o.o.o.o

ROZDZIAŁ XIV

SYTUACJE

o.o.o.o

Głośne szepty i ponure jęki nawiedzały pokój. W pobliżu słychać było stukanie stóp, ale nie nikogo nie było widać w słabo oświetlonej komnacie. Destiny potarła oczy, starając się szybciej dostosować je do światła. Rozmyte, ciemne plamy tańczyły w jej wizji. Uspokoiła się, próbując skupić się na odległych, szybkich inkantacjach i miękkich głosach w powietrzu. Gdzie ona była?

Pomarańczowo–żółte pochodnie kąpały pokój w miękkim blasku. Chłodny wiatr smagał jej policzki i trzęsła się, pocierając ręce w górę i w dół zmarzniętych ramion. Na jej skórze pojawiła się gęsia skórka, chociaż starała się zachować ciepło. Kamienna podłoga wydawała się szorstkim szkłem pod jej nagimi stopami. Destiny ślepo przebrała palcami w stronę różdżki, ale nie znalazła żadnej. Nagle jej strach wzrósł.

Jej oczy rozszerzyły się i wypełniły paniką, pomimo wysiłku, aby się uspokoić. Teraz była wrażliwa na najmniejsze nawet dźwięki. Destiny poczuła coś na nodze i wypuściła z płuc zduszany okrzyk. Dłoń podeszła jej do ust, gdy zdała sobie sprawę, że to tylko mały pająk. Jej ręce wyrwały się i bezmyślnie zmiażdżyły stworka, który rozbryznął się między jej palcami. Tego też nie mogła zauważyć.

Zaskoczona, brudną od posoki ręką, niechętnie wytarła resztki owada w rękaw. W pomieszczeniu rozbrzmiały niezrozumiałe, mamroczące głosy, a Destiny podniosła wzrok w górę. Znów nie zobaczyła nikogo. Jej myśli galopowały, a każda z nich była tak samo pytająca. Dlaczego tu była? Czy to był sen? Nie pamiętała, by wychodziła z sypialni.

Przerażające syczenie wypełniało pomieszczenie, a jej serce prawie zatrzymało się w szoku. Coraz głośniejsze i głośniejsze, aż musiała zakryć uszy, żeby nie słyszeć tego okropnego dźwięku. Bransoleta na jej nadgarstku zaczęła kołysać się energicznie, chociaż w pokoju nie było przeciągu. Szklane zawieszki na niej zaklekotały gwałtownie, a każdy ich hałas brzmiał jak uderzenie skały. Zanim zdążyła zrobić jakikolwiek ruch, aby je uratować, szklany wisiorek w kształcie gwiazdki został rozbity na tysiąc kawałków.

Oddech zamarł jej w gardle, a dłonie zadrżały gorączkowo. Jej głos trząsł się, kiedy szepnęła:

Lumos.

Jej dłoń przez chwilę świeciła słabo, ale po chwili wynurzyła się z niej mała kula światła. Jasna sfera zawisła nad jej dłonią jak świeca. Wyciągnęła przed siebie rękę, szukając kogokolwiek, kto mógłby być ukryty w odmętach mroku. Destiny usłyszała dziwny, chrapliwy głos, który wzrastał wraz z każdym jej oddechem. Nie słyszała kroków, ale słyszała szepty, coraz bliżej i bliżej jej postaci.

Obróciła głowę, złote loki uderzyły w twarz, gdy próbowała szukać właściciela strasznego szeptu. Kula światła, którą trzymała, zniknęła. Krew uderzyła jej do głowy, a serce szaleńczo zabiło w piersi. Destiny zwilżyła wargi, starając się pozbyć niezwykłej suchości. Rozglądała się we wszystkie strony, podskakując przy najmniejszym dźwięku. Czy tylko wyobrażała sobie rzeczy?

– Daj mi To.

Destiny zagryzła język, mocno, aby nie dopuścić by zaskoczony krzyk wyrwał się z jej ust. Metaliczny smak krwi wypełnił usta i przełknęła ją boleśnie, krzywiąc się lekko. Na pewno tego sobie nie wyobrażała. Głos brzmiał jak paznokcie jeżdżące po tablicy.

- Powiedz mi, gdzie To jest.

Głos był śmiertelnie groźny i był najbardziej okropnym dźwiękiem, jaki w życiu usłyszała. Jej krew zamieniła się w lód, a włosy na karku stanęły dęba. Czego chciał? Na pewno nie miała Tego, czymkolwiek ono było.

Destiny delikatnie poprosiła:

– Proszę, pozwól mi odejść.

–Daj mi, co słusznie moje, a mogę to rozważyć.

– W ogóle nie wiem, czego chcesz.– Destiny przerwała, zanim coś nie wpadło jej do głowy.– Poza tym, to jest sen. Nie możesz mi rozkazywać w moim własnym śnie.

Głos wybuchnął niebezpiecznym śmiechem, który zdołał spowodować następne dreszcze na całym jej ciele.

– Głupia dziewczyna.– Syknął złośliwie.– Możesz być Widzącą, ale inteligentną? Raczej wątpię.

Destiny zmarszczyła brwi. Nie była ani głupia, ani nieinteligentna. Nie wiedziała, z kim rozmawiała, czy czego ten ktoś pragnął.

–To może być Twoje marzenie, ale ja je kontroluję.

Krzyknęła, gdy krąg płomieni wybuchł z zimnej, kamiennej posadzki. Odsunęła się natychmiast, ale nie była wystarczająco szybka. Jej ręce potwornie ją zapiekły; były teraz wściekle różowe i nadpalone trzaskającymi płomieniami.

