- Będziemy miały kilka kolorowych kulek do zmiany z powrotem w chomiki po lekcji z szóstoklasistami. Mam nadzieję, że przygotowałaś się dzisiaj na ciężką harówkę.

Hermiona uśmiechnęła się w odpowiedzi. Spędziła w biurze Minerwy cały ranek czytając notatki i plany lekcji, podczas gdy ona uczyła. – Jeżeli będziemy miały szczęście... oczekuję, iż będzie więcej brązowych i włochatych, niż różnokolorowych. Choć prawdopodobnie wciąż będą miały nóżki.

Minerwa się z nią zgodziła. – Najprawdopodobniej. Zmiana koloru jest najtrudniejszą częścią zadania. Ruchy różdżki są nieco skomplikowane.

Ruchy różdżki... Hermiona przygryzła wargę, zastanawiając się nad pytaniem, które męczyło ją odkąd wróciła z Severusem z ulicy Pokątnej. – Minerwo? Mówiąc o różdżkach... czy często się zdarza, że ludzie wymieniają różdżki, kiedy dorastają... na przykład, kiedy wybierają inną specjalizację?

- Nie, raczej nie. – Minerwa przyszpiliła ją spojrzeniem. – Co podsunęło ci taki pomysł?

Hermiona wysiliła się na obojętne wzruszenie ramion. – Nic, tak tylko pytam... Przypomniałam sobie właśnie, że pan Ollivander mówił kiedyś o rodzajach różdżek... no wiesz, na przykład różdżka mamy Harry'ego była dobra do Czarów. Coś takiego.

- Och, rozumiem – rzekła kobieta rozluźniając się nieco. – Nie, Hermiono, nie znam nikogo, kto wymieniałby różdżkę, kiedy dor- hmm. Choć to nie do końca prawda. – Twarz profesorki Transmutacji stężała na moment i potrząsnęła lekko głową, zerkając na nią ciekawie.

- Co się stało?

Minerwa odwróciła wzrok i wyjrzała zadumana przez okno. – Są pewne... zaklęcia... na które pewne różdżki są wyczulone. Ale normalnie się ich nie używa.

- Ciemne klątwy – stwierdziła stanowczo Hermiona, a kobieta się do niej odwróciła.

- Tak, panno-Hermiono. Ale to się rzadko zdarza – większość różdżek wytrzyma każde zaklęcie, mroczne, czy nie. Jednakże kilka... szczególnie te z włosami jednorożca... – zamilkła, a żołądek dziewczyny zawiązał się w supeł. Rdzeń z włosa jednorożca! Niejasno zdała sobie sprawę, iż Minerwa wciąż mówi. – Grindelwald musiał wymienić różdżkę, kiedy... powrócił.

- Och – zawołała Hermiona głosem pełnym zdenerwowania. Przywołała w pamięci tajemnicze słowa pana Ollivandera: Ach, dziewięć i pół cala z włosem jednorożca, czyż nie? I wciąż dobrze działa? Czasami... kiedy czarodziej lub czarownica dorasta i specjalizuje się w... różnych kierunkach... okazuje się, iż ich różdżki już do nich nie pasują. Zastanawiam się, czy to cię tu sprowadza, młoda panno.

Skąd pan Ollivander wiedział, że czytała mroczne książki? A może to coś innego, jakiś inny sygnał, który odebrał? Ten sam, który odebrał Severus?

Każdy krok wydaje się mały.

W tym momencie z zamyślenia wyrwało ją burczenie w brzuchu. Minerwa zaczęła się śmiać. – Myślę, że czas na lunch młoda damo. Nie jestem zaskoczona twoim głodem, brakowało cię na śniadaniu. - Stała z zadowoleniem wprost tryskającym z jej oczu. – A co dziwniejsze, Severus także był nieobecny.

Twarz Hermiony zapłonęła żywym ogniem, ale nie mogła zapanować nad małym uśmiechem; słowa pana Ollivandera zepchnęła w głąb umysłu, kiedy myślała nad powodami, przez które ona i jej mąż opuścili śniadanie w Wielkiej Sali. Nie mogła dokładnie stwierdzić, kto zaczął, ale kiedy skończyli było za późno na cokolwiek innego, niż szybki prysznic i zamówienie z kuchni małego śniadania. – My eee... właściwie to jedliśmy w naszych komnatach. Zamówiliśmy śniadanie do siebie. – sprecyzowała niepotrzebnie, wychodząc z biura za McGonagall.

Idąc korytarzem, Minerwa zerknęła na Hermionę. – Więc na tym etapie wszystko idzie dobrze, tak? – Hermiona przytaknęła z zażenowanym uśmiechem na twarzy. – Cieszę się.

- Ja też.

Reszta dnia minęła szybko. Jak Hermiona przewidziała, było całkiem sporo brązowych, włochatych kulek do zamiany z powrotem w chomiki po popołudniowych zajęciach. W zasadzie tyle, że musiały z Minerwą wrócić po kolacji do jej gabinetu i dokończyć pracę, a kiedy wreszcie wróciła do lochów, była wyczerpana.

- Ach. Więc Minerwa w końcu pozwoliła ci wyjść – rzekł Severus, kiedy ściągała wierzchnie szaty. Wyglądał na nader rozluźnionego, siedząc w jednym z foteli z książką w jednej i filiżanką herbaty w drugiej ręce. I zdążył się już przebrać w szlafrok.

Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo brakowało jej dzisiaj jego towarzystwa. Oprócz przypadkowych spojrzeń – i kilku nie za bardzo przypadkowych, stwierdziła z wrednym uśmieszkiem – nie mieli ze sobą kontaktu od rana.

Ale co to był za poranek. Gdyby mogła, codziennie opuszczałaby śniadanie. Lub chociaż budziła się wcześniej.

- O czym tak myślisz, młoda damo? – zapytał Severus unosząc jedną brew. Czy on zawsze musi to robić?- pomyślała, czując, jak jej serce przyśpiesza.

- Hmm. To sekret – stwierdziła gładko, kładąc szatę na oparciu kanapy i sadowiąc się na niej.

Severus zachichotał. – Nie na długo, moja droga. Jeżeli nie zapomniałaś, zaczynamy dziś lekcje Oklumencji. – Hermiona westchnęła, zamykając oczy.

- Nie, nie zapomniałam. Tylko daj mi chwilkę – rzekła. – Powiedziałabym, że jestem zbyt zmęczona, ale zgaduję, iż muszę być gotowa w każdych warunkach, prawda?

- Dokładnie. Czarny Pan raczej nie zaczeka, aż odpoczniesz, zanim wedrze się do twojego umysłu. Dodatkowo będziesz jeszcze ostrzeżona, zanim cię wezwie, nie tak, jak ja – rzucił sucho. Otwarła oczy i zauważyła, że dziwnie się jej przygląda.

- Kiedy... wiesz, jak długo? Zanim zażąda widzieć twoją nową żonę? – zapytała z obawą w głosie. Znała odpowiedź, zanim jeszcze pokręcił głową.

- Nie. Ale mam nadzieję dowiedzieć się czegoś więcej podczas następnego zebrania – rzekł chłodno. Otwarła usta, ale zamknęła je, gdy uniósł dłoń. – Zanim zapytasz – a muszę ci powiedzieć, że zastanawiam się nad limitem pytań, które możesz zadać każdego wieczoru- Hermiona wbrew sobie wykrzywiła się wrednie- zebranie powinno odbyć się już niedługo. W granicach przyszłego tygodnia.

- Och. Zazwyczaj obywają się co parę tygodni?

- Nie – odparł krótko. Przyzwyczajona do jego napadów zgryźliwości, Hermiona zacisnęła usta i posłała mu znaczące spojrzenie. Westchnął i odstawił filiżankę na stolik. – Raz na miesiąc lub w razie potrzeby. Ostatnie spotkanie dotyczyło jedynie Wewnętrznego Kręgu i sprawy wysłania przeze mnie umowy.

- Aha. – Siedziała przez moment cicho, po czym zdecydowała się rozluźnić nieco atmosferę. – Więc – jakim limitem pytań chcesz mnie ograniczyć?

Kąciki ust Severusa wygięły się i oparł głowę o wezgłowie fotela, posyłając jej to dziwne, wyrachowane spojrzenie. – Hmm. To trudne pytanie. Zobaczmy... – Wstał, odłożył książkę na stolik i usiadł przed nią na kanapie. Cale od niej. – Ile jest dla ciebie warte jedno pytanie? – Bogowie, ten głos...

Uśmiechając się pewniej niż tak naprawdę się czuła, odpowiedziała. – To zależy, Severus. Ile wynosi obecna stawka?

Na twarzy jej męża wykwitł prawdziwy uśmiech, sprawiając, że jej oddech przyśpieszył. – To jest już samo w sobie pytanie, moja droga. Obawiam się, iż za każdym razem, gdy otwierasz usta, coraz bardziej pogrążasz się w długach.

Czuła, jak na jej policzki wkrada się rumieniec, ale była zdecydowana doprowadzić do końca tę grę. Wziąwszy głęboki oddech powiedziała. – Więc... może jest coś, co mogę zrobić z moimi ustami, by spłacić dług. – Była pod wrażeniem spokoju swojego głosu. Jak na razie to najodważniejsza rzecz, jaką powiedziała w jednej z tych flirciarskich, słownych gierek, na które sobie pozwalali.

Wstrzymała oddech, kiedy pochylił się i wyszeptał. – Może. – Patrzył na nią coraz bardziej ciemniejącymi oczyma, gdy jedną rękę zarzuciła mu na szyję i przyciągnęła go do pocałunku. Na początku się ze sobą drażnili, lecz później przycisnęła się do niego mocniej, pogłębiając pocałunek... czuła, jak obejmuje ją ramieniem i otwarła usta, przesuwając językiem po jego wargach, drażniąc podniebienie, zachwycona, kiedy to odwzajemnił.

Gdy się w końcu od siebie oderwali, oboje byli zdyszani, a ona siedziała na jego kolanach. – Choć tak przyjemna, jak ta... spłata długu mogłaby być, niestety mamy jeszcze coś do zrobienia dzisiejszego wieczoru – rzekł miękko Severus, głaszcząc jej plecy.

Przytaknęła z westchnieniem i podniosła się nieco niezdarnie. – Poczekaj, tylko się przebiorę w coś wygodniejszego. Zrobimy to tutaj? – Widząc jego uśmieszek, pokręciła głową i wyjaśniła. – Chodziło mi o lekcję Oklumencji. – Facet jest niewyżyty. Tak jak i ja, pomyślała, powstrzymując szelmowski uśmiech.

Severus skinął i wyszła z pokoju. Stając przed szafą, szybko przebrała się w pidżamę. Zerknęła na górną półkę, upewniając się, iż książki nadal są ukryte pod letnimi ubraniami. Czasami Skrzaty Domowe układają rzeczy lub biorą je do prania, choć w uznaniu większości ludzi wcale nie byłyby brudne. Jednak letnie ubrania wciąż bezpiecznie kryły czarnomagiczne księgi. Zamknęła szybko drzwi i udała się do salonu z różdżką w ręku.

