Epilog
29 lipiec 2008 roku, Seireitei
Urahara Kisuke mógł myśleć tylko o jednym.
O tym, że to wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. I zupełnie inaczej się skończyć.
Nie miało się skończyć rzeźnią w Komnacie Króla. Śmiercią Yammamoto Genryussaia i Ukitake Jyoushirou. Zwiększonym zagrożeniem ze strony Aizena, który z pewnością wiedział już o śmierci kilku kluczowych postaci Społeczeństwa Dusz.I, do cholery ciężkiej, nie miało się skończyć przyjęciem przez niego tytułu nowego Generała. W przeddzień starcia z Aizenem, gdy wszyscy czuli nieświeży oddech wojny na karkach.
Przecież on chciał tylko stanowiska w 12-tej Dywizji i pracy z ludźmi, których znał, lubił i cenił. Na przykład z Ukitake. Albo z małym Mayu-chan. Który już raczej się do niego nie odezwie. Nie po tym jak go pokonał w Komnacie Króla.
Stanowisko sotaichou...odpowiedzialność...wojna. Tfu!
-Nie pluj, Kisuke. To uroczysta chwila.
-Hai hai, Yoruichi. Jak wyglądam?
Nowa fukutaichou 1-szej Dywizji w eleganckim komplecie podkreślającym jej opaloną cerę, złote oczy i masę innych zalet na widok których Kurosaki dostawał krwotoku z nosa oceniła go z tym swoim kocim uśmiechem.
-Jak nadprzyrodzony cud. Gdyby nie ta paskudna blizna na twarzy, w tej chwili szczęśliwie przykryta bandażem byłbyś taki śliczny jak zawsze, Kisuke-kun. Naprawdę nie da się z tym nic zrobić?
-Nie. Unohana mówi, że rany po Ashizogi Jizo nie da się kompletnie zaleczyć. Blizna zostanie, tak sądzę.
-Szkoda, ale pociesz się tym, że wyglądasz teraz jak twardziel na miarę Kenpachiego. A twojego umysłu nic ci nie odbierze.
-Uważasz, że jestem męski?
-Mrraauuu...
-Przestań, bo nie wytrzymam i rzucę się na ciebie tu przy ludziach.
-Bezwstydny. Czy nowy sotaichou przełoży mnie dziś przez kolanko?
-Możliwe.
-Cieszę się, ale niech teraz Pan Generał zapomni o moich zaletach i skupi się na pracy. I na wyglądaniu tak godnie jak to możliwe. Przed nami cały dzień obowiązków, Kisuke.
-Obowiązki...odpowiedzialność...brak rozrywek...ech...
-Staraj się, Kisuke. Nie po to poderżnęłam gardło Soi i patrzyłam na śmierć Ukitake, żebyś się rozklejał na myśl o obowiązkach. Pracuj ciężko, opiekuj się swoimi ludźmi, poświęcaj nam swój czas i energię. Dbaj o nas. A w nagrodę, po uroczystej kolacji...
-Tak?
-Deser.
-Heh, poczekajmy więc do deseru. A skoro o moich Shinigami mowa to gdzie jest Kotetsu-kun? Wszystko w porządku z nim?
-Kotetsu? Jaki Kotetsu? Mówisz o tym małym rudym kucyku, który tak lubi Yachiru-dono i Nemu-chan? Nie martw się o niego, Kisuke. Założę się, że właśnie wesoło bryka sobie na trawce i nie myśli o niczym z wyjątkiem deseru.
-Hehehehehe...
XXX
29 lipiec 2008 roku, okolice Seiretei, anonimowe wzgórze za miastem
-Oh, Nemu-chan, jesteś Francuzką, prawda...? Nie przerywaj...
-Przestań się wygłupiać! Ja wiem, że nie śpisz, Kotetsu-kun!
-Śpię z otwartymi oczami, kochanie! Wędruję po niezmierzonych polach wyobraźni przemierzając (raz jeszcze) najpiękniejsze chwile z naszego wspólnego 3 miesięcznego pożycia.
-Mam cię stłumić tak jak Mayuri-taichou swoje świnki morskie?
-On hoduje świnki morskie? Na eksperymenty?
-Nie. Ale gdyby o tym mówił to stracił by swój wizerunek. Co to za szalony naukowiec, który ma swoje ulubione zwierzęta.
