Beta – Eldaeryn
Wstępna korekta – Anonim B.
OŚWIADCZENIE:
Mój Severus Snape myje włosy!
Dlatego proszę Was, wyobraźcie go sobie jako: umięśnionego, seksownego faceta, o przeszywających ciemnych oczach, które pałają żądzą mordu oraz chłodem.
A ten zabójczy wzrok sprawia, że chcecie go wyściskać i przytulić.
Aby ochronić przed złem całego świata.
Aby choć troszkę zaznał miłości i ciepła, a mroczne oczy zabłyszczały szczęściem...
— Avada Kedavra!
Widziałam pędzący ku mnie promyk zielonego światła i w ostatniej chwili zrobiłam unik. Podniosłam szybko laptop z łóżka i objęłam go ochronnie.
— Sev! — wydarłam się na mojego niedoszłego zabójcę. — Co chciałeś zrobić?!
Mistrz Eliksirów spojrzał na mnie z pogardą.
— Doprawdy myślałaś, że pozwolę opublikować te brednie?
— Miarka się przebrała, Severusie! Za karę będziesz uprzejmy dla Harry'ego!
Mężczyzna bardzo zbladł, a dłonie mu zadrżały. Widząc to, uśmiechnęłam się złośliwie:
— Przez calusienki, długi rozdział będziesz mówił same miłe, czułe rzeczy.
— Wymagane minimum, to dziesięć obelg pod adresem Pottera na 200 słów.
— Nie.
— Pięć obelg? To duży kompromis.
— NIE!
— Na Merlina! Chociaż jedną?!
— Nie ma mowy, niech to będzie dla ciebie nauczką!
Severus odwrócił się gniewnie i mrucząc złośliwie pod nosem, zaczął szybko odchodzić.
— Ej! Dokąd leziesz?!
— Idę poobrażać Pottera, póki jeszcze mogę! Mam parę minut zanim wstawisz rozdział, w pełni to wykorzystam!
ROZDZIAŁ 13
Mistrz Eliksirów wlókł na siłę upartego dzieciaka, trzymając go mocno za nadgarstek. Harry jednak się nie poddawał. Szamotając energicznie, próbował wyrwać się z uścisku oraz, z jakiegoś powodu, nieustannie oglądał się za siebie. Severus był przekonany, że gdyby teraz puścił nastolatka, to pognałby z powrotem do Ravena i przywalił mu prosto w nos. Osobiście nie miał nic przeciwko, aby nauczyciel obrony chodził z rozkwaszonym nochalem. Bądź co bądź, Theo należał się łomot za prowokowanie tak impulsywnego Gryfona.
— Puść mnie — wysyczał gniewnie dzieciak, patrząc na niego spod byka i ciągle, próbując odzyskać wolność.
Dorosły czarodziej prychnął lekceważąco i szarpnął złośliwie brunetem do przodu, aby ten się potknął. Z satysfakcją obserwował, jak Złota Oferma przewraca się i prawie ląduje na twarz. Harry jednak stanął na wysokości zadania i po paru chwiejnych krokach udało mu się odzyskać bilans.
Snape poczuł rozczarowanie, że nie dane mu było zobaczyć spektakularnej gleby w wykonaniu Pottera. Po niedługiej chwili okazało się, że nastolatek nie ma zamiaru pozwolić, aby dalej nim pomiatano przez korytarze zamku. Zaparł się nogami ze wszystkich sił, wypinając komicznie tyłek, a wagę ciała oparł na ręce profesora. Mężczyzna zatrzymał się raptownie, czując niespodziewany opór i zerknął wrogo na młodego buntownika.
Nieustępliwy smarkacz, pomyślał dorosły czarodziej, marszcząc gniewnie brwi. Zmierzył wyzywającym wzrokiem rozczochranego bruneta i puścił go. Uśmiechając się złośliwie, oglądał, jak nabuzowany dzieciak przewraca się i ląduje tyłkiem na podłodze, a jego zielone oczy rozszerzają się z zaskoczenia.
— To bolało — powiedział płaskim głosem chłopak, krzywiąc się do widocznie zadowolonego z siebie Snape'a.
— Nieszczęśliwy wypadek — odparł mężczyzna równie sucho i beznamiętnie.
Wypadek!? Harry zagotował się ze złości. Pan Dupek zrobił to specjalnie, bo przecież nie mógł odpuścić i pozwolić mi wygrać!
— Nie będę ciebie powstrzymywać. — Nagle oznajmij profesor, ale widząc zakłopotany wyraz twarzy u Gryfona, dodał zimnym tonem — Chcesz dowalić Ravenowi, więc śmiało, leć za nim. Jednakże w pierwszej kolejności zastanów się nad konsekwencjami zaatakowania nauczyciela.
Harry opuścił głowę, unikając przeszywających ciemnych oczu. Niespodziewanie poczuł się urażony postawą stającego przed nim czarodzieja.
Czyżby Snape martwił się o swojego starego znajomego?
— Kto powiedział, że mam zamiar go pobić? — zapytał nieśmiałym głosem brunet, robiąc minę niewiniątka.
Groźne wyrażenie Mistrza Eliksirów się pogłębiło, łypiąc złowieszczym wzrokiem na nastolatka rozwalonego na podłodze. Harry zagryzał wargę, czując się przytłoczony skierowanym w nim mrocznym spojrzeniem i stwierdził oburzony:
— Bronisz go.
— To ciebie próbuję ochronić! On przenigdy nie odpuszcza, ani się nie wycofuje. Zgłosiłby sprawę.
— Również się nie poddaje — oświadczył hardo dzieciak — Jakoś dałbym sobie radę, tak jak zawsze.
— Zastanów się jak to wpłynie na twój wizerunek, skończony kretynie! — warknął rozeźlony mężczyzna i pochylił się nad nim, zaglądając w zaskoczone, zielone oczy. — "Niebezpieczny, zwariowany Wybraniec, który przeszedł na Ciemną Stronę atakuje nauczycieli w Hogwarcie." Jak ci odpowiada taki nagłówek w Proroku?
— Nagle przejmujesz się moim wizerunkiem?!
— Nie bądź absurdalny! Oczywiście, że nie. Lecz czy tego chcesz czy nie, jesteś osobą publiczną. Masz znaczący wpływ na społeczeństwo czarodziejów. Czy naprawdę chcesz ułatwić MU sprawę i pozwolić, aby uwierzyli, że go popierasz? — Mimo iż obniżył ton głosu, to jego oczy nie straciły żelaznego blasku.
MU.
Gryfon nie miał wątpliwości, o kim czarodziej myślał - Czerwonookiego Potwora, który terroryzował świat. Wiedział, że zadane pytanie było retoryczne, ale i tak odczuwał potrzebę, aby zaprzeczyć. Chciał wykrzyczeć całemu światu, że nigdy nie będzie z Voldemortem po tej samej stronie. Jednakże wątpił, aby krzyki poskutkowały, więc w ciszy pokręcił przecząco głową.
Ciepłe powietrze połaskotało go po twarzy, gdy profesor westchnął wypompowany. Dopiero w tym momencie Harry zrozumiał, że byli bardzo blisko siebie. Poczuł, jak oblewa go gorąco, a na policzkach pojawia duży rumieniec. Zażenowany swoim zachowaniem, spuścił wzrok, a profesor zmierzwił delikatnie mu włosy, zostawiając dłoń na gęstej czuprynie chwilę dłużej. Zaskoczony zerknął na mężczyznę po czym zmarszczył brwi.
Dlaczego Snape posłał mu takie dziwne spojrzenie? Jakie emocje się za nim kryły?
— Choć, porozmawiamy w gabinecie — zaproponował nauczyciel eliksirów i wyprostowując się,wyciągnął dłoń w stronę zmieszanego ucznia, aby pomóc mu wstać.
Oniemiały Gryfon przyjął ofertę i podniósł się na nogi, pocierając obolały tyłek wolną ręką. Następnie ruszyli w dalszą drogę do gabinetu największego postrachu szkoły, a Harry z podejrzeniem obserwował czarodzieja. Zastanawiał się, dlaczego ten burkliwy mężczyzna był dla niego dzisiaj taki miły... Analizując skrupulatnie idącego obok nauczyciela, uświadomił sobie raptem coś kompletnie innego. Snape w dalszym ciągu ściskał jego dłoń. Szli razem przez lochy, trzymając się za ręce jak jakaś zakochana para.
Złotemu Chłopcu zabiło szybciej serce i nie mógł oderwać wzroku od ich połączonych dłoni.
Czy Snape wiedział, że wciąż... to robi?
Może jest pogrążony w własnych myślach i nie uświadamia sobie, że wciąż... trzyma mnie za rękę?
Spróbował wysunąć ostrożnie dłoń z uścisku profesora, ale on mocniej zacisnął wokół niej palce.
Dlaczego mnie nie puszczał?
— Nie będę uciekał — powiedział cichym głosem nastolatek, przypatrując się twarzy mężczyzny, lecz była bez wyrazu.
— To dobrze — odparł sucho czarodziej, nawet na niego nie zerkając.
— Eee... więc możesz mnie już puścić.
— Naprawdę?
— Tak — przytaknął ochoczo brunet, chcąc jak najszybciej skończyć tę konwersację.
— Nie chcę — stwierdził dobitnie Snape bez skrępowania, idąc dalej przed siebie, jak gdyby nigdy nic.
— Co? — prychnął niedowierzająco nastolatek i szarpnął dłonią, ale przeklęty facet go nie puszczał. — Czemu?
Dorosły czarodziej przystanął ewidentnie zaskoczony pytaniem i zerknął na ucznia, podnosząc do góry jedną brew. Następnie z frustracji potarł nos wolną ręką i zaczął powoli mówić do Wybrańca, tak jakby rozmawiał z pięcioletnim dzieckiem.
— Przeszkadza ci to?
— Nie...
— Chcesz, abym cię puścił?