- Nie będziesz jej potrzebowała – rzekł Severus, wskazując na różdżkę.

- Ale kiedy uczyłeś Harry'ego-

Severus prychnął. – Nie przypominaj mi o tym zmarnowanym czasie, Hermiono. Wciąż nie wiem, co zrobiłem, by zasłużyć na taką karę – spędzać z Potterem więcej czasu, niż wymagają tego lekcje Eliksirów. – Hermiona już otwierała usta, by bronić przyjaciela, ale jej mąż przerwał jej, zanim zdążyła wypowiedzieć choćby słowo. – Nie kłopocz się, Hermiono. Chociaż teraz Potter jest, powiedzmy że znośny, tak kiedy miał piętnaście lat był nie do wytrzymania. I nie próbuj temu zaprzeczyć, bo wiesz o tym lepiej, niż ktokolwiek inny.

Hermiona wzruszyła ramionami, czując się nieswojo i zostawiła temat Harry'ego. – Więc... nie potrzebuję różdżki.

- Nie. Sytuacja Pottera różniła się nieco od twojej – ty staniesz twarzą w twarz z Czarnym Panem, bez połączenia z jego umysłem, jakie ma Potter. Użyje wobec ciebie bezróżdżkowej Legillimencji, która jest mniej potężna, lecz łatwiej ją kontrolować.

Hermiona zmarszczyła czoło myśląc nad czymś intensywnie. – Więc będzie mógł lepiej lawirować pomiędzy moimi wspomnieniami i szukać tego, co go interesuje? I nie będzie to takie przypadkowe?

- Dokładnie – rzekł Severus bez wcześniejszej złości i kiwnął głową z aprobatą.

- Ale będzie musiał stać blisko mnie.

- Bezróżdżkowa Legillimencja wymaga kontaktu wzrokowego.

- Dlatego przytrzymałeś mój podbródek, żeby utrzymać kontakt – stwierdziła, zerkając na niego.

- Tak. Ale Czarny Pan nie będzie się tym kłopotał, Hermiono. Po prostu cię zabije, jeżeli ośmielisz się odwrócić wzrok, a będziesz wydawała się winna, tak jak dla mnie tamtego dnia – zirytował się Snape. – A teraz, jeśli przeszliśmy już przez twoje dziecinne poczucie urażonej winy, możemy zaczynać.

- Moje dziecinne poczucie... – powtórzyła z oburzeniem Hermiona i nagle przygryzła wargę. Sprawdzał jej kontrolę? Jej zdolność do udawania, nawet wtedy, gdy jest poruszona? Z wysiłkiem się opanowała i wygrała skinienie pełne aprobaty.

- Bardzo dobrze, Hermiono. – Severus zaczął chodzić koło niej, mówiąc wykładowczym tonem. – Kontrola twoich emocji musi być bez zarzutu. Czarny Pan jest mistrzem emocjonalnej Legillimencji – ja jestem bardziej nastawiony na Legillimencję obrazową, a on – i profesor Dumbledore – są tak samo dobrzy w obu tych rodzajach. Blokować obrazy w umyśle jest dużo prościej, niż blokować emocje. Nie mamy czasu, by uczyć cię panować nad emocjami przy pomocy Oklumencji, a co dopiero wytwarzać fałszywe... i dlatego musisz utrzymywać kontrolę przez cały czas.

Hermiona przytaknęła. – Severus, a co ty robisz? To znaczy, wytwarzasz fałszywe emocje? A co z... możesz wytworzyć fałszywe obrazy? Remus mówił, że jesteś Mistrzem Oklumencji.

- Mogę pozwolić wypłynąć odpowiednim obrazom, ich fragmentom, ale niewiele z nich mogłoby stworzyć wiarygodnie fałszywe wizje. A ja nie chcę ryzykować. – Wpatrzył się w swoje dłonie. – Blokuję wszystkie obrazy i emocje, a kiedy Czarny Pan patrzy mi w oczy, uwalniam te, które chcę, by widział. Oczywiście, wciąż muszą wyglądać na przypadkowe, więc przeplatam je ze zwykłymi wspomnieniami – uczenie, dzieciństwo... rozumiesz, o co chodzi.

- Ale powiedziałeś, że nie będę miała czasu, by uczyć się-

- I nie będziesz. Zajmuje lata dojście do takiego poziomu w Oklumencji, Hermiono. Mogę cię jednak nauczyć, jak blokować obrazy, wspomnienia, których nie chcesz, by widział ktoś inny. I w zasadzie, wykazujesz pewne cechy surowego talentu.

- Kiedy ja... kiedy wypchnęłam cię ze swojego umysłu – powiedziała dziewczyna, a Severus przytaknął.

- Teraz – zobaczmy, jak sobie radzisz, kiedy nie jesteś prowokowana – zarządził chłodno, stając tuż przed nią i przyszpilając ją wzrokiem.

I wtedy rozpoczęła się jej pierwsza lekcja Oklumencji.

Następnego ranka Hermiona poczuła dłoń na swoim ramieniu. – Hermiono.

- Mmm. Śpię – wymamrotała, wtulając się mocniej w poduszkę. Wieczorna lekcja była wyczerpująca, ale poczyniła postępy. No i nie widział niczego żenującego, więc jej zdaniem lekcja wypadła dobrze.

