Ten rozdział jest najkrótszym z tych, które mam na swoim koncie, ale dał mi najbardziej w kość. Jest tam sporo bezsensownych zdań i sporo masła maślanego. Próbowałam coś z tym zrobić (i moja beta też), ale nie przy wszystkim się dało. Dlatego proszę, przymknijcie na to oko :)
Rozdział 14. Rozmowa podczas spaceru
Harry czuł się niesamowicie dobrze i nie potrafił przestać się uśmiechać podczas ubierania się. Jego włosy były niesforne jak nigdy, wciąż wyglądał jak mały trzynastolatek. Jego okulary były brzydkie jak zawsze, ale po raz pierwszy od dłuższego czasu rzeczywiście się uśmiechnął do własnego odbicia i zachichotał słysząc komentarze lustra („Och, kochanie wyglądasz absolutnie uroczo, ale może powinieneś udać się na śniadanie, aby zdobyć dobry posiłek dla swojego żołądka."). Ubrał się w jeden ze swoich nowych strojów i nawet jeśli jego dżinsy wciąż wyglądały na nieco luźne, a koszulka ukazywała więcej ciała niżby chciał nie musiał się martwić, że zgubi swoje ubranie, co wprawiło go w dobry nastrój.
- Harry – zawołał spokojnie Voldemort, gdy zobaczył swojego przyszłego męża opuszczającego pokój. Ciemnowłosy chłopiec obrócił się szukając mówcy.
- Zaskoczyłeś mnie – upomniał go, gdy zauważył idącego ku niemu Voldemorta. - Potrzebujesz czegoś?
Chociaż jego głos był wciąż bardzo formalny i zdystansowany Czarny Pan zauważył, że zielonooki czarodziej brzmiał sympatyczniej i nie tak nieufnie.
- Chciałem cię o coś zapytać – wyjaśnił Voldemort podążając krok w krok za chłopcem i prowadząc go powoli do jadalni. - Ponieważ niedługo się pobieramy tak sobie pomyślałem, że może wybrałbyś się ze mną na spacer byśmy mogli trochę lepiej się poznać. Obiecuję, że będziesz bezpieczny.
- Chcesz mnie lepiej poznać? – zapytał ze zdziwieniem Harry spoglądając na niego.
- Tak. Spędzimy ze sobą resztę życia i sądzę, że to wszystko ułatwi jeśli w końcu się dogadamy – potwierdził Czarny Pan. - Zdaję sobie sprawę z tego, że dla ciebie sytuacja jest trudniejsza, ponieważ nie miałeś zbyt wiele czasu by się przyzwyczaić do tego pomysłu. Jeśli dasz mi szansę chciałbym się dowiedzieć dlaczego Severus i Lucjusz zdobyli się na opiekowanie się tobą po tak krótkim czasie.
Mały czarodziej wyglądał na zamyślonego przez chwilę próbując ukryć swój rumieniec po ostatnich słowach Voldemorta.
- Okej – powiedział w końcu uśmiechając się niepewnie. - Myślę, że masz rację.
- Rozumiem, że nie chcesz zostawić swoich dwóch przyjaciół samych przez dłuższy okres czasu – odpowiedział czarnowłosy mężczyzna. - Więc może powinieneś ustalić termin. Jestem pewny, że mogę uporządkować moje spotkania tak, by mieć więcej czasu dla ciebie.
- Szczerze mówiąc powiedziałem tak tylko dlatego, bo chciałem żeby Remus i Syriusz spędzili ze sobą trochę czasu – przyznał się Harry wyglądając na winnego.
- Simon dziś wyjeżdża. Jego tata zwariuje jeśli będzie jedynym, którego matka Simona będzie chciała badać. Dudley przekonał Draco, by pokazał mu jak grać w Quidditcha, więc jeśli chcesz to zrobić dzisiaj nie mam nic przeciwko.
- Pan Turner nie miał przypadkiem zostać na twoim ślubie? – zapytał zakłopotany Voldemort.
