Rozdział 13
Kurenai usiadła obok swojego męża i spojrzała na drugą parę, Iruke i Anko. Anko próbowała karmić swojego mężczyznę, ale karmienie go własnoręcznie przygotowanym posiłkiem tylko pogarszało sprawę. Biedny facet wyglądał jakby miał mdłości, ale kontynuował jedzenie. Pokazywało to, jak bardzo mu na niej zależy.
"Wpędzi się do grobu." Zażartował Asuma.
"A ja uważam, że to słodkie. Wie jak traktować damy." Powiedziała.
"To raczej samobójstwo." Kurenai szturchnęła lekko męża. Właśnie wtedy do pokoju weszła Hinata. Widziała jak Iruka przekonuje Anko, że może już iść. Kiedy wyszła, wyciągnęła torebkę i uderzyła Iruke w pewne miejsce. Jounin natychmiast wypróżnił zawartość swojego żołądka do torebki. Asuma zachichotał i spojrzał na Hinate.
"Właśnie uratowałaś mu życie." Powiedział Asuma. Obie kobiety zachichotały. Kurenai zwróciła się do swojej byłej uczennicy.
"Dlaczego tu przyszłaś Hinata? Myślałam że idziesz porozmawiać z Ino." Zapytała.
"Spotkałam Ino po drodze. Ma kartę zdrowia Neji'ego, ale to ja go leczę. Neji pewnie życzyłby sobie tego." Wyjaśniła Hinata.
"Widać, że w końcu się dogadaliście." Powiedział Asuma.
"Tak, straciliśmy wiele czasu, ale nadrobimy to." Powiedziała z lekkim rumieńcem. Dwójka dorosłych uśmiechnęła się, ciesząc się z jej szczęścia. Nagle Iruka skończył wymiotować i szybko położył się do łóżka. Odwrócił się do Hinaty.
"Hinata, widziałaś Naruto?" Spytał słabo Iruka. Nikt z pokoju nie był zaskoczony tym pytaniem. Naruto był dla Iruki niczym brat.
"Nie wpuszczono mnie do niego. Szermierze cały czas go pilnują a Tsunade nie pozwala nikomu do niego wejść, dopóki nie otrzyma raportu. Przykro mi Iruka."
"Nic się nie stało. Chciałem mu tylko podziękować, że znowu nas uratował. Jest bohaterem, tak jak chciał Yondaime." Powiedział Iruka z dumą.
"Cieszę się, że widzisz to w ten sposób. Szkoda że Shino tak nie uważa." Powiedziała Hinata smutnym tonem.
"Ty i Kiba nadal się do niego nie odzywacie?" Zapytała Kurenai.
"To on raczej się do nas nie odzywa. Po prostu myślałam... Myślałam że on jako pierwszy zrozumie Naruto."
"Dlaczego tak mówisz?" Spytał Asuma.
"Shino zawsze był samotny z powodu rodzinnych zdolności. Ja i Kiba zaakceptowaliśmy go. Myślałam że poczuje, jak wiele go łączy z Naruto, ale widocznie się pomyliłam." Powiedziała Hinata.
"Strach jest potężną rzeczą Hinata. Ale nadal jestem trochę rozczarowana reakcją Shino. Musisz zrozumieć, że Kyuubi zabił wielu ludzi w każdym klanie. Niektóre klany całkowicie wyginęły tamtego dnia. Osada potrzebowała kozła ofiarnego, na którym mogłaby wyładować swój strach i trafiło na Naruto." Wyjaśniła Kurenai.
"Tak, ale..."
"Powiedz mi Hinata, co ci zawsze mówiono o Naruto?" Spytał Iruka. Hinata pomyślała o tym przez chwilę i ją olśniło. Iruka wyjrzał przez okno. "Pewnie mówiono ci, że to złe dziecko i że powinnaś trzymać się od niego z daleka. Pewnie twoi krewni nie podali ci żadnego powodu, ale wiedziałaś, że go nienawidzą, więc robiłaś to, co oni. Oczywiście jesteś wyjątkiem, bo byłaś w nim zakochana, ale inne dzieci naśladowały swoich rodziców. To ludzka cecha, by iść w ślady rodziców, więc zrozum postępowanie Shino." Hinata kiwnęła głową na mądre wyjaśnienie i przebadała Iruke.
