UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. :)

Stworzyliśmy na podłodze dosyć dokładny plan Ministerstwa używając różnych przedmiotów, które znaleźliśmy w pokoju. Fred, George i ja wyciągnęliśmy różdżki i używaliśmy ich do pokazywania gdzie i jak każde z nas będzie się przemieszczać. Zdecydowaliśmy, że użyjemy Fasolek Wszystkich Smaków by zaznaczyć każdego z nas.

- Więc ja pójdę tutaj i zdezaktywuję klątwy. Potem George, - powiedział Fred, wskazując na pomarańczową fasolkę, - Pójdzie tutaj i przykuje uwagę tego strażnika używając przynęty-detonatora.

Fred przesunął różdżkę od George'a i pokazał na różową fasolkę.

- Potem Harry…

- To nie ja Fred, ja jestem zieloną fasolką.

- Okej, - Przesunął różdżkę na zieloną fasolkę. - Potem Harry pójdzie do pokoju z monitoringiem. Wrzucisz tam dwa opakowania Peruwiańskiego Proszku Natychmiastowej Ciemności. Nie będziesz miał przy sobie swojej peleryny, więc będziesz musiał użyć Zaklęcia Kameleona.

Harry pokiwał głową na znak, że zrozumiał, więc Fred odwrócił się do Rona.

- Wtedy ty będziesz razem z Ginny na głównym korytarzu, na wypadek gdyby coś poszło nie tak. Jeśli poczujesz, że galeon się nagrzewa i zmienia kolor to podążaj w kierunku tego, kto wysłał wiadomość. Każdy z nas będzie miał swój własny kolor, więc będziesz wiedział kto to zrobił.

Przesunął różdżkę na żółtą fasolkę.

- Hermiona będzie miała twoją pelerynę Harry, i to ona wejdzie do Biblioteki, bo będzie najmniejsza. Oprócz tego, to właśnie ona zna się na Bibliotekach bardziej niż ktokolwiek inny.

Podniósł wzrok i spojrzał na mnie.

- Proszek Natychmiastowej Ciemności będzie działał przez dwie minuty. Będziesz miała wystarczająco dużo czasu żeby wejść i wyjść, ale nie możesz się guzdrać.

Pokiwałam głową i przestudiowałam nasze położenie.

- Wiecie, - Usłyszałam głos Rona. - To może zadziałać. Czemu nie zrobiliśmy tak poprzednim razem?

Twarz Freda rozjaśnił uśmiech zanim odpowiedział.

- Powiedziałem wam, że ostatnim razem nie mieliście nas ze sobą.

- Fred i ja jesteśmy...

- Mistrzami,

- We włamywaniu się,

- Skradaniu,

- Zabieraniu,

- I wychodzeniu,

- Bez przyłapania nas na czymkolwiek. - Dokończył Fred razem z Georgem.

- Mam tylko jedno pytanie. - Powiedziała Ginny, patrząc na fasolki. - Kiedy to zrobimy?

Podniosła głowę i spojrzała na nas. Spojrzeliśmy po sobie i porozumieliśmy się bez słów.

- Jutro. - Fred, George i ja odpowiedzieliśmy w tym samym czasie. Ginny wyglądała na zaskoczoną, że tak łatwo potrafię się z nimi porozumieć. Nawet mnie trochę to zaskoczyło.

- Miona, spędzasz z tą dwójką zbyt dużo czasu. Przechodzisz na ciemną stronę mocy. - Powiedział Ron z szerokim uśmiechem. Fred objął mnie ramieniem i przysunął bliżej.

- I nie moglibyśmy być z niej bardziej dumni.

{}o{}o{}

Pani Weasley wróciła pięć minut później. Zauważyła, że wszyscy siedzimy na podłodze i uniosła brwi. Żadne z nas się nie odezwało, więc po prostu pokręciła głową.

- Świetnie! Tylko lepiej nic nie kombinujcie! Jeśli posuniecie się za daleko... - Zrobiła pauzę, zostawiając nas, żebyśmy sami zgadli co nam zrobi. Odwróciła się i podążyła do kuchni, zatrzymując się tuż przed drzwiami.

- Fred, Hermiona, czy możecie pójść ze mną na chwilę do kuchni?