-Ale czemu je tłumi? I co to znaczy?
-W nocy nie dają mu spać. A do ich tłumienia używa takiego grubego niebieskiego koca w czarne paski. Obwiązuje nim klatkę...
-A! Kocówą mi grozisz ty nieboskie stworzenie, tak? Ja się już nacierpiałem. I mam dosyć.
-Wierzę, mój ty biedaku. Ale jeśli nie chcesz bym się uparła na zamieszkanie w klatce Seireitei, gdzie nowy sotaichou będzie strzegł każdego twego kroku to...nie...pyskuj. Przez dziesięć minut. Daj mi pomyśleć.
(2 minuty później)
-O czym myślisz, Nemu-chan? Mogę ci pomóc?
-Tak, możesz. Zapewnij mnie jeszcze raz, że ze mną zostaniesz jeśli pójdziemy do świata śmiertelnych.
-...
-Shirai-kun?
-Zostanę.
-Słucham? Z jakiego powodu, mój kochany?
-To sto razy lepsze mon petit cherie od samotnego idealizowania niedostępnej kobiety. Bo kończy się to nieuchronnie na...hmmm...tym co Kapitan Hitsugaya już niedługo pozna jeśli Matsumoto dalej będzie tak się ubierać. A on skończy 14 lat. Ohhh, Rangiku-sama, twe piersi są jak puch łabędzi...
-Dziękuję, Shirai-kun. Ułatwiasz mi decyzję, nie powiem.
-Czy muszę cię nieustannie zapewniać o tym samym? Minęło dokładnie 10 minut odkąd skończyłem tworzyć haiku na twą cześć i pomogłem ci przeliczyć nasze oszczędności niezbędne do utworzenia przyczółka gdzieś po tamtej stronie. Więc i romans pierwsza klasa i twardy rozsądek dostaniesz w tym opakowaniu. Kocham cię, Nemu-chan. To proste jak potrójne całki w pamięci.
-Dziękuję, Shirai-danna. Uspokoiłeś me serce i konto bankowe...
-Naprawdę kocham jak się śmiejesz mała, wiesz? I przepraszam, że tak długo musiałaś się męczyć z moją obsesją na punkcie Soi Fon-taichou. Ohmaeda kiedyś powiedział...
-Nie cytuj mnie, plebejuszu jeden. Przynajmniej dopóki nie zapłacisz za prawa autorskie, to taki wynalazek śmiertelnych.
-Ohmaeda-fukutaichou, jak milusio...
-Wciąż jesteś jeszcze żołnierzem, plebsie, więc użyj swych oczu i obczaj ten nowy pagon na moim shikashusho. A potem przedstaw mnie swojej Pani.
-Nemu-chan, to jest Ohmaeda-taichou. Nowy Dowódca Sił Specjalnych nowego sotaichou Urahary Kisuke. I jeden z pomysłodawców tego przedstawienia, które doprowadziło do upadku Generała Yammamoto oraz czterech jego Kapitanów. Mój były zwierzchnik i nieoceniony współpracownik, którego tusza przysłania masę zalet. Umysł jak brzytwa to jedna z nich.
-Dziękuję ci, Kotetsu. Także za to, że nie robisz sobie jaj w tej pięknej chwili.
-Zaraz! Pan był pomysłodawcą tego zamieszania? Nie Soi Fon-taichou?
-No cóż, ona za dużo grała w wei qi z Yoruichi-sama by pamiętać, że pucze i rebelie nie rozstrzygają się dzięki sile umysłu. Tylko dzięki takim aparatom jak Pani chłopak. I dzięki pracy pięknych kobiet bo Yoruichi-sama...
-Yoruichi-SAMA...
-Co w tym dziwnego? Ona i jej chłopak Kisuke to też aparaty pierwsza klasa. Ja tam bym wolał takiego Uraharę od Mayuriego na stanowisku taichou 12-tej.
-Ale...
-Nemu-chan, spokojnie. Nic się nie denerwuj słodkości ty moje, albowiem twój chłopak to połączenie aparatu z widełko. Zaraz przestawię ci takie sprawozdanie z naszej pracy, że się poczujesz jak w trójwymiarowym filmie szpiegowskim, kochanie.
-...
-No dobrze. Słucham Panów uważnie.