– A więc widzisz. Mam nadzieję, że to cię uświadomi, że silna kontrola nic mi nie zrobi, nawet gdybyś chciała.– Odezwał się radośnie.– Mógłbym utrzymać cię w tym koszmarze na wieki, a inni stwierdzą, że wpadłaś w jakiś niemożliwy do uleczenia sen. Będziesz przestrzegała wszystkich moich poleceń, w przeciwnym bądź razie będę zsyłał na ciebie potworne śmierci w kółko i w kółko, przez całą wieczność.

Mroźne słowa przeraziły Destiny, która skinęła głową, chociaż nie wiedziała, czy mężczyzna ją zobaczy. Dlaczego chciał, żeby coś zrobiła? Nie wiedziała, co ma począć, czy co się wkrótce stanie. Wszystko się zmienia, a przyszłość była rozmazana. Nie widziała żadnej ucieczki.

– Dostaniesz coś, czego pilnie potrzebuję, i przyniesiesz do mnie. Flamel schował To przede mną, a ja chcę z powrotem.

– Nawet nie wiem co 'To' jest!– Destiny załkała. Płomienie powiększyły się i zdawały się być jeszcze bardziej gorące. Trzaskały i sypały iskierkami, a ona instynktownie zrobiła krok w tył, próbując zachować jakiś odstęp między sobą a ogniem.

– Więc tak chcesz grać w tę grę? Dobrze, więc niech twoja cisza kupi twój czas. Na pewno nie moją cierpliwość.

–Czego chcesz?– Szepnęła łamiącym się głosem. Zwinęła się w kulkę, próbując bezskutecznie zablokować głos z głowy. Zaatakowały jej umysł, a wszystko, co słyszała, to przerażające szepty.

– Proszę cię o coś małego, ale cennego. Da mi nielimitowaną moc, da także nielimitowane życie.

– Widzę przyszłość, ale nie robię cudów, nie mogę dać nikomu nowego życia.– Mruknęła.

–Nie chcę, byś dała mi nowe życie.– Zniecierpliwił się Głos.– Po prostu życzę sobie, abyś odzyskała przedmiot, który pomógłby mi stać się potężny. Nie powinno to być trudne, ponieważ jest ukryty w tym zamku.

– Nadal nie powiedziałeś mi, co 'To' jest.

– Nie potrzebuję, a ty we właściwym czasie na pewno się dowiesz.

– Nie mogę przeszukiwać całego zamku, jeśli nawet nie wiem, czego szukam!– Zaprzeczyła Destiny.

Nagle wszystko umilkło. Było zbyt cicho. Szepty zatrzymały się gwałtownie, nawet jej własny oddech przestał wydawać jakiekolwiek odgłosy. Czuła się, jakby na dnie jej żołądka leżały okruchy lodu. Całe ciepło z jej ciała gdzieś się ulotniło. Bała się tego, co miało wkrótce nadejść.

– Pozwolę sobie dać ci zachętę, aby jakoś zainspirować do działania...masz pięć miesięcy na znalezienie tego, czego chcę, i złożenie w moje ręce. Jednakże bądź ostrożna: w każdym jednym miesiącu stracisz coś, co jest ci drogie, chyba że dostarczysz mi To wcześniej.

Destiny zamarła i prawdziwy obraz tego, co mogłoby się wydarzyć ścisnął jej serce jak imadło. Miała zdecydowanie za dużo do stracenia!

– Nie możesz tego zrobić!– Krzyknęła – i ja tego nie zrobię!

Płomienie w pokoju zamigotały, a potem zniknęły w czarnym dymie. Destiny podskoczyła ze strachu, kiedy znów pogrążyła się w ciemności. Nic nie widziała i czuła tylko dotkliwy ból w obu dłoniach.

Lodowaty oddech owiał jej ucho, a podstępny Głos zaśmiał się w ciemnościach.

–Jaka jesteś zabawna...– zamruczał.– Zachowujesz się tak, jakbyś miał wybór.

Dormitorium dla dziewcząt Gryffindoru [1 Grudnia; 7 Rano]

Destiny obudziła się gwałtownie, jej ciało kleiło się do prześcieradła cienką warstwą potu. Wciągała i wypuszczała powietrze wolno i głęboko, jakby to był jej pierwszy w życiu oddech. Zamknęła oczy, starając się zapomnieć o koszmarze, którego przed chwilą doświadczyła. Bezskutecznie. Wspomnienie było wyryte w jej umyśle.

W porządku– Powiedziała sobie– To był tylko sen. To nie było prawdziwe. Nikt tutaj nie może cię skrzywdzić. Cóż, za wyjątkiem tych beznadziejnych ludzi, których nazywasz koleżankami z klasy.

Uniosła głowę, aby sprawdzić, czy któraś z nich śpi. Na szczęście, wszystkie dziewczęta leżały pogrążone w głębokim śnie. Parsknęła pod nosem; jakby jakikolwiek Gryfon był w stanie wstać wcześnie w sobotę. Destiny wykrzywiła wargę, słuchając głośnego chrapania i obserwując ślinę cieknącą z półotwartych ust Lavander Brown.