- Ślub jest za trzy dni, prawda? – zapytał w zamian Harry. - Simon zdąży wrócić.
- Dobrze. Czy to oznacza, że możemy iść na spacer po śniadaniu? - powiedział czerwonooki mężczyzna. Chciał zabrzmieć imponująco, ale wyszło bardziej jak pytanie.
- Tak. Chcesz trochę mojego ciasta? - zaproponował Harry, gdy weszli do salonu i zajęli swoje miejsca.
- Nie, dziękuję. Będę trzymać się moich kanapek z serem – odpowiedział Voldemort robiąc tylko to.
- Jak chcesz – Harry wzruszył ramionami i zaakceptował kawałek tortu, który Dudley mu zaproponował. - Draco, mógłbyś po śniadaniu zająć się Dudley'em przez jakiś czas? Chciałeś opowiedzieć mu o Quidditchu, prawda?
- Tak, pewnie – zgodził się Draco. - Powiesz mi czemu do nas nie dołączysz?
- Voldemort i ja idziemy na spacer – mruknął z zażenowaniem zielonooki chłopak spoglądając na swój talerz.
Draco sięgnął po małą rękę pod stołem ściskając go zachęcająco, dopóki Harry nie spojrzał w jego szare oczy.
- W porządku, Harry. Może dołączysz do nas później? Blaise, Ted i Pansy chcieli przyjść po południu i oczywiście chcą cię poznać.
- Też tego chcę – wyznał cicho Gryfon i wziął łyk soku pomarańczowego Draco.
Czterej chłopcy jedli w milczeniu, podczas gdy dorośli prowadzili własną rozmowę. Wreszcie wszyscy skończyli śniadanie i Simon pożegnał się mocno przytulając swojego zielonookiego przyjaciela i zniknął w kominku, po tym jak Harry dał mu trochę proszku Fiuu, aby mógł wrócić na ślub. Narcyza i Lucjusz usprawiedliwili się chwilę później. Lucjusz, bo miał do wykonania „pracę" w ministerstwie, a Narcyza, bo Voldemort obarczył ją organizacją ślubu. Dudley i Draco wyszli na boisko do Quidditcha rozmawiając z ożywieniem, ogólnie o sporcie, a w szczególności o Quidditchu. A Severus zniknął w swoim laboratorium, by zrobić trochę eliksirów leczniczych do uzupełnienia zapasów w skrzydle szpitalnym.
-Więc – powiedział Harry, żeby tylko coś powiedzieć. - Możemy iść?
Voldemort skinął głową i poprowadził ich przez dwór Malfoyów do ogrodu. Szli chwilę w ciszy, ale nie była ona komfortowa, a napięta. Czarny Pan zauważył, że jego młody narzeczony wydawał się być spięty z każdym kolejnym uderzeniem serca. Ale on po prostu nie wiedział, jak zacząć rozmowę, by nie brzmieć jak zakochana nastolatka lub jąkający się idiota.
- Czy jest coś, co chciałbyś o mnie wiedzieć Voldemorcie? - zapytał niepewnie mały Gryfon patrząc szeroko otwartymi zielonymi oczami.
- Tom – poprawił go Czarny Pan, a kiedy Harry się zmieszał dodał - Mów mi Tom, wkrótce weźmiemy ślub.
To było naprawdę niesamowite jak często dzisiaj użył tego argumentu: powinni rozmawiać, ponieważ mają zamiar się pobrać; uznał atrakcyjność Harry'ego, ale to było dobre, ponieważ mają zamiar się pobrać; uwielbiał jak oczy Harry'ego świeciły się za każdym razem, gdy otrzymał prezent, ale to w porządku, ponieważ mają zamiar się pobrać; czuł zazdrość, oczywiście przez niego, za każdym razem, gdy mały Gryfon przytulił kogoś albo pocałował, ale to też było uzasadnione, ponieważ mają zamiar się pobrać; a teraz pozwolił mu używać swojego imienia, ponieważ mają zamiar się pobrać.
