Rozdział 14 cz 1/2

Wylądowali przed kutą bramą ozdobioną motywem roślinnym. Tym razem to Snape, zupełnie nieprzygotowany na podróż, zachwiał się i prawie upadł. Harry szybko podtrzymał go i jak najszybciej się odsunął.

- Potter! Ostrzegaj następnym razem!

- Jakbym ostrzegł to byś się nie zgodził. - Odpowiedział Harry przyglądając się bramie. W końcu położył na niej rękę i pchnął. Zamki zgrzytnęły i brama zaczęła się przed nimi otwierać.

- Profesorze. - Ponaglił go zapraszającym gestem. Ruszyli żwirową ścieżką.

- Gdzie jesteśmy? - Burknął pod nosem wciąż nieco urażony niespodziewaną podróżą.

- W posiadłości Potterów.

- Co takiego?! Przecież twoi rodzice nie mieli posiadłości! Gdyby mieli nie ukrywaliby się w Dolinie Godryka.

- Na pewno mieli jakiś powód. Zresztą z tego, co widziałem jest to jedna z wielu rodowych nieruchomości. Innymi handlowali z innymi rodami czystokrwistych. Znalazłem akt sprzedaży domku w górach rodzinie Malfoy'ów. - Tłumaczył rozglądając się dyskretnie na boki. W końcu spomiędzy drzew zaczęła się wyłaniać zarys budynku. Mały lasek, przez który szli, skończył się i ujrzeli budynek w całej okazałości. Potężna fasada zrobiona ze starej, czerwonej cegły, z której zrobione były również wszystkie łuki, łuczki, gzymsy i parapety. Po ścianie gdzieniegdzie, w szczególności na narożnikach, pięły się pnącza. Tuż przy schodach do dwumetrowych drewnianych drzwi, wspinały się po murze białe róże.

- Ktoś się tym opiekował… - mruknął Potter bardziej do siebie, wciąż czujnie rozglądając się dookoła.

- Skrzaty domowe żyją całkiem długo.

- Nie wygląda mi to na robotę tylko skrzata. Rośliny w ogrodzie trzeba czasem mocniej przyciąć lub w końcu wyciąć. Skrzaty potrzebują konkretnych poleceń. Nie wymienią i nie wytną krzewów… - na takie argumenty Snape nie umiał się nie zgodzić. Dopiero teraz dostrzegł jak bardzo zawierzył intuicji chłopaka. Szedł za nim grzecznie ufając, że chłopak doskonale wie gdzie jest, co robi oraz skąd może nadejść zagrożenie i w jakiej postaci. Mężczyzna przeklął się w myślach za swoją nieuwagę. Nim dotarli do schodów, drzwi na szczycie otworzyły się. Wyszedł z nich młody, szczupły mężczyzna o długich czekoladowych włosach i niemal złotych oczach.

- Witam w domu Panie Potter. Cieszę się, że po tak długim czasie zaszczyca nas pan swoją obecnością. - Odezwał się nieznajomy, kłaniając się w pas.

- Ty jesteś Florian? - Spytał Harry, gdy dotarli do drzwi.

- Tak, czuję się zaszczycony, że o mnie słyszałeś Panie Potter. - Odpowiedział z namaszczeniem i ucałował dłoń chłopaka. Snape spiął się widząc ten gest.

- Proszę nie wygłupiaj się i przestań się w końcu mi kłaniać. Nie jestem nikim szczególnym. - Poprosił Harry z westchnieniem zabierając dłoń.

- Wręcz przeciwnie Panie Potter. Mój ród ma olbrzymi dług wdzięczności wobec Pana rodziny. - Zaprotestował Florian gwałtownie.

- Dobrze, zaraz mi o tym opowiesz. - Uciął temat zrezygnowany. - Możesz nas oprowadzić? I powiedz mi, nie jesteś człowiekiem, prawda? - Zmienił szybko temat.

