Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ry123red. Prawa do sagi, bohaterów należą do Stephenie Meyer.


Od autorki: TA DA! I oto kolejny rozdział. No i jak myślicie… kto stoi za „komplikacjami"? ;) Zapraszam do lektury!


Poprzednio…

Moje serce na chwilę stanęło. Wy chyba sobie jaja robicie. Czy naprawdę zamierzał spróbować mnie od tego odciągnąć? O nie, na pewno nie. Jeżeli Jasper nie zamierzał mnie zmienić, to dorwę Carlisle'a, ponieważ mam już serdecznie dosyć bycia odrzucaną, przekładania tego, co nieuniknione. Wiedziałam, że to moje przeznaczenie i nieważne jak bardzo chciałabym, by to Jasper mnie zmienił, jeżeli nie będzie innego wyjścia, to niech jad innego wampira płynie w moich żyłach.

- Czekaj, czekaj, aniołku – Jasper przerwał moje wewnętrzne załamanie. – Daj mi skończyć.

Wypuściłam powietrze, które nawet nie wiedziałam, że wstrzymywałam i pozwoliłam, by nasze spojrzenia się spotkały. Nawet nie odważyłam się, by mieć choć odrobinę nadziei.

- To jest absolutnie twoja decyzja, ale sądzę, że powinnaś wiedzieć…

I wtedy Jasper powiedział chyba najgorszą z możliwych rzeczy, jaką mógł wypowiedzieć w tym momencie.

- … że mamy komplikację.


Rozdział 13: Wszyscy Upadamy

- Witaj Bello.

Patrzyłam się, zdumiona, na wysoką dziewczynę, która wyszła z chatki za Jasperem, a następnie przy nim stanęła. Kim ona do cholery była?

Przejrzałam jej długie do ramion, perfekcyjnie proste, koloru jasny blond włosy; smukłą nieskazitelną twarz; wysoką, szczupłą figurę; a w końcu wegetariańskie, topazowe oczy i od razu poczułam się od niej gorsza.

Kim była ta wampirzyca i co ona tu robiła?

- Bello… to jest Irina. Jest członkinią klanu Denali z Alaski – przedstawił ją Jasper.

- Potrafię się przedstawić, głuptasku – praktycznie zagruchała, uśmiechając się do Jaspera.

Co to miało znaczyć, do diabła?! - powtórzyłam sobie w głowie.

- Zatem należysz do klanu Tanyi? – odezwałam się, by odwrócić jej uwagę od Jaspera.

- To nie jest jej klan – wyniosła blondynka mnie poprawiła. – Ale owszem, należymy do tej samej rodziny.

- Irina! – wykrzyknęła Esme. – Tak miło cię widzieć! Co tutaj robisz? Gdzie są twoje siostry?

- Oh, wszystkie są w środku. Usłyszeliśmy, że Carlisle aktualnie przebywa w tym uroczym, wakacyjnym domku, więc zaczęliśmy przypuszczać, że również i ciebie z nim zastaniemy, tak więc skierowaliśmy się od razu tutaj – wytłumaczyła Irina, zanim posłała Esme pytające spojrzenie.

- Może chodźmy wszyscy do środka? Chodzi mi przede wszystkim o jedną osobę, która prawdopodobnie właśnie zamarza – zasugerował Jasper, puszczając mi oko.

- Brzmi dobrze – zgodziła się Irina, zanim razem z Esme zniknęła w domu.

- Musisz poczekać jednak trochę dłużej – wymruczał Jasper, posyłając mi przepraszające spojrzenie.

Po prostu wspaniale. Akurat w chwili, kiedy myślałam, że bez przeszkód stanę się wampirem, pojawia się supermodelka z figurą niczym lalka Barbie razem z jej rodziną i wszystko rujnuje. Chyba nie zamierzali zostać na tak długo… prawda?

- Co to jest parę godzin do wieczności? – wzruszyłam ramionami, jakby myśl przekładania mojej zmiany nie robiła na mnie większego wrażenia.

Zmarszczył brwi, prawdopodobnie wyczuwając, że moje emocje nie współgrały z tym, co przed chwilą powiedziałam. Postanowił jednak tego nie skomentować. Weszliśmy do ciepłego domu.

Kiedy Jasper i ja dotarliśmy do salonu, zauważyłam, że wszyscy tu zgromadzeni siedzieli i luźno między sobą rozmawiali.

Carlisle siedział z Esme na fotelu (trzymał ją za rękę), podczas gdy trzy siostry ulokowały się delikatnie tuż obok nich na sofie.

Tanya spojrzała na mnie, zaskoczona.

- Dlaczego tu jesteś?

- Proszę? Ja? – zapytałam, w tym samym momencie tak samo zdumiona, jak ona.

Co przez to miała na myśli? Wiedziała przecież, że należałam do rodziny Cullenów, odkąd zobaczyła mnie na… cholera. Była na ślubie.

- Tak. Czy ty i Edward nie powinniście być właśnie w czasie miesiąca miodowego? Czy coś się… stało? Gdzie jest Edward? – Tanya wyraźnie zagubiła się w sytuacji.