Spojrzała na czerwoną i złotą narzutę, która ją przykrywała, chcąc, aby zmieniła się w srebro i zieleń. Wsunęła się pod nie ciężko, naciągnęła na głowę kołdrę i rozłożyła się w swoim łóżku. Chłodne, ranne powietrze dobiegające z uchylonych okien było przyjemne i sprawiło, że się uśmiechnęła. Niewielki połysk światła słonecznego przebijał grube, aksamitnie czerwone zasłony, a Destiny sięgnęła tak daleko, jak tylko mogła, nie ruszając się z łóżka, aby odepchnąć je na bok.

Zamarła nagle, i spadła z łóżka ze względu na nierównie rozłożoną wagę ciała. Jęknęła, gdy łokieć trzasnął o drewnianą podłogę. Zadźwięczała jej bransoletka, zawieszki obiły się o zawieszki. Tyle że jednej brakowało. Gwiazdki.

Oczy rozszerzyły jej się z przerażenia, gdy jej wzrok pomknął od nadgarstku do dłoni. Ponownie zagryzła język, żeby nie krzyczeć. Brunatne, bordowe oparzenia pokrywały całe jej dłonie wraz z czerwonymi i białymi pęcherzami. Destiny oddychała szybko i urywanie, jak przed napadem padaczki, ze wszystkich sił starając się uspokoić oddech.

Jak to się tam dostało? Jednakże już znała na to odpowiedź. Potrząsnęła głową, modląc się, by to okazało się nieprawdą. Chłodne powietrze lizało jej rozpalone pęcherzyki, dziewczyna skrzywiła się.

To nie było żadnym urojeniem. Ktoś na nią polował. Jej ciało zamarło, gdy dochodziła do niego straszna prawda. Jeśli ten sen był prawdziwy... to te słowa, które Głos jej powiedział, również. Miała tak wiele cennych w życiu rzeczy, i nie mogła ryzykować utraty żadnego z nich. A co jeśli straci Hadriana? A jeśli straci matkę? Destiny nie wiedziała, co zrobiłaby bez nich. Zlekceważenie gróźb nie wchodziło w grę.

Jeśli ktoś kontrolował jej marzenia, mógł zrobić to ponownie. Nie tylko kontrolować sny, ale i życie. Spięła się. Wkrótce Głos mógłby władać nawet jej własną głową. Byłoby to najgorsze przekleństwo. Destiny wzdrygnęła się na tę myśl.

Patrzyła na oparzenia na dłoniach. Gdyby ktoś je zauważył, staliby się podejrzliwi. Destiny rozejrzał się za różdżką, która na szczęście leżała na stoliku nocnym. Złapała ją i spróbowała rzucić proste uzdrowienie, aby uleczyć zniszczoną skórę. Narcyza osobiście ją go nauczyła. Ale przeraziła się, gdy nic się nie stało. Nawet iskierki.

Accio szaty– szepnęła.

Płaszcz i dżinsy podryfowały do jej dłoni i sprawiły, iż Destiny zmieszała się. Jej różdżka działała poprawnie, więc dlaczego zaklęcie nie wypaliło? Ponowiła leczenie z większą uwagą i dokładnością. Po raz kolejny nic się nie stało. Spalenia nie mogą zostać uzdrowione magią, stwierdziła. Pokój nagle stał się znacznie zimniejszy.

Nie mogła pójść do szpitala, Pani Pomfrey zadawałaby zbyt wiele pytań. Musiała jednak kogoś powiadomić. Od razy wiedziała kogo.

–Hadrian!

Oczywiście, że wiedziałby, co teraz ma począć. Destiny szybko wyskoczyła z łóżka, ściskając szaty na piersi. Jeśli ktokolwiek wpadłby na pomysł, co zrobić, byłby to Hadrian. Znowu rzuciła okiem na czerwone dłonie i skupiła się na nich, by rzucać prosty urok kamuflażu. Ból wciąż tam był, ale przynajmniej ukryła widok ran przed zbyt wieloma ciekawskimi oczami.

Biblioteka Hogwartu [8 rano]

–Cześć wszystkim.

Hadrian podniósł wzrok znad lekcji Mrocznych Sztuk, którą Bella wysłała mu tego ranka. Poznał zaskakujące, niebieskie oczy Destiny i uśmiechnął się. Szybko jednak dostrzegł coś zmienionego w jej twarzy. Coś, co było nie tak.

W gęstej mgle zaspania i ziewania rozległy się różne odpowiedzi i mamroczące pozdrowienia. Neville kichnął znad kurzu zalegających w książkach. Byli w prawie zapomnianej części biblioteki, miejscu, gdzie nikt nie przychodził. Tylko Hermiona nie zapomniała o tym właśnie dziale, właściwie to ona zasugerowała, żeby spotykali się tu o poranku przed śniadaniem.

– Hadrian, muszę z tobą porozmawiać.– Destiny powiedziała to niemal z frustracją.

Hadrian wstał automatycznie, chwycił ją za rękę i wyprowadził gdzie indziej. Dziewczyna krzyknęła z bólu. Był to tak ostry krzyk, że słychać go było nawet przy małym stoliku z studiującymi Krukonami, trzy rzędy półek dalej. Na szczęście byli oni jedyną inną grupą obecną w bibliotece o tej godzinie.

Hadrian natychmiast puścił jej dłoń, jakby to go też zabolało. Odwrócił się i spojrzał prosto w jej oczy.

–Co jest nie tak.

Destiny westchnęła i rozejrzała się w poszukiwaniu gapiów, po czym uniosła ręce naprzeciwko twarzy Hadriana.

–Spójrz na moje ręce!

Dokładne spojrzenie Hadriana przebiegło po każdym calu jej dłoni.

–Nic nie widzę.– Podsumował.