- Oczywiście! Proszę mi wybaczyć! Zapraszam do środka! - Zaprosił ich do środka. Ruszyli korytarzem wyłożonym podłogą z ciemnego drewna, idealnie ukazującej jak wiekowa jest posiadłość. – Jak pan zauważył, nie jestem człowiekiem. Jestem czystokrwistym elfem. Od zarania dziejów związki czarodziejów i magicznych istot były czymś normalnym. Dlatego bywało, że czystokrwiści czarodzieje zyskiwali czasem unikalne umiejętności. Na przykład w pańskim rodzie powszechne jest intuicyjne i naturalne rozumienie naszego języka. - Wytłumaczył elf prowadząc ich przez kolejne pomieszczenia. Wśród nich Snape rozpoznał kilka tych ze zdjęć. - Część osób zaczęła się bać mieszania krwi. Tym bardziej, że wzmacniało one magię czarodziejów. Ponadto elfy mają swoją magię i zaklęcia, które są niedostępne dla osób nieznających naszego języka. - Tłumaczył dalej elf.

- Rozumiem. Znalazłem kilka ksiąg w rodowej skrytce. Podejrzewam, że były one po elficku…

- Cudownie! To oznacza, że ta zdolność jest u pana aktywna! Rzucał pan już jakieś zaklęcie w tym języku? Zapraszam do ogrodu. - Zaprowadził ich na ceglany taras otoczony mnóstwem kwiatów, ze wspaniałym widokiem na ogród.

- Można powiedzieć, że rzuciłem jedno. Ogród jest oszałamiający… Ty dbasz o to wszystko? - Zapytał szeptem, podziwiając słońce lśniące na powierzchni znajdującego się nieopodal ogromnego stawu.

- Tak, jestem zobowiązany dbać o posiadłość i tereny przylegające, panie Potter. Czuję się zaszczycony, że wynik mojej pracy przypadł panu do gustu.

- Nie mów do mnie tak formalnie, proszę. Jestem Harry. - Odparł wciąż nie odrywając wzroku od gry świateł.

- Harry… - mruknął ciepło elf. - Czuję się zaszczycony. Proszę się zwracać do mnie z jakąkolwiek potrzebą. Jakąkolwiek… - Poprosił Florian przysuwając się bliżej do chłopaka. Snape zacisnął zęby i pieści ze złości słysząc tę propozycję. Wściekły podszedł do Harry'ego, stanął jak najbliżej jego pleców i położył dłoń na ramieniu. Gryfon natychmiast drgnął i spiął się. Dotyk Mistrza Eliksirów wyrwał go z zamyślenia. Szybko wziął się w garść i odsunął od profesora.

- Zamierza Pan tu zostać? Chciałbym wiedzieć czy przygotować pokoje… I czy można spytać, kim jest pana towarzysz? - Zapytał ostrożnie Florian, bacznie obserwując sytuację.

- Cóż to właściwie mój towarzysz. - Mruknął niepewnie chłopak. - Profesor Severus Snape.

- Towarzysz? Dziwne… Wydawało mi się, że nie widzę pomiędzy wami więzi, chociaż niezbyt się przyglądałem…

- Zapewniam cię, że nawet, jeśli niewidoczna, to ona istnieje, Florianie. - Odparł na to szorstko Harry. Uciął tym samym wszelkie dyskusje.

- To jakie macie plany? Zostaniecie na noc? - Zapytał ponownie, nieco już przygaszony.

- Sam nie wiem… teoretycznie powinniśmy wracać do Hogwartu za dwadzieścia minut… - zaczął się głośno zastanawiać. - Można wysłać stąd sowę? Najlepiej taką, by nikt nie mógł odkryć skąd leci? Żebyśmy mogli tu zostać muszę napisać list do Dumbledore'a.

- Oczywiście! Jeśli mógłbym zasugerować… to chyba lepiej, by Dumbledore nie wiedział o tej posiadłości…

- Nie planowałem go o niej informować. Jednak skąd wynikła twoja… sugestia?

- Bo Dumbledore… Jest jedną z osób, które są ostrożne w temacie mieszania krwi czarodziejów i magicznych istot… Nawet był za wprowadzaniem ustaw całkiem restrykcyjnie podchodzących do naszych praw…

- Dumbledore?! To dziwne. To on wspomniał mi o zaklęciu Pertalla Panua.