Na zewnątrz stał Shino i podsłuchiwał całą rozmowę. Słyszał co powiedział Iruka i musiał przyznać mu racje. Pamiętał jak kilku członków jego klanu atakowało Naruto, kiedy ten był jeszcze dzieckiem. Mimo że sam nigdy nie zaatakował, to ignorował go i trzymał się od niego z daleka. Kiedy dowiedział się o Kyuubim, jak mógł powiedzieć że zachowanie jego klanu było niewłaściwe? A może się mylili? Znał bardzo dobrze samotność wynikającą z racji bycia Aburame i to go łączyło z Naruto, ale i tak się różnili, prawda? Musi się zastanowić nad tym, co powiedzieli ci ludzie. Odwrócił się i odszedł.
---------
Genji przyglądał się Tsunade, która rozmawiała z dwiema kobietami, które składały jej raport. Zastąpił Shina pięć minut temu i spokojnie doglądał swojego kage. Przyglądał się twarzy Hokage, po której widać było wiele emocji, ale jedna z nich dominowała - złość. Pewnie z powodu wypadku przed szpitalem. Słyszał jak Hokage wzdycha i spojrzała na dwie kobiety stojące przed nią.
"Sakura, zdobądź imiona tych, co dzisiaj zginęli. Kiedy wstaniemy na nogi, urządzimy im pochówek. Ciało Raikage odeślemy do Kumo. Może będą chcieli się wycofać." Powiedziała Tsunade.
"Nie wywoła to konfliktu miedzy Kumogakure a Kirigakure?" Zapytała Ino.
"Nie martwiłbym się o nas. Kumo będzie teraz lizało rany po walce z nami. Kiri zarządzają mądrzy ludzie i starszyzna." Powiedział Genji.
"Ino, daj mi karty zdrowia Neji'ego, Kiby i Konohamaru." Rozkazała Tsunade. Ino wykonała rozkaz i dała jej dokumenty. Szybko je podpisała i nałożyła na nie swoją pieczęć. Oddała je z powrotem Ino. "Jak tylko wypiszesz Kibe i Neji'ego przyślij ich tutaj. Sakura chce abyś znalazła Kakashi'ego i go tu sprowadziła. Jeśli będzie trzeba użyj siły, tym razem ma się nie spóźnić. Później dostarczysz im papiery, abym mogła zdegradować pewnych ANBU."
"Tsunade-sama, jesteś pewna że to mądra decyzja? Starszyzna..." Zaczęła Sakura, ale przerwała pod jej ostrym spojrzeniem.
"Starszyzną zajmę się, jak już tu będą, wezmę wszystko na siebie. Nie pozwolę, by kilku aroganckich głupców przynosiło nam hańbę z powodu dawnej nienawiści. Nauczą się szacunku, jeśli stracą stanowiska. Nie będę tolerowała braku szacunku dla naszych bohaterów. Czy to jasne?" Powiedziała Tsunade twardo. Sakura przytaknęła i szybko wyszła. Ino ukłoniła się i również wyszła. Tsunade westchnęła i wróciła do swojego łóżka. Twarz zwróciła w stronę Naruto. Lekko się uśmiechnęła, widząc jak spokojnie śpi. Genji przyglądał się temu z uśmiechem.
"Naprawdę się o niego martwisz, prawda?" Zapytał.
"Kiedy odszedł dwanaście lat temu, prawie zwariowałam ze strachu o jego bezpieczeństwo. Chciałam, aby jego sensei Jiraiya poszedł z nim, ale nas powstrzymano. Bardzo się cieszę, że nic mu nie jest. Żałuję, że niczego nie mogłam poradzić. Wtedy byłby Rokudaime a nie Yondaime." Powiedziała Tsunade.
