June obudziła się czując obok twarzy pościel. Odwróciła głowę i otworzyła oczy. Od razu usłyszała obok siebie poruszenie. Była bez maski, ale zignorowała to zupełnie. Na tle kamiennych ścian i zwisających co kawałek ozdobnych zasłon z lekkiego zielonego materiału zobaczyła znajomą twarz. Nie wiedziała zupełnie skąd zna tą osobę. Brązowe oczy, na szczęście kobieta, nie trzeba się stresować tą idiotyczną maską.

- Jak się czujesz? – zapytała nieznajoma przyjaźnie się uśmiechając.

- Dobrze... – June nie znalazła do tej pory nic co by ją bolało poza kilkoma sińcami i otarciami. Nagle przypomniała sobie co się stało.

- Gdzie jest Atena? Czy ona żyje? – zapytała rudowłosą dziewczynę.

- Tak, odzyskała wczoraj przytomność i teraz ma się już zupełnie dobrze. Złoci Rycerze nad nią czuwają.

Dziewczyna zdecydowanym ruchem pomogła June się podnieść do pozycji siedzącej i podała jej szklankę z wodą. Szklanka była chropowata, z zawijasami w kształcie łodyg, listków i małych różyczek wyciśniętymi na powierzchni szkła. June nie napiła się.

- A Saga? – zapytała od razu nerwowo.

Już pamiętała gdzie widziała tą dziewczynę. Przypomniała sobie od razu jak tylko zobaczyła jej zbroję.

Tamta milczała i spusciła wzrok w dół unikając spojrzenia Rycerza Kameleona.

- Marin? – drzwi uchyliły się lekko i dobiegł przez nie męski głos – Można?

- Poczekaj chwilę – rudowłosa dziewczyna wzieła z krzesła pod ścianą dwie maski, założyła swoją i podała drugą June – W porządku, wejdź. – powiedziała kiedy June także miała już zakrytą twarz.

Drzwi otworzyły się do połowy i wszedł groźnie wyglądający mężczyzna w Złotej Zbroi. June nigdy wcześniej go nie widziała. Miał szerokie ramiona i krótkie, lekko kręcone ciemne włosy, sterczące w górę. Nie nosił hełmu. June zaniepokoiła się na jego widok. Pomimo, że zachowywał się zupełnie spokojnie, dziewczyna poczuła przed nim respekt pomieszany ze strachem. Nie śmiała znów zapytać o Sagę. Mężczyzna popatrzył na June. Pod jego spojrzeniem znieruchomiała zupełnie. Bała się poruszyć, ale mimo wszystko szukała usilnie aury Sagi. Bezskutecznie. Może przez to, że się denerwowała nie mogła się skupić. Jednak właśnie to spowodowało u niej jeszcze większy niepokój.

- Mogę cię prosić na słówko? –zwrócił się przybysz do rudowłosej dziewczyny. Zauważył, że June trzęsą się lekko dłonie trzymające szklankę. Nadal nie tknęła wody. Nie spuszczał z niej wzroku na chwilę, po czym przeniósł wreszcie wzrok na swoją rozmówczynię.

- Oczywiście – odpowiedziała dziewczyna i zwróciła się do June – Zaraz wrócę.

Wyszła, a za nią Złoty Rycerz który już nie obejrzał się na June.

Drzwi zamknęły się. June siedziała na łóżku. Nie mogła opanować drżenia rąk i zupełnie zapomniała, że trzyma szklankę z wodą. Niechcący upuściła ją na ziemię. Dźwięk spadającego szkła i mokra plama na nodze wyrwały ją z odrętwienia. Na szczęście szkło było grube, nie potłukło się. Prześcieradło tylko trochę zamokło, June poczuła to kiedy oparła dłoń na brzegu łóżka. Przetarła plamę na podłodze nogą, przez co utworzyła z boku kałuży cienkie mokre pasmo. Na początku płtykie zaczęło po trochu zapełniać się wodą. June usilnie próbowała zebrać myśli i skierować je na poszukiwanie aury Sagi. Czuła dwie osoby w pomieszczeniu obok, ale jako Brązowy Rycerz nie była w stanie dobrze stwierdzić nawet czy ktoś jeszcze jest w sąsiednim pokoju, nie mówiąc już o Pałacu, albo jakiejkolwiek innej części Świątyni. Zdenerwowała się sama na siebie, do niczego się nie nadawała, nie potrafiła niczego dobrze zrobić. Trzeba było doskonalić się i pomimo zaleceń Mistrza Albireo starać się o Srebrną Zbroję. Nie chciała myśleć, że Rycerz Bliźniąt nie żyje. Nie czuła go nigdzie, i przez to kłąb gorączkowych myśli w jej głowie stawał się jeszcze bardziej chaotyczny. Nie mogła poważnie się skoncentrować na poszukiwaniach w jakimkolwiek ściśle określonym kierunku.