- Hermiono! – Teraz głos brzmiał na mocno zirytowany.

- Co? – zapytała, otwierając oczy.

- Wstawaj.

Jęknęła i wywróciła oczyma, po czym zamrugała, widząc Severusa patrzącego na nią gniewnie. – Która godzina?

- Odpowiednia byś wstała, przygotowała się i poszła na śniadanie do Wielkiej Sali.

- Och – mruknęła sennie, siadając. – Dlaczego jesteś gotowy tak wcześnie?

Przez chwilę myślała, iż nie odpowie, ale podszedł sztywnym krokiem do szafy i powiedział. – Muszę się spotkać z Madame Pomfrey przed śniadaniem i sprawdzić zapotrzebowanie na lecznicze eliksiry.

Widząc zegar na ścianie zdała sobie sprawę, jak późna była godzina. Będzie musiała wziąć szybki prysznic, żeby zdążyć. Nie cierpiała się spóźniać, teraz, kiedy siedziała za stołem nauczycielskim – i tak czuła się wystarczająco wyeksponowana. – Dlaczego nie obudziłeś mnie wcześniej? – zdenerwowała się, odrzucając kołdrę i gramoląc się z łóżka.

- Nie chciałem ci przeszkadzać. Wyglądałaś tak spokojnie.

- Wątpię, by to był prawdziwy powód. Po prostu nie chciałeś się ze mną dzielić prysznicem – zrzędziła Hermiona, po czym ziewnęła.

Posłał jej dziwne spojrzenie, po czym uśmiechnął się złośliwie. – Gdybym wiedział, moja droga, że jesteś zainteresowana w dzieleniu prysznica, natychmiast bym cię zbudził – rzekł gładko, zakładając nauczycielskie szaty.

Hermiona uśmiechnęła się do siebie. – Zatrzymaj więc tę myśl na kiedy indziej – zaszczebiotała zalotnie i podeszła do niego, całując go w szyję. Nie przegapiła nierównego oddechu spowodowanego tym kontaktem. – Zobaczymy się na śniadaniu?

Severus spojrzał na nią przenikliwie, zanim pochylił się i pocałował ją delikatnie. – Tak. Zafiukuj do gabinetu Minerwy, kiedy będziesz wychodzić.

- Wiem, Severus – zirytowała się. Zaczynało ją męczyć traktowanie jej, jak bezrozumnej damulki w niebezpieczeństwie. – Miłego spotkania.

- Zirytowana, moja droga? – zapytał, uśmiechając się wrednie. Spojrzała na niego spode łba, kiedy chichotał. – Na razie, Hermiono. I pamiętaj – wymruczał, głaszcząc kciukiem jej brodę. – Robimy to nie dlatego, że nie potrafisz się bronić, ale po to, by nie stworzyć sytuacji, w której będziesz do tego zmuszona. Nie wierzę, byśmy byli zanadto ostrożni w tej sprawie – Malfoy ci groził. – Jego ciemne oczy się w nią wwierciły. – Myśl, Hermiono. Co zrobi twój mały przyjaciel Potter, kiedy coś ci się przytrafi?

Spuściła wzrok, a cała złość się gdzieś ulotniła.

- No właśnie. Teraz muszę iść – rzekł Severus, unosząc jej podbródek i łącząc ich usta w niewinnym pocałunku.

- No dobrze – odpowiedziała, chwytając dłoń, która wciąż dotykała jej policzka i całując jej wnętrze, co zostało nagrodzone nieartykułowanym westchnieniem. – Do widzenia.

Jakiś czas później, Hermiona siedziała za stołem nauczycielskim z innymi praktykantkami, patrząc tęsknie na stół Gryffindoru, gdzie byli jej przyjaciele. Brakowało jej posiłków z Ginny i Harry'm, a nawet z Parvati i Lavender, jednak rozumiała potrzebę podkreślenia jej obecnej pozycji w szkole. Zwłaszcza, iż niedługo będzie pomagała prowadzić Minerwie lekcje.

Nie czułaby się tak samotnie, gdyby te dwie praktykantki Astronomii się do niej odzywały. Generalnie pogrążały się w dyskusji na temat konstelacji gwiazd, lub ustawień teleskopu, a ona w ogóle nie interesowała się ani jednym, ani drugim. Tak więc po obowiązkowym przywitaniu zostawała pozostawiona samej sobie na większość posiłku.

Severus przyszedł tuż po niej, wchodząc przez drzwi za stołem nauczycielskim z Madame Pomfrey. Ich oczy się spotkały i skinął jej szybko w odpowiedzi na ciepły uśmiech, co tylko sprawiło, iż uśmiechnęła się szerzej. Wchodząc do Wielkiej Sali stawał się Mistrzem Eliksirów i nie mógł sobie pozwolić, by uczniowie widzieli, jak się uśmiecha. Nawet do swojej żony. Lub... możliwe, że szczególnie do swojej żony. Zaczęła się zastanawiać, jak uczniowie zachowywali się względem niego, odkąd ich ślub doszedł do wiadomości publicznej. Wiedziała oczywiście o Dennisie, ale ciekawiło ją, czy inni uczniowie odważyli się powiedzieć coś w zasięgu jego uszu.

Prawdopodobnie nie.