-Może zacznę od naszego zwierzchnika, Urahary Kisuke, Nemu-san. Który w przeciwieństwie do naszego Kotetsu nie jest starym wideoaparatem, tylko DVD high-definition jeśli chodzi o pracę umysłową.
-A przy okazji maszyną miłości. Yoruichi świadkiem, co ona ostatnio mówiła po kilku głębszych, Ohmaeda-taichou?
-Zostaw to, Kotetsu. Masz weź cuksy, Unohana-taichou dała ci takie specjalne na to twoje połączenie ADHD z hebrefenią. O smaku jogurtowym-truskawkowym.
-O! Jest nawet jeden o smaku banana...
-Przestańcie...wbrew waszym staraniom ja tu jeszcze nie zasnęłam, Panowie Spiskowcy.
-Ślicznie się uśmiecha ta moja dziewczyna, co Ohmaeda-taichou?
-Ano tak. Pani wybaczy, że my w takim dobrym humorze,ale znamy się nie od dziś. Podobnie jak Uraharę-sotaichou. Który, jeszcze jako właściciel sklepu z pamiątkami w Karakurze zwerbował mnie do swej siatki. Tak jak Ichigo zwerbował Kotetsu gdy ten wylądował w Dywizji Zarakiego.
-I razem zaczęliśmy kombinować jakby tu ukroić kawałek torcika ze stołu Generała. Nie dla lepszego jutra, przyznaję, ale dla własnych korzyści. A, że przy okazji poprawiłaby się dola innych to jest bonus od Kami, Nemu-san.
-A było to tak. Widzi Pani, sekcja Behawioralna to chyba najlepszy Wydział Drugiej. Nawet Arrancarowi zrobią kompetentny profil psychologiczny jak dostaną trochę czasu. A co dopiero najbardziej niebezpiecznym elementom na kapitańskich stołkach. Kenpachi, Mayuri i nasza była szefowa to w końcu niezłe archetypy czarnych charakterów, nie Kotetsu?
-Ano.
-Coś taki małomówny? Dalej. Uznaliśmy, że za tą trójką nikt płakać nie będzie i można będzie swobodnie zeżreć ich przydział słodkości.
-A Generał to wziął w łeb przez przypadek, Nemu-chan. Naprawdę nie miał ginąć, ale tak wyszło, co zrobić. Z nim się szło dogadać. My chcieliśmy tylko kapitańskich posad dla Yoruichi, Urahary i kogoś mniej psychotycznego z 11-tej Dywizji.
-Ale jak to ktoś śpiewa przy goleniu...ja chcę tylko co najlepsze, ale zawsze wszystko spieprzę, nie Kotetsu...? I Generał poległ śmiecią walecznego od żądła Soi Fon. Za późno cholera daliśmy mu wsparcie w postaci męża Rukii. Który, nawiasem mówiąc, okazał się znakomitym straszakiem na Kenpachiego.
-Hehehe.
-Skręcił też starego psychola, że jest gotów połączyć siły z nim i jego paczką by razem odstrzelić Yammamoto. Niezły miał być numer, bohaterski Kurosaki nowym Brutusem. Na szczęście ten chłopak ma więcej rozsądku niż jaj i pomyślał zanim powiedział "tak".
-A pomogło mu w tym mocne poczucie męskiej dumy urażonej ciagłymi zalotami naszego supermacho, hehehe.
-Pfff, do rzeczy. Jak Pani pewnie już kojarzy, Nemu-san, tamci nie czekali biernie na rozwój wydarzeń. Moja i Kotetsu wspólna była rozgryzła częściowo plan i ostrzegła pozostałych dwóch, skręciła też Ukitake, że my tu kręcimy bat na tyłek Generała i trzeba nas powstrzymać dla wspólnego dobra. Mało wszystkiego nam nie spieprzyła ta nasza pszczółka. Ale Yoruichi-sama to mistrzyni, wodziła małą Soi za nos przez cały ten czas i w rezultacie ja i Kotetsu mieliśmy możliwość ruchu. Kto by się tam zresztą nami przejmował. Gruby, mało precyzyjny adiutant...
-...i ja, błazen, który miał świra na punkcie Soi Fon, która z kolei miała świra na punkcie Yoruichi.