— Jakoś szczególnie mi na tym nie zależy... — zaczął dukać niemrawo nastolatek.
— Więc w czym problem?
— Myślałem, że zamyśliłeś się czy coś i nie wiedziałeś, że to robisz — wymamrotał brunet, unikając świdrujących czarnych oczu.
— Czy kiedykolwiek widziałeś, abym robił coś wbrew sobie, Potter?
— Raczej nie — odpowiedział z przekonaniem Harry, ale obserwował go z niepewnością, próbując zrozumieć Snape'a. — W takim razie... to z powodu więzi?
— Merlinie! Nigdy nie myślałem, że to tobie powiem! Ale za dużo myślisz — warknął ostrym tonem, tracąc opanowanie i odwrócił się gwałtownie w stronę chłopaka. — Trzymam cię za rękę, ponieważ chcę. Twój mały mózg poradzi sobie z tą informacją?
NIE!
Co do diabła to oznacza?
Snape trzyma mnie za rękę PONIEWAŻ chce.
Harry poczuł się zdezorientowany jak nigdy przedtem w swoim życiu. Czy to oznaczało, że mężczyzna go polubił? Mało prawdopodobne. Z tego co wiedział, to czarodziej ledwo tolerował jego obecność, a opiekował się nim wyłącznie z powodu posiadania silnego poczucia honoru i obowiązku. A może próbował udowodnić Gryfonowi, że dysponuje nad nim kompletną władzą i może robić, co mu się tylko podoba?
Nie mam bladego pojęcia, co chciał tym osiągnąć. W takim razie co niby mam zrobić z tym wyznaniem?
Jednakże, ku zaskoczeniu bruneta, przez bałagan i chaos w jego umyśle na pierwszy plan wcale nie wybija się złość, tylko przyjemne ciepło. Nie chcąc jeszcze bardziej denerwować i tak już rozdrażnionego mężczyzny, przytaknął pewnie, udając, że zrozumiał.
— Wspaniale! — warknął mężczyzna, po czym mrucząc pod nosem różne przekleństwa, ruszył szybszym krokiem naprzód.
Harry uśmiechnął się delikatnie, ponieważ dłoń nauczyciela nadal pewnie trzymała jego rękę. Dotyk mężczyzny koił targające nim nerwy i uspokajał wzburzone emocje. Jednak gdy dotarli już pod drzwi gabinetu, boleśnie sobie coś uświadomił. Nagle puścił dłoń czarodzieja, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i powiedział obrażony:
— Przy okazji, gratuluję. Świetny pomysł, aby odwrócić moją uwagę od Ravena.
Wprawiając go w jeszcze większe zakłopotanie, Snape rozśmiał się, po czym kładąc mu dłoń na plecach, delikatnie popchnął go do pomieszczenia.
— Nawet nie zaprzeczasz? — dopytywał się brunet, czując się dziwnie zraniony manipulacją Mistrza Eliksirów.
— Nie mam zamiaru. Nieoczekiwanie zostałem zdumiony, że wpadł na to taki szlachetny Gryfon jak ty — odparł ironicznym tonem mężczyzna, uśmiechając się złośliwie kącikiem ust.
To jest Postrach Lochów, którego wszyscy znamy, pomyślał z żalem i prychnął głośno, odwracając się od swojego profesora. Tylko dlaczego myślał o tym z przygnębieniem? Przecież Snape nie słynie przyjaznego nastawienia do otoczenia.
Prawdę mówiąc, ostatnio zdarzyły się takie momenty, w których śmiało uznał Mistrza Eliksirów za miłego. No dobra, miłego to może zbyt wielkie słowo - bardziej odpowiada przyzwoitego.
Tak, Severus Snape, gdy chciał, potrafił być przyzwoity. A to bardzo przywiązywało.
Niestety przejawy dobroci z strony mężczyzny objawiały się tak szybko, że zastanawiał się czy nie nadinterpretowuje jego zachowania. Może to była tylko wyobraźnia Harry'ego? Nie pomagał też fakt, że dorosły czarodziej ekspresowo wracał do postawy zimnego, ironicznego drania.
Harry, obserwując dyskretnie mężczyznę, starał się powstrzymać targające nim emocje. Co niestety nie było łatwym zadaniem, bowiem ostatnio był nieustannie zdezorientowany, zły lub wściekły. Na dodatek czuł się zraniony przez błahostki - miał tego już po dziurki w nosie. A ktoś mu obiecał, że wahania nastrojów ustaną po przypieczętowaniu więzi. Zarumienił się, gdy sobie przypomniał bardzo barwnie pocałunek Snape'a.
Kurde blaszka! Znowu myślę o całowaniu!
Źle. Jest bardzo źle.
Jak tak dalej będzie, to ja go faktycznie...
"Kto powiedział, że go lubię?!"
"…nie zabiorę ci Twojego Mistrza. Cóż, przynajmniej nie teraz."
Harry potrząsnął energicznie głową, próbując się pozbyć niechcianych wspomnień. Lecz nie potrafił zapomnieć o spotkaniu Ravena i Snape'a. Już na pierwszy rzut oka było widać, że relacja dwóch profesorów jest pokręcona. Ewidentnie łączyła ich wspólna historia i to, jak podejrzewał, nie byle jaka. Profesorowie sprawiali wrażenie, jakby wciąż mieli nie dokończone sprawy, a rozgoryczenie i przywiązanie było między nimi wręcz namacalne.
Byli starymi rywalami, przyjaciółmi czy kimś bliższym?
Nastolatek zagryzł wargę. Z nieznanych powodów bardzo przeszkadzała mu ta niewiedza. Z jednej strony potrafił to całkowicie i racjonalnie wytłumaczyć - z drugiej zaś jego serce i uczucia miały na ten temat inne zdanie. Był przekonany, że niebawem z natłoku emocji rozerwie go na strzępy i wtedy części jego ciała będą leżeć porozrzucane po całym gabinecie.
— Siadaj! — rozkazał nagle zimnym tonem właściciel pomieszczenia, widocznie będąc czymś bardzo poirytowany.
Brunet ostentacyjnie zignorował wypowiedziane słowa, stojąc dosadnie obok biurka z rękami schowanymi w kieszeniach spodni. Z udawaną ciekawością przyglądał się księgom i słojom na półkach.
— Wolisz stać, to stój, idioto. — oznajmił prawie łagodnym tonem Snape, jednocześnie przyszpilając go mrocznym spojrzeniem.
Złoty Chłopiec momentalnie się napiął, wyczuwając niebezpieczeństwo. Ten mężczyzna, gdy był wściekły, przenigdy nie mówił spokojnie, chyba że miał jakiś ku temu powód. Zerknął przez ramię, lecz nauczyciel siedział z nonszalancją za biurkiem i wyciągnął grubą teczkę, rzucając ją głośno na blat. Mimo pozornego spokoju Toksyczny Profesor był rozwścieczony. Ewidentnie potwierdziły to jego następne słowa, wypowiedziane obojętnym tonem podczas przeglądania dokumentów:
— Nie będę ponownie grał psychologa. Zajmij się swoim galimatiasem emocjonalnym, abyśmy mogli ostatecznie ustalić pewne szczegóły. Inaczej stąd nie wyjdziesz.
Galimatias...?
Co to za słowo?! Nie jestem chodzącym słownikiem ani Hermioną.
Gryfon zazgrzytał zębami, przeklinając w myślach Theo Ravena wszystkimi znanymi klątwami. Obwiniał nowego faceta o wszystko. Bo kto normalny próbuje przytulić na przywitanie Snape'a? Kto inny odważyłby się podejść do zgryźliwego nauczyciela z tak przyjaznym, otwartym nastawieniem? Tylko Dumbledore mógłby być równie szalonym.
Zirytowany brunet zacisnął dłonie w pięści i wbił wzrok pełen podejrzenia w człowieka piszącego przy biurku. Zastanawiał się... czy profesor eliksirów kiedykolwiek umawiał się z Theo. Na tą myśl wypełnił go niepokój, a w gardle poczuł dławiącą gulę.
Nie ważne co robili parę lat temu.
Próbował przekonać samego siebie, lecz niestety z marnym skutkiem. Po paru minutach poddał się i przyznał z bardzo dużą niechęcią, iż owszem - obchodzi go to. Tylko, że...
To niczego, kurka, nie zmienia!
Nawet nie może być pewny, do czego zmierzała jego więź z opiekunem Ślizgonów. Nie żeby chciał... Ach, niebezpieczne myśli. Odwrót.
Cała sprawa między nimi była jedną wielką zagadką. Nie było wiadomo, jakiej zapłaty będzie wymagała Pradawna Magia, ani dlaczego połączyła go więzią z owym mężczyzną. Dodatkowo wyjaśnienia samego dyrektora były mętne i bardzo niejasne.
"Więź będzie dążyła, abyśmy zostali kochankami."
Zielone oczy rozszerzyły się lekko ze zdumienia. Dlaczego akurat teraz musiał sobie przypomnieć słowa Snape'a? Nastolatek zaczął nieświadomie krążyć po gabinecie, co chwilę gryząc wargę. Pogrążony w wewnętrznym monologu obserwował nieustannie ze skwaszoną minąszpiega. Z kolei ten ignorował wlepione w niego zielone oczy i był kompletnie skupiony na wykonywanej robocie.
Harry westchnął zrezygnowany. Ta postawa Największego Gbura Szkoły w niczym mu nie pomagała. Nie rozumiał tego człowieka ani trochę, ale ostatnimi czasy nie ogarniał nawet samego siebie.
Z czym mam problem?
Nie oczekiwał, aby Snape nie miał żadnych znajomości, rodziny czy przyjaciół. Był przekonany, że nawet tak skryty i posępny człowiek posiada życie prywatne. Oczywiście to Raven był ambarasem, przysłowiową kłodą pod nogi. Nie polubił go od momentu, kiedy zobaczył mężczyznę w gabinecie dyrektora, a później z każdym kolejnym spotkaniem jego niechęć rosła. To była nienawiść od pierwszego spojrzenia.
