Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do ix3frogger. Prawa do sagi, bohaterów należą do Stephenie Meyer.


- Bello, co wydarzyło się, kiedy odeszliśmy? Mogłabyś nam to powiedzieć? Jak Victoria cię dopadła… co potem zrobiłaś? Jak siebie powstrzymywałaś od...? – zaczął obsypywać mnie pytaniami.

Podniosłam rękę, by go uciszyć.

- Powiem wam wszystko, ale jesteście pewni, że chcecie to usłyszeć? To nie jest historia z bajki – powiedziałam zgodnie z prawdą.


Rozdział 12: Wyjaśnienia; część II

- Proszę, Bello. Chcemy to usłyszeć – powiedziała Esme w imieniu rodziny.

- Proszę, kontynuuj – naciskał Edward.

Wzięłam niepewny oddech.

- Okej – powiedziałam.

Czy będę w stanie im to opowiedzieć? Wiem, że będą się czuć jeszcze bardziej winni, niż obecnie; czy będę w stanie jeszcze to na nich zrzucić? Co ważniejsze, czy w ogóle będę potrafiła wszystko wyjaśnić? Czy wyzbędę się bólu ze wspomnień? Wiedziałam, że nie będzie to łatwe zadanie.

- Po tym, jak odeszliście, myślałam, że wkrótce umrę… Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Czułam się tak, jakby moje życie zostało nagle rozerwane i nie pozostało mi już nic, dla czego mogłabym istnieć – przykre wspomnienia zalały mi głowę, a moja twarz wykrzywiła się w bólu.

Edward delikatnie mnie ścisnął - dał znak, że jest ze mną. Wszyscy siedzieliśmy teraz na ziemi; ja tuż obok Edward'a, który trzymał wspierająco rękę na moich ramionach, reszta Cullen'ów usadowiła się wokół nas, uważnie słuchając.

Kontynuowałam.

- Nie opuszczałam pokoju przez równy miesiąc. Charlie nie wiedział, co ze mną zrobić; wzywał lekarzy, ale również i oni zawiedli. Rzucali tylko słowa takie jak „katatoniczna", „ciężka depresja". Nie chodziłam do szkoły, absolutnie nic nie robiłam. Gapiłam się w sufit życząc sobie szybkiej śmierci. Charlie przynosił mi coś do zjedzenia, ale nie mogłam prawie nic przełknąć, nawet prawie się nie poruszałam. Taka też byłam, kiedy ona przyszła; to właśnie ona praktycznie wyrwała mnie z tego „nie-życia"… - zaczęłam łkać, nie potrafiąc kontynuować wypowiedzi.

- Bello, jest okej, jesteś teraz tutaj – próbował mnie uspokoić.

Wzięłam głęboki oddech i ponownie zaczęłam mówić.

- Charlie dopiero co przyszedł z pracy, przyniósł mi obiad, mimo że wiedział, że i tak go nie zjem. Próbował rozmową wybudzić mnie ze stanu obojętności, kiedy usłyszałam głośny dźwięk; brzmiało to tak, jakby ktoś wyłamał drzwi. Charlie od razu zareagował i pobiegł w kierunku wyjścia z mojego pokoju, próbując dotrzeć na parter, by chwycić broń. Nie był niestety wystarczająco szybki… ona już tam stała. Nawet nie zdążył wyjść z pomieszczenia… - uciszyłam się, zatracając w bolesnych wspomnieniach.

Edward wziął mnie w swoje ramiona i przytulił do piersi; to dało mi siłę, by kontynuować.

- Uderzyła go w klatkę piersiową, co spowodowało, że poleciał do tyłu, uderzając w ścianę. Pamiętam dźwięk kilku trzasków; jego pękających żeber. Kazał mi uciekać, ale nie potrafiłam się poruszyć. Byłam wmurowana w ziemię. Po prostu patrzyłam się na nią, zapamiętując ognistoczerwone włosy i przeszywające oczy koloru karmazynowego. Wiedziałam, że zginę. Miałam tylko nadzieję, że zostawi Charlie'go. Niestety, były to próżne oczekiwania… to byłoby miłe, ale to nie w stylu Victorii.

