HAIIRO

Spojrzałem powątpiewając na wielkie drzwi wejściowe do centrum handlowego. To były drzwi do piekła! Myśleliście, że powinny wyglądać mroczniej? Nie. To taka podpucha jest. Bo pewnie sobie myślicie… co mogą mi zrobić głupie drzwi obrotowe? Otóż… one mogą wszystko! Chociaż mimo wszystko i tak ich najgorszą cechą jest to, że prowadzą do centrum tortur. Tłumy ludzi pchających się do stoisk jak lwy na mięcho. Szczególnie do tych z napisem „promocja" lub „tanio". Szkoda tylko, że to kolejna podpucha. Bo tam wcale nie jest tanio. To są takie przeklęte miejsca. Jak wiry na rzecze. Tylko czekać aż Cię wciągnie i nie wypuści. Ghr… koszmar. To jedna wielka orgia. Tyle, że bez seksu. Chociaż leszy ich wie, co się tu mogło dziać na przestrzeni lat. Chyba nie chce wiedzieć. Jedyne miejsce, które lubię tu odwiedzać to księgarnia. Tam jest portal to raju. Ale zanim się tam dojdzie, można trzy razy stracić swoją cnotę i niewinność. Kurna, Bóg zsyła na nas kolejne próby. To ja już zazdroszczę Abrahamowi. Miał łatwiej! Odetchnąłem kilka razy i spojrzałem ponownie na ekran telefonu. Wiadomość dalej była ta sama. Nic się nie zmieniło. Dalej miałem iść na ścięcie.

Od Feli: Będę czekał w kawiarni „Piekło na ziemi".

Nazwa adekwatna do miejsca, w którym się znajduje. Felcio mnie zdradził, kurde. Skoro chce przejść gehennę, to powinniśmy iść razem! On ma respawn'a lepszego niż Jezus to się nie musi martwić. Chociaż ja też mam dobrego. Nie powinienem się aż tak martwić. Najwyżej będę udawać, że mnie tam nie ma. Albo, że to bardzo trudny Quest. O tak! Wyruszam na misję podbicia Mordoru, bitches! Podszedłem do drzwi i stanąłem przed nimi. Przyjrzałem się im w skupieniu, starając się odgadnąć zagadkę ich otwarcia. To chyba nie będzie trudne…

- Powiedz przyjacielu i wejdź. O tak! To będzie „Mellon" !

Radośnie podskakując, wszedłem wreszcie do hipermarketu i rozejrzałem się. Na prawo sklepy, na lewo sklepy, sklepy przede mną, sklepy nade mną. Ehhh… Mimo wszystko to będzie trudniejsze niż myślałem. Teraz wystarczy wyciągnąć jedyny pierścień i zniknąć im z oczu! Haha! Tak bardzo genialne! Zostaje tylko jeden problem. Nie mam jedynego pierścienia. Taki tak epic fail. Jestę jak Merry i Pip ruszający na Isengard. Tyle, że ja nie mam pomocy entów. Mam tylko…nic. A „nic" nie ma zbyt dużej wartości.
Trzeba po prostu wypiąć pierś i z dumą ruszać do czeluści piekła. Prosto w ramiona Crowleya. Taki tam jeden, mały plusik. W dodatku w radiowęzłach puszczali muzykę, której brzmienie w dużym stopniu przypominało albo remont albo krzyki porodowe. O tak. Nowoczesna muzyka tak bardzo cool. A dusza zraniona bardziej niż po wyjściu z klatki Lucyfera. Odetchnąłem kilka razy i ruszyłem przed siebie. Wszędzie wisiały kartki z napisami „Tylko u nas! Wyrwiemy Ci palce i wepchniemy w gardło…znaczy….PROMOCJA" albo „Jedyna taka oferta! Stracisz wszystkie pieniądze i utoniesz w kanale… znaczy… OBNIŻKI CEN". Nie ma to jak zachęcić człowieka na samym wejściu.