Do dupy.
Nie jestem zazdrosny!
Zatrzymał się, opuszczając głowę i czując, jak irytacja zaraz go pochłonie w całości, powrócił myślami do niedawnego spotkania z Ravenem.
XXX
— W takim razie przyjdę wieczorem — rzekł na powrót pogodnie nauczyciel OPCM.
— Nie kłopocz się, Harry zajmie mi dużo czasu — odparł błyskawicznie szpieg i nie czekając na odpowiedź, zaczął odchodzić, ciągnąc za sobą dzieciaka.
— Więc wpadnę w nocy jak za dawnych lat.
CO TAKIEGO?!
Wybraniec stanął jak wryty, wytrzeszczając niedowierzająco oczy. Czy dobrze usłyszał? Momencik, to jeszcze o niczym nie świadczyło. Spojrzał do tyłu na nowego nauczyciela i przeszył go gniewnym wzrokiem.
Raven stał z zadowolonym uśmieszkiem, pełen wyższości, promieniując swoim "wspaniałym blaskiem" w całej okazałości. Zdecydowanie chciał, aby słowa wypowiedziane przed chwilą zabrzmiały tak sugestywnie. Dwulicowy goguś!
— Nie łudź się, że cię wpuszczę! — warknął zajadliwym tonem Snape, a czarne oczy płonęły wściekłością.
Harry był nagle ogłupiały ze szczęścia, rozpoznając wkurzony głos i zirytowany wyraz twarzy u Mistrza Eliksirów. Bo to wszystko było skierowane w drugiego mężczyznę, który widocznie nie tylko jemu działał na nerwy.
— Chyba nie będziesz zabawiał się z takim małolatem całą noc? — Mimo o że Theo ciągle miał na ustach przyjazny uśmiech, to głos ociekał mu jadem, a brązowe oczy zdradzały wzburzenie.
Harry wzdrygnął się i przed ruszeniem na nauczyciela obrony powstrzymał go jedynie silny uścisk Mistrza Eliksirów. Rozkwasiłby z czystą przyjemnością ten idealnie prosty nos Ravena!
— A gdyby tak było? — zapytał protekcjonalnym tonem Severus. — To co zrobisz? — dopytał przeciągle i wyprostował się, wpatrując z lekceważeniem w szatyna.
Gryfon zaczął podejrzewać, że coś jest nie tak z ponurym opiekunem Domu Węży. Po co dodatkowo prowokował faceta stojącego na wprost nich? Po jakie licho zgadzał się z tymi nieprawdziwymi insynuacjami? Jednak kiedy Theo zbulwersowany zacisnął mocno usta i zmarszczył brwi, to chłopak zrozumiał, co się święci.
Mistrz Eliksirów rzucił wyzwanie Ravenowi. Tych parę wypowiedzianych przez niego słów miało teraz o wiele większe znaczenie. " A gdyby tak było? To co zrobisz?" - mniej więcej oznaczało to - " nawet jeśli tak to zamierzasz rozegrać, nie wycofam się. Śmiało, próbuj, jeżeli masz odwagę."
— Z obawy o zdrowie i pomyślność ucznia muszę to zgłosić. Na pewno to rozumiesz, etyka zawodowa i te sprawy — Theo odparł na pozór niedbale, wzruszając przy tym ramionami.
— Rozumiem doskonale. — Severus mówił coraz ostrzejszym głosem, aż Gryfonowi przeszły ciarki po plecach. — Umknęło ci tylko jedno. Społeczeństwo czarodziejów jest bardzo tolerancyjne, jeżeli spełnia się odpowiednie wymagania, ale próbuj śmiało. Będę ci kibicować, abyś nie skończył jak kompletny fajansiarz. *
Hah! Dokopaliśmy Gogusiowi!
Wybraniec pomyślał rozradowany i poczuł ogromną wdzięczność za sarkazm Naczelnego Straszydła Hogwartu. Ten człowiek był już prawie legendą w obrażaniu innych, a w tym starciu nie było wątpliwości, kto wygrał. Theo Raven został definitywnie zmiażdżony. Brunet wyszczerzył się w szerokim uśmiechu i nagle rozjuszone brązowe oczy skierowały się wprost na niego, wgapiając intensywnie oraz z nieukrywaną odrazą. Mierzyli się wzrokiem przez parę sekundach i ni stąd, ni zowąd nagrymaszona twarz profesora OPCM rozpogodziła się.
— Harry, jeżeli czujesz się nękany lub w jakikolwiek sposób niekomfortowo przez zachowanie profesora Snape'a, proszę, daj mi znać. Rozwiążemy razem ten problem, nie musisz się bać — oznajmił szatyn pocieszającym tonem oraz z troskliwym uśmiechem, który nie sięgał do jego oczu.
Co za buc! Jak on mógł sugerować, że Snape...!
— Nie sprawia, że czuję się niekomfortowo — zaczął stanowczo najeżony nastolatek, mając dość siedzenia cicho, gdy ten elegancik oskarża Snape'a o wykorzystywanie — Nie robi nic wbrew mojej woli i to nie jest tak...
— Zamknij się! — Mistrz Eliksirów warknął jak grom z jasnego nieba na chłopaka, gdy równocześnie Raven zapytał z widocznym rozbawieniem:
— Naprawdę na wszystko się zgadzasz?
Złoty Chłopiec kompletnie zignorował pytanie nowego nauczyciela, za to spiorunował wzrokiem Jędzowatego Opiekuna Węży. Dlaczego nie pozwolił mu skończyć wypowiedzi, tylko się musiał wdryndolić? Chyba Snape nie uważał, że pozwoli insynuować takie brednie na ich temat. Racja, byli w pewien sposób związani, ale nie tak jak wyobrażał sobie stojący na wprost nich czarodziej.
— Czemu mi przerywasz? Zawsze gadasz, że to niekulturalne wcinać się komuś w zdanie — zapytał przyciszonym tonem Gryfon i wyrywając swoją dłoń z uścisku mężczyzny, skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
— Dolewałeś oliwy do ognia, głupku — wyszeptał mu do ucha opanowanym głosem profesor Eliksirów, na co uczniowi zabiło szybciej serce — Zostaw to mi.
Harry kiwnął powolnie głową, analizując twarz szpiega, a mężczyzna wyprostował się, nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego.
Czyżby przez chwilę dostrzegł w czarnych oczach zaskoczenie?
Nie, musiało mi się zdawać, uznał brunet.
— Hm... co dokładnie was łączy? — Theo wypowiedział te słowa pod nosem, jakby pytał sam siebie. Z zamyślonym wyrazem twarzy, stukając palcem po swoim policzku, zrobił w ich stronę parę kroków. Zatrzymał się tuż przed dzieciakiem, tak samo jak przy ich pierwszym spotkaniu i złapał bruneta za podbródek, podnosząc lekko mu głowę. Przyjrzał mu się krytycznie po czym oznajmił rozczarowany:
— Nie ma w tobie nic specjalnego.
— Daruj sobie. To nie jest ani miejsce, ani czas na twoje tanie zagrywki — wycedził Severus, odpychając szorstko dłoń dawnego przyjaciela od Pottera.
— Masz absolutną racje — powiedział rozpromieniony szatyn i położył rękę na ramieniu profesora. — Dlatego zapraszam do moich prywatnych komnat.
W tym momencie Złoty Chłopiec miał już po dziurki w nosie wysłuchiwania, jak ten fircyk próbuje dostać się Snape'owi do łóżka. Nadal odczuwał, że po ostatnich wydarzeniach więź jest niespokojna, a obecna sytuacja nie polepszała sprawy. Coś mocno ścisnęło go za gardło, a żołądek wywinął kozła.
Czy Snape nie czuł wzburzenia ich więzi? Może miał to po prostu gdzieś.
Niech Pan Dupek robi co chce i z kim chce!
— Nie będę wam przeszkadzał — oznajmił niespodziewanie brunet, patrząc prosto przed siebie i unikając spojrzenia dorosłych czarodziejów. Zaczął iść pewnym krokiem w stronę wyjścia z lochów, jednocześnie powstrzymując pragnienie, aby rzucić się do biegu — Głowa mi chyba zaraz pęknie od waszego ciągłego sprzeczania. Życzę panom miłego wieczoru.
— Zrób jeszcze jeden krok, Harry, a pozbawię cię wszystkich kończyn — powiedział Mistrz Eliksirów najsympatyczniejszym głosem, którego jeszcze nikt nie słyszał. W odpowiedzi na to brunet momentalnie zamarł i powoli zerknął zza ramienia na szpiega.
Zimny dreszcz przebiegł mu przez całe ciało i przełknął głośno ślinę - Severus Snape był kompletnie przerażający. Główny bohater, odczuwając wielkie niebezpieczeństwo, zrobił jedyną rozsądną rzecz, jaka mu wpadła do głowy. Zaczął uciekać.
— Natychmiast wracaj!
Wybraniec usłyszał krzyk mężczyzny ociekający furią i czując jego mordercze spojrzenie wbijające mu się w plecy, przyśpieszył. Biegnął ze wszystkich sił, a panika narastała w nim z każdym kolejnym krokiem.
— Accio Potter!
Uciekający Gryfon doznał, jak powstrzymuje go nieziemska siła i ciągnie do tyłu. W ekspresowym tempie wpadł prosto w ramiona Snape'a. Przez moment osłupiały nastolatek delektował się otaczającym go ciepłem, które biło od mężczyzny. Wziął głęboki oddech i poczuł znajomy, uspakajający zapach. Raptem zesztywniał, gdy zdał sobie sprawę z tego, co robi.
— Użyłeś na mnie zaklęcia przywołującego! — wykrzyczał Harry, odpychając się mocno od czarodzieja.
— Wspaniała obserwacja — przytaknął profesor eliksirów suchym tonem i zaklaskał w uszczypliwej imitacji pochwały.