"Planujesz go przekonać, by wrócił?" Zabrzmiało pytanie Genji'ego. Myśl ta krążyła jej po głowie, kiedy tylko go ujrzała. Nic nie odpowiedziała dopóki lekko zachichotała.
"Nie musisz się tym martwić. Teraz wy sobie z nim radźcie." Powiedziała. Genji uśmiechnął się i odwrócił w stronę Naruto.
---------
Konohamaru, Kiba i Neji szli w stronę wyjścia. Ino ich wypisała ze szpitala mówiąc, że przywrócono im ich status. Powiedziała też Kibie i Neji'iemu, że Tsunade chce ich widzieć. Minęli ANBU, z którymi się pokłócili. Jeden z nich chciał wiedzieć, dlaczego wypuszczono zdrajców, ale go zignorowali. Kiedy trzech mężczyzn wyszło z budynku, Konohamaru rozciągnął mięśnie.
"Ludzie, cieszę się że już wyszliśmy. Zaczynałem umierać z nudów." Jęknął.
"Tak, wiem o co ci chodzi." Powiedział Kiba. Zastrzygł uszami, kiedy usłyszał szczekanie. Odwrócił się i zobaczył biegnącego w jego kierunku partnera. Uściskał i pogłaskał swojego psa.
"Hanabi-dono? Co ty tutaj robisz?" Powiedział Neji. Konohamaru odwrócił się do niej. Nie wiedział jak ma się przy niej zachować. Nie był na nią zły za wzięcie strony Sasuke, ale był zawiedziony jej sposobem myślenia. Młoda Hyuuga zauważyła jego spojrzenie, ale na razie wolała go ignorować. Zwróciła się do swojego szwagra.
"Nie musisz zwracać się do mnie tak oficjalnie. Mówiłam ci abyś mówił do mnie siostro. A jestem tutaj, bo akurat byłam w pobliżu. Hinata-oneesan poprosiła mnie o wyprowadzenie tego potwornego psa." Powiedziała Hanabi. Neji wiedział, że to tylko pół prawdy. Znał prawdziwy powód jej przyjścia tutaj.
"Dzięki za wyprowadzenie go Hanabi." Powiedział Kiba. Odwrócił się do Akamaru. "Mamy misję do wykonania, więc chodźmy." Akamaru zaszczekał na potwierdzenie i oboje skierowali się w stronę szpitala. Neji chciał iść za nim, ale zatrzymał się i zwrócił się do swojej szwagierki. Doszedł do wniosku, że mógłby trochę się podrażnić z własną siostrą.
„Tylko pozbądź się go z kompleksu do wschodu słońca. Nie wiem czy mógłbym powstrzymać Hiashi'ego w ataku złości." Powiedział z chytrym uśmiechem. Hanabi się zaczerwieniła i twardo spojrzała na Neji'ego.
"Nie mam pojęcia o czym mówisz, ale nie zamierzam tego słuchać. Miałeś gdzieś iść Neji-sama." Powiedziała stanowczo Hanabi. Neji uśmiechnął się złośliwie do swojej szwagierki i zniknął razem z Kibą i Akamaru. Pozostałą dwójka przyglądała się sobie na środku ulicy przez czas, który zdawał się wiecznością. Hanabi westchnęła i spytała go. "Nic ci nie jest?"
"Bywało lepiej. Szyja trochę mi zesztywniała, ale do jutra przejdzie." Powiedział Konohamaru.
"Mogę ci pomóc. Poza tym jestem ci winna kolacje." Zaoferowała Hanabi.
"Sam nie wiem. Jestem trochę zmęczony i siedziałem prawie cały dzień w celi. Lepiej pójdę do domu." Powiedział i odwrócił się w przeciwnym kierunku. Humor Hanabi momentalnie się popsuł. Wiedziała że był na nią zły za to, co powiedziała na dachu szpitala. Zmarszczyła brwi, ale zaraz na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Znała słabość młodego Sarutobi i planowało ją wykorzystać.