Jej rozmyślania przerwało nadejście sowiej poczty. Uśmiechnęła się, słysząc skrzek sów i wołania dzieci, kiedy pióra, zgubione podczas krążenia nad stołami, latały w powietrzu. Kątem oka zauważyła kilka ptaków zmierzających do stołu nauczycielskiego i nie przejmowała się tym, póki jedna brązowa sówka nie usiadła tuż przed nią. Zastygła do czasu, kiedy zdała sobie sprawę, iż ptak ma ze sobą jedynie list, a nie żadne zakazane pakunki. To z pewnością odpowiedź Wiktora, pomyślała z ulgą, dając sowie kawałek tostu, zanim odleciała. Zerkając na męża, posłała mu uspokajający uśmiech, na co skinął, odwracając się na powrót do McGonagall.

Westchnęła i otworzyła przesyłkę, wyciągając dwa kawałki pergaminu. Pierwszy, tak jak się spodziewała, był odpowiedzią na jej list, ale drugi... oddech zamarł jej w piersi. Cała strona wypełniona była inkantacjami... opisami ruchów różdżki... zaklęciami... urokami łamiącymi blokady. Merlinie...

Spojrzała jeszcze raz w kierunku Severusa i zobaczyła, że wciąż jest pochłonięty rozmową z Minerwą. Dołączyła do nich pani Hooch, więc domyśliła się, iż dyskusja tyczy się jutrzejszego meczu. Odetchnęła z ulgą. Wiedziała, iż powinna pokazać pergamin Severusowi, ale coś jej mówiło, by siedzieć cicho... i naprawdę, jak mogła odmówić sobie wiedzy? Kto wie, kiedy mogłaby być przydatna... nie tylko dla zemsty, lecz możliwości obrony kogoś bliskiego... jak mogła nie wykorzystać okazji, która sama się jej nasunęła? Byłaby głupia, gdyby nie skorzystała.

Zapłacą. Sprawię, że zapłacą.

Ostrożnie wyciągając różdżkę, wymruczała zaklęcie kryjące tekst i schowała kartkę do kieszeni szaty. Szybkie spojrzenie na męża upewniło ją, iż nie zauważył nic niezwykłego. Dużo bardziej rozluźniona przeczytała list, umacniając się w przekonaniu, iż nie ma tam żadnej wzmianki o drugiej części. Z zadowolonym skinieniem, zwinęła list i włożyła go z powrotem do koperty. Bez wątpienia Severus będzie chciał go później zobaczyć, by mogli zaplanować, jak odpisać.

Ale teraz miała przed sobą pracowity dzień.

Po kolacji, Lavender i Parvati zabrały ją wprost z gabinetu McGonagall, gdzie poszła po papiery, które miała sprawdzić przez weekend. Spojrzała błagalnie na Minerwę, lecz zdradziecka czarownica przytaknęła i powiedziała jej, iż ma czas na spotkanie z przyjaciółmi przed wieczornym zebraniem. Severus miał prywatną rozmowę z dyrektorem po południu, więc nie mogła użyć go jako wymówki. Wzdychając z rezygnacją, Hermiona podążyła za dwiema radosnymi wiedźmami do pokoju wspólnego Gryfonów. Ginny siedziała przed kominkiem i Hermiona westchnęła z ulgą, widząc, jak podnosi się z miejsca i idzie za nimi do dormitorium.

Potrzebowała drugiego racjonalnego głosu w tej rozmowie. Razem z rudowłosą usiadły na łóżku, podczas gdy pozostałe dwie usiadły naprzeciwko nich.

I przesłuchanie się zaczęło.

- Więc?

Hermiona wykrzywiła się złośliwie, a dziewczyny uśmiechnęły się szeroko i zaczęły pytać jedna przez drugą.

- Kiedy?

- Jak?

- Kierowałaś się naszymi radami?

- Było równie dobrze, jak za pierwszym razem?

Hermiona zerknęła na Ginny i zauważyła, jak wywraca oczami, po czym uniosła dłonie w obronnym geście. – Wolniej, dziewczyny. Posłuchałam waszej rady, ale zdecydowałam się na bardziej bezpośrednie podejście.

Parvati wciągnęła głośno powietrze. – Wzięłaś jego-

- Nie! – krzyknęła Hermiona, oblewając się rumieńcem. Siedząca obok niej Ginny zachichotała. Zdrajczyni, pomyślała kwaśno dziewczyna i powściągliwym tonem powiedziała. – Bogowie, Parvati! Po prostu zapytałam go, czy musimy czekać do soboty.

Lavender zadarła głowę, przypatrując się przez chwile przyjaciółce. – Poszłaś do niego i ot tak, zapytałaś?

Hermiona wzruszyła ramionami, niezdolna powstrzymać zażenowanego uśmiechu. – No, nie zupełnie... czesał moje włosy- Słysząc, jak dziewczyny gwałtownie nabierają powietrza zamilkła nieco zmieszana. – No co?

- Czesał cię? – powtórzyła Lavender, z wszystkowiedzącym wyrazem twarzy. Kiedy Hermiona przytaknęła, obie dziewczęta uśmiechnęły się wrednie. – Och, ty mu się nie tylko podobasz, Hermiono. On się zadurzył!

- Nie bądź śmieszna – rzuciła Hermiona, wywracając oczami. Zerknęła na Ginny, szukając u niej wsparcia, ale kiedy zobaczyła jej szeroko otwarte oczy, zdała sobie sprawę, że została sama.

- Nie, mówię serio – dlaczego inaczej by to robił? – upierała się Lavender.

Hermiona westchnęła. – Chce, bym czuła się dobrze z tym wszystkim, naprawdę, Lavender. W rzeczywistości znamy się dopiero od kilku tygodni.

