- Ponieważ miałeś już dzisiaj okazję do ćwiczeń nie będzie potrzeby dłuższej rozgrzewki, na ziemie i trzydzieści pompek.
- Tak Mephisto. – Rin odpowiedział z nutą podejrzliwości, dyrektor coś planował. Nie mogło to być takie proste, nigdy nie szedł tak łatwo. Dlaczego? Czy potrzebował go na dłuższą metę sprawnego fizycznie? Umm... To nie zapowiada się dobrze.
Kiedy chłopak skończył, starszy demon przemówił ponownie.
- Zacznijmy od tego, co wiesz o telepatii Rin?
- To jedna z umiejętności demonów. – Zaczął, przypominając sobie ich wcześniejsze rozmowy. – To zdolność serca, mogą jej używać jedynie bliskie sobie osoby... Takie osoby są prawie niespotykane.
- Poprawnie. Jest ona bardzo rzadko spotykana z tego prostego powodu, że demony nie są ufnymi stworzeniami. Do pełnej telepatii, czyli takiej, która pozwala na ciągłą wymianę myśli, potrzebne jest ogromne niemal bezgraniczne zaufanie.
- To znaczy, że skoro... – Nabrał powietrza do płuc. – Czy to oznacza, że jestem naiwny, skoro tak niespodziewanie mogę używać telepatii?
- Nie! – Krzykną w myślach Kuro. – Jesteś osobą o wielkim silnym sercu. Zaufanie nie jest słabością, to dobrze muc podlegać na innych.
- Dziękuje Kuro.
- Musisz ćwiczyć Rin. Bardzo ważne jest byś, mógł nawiązać połączenie z jedną osobą.
- Dlaczego? – Wtrącił chłopak. – To znaczy, rozumiem, że to może być przydatne i całkiem fajne, ale nie widzę powodu, dlaczego jest to tak ważne, że odkładamy cały inny trening i zajmujemy się nagle tylko to jedną sprawą.
Mephisto przytakną.
- Telepatia może być bardzo niebezpieczna, nie tylko jak metoda tajnego kontaktu podczas walki... Znasz takie powiedzenie „mieć serce jak na dłoni" to starodawna fraza, która przeszła do języka potocznego oznaczając kogoś otwartego. Jest to też przestroga dla każdego zaczynającego władać telepatią. Nasze serca nie jako organy, ale jako części naszej psychiki mają bariery. Część z nich jest naturalna i posiadamy je już w momencie narodzin. Czy do tej pory masz jakieś pytania?
- Mówisz o samych sercach, czy to znaczy, że ludzie też mogą opanować telepatię?
- Istoty w pełni z Assiah nie są w stanie, nie tylko ludzie. To czysto demoniczna moc. Jednak jeśli ktoś miałby choć jeden procent z demona to mógłby. Krzyżówki miedzy światowe są jednak bardzo rzadkie. Pełny demon z Gehenny też nie da rady. Rozumiesz dlaczego?
- Ponieważ... – Zaczął niepewnie, zagubiony.
- Po kolei, od początku.
- Pełny demon do życia potrzebuje elementu Gehenny i przeżyje bez pochłaniania Assiah.
- Tak. – Potwierdził zachęcająco.
- Do telepatii potrzebne jest zaufanie, które nie występuje naturalnie w Gehennie.
- Dalej. – Nalegałby Rin kontynuował.
- Dlatego... Dlatego demon bez pochłaniania elementu Assiah nie będzie w stanie jej opanować, ponieważ nie nauczy się zaufania, które jest podstawowe dla elementu Assiah i przeciwne co do podstawy przeżycia w Gehennie, którą jest uległość wobec mocy jednego z władców, bo dokoła nich skupiają się element świata Gehenny.
- Poprawnie. – Uśmiechną się. - Przejdźmy więc dalej, bo skończyliśmy na tym, że wszystkie serca posiadają pewien rodzaj bariery.
Przytaknięcie.
- Telepatia to dosłownie zdolność łączenia serc, czyli przejścia przez wszystkie bariery. Jeżeli serce za długo pozostaje otwarte bardzo łatwo je zranić, nawet nie celowo. Rozumiesz.
- Tak, proszę pana.
