Leżał na łóżku i sączył Ognistą Whisky. Prace pierwszoklasistów sprawdził szybko i byle jak, po czym postanowił nieco odpocząć. Czuł się wykończony, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Przez cały tydzień obserwował jej zaczerwienione oczy, niechętne spojrzenia i co wieczór widywał ją przez kilka minut. Jak na złość przypałętał się Dumbledore, który nie był w najlepszym nastroju.
- Czy ty zawsze musisz tyle pić? Popadniesz w alkoholizm.
- Też cię miło widzieć, Dumbledore. Miło, że zapukałeś i poprosiłeś, aż pozwolę ci wejść, usiąść na fotelu i nalać sobie Ognistej.
- Nie bawmy się w formalności. Był u mnie Potter z Weasleyem- powiedział ponuro i gdy Snape nawet nie drgnął kontynuował- Powiedzieli mi, że prawdopodobnie uderzyłeś pannę Granger. Wytłumacz mi to.
- Nie chcesz wiedzieć- mruknął i wypił kolejny kieliszek.
- Owszem, chcę. Mów.
- Tak, uderzyłem ją.
- Dlaczego?
- A po co ci to wiedzieć? Ukarz mnie i na tym zakończmy.
Dumbledore zacisnął pięści.
- Severusie, wiesz dobrze, że nie jestem taki jak Voldemort. Ja nie karzę, tylko szukam przyczyn. Hermiona podoba ci się, więc tym bardziej dziwi mnie to, że ją uderzyłeś. Powiedz mi dlaczego.
- Odmawiam odpowiedzi.
- Żądam odpowiedzi.
Snape poczuł, jak w środku zaczyna narastać ból. Przeklęta Przysięga.
- Uderzyłem ją, żeby wybiła sobie z głowy pomysł o nas dwojgu razem. Po wcześniejszej wspólnej nocy, kiedy to przyszła do mnie i uwiodła mnie.
Dumbledore siedział z otwartymi ustami i dopiero po chwili zdołał wyjąkać:
- Yy… Co… że co…
- Sam mnie namawiałeś, żebym przespał się z jakąś kobietą. No to zrobiłem to- parsknął śmiechem i wypił kolejny kieliszek- Co prawda była wyjątkowo chętna, chociaż nie mam pojęcia dlaczego. Tylko nad ranem musiałem jej wytłumaczyć, że nic z tego nie będzie.
Były dyrektor otrząsnął się już z szoku, ale wciąż wpatrywał się w niego rozszerzonymi oczami.
- Przespałeś się z uczennicą?! No, o to bym cię nie podejrzewał.
- Sam siebie o to nie podejrzewałem. Tylko… Dumbledore, ja jestem tylko człowiekiem! Kiedy kobieta, która mi się podoba przychodzi do mnie w środku nocy i dosłownie rzuca się w moje ramiona, to jak, do diabła, mam odmówić?! Tylko, że rano przyszło otrzeźwienie i byłem wyjątkowo paskudny. Nie wierzyła w to co mówię, więc musiałem ją uderzyć, żeby wiedziała, że nie żartuję. Ot, cała historia. Zadowolony?
- Ale… dlaczego?
- No przecież już ci to wytłumaczyłem!!!- ryknął i poczuł, że nie był to dobry pomysł. Alkohol zaczął działać, w związku z tym powoli narastał ból głowy.
- Wiem, wiem- machnął ręką starszy mężczyzna- Nie zrozum mnie źle, ale cieszę się, że w końcu znalazłeś kogoś i ten ktoś również ciebie pragnie. Chodzi mi o to dlaczego powiedziałeś jej, że nic z tego?
Snape spojrzał na Dumbledora, jakby urwał się z choinki.
- Przecież to oczywiste! Po pierwsze ja jestem nauczycielem, a ona uczennicą. Poza tym jest mnóstwo innych powodów: jestem od niej starszy o dwadzieścia lat, już zawsze będę postrzegany jako Śmierciożerca, mam mroczną przeszłość, kochałem matkę jej najlepszego przyjaciela i zabiłem ją, zabiłem ojca Pottera oraz jego ojca chrzestnego. Dodaj do tego to wszystko, co zrobiłem matce jej drugiego przyjaciela. Obaj mnie nienawidzą, jak większa część społeczeństwa czarodziejów, w którym ona chce znaleźć swoje miejsce. A już na pewno mnie nie pokocha! To jest litość, Dumbledore, litość! A ja litości nienawidzę!
- I sądzisz, że z powodu litości tak zabiegała o twoją uwagę, sama przyszła do ciebie, a teraz płacze? Nie bądź śmieszny!
- Bo co? Znowu coś mi rozkażesz?- zaśmiał się ponuro.
- Nie, po prostu szkoda mi was obojga. Jednak to twoje życie i nie zamierzam się do niego wtrącać. Tak właściwie to chciałem ci powiedzieć, że jutro z samego rana Harry, Ron i Hermiona znikają ze szkoły.
Poczuł się, jakby ktoś mu przyłożył. Usiadł, wyprostował się i zacisnął dłonie na butelce.
- Dlaczego?- zapytał przez zaciśnięte zęby.
- Horkruksy. Mniej więcej wiem gdzie mogą być. Severusie, będą potrzebowali dużą ilość Eliksiru Wielosokowego, Veritaserum, Felix Felicis i tego, który zażywasz na bóle po Cruciatusie.
- Nie będzie z tym problemu, mam to wszystko na składzie. Co mam powiedzieć Czarnemu Panu?