— Nie jestem jakąś cholerną rzeczą!
— A mimo to zadziałało — odparł nadal bezbarwnym głosem Snape.
— Wal się! — warknął rozeźlony brunet, zapominając o stojącym obok nich nauczycielu OPCM.
— Elokwentnie, panie Potter. Ile tym razem odejmiemy punktów? — zastanawiał się z udawaną powagą opiekun Domu Węży.
— Nie ma takiej potrzeby. Przepraszam, panie profesorze — bąknął grzecznie chłopak, ale wciąż patrzył się na niego wyzywająco.
Dalszą kłótnie przerwał im głośny wybuch śmiechu pochodzący z Theo.
— Interesujące. Chyba wiem, dlaczego lubisz tego dzieciaka, Severusie — powiedział przyjaźnie Raven, klepiąc mężczyznę po plecach.
— Kto powiedział, że go lubię? — wycedził złowieszczym głosem Mistrz Eliksirów, przypatrując się groźnie rozbawionemu mężczyźnie.
Po tej wypowiedzi nastolatek jeszcze bardziej spochmurniał. Po czym prychnął wkurzony, zezując złośliwie na dłoń, którą Raven trzymał swobodnie na ramieniu jego profesora.
Czy chciałem usłyszeć, że mnie lubi?
— Chyba ktoś tu jest zazdrosny. Spokojnie, Złociutki, nie zabiorę ci twojego mistrza. Cóż przynajmniej nie teraz — powiedział szatyn rozbawionym tonem, głaszcząc Harry'ego żartobliwie po głowie.
Złociutki! Że niby od Złotego Chłopca!?
I Snape jako... Mój Mistrz!
Któregoś pięknego dnia poślę odpicowanego Gogusia do piachu!
Brunet warknął rozeźlony i mocno uderzył w dłoń Ravena, odpychając ją od siebie. Niestety przeklęty czarodziej wcale się tym nie przejął, tylko wyszczerzył się zadowolony i zaczął kierować ku wyjściu z lochów. Na odchodnym jeszcze krzyknął:
— Severusie, nie waż się iść spać bez mnie!
Snape zerknął na parujące z wściekłości obok niego Gryfona i westchnął przeciągle.
— Chodź, Potter, zmarnowaliśmy wystarczająco dużo czasu.
Lecz widząc buntowniczą postawę dzieciaka, chwycił go za rękę i zaczął ciągnąć za sobą w stronę gabinetu.
XXX
Harry zamrugał wyrwany z myśli i spojrzał na swoją dłoń. No dobrze, czas zachować się jak prawdziwy mężczyzna i śmiało spojrzeć prawdzie w oczy.
Byłem zazdrosny o sarkastycznego, ukochanego przez wszystkich profesora eliksirów.
Czy to znaczy, że go lubię?
Dłoń nastolatka ciągle sprawiała wrażenie, jakby pulsowała przyjemnym ciepłem po dotknięciu przez Snape'a. Wbrew swoim wrzaskom i próbą ucieczki musiał przyznać, że uczucie bycia trzymanym za rękę było urokliwe.
Niespodziewanie brunet nagrymasił się zastanawiając, ile z tych uczuć należało do niego, a ile jest narzucone przez magiczną więź. Gdyby połączenie między nimi zostało zerwane, czy nadal odczuwałby to przytulne ciepło w kontakcie z Mistrzem Eliksirów?
Nie chciał tego stracić.
— Przeszło ci już, Potter? — zapytał burkliwie profesor, przerywając ponure rozważania chłopaka.
Wyglądało na to, że Snape już od dłuższego czasu nie spuszczał wzroku z nastolatka. Mężczyzna obserwował go, podpierając głowę na dłoni oraz stukając palcem po swoim policzku.
— Teraz jestem znowu Potter, tak? — odparł urażonym tonem brunet, ponieważ poczuł się speszony intensywnym spojrzeniem czarodzieja.
Był świadomy, że Snape używał jego imienia tylko po to, aby bardziej zdenerwować nauczyciela obrony. To była tylko gra, a mimo to nie potrafił ukryć rozgoryczenia, gdy ponownie zwracał się do niego po nazwisku. Z jakiegoś powodu słysząc jak z ust profesora pada imię Harry dziwnie przywiązywało.
— Nie bądź dziecinny — odburknął lekceważąco dorosły czarodziej i po momencie kontynuował zamyślonym tonem. — Ale skoro jesteśmy już przy temacie... Nie musisz się do mnie zwracać oficjalnie, gdy jesteśmy sami.
Chyba śnię. Ten dzień nie ma prawa istnieć, pomyślał chłopak patrząc na szpiega, jakby wyrosła mu druga głowa, ogon i pluszowe, różowe uszy.
— Czyli jak mam do ciebie mówić? — Po dłuższej chwili niezręcznego milczenia dopytał się niepewnym tonem.
— Muszę o wszystkim za ciebie myśleć? — warknął zniecierpliwiony Mistrz Eliksirów przewracając oczami. — Dzięki temu masz się czuć swobodniej w mojej obecności. Może być Snape albo Severus.
— Ale zawsze mnie upominasz za brak szacunku. "Dla ciebie proszę pana lub profesorze, Potter!" — brunet zacytował nauczyciela, idealnie imitując jego zjadliwy ton głosu.
— Czy kiedykolwiek się tym przejąłeś? — odrzekł głosem przepełnionym ironią i przybierając srogi wyraz twarzy.
W sumie racja, przyznał w myślach Harry, lecz uparcie milczał, gapiąc się na niego wyzywająco. Prędzej umrę, niż przyznam temu facetowi słuszność!
Usprawiedliwiał swoją upartość tym, że przez wszystkie lata Mistrz Eliksirów prowokował go z premedytacją. Nie przestrzegając żadnych granic, obrażał nawet jego zmarłą rodzinę. Uważał bruneta za pławiącego się luksusie, rozpieszczonego bachora. Dlatego gdy teraz zaczęli się dogadywać, wolał milczeć. Ale profesor był również nieugięty i cierpliwie czekał, gapiąc się ostentacyjnie na nastolatka.
Nikt nie chciał pierwszy przerwać kontaktu wzrokowego.
Nie przeproszę!
Pomyślał zawzięcie Złoty Chłopiec, lecz ostatecznie ustąpił. Udając, że coś mu wpadło do oka, oderwał wzrok od dorosłego czarodzieja. Następnie zdjął okulary, aby je przetrzeć, mimo że były idealnie czyste. Wtedy usłyszał pogardliwe prychnięcie profesora i Harry zazgrzytał zębami ze złości.
— Jak ty będziesz się do mnie zwracać? — zapytał konsekwentnie Gryfon, chociaż nie do końca był pewny, czy chce znać odpowiedź.
— Potter, imbecylu, idioto, młotku, kretynie, bęcwale, ciamajdo, patafianie... Czy mam kontynuować? — Mistrz Eliksirów odparł płaskim tonem bez ani chwili zastanowienia lub wahania.
Chłopiec-Który-Przeżył skrzywił się i zacisnął dłonie w pięści. Tak jak podejrzewał - nie chciał znać odpowiedzi.
— Nie, dzięki. Mam już wystarczający obraz.
— Wolisz kochanie? — naciskał niewinnie, ewidentnie bawiąc się zaistniałą sytuacją.
— Nie! — wykrzyczał przerażony dzieciak, czerwieniąc się na twarzy jak burak.
Snape na chwilę przymknął oczy, dostrzegając naburmuszoną minę dzieciaka. Czuł się już za stary na takie rzeczy. Jednym machnięciem różdżki przywołał talerz kanapek i sok dyniowy.
— Harry — powiedział neutralnym tonem, a zaskoczone zielone oczy skierowały się szybko w jego stronę. — Siadaj i jedz.
Złoty Chłopiec zamrugał zdumiony i stał w miejscu jak sparaliżowany.
Czy Snape czuł się dobrze? Może Voldemort jednak coś mu zrobił?
— Zacznij jeść albo osobiście wepcham ci to do gardła. Są również inne bardzo ciekawe metody przetransportowania jedzenia do żołądka. Chcesz się nauczyć jakie?
Nastolatek usiadł szybko i błyskawicznie porwał kanapkę z talerza, wgryzając się w nią.
Wyglądało na to że ze Straszydłem Hogwartu wszystko jest w porządku.
Niebawem odprężył się, gdy mężczyzna nie okazał żadnych intencji, aby użyć na nim demonstracji. Brunet przeżuwając nieśpiesznie kanapkę, zerknął na Snape'a, który rozłożył się wygodnie na krześle i przymknął oczy. Profesor musiał być nadal zmęczony po spotkaniu z czarnoksiężnikiem.
Wtedy nastolatka uderzyła nienormalność tej sytuacji. Cóż, przynajmniej w ich przypadku. Jeszcze do niedawna nie byłoby mowy, aby szpieg odprężył się w jego obecności. A on sam, za żadne skarby, nie tknąłby ofiarowanego jedzenia, podejrzewając, że jest zatrute.
Robimy postępy, pomyślał zadowolony chłopak.
Dla kogoś to mogło wydawać się błahe, ale biorąc pod uwagę ich wcześniejsze relacje - deklaracje wzajemnej nienawiści i nieustanne obrzucanie wyzwiskami – to był cud, że byli w tym samym pomieszczeniu i się nie pozabijali.
— Zastanawiam się... wiesz, dlaczego ostatnie wydarzenia nabrały takiego złego obrotu? — zapytał chłodnym tonem Snape, nie otwierając oczu.
— Eee... które ostatnie wydarzenia? Było ich całkiem sporo.
— Dlaczego wylądowałeś w szpitalu? — sprecyzował mężczyzna, łypiąc leniwie na niego jednym okiem.
— Poważnie?! — Harry'ego ogarnęła wściekłość i napiął się cały. — Jakiś nadęty gościu, z którym jestem związany zostawił mnie samemu sobie! Nawet nie uprzedzając, jak to się na mnie odbije...