-Która z kolei ma lekkiego świra na punkcie Urahary Kisuke, ale to jestem w stanie zrozumieć, prawie. Bo to jest facet z klasą. Ale widzi Pani, Nemu-san, Soi też miała plan. Już widziała siebie na stanowisku sotaichou, nie takie to zresztą trudne dla szefa wywiadu, który ma łeb na karku.
-Zaplanowała sobie, że napuści na siebie niektórych Kapitanów i doprowadzi do, za przeproszeniem, takiego burdelu, że Generał nie będzie miał wyjścia. Wprowadzi stan wyjątkowy, dość oczywiste posunięcie, gdy połowa Gotei-13 prowadzona przez swych taichou skoczy na siebie z mordem w oczach. I, że ona wtedy wykorzysta swoje uprawnienia, żeby wkroczyć w decydującym momencie i uwięzić staruszka jak nie za zdradę to za nieudolność, doprowadzenie do takiej sytuacji.
Nemu przez dobrą chwilę trawiła słowa Ohmaedy obserwując go uważnie. I widać było po niej, że bardzo chce zareagować zdrowym niedowierzaniem na rewelacje pary wspólników.
-Sotaichou to ma jednak klawe życie. Odpowiedzialny za wszystko...
-Moment, kolego spiskowcu, teraz ja mówię. Żeby Pani widziała te spotkania Kapitanów z Generałem. On może być najsilniejszym z Shinigami i jednym z najbardziej rozsądnych gości jakich spotkałem, ale oni mu mędzą nawet jak deszcz za długo pada.
-A co dopiero jak jest to deszcz krwi. Tak więc Soi chciała go usunąć w sposób legalny, ale niezupełnie jej wyszło. Było w tym trochę naszej zasługi. Więc poszła ze wspólnikami na przebój i postanowiła go po prostu zasztyletować podczas snu. Yammamoto nie dał się jednak podejść, popełnił jednak jeden poważny błąd.
-Mianowicie, nie wciągnął w to pozostałych Kapitanów tylko zaczaił się na nich sam w Komnacie Króla. Tak dla zasady, by pokazać innym, że zamachy na jego osobę to pomysł rodem z domu bez klamek. I, że takie problemy to on rozwiązuje nie przerywając posiłku. Widzi Pani, on też miał swój wizerunek.
-Jak to się skończyło to wszyscy już wiemy. Ale zanim się zaczęło doszło do całej masy komplikacji. Przede wszystkim nastąpił rozłam w obozie Soi, cała trójka zaczęła się ostro nienawidzić. Do dziś nie wiemy dokładnie o co poszło, ale sądzę, że ich osobista paranoja miała tu sporo do powiedzenia. Soi Fon postanowiła wykończyć Kenpachiego rękami Kotetsu i napuścić Pani ojca na innych Kapitanów. Padło na Bogu ducha winnego Komamurę-taichou bo to chyba najlepszy cel do szczucia. Wiadomo czemu.
-A nam w to graj. Bo też chcieliśmy ustrzelić Kenpachiego i zająć czymś Mayuriego. Niestety, ani Soi Fon, ani nam, nie wyszło to do końca, prawda Kotetsu?
-Heh..
-A co z Kapitanem Ukitake? Jaka była jego rola w tym wszystkim?
-To był mały szantażyk ze strony Soi Fon. Postraszyła naszego Ukitake, że ujawni publicznie całkiem kompetentne materiały na temat jego romansu z Shunsuiem-taichou...
-O mój Boże...
-Kochanie, nie denerwuj się proszę...
-Widzi Pani, Jyoushirou to był porządny facet, z charakterem i w ogóle, ale on też miał swój wizerunek. I nie chciał stracić w oczach sotaichou, z powodem jednej nocki z najlepszym przyjacielem podczas jakiejś pijackiej imprezy.
-Z Kapitanem Kyouraku? W życiu bym nie pomyślała...
Chwila ciszy.
-No dobrze. - Nemu w końcu doszła do siebie - Ale dlaczego mi Pan to wszystko mówi, Ohmaeda-taichou?
-Ponieważ mam dla Pani propozycję, Nemu-san. Tak jak i dla Pani chłopaka. Posłuchajcie mnie uważnie oboje, dobrze?
