Pairing: KYLLISON , czyli Kyle / Allison

( M jak Mature Content Pod Prysznicem )

Dedykacja: Dla Trzynastka (bez linczu, proszę!XP)

Mam nadzieję, że kiedyś mimo wszystko w opisach scen miłosnych dorównam mojej masterce, pani Christine Feehan i jej 28 stronom momentów z "Burning Wild".

- Przykro mi, Al.

Allison zmarszczyła brwi, wpatrując się w rozbawioną twarz Kyle'a. Mężczyzna uśmiechnął się zawadiacko, krzyżując ramiona na piersiach.

- Spóźniłaś się – powiedział.

- Daj spokój, Kyle! – rzuciła błagalnie. – Jesteś jeszcze ubrany!

- To źle, prawda?

- Właśnie dobrze! Proszę, ja muszę wziąć prysznic!

- Ja też. – Reese oparł się o wykafelkowaną ścianę; z jego twarzy nie schodził złośliwy uśmieszek.

- Ale ja jestem kobietą!

- A ja facetem, ale to żaden argument, wybacz, Al.

Kobieta przygryzła dolną wargę, czując rosnącą wściekłość.

- Spóźniłam się tylko pięć minut! – wykrzyknęła.

- Twoja sprawa. Straciłaś kolejkę, przykro mi, Al.

Prychnęła, patrząc mu prosto w oczy.

- Jeszcze raz nazwiesz mnie Al... – znacząco zawiesiła głos.

- To co zrobisz, Al? – zapytał rozbawiony.

- Reese! – warknęła. – Jesteś niereformowalny!

- A, dziękuję, staram się. – Puścił jej oko, zrzucając z ramion kurtkę. – Następnym razem nie spóźnij się, bo – jak sama widzisz – kolejka do prysznica przepada. A teraz, wybacz. Marzę o byciu czystym, Al.

Rzucił kurtkę na obtłuczoną umywalkę i zaczął ściągać t-shirt, cały czas czując na sobie wzrok kobiety.

- Jeszcze tutaj? – Uniósł brew, rozpinając pasek przy spodniach i wyciągając go powoli ze szlufek. – Możesz zostać i popatrzeć, jeśli chce...

- Poczekaj! – zawołała, przerywając mu. – Nie ruszaj się stąd, błagam!

Kyle spojrzał zdziwiony za wybiegającą dziewczyną, po czym pokręcił z powątpiewaniem głową. Usiadł na ławce pod ścianą i zaczął rozwiązywać buty, żeby po chwili ściągnąć je z nóg razem z aromatycznymi już skarpetkami. Wstał, rozpinając spodnie, kiedy usłyszał kroki. Podniósł oczy akurat, kiedy do łazienki wpadła Allison niosąca coś szeleszczącego, mieniącego się w blasku jarzeniówek.

- Są dwa prysznice – powiedziała, patrząc w kierunku dwóch kabin oddzielonych od siebie sięgającą sufitu ścianką pokrytą nadtłuczonymi, zszarzałymi kafelkami i ignorując jego zdziwioną minę. – Pomóż mi to zawiesić – poprosiła, unosząc lekko – jak się okazało – folię malarską.

- Zawiesić co?

- Moją zasłonę prysznicową, Reese. No, dalej.

Stanęła na palcach, próbując zahaczyć jej brzeg o wystającą ze ściany rurę.

- Proszę? – mruknęła zniecierpliwiona.

Mężczyzna pomógł jej i po chwili cieniutka zasłona okrywała jedną z kabin.

- Idealnie! – Allison wyglądała na zadowoloną. Schyliła się, rozwiązując buty.

- Chwilkę. – Kyle podrapał się po karku. – Chcesz brać prysznic ze mną?

- Nie, Reese. – Kobieta ściągnęła z siebie kurtkę. – Obok ciebie. Masz coś przeciwko?

- Ja nie, ale ty przecież masz.

- Nie, nie mam – rzuciła poważnym tonem. – A teraz wybacz. Chcę wziąć prysznic.

Odłożyła kurtkę na umywalkę obok, po czym weszła za folię, uśmiechając się pod nosem. Kyle stał w na wpół rozpiętych spodniach, czując chłód posadzki pod gołymi stopami i zastanawiał się, czy Allison wie, jak cieniutką zasłoną jest znaleziona przez nią Bóg wie gdzie folia. Doskonale widział, jak jego śliczna towarzyszka broni ściąga z siebie t-shirt, rzucając go na ziemię tuż obok kabiny, żeby po chwili położyć na niej sfatygowane spodnie.

