Betowała Jasmin Kain.
Rozdział 14
Harry spędził w Skrzydle Szpitalnym cały weekend. Savannah odwiedziła go dwukrotnie – gdy się spotykali, starała się z nim rozmawiać na neutralne tematy. Omijała wątek quidditcha. Potter wyłapał, że robiła to specjalnie, aby nie przypominać mu o meczu i zniszczonej miotle. Podobnie czynili Ron z Hermioną.
— Dajcie spokój — Harry zmarszczył czoło. — Już mi przeszło. I tak musiałbym się z tym pogodzić.
— Eee, to fajnie — Savannah uśmiechnęła się w wymuszony sposób. — Że tak do tego podchodzisz. Masz rację, świat się na tym nie kończy.
— Kupię sobie nową miotłę — powiedział Harry. — Wiem, że trzymanie szczątków Nimbusa może wydawać się szalone, ale dla mnie to coś osobistego. Hermiona postąpiłaby podobnie, gdyby zniszczono jej ulubioną książkę. Każdy przeżywa stratę na swój sposób.
— Co za trafna psychologia — Savannah roześmiała się i poklepała chłopaka po dłoni. Właśnie wstała, gdy poczuła, że chwyta ją za szatę. Spojrzała na niego zaskoczona. Potter odwrócił się, chcąc upewnić się, że pani Pomfrey przebywa w swoim kantorku. Potem spojrzał na Savannah i odparł:
— Fajnie, że się o mnie troszczysz. Jeśli naprawdę tak jest, to powiedz wreszcie, jak było.
— O co ci chodzi? — Savannah wyszarpnęła się i spojrzała na niego ze złością. — Czy to leki tak na ciebie działają?
— Bardzo śmieszne — głos Harry'ego stał się lodowaty. — Myślałem, że zmieniłaś zdanie.
Wtedy do Savannah dotarło. Nadal chciał się dowiedzieć, w jaki sposób ona oraz Natalie dostały się do Hogsmeade.
— Myślałeś — zmrużyła oczy. — Że zmięknę przez wypadek? Żeby wynagrodzić ci przegrany mecz i stratę Nimbusa? Jesteś niezłym manipulantem!
Odwróciła się na pięcie i wybiegła ze Skrzydła Szpitalnego. Nie ma co, przesadził! I to nieźle! Chciał wykorzystać jej współczucie dla osiągnięcia celu!
Przechodziła koło klasy Obrony, gdy drzwi się uchyliły. Stanęła, całkowicie zaskoczona.
Pewnie ktoś zapomniał je domknąć.
Savannah chwyciła za gałkę i chciała zamknąć drzwi, gdy naszła ją ochota, aby wejść do środka. Zawahała się, ale zdecydowała, że to zrobi.
Klasa wydawała się być inna bez profesora Lupina. Wpuścił tutaj trochę życia. Wiele ciepła. Na samą myśl o nim uśmiechnęła się. Nagle usłyszała dziwny dźwięk.
Odwróciła się i zobaczyła, że gałka w drzwiach gabinetu profesora przekręciła się. Savannah poczuła, jak zaciska się jej żołądek. Zbyt zszokowana, nie wykonała żadnego ruchu. Gdy drzwi otworzyły się, ujrzała profesora Lupina. Uczucie ściśniętego żołądka opuściło ją i na jej twarzy pojawił się uśmiech.
— Witaj, Savannah — przywitał ją uprzejmie nauczyciel. Odwzajemnił uśmiech i wtedy dostrzegła, jak bardzo zmarniał. Wychudzony, wyglądał na zmęczonego. Pod oczami miał duże cienie.
A więc tak wygląda człowiek po przemianie. Straszne. Damoclesie Belby, dzięki ci za wywar tojadowy.
Lupin zauważył, że mu się przygląda. Zbliżył się do dziewczyny, co wyrwało ją z odrętwienia. Poczuła się głupio, że dała się przyłapać. Profesor przyjrzał się jej uważnie i zapytał:
— Czy chciałabyś ze mną o czymś porozmawiać?
