Ostatnią rzecz jaka pamiętał było upokorzenie. Chwilę temu myślał, że ma Herculesa w garści. ,,Heros" oferował swoje życie za duszę Megary. Teraz, gdy przegrał starcie na Olimpię, marzył wręcz o widoku tego bałwana uwięzionego na zawsze w Rzece Śmierci. Dobili targu i gdy tylko Cud Chłopak skoczył w przepaść po swoją ukochaną, Hades czuł, że zwycięstwo jest bliskie. Będzie mógł torturować tę duszę do końca świata. Najlepsza nagroda pocieszenia. Jego nadzieja zgasła jednak szybko ustępując zdziwieniu i gniewowi. Jak to możliwe, by ten idiota miał tyle szczęścia? To nie było możliwe … a jednak. Zaczął świecić złotym blaskiem, co znaczyło tylko jedno. Znowu stał się bogiem. W jednej chwili cały zaczął płonąć z wściekłości. Nie dość, że Zeus na pewno zejdzie z Olimpu by w jakiś sposób go zniszczyć, to jeszcze ten smarkacz mu w tym zapewne pomoże. Starał się go zatrzymać, by odstąpił od zemsty, jednak zaraz po tym otrzymał potężne uderzenie pięścią w twarz, które wrzuciło go do Rzeki Śmierci. Natychmiast zaczął odganiać od siebie te wszystkie plugawe duszę, jednak było ich za dużo. Ciągnęły go coraz niżej i niżej, aż w końcu stracił wolę walki. Dusze nie miały jak go opętać. Jego skórka przez całe milenia stawała się coraz twardsza z każdym dniem życia w Podziemiu.
Po tylu wiekach nieustannego życia w tym miejscu, zaczął traktować to więzienie jako dom, lecz nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Nigdy nie było tu szczęścia nie mówiąc już o miłości. Rzeczywistość ta zabijała go każdego dnia. Jaka o zdrowych zmysłach kobieta chciałaby tu mieszkać, a co gorsza z nim żyć? Astrea chciała, ale nie mógł pozwolić jej tu zmarnieć. Poza tym, on jej nie kochał. Ta dziewczyna nie wiedziała po prostu kiedy się zamknąć a jej temperament doprowadzał czasem Hadesa do wściekłości.
Hadesie!
Nigdy się nie spodziewał, by zakochać się w dziecku, znaczy nie w tym sensie. Nie bała się go. Jego wygląd zniekształcił się przez cały smutek i gniew w nim tkwiący. A jednak, pierwszy raz widząc swojego wujka, nie krzyczała, tylko rzuciła mu się na szyje. Wtedy to pierwszy raz poczuł, że jego skamieniałe serce znowu zaczęło bić. Widział strach i chęć ucieczki w oczach wielu śmiertelników, którzy ośmielili się wejść do Hadesu i siłą zabrać ukochane im osoby ( zwykle gdy tylko spojrzeli na Hadesa nawali nogi za pas, ale było już za późno. Kto raz ze śmiertelników ośmielił się wejść do Hadesu, już na zawsze w nim pozostawał.). Jednak z nią było inaczej. Gdy pierwszy raz weszła do jego domu … śmiała się. Była szczęśliwa, a jej uśmiech sprawiał, że żołądek mu się skręca.
Hadesie! Proszę cię! Obudź się!
Cora. Ile by oddał by uczynić ją szczęśliwą, ale czy był sens pytać się jej czy nie zechciałaby spędzić z nim w Hadesie więcej czasu? Przypomniał sobie jej cierpienie, gdy musiał ją okłamywać i odrzucać, a najbardziej raniło go wspomnienie, gdy kazał wynosić się jej z Hadesu i nigdy nie wracać. Jak ona w ogóle mogła coś do niego czuć? Przecież był potworem i niczym więcej. Co ona takiego w nim widziała? Nie, nie mógł pozwolić jej tu zostać, mimo iż bardzo tego chciał. To miejsce pełne śmierci stałoby się dla niej nowym więzieniem, od których od tak dawna ucieka.
Jej miejsce było na Olimpie. Wśród wygód i uciech, na które zasługiwała. Nie wyobrażał sobie dalszego życia bez jej uśmiechu, bez tego ciepła, które mu dawała, za każdym razem gdy byli blisko siebie. To dla niej stworzył Płonące Kwiaty, na pamiątkę Lili, którą mu kiedyś dała. Dar z czystej dobroci serca. Nie mógłby pozostać temu obojętny, szczególnie potem, gdy wykazała się sprytem będąc pierwsza na świecie osobą, która widziała jego szczery uśmiech.
Była to ciężka robota, bo nie miał żadnej mocy tworzenia jak jej siostry Demeter czy Hestia, ale w całej tej ciemności, udało mu się stworzyć światło. Przelał w nie każde swoje uczucie. Nienawiść, smutek, a także radość i miłość. Odzwierciedlały kolorem stan, w jakim się znajdował, przeważnie był to kolor niebieski. Jako nagrodę za jej odwagę, podarował jej ową Lilię.
Hadesie!
Kochał w niej wszystko. Jej życzliwość i wierność. Nigdy nie skarżyła się na nic, gdy do niego przychodziła na ćwiczenia. Była czasem niezdarna, ale to dodawało jej tylko jeszcze więcej słodyczy. Nie bała się jego bliskości. Zawsze podczas przerw między ćwiczeniami, siadała obok niego i opierała głowę o jego ramię. Lubiła z nim żartować. Szybko odkryli, że mają podobne poczucie humoru. Kochał jej zapach. Pachniała każdego dnia inaczej : róże, jaśmin, bez, ale najpiękniejszym według niego był zapach lilii.