- Prawdziwa miłość nie potrze-

- Parvati, przestań zaczytywać się w tych romansidłach, dobrze? – Zaśmiała się Hermiona. – Posłuchajcie mnie, dziewczyny... Severus i ja radzimy sobie całkiem nieźle, nawet lepiej, niż się spodziewałam, i jestem pewna, że mu się podobam, lecz nie ma nic ponad to. Naprawdę. To za wcześnie.

Lavender przytaknęła. – Masz rację, Miona. Ale przewiduję, że coś się wydarzy... – Hermiona wywróciła oczyma. – Założę się, że jeśli miałabym szansę poczytać z waszych dłoni, mogłabym powiedzieć coś więcej.

- Jasne. Powiedziałabyś, iż oboje mamy bladą skórę i zwyczaj plamienia palców atramentem. - Na dosadną odpowiedź Hermiony, Ginny zachichotała, co wywołało urażone spojrzenie studentek Wróżbiarstwa. – Po prostu się stara, bym lepiej mogła to wszystko znosić... żebym lepiej się czuła. - Ginny szybko otrzeźwiała i posłała jej dziwne spojrzenie.

- Hermiono... wątpię, aby robił to tylko ze względu na twój dobry nastrój. To nie jest zbyt snape'owskie – rzekła powoli, a Hermiona pokręciła głową. Na przekór słowom przyjaciółek, była pewna, iż to, co mówiła, było prawdą... podczas ich kilku... starć wyczuwała, jak się w jakiś sposób powstrzymuje. I nawet poza sypialnią czynił widoczny wysiłek, by być dla niej bardziej przyjacielskim... jeżeli można użyć takiego określenia względem tego mrocznego mężczyzny. Ale Ginny też miała rację – nie było to zbyt snape'owskie. Dlaczego więc się kłopotał?

Hermiona chrząknęła i wzruszyła ramionami, spychając te myśli na bok. – Może... tak jest dla niego łatwiej. Nie byłoby przecież miło mieszkać z kimś, kto skacze ci za każdym razem do gardła, albo trzęsie się jak liść, gdy tylko się do niego odezwiesz. Więc będąc miłym dla mnie, sam na tym korzysta...

Parvati parsknęła. – To nie jedyna korzyść, jaką otrzymuje. Rozzłoszczeni ludzi zwykle nie kochają się tak często.

- Parvati! – krzyknęła Ginny, ale kiedy Hermiona na nią spojrzała, od razu się skrzywiła, widząc szeroki uśmiech na jej twarzy.

Lavender pokręciła głową. – Nie prawda, Parvati. Gniewny seks może być świetny. Żadnych zahamowań, jeśli wiecie, co mam na myśli. – Blondynka uśmiechnęła się szelmowsko, a Hermiona uniosła zaciekawiona głowę. – Mówię serio – najlepszy seks przeżyłam podczas kłótni z Seamusem jakiś miesiąc temu. Był wkurzony, a ja, chcąc to zakończyć po prostu się na niego rzuciłam – to było niesamowite. Takie... dzikie i nieopanowane.

Ginny ponownie zachichotała, a Hermiona poczuła w sobie mieszane uczucia – z jednej strony, cieszyła się, że Ginny jest odprężona i ma trochę uciechy; z drugiej jednak strony nie wiedziała, czy chciała być katalizatorem jej wesołości. Oczy Weasley'ówny zamigotały psotnie, kiedy mówiła. – Masz racje Lavender... Wiecie, ja i Dean... zresztą, nieważne. Ale możecie sobie wyobrazić – z temperamentem profesora Snape'a?

Lavender przytaknęła z szerokim uśmiechem. – No. Dziki i nieopanowany to mało powiedziane.

Severus wśliznął się cicho przez drzwi gabinetu Albusa. Musiał pojawić się w pewnej sprawie w Pokoju Wspólnym Ślizgonów tuż przed zebraniem Zakonu, co spowodowało jego spóźnienie. Pozostali członkowie siedzieli już w biurze, włączając jego żonę, która zajęła mu miejsce tuż obok siebie. Ich oczy się spotkały i kiedy uśmiechnęła się do niego, sztywnym krokiem przeszedł przez pokój, zajmując puste miejsce obok niej. Kiedy tylko usiadł, Hermiona pochyliła się i wyszeptała. – Problemy w Slytherinie, Severusie?

Chrząknął i spojrzał na nią cierpko. – Nie bądź taka szczęśliwa, moja droga. Jak dobrze wiesz, nie lubię odbierać punktów własnemu Domowi.

Hermiona zachichotała i rzuciła cicho. – Widziałyśmy z Minerwą ubywające kamienie w klepsydrach. Prof- um, Albus powiedział nam, co się stało.

- Och, naprawdę? A czy również- syknął Severus, ale zamilkł, słysząc chrząknięcie Dumbledore'a.

- Dziękuję wszystkim za przyjście. Wiem, że nie jest to zwyczajowa pora na spotkanie, ale mamy pewną sprawę do omówienia. Nie ma wszystkich, jednak wezwałem tych, którzy mogą okazać się najbardziej... użyteczni w obecnej sytuacji.

Siedzący po drugiej stronie Kingsley Shacklebolt wyszczerzył się, a Severus nie mógł powstrzymać uśmieszku. Nie, jakby na to nie patrzeć, Mundugus Fletcher byłby mało przydatny w rozszyfrowywaniu przepowiedni.