-Widzicie, nowy sotaichou ma poważny problem. W jedną noc stracił trzech Kapitanów, byłego sotaichou i naszą broń ostateczną, czyli Kró poważne osłabienie. Musimy zapełnić tą lukę kompetentnymi i lojalnymi Shinigami i tu jest miejsce dla Pani. W roli nowej taichou 12-tej Dywizji, rzecz jasna.
-Żartuje Pan...
-Nie żartuję gdy mowa o interesach. Wie Pani dlaczego on składa Pani przeze mnie taką propozycję? Są trzy powody. Po pierwsze, jako była współpracownica byłego taichou zna Pani od podstaw sprawy 12-tej. Po drugie, jest Pani szanowana przez większość kolegów i koleżanki z pracy i lubiana przez wszystkich. A po trzecie, jest Pani lojalna, a gwarantem tej lojalności jest Kotetsu, który będzie Pani pilnował w naszym imieniu...widzi Pani, ja niczego przed Panią nie ukrywam.
Długa chwila ciszy.
-Rozumiem Pana, ale muszę mieć czas do namysłu. Proszę o jeden dzień.
-Zgoda, rzecz jasna. Pozwoli Pani jednak, że trochę ułatwię tą decyzję. Kotetsu?
-Tak, Ohameda-taichou?
-Kocham Cię.
-Co?
-Kocham Cię. Wyjdź za mnie.
-Hę?
-Heh, pół życia czekałem żeby cię ujrzeć z opadniętą szczęką. Do tej pory to głównie ja tak wyglądałem...no, Kotetsu, co powiesz? Zalegalizujemy nasz związek? Zgódź się, a w prezencie ślubnym dam ci stanowisko fukutaichou w Drugiej Dywizji.
Rudzielec gapił się na uśmiechniętego spokojnie Ohmaedę nie mogąc się doczekać pomocy ze strony swej przyjaciółki, panny impertynencji. Która, podobnie jak pozostałe jego wady i zalety usadowiła się na krzesełku z popcornem.
Nemu pękała ze śmiechu.
-Oj, Shirai-kun...to chyba twój najlepszy intelektualnie moment w ciągu ostatnich trzech miesięcy.
-Ekhem, a to nie powinno być małżeństwo z rozsądku?
-Wiedziałem, że jak tobą potrząsnąć to zaczniesz mówić do rzeczy. Widzisz, Kotetsu, to byłby zdroworozsądkowy związek. Zwyczajnie jesteś mi potrzebny. Nawet nie nowemu sotaichou. Mnie.
-Do pilnowania mojej Pani i jako maskotka Dywizji?
-Przestań się krzywić. Ja dobrze wiem, że nie cierpiałeś swojej roli w grupie ćwiczebnej numer 8. Ale teraz masz okazję by się wykazać. I to nie jako worek treningowy, ochroniarz czy morderca na rozkaz. Nawet nie jako szpieg. Tylko jako mój adiutant. Wiesz dlaczego ty?
-Bo jestem aroganckim indywidualistą, którego bezczelność znacznie przewyższa odwagę? A ludzi zjednuję sobie swoją niewyparzoną gębą?
-Gratuluję domyślności...Soi Fon, oczywiście, nie tobie. Ale przydasz mi się z jeszcze innego powodu.
-Słucham cię, Ohmaeda.
-Shirai-kun, my cię lubimy. Wiadomo za co, nie? A ty nas za co lubisz?
-Spadówa.
-Pięknie się uśmiechasz. Ale prawda jest taka, że masz talent do zjedywania sobie ludzi. Nie tylko z Drugiej Dywizji. Masz znajomości. Masz prezencję. Masz łeb na karku. Jesteś wystarczający twardy i bezwzględny by sobie poradzić. I przede wszystkim, masz swoje słynne poczucie humoru.
-Nie zapominaj o moim słynnym reiatsu. I nie kadź mi tutaj, Ohmaeda.
-I przy okazji jesteś skromny, pięknie. Powaga, Kotetsu, nadasz się do tej roli. Ty, nasze wieczne popychadło i etatowy błazen Drugiej.
-Dziękuję ci ,Ohmaeda-taichou, za te piękne słowa. Od siebie powiem, że zostać nazwany błaznem przez takiego klowna z nadwagą i słabością do tandetnej biżuterii do naprawdę duża rzecz. Gdybyś se jaj nie robił to byłbym zachwycony. Ale nie jestem.
-Czemu?