A sam jej wygląd. Jej jasno różowa skóra zawsze była gładka i taka delikatna. Jej oczy cały czas zmieniały kolor, wraz z uczuciami jakie jej towarzyszyły. Uwielbiał gdy były niebieskie. A jej usta … Mógłby całować je bez przerwy. Były takie miękkie i jakby zrobione s cukru. Miał szanse się o tym przekonać na skalnym balkonie. Dziwne, wydawało się to jakby wieki temu, kiedy stało się to dwa czy trzy dni temu.
Nie może jej tu trzymać w Hadesie. Coś tak pięknego jak ona nie może więdnąć pod ziemią.
Proszę cie … Ratuj mnie.
Jej nikły dotyk koniuszka palca wraz z tymi słowami pełnych smutku i żalu sprawił, że natychmiast otworzył szeroko oczy. Jego sen, a właściwie koszmar, stał się rzeczywistością. Jej ciało bezwładnie unosiło się i opadało. Dusze szarpały jej ciałem by wydostać je i odejść z Hadesu. Jej oczy były szeroko otwarte i całe białe, z wyjątkiem malutkiej czarnej kropki w środku. Wyglądała jakby chciała krzyczeć w agonii, ale żaden z duchów nie pozwalał jej wydać dźwięku.
Czuł w sobie ogromny gniew i rozpacz jednocześnie. Jak to się stało, że się tu znalazła? Ogień obją całe jego ciało, o czym eksplodowało odganiając wszelkie plugawe dusze od niego i od niej. Korzystając z tego iż jednak jego magia działa w tych głębinach, skierował ognistą kulę w dłoniach i uwolnił cały swój gniew. Ogień eksplodował w jego dłoniach unosząc go coraz wyżej z zawrotną prędkością. Zatrzymał się by zabrać ciało Cory, po czym wystrzelił z Rzeki Śmierci nad przepaść. Trzymał jej kruche ciało miotane teraz przez duchy. Oczy dalej były pełne przerażenia a usta otworzyły się szeroko by krzyczeć, lecz nie wydała żadnego dźwięku.
Musiał zachować zimną krew. Była na skraju szaleństwa. Pierwsze co, to położył ją na ziemię. Dalej miała wzrok utkwiony przed siebie, dyszała. Ten widok ranił mu serce, wręcz go zabijał z poczucia winy. Gdyby wcześniej zareagował! Jego cała ręka zamieniła się w szary dym po czym weszła w brzuch Cory. Jeszcze większa fala bólu przeszła po jej ciele. Musiał to zrobić, tylko tak wypędzi z niej te plugastwa, jednocześnie wracając jej świadomość. Złapał w jej wnętrzu wszystkie ponad 15 dusz i wydobywszy je, spalił. Ich krzyk był przeraźliwy, ale Hades zrobił to bez mrugnięcia okiem. Targnęły się na wykorzystanie jej ciała do ucieczki. Nie było przebaczenia za taki akt bezprawia.
Westchnął. Najgorsze było już za nim …
Nie … - Powiedział Hades patrząc na ciało Cory.
Nie ruszała się. Jej boska aura zniknęła. Klatką piersiowa leżała płasko. Jej oczy były szkliste. Odzyskały tęczówki, które teraz były czarne. Patrzyły prosto na niego, jakby chciały powiedzieć ,,Zabiłeś mnie".
Nie. - Powiedział głośniej podnosząc jej ciało. Była jak lalka - beż życia. - Nieeee! - Krzyknął przytulając jej ciało do siebie.
Na nic była następna eksplozja, która wstrząsnęła całym Hadesem. Cerbery zawyły. Cora nie żyła.
Szaleńczy śmiech, pełen pychy i radości z nieszczęścia unosił się w pomieszczeniu. Widziała wszystko przez oko Moir, po które posłała. Jej rywalka, jej bezczelna imitacja wreszcie kopnęła w kalendarz. Jej plan zadziałał. Nie dość, że ją zabiła, to jeszcze zniszczyła Hadesa. Znowu paradoksalnie się zaśmiała.
Czasem mam zbyt piękne pomysły. - Powiedziała ucieszona Gaia. - Już wkrótce, moja moc wróci do mnie. Znowu będę Najpotężniejszą Boginią Ziemi! - Po czym znowu się zaśmiała. - Nie wiem jakim cudem życie natury ze mnie uciekło prosto do łona Demeter. Przeklęty Zeus! Zabrał nie to dziecko co trzeba było! - Uśmiechnęła się. - Na szczęście, udało się naprawić ten błąd.
Jedno z pnączy pojawiło się obok niej i łasiło się o pieszczoty. Gaia najpierw je czule pogłaskała, po czym usiadła na swoim wielkim tronie.
I wy miałyście czelność twierdzić, że ta … namiastka bogini, miała mnie pokonać? - Zadrwiła po czym znowu zaczęła się śmiać Gaia.
Trzy postacie wyszły z cienia, przygnębione. Atropos – najniższa zabrała oko, po czym znowu je uniosła dając siostrom sygnał, że pora się wynosić.
A wy gdzie się wybieracie? - Zapytała Gaia, po czym z pomieszczenia wyszło kilka pnączy.
