XIV
Tommy'ego obudził ból głowy tak przeraźliwy, że nawet słońce wpadające przez rozsunięte zasłony i oświetlające ogromny, okrągły materac pełniący rolę łóżka nie ukoiło potwornego kłucia w całej czaszce, jakim przywitał go poranek.
Całą poprzednią noc pamiętał jak przez mgłę, a okropny ból głowy wcale nie pomagał mu w przypomnieniu sobie jej szczegółów. Zacisnął powieki, bo oczy okazały się być dziś zbyt wrażliwe na światło. Odgłosy przejeżdżających za oknem samochodów dudniły mu w głowie, a okropny posmak czegoś zwietrzałego w jego ustach utwierdził go w przekonaniu, że miał największego kaca w całym swoim życiu.
Poczuł nadchodzące nudności, więc zwlókł się z łóżka i po omacku niemal doczołgał się do drzwi, wyszedł i skręcił w prawo – tam, gdzie tuż za rogiem znajdowała się łazienka. Jednak zamiast niej ujrzał przed sobą skąpany słońcem salon.
Podrapał się z konsternacją po głowie, jeszcze bardziej plącząc roztrzepane blond kosmyki. Zmieniając swój plan dotarcia do łazienki, przeszedł przez pokój i wkroczył do kuchni, aby zimną wodą uspokoić wypominający wypitą wczoraj przez niego ilość alkoholu żołądek. Walcząc z tępym bólem głowy starał się zrozumieć, dlaczego łazienka tak nagle zmieniła swoje zwykłe miejsce.
Zimny płyn był zbawieniem dla rozgrzanego ciała. Przyjemnie chłodził gardło i uspokajał wstrząsany rewolucjami żołądek. Skierował swoje kroki z powrotem do pokoju z zamiarem przespania całego dnia. Ponownie oślepiło go wpadające przez duże okno słońce. Zamknął za sobą drzwi najciszej jak tylko mógł i na ślepo wrócił do łóżka. Wczołgał się na nie, ułożył wygodnie na skraju materaca i pociągnął za kołdrę, gotowy do spania.
- Ej, nie zabieraj mi koł…
Znajomy, zaspany głos tuż nad jego uchem natychmiast przegnał resztki senności, jaką odczuwał. Błyskawicznie odwrócił się na drugi bok. Kilka cali przed sobą zobaczył niebieskie oczy wyrażające niemal tyle samo zdziwienia, ile Adam mógł pewnie teraz zobaczyć w jego.
- O mój boże… - Wyszeptał Tommy. Zdając sobie nagle sprawę z tego, że leży w łóżku Adama, momentalnie zrozumiał, dlaczego łazienka nagle zmieniła swoje miejsce. W ułamku sekundy jego umysł zalały wspomnienia minionej nocy razem z żywymi, realistycznymi obrazami. – O mój boże…
Adam wyciągnął do niego rękę w uspokajającym geście, ale blondyn odsunął się poza jej zasięg. Aktor zmarszczył brwi i pokręcił głową, wyraźnie nie rozumiejąc jego reakcji.
- Tommy, co…?
- To nie mogło się wydarzyć, nie mogło…
Blondyn usiadł na łóżku i w obronnym geście objął się ramionami. Nie mógł uwierzyć jak bardzo postrzeganie słów i myśli zmienia się, kiedy nastaje trzeźwy poranek. Był niemal przerażony tym, co wczoraj zrobił, o czym myślał, czego pragnął. Zacisnął powieki, jakby chciał wymazać błąkające się po jego umyśle obrazy sprzed kilku godzin. Rozmowa, potem uwodzące go pełne, miękkie usta Adama, którym nawet swoją całą siłą woli nie mógł się oprzeć. Pamiętał też niemal zerwaną z niego koszulkę i rzucone na nią wąskie jeansy Adama. A potem…? Co stało się potem?
Z łatwością mógł wyobrazić sobie najbardziej prawdopodobny ciąg dalszy.
Adam wyglądał na spokojniejszego, jednak był przecież aktorem. Tommy nie miał pewności, czy w jego sercu i głowie nie trwają właśnie rewolucje.
Podniósł się i usiadł na materacu. Z wahaniem wyciągnął rękę w kierunku blondyna, jednak w ostatniej chwili cofnął ją i objął ramionami ugięte kolana. Nie chciał ryzykować kolejnego odtrącenia.
- Spokojnie, Tommy. Wszystko w porządku. – Powiedział cicho, niepewny reakcji współlokatora.
Tommy otworzył oczy i z narastającą paniką w głosie powiedział: - Spokojnie? W porządku? Adam, zachowujesz się, jakby nic się wczoraj nie stało.
Adam westchnął z nieodgadnioną miną.