— To nie był rekreacyjny wyjazd, głupku! Zostałem wezwany — warknął agresywnie, wstając z krzesła i pochylając się groźnie przez biurko w stronę dzieciaka.
— Wiem o tym! Ale mogłeś mnie uprzedzić!
— A co, chciałeś mi dać buzi na do widzenia? — mówiąc to, czarne zabłyszczały złośliwie, a usta wykrzywiły się w sarkastyczny uśmiech.
— Przestań już z tym — warknął cicho i opuścił głowę, wpatrując się w swoje trampki.
Harry miał już dzisiaj stanowczo dość wysłuchiwania insynuacji pod swoim adresem. Zaczęło się od przeklętego Theo, a teraz jeszcze Snape musiał dorzucić swoje dwa grosze. Próbując odpędzić od siebie ponure myśli, ponownie skupił się na pierwotnym pytaniu profesora.
Dlaczego wylądowałeś w szpitalu?
Moja magia oszalała i straciłem kontrolę. Myślałem, że rozerwie mi duszę i serce.
Byłem pewny, że umrę.
Złoty Chłopiec nie potrafił się zdobyć, aby udzielić tak szczerej odpowiedzi. Spróbował pozbyć się nagłej suchości w gardle, przełykając ślinę. W końcu podnosząc wzrok, powiedział cichym głosem:
— Dyrektor wszystko mi wyjaśnił, ale to że jestem od ciebie tak bardzo zależny jest przerażające. Jeśli zechcesz... możesz mnie zniszczyć w każdej chwili i bez żadnego wysiłku. Wystarczy, że wyjedziesz.
— Masz szczęcie, że mam zamiar męczyć się z tobą wieczność — odparł szybko Severus, obchodząc biurko, kucnął przy zdziwionym dzieciaku i kontynuował z powagą — Nie byłem świadom, że skutki mojej nieobecności będą tak bardzo destrukcyjne.
Och.
Był szczery, uznał brunet patrząc prosto w ciemny oczy, nie mogąc wątpić w wypowiedziane słowa. Wiele dla niego znaczyło zachowania dorosłego czarodzieja. Poczuł ogromną gulę w gardle, więc tylko kiwnął potwierdzająco głową. Mężczyzna przyjrzał mu się wnikliwie, zanim wstał z westchnieniem i ponownie usiadł po przeciwnej stronie biurka.
— Chciałbym coś jeszcze omówić. Odnośnie twojej reakcji w szpitalu...
Szybkim ruchem wyciągnął w jego stronę rękę, a nastolatek wzdrygnął się i skulił, czekając na uderzenie... Spodziewany cios nigdy nie nadszedł. Zamiast tego poczuł jak dłoń delikatnie mierzwi mu włosy... Spojrzał zaskoczony na Snape'a.
Zielone oczy rozszerzy się w zgrozie, przypominając sobie swoją reakcje w szpitalu i absurdalną obawę, że Mistrz Eliksirów chce go uderzyć. Ale to nie był pierwszy raz, kiedy nastolatek zareagował tak panicznie.
— Chce się tylko upewnić... Nie zapomniałeś, co ci obiecałem, prawda?
"Przyjąłem za ciebie odpowiedzialność zarówno w magicznym, jak i mugolskim świecie... Nie mogę obiecać, że nie zranię cię emocjonalnie. Jesteś zbyt dobrze świadom mojego ciętego języka i sarkazmu. Jednak składam przysięgę, że nigdy nie wyrządzę tobie fizycznej szkody... "
Harry zapamiętał dokładnie wypowiedziane uroczyście słowa profesora. Wątpił, aby kiedykolwiek mógł o tym zapomnieć. Nigdy wcześniej nikt nie składał mu takich obietnic.
— Nie przejmuj się tym — zaczął pośpiesznie nastolatek, wymachując przy tym rękami. — Byłem tylko zaskoczony, nic więcej... — szybko umilkł speszony krytycznym spojrzeniem mężczyzny.
Sekundy ciągnęły się niemiłosiernie długo i wtedy Snape przytaknął, nie drążąc dalej tematu. Wbrew sobie, Wybraniec odetchnął z ogromną ulgą. Obawiał się, że czarodziej będzie naciskał na zagadnienie i wymusi rozmowę o wujostwie. Chociaż znając Mistrza Eliksirów, to pewnie nie chciał się bawić w psychologa i pchać w nie swoje sprawy rodzinne.
Szpieg ziewnął przeciągle, przyciągając do siebie uwagę bruneta. Facet wyglądał na wymordowanego, a ostatnie dni dla nikogo nie były sielanką. Poczuł wyrzuty sumienia, gdy przypominał sobie, jak się dzisiaj buntował, dokładając tym nauczycielowi roboty. Podejrzewał, że opiekun Domu Węży myślał tylko o wyrzuceniu go za drzwi i położeniu się do łóżka.
Pewnie ma mnie już dość, pomyślał smętnie zielonooki, sprzeciwiałem mu się na każdym kroku.
— Może powinien już sobie pójść? — odezwał się niepewnym tonem Wybraniec, nie chcąc zajmować więcej czasu zmęczonemu czarodziejowi.
— Jeszcze musimy przedyskutować oklumencję — odparł niechętnie Snape i przeciągnął się z zadowolonym jękiem.
— Jeśli to ty mnie będziesz uczyć, nie za bardzo ryzykujesz? Nie zostałeś zdemaskowany przez Voldemorta, prawda?
Severus spojrzał twardo na dzieciaka, który ostatnimi czasy był dla niego nieprzewidywalny. Smarkacz nieustannie go zaskakiwał - spodziewał się jęków i prób odwleczenia zajęć z magii umysłu. Nie był pewny, co nastolatek próbował osiągnąć tym zachowaniem.
Czyżby Złoty Idiota obawiał się, że Ciemny Pan wyczuje moją obecność podczas zajęć?
Ostatnio miała miejsce podobna sytuacja. Chłopak nie chciał pokazać mu wizji z czarnoksiężnikiem z obawy o zdemaskowanie podwójnej roli szpiega. Jednakże mężczyzna był przekonany, że wyjaśnił to skrupulatnie Gryfonowi. Najwidoczniej się przeliczył.
Przypuszczalnie umysł bachora potrzebował więcej czasu, aby zaakceptować pewne informacje.
— Nie straciłem swojej pozycji w wewnętrznym kręgu i koniecznie musimy znaleźć sposób na zablokowanie twojego połączenia z Voldemortem. To jest ryzyko, którego podejmę się dobrowolnie — zaczął wyjaśniać rzeczowym tonem, wbijając mroczne spojrzenie w bruneta. — Pomogę zbudować w twoim umyśle ochronę, pewnego rodzaju mur. Mam nadzieję, że twoja świadomość nie będzie już do mnie nastawiona agresywnie, ponieważ dzielimy więź.
Nie liczyłbym na to, pomyślał brunet, prychając pod nosem, ale chciał się mylić.
Oklumencja nie była przyjemna do nauki, ale potrzebował jej do przetrwania. Inaczej dla stanowił dla wszystkich zagrożenie. Może obecnie czarnoksiężnik i tak nie był zdolny do przejęcia kontroli nad jego ciałem, ale z czasem będzie to możliwe, ponieważ połącznie z potomkiem Salazara wzmacniało się w zastraszającym tempie.
Moment później Gryfon rozpogodził się i po przeanalizowaniu słów nauczyciela w zielonych oczach zabłyszczała znikoma nadzieja.
— Czyli to będzie różne od poprzednich zajęć z oklumencji?
— Dokładnie. Mniej inwazyjna metoda, lecz niestety o wiele dłuższy proces — przyznał szpieg, stukając palcem w blat biurka. — w pierwszej kolejności skupimy się na tym, abyś rozróżniał prawdę od kłamstwa.
— W jaki sposób? — dopytał się zaintrygowany brunet, marszcząc przy tym brwi.
Mistrz Eliksirów zastanowił się, zanim odpowiedział. Wydawało mu się, że dzieciak podchodzi do tematu poważniej niż w ostatnim roku. No cóż, dostał porządną nauczkę od życia - taką której by nikomu nie życzył.
Śmierć zapchlonego kundla nieźle wstrząsnęła bachorem. Słyszał jak członkowie Zakonu, relacjonując dyrektorowi zdarzenia w Ministerstwie, opisywali, z jaką rozpaczą Potter nawoływał zmarłego ojca chrzestnego. Nawet zatwardziały Szalonooki Moody był widocznie poruszony tą łamiącą serce sceną. Sam Snape był zadowolony, że nie musiał tego widzieć na własne oczy. Jeszcze niechcący zrobiłoby mu się żal syna Jamesa, a dzieciak miał całe grono wielbicieli do rozpieszczania i pocieszania. W każdym razie oczekiwał, że zagadnienie związane ze śmiercią Kundla nie wyjdzie podczas lekcji. Nie mógłby się zdobyć na odpowiednią empatię względem byłego Huncwota.
W tej chwili Snape mógł użyć jako argumentu śmierci animaga, ale nie miał ochoty babrać się w zagmatwanych uczuciach chłopaka. Toteż zostało mu nic innego niż liczyć na to, że uda im się przeprowadzić logiczną, spokojną rozmowę.
— Spróbujemy wzbudzić w tobie instynkt samozachowawczy i zwalczyć silne pragnienie autodestrukcji wraz z kompleksem bohatera.
No i pięknie Severusie, mężczyzna pochwalił kąśliwie samego siebie, całą logikę i opanowanie diabli wzięli.
— Co?! — krzyknął oburzony Harry i zakrztusił się popijanym sokiem dyniowym. — Nie mam kompleksu bohatera! Po prostu troszczę się o ludzi i nie chcę, aby ktokolwiek więcej zginął.