- Co tak stoisz jak słup soli, Kyle? – Usłyszał jej rozbawiony głos. – Chcesz sobie popatrzeć?

- Nie – skłamał szybko. – Tylko kończę się rozbierać. – Na potwierdzenie tych słów, rozsunął do końca rozporek i powoli ściągnął z siebie spodnie, zostając w samych szortach, gdy tymczasem ręka Allison rzuciła na kupkę jej ubrań czarny stanik.

- Bo zabraknie ci ciepłej wody.

Widział, jak zgięła się lekko, zsuwając z siebie majtki i zrobiło się mu gorąco. Nie czekał już, aż czarna bielizna dołączy do reszty rzeczy kobiety, tylko szybko wsunął się w swoją kabinę, jednocześnie ściągając szorty i odkręcając wodę. Miał szczęście, że jego dłoń trafiła na kurek z zimną. Przez dłuższą chwilę stał pod chłodnym strumieniem, oparty o niemal zupełnie gładką ścianę, za którą Allison Young, sanitariuszka z jego oddziału, dobra przyjaciółka i chyba najodważniejsza kobieta, jaką znał, stała zupełnie naga, mydląc swoje ciało: delikatną skórę poznaczoną licznymi bliznami...

- Kyle? – Jej głos wyrwał go z zamyślenia.

- Tak? – Z trudem przełknął ślinę, czując, jak jego ciało twardnieje na samą myśl o Allison.

- Masz szampon?

- Sza-szampon? – powtórzył.

- Tak, Reese. Szampon. Do. Włosów. – W jej głosie dało się słyszeć rozbawioną nutkę.

Rozejrzał się, dostrzegając na półce zaraz pod baterią plastykową buteleczkę.

- Mam. – Sięgnął po kosmetyk.

- Dasz mi?

Zobaczył jej dłoń pokrytą pianą z pewnością mydlaną. Niecierpliwie poruszyła palcami.

- Dajesz czy nie?

Bez słowa wcisnął jej szampon w rękę.

- Dzięki. – Usłyszał i jej dłoń wycofała się; dobiegło go szeleszczenie folii.

Krew krążyła zrozumiale szybko w jego żyłach. Wziął głęboki oddech, ale nie to pomogło. Nagle miał wrażenie, że jego słuch wyostrzył się niesamowicie, po wydało mu się, że słyszy, jak Allison otwiera buteleczkę. Wyobraził sobie, jak nakłada szampon na włosy, jak robi pianę, która spływa po jej plecach, dekolcie, nagich, drobnych piersiach...

- Cholera – przeklęła.

- Co się sta-stało? – zapytał, zdając sobie sprawę, że jego ręka już od jakiegoś czasu dotyka jego męskości; szybko ją cofnął, skręcając nieco wodę.

- To chyba jakieś żarty.

- Co się stało?

- Masz wodę?

- Mam.

- Ja najwyraźniej nie, cholera.

- Nie masz wody?

- Szlag by trafił! – wykrzyknęła. – Teraz to mam szampon w oku! Reese?

- Tak?

- Znamy się już dość długo, prawda? Cholera, piecze... Ufasz mi, prawda?

- Oczywiście, że ufam. Już kilka razy ocaliłaś mój tyłek, więc...

- Więc ty teraz ocal mój! Zamknij oczy, błagam. Muszę spłukać ten cholerny szampon!

- Zaraz, chcesz tutaj do mnie przyjść?

- Nie do ciebie, Reese, tylko do wody. Proszę. Czy możesz zamknąć oczy? Ja też zamknę, okej?

- Okej – mruknął, stając przodem do ściany. – Już. – Zamknął powieki, słysząc szeleszczenie.

- Naprawdę nie podglądasz?

- Naprawdę.

- Dobra, idę. Gdzie ty jesteś? – zapytała, ale po chwili dotknęła jego pleców. – A, tutaj. Dobrze... Zimna woda? Nie ma ciep... – urwała. – Nie, jest. Dlaczego stoisz pod zimną, co? Albo nie mów. Cholerny szampon.

Otworzył oczy, wpatrując się w ścianę przed sobą. Czuł obecność Allison za plecami; słyszał, jak spłukuje pianę z włosów. Pianę, które spływa między jej piersiami, po brzuchu, a wreszcie po wewnętrznej stronie ud...

- Nie podglądasz, prawda? – zapytała.

- Nie, a ty?

- Oczywiście, że nie.

- Jak oko?

- A, dzięki, lepiej, ale jeszcze szczypie. Nadal cię boli?

- Co ma mnie boleć?

Allison wciągnęła mocno powietrze w płuca.

- Co ma mnie bo... – zaczął, ale szybko urwał; zrozumiał. – Ty mała oszustko! Podglądasz!