— Nie — odparła niepewnie, co tylko spotęgowało podejrzliwość Lupina.
Zacisnęła dłoń w pięść, będąc na siebie zła za to niezdecydowanie. Podrapała się po ręce i powiedziała:
— Wracałam od Harry'ego i akurat przechodziłam. Nie wiedziałam, że pan wrócił. Drzwi się otworzyły i postanowiłam…
— Wejść? — wpadł jej w słowo Lupin.
— Taak — Savannah przełknęła ślinę. — Ale i tak bym zaraz wyszła. Słowo!
— Spokojnie — jego głos był łagodny. — Nie mam do ciebie pretensji. To wszystko przez przeciągi.
Uśmiechnął się i objął dziewczynę ramieniem. Wskazał dłonią w kierunku gabinetu i nie czekając na jej odpowiedź, zaprowadził ją do środka. Gdy się tam znaleźli, zamknął drzwi. Przez chwilę milczał, wpatrując się w gałkę. Potem odwrócił się i powiedział:
— Słyszałem, że profesor Snape zadał wam wypracowanie.
— To prawda — potwierdziła Savannah. Nie wiedzieć czemu, poczuła się nieswojo. Lupin wyciągnął różdżkę i rzucił na drzwi zaklęcie wyciszające.
— Czego dotyczyło? — zapytał, przyglądając się jej uważnie.
— Wilkołaków — odpowiedziała, a jej głos, mimo że tego nie chciała, zadrżał.
— Wilkołaków — podchwycił Lupin. — Ciekawy temat. Czy napisałaś już swoje?
— Tak — Savannah poczuła, że ze zdenerwowania spociły się jej dłonie. Schowała je za siebie, co nie umknęło uwadze mężczyzny.
— Daj mi rękę — rozkazał. Dziewczyna wyciągnęła dłoń przed siebie. Zacisnęła zęby, co również zauważył. Wziął ją za rękę i zmarszczył brwi.
— Denerwujesz się — powiedział. — Rozmawiamy tylko o wypracowaniu. Czy jego napisanie wiele cię kosztowało?
— Nie — Savannah odetchnęła z ulgą, gdy puścił jej dłoń. Odniosła wrażenie, że podchodzi ją specjalnie. Nie podobało się jej to. Zachowywał się dziwnie – nagle zainteresował się zadanym wypracowaniem i wykazał się chęcią wysłuchania dziewczyny.
— Chciałbym je zobaczyć — odparł. — Słyszałem od profesora Snape'a, że udało ci się zabłysnąć w czasie jego zastępstwa.
Savannah przygryzła wargę, czekając na dalszy ciąg. Miał na myśli jej wiedzę czy zachowanie?
— Przeczytałaś książkę Doris Hudgens — zielone oczy zdawały się wwiercać w dziewczynę. — Ciężko ją zdobyć.
— To książka mojego wujka — wtrąciła szybko Savannah i skupiła wzrok na różdżce profesora.
— Rozumiem — Lupin uśmiechnął się sztucznie. — Niezwykle ciekawa, prawda?
— Do czego pan zmierza? — Gryfonka przeszła do sedna. Mężczyzna przestał się uśmiechać.
— Gdy pisałaś to wypracowanie — nauczyciel oparł się plecami o drzwi. — To czy naszły cię jakieś przemyślenia? Wyciągnęłaś jakieś wnioski?
— Nic z tych rzeczy — Savannah postarała się, aby jej głos zabrzmiał stanowczo. Lupin przyglądał się przez chwilę różdżce, po czym zerknął na uczennicę. Savannah poczuła, że zaschło jej w gardle. Cofnęła się i wpadła na biurko. Lupin zbliżył się i pochylił nad dziewczyną. Patrzyli sobie prosto w oczy.
— Czyli niczego nie ukrywasz? — spytał. Savannah pokręciła głową, na co westchnął. Wyprostował się i machnął różdżką w kierunku drzwi. Otworzyły się, a dziewczyna poczuła ulgę. Ruszyła w ich kierunku, gdy usłyszała głos Lupina:
— A ty dokąd? Jeszcze z tobą nie skończyłem.