Marin wróciła do pokoju zaalarmowana nagłym natężeniem energii blondwłosej dziewczyny. Zobaczyła ją wciąż siedzącą na łóżku, ale z zapaloną energią kosmiczną. Nie było jasne co Rycerz Kameleona ma zamiar zrobić. Marin podeszła do łóżka szybkim krokiem i potrząsneła dziewczyną. Tamta gwałtownie zgasiła swoją energię i oprzytomniała. Wciąż było czuć, że cała się trzęsie. Nagle jej wzrok padł na szczątki zwęglonej zbroi leżące w kącie pokoju. Marin ścisnęła odrobinę mocniej wiedząc, że blondwłosa dziewczyna pobiegnie w tamtym kierunku. Niespodziewanie nic takiego nie nastąpiło. Siedząca drgnęła tylko i nagle wybuchła płaczem. Marin zdjęła sobie i jej maskę z twarzy, jako że znów były same i usiadła obok niej, lekko obejmując ramieniem. Powinna porządnie się wypłakać, to pozwoli jej nieco się uspokoić. Nawet Złotym Rycerzon trudno było dojść do siebie po tym wszystkim, a ta dziewczyna znalazła się przecież w samym centrum wydarzeń. Ateno, ona przecież go kochała! Marin nie mówiła nic, czekając cierpliwie. Zgodnie z zaleceniem przekazanym przez Death Maska zaprowadzi ją do miasta jak tylko dziewczyna nieco się uspokoi. Trzeba koniecznie znaleźć jej znajomych albo rodzinę, nie powinna teraz zostawać sama. Jeśli nie ma nikogo, Marin pobędzie z nią przez jakiś czas. Stanowczo musi mieć kogoś przy sobie. Powinna dużo spać i przede wszystkim jak najszybciej opuścić Świątynię.

Shura znalazł Atenę w głównej Sali. Nie siedziała na tronie, tylko niespokojnie chodziła dookoła, intensywnie nad czymś myśląc. Dopiero kiedy zbliżył się na odległość kilku kroków zorientowała się, że chciał z nią rozmawiać.

- Shura? O co chodzi? – zapytała kiedy przepisowo powitał ją niskim ukłonem. Była roztargniona, jakby w trakcie podejmowania niezwykle ważnej decyzji. Zaraz jednak zainteresowała się tym, co chciał powiedzieć jej Rycerz. Wszystko traktowała zawsze z jednakowym natężeniem i powagą. Każda rzecz mogła okazać się bardzo ważna, zwłaszcza na początku kiedy Saori nie znała dokładnie ani sytuacji w Świątyni, czy w Atenach, ani nie poznała dobrze Rycerzy ze swojego najbliższego otoczenia. Popatrzyła na Shurę poważnie i wyczekująco.

- Ateno, wybacz, że ci przeszkadzam.

- Nie przeszkadzasz Shura, w żadnym razie. Przeciwnie, chcę zaraz wiedzieć o wszystkim, w czym tylko mogę pomóc. Mów.

Shura zobaczył, że ta dziewczyna lekko się uśmiecha. Niewiarygodne, miała chyba z trzynaście lat i już musiała przewodzić całemu państwu i podejmować strategiczne decyzje. Nie był pewien czy zjawił się we właściwym momencie, ale sprawa była ważna i przyszedł tutaj kierowany impulsem.

- Chodzi o Złotego Rycerza Lwa, Aiorię. – powiedział. – Przed twoim przyjazdem do Świątyni Wielki Mistrz w jakiś sposób go zahipnotyzował. Aioria miał zabić każdego, kto bez pozwolenia usiłowałby przejść przez jego Dom i dostać się do Pałacu. Ta strategia była prawdopodobnie nastawiona na Twoich Brązowych Rycerzy.

Saori nie mówiła nic i nie spuszczała z Shury poważnego wzroku. Rycerz ciągnął:

- Aioria obudził się z tego obłędu dopiero zabijając przypadkowo jednego z uczniów trenującego u miejscowego Srebrnego Rycerza. Niestety wcześniej, zupełnie nieświadomy tego co robi oczywiście, bardzo poważnie zranił Marin, Srebrnego Rycerza Orła.