-Bo nadal żyją tacy co mi pamiętają swoje krzywdy. Na przykład Mayuri-taichou. Ty wiesz co on mi zrobi jak wyjdzie z Robaczej Nory? A wyjdzie na pewno bo potrzebujemy takiego Shinigami jak on.
-Hmmm, to rzeczywiście problem. Fakt, nowy sotaichou go potrzebuje, a poza tym ma do niego pewną słabość jako swojego byłego asystenta z 12-tej. Zwróć jednak uwagę, że każdy ma jakichś wrogów, a ich klasa wyznacza wartość mężczyzny. I kobiety też. Pani Nemu, Pani się nie martwi o siebie i swojego chłopaka. Gwarantuję, że Mayuri dostanie taką fuchę, że nie będzie miał okazji myśleć o zemście na was dwojgu.
-Szczegóły, proszę.
-Służę. Sotaichou planuje pozbyć się wreszcie Aizena. Do tego celu potrzebujemy informacji, także o Hueco Mundo. Powstanie jednostka badawcza w tym rejonie. Mayuri, jeśli okaże się lojalny, będzie nią kierował.
-Praca na miarę mojego ojca. Myśli Pan jednak, że to bezpieczne dawać mu stanowisko tak blisko Aizena?
-A to już zmartwienie Drugiej Dywizji. Przypilnujemy Pani ojca i gwarantuję, że kroku nie zrobi bez naszej wiedzy.
-Rozumiem. Ohmaeda-taichou?
-Tak, Nemu-san?
-Dziękuję Panu za wszystko. Także za pilnowanie mojego chłopaka podczas tej awantury. Ale teraz proszę by dał nam Pan obojgu czas do namysłu.
-Rozumiem. Do zobaczenia wam obojgu. Jeśli będziecie do podjęcia tej decyzji jeszcze czegoś potrzebować, jakichś informacji, gwarancji, czegokolwiek, to Kotetsu wie gdzie mnie szukać. A teraz zostawiam was samych. Do zobaczenia, Nemu-san. Trzymaj się, lewusie.
-Do widzenia, Ohmaeda-taichou.
-Pa, pa, Ohmaeda-senpai.
Oboje obserwowali odchodzącego Kapitana, który po pewnym czasie zniknął z widoku za krzywizną kolejnego wzgórza. Po czym spojrzeli sobie w oczy.
-Myślę...
-Tak, Nemu-chan?
-Co jest takiego atrakcyjnego w świecie śmiertelnych?
-Oh, wiele rzeczy. Z opowieści Kurosakiego-taichou nie wynika może, że to Raj ze starannie przyciętymi rabatkami kwiatów, ale jest tam coś czego tutaj brak.
-Mianowicie?
-Wolność, kochanie. Dla nas dwojga przynajmniej. I komiksy.
-Komiksy?
-Heh, Ichigo pokazywał mi takie różne ze swojej kolekcji. Te, które trzymają w tejemnicy jego siostry. To się chyba nazywa doujinshi...
-Wnioskuję, że nie będziesz tęsknił za Ohmaedą-taichou i pracą w Drugiej Dywizji?
-Tęsknił? Cóż, chyba tak. To naprawdę świetny facet Nemu-chan, nie zrażaj się powierzchownością. Nie wspominając o braku interakcji z grupą ćwiczebną nr 8.
-Musisz mi kiedyś opowiedzieć o metodach treningowych Drugiej Dywizji. Na potrzeby mojej pracy badawczej. Postanowiłam, że to będzie moja pierwsza publikacja naukowa jako nowej taichou 12-tej Dywizji.
-Aha.
-A ty jako fukutaichou Drugiej będziesz pierwszą osobą , z którą przeprowadzę dokładny wywiad środowiskowy.
-Może o tym porozmawiamy?
-O czym, danna?
-O przyszłości...
-Wiesz, Shirai-kun, co właśnie zrozumiałam? Po obejrzeniu jak radzi sobie z tobą Ohmaeda-taichou doszłam do wniosku, że ciebie trzeba trzymać krótko. Dla twojego dobra. Zwłaszcza wasze uwagi o worku treningowym mi to uświadomiły.
-Heh, poczekaj aż poznasz moją grupę. Spojrzysz im w oczy i wszystko zrozumiesz.