Savannah odwróciła się. Lupin uśmiechał się do niej i zapytał:
— Czy masz ochotę na herbatę?
— Nie, dziękuję — Pokręciła głową. — Czy mogę już iść? Mam trochę pracy na jutro.
— Rozumiem — Lupin przyjrzał się jej uważnie. — Dobrze, nie zatrzymuję cię. Nie zapomnij przynieść wypracowania.
— Przeczyta pan wszystkie? — spytała dziewczyna.
— Oczywiście — odparł nauczyciel. — Wypracowanie to wypracowanie, a moją rolą jest je czytać i ocenić. Powiedziałaś, że wracasz od Harry'ego. Jak on się czuje?
— Lepiej, dużej lepiej — Savannah zerknęła na różdżkę Lupina. — Dzisiaj jest jego ostatni dzień w Skrzydle Szpitalnym. Odwiedzi go pan?
— Tak — odpowiedział. — Do zobaczenia jutro na lekcji.
— Do widzenia, panie profesorze — Savannah pożegnała się i wyszła z gabinetu. Lupin stanął w drzwiach i obserwował ją do momentu, dopóki nie opuściła klasy.
Savannah pobiegła w kierunku wieży Gryffindoru. Ruszyła w stronę łazienki. Stanęła przy umywalce. Odkręciła kran i przemyła twarz zimną wodą. Potem spojrzała w lustro i ujrzała swoją wystraszoną minę. On wiedział. Lupin o wszystkim wiedział. Nie dał się oszukać, od razu ją przejrzał. Po co dziś tam szła...
Gdy wróciła do pokoju wspólnego, usiadła na kanapie i podciągnęła pod siebie nogi. Hermiona i Ron powinni zaraz wrócić z Hogsmeade. Musiała porozmawiać z Granger. Najpierw Harry, teraz Lupin. Poczuła się wyczerpana. Położyła się wygodnie na kanapie. Ogień tak przyjemnie migotał. Powoli zamknęła oczy.
**
Znowu była w klasie Lupina. Było ciemno, więc wyciągnęła różdżkę. Mruknęła Lumos i na końcu pojawiło się światło. Nagle poczuła silne szarpnięcie. Odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z profesorem.
— Nie lubimy, gdy nam się świeci prosto w twarz — syknął i wyrwał jej różdżkę. Cisnął przedmiotem w bok.
— Ale za to bardzo lubimy świeże mięso — szepnął i wtedy jego twarz zaczęła się zmieniać.
Savannah obudziła się z krzykiem. Rozejrzała się dookoła z przerażeniem.
To tylko sen. Nadal była w pokoju wspólnym. Sama. Nikt jeszcze nie wrócił z Hogsmeade. Objęła się ramionami, chcąc się uspokoić.
Hermiono, gdzie ty jesteś. Cholernie cię potrzebuję.
Naprawdę chciała, aby się pojawiła. I tak się stało. Niecałe piętnaście minut później. Gdy do pokoju wspólnego weszli podekscytowani Gryfoni, Savannah od razu wypatrzyła Hermionę. Ta zauważyła jej zdenerwowanie, bo od razu do niej podeszła. Wcisnęła jej do ręki torbę ze słodyczami i spytała:
— Czy Harry poczuł się gorzej?
Savannah zauważyła, że Ron zmierza w ich stronę.
— Z Harrym wszystko w porządku — odpowiedziała. — Muszę z tobą porozmawiać. Najlepiej na osobności.
— Okej — Hermiona przytaknęła i zaczekała, aż dziewczyna wstanie. Poinformowała Rona, że zobaczą się później i wyszła razem z Savannah.
**
— Nie — tylko tyle zdołała wykrztusić z siebie Granger. Wzięła głęboki wdech i odgarnęła do tyłu włosy. Znajdowały się łazience Jęczącej Marty, gdzie Savannah opowiedziała jej o zgubionej karteczce i dziwnym zachowaniu Lupina.
— Nikt nie miał się o tym dowiedzieć — Hermiona była wściekła na siebie.