- Marin! – powiedziała Atena – Znam Marin, uczyła jednego z moich Rycerzy i pomogła nam w Japonii. Czy nic jej nie jest?

- Nie – uspokoił ją Shura – Wróciła do zdrowia już zupełnie. Niestety.. – zawachał się na chwilę, ale powinien był chyba wprowadzić Saori w sytuację. Mu i Aldebaran byli jeszcze na zewnątrz Sali – Aioria i Marin już od dłuższego czasu bardzo zależało na sobie nawzajem.

- Ach, rozumiem... – uśmiechneła się ze szczęściem Atena, ale zaraz spoważniała nagle, ogarniając myślą zaistniałą obecnie sytuację, którą zarysowywał jej Shura.

- Będąc pod wpływem hipnozy Aioria nie miał najmniejszego wpływu na to co robi, ale i tak nie może sobie wybaczyć, że zaatakował Marin i przez niego o mało nie wykrwawiła się na śmierć. Od czasu tego ataku nie rozmawiają ze sobą. Aioria na pewno całkowicie potępił sam siebie.

- Jest bardzo honorowy – powiedziała Saori, która spotkała go przecież w Japonii i miała o nim jak najlepsze zdanie.

Shura przytaknął.

- Przychodzę do ciebie dlatego, że rozmawiałem właśnie z Aiorią i moim zdaniem jego całkowite zamknięcie się w sobie nie wróży nic dobrego. Nie wiem jak go przekonać, że to co się stało nie było jego winą, nie chcę jednak żeby zrobił coś głupiego.

- Dziękuję ci Shura, że o tym pomyślałeś. Porozmawiam z nim najszybciej jak to możliwe. – powiedziała.

Shura także podziękował, nie przestając myśleć o wyrazie twarzy Aiorii.

- Właśnie o to chciałem cię prosić, żebyś z nim porozmawiała. Czuję, że ciebie na pewno posłucha. Poza tym żaden z nas nie umiałby zapewne dobrać właściwych słów. Wiem, że mamy teraz bardzo ważne problemy, z którymi musisz się zmierzyć...

- Problem Aiorii jest bardzo poważny, z tego co słyszę. Znam go jedynie trochę, ale sądząc po jego praworządnej naturze wyobrażam sobie że muszę z nim pomówić jak najszybciej.

Atena podejrzewała, że Rycerz Lwa ma bardzo wrażliwą stronę emocjonalną. Zaniepokojenie Shury tylko to potwierdzało.

Shura pożegnał się patrząc na Atenę z wdzięcznością i wyszedł z Sali Audiencyjnej kierując się w stronę miasta. Cieszył się z tego jaka okazała się ich bogini. Tak jak by mogli oczekiwać, wyglądała na chętną do pomocy i myślącą o problemach wszystkich swoich Rycerzy, nie tylko samego państwa. Wielki Mistrz zawsze traktował Państwo abstrakcyjnie, Atena zaś przeciwnie, wydawała się traktować je jak zbiór indywidualnych jednostek, z których każda jest tak samo ważna w budowaniu przyszłości kraju. Shura miała nadzieję, że takie spojrzenie na rzeczywistość okaże się dać lepsze owoce niż polityka Wielkiego Mistrza. Atena wyczuwała, że jej Rycerz nie zatrzyma się w Domu Koziorożca. Jego zdecydowany krok zdradzał zawsze podjętą mocno decyzję. Shura, podobnie jak Mu zawsze miał coś konkretnego do zrobienia, jedna rzecz goniła drugą. Teraz czekało na niego coś bardzo ważnego.