Moiry nie były takie głupie i bezbronne. Jak na stare i niedołężne, całkiem szybko się ruszały. W mgnieniu oka, wszystkie trzy złapały swoje jedyne oko po czym zniknęły.
Gaia westchnęła. - To już nie ma znaczenia. Pstryknęła palcami i pojawiła się przy Kręgu Równowagi. Przejechała palcem po dwóch kwiatach, których światło gasło. - Do wieczoru, wrócisz mi moją moc. - Powiedziała z podstępnym uśmieszkiem.
W sali tronowej panowała jeszcze bardziej śmiercionośna cisza, niż kiedykolwiek. Zaniósł jej ciało na swoje łóżko po czym zamknął jej oczy. Wyglądała teraz o wiele spokojniej, lecz to i tak nie poprawiało mu nastroju. Jak by mogło? Ona nie żyje, a on mimo iż był Panem Śmierci, nie mógł nic na to poradzić. Jej dusza zmieni się w kulkę światła i wróci do Gai, by stać się jej następnym pnączem.
Siedział teraz na swoim tronie z twarzą w dłoniach. Nie płakał. Nie umiał płakać. Jego serce właśnie zostało rozcięte na dwie części. Jej wzrok. Jej płaska klatka piersiowa będzie go prześladować do końca świata. On był za to wszystko odpowiedzialny. Gdyby wcześniej się otrząsnął. Co chwilę jego płomień na głowie zmieniał się z niebieskiego na czerwony. Krzyczał i wybuchał, ale dalej nie ruszał się z tronu.
Hadesie. Na co czekasz? - Zapytał głos spod jego tronu.
Hades dobrze znał ten głos i naprawdę nie był w stanie teraz z nią rozmawiać.
Dobrze wiesz, że tego nie zrobię Hecate.
Dobrze wiesz, że to jedyny sposób wy wrócić ją do życia. - Jej głos był bardzo dźwięczny i niski. Wyglądała tak samo jak Cora, tylko że ona miała jasno granatową skórę i i czarne oczy. Nosiła na sobie czarną piracką koszulę z kapturem, a na tym gorset, luźne granatowe pumpy i lekkie skórkowe na kształt kozaków buty. Jako jedyna się tak nosiła, ale tylko dlatego, że w tych ubraniach czuła się luźno. Dwa sztylety zwisały u jej pasa, na których również były przypięte małe kieszonki w których trzymała mniejsze ale równie śmiercionośne przybory. Nigdy nie rozstawała się ze swoją czarną obrączką. Dostała ją od Moir. W końcu to tu w Hadesie uczyła się czarnej magii, a jej mentorkami były właśnie one.
Była niezwykle cichą osobą jak na boginie czarów i nekromancji. Zawsze i do każdego odnosiła się z najwyższym szacunkiem, nie ważne jak dobre czy złe stosunki z nim miała. Rzadko się uśmiechała, ale w jej sercu nigdy nie znaleziono nic nieczystego.
Jakiego życia? - Krzyknął. - Jeżeli to zrobię zwiąże ją z tym ciemnym i okropnym miejscem! Całe życie walczyła, by być wolną! - Uspokoił się i znowu zasłonił twarz. - Nie Hecate. Nie mogę pozwolić, by była tu nieszczęśliwa.
Westchnęła po czym wzięła głęboki wdech i zaczęła wspinać się po schodach na tron Hadesa. Serce ją bolało, gdy widziała nieszczęście, a to co teraz przeżywał Hades, wręcz doprowadzało ją do płaczu.
Posłuchaj mnie proszę. - Powiedziała spokojnie patrząc na zrozpaczonego Hadesa. - Nie znam i nigdy nie widziałam mojej siostry na żywo. Wiem jednak, bo nie raz widziałam ją w moich wizjach, że całe swoje życie chciała być z tobą. Mówisz o tym miejscu jak o jej klatce, kiedy to dla niej było i jest to najlepszym miejscem na ziemi.
Nie rozumiesz – Powiedział zły. - Ja bym tego nie zniósł, gdybym widział ją patrzącą z utęsknieniem na promienie słońca lub dotyk trawy. Jeśli to zrobię, złącze jej życie z Podziemiem. Jeśli z niego wyjdzie, umrze … znowu!
Wiem. - Odpowiedziała spokojnie Hecate. Nigdy nie wyszła z równowagi, nawet gdy był najbardziej wściekły. Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale jej przerwał wstając i mijając.
Nic nie wiesz! - Krzyknął. - Nie wiesz jak to jest, gdy jedyna warta dalszego życia w tym miejscy osoba nie żyje. A ty nic nie możesz na to poradzić!
Nie odpowiedziała na początku, ale potem podjęła z rozwagą. - Masz rację. Nie wiem jak to jest stracić kogoś wartego życia. - Nigdy nie spotkała się z matką, czy z siostrą. Broniło ją przed tym przekleństwo Gai, jednak dziś mijało. Jeżeli któraś z nich umrze, kara znikała. Jednak całe życie brakowało jej mamy. Zastanowiła się przez chwilę, po czym znowu podjęła. - W takim razie, nie dawaj jej całego.
Hades chodził w tą i we w tą, nie radząc sobie. - To niemożliwe. Rhea przestrzegła, że im mniej pestek tym większe prawdopodobieństwo, że albo w pełni nie będzie sobą, albo w ogóle się nie obudzi. - Złapał się za głowę po czym znowu wybuchnął. Krzyczał z rozpaczy.