Destiny przewróciła oczami i cicho usunęła zaklęcie kamuflażu.

–Widzisz teraz?

Hadrian przechylił głowę w bok i po raz kolejny przyjrzał się im znudzonym wzrokiem. Podniósł oczy, zaniepokojony.

– Destiny, dobrze się czujesz?

–Myślałam że oślepłeś, zajęło ci tyle czasu, żeby zobaczyć tak wielką...

–Nic tam nie ma.– Uciął jej.

–Co?

– Nie ma nicze...

–Wiem, co powiedziałeś, nie jestem głucha.– Szepnęła Destiny, wpatrując się w skórę całkowicie przerażona.

–Jesteś pewna, że wszystko w porządku? Wyglądasz na trochę wstrząśniętą.

Destiny zacisnęła wargę i spojrzała na poparzone dłonie ze zamieszaniem. Bardzo ją bolały, były też widocznie czerwone i pokryte pęcherzami. Ale Hadrian nie mógł tego zobaczyć.

–Coś jest nie tak, coś się dzieje.– Wymamrotała. Musiała znaleźć to 'Coś', cokolwiek ten Głos chciał. Nikt nie mógł jej pomóc, jeśli nawet nie wiedziałby, o co chodzi. Nawet Hadrian nie był w stanie.

–Co się dzieje?– Zapytał.

Destiny poderwała głowę, spotykając się z jego zmartwionym wzrokiem. Odchrząknęła.

–Musimy coś znaleźć.

Ignorując zmieszaną twarz Hadriana, kontynuowała.

–Wczoraj miałem sen i musimy znaleźć coś, co zostało ukryte w tym zamku.

Teraz obserwował ją ostro.

–Czego mi nie mówisz?

Destiny wewnętrznie westchnęła i opuściła dłonie.

–Powiedzmy tylko że musimy znaleźć ów przedmiot, i to szybko.

Technicznie nie kłamała. Tylko pomijała prawdę. To, czego nie wiedział, nie powinno uczynić mu żadnej krzywdy. Hadrian najprawdopodobniej spróbowałby zabić Głos, zamiast szukać tego, co Głos kazał. Nie mogła powiedzieć, dlaczego go potrzebuje.

–W porządku.– Hadrian zacisnął usta.– Jeśli tak to ma być, mogę się w to pobawić. Co musimy znaleźć?

Destiny była zrezygnowana.

– Nie wiem.

Hadrian uniósł brew.

– Więc chcesz, żebym szukał czegoś i nawet nie wiesz, co to jest?

– Posłuchaj, jestem niemal pewna, że się tego dowiem. Wszystko, co wiem, to to, że daje nowe życie i moc.

Nagle się uspokoił.

– Może to właśnie tego mój ojciec szuka, ale dlaczego jest ci potrzebne?

Destiny kaszlnęła dyskretnie.

–Nie potrzebuję tego.– Przerwała na chwilę. –Myślę, że ten sen miał coś wspólnego z twoim ojcem, musi to znaleźć, a jego czas się kończy.– Skłamała gładko.

Hadrian wyglądał na sceptycznie nastawionego, trudno mu było zaakceptować te wytłumaczenie, ale wiedział, że też nie może go odrzucić.

–A jeśli mój ojciec nie potrzebuje naszej pomocy? Wolałbym nie być torturowany w lochach w Boże Narodzenie.

–Musimy to znaleźć, Hadrian, musimy.– Błagała Destiny.– Proszę, posłuchaj mnie.

–Dobra, ale czy jesteś pewna, że wszystko z tobą w porządku, Destiny?– Zapytał Hadrian po chwili cichego myślenia.

– Wszystko okej. – Odpowiedziała, jej głos załamał się. Coś zamigotało w szmaragdowych oczach Hadriana. Wiedział, że ona kłamie. Ale tak szybko, jak się pojawiło, cień pokrył jego oczy, i uczucie zniknęło bez śladu, pozostawiając Destiny zastanawiającą się, czy kiedykolwiek się tam pojawiło.

Wrócili do odosobnionej części biblioteki i spotkali się z podejrzliwymi oczami ich grupy. Hadrian opadł na jego miejsce na czele stołu, a Destiny wcisnęła się pomiędzy Daphne i Draco.

–Co się stało?– Spytał Blaise, ledwo spoglądając na jego esej z zaklęć.

Hadrian odchrząknął.

– Coś bezcennego jest ukryte w zamku i musimy to znaleźć.

Hermiona drgnęła.

– I co niby wtedy zrobimy? Ukradniemy to?

Wszystkie oczy zwróciły się do na nią, a Hermiona poczuła się niekomfortowo.

–Co?– zapytała nerwowo – nie chcemy niczego kraść, prawda?

– A niby jaki inny mielibyśmy powód by tego szukać, głupia szlamo?– Parsknął Draco, ledwo ukrywając jego szybko rosnącą złość.

– Malfoy, czy nadal jesteś rozgoryczony tym, że mam pierwsze miejsce w ocenach?– Zadrwiła Hermiona. Hadrian wymownie uniósł głowę w górę, wiedząc, że nadchodzi kłótnia. Odkąd na korytarzach został powieszony klasowy ranking, Hermiona i Draco rzucali się sobie do gardeł bardziej niż zwykle. Konkurencja między nimi była bardzo zajadła, chociaż Draco starał się nie dopuścić do złamania jego oziębłej maski. Hadrian widział przez nią i wykorzystywał każdą okazję, która mogłyby podrażnić Draco.