Zapadła między nami cisza.

- Tanya… - zaczął Carlisle, biorąc to na siebie, gdy zauważył, że w dalszym ciągu nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. – Edward i Bella nie są już ze sobą od tygodnia.

Trzy wampirki głośno wciągnęły powietrze. Mimo że to nie pora na żarty, musiałam przyznać, że rozbawiła mnie ich synchronizacja.

- Tak mi przykro Bello. Gdybym wiedziała, nie spytałabym się o to – zaszczebiotała Tanya.

- Nie, nie. Jest w porządku, skąd miałaś wiedzieć – zapewniłam ją, modląc się w duchu, by się nie spytała o przyczynę.

- Możemy sobie pójść, skoro to nie jest dobra pora na wizyty… - wtrąciła czarnowłosa wampirka siedząca na środku.

- Wszystko jest w porządku, Kate! – wykrzyknęła Esme. – Bardzo miło nam będzie, jeżeli zostaniecie. Tak rzadko się widujemy.

- Tak czy inaczej jesteśmy zadowolone, że zadzwoniliście do nas i zaprosiliście – powiedziała Tanya z małym uśmiechem na twarzy.

Czekajcie chwilę! O czym ona, u licha, właśnie mówiła?! Wszyscy Cullenowie wiedzieli, że miałam być dzisiaj ugryziona, tak więc nie zadzwoniliby, żeby zaprosić klan Denali! Coś jest… nie tak! W końcu kto byłby taki… Alice. Założę się, że to ona!

Wykorzystywała każdą napotkaną szansę, by nie dopuścić do mojej przemiany! Sądziłam, że prośba o wyświadczenie jej przysługi i obrażanie mnie prosto w twarz było ciosem poniżej pasa, ale to… to było tysiąc razy gorsze.

Co ona próbowała przez to osiągnąć? Jedyne, co zrobiła, to przesunęła o chwilę to, co i tak było nieuniknione. Jeszcze się przekona, że BĘDĘ wampirem w ciągu paru dni i nie inny, tylko jad Jaspera BĘDZIE w moich cholernych żyłach!

Rzuciłam okiem na Jaspera, którego twarz także była ponura. Całe szczęście, że nie tylko ja byłam wkurzona na tę całą sytuację.

- Przepraszam cię Tanyo, ale chyba nie nadążyłem – powiedział z wahaniem Carlisle. – Powiedziałaś, że ktoś, jeden z nas, zadzwonił i was zaprosił? Kto?

- Nie jestem pewna, ponieważ Eleazar odebrał telefon, ale mogę później do niego zadzwonić i się zapytać, jeżeli byście tego sobie życzyli – hojnie zaoferowała Kate.

- Byłbym bardzo wdzięczny – rzekł Carlisle z wymuszonym spokojnym uśmiechem na twarzy.

- Jeszcze raz dziękuję ci Esme za pozwolenie na nasz pobyt. Już dużo czasu minęło, odkąd z kimś się widzieliśmy – powiedziała uśmiechnięta Kate, po czym wstała i uścisnęła wyższą od niej wampirzycę.

- No wiesz, jak to niektórzy mówią – rozstanie wzmacnia uczucia – wtrąciła Irina, która przez dłuższą chwilę przyglądała się Jasperowi. Byłam pewna, że tylko ja zauważyłam ten ruch.

Okej, teraz już na poważnie zaczęłam się zastanawiać, czy Jasper i Irina byli kiedyś ze sobą czy coś w tym stylu. Chociaż z drugiej strony on przez cały czas, odkąd się poznali, był z Alice, więc to niemożliwe… prawda?

No i z tego, co ona wiedziała, to Jasper i Alice w dalszym ciągu byli szczęśliwym małżeństwem, tak więc dlaczego tak mocno się do niego przystawiała? Czy naprawdę była aż tak samolubna i beztroska?

Jasper z pewnością nic do niej nie czuł, skoro znali się już tyle czasu i nigdy się nią nie interesował.

Czy może był tak zaślepiony uczuciami do Alice, że zwyczajnie jej nie zauważał? A teraz w końcu był wolny.

Myśl ta spowodowała nieoczekiwane ukłucie w moim sercu, ale zanim zdążyłam się nad tym głębiej zastanowić, zdałam sobie sprawę, że w czasie moich rozmyślań wszyscy już dawno wstali i kierowali się do wyjścia.

Serio? Byłam zdezorientowana przez… kilka minut? Naprawdę ludzie byli w porównaniu do nich aż tak wolni? To takie żenujące.

- Bella? Wszystko w porządku? Zdawałaś się być nieobecna przez większą część konwersacji, już nie wspominając o tym, że twoje emocje nie były zbyt pozytywne – powiedział Jasper, zaskakując mnie.

Nawet nie zauważyłam, że zostaliśmy sami w pokoju. Okej, to już naprawdę robiło się przykre. Musiałam obudzić się z tego transu, zanim jeszcze bardziej się przed nimi upokorzę.