Rzuciłam Fredowi podejrzliwe spojrzenie i odpowiedziałam, że zaraz przyjdziemy.

- Co zrobiłaś?

- Co zrobiłeś? - Zapytaliśmy w tym samym czasie.

- Ja? Nic!

Wszyscy zaśmiali się cicho, kiedy znowu odezwaliśmy się jednocześnie. Przewróciłam oczami, wstałam i weszłam do kuchni. Fred wszedł tuż za mną.

- Tak, pani Weasley? - Zapytałam tak grzecznie jak tylko potrafiłam.

Fred zamknął drzwi. Stała przy kuchence i czarowała łyżkę tak, by mieszała w garnku. Odwróciła się szybko i uśmiechnęła.

- Musimy porozmawiać o waszym ślubie, kochani.

Ojej. Z tym wszystkim co działo się w tej chwili kompletnie zapomniałam, że będę musiała poślubić Freda. Wydawało się być to z mojej strony dużym niedopatrzeniem, szczególnie, że zauważyłam, że dzisiaj był trzynasty maja. Mieliśmy się pobrać pierwszego lipca, więc zostały nam tylko czterdzieści dwa dni do ceremonii.

Merlinie, ratuj mnie, jak niby miałam to zrobić?

Fred ominął mnie i usiadł przy stole. Po chwili otrząsnęłam się i usiadłam obok, obserwując panią Weasley, która usiadła na przeciwko nas.

- Po pierwsze, jaki typ ceremonii chcielibyście mieć?

Fred spojrzał na mnie, dając mi wyraźnie do zrozumienia, że to ja powinnam zadecydować.

- Coś małego, tylko dla rodziny i kilku przyjaciół. – Powiedziałam.

Dla rodziny. Merlinie! Moja rodzina wciąż nie wiedziała, że istnieję. Nie zdążę przywrócić rodzicom pamięci przed ślubem. Łzy napłynęły mi do oczu i poczułam, że Fred chwycił mnie za rękę pod stołem.

- Dobrze. - Odpowiedziała Pani Weasley, nie spoglądając na nas znad kartki, na której pisała. - Gdzie ma odbyć się ceremonia?

Poczułam, że zaciska mi się krtań i musiałam walczyć z chęcią rozpłakania się. Moja mama nie przyjdzie i nie pomoże mi wybrać sukni. Nie wybierzemy razem tortu. Nie przyprowadzę Freda do domu, a mój tata nie zasypie go pytaniami. Będą za tym tęsknić. A raczej to ja będę za tym tęsknić. Nic nie zdążymy zrobić by sprowadzić ich na czas.

Poczułam, że Fred mocniej ścisnął moją dłoń i usłyszałam jak odpowiada swojej matce.

- Może w ogrodzie? Jest miły i dość duży, no i kwiaty wciąż będą kwitły.

- Ach tak, to przypomina mi o tym, że musimy ustalić datę. Myślałam o czternastym czerwca. To w sobotę, no i nikt jeszcze nie wybrał tej daty, więc dużo osób mogłoby przyjść. - musiałam bardzo mocno powstrzymać napływające emocje by móc jej odpowiedzieć.

- Chyba byłoby dobrze. - Mój głos tylko trochę się zatrząsł.

Fred wciąż trzymał mnie za rękę, lekko gładząc ją kciukiem. Było to dość przyjemne uczucie.

- Świetnie, teraz wszystko co musimy zrobić to wybrać suknię, jedzenie i kwiaty.

- Mamo, - Przerwał jej Fred.

Spojrzała na niego z zaskoczeniem.

Uniósł rękę, w której nie trzymał mojej dłoni i wskazał na garnki.

- Obiad ci się przypali.

Pani Weasley krzyknęła i wstała szybko z krzesła chwytając za różdżkę.

- Merlinie! Dziękuję kochanie. - Powiedziała. - Idźcie umyć ręce, obiad będzie już za kilka minut!

Pokiwałam głową i wstałam. Fred także się podniósł i razem podążyliśmy w kierunku drzwi, wciąż trzymając się za ręce. Puściliśmy się dopiero, kiedy wyciągnęłam rękę by chwycić za klamkę.

N/A: Więc od teraz każdy rozdział będzie wyglądał w ten sposób. :) Dzięki za komentarze! :)