Saori odwróciła się znów do okna. Lubiła patrzeć w niebo albo w morze, to wyzwalało jej myśli i pomagało podejmować decyzje. Niedawno odrodzona musiała ponownie nauczyć się pokonywać ograniczenia swojego śmiertelnego ciała i rozdzielać umysł Saori Kido od woli Ateny. Czuła wewnętrzną ciężkość i nie mogła myśleć całkowicie swobodnie. Widok morza albo nieba przypominał jej o nieskończonych horyzontach, do jakich była przyzwyczajona jako bogini i wśród których żyła. Po trzynastu latach nadal nie mogła pozbyć się tęsknoty za nimi i dlatego prawie nigdy nie mogła zdobyć się na ludzki śmiech. Czuła się zbyt ciężka, jakby przytłoczona. Nierzadko nawet widok wschodzącego słońca, lub gwiazd nie pomagał. Saori prawie nie sypiała i dlatego czasami czuła się bardzo słaba. Nie podobało jej się że musi przerywać myślenie nad różnymi sprawami na tak długo jak osiem godzin dziennie, a czasem nawet więcej. Chciała obserwować wschody słońca, ruchy gwiazd i wczuwać się w najlżejsze ruchy energii w Świątyni. Mu i Shaka znów weszli do Sali. Rycerz Barana po raz kolejny przypomniał jej, ze powinna się położyć. Od przyjazdu z Japonii spała tak naprawdę tylko kilka godzin, nie licząc czasu kiedy była nieprzytomna po dwóch atakach ze strony swoich Rycerzy. Najpierw Trammy, Rycerz Strzały. Nie żył, nie miała sił żeby powstrzymać swoją świtę. Śmiertelne ciało potrafiło nagle brutalnie o sobie przypomnieć. Upadła ranna i straciła przytomność zanim mogła cokolwiek zrobić. Jeden ciężar na jej sumieniu, tak to odczuwała. Potem Złoty Rycerz Bliźniąt.

Saori zakręciło się w głowie i chwyciła się ręką brzegu okna. Shaka chyba się tego spodziewał, już co jakiś czas stał tuż przy niej, wczuwając się w wachania jej energii i teraz podtrzymał ją delikatnie od tyłu za ramiona. Oparła się plecami na jego piersi.

- Ateno, proszę cię, naprawdę powinnaś odpocząć. Pamiętaj, że używasz śmiertelnego ciała. Ono ma swoje prawa i wymagania, niezależnie do twojego nieśmiertelnego wnętrza. Jeżeli nie odpoczniesz, nie pozwoli ci normalnie myśleć i działać.

Saori miała półotwarte oczy. Shaka czuł jak jej energia bardzo lekko załamuje się. To przez fizyczne zmęczenie, nic jej nie będzie, musi tylko się przespać. Przesunął prawą rękę pod jej ramię, drugą w okolicę kolan i delikatnie wziął ją na ręce. Od razu oparła się o niego, nie protestując już więcej. Zamknęła oczy i Shaka czuł jak napięcie powoli z niej odpływa. Mu poszedł za nimi. Zanim wyszli z Sali Saori już spała. Shaka czuł jak delikatnie oddycha. Była taka cenna dla nich wszystkich.

Shina siedziała przed domem Cassiosa z pudełkiem zapałek w ręce.

- Bogowie, Shina, co ty robisz! – usłyszała za sobą głos przez te wszystkie trzaski.

- Odejdź, nie chcę z nikim rozmawiać! – powiedziała.

Na jej plecy buchało ciepło. Stanowczo za blisko, ale nie obchodziło ją to. Dom płonął cały.

Nagle poczuła czyjś uścisk na ramieniu, potem na drugim i zaraz znalazła się w chmurze dymu. Szarpneła gwałtownie, ale miała zablokowane ręce. Tylko kilka razy kopneła intruza po łydkach obcasami od zbroi. Reakcji nie było.

- Nie wygłupiaj się, bo sama spłoniesz! – usłyszała zza ramienia głos. Wydostała się z zasięgu dymu i ktoś postawił ją na ziemi.

Miała szczery zamiar powiedzieć, że to co z tego i żeby zostawiono ją w trzy diabły, ale zatrzymała się z otwartymi na wpół ustami. Przed nią stał Shura w Złotej Zbroi. Nic dziwnego, że nie poczuł kopniaków.

Shina zamilkła całkowicie. Kurde.

Złoty Rycerz usiadł obok niej nic nie mówiąc. Miał się zapytać czy wszystko dobrze? Albo jak się czuje? Albo może co tam nowego? Lepiej milczeć.

Wreszcie ona przerwała ciszę. Dom spalił się szybko i teraz już tylko kilka elementów rusztowania zostało.

- Po co tu przyszedłeś? Nie powinieneś być na służbie? – zapytała.

- Pomyślałem, że zobaczę czy u ciebie wszystko w porządku.

Shina popatrzyła na niego i kilka razy zmieniła zamiar co do tego co powinna odpowiedzieć. Wreszcie opuściła głowę.

- Idę. Mam dużo do zrobienia. – powiedziała ostrym głosem wstając szybko – Cześć.

Odeszła szybkim krokiem.