- Tom – ustąpił zielonooki czarodziej. - Chcesz mnie o coś zapytać?
- Właściwie to mam sporo pytań – Czarny Pan uśmiechnął się spoglądając na chłopca obok niego. - Czy jesteś na nie gotowy?
Harry tylko nieśmiało uśmiechnął się do niego i czekał na pierwsze pytanie.
- Dlaczego zgodziłeś się za mnie wyjść? - zapytał Voldemort z zaciekawieniem.
- Nie tego się po mnie spodziewałeś? - Harry odwrócił się kopiąc kamień na drodze.
- Spodziewałem się, że Dumbledore przekona cię do zaakceptowania kontraktu, ale moi Śmierciożercy powiedzieli mi, że przyjąłeś go z własnej woli – wyjaśnił Czarny Pan. - Dlatego zastanawiam się dlaczego.
- Po prostu nie chciałem, by umarło więcej ludzi - wymamrotał Harry. - A ja... nie chciałem nikogo zabijać, nawet jeśli byliby przyczyną tak wielkiej ilości bólu i śmierci.
- Nie chcesz pomścić swoich rodziców? - Tom uniósł swoją czarną brew.
Zielonooki czarodziej owinął ramiona wokół siebie drżąc jakby było mu zimno.
- Ja… Czy możemy o tym nie mówić Tom, proszę? - wyszeptał wreszcie, a jego oczy otworzyły się niemożliwie szeroko.
To było w porządku, że nie mógł wytrzymać tego błagalnego spojrzenia, ponieważ mają zamiar się pobrać.
- Ok, zapytam cię o coś innego: Dlaczego przyjaźnisz się ze swoim kuzynem, po tym jak cię bił?
- Gdy byliśmy młodsi Dudley uwielbiał swojego ojca i chciał być taki jak on, a był na dobrej drodze do tego, ale wtedy rok temu zobaczył tę stronę swojego ojca, która uświadomiła mu, że nie chce się zmienić w jego kopię – Harry uważał, aby nie powiedzieć zbyt wiele. - Przeprosił i poprosił mnie o drugą szansę, którą mu dałem pod warunkiem, że już nigdy nikogo nie pobije. Każdy zasługuje na drugą szansę.
- Każdy? - zapytał Voldemort.
- Tak. Jeśli zrobię coś źle to chcę, by ludzie też dali mi szansę, abym mógł to naprawić - stwierdził przekonująco ciemnowłosy chłopak.
- Severus, Lucjusz i Draco dostali drugą szansę? - zapytał Czarny Pan, gdy przekroczyli mały most.
- Draco dał mi drugą szansę - sprostował poważnie Harry. - I mogę zrozumieć dlaczego Severus zachowywał się tak, jak się zachowywał, ale chyba można powiedzieć, że jest to druga szansa Lucjusza.
- A co jest między tobą i Dumbledorem? - zapytał wysoki mężczyzna przypominając sobie scenę ze skrzydła szpitalnego.
Harry debatował przez chwilę czy naprawdę powinien wydać wszystkie swoje sekrety Voldemortowi, ale potem zdecydował, że chce zaufać mu chociaż trochę i zacznie od teraz.
- W ubiegłym roku, Severus starał się nauczyć mnie Oklumencji, po to abym był w stanie zablokować wizje, które mi wysyłałeś. Jak wiesz, lekcje nie były zbyt udane. Jednak przynajmniej nauczyłem się zauważać, kiedy ktoś grzebie mi w głowie. Dumbledore najwyraźniej tego nie wiedział, bo wtargnął w mój umysł po incydencie w Departamencie Tajemnic. On najprawdopodobniej chciał wiedzieć jak czułem się po przepowiedni, o której ci nie powiem, więc zapomnij o tym i że Syriusz rzekomo nie żyje. Ale nie znalazł tego, a coś co utrzymywałem w sekrecie przez długi czas. Powiedziałem, że chciałbym dać wszystkim drugą szansę i dałem, a Dumbledore powinien zrobić coś z wiedzą o tym czego się dowiedział, ale nie zrobił tego. Może powinienem powiedzieć mu o tym konkretnym szczególe mojego życia, tak jak on powinien był zrobić z przepowiednią, ale nie zrobiłem tego, bo bałem się, że nic by z tym nie zrobił. I mogę mu wybaczyć, że nic z tym nie zrobił, kiedy nie mógł być tego pewny. Ale po tym jak naruszył moje myśli wiedział to na pewno i powinien był coś z tym zrobić. Dlatego już mu nie ufam.