- Może nie widział innego wyjścia lub nie spodziewał się, że będziesz w stanie je rzucić. Bo wnioskując po tym, że stoisz tu żywy, zaklęcie powiodło się.

- Można tak to ująć… Ok. Wyślę tę sowę. Nie wspomnę mu o tym miejscu.

- Świetnie. Przygotuje dla was sypialnię.

- Dwie sypialnie.

- Słucham?

- Dwie sypialnie. Obok siebie lub naprzeciwko. Jednak dwie sypialnie. - Powtórzył Harry już głośniej.

- Ach. Tak! Oczywiście! - Zawołał Florian, który wraz z trawieniem informacji robił się coraz weselszy. Snape za plecami chłopaka rzucił mu najmroźniejsze spojrzenie, na jakie go było stać. Nie podobała mu się ta sytuacja. Elf uśmiechnął się do niego złośliwie i odszedł tanecznym krokiem.

- On coś knuje… - Burknął pod nosem Snape.

- Oczywiście profesorze. Jestem pewny, że pańska podejrzliwość wobec wszystkiego, co się rusza nieraz uratowała panu życie. Pan wybaczy profesorze, ale pójdę poszukać sowy. Proszę czuć się jak u siebie w domu. - Odpowiedział mu Potter i odszedł w głąb domu.

*.*.*

Wysłał do Dumbledore'a sowę z wiadomością, że z racji zawiązanej więzi profesor Snape nalegał na poznanie wujostwa i zatrzymają się u nich na noc. Powiedział sowie, żeby nie czekała na odpowiedź i jak najszybciej wyfrunęła z zamku. Po tempie powrotu sowy domyślił się, że posłuchała jego polecenia. Obiad zjedli na tarasie. On cały czas rozmawiał z Florianem o rozkładzie domu, zasięgu terenów, magii elfickiej oraz o tym jakie zwierzęta pojawiają się w ogrodzie i okolicy. Przez cały ten czas Snape był rozdrażniony, rzucał elfowi wściekłe spojrzenia i nie wtrącał się w rozmowę, tylko czasem mamrotał cos pod nosem. Czyli można uznać, że zachowywał się jak zwykle. Po obiedzie powiedział zaś, że idzie na spacer i może poczyta. Harry od tamtej pory go nie widział.

Leżał teraz na plecach z rękami pod głową i układał wszystko, czego się dzisiaj dowiedział. Nie podzielał niepokoju Snape'a względem Floriana, ale poza rozumieniem mowy elfów nie wspomniał mu o żadnej ze swoich umiejętności. Leżał tak w całkowitych ciemnościach, gdy usłyszał cichy szelest na korytarzu. Szybko upewnił się, że jego różdżka wciąż spoczywa pod poduszką, położył się na boku i udawał, że śpi. Drzwi od jego pokoju uchyliły się i już po chwili usłyszał stuknięcie towarzyszące ich zamykaniu. Gdzieś na skraju świadomości czuł obecność drugiej osoby. Może czuł obecność innej aury? Możliwe. W końcu kołdra za jego plecami zaszeleściła. Ostrożnie wsunął dłoń pod poduszkę i zacisnął palce na różdżce. Rozległ się jeszcze jeden cichy szelest, a po chwili materac za nim ugiął się. Czuł, że osoba za nim przysuwa się do niego. Wciąż nie wyciągnął różdżki i czekał na rozwój wydarzeń. Poczuł na ramieniu delikatny dotyk dłoni.

- Harry? - Usłyszał ciche pytanie Mistrza Eliksirów. Zignorował je i dalej udawał, że śpi. Jedynie nieco rozluźnił uchwyt na różdżce. Severus objął go w pasie i przysunął się do niego tak, że przylegał do niego całym ciałem. Zdenerwowany z trudem przełknął ślinę. Profesor był nagi. Wyraźnie czuł dotyk nagiej erekcji Snape'a poprzez bokserki. Nim zdążył się uspokoić, poczuł delikatne pocałunki na szyli i ramionach, a dłoń, którą obejmowała go w pasie, zaczęła głaskać go po piersi.