"Dobra. W takim razie sama muszę wrócić do domu, który jest zupełnie pusty." Konohamaru zatrzymał się. "Cały dom będę miała tylko dla siebie." Przeszły ją lekkie dreszcze. "Wezmę długą, gorącą kąpiel w blasku świec, które podarowała mi one-chan. Wiesz, te o waniliowym zapachu." Z jego nosa poleciała kropla krwi. "Wtedy pewnie założę TĄ szatę i pójdę do łóżka. Tak, właśnie tak zrobię. W końcu w domu nikogo nie będzie." Konohamaru odwrócił się, aby zobaczyć jak Hanabi przeciąga się w bardzo sugestywny sposób. Odwróciła się i skierowała w stronę kompleksu Hyuuga. Kołysała biodrami w bardzo ponętny sposób.
"Chociaż jak to przemyśleć..." Zaczął Konohamaru. Hanabi lekko się uśmiechnęła. Potem zrobiła swoją zwykłą minę i odwróciła się do niego.
"Tak?"
"Chciałbym zjeść tą kolacje z tobą."
"Jesteś pewny?"
"I może będziemy mogli porozmawiać o tym, co zdarzyło się na dachu szpitala?" Konohamaru spojrzał na nią z zaskoczeniem, ale zaraz potem wyszczerzył do niej zęby.
"Tak, też bym tego chciał. Więc mogę odprowadzić cię do domu panienko Hyuuga?" Zapytał i zaoferował swoje ramie.
"Oczywiście panie Sarutobi." Odpowiedziała i przyjęła jego ramię. Oboje szli w stronę kompleksu Hyuuga na kolację, szczerą rozmowę i na jakiś deser.
---------
Tsunade wyglądała przez okno jej biura. Patrzyła jak jej ludzie odbudowują osadę. To był pierwszy dzień, kiedy cywile i starszyzna zostali przyprowadzeni do osady pod eskortą chuninów i ANBU. To co zobaczyli, kiedy przybyli na miejsce było gorsze od tego, co się działo po inwazji Oto-Suna. Mieszkańcy którzy wcześniej zostawili swoich bliskich mających walczyć, teraz się z nimi witali. Byli również ci, którzy opłakiwali zabitych. Zrozpaczony płacz mieszał się z dźwiękiem dzwonu, który żegnał zmarłych. Gaara posłał po budowniczych Suna, by pomogli przy odbudowie. Tsunade wiedziała, że odbudowanie Konohy będzie długa i ciężka, ale wiedziała że Konoha się podniesie.
Chociaż nadal istniało wiele problemów. Niektórzy byli wrogo nastawieni do ninja Kiri. Chociaż byli tutaj, by bronić mieszkańców, ci uważali, że w chwili słabości zwrócą się przeciwko nim i ich zniszczą. A myśleli tak z powodu przywódcy Kiri, Uzumaki Naruto. Wszyscy mieszkańcy myśleli tak samo. Uważali to za sztuczkę, aby uśpić ich uwagę a wtedy zaatakować. Napięcie rosło. Innym problemem była starszyzna. Po pogrzebach zdecydowali zająć się sprawą Naruto. Trójka z siedmiu szermierzy nie przyjęła tego zbyt dobrze, kiedy kilku ANBU wywarzyło drzwi. Tsunade zdegradowała tych ANBU tak samo jak tamtych. Decyzja ta nie spodobała się starszyźnie, ale nie mogli zrobić nic, by zmienić decyzję Tsunade. Niektórzy z mieszkańców otwarcie okazywali wrogość ninja Kiri. Nic się nie wydarzyło dzięki rozkazom Sentaro. Tsunade kazała ostrzec mieszkańców, że jeżeli wystąpią przeciw ninja Kiri, zostaną aresztowani. To wywołało w osadzie zamieszki. Niektórzy domagali się ustąpienia jej ze stanowiska Hokage.
