Boston przywitał ich ulewą.

Docierając nad ranem do hotelu, Allison i Phil byli kompletnie zmęczeni. Ze znudzeniem taszcząc za sobą swoją walizkę, mężczyzna podszedł do recepcjonistki, zabierając od niej klucz do wcześniej zarezerwowanego pokoju. Dziewczyna, nie mniej znudzona, podążyła jego śladami, ziewając raz za razem.

Piąte piętro hotelu wydawało się całkowicie opustoszałe. Rozglądając się po korytarzu, Allison szła powoli, zastanawiając się, co tak właściwie robi. Kierując wzrok na Phillipa, przyspieszyła.

- Który to pokój? - zapytała, dorównując mu kroku. Spoglądając na klucz, mężczyzna rozejrzał się po pomieszczeniu.

- 3126 – odpowiedział, szukając odpowiednich drzwi. Ziewając po raz kolejny, brunetka zwróciła na siebie jego uwagę. - Zmęczona?

- Jak nigdy – rzekła, przymykając powieki. - Marzę o prysznicu i ciepłym łóżku... - mruknęła, uśmiechając się do siebie.

Odwzajemniając jej uśmiech, mężczyzna pokiwał głową, zatrzymując się przy kolejnych drzwiach. Przekręcając klucz w zamku nacisnął klamkę i otworzył pokój. Wpuszczając dziewczynę do środka wszedł za nią, zamykając za sobą drzwi.

Stając pośrodku pokoju, Allison postawiła na ziemi swoją torbę, omiatając wzrokiem otoczenie. Nigdy nie przypuszczałaby, że pewnego dnia znajdzie się w takim miejscu, z takim mężczyzną. Odwracając się twarzą do niego spostrzegła, że stoi tuż za nią.

- Mam nadzieję, że nie będziesz zawiedziona – powiedział, dotykając dłonią jej policzka. Uśmiechając się w odpowiedzi, dotknęła ręką jego dłoni.

- Jestem pewna, że nie – szepnęła, obserwując jego błyszczące oczy.

Pocałował ją, po czym oderwał się od niej, dotykając ustami jej czoła.

- Za chwilę wrócę – oznajmił, kierując się w stronę łazienki. Odwracając się tyłem do drzwi, Allison opadła na duże łóżko, przewracając się na bok. Nie potrafiąc dłużej walczyć z opadającymi powiekami, zamknęła na chwilę oczy. Pościel pod jej policzkiem była taka miękka...

Stojąc w łazience, Phil oparł się rękoma o umywalkę i podnosząc głowę, spojrzał w lustro wiszące na wysokości jego oczu. Musiał to zrobić. Musiał opowiedzieć Allison o Beth, zanim zrobi to Joanne; Bóg jeden wie, jakich bzdur zdążyła jej już naopowiadać. Odsuwając na bok całą swoją niechęć do wyznań, pokręcił głową, zakręcając kran. Wychodząc z pomieszczenia zgasił za sobą światło, gotów stawić czoło prawdzie.

- Allison, musimy...

Zatrzymując się przy łóżku, spojrzał na dziewczynę. Leżała z zamkniętymi oczami, trzymając pod głową jedną z poduszek. Oddychała spokojnie i miarowo; wyglądała zachwycająco.

- Allie? - powtórzył cicho mężczyzna, podchodząc bliżej i kucając obok łóżka. Dotykając dłonią jej policzka, odgarnął kosmyk włosów opadających na jej twarz. Wiercąc się, dziewczyna mruknęła coś pod nosem, ściskając mocniej trzymaną poduszkę.

Była tak zmęczona, że wystarczyło zaledwie kilkanaście minut, by usnęła. Uśmiechając się do siebie, Phil podniósł się i usiadł na łóżku tuż obok niej. Przyglądając się jej przez kilka długich minut nie mógł pozbyć się myśli, że może tak będzie lepiej. Ku jego radości rozmowa o Elizabeth znów została przełożona.