–Słuchaj kujonico, Malfoyowie są zawsze numerem jeden, nie jesteśmy słabsi od nikogo...– przerwał, spoglądając na wyniosły uśmiech Hadriana–...z wyjątkiem Hadriana– dodał niechętnie. –I na pewno nie przegram z brudną Wiem-To-Wszystko.

Hermiona zarechotała.

– Zobaczymy, kiedy pojawią się egzaminy. Kiedy zdobędę wyższe miejsce niż ty, możesz użyć jedną z moich zapasowych chusteczek, aby wytrzeć łzy.

– Zamknij się, oboje! –Fuknęła Daphne.– Ta sprawa brzmi poważnie, a wy brzmicie jakbyście byli niedojrzałymi dziećmi.

– Dziękuję, Daphne.– Destiny uśmiechnęła się. –Właśnie miałam to powiedzieć.

– Wracając do tego, o czym dyskutowaliśmy...–podjął Hadrian– w Hogwarcie jest coś, co daje nowe życie i wielką moc. Znajdziemy ów przedmiot.

- A dlaczego niby mielibyśmy ci z tym pomóc? –Neville uniósł brew.– Co nam to da?

Hadrian uśmiechnął się.

–Mówisz jak prawdziwy Ślizgon, co Longbottom?

Neville wyszczerzył się.

– Oczywiście.

–Czego szukamy?– Hermiona poderwała się, pochylając się niebezpiecznie na krześle.

– Właściwie myślimy, że...

–Nie wiemy.– Wyjaśniła Destiny, ucinając Hadriana. –Ale wiem, że ma to coś wspólnego z Flamelem.

–Czy to jest jakieś jedzenie?– Spytał Neville.

–Myślę, że to osoba.– Odpowiedziała Destiny.

–Flamel ... Flamel ... Słyszałem to już wcześniej!– Zawołała Hermiona. Zmarszczyła brwi.– Nie mogę sobie tylko przypomnieć gdzie.

–To bardzo pomaga.– Parsknął Draco.

– Więc chcesz, żebyśmy biegali po zamku, szukając czegoś, nawet nie wiemy czego?– Blaise przewrócił oczami sceptycznie.

– Dokładnie.

– Nie możesz być poważny.– Jęknął Neville, patrząc na podręcznik do eliksirów.– Nie mam zamiaru umrzeć tylko po to, byś mógł dostać jakąś błyszczącą zabawkę.

–Nie bądź taki dramatyczny, Neville!– Destiny skrzywiła się.

–Założę się, że jest ukryty w korytarzu na trzecim piętrze!– Zawołała Hermiona.– Chodzi mi o to, że Dumbledore powiedział nam, że nie wolno nam tam wchodzić, więc gdzieżby indziej?

–To byłoby dobre miejsce do sprawdzenia na początek.– Daphne zgodziła się.

– Dlaczego w ogóle tak desperacko chcesz tę rzecz?– Zapytał Draco. Hadrian posłał mu spojrzenie zatytułowane 'Jestem-w-trakcie-misji'. Zrozumienie zalśniło na twarzy Draco i smutno skinął głową.

– Nie rozumiem. Jeśli to coś o tak wielkiej wartości, to dlaczego Dumbledore umieścił go w zamku pełnym uczniów?– Zauważył Neville.

– Bo ten dziad to drań, który lubi ryzykować życie setek dzieci?– Podsunął Blaise.

Hermiona była wstrząśnięta jego językiem.

–On jest naszym dyrektorem, jak w ogóle możesz mówić takie rzeczy?– Jęknęła.

–Ale bycie dyrektorem nie czyni kogoś świętym.– Powiedziała jej Destiny.

–Hermiono– zaczął Hadrian, odwracając się do niej. Jego szokujące, zielone oczy wpłynęły w jej ciemnobrązowe, i Hermiona zauważyła, że podziwia spojrzenie, które promieniowało tak czystą mocą. –Musisz pamiętać, że skrajne postacie istnieją na całym świecie. Ludzie spędzają wiele czasu, aby upewnić się, że ich prawdziwa osobowość nie przebija się przez swój doskonale stworzony obraz samego siebie dla innych. Najbardziej godni podziwu ludzie mają najmroczniejsze tajemnice.

Hermiona zamrugała, wyrywając się z transu, w którą się znajdowała. Przełknęła nerwowo ślinę i skinęła głową. Hadrian miał rację. Zawsze miał rację.

–Hermiono, Draco, czy sądzicie, że moglibyście zajrzeć do jakichś książek, żeby znaleźć coś o Flamelu?– Zapytał Destiny.

–Muszę pracować z tą szlamą?– Jęknął Draco.

–Nie ma mowy!– Zaprotestowała jednocześnie Hermiona. Popatrzyła na Draco.– Nienawidzimy siebie nawzajem.

– Weźcie dajcie sobie w końcu spokój.– Blaise wzdrygnął się– Jeśli ktokolwiek byłby wstanie szybko odnaleźć jakieś informacje w starożytnych tekstach, to wasza dwójka.

– Przeproszę go, kiedy on przeprosi mnie. – Odparła Hermiona.

– No cóż, to się nie wydarzy. Więc chyba musi zostać tak, jak jest.– Draco uśmiechnął się.

–Wy oboje jesteście tacy uparci!– Warknęła Destiny– Nie obchodzi mnie wasza ekstremalna nienawiść. Będziecie pracowali razem!

Próbowali protestować, ale zostali uciszeni jednym śmiertelnym spojrzeniem Hadriana. Pomknął po twarzy grupy, szukając jakichkolwiek zastrzeżeń, zanim otworzył usta.