- Przejdziemy do praktyki. Kuro proszę, stań pod ścianą. Rin twoje zadanie podlega na wysłaniu kuro wiadomości albo że ma iść do przodu, albo żeby stał w miejscu. Gotowi?
- Tak jest.
- Miał.
Ponieważ czasem miauczenie kota jest po prostu dźwiękiem wyrażające uczucia i nie koniecznie musi zawierać spójny fragment tekstu. Oznacza wtedy zgodę lub inną formę aprobaty. Tak samo jest z syczeniem. Tylko że jak kot na was syczy to lepiej ostrożnie, powoli zejść mu z drogi nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów. Najlepiej nie patrząc bestii w oczy. Uwierzcie na słowo, że te zgrabne i ostre jak brzytwa pazury nie są jedynie na pokaz. Potwierdzą to wszyscy właściciele kotów, a szczególnie ci, co zabrali się do takiego zadania jak życie z kotem bez wcześniejszego przygotowania, a potem chodzili owinięci bandażem.
Rin powoli skoncentrował się na swoim sercu.
- Idź. - Kuro zareagował od razu na polecenie. Spacerując dostojnie dookoła jaskini.
- Wezwij tylko Kuro. - Kolejne próba. A potem następną i wiele innych w przeciągu następnych trzydziestu minut.
- Wyślij tylko jeden sygnał. – Powtarzał Mephisto.
- Nie umiem. – Szepną żałośnie chłopak.
- Lepiej się naucz. – Zamyślił się na chwilę. - Jeśli ci się nie uda, zrobisz dziesięć pompek przed następną próbą. – Podejście fizyczne dobrze działało do tej pory przy innych zdolnościach.
Rin przytakną. Skupił się na swoim sercu i starał się myśleć jedynie o Kuro, wysyłając polecenie.
- Nie. – Powiedział jedynie. Mephisto był spokojny, gniew nie działał dobrze na młodych. Rin opadł na podłogę, wykonując zadane zadanie.
- Idź. – Wysłał, ponowie starając się przelać całą swoją wolę.
- Dalej. – Polecenie wydał miarowym, choć chłodnym głosem.
Rin nie chciał się poddać, nie chciał zawieść swojego mentora. Mephisto przecież w niego wierzył. Wykonał kolejny zestaw pompek i spróbował po raz kolejny.
- Stój.
- Jeszcze raz.
Rin przygryzł wargę na kolejne niepowodzenie.
Po kolejnej godzinie już nawet nie podnosił się z podłogi, walcząc z przejmującym wyczerpaniem psychicznym i fizycznym.
- Idź.
Rin czekał, ale nie usłyszał żadnego komentarza. Podniósł głowę do góry i skierował spojrzenie na Kuro, czy to naprawdę zadziałało?
- Stój. – Wypróbował i kot zatrzymał się niemal w tej samej chwili.
- Dobra robota. Wiedziałem, że potrafisz.
- Yupi! – Wykrzykną, podskakując Kuro. – Zrobiłeś to Rin, udało ci się Mistrzu.
- Dzię-... Zaczął młody demon, ale nie dokończył, bo zemdlał z wyczerpania.
Bezwładne ciało osunęło się na podłogę jaskini.
- Głupi chłopak. – Mrukną czule starszy demon, podnosząc Rin'a. – Uparty dziecko.
Wydostał ich z jaskini na świeższe powietrze. Mephisto przypuszczał, że Rin w trakcie szkolenia może z frustracji stracić kontrole nad swoimi płomieniami. Teraz widział, że to nie było możliwe, jak mógł nie zauważyć, że jego podopieczny ledwo trzyma się na nogach.
Kuro, podążał za nim aż do jego gabinetu, gdzie położył chłopca na kanapie. Kot wskoczył na oparcie jak niemy strażnik.
- Czy wiedziałeś... – Nie wiedział jak dokończyć pytanie. Nie zamierzał oskarżać drugiego demona, kiedy on sam niczego nie zauważył.
Kuro, jednak zrozumiał i pokręcił głową.
- Jak stał się tak wprawnym aktorem? – Kolejne zaprzeczenie. – Będziemy musieli go baczniej pilnować. – Przytaknięcie. – Zostaniesz z nim?
Kot nie odpowiedział, ale jego spojrzenie aż krzyczało – spróbuj, nigdzie się nie ruszam.
- Bardzo dobrze.