Kiedy Allison obudziła się następnego ranka, Phillipa nie było w pokoju. Wnioskując z pozostawionej przez niego kartki wiedziała, że mężczyzna wyszedł na siłownię, nie budząc jej. Siedząc na łóżku i trzymając w dłoni kawałek papieru, uśmiechnęła się, czytając zdanie, które kończyło krótką notatkę.

Wyglądasz tak słodko, kiedy śpisz. P."

Odkładając papier na poduszkę, wyszła do łazienki. Wczorajszego wieczora nie zdążyła wziąć upragnionego prysznica; musiała zasnąć czekając na Phila. Wyjaśniałoby to fakt, że obudziła się w ubraniu, które nosiła poprzedniego dnia.

Wystarczyło kilkanaście minut, by poczuła się jak nowo narodzona. Rozczesując mokre włosy, uważnie przyglądała się swojemu odbiciu w lustrze. Wciąż nie potrafiła zrozumieć jakim cudem ktoś taki, jak Phil zwrócił na nią swoją uwagę...

Wychodząc z łazienki, trafiła wprost na wchodzącego do pokoju mężczyznę. Trzymając w ręku dwie torby, uśmiechnął się na jej widok.

- Już nie śpisz – odezwał się, odstawiając wiszącą na ramieniu torbę treningową obok łóżka. Zapinając ostatnie dwa guziki swojej bluzki, dziewczyna odwzajemniła jego uśmiech. - Wybacz tę kartkę – dodał, wskazując na leżący na poduszce papier. - Nie chciałem Cię budzić; wczoraj byłaś naprawdę zmęczona.

Podchodząc do niego, Allison cmoknęła go w usta, mierzwiąc przy okazji jego włosy.

- Za to Ty wyglądasz strasznie. Spałeś chociaż odrobinę? - zapytała, marszcząc czoło. Zbywając ruchem dłoni jej zatroskanie, Phil odsunął się od niej, starając się nie stracić uśmiechu z twarzy.

- Nie martw się o mnie; bezsenność to moje drugie imię – odparł, ucinając szybko temat. - Przyniosłem śniadanie – powiedział, podnosząc do góry torby z jedzeniem.

Ich rozmowę przerwało głośne pukanie do drzwi ich pokoju. Zabierając pakunki z rąk Phillipa, Allison usiadła na łóżku, zaglądając ostrożnie do środka, podczas gdy mężczyzna poszedł otworzyć.

- Kofi! Co znowu? - do uszu dziewczyny dotarło jego pytanie, poprzedzone głośnym jękiem.

- Nie oddałeś mi telefonu. Jest w Twojej torbie – wyjaśnił Ghańczyk, zaglądając przez ramię w głąb pokoju.

- Jakim cudem Twój telefon znalazł się w mojej torbie? - zapytał Phil, mrużąc podejrzliwie oczy.

- Musiałem wrzucić go tam przez pomyłkę – odparł mężczyzna, wychylając się jeszcze bardziej. - Albo mam wyjątkowe zdolności magiczne – kontynuował, wspinając się na palce. - Hej! - krzyknął w końcu, kiedy udało mu się dostrzec siedzącą na łóżku dziewczynę. Podnosząc głowę znad torby, Allison uśmiechnęła się do niego, machając do niego ręką.

- Zabiję Cię kiedyś – zagroził Phil, gdy mężczyzna przecisnął się tuż obok niego, wchodząc do pomieszczenia.

- Kofi! - Ghańczyk podszedł do dziewczyny, wyciągając w jej kierunku dłoń. Ściskając ją, Allison wstała.

- Allison – przedstawiła się, ku wielkiej uciesze wrestlera.

- To Ty jesteś tą Allison, o której bez przerwy mówi Punk – skomentował, oglądając się na idącego w jego stronę Phillipa. - Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale powiem Ci, że zmieniłaś go w zupełnie innego człowieka.