– Czas to przywilej, który może być nam łatwo odebrany. Musimy działać szybko, jeśli chcemy osiągnąć sukces.

Biblioteka Hogwartu [18 grudnia]

– Zabierz swoje krzakowate włosy!

– Ała, ała! Przestań ciągnąć!

– Nie ciągnę! Tkwią wokół mojej broszki z herbem Slytherinu, mugolski zarazku!

– Boisz się teraz plag, Malfoy? Przestań się ruszać!

–Nie chcę, by twoje brudne, szlamowate ręce mnie dotykały!

– Ale jesteś słodki.– Mruknęła Hermiona sarkastycznie.– Uwaga...!

Mała chwila ciszy, ale potem:

–No nie, dlaczego to zrobiłeś!

– Nie dotykaj mnie mugolskimi dłońmi!

– Zamknij się, chyba że chcesz zostać tak na zawsze...przestań mnie odpychać! Staram się wyrwać moje włosy z twojej głupiej szpilki!

– Moglibyśmy je po prostu odciąć!

–Nie waż się!– Hermiona uwolniła włosy od srebrzysto-zielonego węża Slytherinu.

Jej skóra była zarumieniona mieszanką gniewu ich obojga, jednakże spokojnie chwyciła elastyczną gumkę na włosy z jej torby i powoli związała je w bułkę.

Draco przyglądał się jej z irytacją.

–Dlaczego nie mogłaś zgarnąć tego gniazda zanim zaczęliśmy? No i dlaczego nie mogłaś przynieść swojej książki, nie musielibyśmy wtedy dzielić się tą jedną!

– Przykro mi, nie mam kopii "Rzadkich Artefaktów XII wieku: tom 6"– mruknęła Hermiona.– Skąd ją w ogóle wziąłeś?

– Dział ksiąg zakazanych.

- Przypuszczam, że się tam włamałeś i po prostu wyrwałeś ją z półki.

– To dziś pierwsza rzecz, w której masz rację.– Draco uśmiechnął się.

– Jesteś nie do zniesienia.– Hermiona syknęła i odwróciła się, by zobaczyć tomiszcze i poszukać Flamela.

Po wielu pertraktacjach, oboje zgodzili się pracować razem, ale nikt nie powiedziałby że to było przyjemne doświadczenie. W ciągu ostatnich kilku tygodni sprawdzili książki w książkach, czytał nawet przewijania na zwojach. Przeszli eliksiry, zwierzęta, nawet działy o ludziach, ale nie wspomniano o tam o kimś takim jak Flamel.

Draco odwrócił stronę, doskonale wiedząc, że Hermiona nadal ją czytała. Czekał, aż wybuchnie i rzuci się na niego. Czekał prawie dziesięć sekund, ale nie zareagowała. Z czystej ciekawości zwrócił się do niej.

Twarz Hermiony była blada i patrzyła na małą część tekstu na prawej stronie. Jej palce trzęsły się, gdy przebiegały wzdłuż strony, którą czytała.

–Znalazłam to.– Szepnęła, wskazując na małe zdjęcie.– Flamel! Nicholas Flamel!

Draco przewrócił oczami i zerknął na paragraf. Oczy robiły mu się szersze i szersze.

– Co to znaczy że go znalazłaś? Dopiero co przewróciłem tę stronę!

– Tak, ale tę po lewej studiowałam już wcześniej. Teraz patrzyłam na to.

Ci dwaj nadal się sprzeczali, zupełnie nieświadomi wydarzenia, które miało miejsce właśnie w Hogwarcie.

Korytarz III piętra Hogwartu [ten sam czas]

Neville wzdrygnął się, kiedy otworzył ciężkie drewniane drzwi i szybko zamknął je, gdy tylko Blaise wpadł do środka. Obaj opadli na drzwi, szybko i płytko oddychając.

– Kiedy skończę szkołę, mam zamiar zamordować tego kota.– Jęknął Neville, chwytając się za klatkę piersiową.

–Po co czekać?– Wydyszał Bliase, opuszczając głowę na kolana. – Cholerny stwór Filcha.

– Potrzebuję wody.– Sapnął Neville.– Kto mógł przypuszczać, że bieg przez połowę zamku sprawi taki ból!

– Wybrałem tę opcję, żeby było mniej kłopotów– wyznał Blaise.– Ale teraz siedzenie z Hermioną i Draco wydaje się lepsze.

–Yyy-Zabini, co to za hałas?

– Nie chciałem oglądać Hermiony i Draco zabijających się nawzajem, i też nie chciałem iść z Hadrianem i Destiny, przysięgam, gdziekolwiek on nie pójdzie, robi się niebezpiecznie. Więc, naturalnie, zgodziłem się przeszukać ten obszar. Wyglądał najbardziej bezpiecznie, ale teraz przysięgam...

–Tak ... zdecydowanie nie sądzę, że była to najbezpieczniejsza opcja– wyszeptał Neville, przerywając wyjaśnienia Blaise'a.– Popatrz.

Blaise niechętnie przestał mówić i zmrużył oczy w ciemnym pomieszczeniu.

–Nic nie widzę.– Przełknął głośno ślinę. –Czy to ... Merlinie, dlaczego ja zawsze muszę trafić na takie sytuacje?!

Oczy Neville'a powędrowały do dużej łapy i niemal szarpnął się w szoku.