-Wierzę. Tym bardziej, że patrząc na twoje ciało dochodzę do wniosku, że nie masz chyba na nim ani jednego zdrowego miejsca. Co wy tam ćwiczycie, Shirai-kun?
-Hakudę...I dobre maniery, między innymi.
-Więc bądź grzeczny i zgódź się. I nie dąsaj się na mnie ani na swego taichou. To naprawdę najlepsze wyjście, wiesz o tym.
-No tak. Kto by się wystawiał na niepewną przyszłość w nowym świecie, który słabo zna gdy w domu czeka pewność i stabilizacja. To bardzo kobiece podejście, Nemu-chan.
-Dziękuję, że rozumiesz. I że się nie dąsasz.
-Gdzieżbym śmiał. Jesteś dla mnie jak moja druga połowa, której nie miałem nigdy gdy marzyłem o Soi Fon-taichou. A Ohmaeda-taichou jest jak drugi ojciec.
-Więc wracajmy i weźmy udział w pogrzebie i stypie. A po uroczystej kolacji...
-Tak?
-Deser.
-Hurrra!
XXX
Kwatery Drugiej Dywizji, gabinet Ohmaedy-taichou
-Panowie oficerowie! To jest nasz nowy fukutaichou, Kotetsu-san. Zresztą już go znacie więc przejdźmy do rzeczy...
-Ten lewus?
-Czy to na pewno dobry pomysł, taichou?
-Heh, trzeba będzie trzymać naszego Kapitana na oku kiedy zajdzie słońce. Podobnie jak Komamurze-taichou nie służy mu wyraźnie zbyt potężne reiatsu.
-Nie wspominając o tym, że ten błazen nie ma pojęcia o pracy fukutaichou. Ty wiesz w co się pakujesz, młody?
-Chyba. Dzięki za słowa poparcia. I zwracam uwagę, że teraz jesteśmy waszymi zwierzchnikami więc trzymać dystans, plebsy. A jak się to komuś nie podoba...
-No?
-...to dostanie dodatkową robotę papierkową i będzie zapieprzał jak perszing. I będzie spokój. Rozumiecie, czy mam wam pokazać ustalony przeze mnie harmonogram służby na sierpień?
-...
-Cieszę się, że łapiecie już dystans i szacunek. Ale nie martwcie się, chłopaki. Nasz nowy taichou to nie Pani Soi Fon, która za byle co lała po pysku.
-Dziękuję ci, Kotetsu-fukutaichou. Czy Panowie mają coś przeciwko temu by przejść do naszych obowiązków?
-Nie, taichou.
-No to do rzeczy. Wszyscy słyszeliście przemówienie nowego sotaichou. Zwracam Panów uwagę, że to co nasz szef powiedział o świętowaniu i potrzebie zmian w naszym przypadku jest tylko w połowie prawdą. Dużo się tu zmieniło to prawda, ale na świętowanie my, wywiad, nie mamy czasu. Ktoś musi chwycić za pyski szeregowych Shinigami i zapędzić ich do pracy. A nie ma to jak bat nad dupą więc...dokończ, fukutaichou.
-Musimy wziąść się za zbieranie informacji o nowych Kapitanach i śledzić nieuniknione zmiany i roszady personalne w ich Dywizjach. Musimy pilnować ich podkomendnych, mierzyć temperaturę ich uczuć do zwierzchników i siebie nawzajem. Musimy monitorować pogarszający się stan tego megalomana Aizena i stopień jego przygotowań do nieuniknionego starcia między nami, a nim. I, żeby było ciekawiej, musimy się pośpieszyć. Sotaichou dał nam dokładnie dwa tygodnie na wykonanie tej pracy. Taichou?
-Bezbłędna ocena, Kotetsu. Tak więc oto szczegółowe rozkazy dla poszczególnych wydziałów. Jeśli chodzi o ich przekazanie i nadzór to ufam, że dacie sobie radę, więcej, jestem tego pewny. Słuchajcie, oto co zrobimy...
XXX
-Yoruichi?
-Mmmmm?
-Dobrze było?
-Owszem, przez cały dzień zachowywałeś się bezbłędnie, Kisuke. A co do nocy to było...mmm...ciekawie.
-Tak myślałem. Kiedy krzyczysz w ten szczególny sposób to wiem, że wszystko jest w porządku, okład na moje stare, sterane serduszko. Szkoda, że przez pewien czas będę pozbawiony tego cudownego lekarstwa.