- Więc Dumbledore użył Legilimencji na tobie, dowiedział się o czymś czego nie chciałeś żeby wiedział i powinien ci pomóc w ten czy inny sposób, ale jeszcze raz cię zawiódł, bo tego nie zrobił – podsumował Tom, a Harry przytaknął twierdząco. - Zakładam, że nie chcesz mi powiedzieć czego się dowiedział, prawda?
- Tak – zielonooki czarodziej znowu się zgodził wyglądając na zakłopotanego. - To nie ma nic wspólnego z tobą - no, może trochę - ale powiedziałem o tym wyłącznie jednej osobie, proszę, możesz to zrozumieć Tom?
- Nie spodziewam się, tak jak ja nie oczekuję, że zdradzisz mi przepowiednię – uspokoił go Voldemort.
- W każdym razie nie sądzę, że proroctwo jest tak ważne – Harry wzruszył lekko ramionami. - Chodzi mi o to, że jeśli nie usłyszałbyś części przepowiedni, nie poszedłbyś po mnie i moich rodzicach, prawda? Dlatego klątwa zabijająca nie wróciłaby do ciebie. Co dobrego przynosi przepowiednia jeśli jest przyczyną takich wydarzeń?
Usta Toma uniosły się trochę, kiedy odpowiadał.
- To ma sens. Co powiesz na całkowite zignorowanie przepowiedni i czekanie na to co się stanie bez jej ingerencji?
- Brzmi jak plan – zgodził się uśmiechnięty Harry. - A propos, czy mogę cię o coś zapytać?
- Oczywiście – Voldemort przyjął to z ciepłym światłem w oczach, gdy patrzył na małego Gryfona.
- Lucjusz już próbował mi to wyjaśnić, ale nie jestem pewien czy wszystko zrozumiałem, więc wolałbym żebyś raczej ty mi powiedział dlaczego to robisz? - zapytał niespójnie czarnowłosy chłopiec.
Teraz przechodzili przez sad owocowy z jabłoniami, gruszami, wiśniami i brzoskwiniami, które dźwigały ich pyszny ciężar.
- Po ukończeniu Hogwartu nastawiłem się na zniszczenie wszystkich mugoli i sprawienie, że będą cierpieć za wszystkie te rzeczy, które poszły nie tak w moim życiu, ale nie miałem zamiaru zrobić tego zupełnie nielegalnie. Zacząłem od składania wielu petycji, a nawet miałem pracę w Ministerstwie, jednak gdy to zawiodło zagłębiłem się w czarną magię, w nadziei na znalezienie szybszego sposobu. Teraz zdałem sobie sprawę, że ten sposób nie jest wcale szybszy i bardziej efektywny. Mam najbardziej wpływowe rodziny jako moich zwolenników, ale robienie z nich przestępców nie jest najlepszym pomysłem, aby zapewnić im status społeczny. Lucjusz powiedział mi, że wyjaśnił ci jakie skutki umowy, miejmy nadzieje, będą miały wpływ na ogólną ocenę Czarodziejskiego Świata – wyjaśnił Voldemort uważnie obserwując swojego pana młodego.
Harry zatrzymał się gwałtownie i spojrzał na wyższego mężczyznę.
- Czy nadal planujesz zabić wszystkich mugoli, Voldemorcie? - jego ton był lodowaty jak jego oczy. - Bo jeśli tak to zamierzam cię zabić bez względu na konsekwencje.