– Blaise, uszczypnij mnie, jeśli się mylę ...ale czy ten gigantyczny pies ma dwie głowy?

Neville skrzywił się, kiedy poczuł ostre szczypnięcie na ramieniu. Ale był tak szczęśliwy, że się mylił, że nie obchodził go nawet mały ból.

– Nie ma dwóch głów ...– Blaise zamilkł na chwilę, a jego twarz zbladła– Ma trzy ... To trójgłowy pies!– Krzyknął– W szkole!... Dyrektor jest walnięty!

–Blaise, ciii, obudzisz to!– Ostrzegł Neville.– Nie trzymałby go tutaj bez powodu.

Zbliżył się do psa bardzo uważnie. Blaise potrząsnął głową i też posunął się bliżej.

–To bardzo zły pomysł.– Syknął Blaise. Neville zignorował go i obszedł wokoło trójgłową bestię. Zatrzymał się nagle i wpatrywał się w coś na podłodze.

– Pomóż mi posunąć tę łapę, myślę, że coś znalazłem.– Szepnął.

– Nie! Czy ci kompletnie odwaliło?– Blaise skulił się. Chrapanie psa potwornie go denerwowało.

– Blaise!– Upomniał go Neville, powoli odsuwając dużą, czarną łapę.

Blaise wzdrygnął się, ale pomógł przyjacielowi.

–Tak tylko dla informacji, myślę, że jesteś szurnięty.

Razem udało się przemieścić masywną łapę z przerażeniem i cichym postękiwaniem. Patrzyli teraz szeroko otwartymi oczami na to, co odkryli.

– A niech mnie, to pułapka!– Neville westchnął.– Czy powinniśmy ją otworzyć?

Blaise posłał mu zdegustowane spojrzenie.

–Nie bawiliśmy się cholernym, trzygłowym psem, tylko po to, by wpatrywać się w drzwi. Otwieraj.

Neville złapał za uchwyt i pociągnął za klapę wystarczająco szeroką, aby mogli wejść do środka.

–To tunel.– Zauważył ze znacznie mniejszym entuzjazmem.

– Może powinniśmy tam wejść?– Zasugerował Blaise starając się nie brzmieć na zbyt wścibskiego. Nagle pomieszczenie stało się ciche, zbyt ciche. Neville i Blaise popatrzyli na siebie z niepokojem. Głośne chrapanie ustało.

Blaise wzdrygnął się, gdy na jego ramę kapnęło mu coś zimnego i śliskiego. Neville podniósł wzrok, a jego twarz nabrała dziwnego odcienia czerwieni.

–B-b-blaise ...– Wymamrotał.

Zabini odwrócił się.

Obaj wpatrywali się teraz w zimne, czarne, nieubłagane oczy psa. Z paniką na twarzach.

– BIEGNIJ!– Ryknął Blaise.

Obaj szybko zatrzasnęli drzwiczki i rzucili się na drugi koniec komnaty, unikając ataku pierwszych, drugich i trzecich szczęk. Pies rzucał się na nich w ataku szału, a chłopcy pobiegli tak szybko, jak tylko mogli, wybiegając za drzwi.

Pchnęli wrota, starając się je zamknąć przed psem, wciąż wciskającym w próg swoje kłapiące szczęki. Po kilku pchnięciach wreszcie zamek kliknął. Neville wyglądał, jakby miał zamiar zemdleć. Blaise też nie wyglądał dobrze. Wpatrywał się w mleczny, biały śluz, który pokrył mu ramię.

– Ułee, jestem uwalany śliną wszystkich trzech głów!– Jęknął z niesmakiem.

– Czy ty wiesz, co właśnie znaleźliśmy?– Neville zdołał wydobyć coś z zaciśniętego gardła.– Musimy powiedzieć Hadrianowi! Chodź!

Blaise zmierzył zmęczonym wzrokiem prędko odchodzącego chłopca. Przebiegł przez korytarz, by go dogonić.

– Te wszystkie rzeczy, które dla niego robimy...– Z uśmiechem potrząsnął głową.

Nieużywana klasa, 4. piętro [ten sam czas]

Hadrian, Daphne i Destiny cicho wsunęli się przez drzwi do, jak wyglądało, opuszczonej sali. Początkowo mieli być na trzecim piętrze, ale Destiny nalegała, by tu przyszli.

Hadrian ostrożnie wyciągnął różdżkę, na wypadek, gdyby w pobliżu znajdowało się niebezpieczeństwo. Było tam tylko kilka starych, zakurzonych biurek, które były poupychane pod ścianę wraz z samotnym koszem na śmieci. Spojrzał na wielkie lustro i podszedł do niego celem zbadania. Ostrożnie otaksował każdy skrawek lustra, aż zobaczył na górze dziwny napis.

– Ain Eingarp Acreso Gewtel az Rawtą wte in maj ibdo– przeczytał głośno. Uniósł brwi na tę zagadkową wiadomość. Przez chwilę stał przed lustrem.

Zamiast widzieć swoją twarz, tak jak się spodziewał, zobaczył swoją starszą wersję stojącego przed Dworem Riddle'ów. Wyglądał inaczej i wszystko o nim wydawało się lśnić mocą. Jego odbicie lustrzane zwrócił się na niego i uśmiechnął się.

Miał znajomą różdżkę w jednej dłoni i czerwony kamień w drugiej. Hadrian zmrużył oczy. Kamień? Potem obraz zmienił się i zobaczył samego siebie, Lorda Voldemorta, Bellatrix i Destiny siedzących przy kominku, otwierając to, co wydawało się prezentami świątecznymi. Hadrian potarł oczy...czy ojciec właśnie się roześmiał?