- Że nie wiesz gdzie się podziali i jest możliwe, że są ze mną. Ja w tym czasie pokażę się w kilku miejscach, oczywiście z daleka od nich.
- Jak długo może ich nie być?
- Niestety, szacujemy, że koło roku.
- Rok! I mają jakoś dać sobie radę?! Oszalałeś?!
- Mniej więcej, Severusie, mniej więcej. Może to potrwać tydzień, może potrwać rok. Na pewno nie dłużej niż dwa lata. I nie wiadomo czy cała trójka powróci.
Złapał się za głowę. Już jedną stracił, miał teraz stracić drugą?!
- Czy oni już o tym wiedzą?
- Właśnie im to powiedziałem. Już się pakują. Jutro rano przyjdą do gabinetu Minerwy i stamtąd kominkiem przeniosą się do pewnego domu, w którym zainstalowałem sieć Fiuu. Powinni być tam przez jakiś czas bezpieczni. Ty również przyjdź z eliksirami. O czwartej wyruszają- wstał i podszedł do drzwi, gdzie przystanął i obrócił się ze smutkiem w oczach- Jeśli… jeśli chciałbyś pożegnać się z panną Granger, to przyślę ją do ciebie.
Tępo skinął głową i dla dodania sobie animuszu wypił naraz całą butelkę. Po ponad godzinie, w której zdążył obalić drugą butelkę, Hermiona zapukała do drzwi.
- Wejść.
Niepewnie otworzyła drzwi i zamknęła je za sobą, opierając się o nie.
- Chciał mnie pan widzieć, profesorze?
- Tak- machnął ręką i rzucił zaklęcia na nie podsłuchiwanie- Jutro wyruszacie?
- Z samego rana.
- Zaopatrzę was w odpowiednie eliksiry, co do których mam nadzieję, że umiecie się nimi posługiwać- nawet w takiej chwili nie mógł powstrzymać się od sarkazmu- Eliksir Wielosokowy, Veritaserum, Felix Felicis i Eliksir Rodwana. Znasz je?
- Tak, panie profesorze. Czy to wszystko? Muszę jeszcze dokończyć pakowanie i choć trochę się przespać.
Wstał, zatoczył się nieco i pokręcił głową.
- To nie wszystko. Poczekaj tutaj- ruszył do swojego pokoju dziennego , by po chwili wrócić- Są to książki, które mogą wam się przydać. To bardzo stare księgi, w niektórych znajdziecie nawet sposoby na zniszczenie horkruksa w sposób całkowicie bezpieczny. Jeśli… do pewnych eliksirów będziecie potrzebowali składników, czy też samego eliksiru wystarczy, że prześlecie mi patronusa lub poinformujecie Dumbledora.
Podszedł do niej nieco chwiejnym krokiem i wcisnął jej książki. Ugięła się nieco pod ich ciężarem, ale wciąż patrzyła mu prosto w oczy.
- Przecież te książki muszą być dla pana bardzo cenne.
- Owszem, ale nie będzie z nich żadna pociecha, gdy Czarny Pan zwycięży. Dbaj o nie, jednak jeśli będziesz musiała wybierać między życiem a książkami, radzę ci wybrać to pierwsze.
- Dziękuję…
Uśmiechnęła się niepewnie, rumieniec wpłynął na jej policzki, oczy zaświeciły się. Wyciągnął dłoń i skrzywił się, gdy zesztywniała. Bała się, że znów ją uderzy. Założył jej za ucho kilka kosmyków i poważnie powiedział:
- Nie będzie łatwo.
- Oczywiście. To Voldemort i Śmierciożercy będą nas gonić. Jak dobrze pójdzie, to pan własnoręcznie będzie mógł się mnie pozbyć.
Podskoczył, jakby dała mu w twarz.
- Ty durna dziewczyno!- ryknął, po czym pochylił się nad nią, przyłożył swoje czoło do jej czoła i żarliwie wyszeptał- Nie daj się zabić.
- A dlaczego miałoby to pana obchodzić?- jej głos był słaby- Nie chce pan mnie znać. Nie interesuję pana.
- Owszem- powiedział cicho, po czym niechętnie dodał- Jednak… chcę, żebyś wróciła cała.
Odsunął się i napotkał jej wzrok, w którym czaiło się coś… dzikiego.
- Boję się…- szepnęła- Boję się, ale zrobię wszystko by on nie wygrał.
- Każde z nas robi, co tylko może- mruknął.
Przez chwilę stali w ciszy, w końcu poruszyła się. Odłożyła książki na ziemi i zbliżyła się do niego. Snape podskoczył i spojrzał na nią groźnie.
- Co ty wyrabiasz?!
- Pocałuj mnie- powiedziała patrząc w podłogę- Tak na szczęście. Proszę…
- Wybij to sobie z głowy!
Wtuliła się w niego i nie puszczała, mimo że próbował ją oderwać od siebie. W końcu poddał się.
- Po co?
- Na szczęście. Ostatni raz.
Westchnął ciężko, wiedząc, że dla niego samego źle się to skończy. Lekko ją odsunął, pochylił się i pocałował jej usta. Chciał żeby to było jedynie muśnięcie, ale zareagował instynkt. Przycisnął ją do siebie i pogłębił pocałunek. Cicho jęknęła i to go otrzeźwiło.
- Wystarczy?! Nie patrz tak na mnie. Z nas dwojga to ja jestem pijany.
Zachichotała i schyliła się po książki.
- Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy.
- Dla mnie nie, więc się nie ciesz. Między nami nic się nie zmieniło, czy to jasne?
- Tak, panie profesorze. Cóż… do zobaczenia rano.