Przed rozmową rzuciła na pomieszczenie zaklęcie wyciszające. Jęczącą Martę potraktowała Urokiem Wypędzenia, wskutek czego duch przebywał teraz w innej części zamku.
— Ale się dowiedział — powiedziała Savannah. — Jak chcesz, rzuć szybkie Obliviate i po sprawie. Lupin pewnie się do tego przymierza. Pewnie czeka na jakiś fałszywy ruch z naszej strony, żeby zyskać pewność.
— Przestań — Granger spiorunowała ją wzrokiem. — To że poruszył temat wypracowania wcale nie znaczy, że coś podejrzewa.
— Widziałam to w jego oczach, Hermiono — powiedziała cicho Savannah. — Strach i rozpaczliwą próbę ochronienia tajemnicy. Wahał się, ale był gotów rzucić na mnie Obliviate. Musimy mieć się na baczności. To, że teraz tego nie zrobił, nie oznacza, że zrezygnował.
Granger zastanowiła się nad tym co powiedziała. Po chwili odparła:
— Masz rację. Zaszczuty człowiek jest w stanie zrobić wszystko, byle tylko zapobiec katastrofie. Ta byłaby jego osobistą. Sama wiesz, co to znaczy mieć niewygodną tajemnicę.
Savannah skinęła głową i dodała:
— Snape to wszystko zaplanował. Chciał, byśmy odkryli, kim naprawdę jest Lupin.
— Musimy zachować to dla siebie — Hermiona chwyciła ją za ramię. — A jutro na lekcji udajemy, że nic się nie stało.
— Dobra — Durance zgodziła się na takie rozwiązanie. Wiedziała, że muszą milczeć. Nie tylko dla własnego dobra. Osoby cierpiące na likantropię nie miały łatwo. Tylko nieliczni mogli sobie pozwolić na eliksir tojadowy – warunkiem było posiadanie dużej ilości złota. Lupin miał szczęście, bo Snape potrafił go zrobić. Na pewno nie z dobroci serca, ale na polecenie Dumbledore'a. Zaopatrywał go regularnie, więc Lupin mógł w miarę normalnie funkcjonować.
Już miały wracać, gdy przypomniała sobie o zachowaniu Harry'ego. Opowiedziała o tym Hermionie.
— Wiedziałam, że nie da ci spokoju — odparła. — Pierwszy raz tak się zawziął. Dobrze zrobiłaś. Im szybciej dotrze do niego odmowa, tym lepiej.
— A jeśli coś głupiego strzeli mu do głowy? — spytała zaniepokojona Savannah. — Umiesz temu zapobiec?
— Mam go na oku — powiedziała Hermiona. — Tak jak Ron. Nie masz się czym martwić. Jeśli zacznie kombinować, zauważymy to.
**
Savannah jeszcze nigdy tak się nie stresowała Obroną. Siedziała na łóżku i trzymała się za brzuch. Hermiona przyglądała się jej ze zrozumieniem, jak również ze zniecierpliwieniem.
— Zapytam jeszcze raz: czy mam zawołać panią Pomfrey? — spytała, zerkając na zegarek. — Lekcja zaczyna się za dziesięć minut. Zdążę jeszcze zajść do Skrzydła…
— Daj mi jeszcze chwilę — poprosiła Savannah i zaczęła się modlić w duchu, aby jej przeszło. Wzięła kilka głębokich wdechów. Zaczęła się wreszcie uspokajać – zauważyła, że skurcz powoli ustępuje.
— Mam nadzieję, że Lupin zrozumie. Każdy ma prawo źle się poczuć. — Hermiona spojrzała nerwowo na zegarek. — Gotowa?
— Tak — Savannah westchnęła teatralnie i powoli wstała. Czuła się o wiele lepiej. Hermiona poklepała ją po plecach i uśmiechnęła się, chcąc dodać jej otuchy.