Wyskoczyłam z łóżka – był to pierwszy raz od miesiąca, kiedy tak naprawdę się poruszyłam. Zaczęła iść w stronę taty i ponownie zamierzała go kopnąć, ale zdołałam rzucić się przed niego, biorąc cios na siebie. Wiedziałam, że złamała kilka moich żeber, ale zamierzała dalej bić Charlie'go, a ja nie mogłam jej na to pozwolić, tak więc bezużytecznie rzuciłam się na nią – ignorując ból. Nawet jej to nie tknęło; podniosła mnie jak worek kartofli i rzuciła na przeciwległą ścianę.

Nie potrafiłam się poruszyć, odczuwałam zbyt wielki ból. Nieważne jak bardzo próbowałam to zrobić, moje starania kończyły się fiaskiem. Po prostu leżałam tam – połamana – na podłodze, obserwując, jak powoli mordowała Charlie'go. Rozrywała go, kawałek po kawałku, a ja nie mogłam zrobić nic więcej prócz obserwacji i płaczu – łkałam tak mocno, że nie mogłam się wypowiedzieć. Edward był tutaj, trzymał mnie przy klatce piersiowej w próbie uspokojenia, nic to jednak nie pomogło. Zatraciłam się we wspomnieniach.

Przez łzy próbowałam dalej mówić.

- Kiedy z nim skończyła, podeszła do mnie. Wiedziałam, że zamierza mnie zabić jeszcze boleśniej, niż Charlie'go, ale nie dbałam o to – nie miałam po co żyć… chciałam umrzeć. Podniosła mnie z podłogi – co bardzo bolało zważywszy na to, że już poprzednio cierpiałam – i przyszpiliła mnie do ściany. Nic nie mówiła, tylko patrzyła się wypełnionymi nienawiścią oczami. Zaczęło kręcić mi się w głowie i czarne plamy pokryły wizję – wiedziałam, że to było to, że zginę. Wtedy mnie ugryzła, jej ostre kły wbiły się w moją szyję; zaczęła pić.

Nie byłam w stanie dłużej stać i zaczęłam osuwać się na ziemię, ale ona mnie przytrzymywała. Ból zaczął się w mgnieniu oka – mimo że ona w dalszym ciągu piła. Czułam się tak, jakby moje gardło stanęło w ogniu. Był to znajomy ból, tylko dziesięć razy gorszy od tego, gdy ugryzł mnie James. Victoria oderwała się i zmierzyła mnie jej krwistoczerwonym spojrzeniem. Byłam skonsternowana. Dlaczego przestała? Co ona wyrabia? Przez ból prawie nie myślałam, ale byłam wystarczająco skoncentrowana, by usłyszeć „Edward to znienawidzi…". Potem odwróciła się i wybiegła z domu, zostawiając mnie tu – wijącą się z bólu.

Trucizna zaczęła się rozprzestrzeniać i ból się zwiększył. Wiedziałam, że nie mogę pozostać w domu, więc w jakiś sposób wyciągnęłam się do lasu. Nie mam pojęcia, jak to zrobiłam; niewyobrażalnie mocno bolało. Leżałam w lesie i próbowałam nie krzyczeć, ale bez sukcesu – głośne przeszywające wrzaski wydobywały się z mojego gardła prawie każdej minuty; byłam zdziwiona, że nikt mnie nie słyszał.

Dni mijały powoli, a ból wcale się nie zmniejszał, ale w końcu po – jak wydawałoby się, tygodniach – co w rzeczywistości było trzema dniami, poruszałam się bez cierpienia. Czułam się tak inaczej, nie do opisania. Wiedziałam, że stałam się wampirem, ale i tak byłam zaszokowana swoją siłą i urodą. Było to destabilizujące. Kiedy wstałam po tym, jak ból w końcu zanikł, włożyłam w to zbyt wiele siły i znalazłam się na drzewie…

Zapomniałam o głodzie, który przychodził razem z byciem wampirem; zgaduję, że za bardzo zajęta byłam swoją siłą; więc kiedy poczułam palenie w gardle, wystraszyłam się i zmieszałam – nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Wtedy to mnie uderzyło. Zapach. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam, czegoś tak apetycznego. Próbowałam znaleźć jego źródło. Zaszłam do miasta, gdzie napotkałam małą dziewczynkę. Nie miała więcej niż pięć lat. Byłam centymetry od jej zamordowania; od nasycenia się przepysznym zapachem, który z niej emanował, ale wtedy zatrzymałam się, zdając sobie sprawę, co zamierzałam uczynić.