Serce Hecate również się łamało. Widok jej przyjaciela w takim stanie i jeszcze śmierć jej siostry. Hades w końcu padł na kolana, zupełnie tracąc nadzieję.
To koniec. - Szepną.
Hecate ruszyła ku niemu powoli. Zwykła biegła tylko po to, by się ukryć w swojej siedzibie, po drugiej stronie Hadesu. Sama padła na kolana i położyła mu rękę na ramieniu.
Posłuchaj raz jeszcze proszę. - Zaczęła. - Jestem niewolnicą Hadesu od kiedy pamiętam. Ty przecież tak samo i zwykle gdy wychodzimy z Podziemi, nie umieramy od razu. Ona narażała własne życie, by móc z tobą być. - Przerwała na chwile, bo jej głos się załamał. - Ona nigdy cię nie opuściła … Więc i ty nie opuszczaj jej.
Hades przez dłuższą chwilę rozważał jej słowa. Cy ona może mieć racje? Nie. Nie może jej tu więzić. Miał mętlik w głowie. Chciał ją za wszelką cenę wrócić do życia, nawet kosztem jego własnego, lecz jeśli da jej pestki owocu granatu, jej życie będzie możliwe tylko w obrębie Podziemia. Jeśli je opuści … Jednak, on i Hecate dalej żyli , tak samo uzależnieni od tego miejsca. Jednak oni nie jedli owocu. Coraz bardziej się załamywał i brakowało mu sił.
Dajże jej ten granat.
Oboje podnieśli zaskoczenie głowy i zobaczyły stojące obok nich Moiry. Kloto się odezwała.
Już mówiłem … - Zaczął Hades, ale Lachesis mu przerwała.
Nie dawaj jej całego. Daj jej 6 pestek.
Hades zawahał się. - A co jeśli …
Widzisz przyszłość jak my, synku? - Zapytała ironicznie Atropos. - To po części i nasza wina, że nie żyje.
Ale, ja nic nie rozumiem. - Powiedziała jak zawsze grzecznie Hecate. -Jak to, z waszej przyczyny nie żyje? Przecież jest boginią, nie mogłyście przeciąć jej Nici.
Nie będziemy ci się tłumaczyć słonko. - Powiedziała pośpiesznie Kloto, po czym powiedziała cicho do sióstr. - Lepiej nie mówić, że nie przewidziałyśmy jej śmierci. - Znowu spojrzała na Hadesa. - Nasza rola w tej bajce się już skończyła. Żegnajcie.
Po czym wszystkie trzy zniknęły w swym jedynym oku. Hades wstał dalej nie wiedząc co zrobić.
Hadesie? - Zapytała cicho Hecate.
Wyciągnął dłoń, by z pyłu jaki w niej powstał ukazał się owoc granatu. Hecate omal nie pisnęła z radości, ale omal … Nawet we wzniosłych momentach dalej zachowywała się jak przystoi.
Hades patrzył na owoc w skupieniu. Czy kiedykolwiek mu wybaczy jego samolubstwo? Może kiedyś znajdzie sposób jak ją uwolnić z tych kajdanów niewoli Podziemia.
Wrócę później. - Powiedziała radośnie lecz dalej cicho Hecate. Wiedziała, że ci dwaj teraz będą potrzebowali czasu dla siebie.
Dziękuje, że przyszłaś Hecate. - Powiedział spokojnie.
Uśmiechnęła się. - Zawsze służę radą, mój przyjacielu.
Gdy wyszła, Hades mocą pokroił granat na dwie części. Było w nim mnóstwo pestek. Wybrał 6 najbardziej soczystych i dobrze wyglądających, po czym mocą wrócił jej poprzedni stan i zniknęła.
6 małych pestek trzymał teraz w dłoni. Westchnął.
Ona nigdy cię nie opuściła … Więc i ty nie opuszczaj jej.
Otworzył drzwi swojej sypialni i wszedł do środka. Dalej leżała bez ruchu. Miał cichą nadzieje, że może jednak dalej żyła, jednak jej aura nie wróciła. Wydawała się bez niej o wiele bladsza. Widok ten jeszcze bardziej pogrążał go w rozpaczy. Usiadł obok jej ciała i złapał ją za rękę.
Nie ty powinnaś była zginąć. - Powiedział głosem pełnym goryczy. - Myślałem, że przejęcie władzy na Olimpie sprawi, że w końcu będę szczęśliwy. - Uśmiechnął się żałośnie. - Nic bardziej mylnego. - Puścił jej rękę, by dotknąć jej policzka wolną ręką. - Wolałbym przeżyć całą wieczność z tobą w Hadesie, niż całą wieczność na Olimpie nie znając cie. - Coś dziwnego i mokrego wyszło z jego oka. Wytarł to powoli ręką, po czym zaśmiał się. - Widzisz jak na mnie działasz? - Zapytał załamanym głosem.
Uspokoił się po chwili i spojrzał najpierw na pestki, a później na nią, po czym westchnął. - Mam nadzieje, że kiedyś mi to wybaczysz. - Powiedziawszy to, otworzył jej usta po czym włożył każdą pestkę do jej buzi, po czym ją zamknął. Na sam koniec pocałował ją czule.
Pustka. Znajdowała się w pustce, z której nie było wyjścia. Naga leżała skulona na jej dnie i spała. O niczym nie myślała, niczego nie czuła. Po prostu była tu. Bez żadnej świadomości, bez żadnego strachu.
Nie ty powinnaś była zginąć …
Jaki znajomy głos.
