Severus zachował kamienną twarz, ale wewnątrz skręcał się z poczucia winy. Jak zawsze, ilekroć Lily powiedziała coś takiego. Cieszy się, że z nią jestem. Zignorował przyjemne ciepło, które wzbudziły w nim te słowa. Nie zasłużył na nie.

Czy cieszyłaby się nadal, gdyby znała prawdę? Czy wciąż nazywałaby mnie przyjacielem? Jak mógłbym tego oczekiwać?- pomyślał gorzko. Snape wiedział, że moment wyjawienia prawdy byłby prawdopodobnie ostatnim spędzonym z Lily. Ta świadomość wypalała bolesną dziurę w jego wnętrzu, ale Severus rozumiał. Tego, co zrobił, się nie przebacza. Po prostu nie.

Spojrzał ukradkiem na idącą obok kobietę. Wpatrzona w linię drzew, wyglądała na pochłoniętą własnymi myślami. Snape wiedział, że Lily bardzo się stara być pogodna i patrzeć w przyszłość, ale przygnębienie i tak czasem ją dopadało. Strata męża i wielu przyjaciół, choć sprzed dekady, dla niej była świeża.

Nie. Dość oszukiwania się, że to dla jej dobra. Ona zasługuje, żeby wiedzieć. Bez względu na konsekwencje, jestem jej to winien. Mężczyzna zebrał się na odwagę. Tu i teraz.

Ruszył przed siebie szybciej niż dotychczas i zawrócił po kilku krokach. Znalazł się twarzą w twarz z wyraźnie zaskoczoną Lily. Poczuł silną pokusę odwrotu – mógł przecież znów zażartować, pokazać jej cokolwiek w oddali, po raz pierwszy w życiu ujawnić odrobinę swoich uczuć, mówiąc, jaka jest piękna w prostej jasnej sukience i z rozwianymi włosami… Przestań – nakazał sobie ostro – Nie tym razem. Wziął głęboki wdech.

- Lily…

- Lily! – radosny okrzyk zabrzmiał w uszach Severusa jak dziesiątki bożonarodzeniowych dzwoneczków. Snape zdał sobie sprawę, że nigdy nie lubił świąt. Przeklęty Dumbledore. Nic nie jest w stanie mu przeszkodzić, kiedy postanowi sobie być radosny.

Szansa Severusa przepadła. Lily zdążyła już ruszyć w stronę trojga intruzów. Snape nie miał innego wyjścia – z mentalnym westchnieniem podążył za nią. Do wylewnych powitań kobiety dołączył skinienie głowy. Starannie kryjąc frustrację pod maską obojętności, ustawił się lekko za Lily i pozwolił jej – jak zawsze – odgrywać pierwsze skrzypce.

- Nadal jest dość wcześnie, więc starczy nam czasu na pogawędkę. Proponuję, żebyśmy się rozdzielili – dotarł do niego głos Dumbledore'a – Severusie, czy zechcesz mi towarzyszyć? – Snape uniósł brwiOdnoszę wrażenie, że nasze specjalistki od transmutacji mają sobie wiele do powiedzenia.

Po raz kolejny, pytanie dyrektora było czysto grzecznościowe, decyzja zapadła bowiem o wiele wcześniej i nikogo nie interesowało zdanie Snape'a. Nie było jednak sensu się spierać. Nie ruszając się z miejsca, Severus odprowadził wzrokiem Lily, z niemal uwieszoną na niej McGonagall, aż do zakrętu ścieżki. Potem zwrócił się do dyrektora:

- A więc? O czym Lily nie powinna się dowiedzieć, a ja muszę natychmiast?

Dumbledore zmierzył go rozbawionym spojrzeniem i bez słowa ruszył przed siebie. Irytacja Severusa wzrosła dwukrotnie, zacisnął jednak zęby i postanowił zaczekać. Doświadczenie w kontaktach z dyrektorem nauczyło go, że ponaglanie nie przyniesie żadnego skutku. Poza tym, Snape wykładał przecież eliksiry – wiedział, co to cierpliwość. W ciszy podążał przed siebie.

Większość ludzi lubiło sposób bycia dyrektora i doceniało jego umiejętność przygotowania, a nawet łagodzenia złych wiadomości. Albus Dumbledore z zasady zachowywał się przyjacielsko, szybko zaskarbiał sobie zaufanie i nie można było odmówić mu charyzmy. Mimo to, Severus nie podzielał ogólnego zachwytu. Szanował dyrektora jako potężnego czarodzieja, o tak. Nie mógł się jednak zdobyć choćby na cień sympatii i, szczerze mówiąc, nawet nie próbował.