- Jest także drugi cel dzisiejszego zebrania. Z przysługującego mi prawa, jako przywódcy Zakonu, powołałem Hermionę Snape na oficjalnego członka Zakonu Feniksa. - Podczas przemowy dyrektora, Snape przyglądnął się obecnym. Przyszli ludzie, których spodziewał się zastać... włączając Alastora Moody'ego.

Zesztywniał, gdy jego wzrok trafił na starego Aurora. Szalonooki Moody przyglądał się bacznie Hermionie z dziwnym wyrazem twarzy. Czy on również wyczuwał pokrewieństwo? Powstrzymał zirytowane westchnienie. Gdyby był z Moody'm w życzliwszych stosunkach, mógłby do niego podjeść po zebraniu, ale w obecnej sytuacji...

- A teraz przejdźmy do sedna sprawy – rzekł Albus, przyciągając uwagę Snape'a. Dumbledore odwrócił się i machnąwszy różdżką napisał ognistymi literami tekst na ścianie tuż za nim. Świecące słowa przyciągały wzrok wszystkich zebranych.

Kluczem zapewniającym zwycięstwo światła nad cieniem
Jest krew przyjaciela związana w czerwieni
Z ciemności w jasność, z desperacji w nadzieję
Z jelenia w ostrze, z ostrza w ciało
Zdrada przynosi nadzieję, lojalność ruinę
Rytuały Krwi zwyciężą cień
Wtedy Czarny Pan zginie.

Bill Weasley rozsiadł się na swoim miejscu, a jego brwi złączyły się w wyrazie skupienia. Potter kręcił głową, kiedy raz po raz czytał przepowiednię, a siedzący obok niego Lupin, chcąc go wesprzeć, położył mu dłoń na ramieniu. Severus niemal prychnął – chłopak miał tylu lizusów wokół siebie, że aż go mdliło. Przepowiednia nawet go nie dotyczy, jeżeli jego podejrzenia są prawdziwe. Wbrew jego słowom skierowanym do Albusa po ślubie, wydawało się oczywistym, że przepowiednia dotyczy Hermiony.

Obserwował swoją żonę kątem oka. Wydawała się spokojna i opanowana, ale widział, jak zaciska dłonie na poręczy krzesła, aż zbielały jej knykcie. Nabyła większej kontroli nad emocjami, lecz wciąż potrzebowała ćwiczeń – co było widoczne na ich wczorajszej lekcji. Mimo tego... spostrzegł, iż nie cieszył się, widząc ją przygnębioną...

I to spostrzeżenie nim zachwiało.

Przez chwilę siedział sztywno, podczas gdy jego umysł pracował, jak szalony. W końcu się rozluźnił. Oczywiście, że nie chciał widzieć jej smutnej – mimo wszystko, musiał z nią mieszkać, a życie z płaczliwą kobietą nie zajmowało pierwszego miejsca na liście rzeczy do zrobienia tego wieczoru. Tak naprawdę było coś całkowicie innego na szycie listy rzeczy do spełnienia...

Wtedy odezwał się Potter, przerywając jego zamyślenie. – Profesorze, chociaż nie chcę, by była to prawda... myślałem o tym cały tydzień i nie wiem, kogo innego może dotyczyć druga linijka, jeżeli nie Hermiony.

Severus obrócił się, by na nią spojrzeć i zobaczył, jak powoli przytakuje, wciąż pozornie spokojna. Jakkolwiek, lata wyczytywania ludzkich emocji sprawiły, iż nawet nie musiał sprawdzać, czy ma zbielałe knykcie. Oddychała troszkę za szybko i za płytko, a źrenice były bardziej rozszerzone, niż wymagało tego światło w pokoju. Wzdychając, Severus zwrócił się do Dumbledore'a. – Dyrektorze, wierzę, że Potter ma rację – mówiąc to, odszukał jej dłoń, na co kobieta podskoczyła lekko zaskoczona.

Dumbledore przytaknął. – Tak, Severusie, ja także. Czy ktoś ma inny pomysł? – Albus rozglądał się po pokoju, szukając kogoś, kto miałby inne zdanie, a Severus w tym czasie oderwał dłoń Hermiony od poręczy i splótł swoje palce z jej. Nie przegapił uśmiechu czającego się w kącikach jej ust, gdy patrzyła na ich złączone dłonie... i słabego rumieńca wywołanego tym kontaktem.

Kingsley pokręcił głową. – Albusie, to jedyna linijka – oprócz pierwszej i ostatniej – która jest dla mnie jasna. Głównym kolorem wiążącym związek Hermiony i Severusa była czerwień.

- A „Krew przyjaciela"... hmm, to wskazuje wyraźnie na Hermionę, a nie Severusa – stwierdził Lupin i wzruszył ramionami. – Jeżeli tak naprawdę przepowiednia mówi o przyjacielu Harry'ego.

Severus rzucił szorstko. – To niewątpliwie Hermiona. Tych, których ja nazywam przyjaciółmi, lub na odwrót, tych, którzy mnie nazywają przyjacielem, jest naprawdę niewielu, Lupin. – Ton Severusa wskazywał jasno, iż w jego mniemaniu była to w pełni akceptowalna sytuacja.

- Co z resztą wersetów? – zapytała Molly Weasley z bladą, lecz poważną twarzą.

Wtedy odezwała się Tonks. – Niektóre z nich są oczywiste – jak linijka „Z ciemności w jasność"... ale co z „Z jelenia w ostrze, z ostrza w ciało"?

Zapadła cisza, którą przerwał okrzyk Hermiony, jej palce wzmocniły uścisk na dłoni Severusa. – Harry! Jeleń! Rogacz!