Gdy weszły do klasy, profesor i uczniowie byli już na swoich miejscach. Savannah poczuła na sobie jego wzrok, przez co cała zesztywniała. Hermiona rzuciła jej szybkie spojrzenie i powiedziała:
— Przepraszamy za spóźnienie, panie profesorze, ale Savannah nie mogła znaleźć swojego podręcznika.
— Nic nie szkodzi — Lupin uśmiechnął się, choć jego spojrzenie pozostało uważne. Dopiero kiedy usiadły, dodał:
— Chciałbym, abyście oddali mi wypracowanie, które zadał profesor Snape.
Wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni.
— Panie profesorze — wychyliła się Parvati. — Ale my nic nie wiemy o wilkołakach…
— Od czego masz bibliotekę? — wtrącił złośliwie Dean Thomas, przez co oberwał od Lavender papierową kulką.
— Czy to konieczne? — jęknął Ron. Lupin skinął głową i wskazał na swoje biurko:
— Połóżcie je tutaj. Jeśli ktoś go jeszcze nie napisał, ma czas do jutra.
Weasley zrobił minę cierpiętnika i szepnął coś do Harry'ego. Savannah podała Hermionie swoje wypracowanie i zacisnęła usta. Patrzyła, jak kładzie je na biurku, zaraz za własnym. Lupin chciał sprawdzić, jak daleko posunęli się w badaniach i wnioskach. Praca Hermiony była bardzo dokładna. Tak jak jej. Jeśli nikt nie wykazał się podobną skrupulatnością, wiedziała, że znalazły się na celowniku. Zerknęła na Lupina. Przyglądał się jej uważnie, znowu. Przełknęła ślinę i udała, że zainteresował ją podręcznik.
**
Listopad minął szybko i nastał grudzień. Savannah wierciła się na krześle, siedząc naprzeciwko profesor McGonagall. Wicedyrektorka uśmiechnęła się do niej, chcąc dodać jej otuchy i zapytała:
— Czy jesteś gotowa?
— Tak — Savannah skinęła głową i wstała. Dziś, trzeciego grudnia miała spotkać się z Ministrem Magii. Z tej okazji ubrała się elegancko i teraz, prowadzona przez McGonagall, starała się skupić na tym, co powiedział jej Dumbledore.
Knot nie może się o niczym dowiedzieć.
Gdy stanęły przed kamienną chimerą, ta przesunęła się i Savannah poszła dalej sama. Była zdenerwowana, to zrozumiałe. Czuła również niesmak. Miała spotkać się z człowiekiem, którym gardziła, choć go nie znała.
Drzwi od gabinetu dyrektora były otwarte. Savannah zapukała przed wejściem, ale było to niepotrzebne. Dyrektor podszedł do niej i zaprosił do środka. Objął ją i poprowadził w kierunku biurka. Siedział tam Korneliusz Knot.
— Witaj Savannah — na jej widok wstał i wyciągnął dłoń. — Miło mi cię poznać. Wiele o tobie słyszałem.
Ja o panu również. Tyle że niepochlebnego.
Savannah zmarszczyła brwi, gdy odwzajemniła uścisk. Usiadła naprzeciwko Ministra, a obok niej dyrektor. Na biurku leżał stos pergaminów i samo notujące pióro.
— Zapewne wiesz, w jakim celu jest to spotkanie — powiedział Knot, na co dziewczyna skinęła głową. — To świetnie. Zadam ci kilka pytań. Nie martw się, to standardowa procedura.
Savannah wzięła głęboki wdech i poczuła dłoń dyrektora na swojej ręce. Uśmiechnęła się do niego i powiedziała:
— Jestem gotowa, panie Ministrze.
Knot założył okulary i skupił wzrok na pergaminie przed sobą:
— Przesłuchujący: Korneliusz Oswald Knot. Dzisiaj mamy 3 grudnia, 1993 rok. Proszę o podanie imienia i nazwiska.
A więc przesłuchanie, nie zwykła pogadanka. Pieprzony służbista. Hagrid doskonale go określił.
— Savannah Marie Durance — odparła dziewczyna i w tym samym momencie pióro zaczęło pisać.
— Data i miejsce urodzenia oraz imiona rodziców.
