VII

Anica miała dziewięć lat i ciemne warkocze, których nie pozwalała nikomu tknąć, bo zaplotła je jej mama. Była jedyną osobą, która przeżyła, kiedy dwa pociski trafiły w stary drewniany dom, gdzie mieszkała jej rodzina. Zginęło kilkanaście osób, a drobna, krucha dziewczynka wyszła z tego jedynie ze złamanym nadgarstkiem, rozcięciem na czole i paroma mniejszymi zadrapaniami.

Dziewczynka pojawiła się w szpitalu w momencie, kiedy Luka zaczynał wątpić, czy cokolwiek jest w stanie wywołać w nim jeszcze jakieś ludzkie odruchy. Miał wrażenie, że widział już wszystko – każde możliwe nieszczęście, wszystkie odcienie rozpaczy. Przechadzał się pośród nich co dnia, nie tylko w pracy, ale i tam, w świecie zewnętrznym, który coraz bardziej rozsypywał się w proch i pył. Coraz rzadziej już nawet kłócił się z żoną – nie miał na to energii, a zatem gdy Danijela, która zdawała się korzystać już z własnych rezerw samoopanowania, wynajdowała coraz to nowe powody do narzekania, Luka milczał albo po prostu wychodził z domu. Danijela umierała wtedy z niepokoju, gdy nie wracał przez długie godziny i zawsze, kiedy pojawiał się w drzwiach cały i zdrowy, jej cały gniew przechodził, aż do następnego razu.

Anica upatrzyła go sobie od pierwszej minuty. Wpatrywała się w niego jak w gwiazdę rocka czy też superbohatera, zasypywała niekończącym się potokiem słów i nie odstępowała ani na krok, mimo usiłowań jego i pielęgniarek, by położyła się i dała mu spokój. W końcu Luka poddał się, wziął ją na ręce i sam zaniósł na jedną z wąskich prycz.

– Spróbuj zasnąć – poprosił bardziej niż rozkazał, choć nie taki był jego zamiar.

– A posiedzi pan ze mną? – Mała podniosła na niego wielkie błękitne oczy.

– Nie mogę, mam dużo pracy. – Luka podniósł się i chciał odejść, ale dziewczynka złapała go za rękę.

– Proszę! – szepnęła płaczliwie i dopiero wtedy młody lekarz zrozumiał, że mimo iż sprawiała zupełnie inne pozory, mała była przerażona, a on stał się dla niej namiastką czegoś znajomego w obcym, zatłoczonym i pełnym chaosu miejscu.

– Dobrze już, dobrze. Tylko postaraj się zasnąć – powtórzył, przysiadłszy na brzegu łóżka.

Minęło kilka minut i Luce wydawało się, że dziewczynka usnęła, ale kiedy spróbował się podnieść, Anica natychmiast otworzyła oczy.

– Nie mogę zasnąć – wyznała cicho. – Przepraszam – dodała po chwili. – Jestem taka głodna...

– Zaraz spróbuję coś ci znaleźć. – Luka uśmiechnął się i zaczął podnosić się z miejsca.

– Panie doktorze – zawołała za nim Anica. – Nie ma pan przypadkiem cukierków? – zapytała z nadzieją wymalowaną na twarzy.

Lekarz roześmiał się i natychmiast przemknęło mu przez głowę, że nie pamięta już, kiedy ostatnio zdarzyło mu się to zrobić.

– Cukierki to ja ci mogę co najwyżej namalować.

– Zgoda, niech będą namalowane! – Anica wyszczerzyła do niego swoje białe ząbki. Z tym wyrazem twarzy była tak podobna do Jasnej! – Mama zawsze mówi, że liczą się dobre chęci.

Luka zastanowił się, czy ktokolwiek powiedział jej, że nigdy już nie zobaczy mamy. Wielokrotnie już zawiadamiał rodziny o śmierci bliskich, jednak nigdy nie były to małe, przestraszone dziewczynki. Kiedyś jednak musiał być ten pierwszy raz...

– Anica... – zaczął cicho, kiedy z powrotem przysiadł przy niej i podał jej garść sucharków. – Wiesz, gdzie jest teraz twoja mama?

Mała spuściła głowę.

– W niebie – odpowiedziała szeptem.

Luka głośno przełknął ślinę, czując, jak coś ściska go za gardło. Ta mała dziewczynka mogła zawstydzić niejednego dorosłego swoim opanowaniem.

– Jeśli chcesz, możesz przytulić się do mnie i popłakać – zaoferował się, wiedząc, że to właśnie zrobiłaby jego córeczka. Choć rzecz jasna modlił się w duchu, by Jasnej nigdy nie spotkało coś podobnego.

Anica powoli podniosła na niego wzrok.

– Nie chcę – odpowiedziała poważnie. – To znaczy trochę chcę, ale wiem, że nie ma po co. Mama mi mówiła, że może się zdarzyć tak, że ona pójdzie do nieba, a ja tu jeszcze trochę zostanę, ale wtedy zaopiekują się mną dobrzy ludzie. Pan jest dobrym człowiekiem, panie doktorze? – spytała nagle, patrząc mu w oczy.

Luka poczuł się dziwnie zmieszany.

– Staram się – odpowiedział szczerze, wspominając przerażone spojrzenia dzieci, kiedy przed paroma dniami wpadł do mieszkania z siekierą jak jakiś obłąkaniec. Ale miał w końcu słuszne zamiary, prawda?

– To dobrze. – Anica pokiwała główką. – Ma pan dzieci?

Cwana mała, pomyślał Luka, już sobie szuka nowego domu.

– Mam, dwoje – wyznał szczerze. – Moja córeczka jest prawie w twoim wieku. Nazywa się Jasna.

– Ma pan jej zdjęcie? – zaciekawiła się natychmiast Anica.

– Nie mam. Ale mogę przynieść.

– Niech pan przyniesie, koniecznie! – Dziewczynka uśmiechnęła się do niego przymilnie.

– Przyniosę – zapewnił ją lekarz, kręcąc głową z rozbawieniem. – Ale teraz już naprawdę muszę wracać do pracy, śpij!

Anica nie protestowała więcej, ale ilekroć Luka mijał jej pryczę, cały czas siedziała i obserwowała otoczenie szeroko otwartymi oczami. W końcu Luka wpadł na pomysł.

– Masz. – Wręczył jej wydobyty niemalże dosłownie spod ziemi szkicownik i kredki. Były tylko trzy, z czego jedna połamana, ale dobre i to. – Teraz możesz narysować mi i sobie po cukierku.

Dziewczynka natychmiast zabrała się za robotę, a kiedy Luka skończył pracę i jeszcze raz zajrzał do swojej małej podopiecznej, na brzegu prześcieradła leżała kartka niemal w całości zapełniona trójkolorowymi, lecz bardzo ozdobnymi podobiznami cukierków. Anica spała nareszcie, ale kiedy Luka pochylił się, by odgarnąć jej kosmyk włosów z czoła, zauważył, że poduszka była mokra od łez.

Kiedy tego wieczora Luka wrócił do domu, nie kłócił się z żoną, nie krzyczał na dzieci, ale wsunął się do łóżka Jasnej, wziął Marka na kolana i zaczął opowiadać im bajkę o miejscu, w którym nie ma wojen, wybuchów i pożarów. Gdzieś w trakcie zdał sobie sprawę, że w jego opisie to miejsce do złudzenia przypominało jedną z dalmackich wysepek.