Tsunade westchnęła i spuściła głowę. Jak wielkimi ignorantami byli mieszkańcy osady? Zastanawiała się, po jaką cholerę wzięła tę pracę. Może Jiraiya lub Naruto nałożyli na nią genjutsu? Cokolwiek to było, złapała się na to. Nagle drzwi się otworzyły, ukazując Sakure.
"Zebranie zostało zwołane Hokage-sama." Powiedziała cicho.
"Dobrze, zaraz tam będę." Powiedziała Tsunade nie patrząc na nią. Sakura wyszła a Tsunade nałożyła swoje szaty. Zastanawiała się kiedy Naruto się obudzi.
---------
Jak na życzenie, para niebieskich oczu otworzyła się. Na początku wszystko było mgliste, ale potem zrobiło się wyraźniejsze. Widział znajomy sufit na który spoglądał zmęczonym i znudzonym wzrokiem.
"Znam ten sufit." Jęknął.
"Nareszcie się obudziłeś." Powiedział głos. Naruto odwrócił się i ujrzał znajomą twarz.
"No, no, no, dobrze cię widzieć ponownie Lordzie Kazekage." Powiedział.
"Tak, minęło sporo czasu, Lordzie Mizukage." Powiedział Gaara.
"Jestem zaskoczony twoją obecnością. Spodziewałem się raczej kogoś z szermierzy." Powiedział Naruto. Starał się podnieść, ale okazało się to trudne. Gaara pomógł mu używając swojego piasku.
"Jedna zwana Sayuri pilnowała cię. Musiała iść do toalety i obiecałem, że cię popilnuję." Wyjaśnił. Oboje milczeli przez kilka minut.
"Wiec jak się ma sytuacja?" Zapytał Naruto.
"Dwa dni temu próbowali cię aresztować. Nie spodobało się to twoim ninja." Powiedział Gaara. Naruto z utęsknieniem spojrzał za okno. Nagle oboje usłyszeli jak drzwi się otwierają. Sayuri weszła do pokoju i zaskoczona zobaczyła że Naruto się obudził.
"Mizukage-sama, obudziłeś się!" Wykrzyknęła Sayuri.
"Tak. Dziękuję że mnie pilnowałaś, ale teraz muszę wiedzieć co się dzieje. Zbierz szermierzy na ważne spotkanie." Rozkazał.
"Hai." Powiedziała Sayuri i zniknęła w dymie. Odwrócił się w stronę okna którymi wszedł jakiś ninja.
"Tak, Mizukage-sama? Powiedział ninja Kiri.
"Chcę abyś znalazł pewnego mężczyznę. Nazywa się Jiraiya. Zacznij od wszystkich damskich łaźni w Konoha."
"Hai." Powiedział i zniknął.
"O co chodzi Naruto?" Zapytał Gaara.
"Sam chciałbym wiedzieć i czuję że Jiraiya zna odpowiedź."
---------
Jiraiya szedł w stronę sali szpitalnej ze zmarszczonymi brwiami, To były wspaniałe zwiady, które został przerwane pojawieniem się ninja Kiri. Prawie pobił młodego ninja za zepsucie mu zabawy. Wszedł i zobaczył członków Kiri no Shinobigatana Nananin Shu i ich Mizukage.
"Hej gaki, następnym razem nie posyłaj po mnie swoich lokajów. Zrujnowali moje zwiady." Powiedział Jiraiya.
"Wiedziałeś o tym, czy tylko staruszek o tym wiedział?" Zapytał Naruto.
"O czym ty mówisz?"
"O związku między mną a Yondaime, wiedziałeś o tym?"
"Jedyny związek między wami jaki znam to Kyuubi. A teraz powiedz o co chodzi?" Zapytał Jiraiya, zaczynając się irytować. Naruto tylko spojrzał na swoje ręce.
"Dlaczego staruszek mi nie powiedział?" Zapytał Naruto praktycznie samego siebie. Jiraiya już chciał na niego nawrzeszczeć, kiedy nagle zrozumiał. Westchnął i oparł się o ścianę.