- Mam to odebrać jako komplement? - spytała dziewczyna, rzucając okiem na Phila, który schylił się do swojej torby, szukając w niej telefonu przyjaciela.

- Już nie jest wrednym samotnikiem, którym zawsze był. Przestał być wrzodem na tyłku każdego z nas – wyjaśnił Kofi, uchylając się przed ciosem, jaki wymierzył w niego Punk.

- Zamknij się, Kofi – syknął, podchodząc bliżej. - Twoja zguba – dodał, wręczając mu jego telefon. - Teraz zjeżdżaj.

- Phil! - upomniała go Allison, zdziwiona jego zachowaniem. Był niemiły; jak mógł wyrzucać z pokoju swojego przyjaciela?

- Już się wynoszę – odparł z uśmiechem mężczyzna, mrugając do dziewczyny. - Miło było Cię poznać, Allison. Mam wrażenie, że będziemy widywać się częściej – wyznał, idąc w kierunku drzwi, popychany przez Phila. Kilka sekund później ich rozmowę podsumowało trzaśnięcie drzwiami; wracający stamtąd Phillip wzruszył ramionami, siadając na łóżku.

- Powiesz mi teraz, dlaczego tak okropnie wyglądasz? - zapytała Allison, siadając obok niego i zwracając się twarzą w jego kierunku. - Coś Cię martwi? - rzekła, przysuwając się bliżej niego.

- Już powiedziałem, Allison. Nie przejmuj się, po prostu nie mogłem zasnąć – odpowiedział, siląc się na uśmiech. Łapiąc jej dłoń, przyciągnął ją do siebie; dziewczyna objęła go rękoma w pasie, wtulając twarz w jego ciepły tors. Całując czubek jej głowy, Phillip przymknął na chwilę oczy, ciesząc się takim momentem.

- Jakie mamy plany na dzisiaj? - usłyszał jej głos, gdy wymamrotała pytanie wprost w jego klatkę piersiową. Przesuwając rękę wzdłuż jej pleców, otworzył oczy.

- Wieczorne Raw. Mam nadzieję, ze pójdziesz ze mną – odparł.

Podnosząc głowę, dziewczyna spojrzała na jego twarz, uśmiechając się promiennie.

- Kiedyś muszę w końcu zobaczyć, jak walczysz – powiedziała, mrugając do niego. - Kto wie, może mnie to zacznie kręcić?

- Myślałem, że już Cię kręci – odparł mężczyzna, udając urażonego.

Nachylając się nad jej twarzą, musnął ustami jej policzek, by po chwili przesunąć je w kierunku jej warg. Rozluźniając uścisk w jego pasie, podniosła się i obejmując rękoma jego szyję, przyciągnęła go jeszcze bliżej siebie. Odrywając się od niej, Phil odsunął się, uśmiechając się szeroko.

- Byłaś chyba głodna – przypomniał, całując ją znów. Allison oddała mu pocałunek, a następnie wstała, wracając na swoje miejsce, mimo jego szczerego niezadowolenia.

- Racja. Wciąż jestem – przytaknęła, łapiąc za torbę z jedzeniem. Zaglądając do niej nie zauważyła, kiedy Phil niespokojnie poruszył się.

- Pójdę wziąć prysznic – mruknął do siebie, wstając szybko z łóżka. Allison podniosła głowę, zerkając na niego.

- Wszystko w porządku? - zapytała, kiedy odszedł szybko w stronę łazienki. Kiwając głową, spojrzał na nią przez ramię. - Na pewno?

- Tak. Będę za 15 minut – odparł, otwierając drzwi. - Smacznego.


- Allison?

Odrywając wzrok od ekranu telewizora, dziewczyna odwróciła głowę w kierunku wejścia. Na widok dwóch wysokich brunetek uśmiechnęła się, rozpoznając w nich zapaśniczki związane z organizacją.