— 5 grudnia 1980 roku, Londyn. Ethan i Shelly Durance.
Knot podniósł na nią wzrok.
— Nazwisko ojca i panieńskie matki — doprecyzował. Savannah zacisnęła dłonie na oparciach krzesła i powiedziała:
— Ethan Durance i Shelly Black.
Minister uśmiechnął się, gdy usłyszał to ostatnie. Potem splótł palce i zapytał:
— Czy znałaś Kelly Bale, uczennicę trzeciego roku, przydzieloną do Gryffindoru?
— Tak, była moją przyjaciółką. Jedną z dwóch.
Knot uniósł do góry brew, więc dziewczyna wyjaśniła:
— Drugą była Natalie Harris.
Minister spojrzał szybko na Dumbledore'a i odparł:
— Rozumiem. Czy ty i panna Bale byłyście blisko?
— Tak — powiedziała Savannah. — Przez dwa lata.
— Przed dwa lata? Czy możesz to wyjaśnić?
— Gdy jechałyśmy pociągiem do Hogwartu, Kelly obraziła się na mnie i Natalie. Przestała z nami rozmawiać i przyłączyła się do dwóch koleżanek z naszego domu, Lavender Brown i Parvati Patil.
— Dlaczego się na was obraziła?
— Dokładniej to na mnie. Ponieważ nie usiadłam w przedziale z nią i Natalie, tylko z Harrym Potterem, Hermioną Granger i Ronem Weasleyem.
— Z panem Potterem — Knot zmrużył oczy, odchrząknął i zapytał:
— Dlaczego nie usiadłaś z przyjaciółkami?
— Kot Hermiony wskoczył Natalie na plecy — odpowiedziała Savannah i mimo, że tego nie chciała, uśmiechnęła się. — Zrobiło się zamieszanie, Natalie zaczęła krzyczeć. Zdjęłam z niej Krzywołapa i chodziłam od przedziału do przedziału pytając, czyj to kot. Tak trafiłam do ostatniego przedziału.
— W którym siedziała wspomniana wcześniej trójka? — zapytał, a Durance skinęła głową.
— Poprosili mnie, abym… — zaczęła, lecz ten jej przerwał:
— To już nieistotne. Przejdźmy do konkretów. Kiedy ostatni raz widziałaś pannę Bale?
— W Noc Duchów — powiedziała dziewczyna. — Kelly zauważyła, że byłam w fatalnym nastroju.
— Dlaczego?
— Ponieważ nie odwiedziłam Hogsmeade. Moja ciocia nie podpisała formularza.
— Czy panna Bale zaczepiła cię w jakikolwiek sposób?
— Spytała, czy wszystko w porządku. Wypomniałam jej, że nie odzywała do mnie przez dwa miesiące. Potem wybiegłam z Wielkiej Sali.
— A ona?
— Ona pobiegła za mną. Zarzuciła mi, że specjalnie zmieniłam towarzystwo. Potem powiedziała coś, co mnie zaniepokoiło.
— Mianowicie?
— Że niedługo jej tutaj nie będzie.
Knot spojrzał na dyrektora i zapytał:
— Co potem zrobiła Kelly?
— Uciekła, a ja zostałam sama — odparła Savannah. — Byłam zła, że mnie zostawiła i po prostu stałam. Wtedy zjawił się Syriusz Black.
— Poznałaś go?
— Nie widziałam go. Stałam tyłem i wtedy poczułam silne szarpnięcie. Okazało się, że to Black.
— Jaka była twoja reakcja na widok wujka?
— To nie jest mój wujek — powiedziała szorstko dziewczyna. — Proszę nie łączyć mnie z nim w żaden sposób!
— Savannah — dyrektor ścisnął jej rękę. — Pan Minister nie to miał na myśli.
Knot przyglądał się jej ze zmarszczonym czołem. W jej odpowiedzi było tyle złości. Widać, że nienawidziła Blacka.
— Możesz za nim nie przepadać, ale to nie zmienia faktu, że jesteście spokrewnieni — stwierdził sucho. — Prosiłbym również o powściągnięcie emocji, panno Durance.