- Nie – powiedział Tom zaskakująco delikatnie. - Nie będę cię zmuszać, byś musiał to zrobić. Nadal nie lubię mugoli, ale widząc jak niektórzy z najbardziej błyskotliwych czarodziejów i czarownic, których znam są Mugolakami lub Półkrwi zmieniłem plany. Nie podoba mi się jak Ministerstwo funkcjonuje w dzisiejszych czasach, więc będę wpływać na nich tak, żeby ich polityka spełniła moje oczekiwania, lecz obiecuję ci, że nikogo nie zabiję Harry.
Mniejszy czarodziej spojrzał w górę z nadzieją, z oczami jaśniejszymi niż zwykle, zanim ostrożnie pociągnął Toma za rękę uśmiechając się do niego nieśmiało.
- To dobrze. Możemy na chwilę usiąść?
Czarny Pan poprowadził swojego mniejszego towarzysza w cień jabłoni i pokrył ziemię zewnętrzną stroną swojej szaty, by mogli usiąść. Harry usiadł obok niego opierając się plecami o pień drzewa, nie na tyle blisko, by dotknąć czarnoksiężnika, choć zdecydowanie bliżej niż normalnie z potencjalnym wrogiem.
- Powinniśmy również omówić jakich dodatkowych przedmiotów będziesz się uczył w następnym roku – zaczął Tom, gdy wygodnie usiedli.
- Dlaczego chcesz żebym uczył się jeszcze więcej rzeczy, Tom? - zapytał Harry bawiąc się rąbkiem swojej koszulki. - Nie żebym był przeciwny tej idei, ale nadal jesteśmy mniej lub bardziej po przeciwnych stronach. Czy to nie jest trochę kontrowersyjne trenować swojego wroga?
- Nie jesteś już moim wrogiem, Harry – stwierdził Czarny Pan biorąc jedną z bladych rąk Harry'ego, po to aby przestał niszczyć swoje nowe ubrania. - A poza tym nie podoba mi się myśl, że spędzę życie z naiwniakiem, dosyć martwię się o twoje bezpieczeństwo. Wiem, że jesteś bynajmniej bezradny i mogę poręczyć za moich Śmierciożerców, ale za to nie mogę tego zrobić za Jasną Stronę i musimy się liczyć z tym, że niektórzy z nich nie zareagują pozytywnie na ciebie jako mojego małżonka.
- Więc co proponujesz? - odpowiedział czarnowłosy chłopiec trzymając rękę w bezruchu.
- Severus zgodził się uczyć cię ponownie Oklumencji i Legilimencji – zaczął wyliczać czerwonooki czarodziej. - Rudolfus i Rabastan Lestrange nauczą cię jak się bronić bez magii - sztuk walki, a ja pomogę ci zostać Animagiem i nauczę cię trochę jasnych defensywnych i ofensywnych zaklęć. Jeśli chcesz robić coś innego musisz mi powiedzieć, po to bym mógł znaleźć odpowiedniego nauczyciela.
- Pani Pomfrey powiedziała, że mógłbym jej pomagać w szpitalu dwa razy w tygodniu – wymamrotał Harry spoglądając krótko w górę. - Naprawdę chciałbym zaakceptować tę ofertę i dowiedzieć się czegoś o uzdrawianiu...
- Więc powinieneś to zrobić – Tom ścisnął małą rękę w swojej. - Czy reszta ci pasuje?
- Nie mam nic przeciwko Severusowi i myślę, że przeciwko tobie też, ale jeśli bracia Lestrange są kimś takim jak Bellatrix, wtedy nie zgodzę się by mnie uczyli – odpowiedział Harry.
Tom niemal się uśmiechnął.
- Moim zdaniem nie są zbyt podobni, ale jeśli naprawdę nimi gardzisz to poszukam kogoś innego – wstał otrzepując ubrania i podał opaloną rękę chłopcu. - Wracajmy Harry.