Lupin spojrzał na nią zdziwiony. – James...

Hermiona pokręciła głową, pochylając się podekscytowana na krześle. – Nie, Remus, nie jego ojciec... jego Patronus! – Albus popatrzył na Hermionę z błyskiem w oczach, który był dostrzegalny nawet z drugiego końca pomieszczenia.

Głowa Pottera okręciła się, by spojrzeć jeszcze raz na świecące słowa, a jego usta poruszały się w ciszy. – To ma sens, Miona... więcej sensu, niż cokolwiek innego, co wymyśliłem. Ale co z moim Patronusem? Mam go użyć przeciwko Voldemortowi? Jak? No i co to za ostrze? – Hermiona przygryzła wargę i pokręciła głową, poddając się.

- Nie mam pojęcia, Harry.

- Ale to wspaniały początek, Hermiono. Zgadzam się, iż to najbardziej prawdopodobna teza... ale czy ma to sygnalizować, iż mamy przygotować się na całkowite zawładnięcie Dementorami przez Voldemorta, czy jeszcze coś innego... – Dumbledore pokręcił głową.

- „Rytuały Krwi zwyciężą cień" – wychrypiał cicho Moody. Zerkając na Aurora, Severus pochwycił jego wzrok. Wydawało się, iż stary czarodziej próbował mu coś przekazać... oczywiście, Moody był jedyną osobą, oprócz niego, która rozumiała prawdziwe znaczenie Rytuałów Krwi.

A co za tym idzie, tylko dwie osoby znajdujące się w tym pokoju mogły pomyślnie je przeprowadzić.

Ku zaskoczeniu Severusa, ich bezsłowną komunikację przerwał Hagrid. Zazwyczaj pół-olbrzym się nie odzywał podczas zebrania, chyba że wprost go o coś zapytano. – No, ja nie wiem, co może ta przepowiednia znaczyć, psorze Dumbledore, ale ja to się będę martwił o naszą Hermionę, jeżeli Sami-Wiecie-Kto się o tym wszystkim dowie.

Mała zmarszczka pojawiła się na czole Hermiony. – Poradzę sobie, Hagridzie, ale dziękuję za troskę. Lepiej zrobisz, martwiąc się o Harry'ego, ja mam wystarczająco wielu opiekunów do-

Severus wyczuł, że zaczynała nabierać prędkości, więc wtrącił się delikatnie. – Jest pod stałą opieką, Hagridzie. Nie zamierzamy na razie zgłaszać tego do Ministerstwa i zapewniam cię, iż gdyby to nawet dotarło do uszu Czarnego Pana, zrobię wszystko, by go zmylić. Hermiona będzie bezpieczna. – Wbiła paznokcie w jego skórę, co było raczej bolesne, lecz przywykł już do gorszego bólu – takiego, jak tnące klątwy Lucjusza – wiec mógł bez problemu zachować spokojną twarz. Ku widocznemu niezadowoleniu jego żony. Musiał powstrzymać chichot, widząc rozzłoszczony rumieniec pojawiający się na jej policzkach, gdy jej paznokcie nie wywołały u niego żadnej reakcji.

- Jedyne osoby, które wiedzą o przepowiedni, oprócz osób siedzących w tym pokoju, to Ginny Weasley i dwie młode damy, które złożyły przysięgę na różdżkę, iż nie będą rozmawiać o tym z nikim inny poza mną, Severusem i Harry'm – rzekł łagodnie dyrektor, a Hagrid przytaknął usatysfakcjonowany. – Przepowiednia musi pozostać utrzymana w największej tajemnicy. Jak powiedział Severus, nie zgłosimy tego Ministerstwu. Jest tam zbyt wiele oczu i uszu Voldemorta, a w tym oczywiście i Lucjusz Malfoy.

- To wiemy – rzekł zimno Severus.

- Tak, to wiemy – powtórzył Albus.

Na zebraniu zastanawiano się jeszcze nad przepowiednią, a później także nad kilkoma ważniejszymi informacjami z ostatniego spotkania Śmierciożerców – naturalnie żadne z nich nie było dla Severusa nowością. Lub dla Hermiony, ponieważ Snape rozmawiał z nią na ten temat w ciągu tygodnia.

Po zapewnieniach o myśleniu nad znaczeniem przepowiedni spotkanie nareszcie zostało zakończone. Choć według Snape'a „myślenie nad przepowiednią" nie przyniesie żadnych efektów. Z doświadczenia wiedział, iż przepowiednie nabierają sensu dopiero po fakcie i rzucają jedynie trochę światła na sprawę, póki się nie wydarzy. Pochylając się nad Hermioną, Severus wyszeptał. – A teraz nieodłączna część wieczornych zebrań, czyli „gadanie o" i „integrowanie się" członków. Generalnie rzecz biorąc, wtedy się ulatniam... - Hermiona mu przerwała.

- Wiesz, chciałabym pomówić z Weasley'ami i z Harry'm, zanim... - Severus nic nie powiedział, kiedy się wtrąciła, jedynie uniósł brew, na co się zmieszała.

Zadowolony, że przestała mówić, dokończył gładko. – Jak mówiłem, generalnie się ulatniam, ale... zostanę, jeśli czujesz, iż absolutnie musisz porozmawiać z którymś z tych ludzi, zanim uciekniemy. – Posłała mu bezczelny uśmiech i wstała, uwalniając jego dłoń z uścisku.

Kiedy odeszła do przyjaciół, odczuł – ku swojemu zaskoczeniu – utratę tego kontaktu.