Hadrian pochylił się tak do przodu, że jego palce dotknęły zimnego, gładkiego szkła. Wyrwał go to z jego dziwnego transu.

–Czy uważasz, że to lustro pokazuje przyszłość?

Daphne podszedł do niego i dotknął jego ramienia. Spojrzała w stronę szkła, a jej oczy rozszerzyły się. Po chwili odwróciła się do Hadriana i potrząsnął głową.

– "Odbijam nie twarz, a twego serca pragnienia".– Przeczytała. Wzruszyła ramionami na ich pytające spojrzenia. – To właśnie mówi ta wiadomość, to lustro odzwierciedla twoje najgłębsze pragnienia.

–Co widzicie?– Zapytała Destiny.

–Ja widzę starszą, potężniejszą wersję siebie, stojącego przed Dworem Riddle'ów, myślę, że rządzę całym Czarodziejskim światem.– Powiedział Hadrian– Ale potem obraz się zmienił i ja, Bella, ty i mój ojciec otwieramy prezenty świąteczne jak jakaś szczęśliwa rodzina.

– Ja za to widziałem zupełnie inną wersję czarodziejskiego świata.– Destiny szepnęła z przerażeniem.– Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale wyglądało to tak realnie i znacznie...lepiej.

Obaj odwrócili się do Daphne wyczekująco. Zauważyła ich spojrzenia i jej twarz przybrała ciemny odcień różu.

–Widzę siebie jako..yyy..prefekt naczelną, trzymającą Puchar Domu.– Wyjąkała.

Destiny posłała jej dziwny uśmieszek, a Daphne nagle wbiła wzrok w podłogę. Hadrian spojrzał na Destiny, a potem na Daphne. Wzruszył ramionami.

Dziewczyny są zawsze takie dziwne– pomyślał.

Wpatrywali się w lustro jeszcze raz, ale Destiny kazała im przestać, mówiąc że można od tego stracić zmysły. Razem wyszli z klasy, a Hadrian po raz ostatni spojrzał na zwierciadło, które ukazywało jego najgłębsze pragnienia. Nie mógł zdecydować, który z nich wolałby bardziej.

W milczeniu zeszli na trzecie piętro: wszyscy myśleli o swoich najskrytszych marzeniach, ale też nie chcieli przyciągnąć uwagi Irytka, czy Pani Norris.

Trio minęło zakręt, nie widząc zbliżającej się do nich biegnącej pary. Wpadli na siebie i wszyscy jęknęli, uderzając o parkiet.

– Zabini, Neville, co wy tutaj robicie?– Destiny jęknęła spod Blaise'a.– Złaź ze mnie!

Zabini szybko poderwał się i wyciągnął dłoń do Destiny. Popatrzyła na niego i podciągnęła się, otrzepując szaty z kurzu. Chłopiec odchrząknął.

– Nigdy nie zgadniecie, co znaleźliśmy!

– Dlaczego jesteś mokry?– Spytała zaciekawiona Daphne, wpatrując się w jego ociekające śluzem szaty.

Neville zachichotał.

–Pies na niego nacharkał.

Blaise strzelił Neville'a spojrzeniem.

–Zamknij się.

– Przepraszam, pies?

–I to trzygłowy, w ciasnym korytarzu, na trzecim piętrze!

– Nie drzyjcie się tak, idioci!– Zawołał Draco, idąc w kierunku grupy w towarzystwie Hermiony. Tak jak zwykle, niosła książkę. Ale ta szczególna wydawała się znacznie większa niż jakakolwiek inna przez dziewczynę czytana.

–Przepraszam.– Neville miał chociaż przynajmniej tyle przyzwoitości, by wyglądać na skruszonego. –Ale nie uwierzysz, tu jest trójgłowy pies, który zniszczył...

–Myślę, że połowa zamku już słyszała, że na trzecim korytarzu znajduje się cerber.– Hermiona przerwała mu niecierpliwie.

–To nie chodzi o psa– wymamrotał Neville– tylko o to, czego pies strzeże.

–Klapy do pułapki!– Blaise skończył dla niego.– Spojrzeliśmy w dół i tam był jakiś tunel. Założę się, że czegokolwiek szukamy, jest właśnie tam.

– Mówiąc o tym, myślę, że musimy znaleźć jakąś skałę albo coś w tym stylu.– Powiedział Hadrian.– Znaleźliśmy lustro, które ukazuje nasze najgłębsze pragnienia, a ja trzymałem czerwony kamień w jednej z rąk.

Oczy Hermiony rozszerzyły się. Otworzyła książkę i szybko zaczęła wertować ciężkie strony.

–Czy wyglądał tak? –zapytała, wpychając książkę przed twarz Hadriana.

Hadrian spojrzał na zdjęcie, na które wskazała i skinął głową.

– Identycznie.

Hermiona odchrząknęła i zaczęła czytać:

Kamień Filozoficzny, stworzony przez Nicholasa Flamela w połowie trzynastego wieku, może być użyty do stworzenia Eliksiru Życia. Eliksir Życia nie czyni człowieka nieśmiertelnym, ale może na czas nieokreślony je przedłużać. Kamień Filozoficzny daje użytkownikowi również możliwość przekształcania każdego metalu w czyste złoto.

Draco uśmiechnął się.

– Znaleźliśmy to, przyjacielu.

Hadrian pokiwał głową.

–Tak, teraz tylko musimy go zdobyć.