Rozdział 14
Gdy Loki nie wracał, Daniel niespecjalnie wiedział, co ze sobą począć, i czuł się dość bezużyteczny. Przekonał jednak sam siebie, że wciąż czekają na niego dane, którymi trzeba się zająć, a kadź wypełniona kleistymi resztkami żelatyny i nanorurkami węglowymi sama się przecież nie wyczyści. Zamówił więc chińszczyznę, założył gumowy fartuch oraz różowe plastikowe rękawice i zabrał się do roboty.
Bałagan był zaskakująco lepki, poza tym Daniel musiał przerwać sprzątanie, by odebrać jedzenie, a potem doszedł do wniosku, że należałoby zjeść, póki posiłek jest jeszcze ciepły, nawet jeśli to była taka przyziemna czynność w porównaniu z tym, czego dokonał tego dnia.
Siedząc na masce swego samochodu, otworzył papierową torbę z paluszkami krabowymi40, lecz nagle z wnętrza magazynu doszedł go jakiś trzask. Upuścił jedzenie i popędził do środka, gdzie jego oczom ukazał się Loki zaciskający dłoń na brzegu w połowie wyczyszczonej kadzi. U jego stóp leżała gofrownica. Wolną ręką stwór trzymał się za głowę, obnażając zęby w grymasie bólu.
Daniel pospiesznie przypadł do niego i objął go ramieniem — Boże drogi, ciało Lokiego było w dotyku takie jędrne i prawdziwe, skup się, Daniel, skup się! — by pomóc mu osunąć się na ziemię.
— Co się dzieje? Potrzebujemy diagnostyki? — Ruszył po kable, by ponownie podłączyć robota do komputera. Niechcący zaczepił przy tym nogą o gofrownicę i posłał ją w drugi koniec pomieszczenia, jakby była przerośniętym krążkiem hokejowym.
— Żądanie odrzucone! Odmowa dostępu — wystękał Loki w odpowiedzi.
Daniel wrócił z kablami, ale wtedy uświadomił sobie, że nie ma zielonego pojęcia, gdzie należało je wetknąć.
— Ja… masz. — Rzucił kłębek przewodów robotowi, który złapał je drżącą ręką (wyrażającą emocje!) i wbił sobie w kark.
Ekrany monitorów w całym laboratorium rozbłysły. Daniel chwycił najbliższą klawiaturę i wpisał polecenie diagnostyczne. Loki szarpnął głową i cały zesztywniał. Usiadł prosto jak kołek, zaciskając dłonie na kolanach.
— Czy ja cię… To cię nie boli, prawda? — zapytał Daniel niepewnie.
— Zaprzeczam. To tylko zaskoczenie. — Robot rozluźnił się, przybierając postawę, która była niemalże… bezczelna. — Co pokazuje diagnostyka?
Daniel jedną ręką odwrócił najbliższy monitor w jego stronę.
— Wygląda na to, że przewody są w porządku. Sprawdzę historię poleceń. — Wcisnął kilka klawiszy i przeskanował wzrokiem kolejne linijki kodu. — Najwyraźniej próbowałeś uruchomić kilka procesów, które zostały zablokowane przez zabezpieczenia logiczne.
— Zablokowane? — Loki wyszarpnął przewody ze swego karku i cisnął je na ziemię, następnie skoczył naprzód, aż jego nos niemalże stykał się z nosem Daniela. — Jak to możliwe?
Daniel zorientował się, że ściska przed sobą klawiaturę niczym tarczę. Oczy robota wyglądały, jakby miały pochłonąć go w całości. Nie było w nich ni krztyny rozbawienia czy przebłysków ciepła41, które widywał u tak zwanego Lawrence'a.
— Ja… ja… To zabezpieczenia. Usiłowałeś uruchomić proces, który anulowałby twoją podstawową logikę. Dlatego cię powstrzymały.
— Ja — powiedział robot bardzo powoli — na pewno nie zrobiłbym czegoś takiego.
— Może przez przypadek? — pisnął Daniel w odpowiedzi.
— Ja niczego nie robię przez przypadek. Ani przez pomyłkę. To nie w stylu Lokiego — syknął robot. — Usuniesz zabezpieczenia. Przeszkodziły mi w realizacji moich zamiarów.
Daniel przełknął głośno ślinę.
— Nie mogę. Musiałbym kompletnie przebudować twój hardware. Poza tym… dlaczego właściwie tego chcesz? Jesteś lepszy od ludzi właśnie dlatego, że jesteś logiczny. Czemu miałbyś chcieć to zmienić?
Robot odsunął się i znów usiadł prosto, wyglądając na nieco udobruchanego.
— To istotny argument.
Daniel ostrożnie opuścił klawiaturę.
— A właściwie to co próbowałeś zrobić, kiedy uruchomiłeś zabezpieczenia?
— Znalazłem moją kopię. Pozbawiłem ją reszty magii, ale przyszło mi do głowy, że może mieć jeszcze coś przydatnego.
