13

Było już ciemno, kiedy trzej wojownicy i księżniczka Flamme dotarli na podjazd dworku rycerskiego Hagena. Ten ostatni trzymał konia księżniczki blisko swojego, czy to, żeby w razie czego najlepiej ją chronić, czy też, żeby nie pozwolić nikomu innemu znaleźć się bliżej niej, niż on sam. Jako gospodarz, Hagen wysunął się na prowadzenie i wskazał miejsce przystanku.

Na opuszczonym na noc przez służbę dziedzińcu migotały światełka kaganków pozostawionych przy wejściach do głównych budynków i stajni. Grupa zatrzymała się przy żerdziach i wodopojach dla koni. Dopiero po zmroku powierzchnia wody w pojnikach zdążyła zlodowacieć. Mimme przez całą drogę trzymał się z tyłu i dopiero się zatrzymywał, kiedy Hagen zeskoczył z konia i pomógł księżniczce zsiąść z własnego. Ta pisnęła mu do ucha cichutkie „dziękuję" i dała się odprowadzić o parę kroków od konia, po czym w oczekiwaniu wolne już ręce złożyła dwornie w powietrzu, z dłonią jedną na drugiej. Wojownik odwrócił się z powrotem i posłał pytające spojrzenie towarzyszowi.

– Pewnie, że sam ją odprowadzaj – odpowiedział na to Bud, rozsiadając się wygodniej na siodle, w przygotowaniu na oczekiwanie. Mimo że od ich poprzedniego spotkania minęło niewiele czasu, Hagen zdawał się porzucić romantyczną emocjonalność na rzecz swojego zwyczajowego służbowego „ja" i przypomniał sobie o szacunku dla starszego. Za to Bud nie tyle zmienił swoje zdanie o nim, co postanowił przesunąć je na dalszy plan w związku z powagą sytuacji. Niczego by teraz nie wymawiał wojownikowi Beta, chociaż ze względu na wrodzoną bezpośredniość w każdych warunkach, nie potrafił się powstrzymać przed chociażby minimalną ironia wobec niego. – Załatw sobie z księżniczką, co musisz załatwić. Tylko się streszczaj, nie mam zbyt wiele cierpliwości, żeby tu sterczeć.

Mimme z jakiegoś powodu poczuł się zmieszany że dosłyszał te słowa. Rzucił okiem na Flamme, następnie na Hagena i poczuł, że coś groźnego, wulgarnego, które miał w sobie wojownik nie pozwala mu pasować do delikatnej księżniczki. Zaraz potem spuścił wzrok, karcąc sam siebie za te myśli, które nie były jego sprawą.

W tym czasie służba z pochodniami w rękach wyszła na powitanie rycerza z towarzyszami i uginała się kolejno w pokłonach przed siostrą władczyni, panem domu oraz Budem, którego zapewne przez wzgląd na świetną rasę konia i naszyjnik z rodowym symbolem wzięła za markiza Syda.

Kiedy pozostali zniknęli za drzwiami frontowymi dworku, Bud wezwał do siebie skinieniem Mimme'a. Mogłoby się to wydawać aż śmieszne, żeby gwiazda Buda otrzymała peryferyjną rangę, nie mieszcząc się w legendarnej siódemce Świętych Wojowników, podczas gdy chłopak przed nim zakrawał prędzej na rycerza Omega, niż Eta.

– Zbliżno się. Nie zjem cię – powiedział, dość sympatycznie jak na siebie. Nie Miał zamiaru przerazić dzieciaka jeszcze bardziej surowym podejściem, jakie miał w gotowości na szlifowanie temperamentu Hagena. Spoglądał na Mimme'a jak na zjawisko. Nigdy nie był choć trochę podobny do niego. Nawet jako mały zabijaka prędzej rozkwaszał takim nosy. – Ile ty masz lat?

– Szesnaście – odpowiedział grzecznie Mimme, dając koniowi łydką znak do przestąpienia kilku kroków w kierunku światła.

– Nie jesteś byle kim, skoro wybrała cię zbroja. Syn Folkela, nie? Więc też jesteś rycerzem, jak Hagen – rysy chłopaka nie wydawały się Budowi szlachetne, ale nigdy nie słyszał, kto mógłby być jego matką, Folkel nigdy nie był żonaty. Bud pomyślał, że to przynajmniej porządku z jego strony, że jeśli miał bękarta, sam się nim zajął. Po czym podjął znowu – lepiej przywołaj swoją zbroję. Mam dla ciebie zadanie. Wiem, że przy samym wybrzeżu może się niedługo zrobić gorąco, więc pójdziesz tam, do głównego szlaku przy świątyni Odena i będziesz oglądał, kto się nim porusza i obserwował aktywność energii kosmicznych. Podkreślam, że twoja rola jest defensywna. Ja będę u siebie, wiesz, gdzie? Moja wioska leży tuż przed tą Tolla, to już wiesz. Muszę się kiedyś przespać. Dopiero rano się zacznie, grecy nie będą brodzić w śniegu po nocy. W razie, gdybyś miał problemy… – pomyślał przelotnie o Fenrilu, po czym kontynuował – …ja i Hagen będziemy blisko i masz sam nic nie robić. Znajdź nam tylko tego cwaniaka, co podróżuje sam. Czas wyznaczyć mu jego ostatni spacerek w okolicach naszego pałacu.

Mówiąc, ledwo zauważył, kiedy energia Eta ukazała się w postaci zbroi na jego towarzyszu. Pomarańczowe paski światła powiązały się harmonijnie w poszczególne kawałki, nie tworząc przy tym żadnej manifestacji wzmożenia energii kosmicznej. Gwiazda użyczała Mimme'owi mocy z godnością i delikatnością godną damy. Jak silnie osobowość wojownika odzwierciedla się w naturze, jaką przybiera jego konstelacja, tak ta była stabilna i przepełniona melancholią. Świat młodego rycerza był równie wyobcowany – piękny i bogaty od wewnątrz, ale skryty przed wszystkimi w tajemnicy. Bud zdawał sobie sprawę, jak dużo bardziej intrygujący od niego jest ten, o którym wiadomo, że ma wiele do powiedzenia, jednak zawsze milczy.

Gdyby tylko ta wojna mogła dosięgnąć ich rok, dwa lata później, on i Fenril mogliby być o tyle lepiej przygotowani, dojrzali do swojego zadania. Ale i w obecnych okolicznościach Bud nie pozwoli im zawieść, na ile to w jego mocy.