Trzeba ominąć całe to badziewie i znaleźć Feliksa. I nie.. nie chce żadnej mapy. Mi wystarczy moja intuicja. Nigdy nie wiem gdzie idę, ale zawsze trafiam w dobre miejsce. Przynajmniej jak jestem sam i nie rozprasza mnie rozmowa z kimś. To się nazywa zajebistość.
No to teraz skręcimy w lewo… i w lewo. Tak. To zdecydowanie dobry kierunek. Tylko mam jakieś złe przeczucia… Pewnie to samo czują ofiary Slendera przed śmiercią.
Zatrzymałem się i odwróciłem. No i miałem racje. Mój największy koszmar postanowił się ziścić. Myślicie, że wasze urocze pluszaki pomagają wam zasnąć? Nie. To kłamstwo! One wysysają waszą energię życiową, by potem samemu odżyć i was zjeść. W dodatku ciągle przyglądają się wam tymi oczami, w których kryją się mordercze intencje. Istna masakra. Pluszaki na stos! A jeśli małe są straszne, to co mam powiedzieć na takiego w rozmiarach człowieka. W dodatku… o boże. To wiewiórka. Najniebezpieczniejsze i najmroczniejsze zwierze świata. Prześladują mnie odkąd skończyłem sześć lat. Jedna mnie nawet śledzi od dwunastu lat. Dzieci też wychowywała by mnie dręczyły. Myślicie, że Samara, Jeff the Killer i Slender są straszni? Nie znacie świata. Nie znacie prawdziwej natury wiewiórek. Goniła mnie wiewiórka więc wiem co to strach, dziwko. Stworzenie uśmiechało się w ten wesoły sposób mówiący „zabije Ci całą rodzinę, a potem ukradnę ser z lodówki" i machało w moją stronę. W takim wypadku miałem tylko jeden wybór.

- Ruuuuuuuuun, it will kill you! – wydarłem się na połowę sklepu i pobiegłem przed siebie, nie zważając nie kierunek. Bo kogo obchodzi kierunek gdy ratuje się swoje życie? No prawie nikt. Poza tym moja wrodzona intuicja zaprowadzi mnie gdzie trzeba. Chyba. Zwinnie omijałem ludzi wokół siebie i przyglądałem się witrynom sklepów. Leszy z całym tym piekłem. Chce tylko dostać się do tej restauracji.

Zatrzymałem się dopiero gdy stanąłem przed barkiem, urządzonym w średniowiecznym stylu. Szubienice, dyby i te sprawy. Od tego miejsca aż biło optymizmem. Idealne miejsce na spędzenie popołudnia i odprężenie się. Jak już się pewnie domyślać to właśnie była restauracja, której szukałem. Widziałem, że ją znajdę! Podobne rzeczy się przyciągają, czo? Uśmiechnąłem się szeroko i wkroczyłem do mhrocznego królestwa. Muzyka tu też była dużo lepsza! Zdaje mi się, że słyszę krzyki Theona Greyjoya! „Oh…please…please. Cut my finger!". Haha. Tak. Rozejrzałem się i dostrzegłem przyjaciela, majsterkującego przy jakimś narzędziu tortur. Znajdzie swój, swojego. Chłopak uważnie oglądał jakiś ciemny otwór i właśnie wkładał w niego paluchy. Jezu, trzeba go powstrzymać bo niedługo to on straci palce, a nie Theon. A to nie zapowiada nic dobrego, wierzcie mi. Ucinanie palców to gra wstępna to zostania eunuchem. A wydaje mi się, że Feliks nie chce tracić żadnej części swojego ciała.
Rzuciłem się przed siebie i złapałem chłopaka za biodra, odciągając od maszyny. Chłopak nagle się wzdrygnął, zaskoczony. Potem rozpromienił na mój widok. Ale gdy przekonał się, że złapałem go tylko po to by zabrać mu zabawkę, wygiął usta w podkówkę i zaczął pojękiwać.

- Ale… moja zabawka… to by było takie… party hard!

- Nie, Feliks. Narzędzia tortur to nie zabawki. A torturowanie to nie party hard. - szatyn mruknął coś niezrozumiale i pociągnął mnie za sobą do stolików. Dobrze, że się nie fochnął o ten zakaz obcinania sobie kończyn.