— Mamy wojnę, Potter! — zaczął ostrym tonem profesor, a w ciemnych oczach pojawił się zimny blask. — Ludzie już tak mają. Odchodzą ze świata żywych, chorują, giną w różnych wypadkach, a nawet popełniają samobójstwa. Nie uratujesz wszystkich!
— Mogę próbować! — wykrzyczał hardo nastolatek z determinacją na twarzy.
— Do diabła! — warknął z taką furią Snape, że aż chłopak się wzdrygnął. — Poświęcając siebie, nic nie osiągniesz!
— Nie mam zamiaru rezygnować, dopóki będę miał inne wyjście!
— Twoja ofiara zadowoli tylko ciebie. Myślisz, że możesz w ten sposób kogoś ocalić? Tak chronisz tylko siebie! — wycedził mężczyzna, a w jego oczach płonęła wściekłość.
— Stojąc przed decyzją - moje życie za kogoś innego, to dla mnie żaden wybór! Nie będę się wahać.
— Posłuchaj mnie uważnie, Potter — zaczął złowrogim tonem szpieg. — Jeśli z tym nie skończysz, nie uratujesz nikogo. Ktoś, kto w ogóle nie ceni własnego życia, nie ma prawa bronić innych.
— A co, gdy będę bezradny? Jeżeli nic innego nie będę mógł zrobić? Mam stać z założonymi rękami i oglądać, jak ludzie tracą życie? — drążył nieustępliwie, zaciskając mocno dłonie na materiale spodni. Chłopak czuł się sfrustrowany, nie wiedział, dlaczego dorosły czarodziej nie mógł go zrozumieć. Nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby uratował własną skórę, poświęcając innych.
— Rozwijaj swoje zdolności i moce tak, abyś nigdy nie poczuł się bezsilny! Ucz się, ćwicz i zdobywaj potrzebną wiedzę, aby wygrać tę wojnę — oznajmił zacięcie nauczyciel, nie rezygnując.
Harry westchnął z złością i zirytowany zmierzwił włosy. Dlaczego Snape tak bardzo na to naciskał? Przecież nie miał zamiaru rzucić się pod zabójczą klątwę przy pierwszej lepszej okazji. Na Merlina, jego przeciwnikiem był przecież Voldemort! Nawet za tysiąc lat nauk i szkoleń nie dorówna potędze czarnoksiężnika.
— Pamiętasz, komu muszę stawić czoło? Jak mógłbym kiedykolwiek być mu równy mocą... — Nastolatek stopniowo ściszał głos i unikał przeszywających, ciemnych oczu.
Mistrz Eliksirów zasępił się, słysząc wypowiedź dzieciaka. Słowa użyte przez smarkacza były podejrzanie znajome.
— Czy jest gdzieś jakieś odniesienie, że masz obowiązek pokonać go sam? — zapytał mężczyzna na pozór niedbałym tonem, lecz nie odrywając od niego przenikliwego wzroku.
Gryfon miał odpowiedzieć, ale nagle ugryzł się w język, naburmuszył się i zacisnął mocno usta w cienką linię. Potter nie był zawsze bezmyślny, widocznie zastanawiał się, ile może mu zdradzić.
— Odnosisz się do przepowiedni, mam racje? — dopytał się profesor, widząc zacięty wyraz twarzy u ucznia.
— Wiesz o niej? — upewnił się niedowierzająco.
Dziadyga nie powiedział swojemu cennemu chłopcu, że to ja przekazałem przepowiednie w niepowołane ręce?
W tym momencie mężczyzna nie miał zamiaru się do tego przyznawać. Dopiero co układał relację z Ozłoconym Imbecylem, nie było sensu dodawać więcej konfliktów.
— Jako szpieg muszę posiadać wszystkie informacje, aby prawidłowo ocenić sytuacje — odparł lekceważąco, po czym kontynuował uparcie: — A w którym fragmencie niby nadmienia, że masz sam pokonać Czarnego Pana?
— A kto byłby na tyle szalony, aby w ostateczniej bitwie stanąć razem ze mną naprzeciw niego? Finalnie zostanę tylko on i ja.
Mistrz Eliksirów westchnął w myślach. Właśnie o tym wcześniej mówił temu upartemu bęcwałowi. Musi skończyć z tym całym heroizmem. Nie ulegało wątpliwości, że główna walka będzie się toczyć między Gadem a Potterem... Lecz on nie liczył się dla Złotego Chłopca? Jakim musiałby być człowiekiem, aby zostawić samego nastolatka na wprost potwora. Profesor po raz kolejny musiał sobie przypomnieć, że Potter był Gryfonem do szpiku kości, nie umiał czytać między wierszami. Wszystko musiał mu mówić dosadnie, bo inaczej wynikały same niedomówienia.
— Pomogę ci — obiecał mocnym tonem i z żelaznym błyskiem w oczach. — Nie zostaniesz sam.
Harry zaniemówiłz wrażenia, a do serca napłynęło przyjemne ciepło. Te parę prostych słów znaczyło dla niego wszystko. Uwierzył w obietnice profesora, bo mimo wszystko mężczyzna był honorowym człowiekiem i dotrzymywał danego słowa. Nastolatek uśmiechnął się delikatnie, czując, jakby ktoś mu zdjął mu z ramion ogromny ciężar.
Później tego wieczoru brunet zastanawiał się, jakim cudem zdobył na to odwagę, lecz zaczął nalegać na Snape'a, aby mu zdradził informację zdobyte na spotkaniu Śmierciożerców. Ku jego największemu zaskoczeniu, szpieg uległ po długim, rozważającym spojrzeniu. Oczywiście nie obeszło się bez gróźb, obietnic długich tortur i wizji bolesnej śmierci, jeśli chłopak komukolwiek coś zdradzi z ich rozmowy. Jego przysięga zachowania milczenia obejmowała nawet Rona i Hermionę.
Harry, biorąc wszystko pod uwagę, i tak to zaliczył jako sukces.
— Dostałem za zadnie zdobyć twoje zaufanie — przyznał Snape ostrożnym tonem, nie do końca pewny, jakiej reakcji może się spodziewać ze strony chłopaka.
W mordę...!
Teraz Gryfon już zrozumiał, dlaczego czarodziej naciskał tak bezwzględnie, aby nikomu się nie wygadał. Wyobraził sobie, co by się stało, gdyby ta informacja wyszła na jaw. Na przykład Ron nigdy by się nie zamknął. Do końca życia nawijałby, jakim to Snape jest dwulicowym gadem i że przenigdy nie powinni mu zaufać.
Trochę na to późno.
Wierzę Snape'owi.
— Ok — odparł obojętnie Złoty Chłopak, wzruszając przy tym ramionami, chociaż miał wrażenie, że zaraz serce wyskoczy mu klatki. Po czym dodał z wymuszonym uśmiechem — Voldemort nie jest zbyt inteligentny.
— To wszystko, co masz do powiedzenia? —zapytał niedowierzająco, gapiąc się sceptycznie na siedzącego przed nim ucznia. Gdy nie uzyskał żadnej innej reakcji od dzieciaka, wzdychając odparł: — Lepiej go nie lekceważ, Potter.
— Tak, wiem o tym... Tylko żartowałem — przyznał Harry, przewracając oczami. Uważał, że gdyby Snape zaśmiał się sporadycznie, to by nie umarł z tego powodu.
Czy dzieciak udawał odważnego? Albo był po prostu tępy, rozmyślał Severus, czując się niekomfortowo. Uświadomił sobie, że dokonał niemożliwego, ponieważ w pewnym momencie ten smarkacz zaczął mu wierzyć. Zdobył zaufanie syna Huncwota – Jamesa Pottera.
Pewnie Napuszony Jeleń z rozpaczy przewraca się w grobie.
Tak niezachwiana wiara Gryfona w nauczyciela eliksirów, powodowała u mężczyzny dziwne uczucie. Nie mógł go dokładnie opisać. Kompletnie nie był przygotowany do takiej reakcji Złotego Idioty. Był nastawiony na wszystko – na podejrzenia, oskarżenia, ucieczkę z gabinetu, krzyków że chce go zabić i oddać Czarnemu Panu. A jednak nie był przygotowany do cichej akceptacji Harry'ego.
Lily, pomyślał z nostalgią mężczyzna, wygląda na to, że twój syn odziedziczył po tobie umiejętność do ufania ludziom, którym nikt inny nie wierzy.
Młody Potter klasnął niespodziewanie w dłonie cały w skowronkach, jakby właśnie ogłoszona śmierć Czerwonookiego Gada, a rozpromienione nadzieją oczy skierowały się na profesora.
— Czy to oznacza, że nie będziesz już mnie wyzywał i odbierał punktów na zajęciach eliksirów? Zaczniesz mnie faworyzować jak Ślizgonów?
W tym momencie Mistrzowi Eliksirów prawie zrobiło się żal naiwnego kretyna.
— Zapomnij. Obsypywanie ciebie obelgami sprawia mi zbyt dużą przyjemność — przyznał suchym tonem czarodziej z kamiennym wyrazem na twarzy.
— Tak podejrzewałem — odparł zrezygnowany brunet, a cały entuzjazm z niego wyparował.
— Jeśli mam być szczery to zadanie, które otrzymałem, ułatwia nam współdziałanie publicznie.
— Eee... chyba nie będziesz przystawiał się do mnie publicznie? — bąknął z strachem dzieciak, czerwieniąc się jak burak.
Skąd dzieciak doszedł do tak absurdalnych wniosków? Pomyślał zdumiony szpieg, patrząc na nastolatka, jakby mu wyrosła druga głowa.
Nigdy nie rozpracuję, w jaki sposób pracuje mózg Gryfona.
— Nie kuś, Potter — warknął groźnie nauczyciel i dodał rzeczowym tonem: — Jutro o osiemnastej pierwsza lekcja oklumencji. Masz zaległy szlaban do odrobienia, więc nie musimy się martwić o przykrywkę.
Harry wykiwał potwierdzająco głową, a Snape rzucił mu znienacka grubą książkę na kolana. Chłopak wzdrygnął się i podniósł pytająco brew, czytając tytuł "Mroczna magia umysłu".