- Coś cię boli? - Zapytał z trudem siląc się na spokój i odwrócił twarz w kierunku mężczyzny.

- Nie. - Odparł Snape i wpił się w usta chłopaka.

- Poczekaj. - Wysapał Harry i przewrócił go na plecy siadając mu na biodrach. – Tyle czasu mi się opierałeś, że zrobimy to tak jak ja chcę, zgoda? - Zapytał sięgając do lampki nocnej. Snape skinął głową na zgodę. - Cudownie… - wymruczał Harry. Czule pocałował go w usta i sięgnął po różdżkę. Wyczarował długą tasiemkę i zrobił z niej kajdanki. Związał mu ręce i przywiązał do wezgłowia łóżka. Otarł się o krocze mężczyzny wyrywając z jego ust przeciągły jęk. Położył się na nim i zaczął palcami drażnić już twarde sutki. Mężczyzna pod nim zaczął wić się i wiercić starając się jak najmocniej o niego otrzeć.

- Lubisz jak tak robię? - Zapytał szeptem tuż przy uchu Snape'a, ściskając lekko sutek między palcami. Odpowiedział mu aprobujący jęk. - Tak naprawdę całe twoje ciało reaguje na dotyk o wiele silniej niż na co dzień pokazujesz, mam rację? - Drążył dalej.

- Taak… - jęknął w odpowiedzi.

- O taaak. To jest cudowne, cholernie seksowne ciało… - wyszeptał do ucha, po czym uniósł się i docisnął barki mężczyzny do materaca. - Tylko powiedz mi, gdzie jest jego dusza, Florianie. - Spytał patrząc w czarne oczy Mistrza Eliksirów.

- Ale Harry! O czym ty mówisz, to…

- Widzę aury. - Przerwał mu chłopak. To skutecznie uciszyło dalsze protesty. – Gdzie jest Severus? - Zapytał z naciskiem. Florian będący teraz w ciele Snape'a spojrzał jedynie w bok i nie odpowiedział. Harry westchnął i wyszedł z sypialni, zostawiając mężczyznę wciąż związanego.

Po wyjściu z korytarza westchnął i osunął się po drzwiach na podłogę. Eliksir zamiany ciał. Tylko to przychodziło mu do głowy. Innego wyjaśnienia tej sytuacji nie widział. No chyba, że eliksir wieloskokowy. Jednak ta druga opcja mu nie pasowała. Eliksir może i odtwarzał wygląd ciała, jednak tylko wygląd. Nie zapach. Ten cudowny ziołowy zapach… Nie miał wątpliwości. To było ciało jego towarzysza. Westchnął po raz kolejny zrezygnowany i odblokował więź. Delikatnie wszedł w ciało Snape'a. Chociaż to nie jest dobre określenie. Popłynął do niego poprzez wieź i wszedł w ciało, w którym znajdowała się jego dusza. Wniknął świadomością w to ciało. Uchylił powieki. Ciemność. I chyba kamienna zimna posadzka. Małe pomieszczenie. Powieki opadły i wrócił świadomością do swojego ciała.

Skupił się jeszcze raz na więzi. Starał się zlokalizować jego obecność. Nagle poczuł wewnątrz jakby lekkie pociągnięcie. Więź się lekko napięła. W dół. Szybko wstał z podłogi i zszedł piętro niżej. Teraz więź prowadziła go wąskim ciemnym korytarzem. W końcu zatrzymał się przed drzwiami. Pociągnął za klamkę. Nic. Mógł bez problemu roztrzaskać drzwi mocą jednak, jeśli jest to pomieszczenie które wyczuł będąc w świadomości Snape'a, to odłamki drewna uszkodzą ciało Floriana i zarazem sprawią Snape'owi ból. Nie mógł użyć różdżki, bo dopiero teraz dostrzegł, że odłożył ją na nocnym stoliku, gdy związywał ręce Floriana-Snape'a. (Florian w ciele Snape'a). Położył rękę na zamku i skupił w niej moc. Ostrożnie przełamał zaklęcie zamykające drzwi. Nacisnął klamkę. Drzwi otworzyły się. Był to mały schowek na miotły. Na ziemi leżał Snape-Florian (Snape w ciele Floriana). Był zakneblowany, ręce związane miał za plecami i dodatkowo nogi związane w kostkach. Pęta na nogach i rękach związane były dodatkowo razem, tak że mężczyzna nie mógł się rozprostować. Szybko ukucnął i wyjął knebel.