- Do niczego nie doszło. Pamiętam każdą minutę, poza pocałunkiem nic między nami się nie wydarzyło.
Tommy nie był pewien, czy na jego pozornie spokojnej twarzy dostrzegł ledwie widoczny cień ulgi, rozdrażnienia czy przygnębienia.
- Skąd ta pewność? Po takiej ilości alkoholu luka w pamięci jest więcej niż pewna.
Adam wzruszył ramionami. – Z reguły nie mam z tym problemów nawet po większej ilości wódki. Spokojnie, założę się, że byliśmy zbyt pijani.
Tommy pokręcił głową ze zniecierpliwieniem.
- To nie wystarczy, że być pewnym.
Adam przymknął na chwilę powieki i westchnął ponownie. Otworzył oczy i spojrzał na Tommy'ego, wskazując dłonią wokół nich. – Posłuchaj mnie Tommy. Po pierwsze nie ma tu nigdzie zużytej prezerwatywy…
- Dobrze wiesz, że to nie jest wyznacznik. – Przerwał mu Tommy, jednak Adam uciszył go jednym gestem dłoni.
- Po drugie mam na sobie bokserki i skarpetki. Nie uprawiam seksu w skarpetkach, to obleśne. – Tommy nie zaśmiał się, a Adam wyczuł, że to chyba za wcześnie na żarty. Miał ogromną nadzieję, że jeszcze kiedyś się z tego pośmieją, jednak mina Tommy'ego dość stanowczo to wykluczała. – A po trzecie… Powiedz, czujesz się obolały?
Tommy podniósł w zaciekawieniu brew. – Nie spałem zbyt dobrze, więc trochę czuję to w karku… - Nagle zrozumiał, o czym mówił Adam. Co powinno boleć. – Och, o to ci chodzi. – Zmieszał się. – Nie, wszystko w porządku.
- No więc widzisz. – Adam odważył się dotknąć pokrzepiająco jego ręki. Ku jego radości, tym razem nie została odtrącona. – Zaufaj mi, za pierwszym razem nie mógłbyś wstać z łóżka.
Tommy zadrżał lekko, więc potarł dłońmi ramiona. Sam nie był już pewien, co powinien myśleć i co powinien czuć. Wiedział jedno - zeszłej nocy pragnął Adama, jego ciała, dotyku i ust. Chciał, żeby go posiadł i sprawił, aby Tommy zapłonął żywym ogniem.
A dzisiaj… Nie rozumiał tego i bał się tej niemal zwierzęcej żądzy, która bez jego zgody zawładnęła w nocy jego ciałem.
W panice poczuł, że oddycha mu się coraz ciężej. Rozpaczliwie potrzebował świeżego powietrza.
- A jeśli chodzi o to, do czego mało nie doszło wczoraj… – Zaczął brunet, ale Tommy przerwał mu wpół zdania.
- Przepraszam cię, Adam. Nie mogę.
Niemal wybiegł z pokoju, a aktor wyskoczył z łóżka i popędził za nim, zatrzaskując za sobą drzwi.
Blondyn zaczął ubierać się w pośpiechu, łapiąc po drodze buty i pomięty T-shirt.
- Tommy, musimy porozmawiać o tym, co stało się wczoraj. I o tym, co mogło się stać.
Muzyk odwrócił się, aby na niego spojrzeć. Ciepłe światło padało na roztrzepane, kruczoczarne włosy, nagie ramiona, delikatnie wyrzeźbiony tors. Nagle z całą mocą zaczęły wracać do niego obrazy z minionej nocy i poczuł niespodziewany ból w piersi, jakby ktoś gwałtownie uderzył go pięścią.
- Błagam, nie teraz. – Miał wrażenie, że rozpłacze się, jeśli zaraz stąd nie wyjdzie. – Dokończymy to wieczorem, okej? Teraz po prostu nie dam rady.
Nie czekając na odpowiedź Adama, otworzył oczy i wyszedł z mieszkania, zdecydowany odejść jak najdalej od samego siebie.
Wrócił do domu nieco później niż zamierzał; zwyczajnie nie mógł się przemóc, aby stanąć twarzą w twarz z Adamem. Wiedział jednak, że prędzej czy później do konfrontacji musi dojść, więc chwilę przed północą niemal bezszelestnie otworzył drzwi wejściowe i wkroczył do ciemnego mieszkania.
Wydawało mu się, że po raz pierwszy widzi wnętrze zupełnie nieoświetlone. Zawsze zapalony był choć najmniejszy sznurek lampek, dający mierne, przytłumione światło, a tym razem Tommy wkroczył w kompletne ciemności.