"Co ci powiedział?" Zapytał. Naruto milczał. "Wiesz, Minato miał sekrety o których nawet ja nie wiedziałem. Nie wiedziałem nawet czy ma dziewczynę lub kochankę. Był naprawdę skrytym człowiekiem."
"Powiedział że jest moim ojcem." Wyszeptał Naruto. Mówiąc że wszyscy byli w szoku, to mało powiedziane. Jiraiya wyszedł. Miał coś do załatwienia.
---------
Tsunade czuła że będzie musiała się mocno napić, po tym wszystkim. Spotkanie było takie, jak się spodziewała.
"Słuchasz Tsunade?" Zapytała Koharu.
"A mam wybór?" Spytała Tsunade, doprowadzając starą kobietę prawie do furii.
"Tak dalej być nie może. Lekceważysz potrzeby i bezpieczeństwo mieszkańców. Twoje nastawienie musi ulec zmianie. On jest niebezpieczny a jego wojsko nas otacza. Musimy zaatakować." Powiedział Danzo.
"Nie zrobicie tego. Kiri i Mizukage nie okazali wobec nas żadnej agresji i my również nic nie zrobimy. Naprawdę chcecie wywołać wojnę, opierając się na uprzedzeniach i nienawiści?" Warknęła Tsunade. Starszyzna wiedziała że miała rację. Jeżeli okażą wrogość wobec Kiri, to wywoła to wojnę. Wojnę którą w obecnym stanie z pewnością by nie wygrali.
"Uważam że powinniśmy ich przekonać, by zostali naszymi sojusznikami." Zasugerowała Tsunade.
"Absolutnie nie. Wiesz, o co pytasz?" Krzyknęła Koharu.
"Staram się zabezpieczyć naszą przyszłość. Co jeśli ponownie zostaniemy zaatakowani w ten sposób? Kiri nie będzie tak miłe, by znów nas uratować." Krzyknęła Tsunade. Uderzyła dłonią w stół, wstała i zebrała się do wyjścia.
"Tsunade, jeszcze nie skończyliśmy." Powiedział Homaru.
"Och tak, skończyliśmy. Nie będę tu siedział i tego słuchała. Dopóki się nie uspokoicie i nie powróci wasz zdrowy rozsądek, zapomnijcie o rozmowie." Powiedziała Tsunade i opuściła spotkanie.
---------
Naruto stał w swoich szatach kage. Szermierze przyglądali się mu z ciekawością.
"Jesteś pewny, że nic ci nie jest?" Zapytał Shin.
"Nic mi nie jest. Moja chakra powraca do swojego normalnego poziomu. Mogę chodzić." Powiedział Naruto gdy pojawił się Jubei. "No i jak?"
"Robią się niespokojni. Uważają że Tsunade nie da rady dłużej ich powstrzymywać." Powiedział.
"W takim razie ich gościna dla nas się kończy. Sentaro."
"Jesteśmy w 95 gotowi do wyruszenia, ale nie damy rady aż do jutra rana." Poinformował Sentaro.
"Chyba nic nie można na to poradzić. Jak tylko wzejdzie słońce, wyruszamy do domu."
---------
'Co za idioci z tych starych głupców, nigdy nie potrafią powiedzieć, kto jest prawdziwym bohaterem.' Pomyślała Tsunade. Ciężkimi krokami szła w stronę swojego biura. Weszła i ujrzała Jiraiye siedzącego na jej miejscu i czytającego jakiś zwój.
"Słuchaj zboczeńcu, nie jestem w humorze, więc złaź z mojego krzesła i idź na swoje zwiady." Warknęła Tsunade. Jiraiya wstał i spojrzał na nią poważnie. Gniew Tsunade szybko się ulotnił widząc jego powagę. "O co chodzi Jiraiya?"
"Powiedzmy że dowiedziałem się czegoś ważnego. Musimy porozmawiać."
C.D.N.