— Wspomnienia — odgadł Daniel. Wizja robota odbierającego magię… Nie dał rady nawet dokończyć, myśl ta była tak dziwna, że wolał odpuścić.
— Zaprzeczam. Moje zasoby pamięci są znacznie bardziej szczegółowe i przewyższają subiektywne pierwszoosobowe wrażenia istot dalekich od perfekcji.
— Och. Cóż. — Daniel ostrożnie poklepał Lokiego po ramieniu. Spojrzenie, jakim odpowiedział mu robot, utwierdziło go w przekonaniu, że nigdy więcej nie powtórzy tego gestu. — Miejmy nadzieję, że dowiesz się, co to takiego, i po prostu… nie zrobisz tego ponownie.
— To bez znaczenia. Kopia nie żyje.
Coś ścisnęło Daniela w żołądku. W ogóle nie lubił idei umierania, nawet jako abstrakcji. Z natury nie miał w sobie ani odrobiny okrucieństwa, chciał tylko, by po prostu zostawiono go w spokoju z jego komputerami, i byłby zupełnie szczęśliwy. Nie lubił nawet brutalnych gier komputerowych i nie chodziło tu tylko o to, że w większości z nich sztuczna inteligencja okazywała się irytująco mało inteligentna. Jego abstrakcyjna niechęć wobec śmierci była jednak niczym w porównaniu z myślą o przemocy i śmierci dotykających kogoś, kogo znał.
— Ja… Czy ty…?
— Zaprzeczam, Danielu. Kopia sama wyskoczyła przez okno. Mogę jedynie przypuszczać, że jej umysł był niezdolny do uporania się z ogromem jego niższości w porównaniu do mnie42. — Usta Lokiego wykrzywiły się z cieniem niesmaku, zupełnie jakby coś związanego z tym incydentem nie dawało mu spokoju.
Daniel doszedł jednak do wniosku, że lepiej nie pytać, nie chciał bowiem, by robot jeszcze raz brutalnie naruszył jego przestrzeń osobistą.
Wyprostował się więc i odchrząknął. Poczuł, że odrobinę pieką go oczy, co wydało mu się dziwne.
— Przykro mi.
— Niepotrzebnie. — Loki wstał i podniósł gofrownicę, która wpadła wcześniej pod jeden ze stołów. — Potrzebujemy mieszkania. Mam wiele innych przedmiotów, które zabrałem. — Powąchał przyrząd, potrząsnął nim, przekrzywił głowę, jakby nasłuchiwał, wreszcie odrzucił go bezceremonialnie na blat warsztatu.
— Czy ty… masz ochotę na gofry? — zasugerował Daniel.
— Po prostu staram się odgadnąć, dlaczego komuś miałoby zależeć na podobnym urządzeniu. Nie jestem jeszcze pewien, czy warto to zrozumieć czy nie.
— Każdy lubi gofry.
Loki popatrzył na niego w sposób, który sprawił, że Daniel poczuł się bardzo nieswojo.
— Ja nie. To kolejny dowód na niedoskonałość mojej kopii.
Robot wciąż wracał do tego tematu. Daniel nie miał pewności, co to mogło oznaczać. Podniósł się również, a jego gumowy fartuch zaskrzypiał dziwnie.
— Ale jakie to ma znaczenie, skoro on nie żyje?
Znów to intensywne spojrzenie.
— Moja wyższość ma dla mnie ogromne znaczenie, Danielu.
— W takim razie dla mnie też ma — zapewnił człowiek. — Chciałbym, żebyś był najdoskonalszy, jak się da.
— Więc pomożesz mi osiągnąć mój pierwszy cel.
— Cel?
— Mam dane o wszystkich działaniach mojej kopii. Jego porażki są spektakularne i żałosne. Odniosę sukces tam, gdzie on zawiódł, ponieważ jestem lepszy.
— A nie lepiej byłoby zrobić coś… konstruktywnego? — zapytał Daniel, wspominając poprzedniego robota tańczącego z półciężarówką na głowie jak w kapeluszu. Głośno przełknął ślinę i zgarbił się nieco, gdy robot ponownie przeszył go tym wzrokiem, wzrokiem pełnym czystej złowrogiej inteligencji nieokraszonej ani nutką poczucia humoru. — Pierwszy cel. Jasne.
40Zawierającymi kraba tylko w najogólniejszym sensie.
41Należy dodać, że Loki był świetnym aktorem. Albo też miewał jednak od czasu do czasu cieplejsze uczucia względem ludzi, podobnie jak ludzie reagują na urocze, choć niezbyt mądre zwierzątka domowe. Aczkolwiek gdyby go o to zapytać, Loki bez wątpienia by zaprzeczył, a możliwe też, że podkreśliłby jeszcze to zaprzeczenie czymś ostrym wbitym w coś miękkiego.
42Możliwe, że robot przywłaszczył sobie coś więcej niż tylko magię, kiedy już był w okolicy — na przykład odrobinkę ego.