Zsunął stopami buty i po omacku przeszedł przez korytarz i salon, aby dotrzeć do kuchni. Otworzył lodówkę i wyjął z niej butelkę wody. Jasne światło z niej padające oświetliło na chwilę pomieszczenie i zobaczył siedzącego przy stole Adama, odwróconego do niego plecami.
- Och… Hej. – Zdołał wydusić, po czym z wahaniem zamknął drzwi lodówki, a kuchnia ponownie pogrążyła się w mroku. Stał chwilę, przestępując z nogi na nogę, nie mogąc zdecydować się, co powinien teraz zrobić. – Hm… mogę zapalić światło?
Nie usłyszał sprzeciwu, więc pociągnięciem sznurka zapalił przytłumione światło na podwieszanym suficie. Podszedł do stołu i usiadł po jego drugiej stronie.
Adam potarł czoło. Podniósł głowę i spojrzał na Tommy'ego; miał zaczerwienione, nieco podpuchnięte oczy i był dużo bledszy niż zazwyczaj.
Tommy był pewny, że płakał.
- Mieliście nagranie? – Powiedział zmęczonym, zachrypniętym głosem.
- Co…? Uhm… - Oderwał wzrok od jego oczu i pokręcił głową, aby się skoncentrować. Widok cierpiącego Adama sprawił, że jego serce przestało na chwilę bić. Zwalczył w sobie przemożną ochotę przytulenia go. – Nie... Nie. Zaczynamy jutro. Po prostu musiałem się przejść. Pomyśleć.
- I wymyśliłeś coś? – Zapytał cicho.
Tommy opuścił głowę; nie mógł znieść wpatrzonych w niego promienistych, niebieskich oczu. Nie tym razem.
- To niełatwe. Nie wiem, co mam robić. – Wyznał. – Prześladuje mnie to, co stało się wczoraj. I to, co mogło się wydarzyć. Mieszasz mi w głowie, Adam. Twoje oczy, twój uśmiech, twój dotyk. Chciałem tego pocałunku, nie przeczę. – Westchnął i ukrył twarz w dłoniach. - Ale boję się tego, co mogło nastąpić po nim. Czuję się tym przytłoczony. Nie rozumiem swoich myśli i teraz muszę je uporządkować, dojść z nimi do ładu, jeśli mamy dalej się przyjaźnić. Poza tym… - Zawahał się. – Jest Brad.
- Błagam, nie wspom…
- Jeśli masz wątpliwości, walcz o niego. O was. A ja na razie muszę skupić się na sobie. - Kontynuował. – Rozmawiałem już z chłopakami z zespołu. Wren powiedział, że mogę wprowadzić się do niego choćby jutro.
- Tommy… - Próbował przerwać Adam, jednak muzyk mówił dalej, jak gdyby bał się, że jeśli Adam teraz mu przerwie, nie powie tego już nigdy. Nie ufał sam sobie.
- Zbiorę jutro rzeczy i się wyniosę. – Wzruszył ramionami. – Tak będzie najlepiej.
- Najlepiej? Chciałeś chyba powiedzieć, że nie mogło być gorzej. – Skomentował brunet, zakładając ręce na piersi. – Dlaczego to robisz? Rozumiem, że musisz odpocząć, zrobić sobie przerwę. Łapię. – Pokręcił głową. – Ale nie decyduj pochopnie. Bez sensu, abyś wyprowadzał się teraz, właśnie teraz. Wyjeżdżam jutro na prawie trzy miesiące. Trzy miesiące, które możesz spędzić tu, bo mam nadzieję, że nadal uważasz to miejsce za dom. – Przygryzł wargę i zamknął na chwilę powieki, jakby wypowiedzenie tych słów sprawiało mu ogromną trudność. I jakby chciał powiedzieć coś więcej, co mogłoby nadać tej rozmowie zupełnie inny ton, jednak w ostatniej chwili zmienił zdanie. Nie mogę mu tego powiedzieć. Otworzył ponownie oczy i spojrzał na Tommy'ego. – Zostań. Kiedy wrócę, zrobisz, co zechcesz. Może emocje opadną i zdecydujesz się zostać, a może nadal będziesz chciał się wynieść. Proszę cię, Tommy, wyświadcz mi tę jedną przysługę i zostań, przynajmniej do czasu, gdy wrócę.
Blondyn westchnął i podniósł głowę, napotykając spojrzenie Adama. Nawet w tak nikłym świetle widział w jego zaczerwienionych od łez oczach błagalny odcień desperacji.
Nie mógł mu tego zrobić. Czuł, że był mu to winien.
Pokiwał twierdząco głową, sprawiając, że z ust Adama wydarło się westchnienie ulgi.
Nienawidził tego, że miał do niego tak ogromną słabość.