Wspomnienia sprzed dziesięciu lat wciąż były jak żywe. Snape doskonale pamiętał swoją desperację, gdy wbiegał do gabinetu Dumbledore'a. Błagał o ochronę dla Potterów, przysięgając w zamian wszystko, czego tylko zażąda dyrektor. Żebranie o ochronę dla Jamesa kosztowało go niewyobrażalnie dużo, ale Severus już wtedy miał wprawę w odsuwaniu na bok własnych uczuć. Liczyła się tylko ona. Zawsze.

Dumbledore złożył tamtej nocy obietnicę. Obietnicę, o spełnienie której zatroszczył się tak mało. Mógł przecież ukryć Potterów lepiej, nałożyć na dom więcej zaklęć ochronnych. Mógł wymóc na nich, by przez pewien czas nie zdradzali kryjówki nawet przyjaciołom. Tyle jeszcze dało się zrobić! Tak wiele Severus zrobiłby sam, gdyby Lily nie zabroniła mu wcześniej wszelkiego kontaktu ze sobą. Zjawiłby się u niej nawet mimo zakazu, gdyby bezmyślnie nie zawierzył Dumbledore'owi. Już nigdy nie popełni tego błędu.

Po śmierci Potterów Snape wstąpił do Zakonu Feniksa. Zrobił to, bo przysiągł chronić Harry'ego, jedyną namiastkę Lily, która przetrwała – a wiedział już, czym grozi zdanie się na Dumbledore'a. Nie miał zamiaru ryzykować.

Szelest sreberka przywołał Severusa z powrotem na błonia Hogwartu. Dyrektor otwierał właśnie opakowanie „Fasolek wszystkich smaków" Bertiego Botta. Zaoferował je towarzyszowi, a spotkawszy się z odmową, wysypał kilka na dłoń i schował resztę do jednej z niezliczonych kieszeni gdzieś w fałdach szaty.

- Severusie – zaczął konwersacyjnym tonem – obawiam się, że w czymś wam przeszkodziliśmy. Tobie i Lily. Najmocniej przepraszam, nie miałem takiego zamiaru.

Snape milczał. Pozwolił sobie jednak na bezgłośną odpowiedź w myślach, wiedząc, że znacznie przewyższa dyrektora w sztuce oklumencji i że, choćby Dumbledore próbował, nie dotrze nawet do tak powierzchownych warstw świadomości. Lata osłaniania umysłu przed Voldemortem uczyniły z Severusa mistrza mentalnego kamuflażu.

- Zastanawiam się – podjął dyrektor – jak oceniasz stan naszej przyjaciółki?

- Mam wrażenie, że wiedza Lily o jej własnym samopoczuciu znacznie przewyższa mój zasób wiadomości w tej materii.

Dumbledore uśmiechnął się lekko.

- Pytałem raczej, czy przewidujesz jakieś skutki kamienia, których jeszcze nie doświadczyła.

Snape zamyślił się na moment.

- Nie sądzę. Działanie kamienia powoduje szok wszystkich tkanek organizmu, ale jest jednorazowym impulsem.

- Jestem przekonany, że dostarczasz Lily wszelkiego możliwego wsparcia w postaci eliksirów.

- Oczywiście.

- I wsparcia psychicznego. Wasza przyjaźń zdaje się odradzać.

Severus skinął tylko głową. Nie miał ochoty ciągnąć tego konkretnego tematu.

- Bardzo mnie to cieszy. Obawiam się jednak, że przez pewien czas Lily będzie musiała sobie poradzić bez twojej obecności. Do rozpoczęcia roku szkolnego zostało jeszcze kilka dni, których nie spędzisz w Hogwarcie.

- Jakie mam w takim razie plany? – zapytał Snape chłodno.

Dumbledore podał mu świstek papieru, którym bawił się od kilku minut.

- Dostałem sowę o wschodzie słońca. Od wiarygodnej osoby.

Snape szybko przebiegł wzrokiem odręcznie napisany tekst. Zastanowił się krótko.

- Dobrze, sprawdzę to. Dziś wieczorem.

- Bardzo słusznie – zgodził się dyrektor. Podniósł głowę ku niebu i lewą dłonią osłonił oczy od słońca – Czyżby zanosiło się na burzę? Z sierpniową pogodą nigdy nic nie wiadomo. Lepiej wracaj do zamku. Ja zajrzę jeszcze do zielarni.