Wolałbym przeżyć całą wieczność z tobą w Hadesie, niż całą wieczność na Olimpie nie znając cie.
Przymknęła mocniej oczy. Coś zaczęło boleć ją w miejscu, gdzie chyba miała kiedyś serce. Potem nagle poczuła dziwne kręcenie w żołądku. Chłód na jej ustach. Momentalnie zaczęły spływać jej łzy.
Nagle jakieś światło z góry zaczęło zstępować w jej kierunku. Otworzyła oczy, lecz nie była ani zdziwiona ani zdezorientowana. Spojrzała w górę. Niebieski płomyk leciał prosto do niej. Wyciągnęła ręce po niego tak iż wylądował na nich. Przyglądała mu się uważnie martwym wzrokiem. Pojawiło się w nim 6 pestek. Co powinna z nimi zrobić? Odpowiedz sama nadeszła. Płomień podleciał do jej ust, otworzyła je trochę, ale to wystarczyło by tam wleciał prosto do jej żołądka.
Poczuła nagłe palenie w gardle, a później w żołądku. Zaczęła kaszleć i się krztusić. Upadła na plecy nie mogąc oddychać. Z trudem łapała powietrze. Pestki zaczęły rozchodzić się po całym ciele. Mózg, serce, płuca, kręgosłup, ręce i nogi.
Nie myślała o niczym, nawet jej wyraz twarzy się nie zmienił. Próżnia zaczęła znikać, a ona wraz z nią.
Na początku nic się nie działo i Hades omal nie odchodził d zmysłów, czy zrobił gdzieś błąd, czy to pestki nie zadziałały. Dalej trzymał jej dłoń. Była jeszcze zimniejsza niż jego. Jednak coś zaczęło się dziać. Aura Cory zaczęła jaśnieć na jej ciele, wracając jej skórze jasno różowy kolor. Cicho zaciągnęła powietrze ustami, przez co jej klatka piersiowa podniosła się. Poruszyła najpierw palcami, zdając sobie sprawę, że jedną rękę ktoś trzyma. Powoli otworzyła swoje błękitne oczy i zaspanym wzrokiem sprawdziła kto to.
Jedyne co potrafiła w tamtej chwili zrobić to uśmiechnąć się, widząc Hadesa, którego mina była bezcenna. Mocniej złapała jego zimna rękę, która za chwile stała się ciepła.
Uratowałeś mnie. - Powiedziała cicho, chrypiąc.
Nie wiedziała czemu, ale czuła się wyczerpana. Nie miała już dłużej siły trzymać powiek w górze. Straciła kontakt z rzeczywistością i znowu zamknęła oczy, momentalnie zasypiając.
Nie było słów by opisać radość, jaką czuł Hades, znowu słysząc jej głos. Wróciła. Przez dłuższą chwile siedział tak i patrzył się na jej klatkę piersiową, czy aby na pewno się porusza, ale po chwili złapał się na oglądaniu jej jędrnych i okrągłych piersi. Skarcił się natychmiast i odwrócił wzrok. W sumie to on też był zmęczony. Nie posiadał pokoju gościnnego, bo na co takowy, spoko nie ma gości.
Delikatnie podniósł jej ciało, tak by jej nie budzić i okrył ją kołdrą. On tego nie czuł, ale był pewien, ze w całym Podziemiu panował okropny chłód. Na szczęście łóżko było duże, więc położył się z drugiej strony. Nie wiedział, czy w ogóle będzie w stanie zasnąć, cały czas patrzył się na Corę, ale chyba momentalnie zasnął, bo nie pamiętał co się działo dalej.
Gaia patrzyła się w swoje odbicie w oczu wodnym Kręgu Równowagi. Nudziło już ją to czekanie. Pół leżąc na nim, podpierała głowę ręką i patrzyła znudzona na znak dwóch kwiatów. Zbliżała się północ, a po jej mocy ani śladu.
Uhh … - Wzdychała. - Co tak długo! - Zastanawiała się przekręcając się z brzucha na plecy. Patrzyła teraz na niebo. Było takie czyste i pełne migocących gwiazd. Zawsze była zajęta tworzeniem nowego życia, nowych kwiatów, nowych drzew. Nigdy nie miała czasu ich nawet podziwiać. Jej projekty zawsze były doskonałe, więc po co tracić czas na ich obserwowanie?
Jednak gwiazdy … Były dziełem jej męża – Uranosa. To on stworzył gwiazdy, by później oddać je Astreusowi pod opiekę. Wysoce nieodpowiedzialne … Jeżeli coś tworzysz, jesteś za to odpowiedzialny sam ty. Porażka, czy zwycięstwo … Należy do ciebie.
Uranos zawsze obdarowywał soje wnuczęta pięknymi wytworami swoich palców. Selene oddał księżyc, Eos oddał przepiękne krajobrazy wschodu i zachodu słońca. Heliosowi oddał słońce, a Zeusowi jego pioruny.
Sentyment – Pomyślała żałośnie Gaia. - Więc … - poczuła motyle w brzuchu. - dlaczego dalej o nim myślę?
Nie rozumiała jego problemu. Powiedział, że jest złą do szpiku kości wiedźmą. Tak, to prawda. Sama nawet dodała, że i dwulicową. Nic nie mówiąc odszedł od niej. Nie mogąc pogodzić się z jego odejściem, przeklneła go, by już nigdy więcej, jego stopa nie postała na ziemi. W ramach zemsty, przeklną i ją, nie dając jej prawa wstępu na Olimp.