- To ja – odpowiedziała, kiedy dziewczyny zbliżyły się do niej. - A Wy to bliźniaczki Bella? - spytała, przypominając sobie ich nazwę.

- Nicole i Brianna – przedstawiły się, wskazując na siebie. - Przyjechałaś z Punkiem, prawda? - zapytały, dołączając do oglądania walki.

- Można tak powiedzieć – rzekła Allison. - Skąd o tym wiecie?

Śmiejąc się głośno, bliźniaczki wymieniły między sobą spojrzenia.

- Wszyscy się tu znamy, Allison – powiedziała Brianna, wyjaśniając wszystko dziewczynie. - Wieści szybko się tu rozchodzą... Właściwie, przyszłyśmy tu w konkretnym celu.

Mrużąc oczy, Allison skupiła całą swoją uwagę na stojących przy niej wrestlerkach. Krzyżując ręce na piersi, spodziewała się wszystkiego.

- Jesteś tu nowa, dlatego każdy o Tobie mówi. Może wybierzesz się dziś z nami i paroma innymi dziewczynami na babski wieczór? Rozwiejesz wszelkie plotki, poznasz lepiej towarzystwo... - zaproponowała Nicole.

- Ile można siedzieć z Punkiem? - wtrąciła Brianna, śmiejąc się. - Każdy by zwariował.

- Dziewczyna potrzebuje od czasu do czasu chwili w damskim towarzystwie – poparła ją Nicole, potakując głową.

Przenosząc wzrok z jednej na drugą, Allison analizowała w głowie ich propozycję. Spotkanie w damskim towarzystwie dobrze by jej zrobiło; poza tym, w szatni pewnie krążyło na jej temat wiele plotek. Dzięki temu spotkaniu miała szansę odpowiedzieć na pytania i skorygować nieprawdziwe informacje.

- Co Ty na to?

Słysząc za sobą wiwatujący tłum na widowni, dziewczyna zwróciła się w stronę ekranu telewizora. Po skończonej walce, Phil właśnie opuszczał halę, stojąc na rampie, machając w stronę publiczności. Minuty dzieliły ją od momentu, w którym pojawi się znów przy jej boku.

- To w zasadzie świetny pomysł – odpowiedziała w końcu, odwracając głowę w kierunku bliźniaczek. - Bardzo chętnie.

- Świetnie! - klaszcząc w dłonie, Brianna podskoczyła z radości. - Wychodzimy zaraz po skończonym show. Nie martw się; wszyscy mieszkamy w tym samym hotelu, więc możesz zapewnić Punka, że wrócisz do niego cała i zdrowa – powiedziała.

- Wpadniemy po Ciebie do jego szatni. Do zobaczenia, Allison! - dorzuciła Nicole, machając jej na pożegnanie.

Kiwając głową, Allison jeszcze chwilę patrzyła w kierunku, w którym odeszły bliźniaczki. Uśmiechając się do siebie poczuła, jak para silnych rąk owija się wokół jej talii i ciągnie ją do tyłu. Chwilę później pocałunek, który wylądował na jej szyi sprawił, że przez jej ciało przeszedł dreszcz.

- Dobra robota, Phil – mruknęła, odwracając się w stronę mężczyzny. - Jestem dumna – dodała, zanim jej usta zamknął gorący pocałunek.

- Ja też. Zbierajmy się stąd – poprosił Phillip, puszczając ją.

- Właściwie... to nie wracam z Tobą do hotelu – rzekła dziewczyna, nie ruszając się z miejsca. Patrząc na nią, Phil uniósł w górę brwi. - Przed chwilą bliźniaczki zaprosiły mnie na ich „babski wieczór" - powiedziała szybko, widząc jego skołowaną minę. - To nie potrwa długo, poza tym już się zgodziłam – wyjaśniła.

- Jeśli tylko chcesz – odpowiedział mężczyzna uśmiechając się, pomimo swojego sceptycznego nastawienia. - Za to później jesteś moja – zastrzegł, unosząc w górę palec. Podchodząc do niego, Allison pocałowała go w policzek.