To było w porządku, że szli ręka w rękę w komfortowej ciszy i że cieszył się tym, wywnioskował Voldemort, ponieważ mają zamiar się pobrać.
Gdy mijali boiska Quidditcha usłyszeli entuzjastyczny okrzyk, a Dudley Dursley wylądował przed nimi dość niezgrabnie. Nie można oczekiwać, że Mugol będzie zawodowym graczem Quidditcha po zaledwie kilku godzinach, prawda?
- Chudzielcu, Quidditch jest super. Mogę nawet korzystać z miotły – wykrzyknął muskularny blondyn. - To świetna zabawa.
Drobny ciemnowłosy czarodziej uśmiechnął się łagodnie do drugiego chłopca.
- Możesz dać nam chwilę, Dudley?– zapytał. - Nie będzie to długo trwało.
- Jasne, ale pośpiesz się. Przyjaciele Draco przyszli i teraz kiedy myślę, że w końcu zrozumiałem wszystkie zasady sugerują byśmy trochę pograli - nalegał Dudley i zniknął dołączając do innych graczy.
- Więc, to oznacza, że zobaczymy się za trzy dni – powiedział nieśmiało Harry odwracając się do Czarnego Pana.
- Jeszcze jedno pytanie: Dlaczego nigdy nie fatygowałeś się, by naprawić swoje oczy? - zapytał Tom. - To tylko jedno proste zaklęcie.
- Nie chciałem dać reporterom kolejnego powodu do pisania długich historii o mnie i co mogłoby być przyczyną mojej nowej próżności – westchnął Harry szurając nogami.
- Miałbyś coś przeciwko gdybym wykonał to zaklęcie? - zapytał czerwonooki czarodziej. - Ostatecznie wszystkie gazety będą pisać o naszym małżeństwie, więc teraz byłby dobry moment.
Zielonooki chłopak opuścił głowę tak, że Tom nie mógł zobaczyć zranienia w jego oczach.
- Okej.
Więc on myśli, że jestem brzydki – pomyślał Harry, ale kto by tak nie pomyślał? I czekał, aż jego wzrok stał się niewyraźny zanim zdjął okulary i odezwał się ponownie.
- Zobaczymy się w ciągu trzech dni, Tom. Do zobaczenia.
Voldemort wciąż się zastanawiał co doprowadziło do tej nagłej zmiany - byli zrelaksowani, prawda? Cieszyli się swoim towarzystwem – gdy Harry już dołączył do innych nastolatków i kiedy on w końcu wrócił do teraźniejszości jakoś aportował się do swojego zamku czyniąc go poniekąd zadowolonym, że przynajmniej nie stał tam wpatrując się tępo w Harry'ego. Ale wciąż nie wiedział co zrobił źle – oczywiście nie dlatego, że mu zależało, co to to nie, ale nie było żadnego powodu, aby myśleć o Harrym inaczej niż dowiedzieć się jak najwięcej korzystać z tej nowej sytuacji. I czemu znowu nie mógł przestać myśleć o ogromnych zielonych oczach, jedwabistych czarnych włosach i szczupłych, kusząco kołyszących się biodrach…? Był pewien, że łatwo mógłby otoczyć je swoimi dłońmi. Och, dobrze, pozwoli sobie myśleć w ten sposób, ponieważ wkrótce mają zamiar się pobrać…
Radzę wam się nacieszyć tymi dwoma rozdziałami, bo przewiduję sporą przerwę w tłumaczeniu. Nadal będę o was myśleć i próbować coś z nim robić, ale niedawno zaczęłam pracę (na drugą zmianę czyli od południa do nocy), a w weekendy mam szkołę, więc fickiem będę mogła się zajmować po zajęciach i w wolne weekendy. Jeśli kogoś to interesuje to rozdział piętnasty jest o spotkaniu Dudley'a i Harry'ego ze ślizgonami (Syriusz ma tam fajny epizod :D), a szesnasty to już ślub! Także wyczekujcie moi kochani.
Do poczytania!