Westchnęła i przestała patrzeć na gwiazdy.
Chłodniejszą noc dzisiaj mamy, niż zazwyczaj.
Gaia natychmiast się podniosła ze skalnego stołu i popatrzyła za siebie. Był tam, kilka centymetrów od niej, unosił się. Przełknęła nerwowo ślinę, po czym wróciła do swojej wyrachowanej postawy .
Wiesz jak mówią. - Zaczęła z podstępnym uśmiechem. - Nastój Hadesa zmienia pogodę. A ponieważ wieje i je zimno, nic dobrego stać się tam dobrego nie mogło. - Mówiąc ostatnie zdanie, jej źrenice powiększyły się w furii radości.
Uranos zastanowił się przez chwilę, po czym powiedział dalej patrząc w jej oczy. - Dalej czyhasz na jej duszę?
Gaia zaśmiała się. - Ten bożek natury już nie istnieje. Moja moc wróci wreszcie do mnie, tak bym dalej mogła kontynuować życie na ziemi.
Uranos udawał zdziwionego. - Ah tak. Moc życia i natury. Zaprawdę interesujący aspekt mocy. - Mówiąc to zaczął ją okrążać. - Siła tworzenia i leczenia. Moce życia i natury. Współcierpienie, władza. Nie przypominam sobie, byś którąkolwiek z tych cech przejawiała, prócz żądzy władzy.
Gaia była niewzruszona. - Nie tylko dlatego na nią poluje. Zabrała duszę, która należała do mnie. Zbeżcześciła moje moce, tworząc nowe ciało dla tej … plugawej istoty. - Uranos dalej pozostawał niewzruszony. - Zrobię wszystko, by odzyskać to co moje … a właściwie, już to zrobiłam. - Powiedziała z uśmiechem tryumfu na twarzy.
Uranos zatrzymał się przed nią, widać było smutek na jego twarzy. - Jak mogłaś się tak zmienić Gaio. Jak z tak pięknej, delikatnej i dobrej bogini ziemi, stałaś się okrutną i dwulicową?
Gaia westchnęła pogardliwie, po czym uśmiechnęła się szyderczo. - Od kiedy odcięłam ci jaja.
Uranos pozostał niewzruszony. Westchnął tylko i podleciał do Kręgu, po czym poleciał do góry. - Nie dokonałaś żadnego aktu zemsty, Gaio. Bogini życia i natury dalej żyje. - Po czym zniknął w ciemności nocy.
Gaia spojrzała szybko na Krąg i nie wierzyła własnym oczom. Kwiaty zaświeciły blaskiem równym innym znakom.
Nie … NIEEEEEE! - Krzyknęła rozpaczliwie i najgłośniej jak umiała Gaia. - Przeklinam cię Coro!
I jak poszło? - Zapytała Astrea ukryta przy jednej ze skał góry.
Uranos nic nie powiedział, tylko usiadł. Astrea również tak uczyniła. Patrzyli się teraz oboje przed siebie, czując cieplejszy nurt powietrza.
Nie przeklnie Cory na stałe, jak to zrobiła w moim przypadku. Jeśli tak zrobi, moc życia i natury wróci do niej wraz z klątwą. - Powiedział Uranos spokojnie, przerywając ciszę.
Astrea przytaknęła. - Nic jej nie jest? Kilka godzin temu wyczułam załamanie mocy i złe wibracje w powietrzu. Wiem, że to sprawka Cory.
Uranos przytaknął. - Tak. Ja również je wyczułem, ale jest coś jeszcze. Gdyby Cora nie żyła, dalej czułbym te wibracje i poważnie zacząłbym się martwić o przyszłość bogów. Jednak, po kilki godzinach wiatr znowu wiał normalnie. Coś strasznego musiało stać się w Hadesie tej nocy, co zostało naprawione. - Przerwał na chwilę, po czym powiedział to zdanie bardziej do siebie, niż jego przyjaciółki. - Mam nadzieję, że jest teraz jego częścią.
Częścią czego? - Zapytała Astrea, ale Uranos nie odpowiedział.
Nie cierpiała tej ciszy między nimi. W ogóle jej nienawidziła. Bała się okropnie o Corę. Powiedział, że gdyby nie żyła … To w ogóle była taka ewentualność? To silna dziewczyna, na pewno nic jej nie jest. Poza tym, wiatr wrócił do normy, co znaczy, że wszystko już jest OK. Patrzyła teraz na gwiazdy i myślała o swoich dawnych przyjaciółkach z nieba. Ciekawe czy kiedykolwiek jeszcze je zobaczy.
Nawet o tym nie wiedząc, osunęła głowę w bok, prosto na klatkę piersiową Uranosa. Nie zareagował, tylko się uśmiechnął. Po dłuższej chwili, położył swoją rękę na jej ramieniu i przyciągnął ją bliżej. Na twarzy Astrei od razu zawitał rumieniec, ale nie cofnęła się. Nie wspomniała o nim Corze, gdy opowiadała o swojej przeszłości. Nie czuła takiej potrzeby, by mówić jej o takich rzeczach. Teraz, cieszyła się, że znowu jest blisko jakiegoś mężczyzny.
Pierwszy raz czuła się jak teraz. Nie dość, że wyspana, to jeszcze zaliczyła noc chyba w najwygodniejszym łóżku na jakim kiedykolwiek spała. Przełożyła się z pleców na brzuch i rozciągnęła się z krótkim ale miłym jęknięciem. Tak, to będzie udany dzień.