- Oczywiście, że tak.


Obserwując siedzącą po drugiej stronie stołu brunetkę, Joanne uśmiechnęła się do siebie w myślach. Kilkadziesiąt minut wcześniej, kiedy tylko pozostałe dziewczyny zniknęły z zasięgu ich wzroku, przysiadła się do niej, stawiając przed nią szklankę z jednym z mocniejszych trunków w tym lokalu.

Chciała tylko rozluźnić jej trochę język. Wyciągnąć od niej, jak dużo wie o Philu, Beth i o niej. Niestety, takiego obrotu sprawy się nie spodziewała. Po wypiciu zaledwie połowy szklanki, Allison miała dość. Minuty mijały, a ona powoli traciła kontakt z rzeczywistością. Phil byłby bardzo niezadowolony...

Ławka ugięła się, kiedy tuż obok niej ktoś usiadł. Odwracając głowę w stronę nowo przybyłego gościa, Joanne uśmiechnęła się na widok Beth.

- To ona? - spytała blondynka, wskazując głową na siedzącą nieopodal brunetkę.

- Owszem, ona – odpowiedziała Joanne, uśmiechając się pod nosem. - Kompletnie zalana. Wypiła tylko połowę.

- Jesteś pewna, że nic jej nie będzie? - rzekła Beth, patrząc na przyjaciółkę. Wzruszając ramionami, rudowłosa kobieta popatrzyła na nią.

- Jasne, że nie. Może poza wielkim kacem jutrzejszego ranka. I milionami wymówek Punka – odparła. - Pierwsze wyjście do klubu i taka wpadka... - cmoknęła.

- Myślisz, że da radę wrócić sama do pokoju? - zapytała Elizabeth, obserwując uważnie każdy ruch Allison.

- Nie byłabym tego taka pewna. Ktoś musi ją odprowadzić.

Wymieniając porozumiewawcze spojrzenia, kobiety uśmiechnęły się do siebie. Kończąc swojego drinka, Joanne podniosła się z siedzenia, zwracając się do przyjaciółki.

- Idziesz ze mną?

- Dam sobie spokój. To nie skończyłoby się dla niej dobrze.

Podchodząc po raz kolejny do jej miejsca, Joanne przybrała poważną minę, pochylając się nad siedzącą Allison.

- Chodź, słonko – odezwała się, dotykając lekko jej ramienia. - Czas odstawić Cię do jaskini lwa.

Opierając podbródek na rękach, brunetka westchnęła ciężko. Walcząc z ogarniającą ją sennością, siłą starała się utrzymać otwarte powieki.

- Dopiero przyszłam... - jęknęła, nie patrząc na rudowłosą kobietę.

- Ale już nie nadajesz się do życia. Chodź, odprowadzę Cię do hotelu.

Nie mając zamiaru ruszyć się ze swojego miejsca, Allison oparła się ciężko na krześle. Widząc jej reakcję, Joanne sięgnęła do kieszeni, wyciągając z niej swój telefon. Wybierając szybko numer, przyłożyła komórkę do ucha.

- Matt, skarbie. Potrzebuję Twojej pomocy...

Kilkanaście minut później obydwie stały już przed wejściem do klubu, czekając na przybycie Matta. Widząc z daleka nadjeżdżający samochód, młoda kobieta skinęła w jego kierunku, wskazując na uwieszoną na jej ramieniu Allison.

- Co jej się stało? - spytał Matthew, wysiadając z pojazdu. Zatrzaskując za sobą drzwiczki, podszedł szybko do kobiet, patrząc na dziewczynę Phila.

- Ma cholernie słabą głowę. Wypiła tylko odrobinę; nie miałam pojęcia, że tak to na nią zadziała – odparła z uśmiechem Joanne, wskazując na brunetkę. - Pomóż mi. Jest ciężka.