— Przepraszam — Savannah spuściła wzrok. — To już się nie powtórzy.
— Mam nadzieję — Minister odczekał chwilę i zapytał:
— Jak zareagował Black na twój widok?
— Poznał mnie. Zdziwił się, że jestem taka chuda. Powiedział, że zapamiętał mnie inaczej.
— Co było potem?
— Zaczęłam krzyczeć. Wtedy złapał mnie, zakrył mi usta dłonią i wciągnął do pustej klasy.
— Co było dalej?
— Ugryzłam go w rękę. Wrzasnął i puścił mnie. Chciałam uciec, ale mnie dopadł. Poprosiłam, żeby mnie nie zabijał.
— Co on na to?
— Nic. Stał nade mną i przyglądał mi się. Pomyślałam, że jest stuknięty, a wtedy on mnie podniósł i poprosił, żebym nie krzyczała.
— Co było dalej?
— Powiedział, że jestem podobna do mamy. Wspomniał też o moich oczach. Że mam je po tacie. Wtedy nie wytrzymałam i go kopnęłam. Rzuciłam się do ucieczki, ale on złapał mnie za szatę i zaczęliśmy się szarpać. Wyrwałam mu się, ale straciłam równowagę i uderzyłam o ścianę. Wtedy zabrał mi różdżkę.
Zrobiła pauzę, aby wziąć głęboki wdech. Knot zerknął na samo notujące pióro, które zapisywało kolejny pergamin.
— Co wtedy zrobił Black? — zapytał, a dziewczyna odpowiedziała:
— Podszedł do mnie i zapytał, czy nic mi nie jest. A ja na to, żeby mnie zostawił. Nazwałam go mordercą.
— Co było dalej? — Knot przyglądał się jej uważnie. — Co zrobił Black?
— Stwierdził, że umiem sobie dać radę i oszołomił mnie — Savannah wzdrygnęła się na samo wspomnienie.
— I przez ten cały czas — Minister zmrużył oczy. — Nie wspomniał nic o Harrym Potterze?
— Ani słowem — odparła.
— A czy ty poruszyłaś temat pana Pottera?
— Nie — skłamała i spojrzała mu prosto w oczy.
— Czy wiedziałaś, że pan Potter jest celem Blacka? — zapytał Knot, wwiercając w nią wzrok.
— Nie — odpowiedziała stanowczo. To nie spodobało się Ministrowi, który prychnął.
— Korneliuszu — Dumbledore spojrzał na niego ostro.
— Nie wierzę, że nie wiedziała — mruknął Knot, bardziej do siebie.
— Oczywiście, że nie wiedziała — powiedział Dumbledore stanowczo. — To że Savannah jest krewną Syriusza Blacka, nie oznacza, że znała szczegóły, o których wie tylko Ministerstwo. Chyba nie sądziłeś, że wtajemniczę nieletnią?
— Oczywiście, że nie — zgodził się ze złością Knot. — To wszystko, panno Durance. Nie mam więcej pytań.
— Czy muszę się gdzieś podpisać? — zapytała Savannah, lecz Minister pokręcił głową.
— Dalszymi formalnościami zajmie się dyrektor — powiedział i wstał, aby się z nią pożegnać. Wyciągnął do niej rękę, którą dziewczyna uścisnęła.
— Za chwilę zjawi się tutaj profesor McGonagall — Dumbledore spojrzał ciepło na Savannah i położył jej dłoń na ramieniu. — Dziękuję ci za to spotkanie.
Dziewczyna skinęła głową i zerknęła na Knota. Nie patrzył w jej stronę. Udawał, że jest pochłonięty papierami, ale po jego minie widać było, że jest niezadowolony. Savannah wiedziała, dlaczego. Uśmiechnęła się do dyrektora, jednocześnie pragnąc stąd wyjść. Czuła się zmęczona, a jedyne o czym marzyła, to ciepłe łóżko. W końcu zjawiła się profesor McGonagall, która odprowadziła ją z powrotem do wieży.