-Muszę wyjechać, wiesz o tym. Trzeba pilnować Mayuriego w Hueco Mundo. Nie zdziwię się jeśli trzeba go będzie ostatecznie wykończyć, żeby nie przyłączył się do Aizena.
-Mam tylko nadzieję, że Ohmaeda da sobie radę z pilnowaniem pozostałych spraw dotyczących bezpieczeństwa w Seireitei. Teraz gdy Kurosaki wyjechał do Karakury na wakacje, a Byakuya wciąż dochodzi do siebie w szpitalu Czwartej, gwałtownie spadł procent Kapitanów, których lojalności możemy być pewni.
-Po powrocie dostarczę ci szczegółowych informacji o stanie przygotowań Aizena. O ile to możliwe uderzymy pierwsi, a wtedy zobaczymy kto jest lojalny.
-Słusznie, po co podejrzewać kogokolwiek. Dać ci kogoś do pomocy w Hueco Mundo? Co się tak uśmiechasz? Pomyślałaś o Kotetsu, zgadza się?
-Tak, ale zostaw go, Kisuke. Ten biedak wyczerpał chyba cały swój przydział szczęścia na dłuższy czas, niech się teraz nacieszy swoją dziewczyną i pomartwi nową pracą. Jeśli chcesz mi kogoś przydzielić to załatw Kurosakiego. Przyda się takie zbrojne ramię w Hueco Mundo, choćby do pilnowania moich pleców.
-A przy okazji do grzania cię w nocy, co?
-Czy ty kpisz, Kisuke? On należy do Rukii-san, jego młode serduszko jest zajęte...
-Ty płaczesz, Yoruichi?
-Cicho. Pomyślałam o Soi, jej serduszko też było zajęte. Dlaczego w ogóle dopuściliśmy do tej wojny w Komnacie Króla? Ona miała zostać tylko osądzona i zdegradowana. I żyć. A Ukitake nie zasłużył na to co go spotkało w najmniejszym stopniu.
-Mogę cię objąć?
-Dziwne pytanie, Kisuke...Po prostu mi ich żal, wiesz? I naprawdę chciałabym się dowiedzieć w Hueco Mundo, że to Aizen stał za tą awanturą. Byłaby świetna okazja by połączyć przyjemne z pożytecznym.
-Chcesz zapalić?
-Daj.
Przez pewien czas w komnatach sypialnych sotaichou unosi się aromatyczny dym z dwóch fajeczek. Oczy Yoruichi wędrują leniwie za zmieniającymi się w ciemności smugami dymu. Gdy w końcu się odzywa jej głos brzmi jak mruczenie ogromnego kota.
-W sumie nie jest jeszcze tak najgorzej. Gdyby Mayuri był szybszy ty też nie wyszedłbyś z tej awantury z życiem. I zostałabym sama.
-Aż tak bardzo nie lubię Mayu-chan, żeby mu się podkładać. I zbyt mocno lubię ciebie, żeby cię zasmucać do tego stopnia.
-Lubię? Kocham, to jest to słowo...
-Kocham? Yu, mam kochać kobietę, która w formie kota spędza więcej czasu niż w ludzkiej powłoce?
-A coś ci w tym zaczęło nagle przeszkadzać? Już dawno przyznałeś, że cię to podnieca.
-No tak, ale twój męski głos w kociej formie brzmi jak cios obuchem między oczy dla twojego jedynego.
-Nie zauważyłam takich objawów, Kisuke. Widzę za to, że masz już ochotę na dokładkę deseru. Widzisz? Wystarczyło wspomnieć o twojej kotce i jej miękkim futerku byś zaczął myśleć jak typowy mężczyzna.
-Heh...
-Dokładka, Kisuke?
-Dziękuję ci, Yu. Tak, bardzo proszę.
-Ale nie układaj mi się tutaj w pościeli w pozie typowego macho. Myślisz, że jesteś na przedstawieniu, a ja mam ci wyłącznie dostarczać rozrywki?
-Hmmm, a czym cię przekonać, że warto się dla mnie starać?
-Może zaczniemy od tego, że ty się dla mnie postarasz. A jak zacznę mruczeć to zobaczymy...
KONIEC