Wsadzając dziewczynę do samochodu, mężczyzna spojrzał na Joanne, otwierając przed nią drzwi samochodu.

- Jo, powiedz mi prawdę – zaczął, zatrzymując ją zanim wsiadła do środka. - Zrobiłaś to specjalnie?

Uśmiechając się do niego słodko, kobieta przewróciła oczami. Widząc to, Matt jęknął.

- Kiedy w końcu dasz mu spokój? Za wszelką cenę dobierasz się Punkowi do skóry, niszcząc wszystko, co stanie Ci na drodze; nawet tę biedną dziewczynę – rzekł. - Poświęcasz mu tak dużo czasu, że zaczynam być zazdrosny.

Zupełnie niespodziewanie Joanne podeszła bliżej niego i pocałowała, chcąc tym samym rozwiać wszelkie jego obawy. Mamrocząc coś wprost w jej usta, uśmiechnęła się do siebie.

- Biedactwo – szepnęła, odsuwając się od jego twarzy, studiując błogą minę, jaką przybrał. - Czujesz się zaniedbany?

Wciąż pozostając w szoku po jej nagłym, namiętnym ataku, Matthew przytaknął jedynie ruchem głowy. Przesuwając palcem po jego policzku, kobieta przekrzywiła głowę, mrużąc oczy.

- Chyba odrobinę przesadzasz – mruknęła cicho. Przejmując drzwiczki z jego rąk, zatrzasnęła je, przyciskając do nich mężczyznę. - Pomóż mi odstawić ją do hotelu, a pokażę Ci, jak bardzo się mylisz – powiedziała, muskając opuszkami palców skórę wzdłuż jego szczęki, by następnie złożyć na niej pocałunek.


Idąc hotelowym korytarzem, Joanne rozglądała się po nim uważnie. Tuż za nią szedł powoli Matt, usiłując utrzymać w pionie Allison. Wygadując kompletne bzdury, dziewczyna objęła go w pasie, przytulając się do niego. Oglądając się za siebie, Joanne rzuciła im ostrzegawcze spojrzenie.

- Zrobi to jeszcze raz, a przysięgam, że połamię jej ręce – powiedziała groźnym tonem głosu. Delikatnie zdejmując z siebie dłonie brunetki, Matt uśmiechnął się do swojej dziewczyny.

- I kto tu jest zazdrosny? - spytał cicho.

- Ja! - odezwała się Allison, zatrzymując się na moment. - On nie chce powiedzieć mi nic o Beth! - jęknęła płaczliwym głosem, tupiąc przy tym nogą. - Ona też! - dodała, poważniejąc i wskazując palcem w stronę Joanne.

- Jesteś za mała, żeby słuchać takich rzeczy – odparła kobieta, patrząc na nią z wyrzutem.

- Joanne! - syknął Matt, uciszając ją. - Daj spokój.

Podnosząc w górę palec wskazujący, jego dziewczyna zwęziła oczy, grożąc mu.

- Właśnie straciłeś pół minuty – oznajmiła ku niezadowoleniu mężczyzny.

- Co? - wykrzyknął Korklan, oburzając się. - Za co?

- Za kłótnie ze mną! Za chwilę stracisz dodatkową minutę!

Nie odzywając się więcej, Matt ruszył z miejsca, wlokąc za sobą rozzłoszczoną już Allison.

- W którym pokoju zatrzymał się Punk? - spytała Joanne, wracając do rozglądania się.

- A oddasz mi moje pół minuty? - odezwał się Matt. Spoglądając na niego, Joanne zatrzymała się. - Przedostatni po lewej – wskazał w końcu.

Patrząc w tamtym kierunku, Joanne podeszła do niego, wyciągając ręce w stronę Allison.

- Daj mi ją. Ty możesz wracać do pokoju – powiedziała, przejmując dziewczynę.

- Ale...

- Daj. Mi. Ją. - powtórzyła Joanne. - Wrócę za 15 minut.