- Severusie?! - Zawołał mając nadzieję, że mężczyzna się obudzi. Szybko rozwiązał więzy i wziął profesora na ręce. Poszedł do sypialni. Ułożył towarzysza na wolnej połówce łóżka. Zdjął z niego spodnie, buty, koszulę i przykrył kołdrą. Usiał obok niego. Sięgnął znowu do więzi i spróbował w ten sposób obudzić mężczyznę. W końcu poczuł ruch i otworzył oczy. Dłoń, za którą nieświadomie chwycił Snape-Floriana zacisnęła się delikatnie na jego palcach.

- Cii… Spokojnie. Zaraz ci wszystko wytłumaczę. - Zaczął szeptać uspakajająco, gdy Snape zaczął się wybudzać i poruszać niespokojnie. – Jak się czujesz? - Zapytał, gdy mężczyzna spojrzał na niego mniej zaspanym wzrokiem.

- Dobrze. - Mruknął i od razu zaczął nerwowo chrząkać zdziwiony, co się stało z jego głosem. Florian, wciąż przywiązany do łóżka leżał nieruchomo i obserwował to wszystko kątem oka, udając jednak, że nic go to nie obchodzi, a sufit jest naprawdę fascynujący.

- Spokojnie już ci tłumaczę, co się stało. Pamiętasz te eliksiry, które prosiłeś bym ci przetłumaczył? - Odpowiedziało mu nerwowe skinienie galową. - Świetnie. Padłeś ofiarą eliksiru zamiany ciał. Nie z mojej ręki. - Zapewnił Snape'a. Severus niepewnie spojrzał na ciało, w którym obecnie się znajdował i ciało, w którym POWINIEN się znajdować leżące obok.

- Florianie. Czy jeśli wypijecie obaj znowu eliksir zamiany ciał to wrócicie na swoje miejsca? - Zapytał poważnie, Potter.

- Nie. Wydłuży się czas działania. - Odpowiedział Florian-Snape wciąż patrząc w sufit.

- Cholera. - Sapnął Harry. Sięgnął po różdżkę i odwiązał elfa od łóżka. – Śpijcie. - Szepnął Gryfon i poszedł na kanapę stojącą naprzeciwko kominka po prawej stronie łóżka.

- A ty? - Zapytał ostrożnie Snape-Florian.

- Przyzwyczaiłem się. Poczytam w tym czasie. - Odpowiedział z lekkim uśmiechem i wyciągnął jedną z książek, które zabrał ze skrytki.

- Co czytasz? - Uśmiechnął się pod nosem usłyszawszy to ciche pytanie.

- „Jak oswoić bestię i wyjść z jak najmniejszą ilością blizn". Spij Severusie. - Odpowiedział zmęczonym głosem. Nawet nie miał już siły mówić całkowicie formalnie. Nie wiedział jak się zachować. W końcu, jeśli chciałby jakimkolwiek gestem uspokoić Snape'a to będzie musiał, bądź, co bądź, dotykać ciała innego mężczyzny. Zresztą nie zamierzał nikogo dotykać w żadnym ciele. Nie po tym, co usłyszał rano. Na całą tę scenę w łóżku sprzed paru chwil sobie pozwolił, ale tylko po to by unieruchomić Floriana… Wiedział, że ranek będzie o wiele bardziej nerwowy. Miał w torbie ukryty Eliksir Słodkiego Snu. Jednak wolał nie mieszać go z Eliksirem Zamiany Ciał. Szkoda. Uśpiłby ich obu ze dwa razy, aż w końcu działanie eliksiru by minęło i nie miałby się, czym martwić.