Powoli otworzyła oczy, ale gdy tylko zobaczyła, kto śpi dosłownie kilka centymetrów od jej twarzy, otworzyła je gwałtownie, lecz nie miała odwagi drgnąć. Cała twarz się zaczerwieniła a żołądek zaczął wariować. Był tutaj, tuż obok niej. Widziała, że spał w najlepsze i chyba prze następne kilka godzin się nie obudzi.
Lata walki i porażek, dla tej jednej chwili. Nie było nawet takiej opcji, by nie było to tego warte. Spojrzała na jego równomierny i spokojny oddech. Patrzyła się cały czas jak zahipnotyzowana jak unosi się i opada. Nie wiedziała kiedy jej ręce same powędrowały do jego klatki piersiowej. Najpierw trudno jej było utrzymać rytm, ale widząc, że dalej śpi przycisnęła troszeczkę bardziej ręce, przez wyrównała. Je potrafiła opisać tego uczucia. Było … niesamowite. Na początku wydawał się zimny, ale w miarę jak go dotykała, stawał się cieplejszy. Jego serce … biło. Nie pamiętała by biło kiedykolwiek, gdy go przytulała. Wywołało to uśmiech na jej twarzy, jednak znikł gdy zobaczyła kawałek odsłoniętej skóry za szatą.
Źrenice powiększyły jej się jeszcze bardziej, gdy pomyślała co jest za nią. Jej ręka, sama bez jej wiedzy, powędrowała troszkę wyżej do jego spinki. Najciszej jak tylko umiała starała się ją zdjąć, ale się zaciela. O nie, nie podda się tak łatwo. Sprawdzi co znajduje się za tą szatą. Szarpnęła o jeden raz za dużo i zdecydowanie za mocno. Hades zaczął się wybudzać i powoli otwierał swoje żółte oczy. Nie był do końca świadomy, że ktoś jest tuż obok niego. Po prostu objął to i przyciągnął bliżej po czym znowu zamknął oczy.
Teraz to jej serce waliło jak młot, a po całym ciele przeszły miłe ciarki. Przyciągnął ją i przytulił. Czuła, że całe jego ciało jest ciepłe. Uśmiechnęła się jak dziecko, które zostało nagrodzone. Zaczęła żałować – ona, nie ona gdy uczucia przejmują nad nią kontrolę – że nie ma na sobie czegoś lżejszego, niż tą tunikę … albo ewentualnie, niczego. Znowu zapłonęły jej policzki.
Zanim znowu zasnął wziął głęboki wdech. Trawa. Coś tu pachniało świeżą trawą. Chwilę mu zajęło, zanim dotarło do niego, że trzyma w objęciach czyjeś delikatne ciało. Już miał spanikować, kiedy zobaczył, że się uśmiecha a w dłoniach trzyma jego spinkę od szaty. Westchnął i trochę podniósł ją wyżej, przyciskając mocniej do siebie.
Ładnie to tak? - Zapytał tym razem swoim basowym głosem.
Cora czuła, że zaczęła się robić wilgotna na całym ciele. Pierwszy raz słyszała tak męski głos w jego wykonaniu i podobało jej się to. Dodała sobie więcej odwagi prostując swoje nogi, tak by lekko stykały się z jego. Trzymał ją jedną ręką wokół ramion, a drugą za talie. Posłała mu zalotne spojrzenie spod burzy swoich złotych włosów. Kilka pasemek zostało na twarzy, ale nie odganiała ich. Wiedziała, że wygląda jeszcze bardziej słodko.
Nie mógł przestać na nią patrzeć. To było dla niego takie nierealne, że leży, ba przytula się do niego. Puścił jej ramiona i położył swoja dłoń na jej policzku. Zadziałało natychmiast. Zamknęła oczy i drugą ręką złapała jego rękę. Chciał się na nią rzucić, nawet teraz. Ona sama, jej ciało było magnesem na niego. Jednak nie chciał robić nic bez jej zgody.
Coro. - Zdecydował się w końcu odezwać, co również i ją na chwile wyrwało z transu. Popatrzyła się na niego na wpół otwartymi oczyma. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, ona przerwała.
Nie nazywaj mnie tak więcej. - Powiedziała wyrywając się z transu, ale wiedząc, że nie skończyła. Usiadła przed nim, gdy on dalej leżał na boku. Spuściła głowę patrząc się w pościel, jakby bojąc się jego reakcji. - Nie powiedziałam ci czegoś. Nawet nie zdążyłam. Nie jestem boginią bohaterów i nigdy nie miałam nią być. - Te słowa go trochę zdziwiły, ale słuchał dalej. - Tak naprawdę okazało się, że … że … - język się jej wiązał. Czemu akurat teraz.
Jeśli nie chcesz, nie mów. Nie mam zamiaru cię … - Powiedział łagodnie Hades swoim basowym głosem, łapiąc ją za rękę, ale wiedział, że to na nic.
Złapała jego rękę w obie swoje i spojrzała na niego ze strachem w oczach. - Jestem boginią życia i natury. - Po czym znowu opuściła głowę w strachu.
Nie zareagował. Nie widział w tym nic strasznego. Sam musiał to przyznać, że jej ćwiczenia i sposób walki postawiał wiele do życzenia. - Mhm – Odpowiedziała
Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia i spojrzała na niego. - Więc … Nie jesteś na mnie zły?