Podchodząc do drzwi pokoju, kobieta uśmiechnęła się do siebie. Odwracając głowę w stronę trzeźwiejszej już Allison, prychnęła głośnym śmiechem.

- Chcę zobaczyć Phila... - powiedziała brunetka, usiłując odsunąć się od trzymającej ją Joanne.

- Uwierz mi, ja też – odparła kobieta, poszerzając swój uśmiech. - Nie mogę się doczekać jego miny – rzekła, podnosząc rękę, by móc zapukać do drzwi. Czekając kilka sekund na ich otwarcie, przeczesała ręką włosy.

W końcu drzwi do pokoju otworzyły się, a w progu stanął Phillip. Mierząc wzrokiem stojącą przed nim Joanne, przeniósł spojrzenie na Allison, która niepewnie stała teraz u jej boku.

- Jezu Chryste, co się stało? - krzyknął widząc, w jakim brunetka jest stanie.

Siląc się na poważną minę, rudowłosa dziewczyna wzniosła oczy ku niebu, przeklinając w umyśle głupotę wrestlera.

- Skąd miałam wiedzieć, że pół szklanki alkoholu zamieni ją w bezużyteczny worek? - odpowiedziała, zupełnie ignorując jego przestraszone spojrzenie. - Strasznie delikatny obiekt westchnień sobie wybrałeś, nie ma co...

- Joanne, dałabyś już sobie spokój! - warknął mężczyzna, robiąc krok do przodu i obejmując delikatnie ledwie stojącą na nogach dziewczynę. - W porządku, Allie? - spytał, zaglądając w jej oczy.

- Nie widzisz? Jest kompletnie pijana! - wtrąciła Joanne, czując rosnące w niej zdenerwowanie. Nie takiej reakcji spodziewała się ze strony pana „Straight Edge".

- Nie jestem! - zaprotestowała Allison, wtulając się w tors Phillipa. Znajomy zapach i silne ramiona dawały jej błogie poczucie bezpieczeństwa.

- Widzę! - odpowiedział wrestler, patrząc na dziewczynę Matta. - Dzięki Tobie jest w takim stanie.

Jednak był wściekły. Patrząc na niego triumfalnym wzrokiem, Joanne zacisnęła szczęki.

- Ciesz się, że w ogóle ją tu przyprowadziłam – syknęła cicho. - Równie dobrze mogłam zostawić ja samą. Z pewnością byłaby łatwym łupem dla wielu mężczyzn.

Praktycznie wciągając Allison do środka, Punk ustawił ją przy ścianie, w ciągu sekundy doskakując do zadowolonej Joanne. Zniżając ton głosu zmrużył oczy, a jego spojrzenie przybrało gwałtowniejszego wyrazu.

- Trzymaj się od niej z daleka... - powiedział, cedząc słowa przez zaciśnięte zęby. Chwilę późnej cofnął się, wchodząc do pokoju, z hukiem zatrzaskując za sobą drzwi. Pozostawiona na zewnątrz młoda kobieta roześmiała się głośno, odchodząc w kierunku swojego pokoju. Joanne: 4, Punk:1.


Sadzając dziewczynę na łóżku, Phil kucnął przy niej, uważnie się jej przyglądając. Odgarniając włosy z jej twarzy, spojrzał jej w oczy.

- Dobrze się czujesz? - zapytał z troską, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Kiwając głową, Allison uśmiechnęła się do niego.

- Przepraszam, Phil – wydukała, łapiąc jego dłonie. - Wiem, że Ty nie pije...

Przerywając jej w pół słowa, Phillip wstał, ciągnąc ją za sobą. Otwierając drzwi do łazienki, wprowadził ją do środka, zapalając światło. Gdy podeszli do umywalki, odkręcił wodę i zmoczył dłoń.

- Chodź tutaj – zakomenderował, przyciągając ją bliżej. Nabierając garść wody, opłukał nią twarz dziewczyny. - Potrzebujesz zimnego prysznica... - mruknął do niej, gdy pisnęła cicho.