- Chcesz usłyszeć prawdę, czy białe kłamstwo? – spytałam sarkastycznie.

- Prawda będzie w porządku.

I wtedy cała moja frustracja, wyczerpująca cierpliwość i pesymistyczne uczucia wylały się ze mnie w pospiesznie wypowiadanych słowach.

- Chodzi mi po prostu o to, że jestem już gotowa, by zmienić swoje życie. Przemiana będzie moim swoistym odrodzeniem się. Szansa na nowy początek i opóźnianie czegoś, na co tak długo czekałam, nie wprowadziło mnie w najlepszy nastrój – wytłumaczyłam, zażenowana. Wzruszyłam ramionami do Jaspera.

I ta nadmiernie flirtująca blondynka wcale mi nie pomaga.

- Która? Masz na myśli Irinę? – spytał Jasper, na co moje oczy rozszerzyły się, policzki zaróżowiły, a szczęka opadła.

- O mój boże nie wierzę, że powiedziałam to na głos – wyjęczałam, czując upokorzenie. – Proszę, powiedz, że inni byli poza zasięgiem słuchu.

- Jest w porządku. Jestem jedynym świadkiem twoich prawdziwych uczuć wobec naszych gości – powiedział, rozbawiony, potrząsając głową.

Przez chwilę obserwowałam, jak śmieje się moim kosztem. Jasper nie śmiał się często, ale kiedy już to robił, to całym sobą. Uśmiech sięgał nawet jego oczu (tak namacalna wokół niego była ta emocja). Jeżeli on był szczęśliwy, nic nie można było poradzić, tylko być szczęśliwym razem z nim.

- Oh naprawdę? W takim razie sądzę, że jedynym uczciwym wyjściem będzie poznanie także i twoich uczuć – zaproponowałam, unosząc brew, stawiając mu wyzwanie.

Spauzował, z zaskoczonym wyrazem twarzy, zanim mi odpowiedział.

- Więc, nawiązując do tego, co mówi Irina, Tanya zawsze była kimś w rodzaju lidera tej grupy i tak się ciągle na niego kreuje. Jest pewna siebie, ma manię wyższości, ale zarazem jest zażarcie lojalna. Kate jest prawdopodobnie jej przeciwnością – pełna życia, uwielbiająca zabawę, najbardziej beztroska. Natomiast Irina…

Na to najbardziej czekałam.

- Ma ciekawą osobowość. Była w przelotnym związku z Laurentem, no wiesz, przez co zaniedbała uczestniczenie na ślubie twoim i Edwarda. I… I Emmett i Rose powinni teraz tu przyjść i przestać się ukrywać, ponieważ czuję wasze emocje. I około pół mili stąd Emmett nadepnął na patyk.

Czekajcie, co? Emmett i Rose tu byli? Co do diabła?! Czy naprawdę nie mogli poczekać sekundę dłużej, zanim nam przerwali? Na pewno nie pozwolę Jasperowi się z tego wykręcić...

- Później dokończymy tą konwersację – surowo stwierdziłam, na co on leniwie się uśmiechnął.

- Cokolwiek powiesz, maleńka.

- Czy w czymś wam przeszkodziliśmy? – spytał Emmett z głupkowatym uśmiechem.

- Wow Emmett. Nie wiedziałam, że nieumarli mogą mieć dołeczki – powiedziałam nonszalancko po zauważeniu, że w rzeczy samej je miał; zadowolona, że w odpowiedzi zmazał ten uśmiech z twarzy i zamienił go na nadąsanie.

- Oh, więc teraz jesteśmy dla ciebie „nieumarłymi"? – zapytał Jasper, wyraźnie rozweselony. – A myślałem, że się przyjaźnimy.

Nagle na jego twarzy pojawił się diabelski uśmieszek.

- Ale z drugiej strony zdajesz się tworzyć ukradkowe opinie o wszystkich dookoła i trzymasz je w tajemnicy.

- Tajemnice? – powiedział podekscytowany Emmett. Humor mu powracał. – Umiem trzymać język za zębami.

- Jasper! Zdrajca! – wykrzyknęłam figlarnie, popychając go ręką.

- No, no. Zostaw biedną Bellę w spokoju. Już wystarczająco dużo przeszła przez przełożenie daty jej przemiany, a wszystko to przez przybycie naszych nieoczekiwanych gości – powiedziała z grymasem Rose.

Ah! Wyglądało na to, że nie tylko ja nie kochałam tria nowoprzybyłych wampirów. Wybornie.

- Co powiesz na przejażdżkę Bello?

- Absolutnie jestem na tak! – rozpromieniłam się, zanim zauważyłam przygnębiony wyraz twarzy u Jaspera.

- Hej! Jas, Em, chcecie z nami jechać?

Identyczne uśmiechy wykwitły na twarzach obydwu chłopaków.

- Ooo tak! Wycieczka samochodem!


Od autorki/tłumaczki! I jak się podobało? Dajcie znać! Jak myślicie, gdzie pojadą? ;)