jej włościach. Zgodnie z jej podejrzeniami w komnacie znajdowali się medycy i
dwaj najwyżsi kapłani. Serenity rozejrzała się za Gustawem. Po chwili uświadomiła
sobie, iż młodzik siedzi oparty o okno i wygląda za nie. Nie zwrócił nawet
uwagi, no to że przyszła. Siedział po prostu w cieniu. A gdyby nie delikatna poświata Księżyca w ogóle by nie zauważyła jego obecności.
Serce się jej ścisnęło. Gustaw był bardzo delikatną osobą, nie tylko fizycznie,
ale i psychicznie. Mogła tylko zgadywać, co on teraz czuje.
-Ser…eni..ty- dało się nagle słyszeć jęknięcie. Wszyscy spojrzeli na leżącego
monarchę. A zaadresowana szybkim krokiem podeszła do niego.
-Panie?
Stare zmęczone oczy spojrzały na swą królową, ta kiwnęła głową i zrobiła
miejsce młodej księżnej.
Lunarianka klęknęła przy łożu, jako że wiedziała, iż nie ma prawa na nim siadać
i ujęła dłoń władcy. W tym samym momencie w duszy usłyszała:
-Serenity, wiem że mnie słyszysz- powiedział mocy, głęboki głos. Jęknęła w duchu.
Doskonale wiedziała co to oznacza. Zamknęła oczy i wsłuchała się w słowa
umierającego monarchy.
-Serenity.
-Słyszę cię Królu.
-Moje ciało umiera. Zresztą ty teraz o tym wiesz najlepiej- oznajmił.
Złotowłosa otworzyła oczy i spojrzała w zmęczone zielone orbity. Doskonale
zdawała sobie sprawę, z faktu, iż to, że tak dobrze słyszy głos władcy, że jest
on taki silni i zdrowy. Oznacza, że jego dusza, w coraz to większym stopniu
oddala się od ciała.
-Córko moja, wiem, że nie miałem czasu Cię poznać. Ale chce, abyś wiedziała, iż
zawsze stałem po twej stronie- oświadczył.
Do szafirowych orbit napłynęły łzy.
-Wiem wszak, że mój lud traktuje się w sposób godny pożałowania, a mój
pierworodny ukazuje jedynie oblicza swej dumy, a nie dobrego serca, które
posiada.
Złotowłosa ścisnęła mocniej dłoń swego teścia.
-Proszę cię, choć wiem że nie mam do tego prawa. Nie poddawaj się. Mój lud
potrzebuje twej pomocy. W nadchodzących czasie, tylko twe… dziedzictwo będzie
mogło… go ocalić- monarcha mówił z coraz większym trudem, wiedział, że jego
dusza odpływa.
-Panie?- spytała Serenity z niezrozumieniem. Otworzyła oczy i z zaniepokojeniem
spojrzała na starca.
-Proszę…prze…każ…Gai,…że…to ona…spowodow…ała, że …byłem cz..łow…iekiem.- dokończył.
Serenity zrobiła wielkie oczy, gdyż widziała, jak uchodzi z niego życie.
Nagle przestała czuć więź spirytualną z monarchą. Spojrzała na jego dłoń,
uchyliła lekko swoją, a to spowodowało, że ręka mężczyzny bez życia opadła na
materac.
-NIE!- dało się słyszeć krzyk królowej. – MOJA MIŁOŚCI, NIE!
Serenity została odepchnięta do tyłu i gdyby nie medyk, o którego uderzyła, upadła by na plecy.
Kiedy stała tak z tyłu otwierała i zamykała buzię. Parę razy próbowała coś
powiedzieć, ale żaden dźwięk nie opuścił jej ust. Spojrzała pustym spojrzeniem
na swą dłoń.
Potem na martwe ciało króla, które ściskała jego małżonka.
A w jej głowię dudniło tylko jedno pytanie:
Dlaczego Król Ziemi wybrał ją jako swego ostatniego łącznika ze światem żywych?