Czułam się strasznie. Jak mogłam nawet przez chwilę pomyśleć o zabiciu malutkiej dziewczynki? Zorientowałam się, że muszę zacząć się poruszać, uciec od ludzi. Przeniosłam się do odosobnionej części Alaski i zaspokajałam pragnienie, polując na zwierzęta. Zostałam tu przez jakiś czas, nie ufając sobie przy ludziach, ale stopniowo zyskiwałam kontrolę. Wtedy zaczęłam podróżować po świecie. Byłam wszędzie i nawet spotkałam kilka wampirów, ale nigdy z nikim dłużej nie zostałam. Nie miałam przyjaciół. Byłam koczownikiem… aż w końcu postanowiłam, że chcę iść do szkoły. Nie wiedziałam, czy mam w sobie wystarczająco samozaparcia, ale chciałam spróbować. No i w ten sposób znalazłam się tutaj – skończyłam, dalej łkając.

Wszyscy mieli tę samą maskę winy i bólu na twarzach.

- Bella, nie mieliśmy pojęcia… - zdziwiło mnie, że pierwsza odezwała się Rosalie.

- Wiem… - płakałam.

Cullen'owie wstali i ujęli mnie w uścisku.

- Bello tak bardzo nam przykro, nie mieliśmy pojęcia, że to się miało tak potoczyć… - powiedzieli mi.

- Czy nie możemy po prostu iść do domu? – spytałam się. Chciałam się położyć, spędzić czas sam na sam z Edward'em. Chciałam, by zabrał wszystkie złe wspomnienia.

- Oczywiście – wyszeptali.

Nie mogłam iść, więc Edward całą drogę niósł mnie w swoich ramionach; byłam mu wdzięczna; jego dotyk mnie relaksował.

Kiedy dotarliśmy do domu, Edward nie zatrzymał się; pobiegł od razu do swojego pokoju i położył mnie na jego łóżku. Ułożył się obok mnie, trzymając w ramionach, podczas gdy ja uspokajałam się.

- Przepraszam Edwardzie… ja po prostu… - nie byłam w stanie kontynuować.

- Shhh, Bello. Jest okej, rozumiem – koił.

Zajrzałam do jego pięknych topazowych oczu i wyszeptałam:

- Tak bardzo cię kocham.

Uśmiechnął się i odpowiedział:

- Ja ciebie też kocham, jesteś moim życiem – pochylił się i delikatnie przycisnął jego usta do moich.

To było niesamowite, jak w mgnieniu oka zapomniałam o wszystkich moich problemach i zatraciłam się w nim. Gdybym mogła na stałe wtopić się w Edward'a, już dawno bym to zrobiła.

Jego pocałunek był delikatny, pełen wahania. Obrócił się tak, że leżał na mnie, podtrzymując swój ciężar – mimo że było to niekonieczne, w końcu nie tak łatwo można mnie złamać – i jego pocałunek stał się bardziej nagły.

Moje ręce oplotły się na jego plecach, przybliżając go do mnie. Zabrał swoje usta z moich, ale się nie odsunął. Ciągnął pocałunki w dół szyi, ramion i powoli doszedł do brzucha – wywołując fale dreszczy przechodzących przez całe moje ciało. Jęk wydobył mi się z gardła i wygięłam plecy z przyjemności. Czułam się tak dobrze, nie chciałam, by to się kiedykolwiek skończyło.

Całowaliśmy się tak chyba godzinami, ale niestety to, co dobre, kiedyś się kończy. Obydwoje leżeliśmy na łóżku – tym razem ja na Edwardzie, z głową przy jego klatce piersiowej – ciężko oddychając.

- Kocham cię – powiedział. W dalszym ciągu wywoływało to u mnie ten sam efekt.

- Ja ciebie też kocham – wyszeptałam.

Czułam się wspaniale, leżąc z moją miłością, momentalnie zapominając o przeszłości.


Od autorki: Więc, wiem, że ten rozdział jest niewyobrażalnie nudny i za to przepraszam. Przepraszam również i za to, że tak długo nie pisałam. Miałam absolutną blokadę weny. Nie wiedziałam, co napisać… w sumie dlatego wyszło jak wyszło. Ale tak czy inaczej, KOMENTUJCIE! I zarzucajcie pomysłami, potrzebuję ich. Spróbuję zamieścić ciąg dalszy wkrótce, wszystko zależy od tego, co mi podpowiecie…


Od tłumaczki: Tak jak obiecałam tak i zamieszczam dzisiaj :) Mam nadzieję, że jakoś sobie z tym poradziłam. No i proszę jak zwykle o to samo… Serdecznie pozdrawiam!
Cookie? :P