Dwaj przyjaciele ponownie rzucili się na siebie.
Naruto:Sasukeeee!
Sasuke:Narutoooo!
Naruto walnął go w brzuch, ten oddał mu cios w szczękę, blondyn walnął w brodę, Uchiha w żebro i tak jeszcze kilka razy, po kilku minutach oboje ledwo stali na nogach.
Roger:Idealna okazja, czas działać.
Kioshi:Tak jest
Roger i Kioshi wyskoczyli na arenę podbiegając do Naruto i Sasuke i przystawiając do ich ciała jakieś urządzenie, Naruto i Sasuke zaczęli wrzeszczeć z bólu.
Mira/Levy:Naruto-kun!!!
Niya/Bolt:Tatusiu!!!!
Naruto:Wygląda na to że twój plan zadziałał Sasuke.
Sasuke:Miałeś jakieś wątpliwości.
Nagle Naruto i Sasuke znikli, prawdziwi pojawili się na dachu Areny.
Roger:Co jak to możliwe, genjutsu?
Sasuke:Zgadza się, widzicie spodziewałem się że specjalnie zmusisz sędziów by ustawić walkę między mną a Naruto, wiedząc że tylko on jest godnym mnie przeciwnikiem, postanowiłem stworzyć genjutsu myśląc że walczymy na poważnie chcąc was wywabić z ukrycia, w rzeczywistości staliśmy cały czas tutaj obserwując to.
Kioshi:Cholera, przechytrzyli nas.
Sasuke:Teraz powiedzie nam kim jesteście?
Kioshi i Roger zdjeli swoje maskę ich twarze wszystkich zaskoczyło, zwłaszcza Naruto i Sasuke, gdyż wyglądali zupełnie jak oni.
Naruto:Kim jesteście i czemu wyglądacie jak my?
Roger(Sasuke):To proste zostaliśmy stworzeni z próbek waszej krwii, którą znajdowała się w dolinie końca po waszej ostatecznej walce.
Naruto:Ostatecznej walce, o czym on mówi?
Sasuke:Za pewne wydarzyło się to w alternatywnej lini czasowej, w której pokonaliśmy Kaguye nie przenosząc się do tego świata.
Naruto:Rozumiem.
Sasuke:Kim była osoba, która was stworzyła?
Naruto:Jeśli mam zgadywać, to stawiałbym na pewnego węża
Roger:Zgadza się, jesteśmy sztucznymi ludźmi stworzonymi z waszych dna przez Orochimaru.
Kioshi(Naruto):To i tak nie jest istotne gdyż zaraz zaginięcie.
Naruto:Niech wszyscy opuszczać stadion i wynoszą się jak najdalej, Natsu ty idź do bramy zaćmienia i nie pozwól by je otworzono.
Natsu:W porządku.
Kiedy wszyscy opuścili stadion, Naruto przybierając formę Mędrca Sześciu Ścieżek rzucił się na swojego sobowtóra zderzając się pięściami.
Kioshi:Ostatnio cię pokonałem, jesteś pewny że chcesz że mną walczyć. (powiedział również przybierając tę formę)
Naruto:Od tamtego czasu minęło sporo lat, wiesz ja nie obijałem się przez ten czas.
Po chwilowym siłowaniu oboje odskoczyli od siebie, Naruto w ułamku sekundy pojawił się za Kioshim i kopniakiem posłał go na ścianę, chwilę później jego ciało zmieniło się w kłębek dymu.
Naruto:Kage Bushin...
Prawdziwy pojawił się sekundę później za nim próbując zaatakować od tylu, Naruto uśmiechnął się chwytając jego pięść.
Kioshi:Co?
Naruto:Myślałeś że to na mnie zadziała, jesteś mną powinieneś się tego spodziewać. (powiedział uderzając go w twarz)
Następnie z kolanka walnął go w brzuch, by na koniec z pół obrotu kopnąć go posyłając na ścianę areny, sobowtór blondyna odbił się od niej wybijając się w powietrze, chciał wyrzucić w niego Rasengana ale Naruto był szybszy i zaczął na niego nacierać, sekundę później pojawił się za nim i złączonymi pięściami powalił go na ziemię.
Kioshi:N...nie, to nie możliwe kiedy stał się tak silny...