- Wcale nie – bąknęła, ale bez przekonania.

- Zapytałaś, czy mnie boli. Ta rana na plecach, prawda? – Dotknął wspomnianego miejsca, odwracając się. – Boli, bo jest jeszcze świeża, podglądaczko. – Mówiąc to, popatrzył jej prosto w oczy, stając z nią twarzą w twarz. Dostrzegł jednak szybki ruch jej rąk, kiedy zasłoniła nimi piersi. Jego wzrok błyskawicznie powędrował niżej, ale jej ręka była szybsza. Z dłonią między udami i z ramieniem na biuście, nieco zgarbiona wyglądała dosyć komicznie. Roześmiał się głośno.

- To wcale nie jest śmieszne! – prychnęła.

- Jest, podglądaczko.

- Ej, przestań. – Uderzyła go lekko pięścią w ramię, odkrywając tym samym piersi, co szybko sama zauważyła i spłonęła rumieńcem. – Reese, przestań.

- Jak mnie walniesz jeszcze raz.

Zmarszczyła brwi i zacisnęła dłoń w pięść. Tym razem jednak chwycił ją za nadgarstek i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, przyciągnął ją bliżej do siebie i pocałował prosto w usta. Ciasna kabina zrobiła się jeszcze ciaśniejsza. Kiedy Kyle odsunął się od kobiety, ta popatrzyła na niego nieodgadnionym wzrokiem, żeby po chwili zarzucić oba ramiona na jego kark i całować go do utraty tchu. Jego plecy trafiły na ścianę kabiny, ale nie czuł jej chłodu. Jego twarde, nagie ciało było tak mocno przyciśnięte do drobnego, wilgotnego i ciepłego od wody ciała Allison, że czuł, jakby byli jednością. Zaczął pieścić wargami jej szyję, smakując pokrzywowy szampon z pachnącej skóry. W załamaniu jej obojczyka nadal była biaława piana. Jej dłonie przesuwały się raz po raz po jego plecach i pośladkach, podczas gdy delikatne wargi i ostre zęby znalazły jego sterczący sutek.

- Kyle, proszę – jęknęła.

Mężczyzna pocałował ją w usta, a potem delikatnie, acz stanowczo odwrócił plecami do siebie. Zebrał mokre włosy z jej karku i muskając ustami ciepłą, gładką skórę, wszedł w kobietę powolnym, ale pewnym ruchem bioder. Znowu jęknęła, pochylając się jeszcze bardziej do przodu i oparła się o ścianę. Znalazł dłońmi jej piersi i zacisnął na nich palce, rozkoszując się miękkością jej kobiecego ciała. Zaczął się poruszać, szukając swojego rytmu, a ona pragnęła znaleźć go z nim.

Jego oddech przyśpieszył; czuł ciepło wody z prysznica spływającej mu po plecach i ramionach. Dłonie Allison oparte o ścianę powoli zacisnęły się w pięści; pchnięcia Kyle'a stały się szybsze i staranniejsze, z każdym wchodził w kobietę głębiej i mocniej, z każdym był coraz bliżej szczytowania. Bliżej. Bliżej...

To ona doszła pierwsza, niemal zachłystując się szybko zaczerpywanym powietrzem. Usłyszał swoje imię i poczuł, jak fala gorąca i przyjemności przeszła przez jego ciało, pozostawiając go rozkosznie słabym i pustym, spokojnym i spełnionym. Objął mocno kobietę i przytulił się do jej pleców. Z dłonią na jej piersi czuł, jak mocno i szybko bije jej serce. Uśmiechnął się do siebie.

Wreszcie oparł się o ścianę kabiny; Allison poszła jego śladem, stając pod strumieniem lejącej się nadal wody.

- Jak oko? – zapytał mężczyzna, ujmując jej twarz w dłonie. – Nadal szczypie?

- Nie, już nie. – Jej spojrzenie uciekło gdzieś w bok, po czym roześmiała się. – Dałeś się nabrać!

- Słucham?

- Co ja, dziecko jestem, żebym nie umiała posługiwać się szamponem do włosów?

- Ty mała oszustko! – Też roześmiał się głośno. – Wszystko zaplanowałaś!

- Wcale nie. To znaczy, nie wszystko. Albo niech ci będzie. Przyznaję się.

Nachylił się i pocałował ją prosto w usta.

- Wybaczam – powiedział cicho.

- Ale reszta nam nie wybaczy – mruknęła.

- Dlaczego?

- Nie czujesz? Zużyliśmy całą ciepłą wodę!

KONIEC CIEPŁEJ WODY