XIV
Ulżyło jej. Poczuła się lżejsza na duszy wiedząc, że mimo tego, co usłyszał, Jack akceptuje ją i jej syna z całym bagażem przeszłości, że ją rozumie i chce wspierać. Jej własna rodzina się od niej odwróciła, ale Bóg o niej nie zapomniał i zesłał jej wspaniałych przyjaciół takich jak Lucy, Myles, a teraz i Jack Hudson, którzy stali za nią murem.
Powiedziała mu prawdę. Nie chciała jego litości, lecz szukała zrozumienia i znalazła je, choć przecież znali się tak krótko.
- Dziwne są ścieżki Pana…- pomyślała, czuwając przy śpiącym synku.-… ale odkąd kroczę Jego drogą, nigdy się nie zgubiłam i nie zgubię, bo On jest ze mną.
Wiara pomogła jej przetrwać to wszystko i Stwórca już nagradzał jej oddanie, zsyłając jej takich ludzi jak Jack.
- Dziękuję, Ojcze…- szepnęła.- Dziękuję.
Kilka dni później…
- Crash?- zagaił Hudson, gdy siedzieli razem na ganku, sącząc piwo i korzystając z chwili spokoju po wspólnej zabawie z drzemiącymi teraz bliźniaczkami.
- Tak, Spark?- odparł leniwie Bobby, wygodniej sadowiąc się w swoim rozkładanym fotelu.
- Miałbyś ochotę na małą robótkę pro bono w tym tygodniu?- spytał brunet.- Zapewniam ludzi i sprzęt.- powiedział.
- Robótkę? Jakiego rodzaju?- zainteresował się Australijczyk.
- Taką w typie „Dom nie do poznania". Całkowita odnowa starego domu z przystosowaniem dla osoby niepełnosprawnej.- dodał.
- Nie wiedziałem, że lubisz zabawiać się w Ty'a Penningtona, stary.- zażartował Bobby.
- Aktywnie wspierałem Habitat for Humanity jeszcze przed studiami i pracowałem charytatywnie za życia Allie, ale ostatnio nie było okazji całym natłoku zleceń i dziewczynkami wciąż oczekującymi uwagi.- odpowiedział Hudson.
- I co, chcesz wrócić do organizacji?- dopytywał się Manning.
- Niezupełnie. Mam na myśli bardziej prywatną inicjatywę, pomoc komuś, kogo znam i bardzo szanuję, a kto tej pomocy bardzo potrzebuje, choć się do tego nie przyzna.- wyjaśnił Jack.
- Masz na myśli pewną blond sheilę, która zawróciła ci w głowie?- mrugnął szelmowsko Bobby.
- Nie zawróciła! Jesteśmy przyjaciółmi!- zaprotestował natychmiast Jack.
- Acha, więc się nie pomyliłem!- wyszczerzył się Crash.- Mówimy o Sue! I nie zaprzeczaj mi tu, kochasiu…- dorzucił z humorem.- Wiem, że czujesz do niej miętę przez rumianek. Widziałem, jak na nią patrzysz!- mrugnął znowu.- Nie, żeby było w tym coś złego… Oboje jesteście wolni…- naciskał.
- Przyganiał kocioł garnkowi.- zripostował Hudson.
- Nie wiem, o czym mówisz.- zaczerwienił się natychmiast Manning.
- Naprawdę?- Jack uniósł wysoko brew.- Dwa słowa: TARA WILLIAMS.- skwitował.
- Co z nią?- Bobby udał głupiego.
- Ty mi powiedz, KOCHASIU!- rzucił brunet.- Ślinisz się jak tylko pojawi się w zasięgu twojego wzroku, więc jeśli ktoś tu czuje miętę przez rumianek, to ty do niej. Ja chcę tylko pomóc przyjaciółce w potrzebie.- dodał.- Sue potrzebuje domu, i to szybko. Jej mieszkanko jest za małe dla niej i Noah, i nie jest przystosowane dla kogoś w jego stanie.
- To jak radzili sobie dotąd?- zainteresował się Manning, wdzięczny, że przyjaciel przestał sobie z niego żartować. Nie, żeby sobie nie zasłużył. Jakby nie było, sam go sprowokował…
- Nie musieli. Sue mieszkała tam sama, podczas gdy Noah był w szpitalu.- odparł Jack.- Wkrótce jednak mają go wypisać i pojawił się problem. Kawalerka Sue nie tylko ich nie pomieści, ale zupełnie nie nadaje się dla osoby na wózku. Mieści się na drugim piętrze, a w budynku nie ma windy.
- To rzeczywiście duże utrudnienie.- przyznał Bobby.
- Ogromne.- poprawił go Jack.- Sue szuka czegoś odpowiedniego, ale kiepsko u niej z gotówką, bo leczenie jej synka nadszarpnęło jej kieszeń.
- A rodzina jej nie pomaga? Ojciec małego? Chyba daje jakieś alimenty na Noah, co?- zapytał Bobby.
- O rodzinie zapomnij. Nie są warci, żeby ich wspominać, a co do ojca Noah, powiedzmy, że permanentnie zniknął z jego życia jakiś czas temu i żadnych pieniędzy od niego nie dostaną.