— Do końca tygodnia masz ją przeczytać. Jest napisana takim językiem, że nawet ty powinieneś ją zrozumieć.
— Mroczna? — zapytał zniechęcony nastolatek.
— Dyrektor ci chyba nadmieniał, że sztuka umysłu nie wywodzi się z odłamu jasnej magii. Wszystko zależy od zastosowania. Ty jej będziesz używał do obrony, podczas gdy Czarny Pan korzysta z niej, aby zaatakować i zranić. A teraz zmiataj do fanów.
Harry niespodziewanie poczuł silną niechęć, aby opuścić gabinet i Snape'a. Było mu tu dzisiaj bardzo wygodnie. Nie chciał się stąd ruszać, lecz ponownie dostrzegając wymęczony wyraz twarzy u nauczyciela, wstał z krzesła.
Schował grubą książkę w szatach, zastanawiając się, kiedy znajdzie czas, aby ją przeczytać. Zerkając na zegarek, zdziwił się, że aż tak dużo czasu spędził w lochach i wtedy jak grom z jasnego nieba przypomniał sobie słowa Ravena.
"W takim razie przyjdę wieczorem."
Harry zatrzymał się raptownie przy drzwiach, odczuwając lęk. Obawiał się, że nowy nauczyciel obrony zgodnie z zapowiedzią przyjdzie do lochów. Nie chciał, aby Theo kręcił się przy Snape'a. Za to bardzo chciał wiedzieć, co łączyło dwóch profesorów.
Może powinienem zapytać?
Zawahał się.
Jaką odpowiedź chciałbym usłyszeć?
Wybraniec był głęboko pochłonięty w rozważaniach, że nie zdał sobie sprawy z obserwujących go wnikliwie ciemnych oczów.
— Wiesz, on dzisiaj nie przyjdzie — oznajmił nagle zdecydowanym głosem Severus, lecz zachowując obojętny wyraz twarzy. — Raven powiedział to tylko po to, aby sprawdzić twoją reakcję.
Dałem się sprowokować Gogusiowi OPCM, pomyślał zdenerwowany brunet.
— Nie zdradziłem czegoś przez swoje zachowanie?
— Zapewne nic, czego już nie podejrzewał. Doskonale wiedział, gdzie uderzyć — odpowiedział groźnym głosem czarodziej.
Zdecydowanie ktoś przekazał informacje Theo, rozmyślał wkurzony Mistrz Eliksirów, kalkulując szybko całą sytuacje i prawdopodobieństwo zwykłego przypadku. Wniosek nie był zadawalający.
Tylko jedna osoba była do tego zdolna.
Manipulacyjny Antyczny Pryk!
— Oczekujesz pocałunku na do widzenia, Potter? — zapytał z mordem w oczach, gdy dzieciak nadal nie wychodził.
Nie musiał długo czekać na efekt wypowiedzianych przez siebie słów. Zdążył zobaczyć, jak na twarzy chłopaka pojawia się rumieniec, zanim usłyszał głośny trzask zamykanych drzwi.
Severus nareszcie został sam w gabinecie i ziewnął przeciągle, po czym uśmiechnął się złośliwie.
Zaczynał mu się podobać nowy sposób drażnienia Wybrańca.
XXX
Siwy czarodziej spacerował spokojnym krokiem po korytarzach Hogwartu, rozprostowując stare kości. Zamek był opustoszały, ponieważ była pora kolacji i większość uczniów siedziała w Wielkiej Sali. Jednakże dyrektorowi rzuciła się w oczy nieobecność dwóch, bliskich mu czarodziejów - Harry'ego i Severusa.
Zamyślony Dumbledore opuścił posiłek, rozważając najlepszą metodę działania w stosunku do jego kochanych chłopców. Niechętnie przyznał, że sytuacja zaczęła lekko mu się wymykać spod kontroli. Wiedział, że Harry ma ogromne serce i łatwo przebacza ludziom, a jednak zaskoczył go tym, jak szybko zdołał się otworzyć na Mistrza Eliksirów. Na pozór ich relacja nie uległa zmienię, ale tak stary czarodziej jak on dostrzegał subtelną zmianę. Miał rację, podejrzewając, że będą do siebie pasować. Uzupełniają się aż za dobrze.
Mimo nieustannych kłótni, ufali sobie - chyba jak nikomu innemu.
Albus westchnął i wyciągnął z kieszeni cukierka na pocieszenie. Chcąc pojednać głównych graczy w nadchodzącej wojnie, nieumyślnie zjednoczył ich przeciwko sobie. Musiał to szybko zmienić, zanim będzie zbyt późno.
Czy powinien powiedzieć Harry'emu, jak Tom dowiedział się o przepowiedni? Cóż, to na pewno by ostudziłoby chłopca w stosunku do ich szpiega.
Nie.
To było niewystarczające.
Dyrektor szkoły skręcał za rogiem, gdy niespodziewanie wpadł na niego rozpędzony nastolatek. Błękitne oczy profesora rozszerzyły się lekko, gdy rozpoznał Gryfona. Młody Potter był zadyszany i miał lekkie wypieki na twarzy.
Albus uśmiechnął się promiennie.
— Wszystko w porządku, Harry?
XXX
Złoty Chłopiec uciekał, gdzie pieprz rośnie, chcąc jak najszybciej oddalić się od gabinetu Mistrza Eliksirów. Zastanawiał się, co na Merlina, podkusiło Snape'a, aby wygadywać takie dziwne rzeczy. Nastolatek zawstydzony gnał przed siebie, nie zwracając uwagi na otoczenie, aż z kimś się zderzył. Zaskoczony odsunął się i potarł obolały nos, mamrocząc niewyraźne przeprosiny, kiedy usłyszał znajomy głos.
— Wszystko w porządku, Harry?
Czy Dumbledore się na mnie zaczaił? Pomyślał zniechęcony brunet.
Stary czarodziej miał tendencje do pojawiania się wtedy, kiedy najbardziej nie miał ochoty z nim rozmawiać. Czuł, jak powoli narasta w nim gniew za ostanie poczynania stojącego przed nim czarodzieja.
— Tak, panie profesorze — odpowiedział, siląc się na grzeczny ton i unikając świdrujących, błękitnych oczu.
— Na pewno dobrze się czujesz? — dopytywał się zatroskany dyrektor, robiąc krok w jego stronę.
Wybraniec momentalnie się napiął i spojrzał ostro na lidera Zakonu Feniksa. Starzec zdecydowanie miał tupet. Udawał, że nic się nie stało, a ostatnim razem pozbawił go przytomności, kiedy ten chciał ruszyć na misję ratunkową.
— Rozumiesz, że nie miałem wtedy wyboru? — spróbował ponownie Albus, domyślając się, że jego ostatnie czyny mogły ucznia wytrącić z równowagi.
— Ktoś mi kiedyś powiedział, że zawsze mamy wybór... I musimy wybrać, między tym co słuszne, a tym co łatwe — odparł zdenerwowanym tonem — Jak bardzo łatwa była pana decyzja?
Nastała chwila napiętej cichy, a dwaj potężni czarodzieje mierzyli się wzrokiem. Z twarzy siwego czarodzieja zniknął dobroduszny uśmiech zastąpiony wnikliwością. W końcu Gryfon użył przeciwko niemu jego własnych słów.
— Jesteś jeszcze zbyt młody, aby zrozumieć pewne kwestie — oznajmił twardym tonem dyrektor, po czym łagodnie się uśmiechnął. —Wiesz, jak się czuje Severus? Właśnie do niego zmierzałem.
Złoty Chłopiec słysząc to pytanie, poczuł, jak ponownie narasta w złość i dziwne ochronne uczucie. Chciał, aby Dumbledor chociaż dzisiaj zostawił w spokoju nauczyciela mieszkającego w lochach. Snape naprawdę wyglądał na zmęczonego ostatnimi wydarzeniami i nie potrzebował do tego pokręconych rozmów z szalonym staruszkiem.
— Śpi — warknął zły chłopak i gdy zobaczył, jak starzec marszczy brwi, dodał szybko, siląc się na spokojniejszy ton — Właśnie od niego wracam, miał zamiar się położyć. Widocznie nadal nie czuje się najlepiej.
— W takim razie, chyba będzie lepiej, jak odczekam z wizytą, nie uważasz?
Gryfon odetchnął z ulgą i przytaknął potwierdzająco głową. Jednak z powrotem się napiął, gdy napotkał błękitne oczy migoczące rozbawionym blaskiem.
— Severus jest bardzo skrytym człowiekiem, jak zresztą wiesz. Dlatego cieszę się niezmiernie, że przyznał się tobie chociaż do tak małej słabości jak zmęczenie. — Głos Dumbledore'a był przyjazny, ale dyrektor miał wnikliwe spojrzenie.
Złoty Chłopak przeklną siarczyście w myślach.
Przejrzał mnie. Wiedział, że ściemniam.
Niech to szlag!
Czas na odwrót!
— Ah tak, dziękuje —wydukał zielonooki, udając zakłopotanie. — Czekają na mnie przyjaciele, profesorze.
— Oczywiście, nie będę cię zatrzymywał. Dobrze, że w tym trudnym dla ciebie okresie, masz ludzi po swojej stronie.
Harry zaczął już wymijać starszego czarodzieja, gdy ten złapał go niespodziewanie za ramie.
— Jeszcze jedna rzecz. Pamiętaj, że profesor Snape jest tylko człowiekiem i cokolwiek zrobił w przeszłości, poniósł już tego konsekwencje.
Brunet patrzył nieufnie na dyrektora, zanim wyszarpał rękę z uścisku i nie mówiąc ani słowa, udał się do Pokoju Wspólnego Domu Lwa.
XXX
— Czego chcecie? — warknął wkurzony Harry na otaczających go uczniów. Były to głównie najstarsze roczniki Gryffindoru.