Hades natychmiast sam wstał do pozycji siedzącej i przytulił ją do siebie. Jak mogła mówić coś takiego? - Jak możesz mówić takie rzeczy? Wczoraj omal nie straciłem cię na zawsze, z własnej głupoty. Nie pozwolę, by to się powtórzyło.
Cora jeszcze nigdy nie czuła tyle ciepła, ile właśnie jej dawał. Poczuła się taka … bezpieczna i akceptowana. Pozwolił jej zostać. Nie ważne, czy jest boginią życia i natury czy nie. Wtuliła się w jego jeszcze mocniej.
Persefona … - Powiedział nagle Hades. - Co myślisz o tym imieniu?
Oderwała się od niego i spojrzała mu w oczy, ze łzami radości i szerokim uśmiechem. - Cudowne.
Widząc jej uśmiech poczuł, mocniejsze bicie serca, a co za tym idzie, krew docierała szybciej do wszystkich narządów.
Wczoraj umarła Cora, Patronka Bohaterów. Dziś narodziła się nowa bogini. Persefona. - Powiedziała dumnie Persefona, po czym przybliżyła swoją twarz do niego. - Hadesie. - Półprzytomnie wypowiadała teraz słowa. Poprzedni nastrój wracał. - Chcę, byś to zrobił.
Na jego ustach pojawił się podstępny uśmieszek. - Nie musisz dwa razy powtarzać. - Mówiąc to, podniósł ją lekko, tak iż instynktownie oplotła swoje nogi wokół jego bioder, by późnej osunąć się na łózko, tak iż ona była na dole.
Zaczął od delikatnych pocałunków usta, po czym powoli zjeżdżał niżej. Tunika okropnie mu przeszkadzała, więc jednym pstryknięciem palca sprawił, że zniknęła odsłaniając jej nagie ciało.
Było zbyt idealne by istniało takowe. Perfekcyjnie wyrzeźbione obojczyki, piersi nie za duże ale i nie za małe. Po prostu perfekcyjne. Krągłe i jędrne. Wcięta talia i płaski brzuch. Biodra krągłe, ale nie odstające od reszty ciała.
Persefona wolała tradycyjny sposób nie mogąc już wytrzymać, co znajduje się za jego szatą. Zdjęła ją między jego pocałunkami i badaniem jej ciała, co sprawiało jej ogromną przyjemność. Prawie natychmiast zaczęła jeździć rękoma od jego ramion, po klatkę piersiową i niżej do ….
Usłyszała jak mruknął. Uśmiechnęła się triumfalnie. Więc to wszystko skrywała ta wielka szata. Wrócił do niej, tym razem podbierał się obydwiema rękoma. Zaczął całować ją bardziej chciwiej, co jej się strasznie podobało. Wodziła teraz palcami po jego plecach i ramionach. Słyszała jak mruczał. Coraz bardziej i częściej chciała go tak słuchać.
Przez kilkanaście następnych minut trwała jeszcze gra wstępna, ale potem Hades zaczął zwalniać, co trochę zdziwiło Persefonę. Popatrzył na nią.
Jesteś tego pewna? - Zapytał. Nie było w tonie jego głosu wahania. Chciał być pewny, czy aby na pewno chce to zrobić.
Zachichotała po czym powiedziała. - Nie chciałeś bym powtarzała to dwa razy. - Po czym uśmiechnęła się zalotnie, już gotowa na następną fale rozkoszy. - Tak. Chcę.
Jedną ręką podniósł ją za talie, co automatycznie podniosło biodra, a drugą zaczął wodzić po jej wrażliwych miejscach. Zaczęła cicho pojękiwać. Mimo wszystko chciała mu się jak najszybciej odwdzięczyć i zrobiła to samo. Nie ukrywał, że mu się to podobało. Po kilki chwilach przestał dotykać jej miejsc, więc i ona. Dyszała cicho i gdy już myślała, że lepiej się nie poczuje, zalała ją pierwsza fala rozkoszy, jakiej nigdy dotąd nie doznała. Robił to tak delikatnie a zarazem stanowczo. Omal nie zaczęła krzyczeć, ale w końcu to zrobiła, gdy następna fala nadeszła. Nie pozwolił by objęła go nogami w pasie. Nie potrafiła tego wytrzymać. Objęła go zaszyje i zaczęła wbijać paznokcie w jego plecy, drapiąc go. Nie zareagował, sprawiało mu to taką samą przyjemność jak jej. Ostatnia trzecia fala, najmocniejsza. Teraz już nie wytrzymała. Objęła go nogami w pasie i momentalnie zesztywniała. Już nie wiedziała co się działo. Oboje dyszeli, ale najbardziej jęczała ona.
Po chwili, gdy fala minęła, opadli na łóżko, zmęczeni tym, co właśnie zrobili. Leżeli teraz na bokach, skierowani twarzami do siebie, dalej szalenie blisko siebie. Persefona łapała oddech. Jej pierwszy raz. Odzyskując namiastkę świadomości, zbliżyła się do Hadesa, kładąc ręce na jego klatce piersiowej i wtulając się w nią.
Dziękuje. - Powiedziała ledwie słyszalnym tonem, jednak on i tak usłyszał.
Nie wiedziała kiedy to się stało, ale zaraz jak tylko to powiedziała, zasnęła. Hades patrzył na nią, jak jej oddech się wyrównuje i jak niektóre pasemka spadają na jej twarz. Niektóre zgarnął za uszy, inne zostawił. Zanim sam poczuł, że odpływa, przytulił ją w talii i pocałował w czoło.
Dobranoc.