- Bydlak, powinien płacić na dziecko!- zirytował się Crash.
- Byłoby to trudne zważywszy na fakt, że nie żyje.- powiedział Hudson.
- Oh…- mruknął Australijczyk.
- Jeśli o mnie chodzi, niech się smaży w piekle.- podsumował Jack.- Tak czy owak, okrojone finanse utrudniają jej poszukiwania, więc pomyślałem, że pomogę.
- Znając ciebie, masz już plan, Sparky.- uśmiechnął się Bobby.
- Owszem.- przytaknął brunet.- Długo się zastanawiałem nad rozwiązaniem i olśniło mnie, jak ostatnio wracałem z budowy.- mówił.- Jadąc do domu, natknąłem się na stary, wymagający remontu dom wystawiony na sprzedaż. To praktycznie rudera, ale z ciekawości zadzwoniłem do agencji nieruchomości, która prowadzi transakcję i spytałem o cenę. Okazała się śmiesznie mała.
- I nie zastanowiło cię, dlaczego?- spytał Manning.- Przecież działki budowlane w D.C. są cholernie drogie.
- Zapytałem o to agenta nieruchomości, bo rzeczywiście chciałem się dowiedzieć, skąd tak absurdalna oferta.- odparł Jack.- Okazuje się, że dom jest owiany złą sławą, stąd trudności w jego sprzedaży.
- Złą sławą?- zdumiał się Bobby.
- Tak. Podobno właściciel zabił w nim żonę jakieś pięćdziesiąt lat temu i wciąż w nim straszy.- roześmiał się Hudson.
- Nawiedzony dom? Interesujące!- stwierdził równie ubawiony Australijczyk.
- Idiotyczne.- powiedział Jack.- Sprawdziłem w aktach. Nigdy nie popełniono tam żadnego morderstwa. Gospodarze zmarli śmiercią naturalną. Po prostu najemcy szybko się wyprowadzali, zostawiając dom w coraz gorszym stanie, a spadkobiercy nie zamierzali dokładać do remontów i całość powoli popadała w ruinę. Oczywiście plotki zrobiły swoje i w efekcie od lat nikt nie chce ani tego kupić, ani wynająć.
- I myślisz, że Sue będzie na niego stać?- zapytał Bobby.
- Jej nie, ale mnie tak.- odpowiedział Hudson.- Kupiłem go, zamierzam odrestaurować i jej go wynająć.
- Nie zgodzi się.- pokręcił głową Manning.- To honorowa babka.
- Dlatego zrobiłem to przez firmę. Powiem, że dom należy do przedsiębiorstwa i że akurat jest wolny, albo coś w ten deseń. Nie przyznam się, że kupiłem go z myślą o niej i Noah, bo mogłaby to opacznie zrozumieć.
- Gorzej, jak się dowie i wtedy się dopiero wkurzy.- zauważył Crash.- Co wtedy zrobisz?
- Przeproszę i wyjaśnię, że moje intencje były czyste, i że chciałem tylko pomóc. A potem będę błagał o wybaczenie.- usłyszał w zamian Australijczyk.- Zresztą zapewne i tak się wreszcie przyznam, bo nie chcę mieć przed Sue tajemnic, ale póki co, po prostu powiem jej, że znalazłem rozwiązanie.
Bobby nie był pewien, czy to dobry pomysł, ale idea była wzniosła, no i chodziło o jego kumpla, partnera w interesach, przyszłego wspólnika (już zdecydował się co do fuzji). I choć Sparky zaprzeczał, kobieta, o której rozmawiali, była mu bliska znacznie bardziej niż twierdził, dlatego Manning skinął twierdząco głową.
- Dobra, wchodzę w to.- powiedział.- Ile mamy czasu, żeby z tej kupy gruzu na powrót zrobić prawdziwy dom?- zapytał, spoglądając na zdjęcia, które przed momentem pokazał mu Hudson i zastanawiając się, czy nie lepiej byłoby to wszystko wyburzyć i postawić od nowa.
- Sądzę, że wyrobimy się spokojnie przez jeden, maksymalnie dwa tygodnie. Wątpię, czy Noah wypiszą wcześniej z kliniki.- odparł Jack.
- A tak właściwie, to czemu tam leżał?- zainteresował się w końcu Bobby. Jack nigdy nie wyznał nikomu, co powiedziała mu wtedy Sue, więc Australijczyk był ciekaw, co sprawiło, że maluch tam wylądował.
- Noah miał wypadek samochodowy.- wyjaśnił brunet.- Jego ojciec nie przeżył, a synek Sue przez pół roku był w śpiączce. Wybudził się niedawno.
- Jezu!- wymamrotał zaszokowany mężczyzna.- Nie wyobrażam sobie, co ona przeszła w tym czasie. To musiało być straszne!
- Nie wiesz nawet połowy, ale nie mi o tym wspominać. Może kiedyś Sue sama ci opowie, co przeżyła. My, tymczasem, skupmy się na tym, jak im pomóc. Dajmy im dom, na jaki zasługują, Crash.
- Dostaną go, albo nie nazywam się Bobby Manning!- przysiągł solennie jego przyjaciel i obaj przystąpili do planowania. Roboty przecież było dużo, a czas ograniczony.
TBC