— Chcemy wiedzieć, czy zabiłeś tych mężczyzn. Zrobiłeś to, prawda? — zapytał agresywnie jakiś nieznany mu, masywny blondyn, a cała reszta mu zawtórowała.
Potter zazgrzytał zębami, próbując trzymać złość na wodzy. Tylko udowodni im rację, jeżeli pozwoli się sprowokować i eksploduje. Choć tak bardzo go kusiło, aby przekląć każdego z nich po kolei bolesną klątwą.
Jeszcze raz dyskretnie rozejrzał się po Pokoju Wspólnym, do którego przed chwilą wszedł. Nadal nie dostrzegł nikogo z swoich przyjaciół. Nie było nawet nikogo z jego rocznika, pewnie ciągle byli na kolacji.
Był zdany na siebie.
— Oszaleliście, jeżeli uwierzyliście w te brednie — odpowiedział ostrym tonem Wybraniec trzymając różdżkę w pogotowiu, ukrytą w szatach.
— Dyrektor ciebie kryje! — krzyknął ktoś z tłumu.
— Jeśli jesteś niewinny... to powiedz nam co się stało — domagał się głosem pełnym ironii, ten sam masywny nastolatek, robiąc śmiały krok na przód.
Harry przez chwilę się zawahał. Mógłby spróbować powiedzieć swoją wersje wydarzeń, ale nie miał przygotowanego planu. A przecież nie mógł powiedzieć im prawdy. Z drugiej strony, otaczającej go grupie ewidentnie bardziej zależało, aby mu spuścić łomot niż odkryć prawdę.
Dookoła rozbrzmiały zniecierpliwione głosy:
— Właśnie!
— Ma rację!
— Co masz na swoją obronę?!
— Nie mam zamiaru się przed wami tłumaczyć — wycedził Harry, a w oczach pojawił się niebezpieczny blask.
— Musimy wiedzieć, czy śpimy z mordercą!
— Nie jestem mordercą! — krzyknął tracąc opanowanie brunet i lekko zbladnął. Po chwili, mając dość wysłuchiwania wykrzykiwanych pod jego adresem oskarżeń, syknął wyciągając różdżkę. — Przepuśćcie mnie!
Reakcja była natychmiastowa. Każdy, kto był w pobliżu, cofnął się o krok i również wyciągnął różdżkę. Nie skończyło by się to dla niego zbyt kolorowo, lecz w tej samej chwili przez portret przeszli jego przyjaciele. Automatycznie stanęli po jego stronie, również sięgając po różdżki.
— Co to, do licha, ma znaczyć?! — zapytał agresywnie Ron, czerwieniąc się na twarzy.
Zanim udało się komuś odwarknąć na rudzielca, do Złotego Tria dołączyli bliźniacy Weasley*, pytając ostrzegawczo:
— Zaistniał jakiś problem, drodzy państwo?
Grupa momentalnie się wycofała. Ktoś jeszcze szepnął jadowicie "cholerna obstawa Złotego Chłopca", ale poza tym wszystko rozeszło się po kościach. Cóż, nikt nie chciał się narażać bliźniakom i paść ofiarą ich figli. W poprzednim roku pokazali na co ich stać, gdy ktoś zalezie im za skórę.
Harry odetchnął z ulgą i dziękując za pomoc przyjaciołom, usiadł z jękiem przed kominkiem. Wpatrywał się w ogień, ignorując rzucane w jego stronę gniewne spojrzenia i nieprzychylne komentarze. Po chwili dołączyli do niego Ron z Hermioną, a dziewczyna zapytała zmartwiona:
— Wszystko dobrze, Harry?
Jak może być dobrze?! Wszystko się wali! Pomyślał ciągle zdenerwowany brunet, ale kiwnął zmęczony głową i wymusił uśmiech w jej stronę.
— Myślałem, że profesor Dupek nigdy cię nie wypuści! Byłeś u niego wieczność, stary! — zagaił rudzielec szturchając przyjaciela w bok. — Co ci kazał robić? Szorowałeś całą podłogę szczoteczką do zębów czy coś?
— Snape był w porządku — odparł niemrawo Wybraniec z westchnieniem, przymykając oczy i modląc się, aby wszyscy dali mu w końcu święty spokój.
— Jaja sobie robisz? Nietoperz był tak wpieniony, że jeszcze trochę i zacząłby się ślinić.
— Ron! — warknął brunet, wyprostowując się i zerkając na przyjaciela. Nie miał ochoty dyskutować z nimi ani o ostatnich wydarzeniach, ani o jego relacji z profesorem eliksirów.
— No co?! Targał tobą przez cały korytarz, jakby wlókł za sobą worek ziemniaków!
— Ronaldzie! —wtrąciła się Hermiona, rzucając rudzielcowi ostrzegawcze spojrzenie, ale było już za późno.
Harry poderwał się z kanapy i mamrocząc pod nosem, że idzie spać, udał się do dormitorium. Wchodząc do pustego pokoju, rzucił się na swoje łóżko z jękiem, wtulając głowę w miękką poduszkę.
Mam już wszystkiego powyżej uszu, pomyślał, zaciskając mocno oczy.
Zanim pogrążył się w niespokojny sen, poczuł drobne pieczenie w bliźnie.
XXX
— Harry...
Złoty Chłopiec usłyszał jakby z oddali czyjeś nawoływanie. Zamrugał, jego powieki wydawały się bardzo ciężkie.
— Harry...
Kto mnie woła?
Nic nie wiedział, otaczała go nieprzenikniona ciemność.
— HARRY!
Nastolatek wzdrygnął się w ostrym syku, który wyłonił się z otaczającego go mroku. Teraz doskonale wiedział, kto nieustanie wymawiał jego imię. Zamarł przerażony, gdy to sobie uświadomił. Zawsze i wszędzie rozpozna ten syczący, zajadliwy głos, który prześladuje go w koszmarach.
Voldemort.
— Tęskniłeś za mną? — Czarnoksiężnik szeptał mu do ucha, powodując, że brunet podskoczył i odwrócił się gwałtownie.
Przed Harrym stał nonszalancko Tom Riddle i gapił się na niego przenikliwie. Gdy ich wzrok się spotkał, czarnoksiężnik uśmiechnął się drapieżnie.
— Tak, tęskniłem nieustanie — warknął agresywnie Wybraniec, zaciskając dłonie w pięści. — Nie mogłem się doczekać, kiedy prosto w twoje serce przywalę Avadą.
— Myślisz, że mam serce? Godne politowania — odparł pogardliwym tonem Tom, po czym zapytał niefrasobliwie. — Więc kogo dzisiaj potorturujemy, Harry?
Gryfon zamarł i wciągnął głośno powietrze. Poczuł obezwładniający lęk. Nie chciał ponownie tego oglądać. Riddle, dostrzegł jego reakcję, więc z rozmysłem stawiał każdy kolejny krok, okrążając go i obserwując zimnym wzorkiem.
— Jesteś spragniony poczucia władzy. Nie chcesz odpłacić wszystkim ludziom, który się od ciebie odwrócili i zdradzili?
— Nie! — Gryfon zaprzeczył ostro, bez zastanowienia.
Czarnoksiężnik zaśmiał się przeraźliwie i spojrzał na nastolatka z kpiną, a jego oczy na moment zrobiły się czerwone.
— Harry, Harry — zacmokał z udawaną naganą Czarny Pan. — Przecież czuję to samo co ty. Niedawno chciałeś kogoś mocno skrzywdzić. Pamiętasz, jakie to wspaniałe uczucie móc decydować o czyimś życiu lub śmierci? — zapytał na koniec prawie czułym tonem.
— Przestań!
Było już za późno, postać Toma rozpłynęła się w ciemnościach. Został sam, a dookoła niego z mroku zaczęły się wyłaniać przeraźliwe krzyki i błagania.
Nic nie widział, słyszał tylko upiorne wrzaski. Zatkał uszy rękoma, ale nic to nie dało. Nieustannie docierały do niego budzące grozę dźwięki łamanych kości, zawodzenia i ryki przepełniony bólem.
Dla Harry'ego otaczająca go ciemność była najgorsza, ponieważ wyobraźnia podpowiadała mu najokropniejsze obrazy.
— Nie radujesz się tak wspaniałymi dźwiękami? — ponownie słyszał głos Voldemorta, ociekający nieludzką rozkoszą. — Są niczym melodia dla ucha.
— Zatrzymaj to! Nic mi tym nie udowodnisz! Jak możesz tak traktować ludzkie życie?
— Sam powiedziałeś. To, co jest martwe, powinno takie pozostać.
I naglę brunet poczuł, że spływa po nim coś lepkiego i mokrego. Przetarł twarz i spojrzał na swoje dłonie, które były całe umazane krwią. Cofnął się zszokowany parę kroków w tył i poczuł, że ma coś pod stopami. Spojrzał w dół przepełniony lękiem.
Chodził po martwych ciałach.
— Harry... — Usłyszał kruchy głos kobiety i coś ścisnęło mu boleśnie serce. Pełen obaw odwrócił głowę w lewo i zobaczył znajome, długie rude włosy wśród sterty bezimiennych ciał. Zachłysnął się powietrzem i zaczął się niekontrolowanie trząść.
Zmasakrowana kobieta pomału odwróciła twarz w stronę nastolatka i Harry wpatrywał się prosto w zielone oczy, tak podobne do jego własnych.
— Pomóż mi, synku... — wyszeptała konającym głosem Lily i wyciągnęła w jego stronę zakrwawioną rękę.
Powietrze wypełnił pełny grozy krzyk chłopaka.
To, co jest martwe powinno takie pozostać, czyż nie, Harry?
CDN...
Zostaw po sobie ślad i napisz w komentarzu, co tam u ciebie w duszy gra :))
* Bliźniacy Weasley - już nadmieniałam, ale się powtórzę. Po wywaleniu Dolores, wrócili do szkoły, aby kontynuować naukę i dalej plątać figle.