- Pójdziesz ze mną? - spytała, uśmiechając się szeroko. Kręcąc ze zrezygnowaniem głową, mężczyzna odwzajemnił jej uśmiech.

- Nie tym razem, skarbie – odmówił, sięgając po ręcznik. Wycierając jej twarz, zastanowił się chwilę.

Nigdy nie szanował pijanych ludzi; Allison była w tym momencie wyjątkiem. Musiał jej pomóc, choć sam nie miał pojęcia, dlaczego. Stan, w jakim się znajdowała, był tylko w połowie jej zasługą.

- Chodź, przebierzesz się i położysz – powiedział łagodnym tonem, skupiając się z powrotem na jej osobie. Prowadząc ją do pokoju, zabrał po drodze jeden ze swoich t-shirtów. - Siadaj i załóż to – poprosił.

Pomagając dziewczynie ściągnąć jej bluzkę, czuł na sobie jej wzrok. Łapiąc jej spojrzenie, uniósł brwi.

- Nie pozwoliłam Ci się rozebrać – zaczęła, uśmiechając się zalotnie.

- Nie masz tutaj nic do gadania – odrzekł, podając jej swoją koszulkę. - Trzymaj.

- Jesteś jeszcze przystojniejszy, kiedy się tak troszczysz – wyznała dziewczyna niespodziewanie, zabierając od niego ubranie. Zatrzymując się, Phil pokręcił po raz kolejny głową. - Pocałujesz mnie?

Spełniając jej prośbę, przycisnął usta do jej czoła, po czym odsunął się od niej. Krzywiąc się, zatrzymała go.

- Nie tak... - jęknęła. - Tutaj – podniosła głowę, czekając na właściwy pocałunek.

- Allison, powinnaś się położyć – zasugerował Phil. - To nie jest dobry pomysł – dodał, uchylając się przed jej ustami.

Ignorując jego protesty, Allison złapała go za koszulkę, przyciągając do siebie szybko. Gdy tym razem nie zdążył się obronić, wpiła się namiętnie w jego usta. Upadając na materac, pociągnęła go za sobą, zaciskając pięści na materiale jego koszulki.

- Allie, przestań – wymamrotał, odrywając się od niej na moment. Gdy jego delikatne prośby nie przyniosły efektu, odepchnął ją od siebie, wstając szybko. - Jesteś pijana, na litość boską!

Siadając na środku łóżka, dziewczyna podciągnęła kolana pod brodę, obejmując je rękoma. Patrząc na nią kątem oka, mężczyzna zaczął nerwowo przechadzać się po pokoju. Teraz przypomniał sobie, dlaczego tak bardzo nie znosi alkoholu. Jest kolejną rzeczą, która odbiera ludziom rozum.

Widząc przestraszoną minę dziewczyny, przystanął, załamując ręce.

- Do niczego nie dojdzie – uciął krótko. - Nie, kiedy jesteś w takim stanie – dodał, wskazując na nią. W końcu, siadając obok poczekał, aż dziewczyna na niego spojrzy, po czym otworzył ramiona. - Chodź, przyda Ci się trochę snu.

Przytulając się do niego, Allison zamknęła oczy, mrucząc cicho z zadowolenia. Obejmując go, zaczęła ze skupieniem śledzić opuszkami palców wzory wytatuowane na jego przedramionach. Nawet, gdy jej dotyk działał na niego w niesamowity sposób, nie dawał tego po sobie poznać. Musiał pozostać silny i skupiony, by nie zrobić czegoś, czego będzie żałował.

- Lubię Cię, wiesz? - usłyszał nagle jej cichy głos. Ruchy jej rąk uspokoiły się, a jej oddech powoli spowalniał. - Bardzo – szepnęła. - Bardziej niż bardzo...

Uciszając ją, przytulił ją mocniej. Pomimo swojego stanu wciąż była jego małą, delikatną Allison.