Rozdział czternasty: Rodzinne pogawędki
W ciągu następnych dni Irisi całkowicie powróciła do zdrowia. Lachlan i Dyson ani trochę nie przesadzali, gdy mówili, że rana dziewczyny szybko się goi – już następnego dnia przestała czuć ból i mogła wstać z łóżka i przejść się po rezydencji.
Nie wiedziała, co o tym myśleć – była całą tą sytuacją kompletnie zdezorientowana. Całe jej dotychczasowe życie zostało w jednej chwili wywrócone do góry nogami. A ona sama nie wiedziała, gdzie powinna zacząć swoje poszukiwania.
- To musi dotyczyć twojej matki. – powiedział jej Lachlan, gdy kilka dni później spotkał się z nią w jej pokoju. Od dnia, w którym się wybudziła, mężczyzna odwiedzał ją po kilka razy w trakcie jednego dnia. Wciąż ewidentnie czuł się współwinny tego, co się jej przytrafiło. Irisi jednak postrzegała go wszystko nieco inaczej.
Gdyby nie to jedno pechowe zdarzenie, być może nigdy nie odkryłabym, że jestem czymś więcej niż człowiekiem. Powinniśmy się w sumie z tego cieszyć.
- Też tak sądzę. – przyznała dziewczyna. – Teraz, gdy miałam okazję o tym wszystkim na spokojnie pomyśleć, zaczęło to się składać w jedną, dość spójną całość. Mama opuściła nas tuż po moich narodzinach, zostawiając mnie samą z tatą. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego to zrobiła, ale teraz… teraz to wszystko wygląda zupełnie inaczej. Być może była ona nimfą albo czymś podobnym, a przedstawiciele jej gatunku mieli zabronione związywanie się ze zwykłymi śmiertelnikami. Takie wyjaśnienie miałoby spory sens.
- To bardzo prawdopodobna teoria. – przyznał Lachlan. Zerknął zaraz potem na Irisi i widząc, że dziewczynę wciąż coś dręczy, zdecydował się ją bezpośrednio o to spytać. – Coś nie tak? – mężczyzna nachylił się nieznacznie w jej stronę, przyglądając się jej przy tym uważnie. – Czy coś cię boli?
- Nie, nic z tych rzeczy. – odpowiedziała mu jasnowłosa dziewczyna. – Ból przeszedł mi już jakiś czas temu. Martwię się czymś innym.
- To znaczy?
Irisi nie była pewna, czy chce teraz o tym rozmawiać. Nie był to temat, o którym ona sama wiele myślała w ciągu ostatnich dni. Było to jednak coś, co ją dość mocno dręczyło. Chciała wreszcie o tym z kimś porozmawiać i usłyszeć opinię kogoś innego na ten temat. Czuła, że jeśli wkrótce tego nie zrobi, to jak nic oszaleje z niepewności.
- Rozważałam jeszcze jedną, drugą opcję. – zaczęła cichym głosem. – Mniej przyjemną od tej pierwszej teorii, jaką już omawialiśmy.
- Mów dalej. – zachęcił ją Lachlan, gdy dziewczyna zamilkła na dłuższą chwilę.
- A co, jeśli… jeśli moja matka mnie zwyczajnie porzuciła? – Irisi uznała, że im szybciej to z siebie wyrzuci, tym lepiej. – A co, jeśli ona najzwyczajniej w świecie nie chciała wychowywać „brudnego mieszańca"?
Mężczyzna tylko uśmiechnął się słabo po jej słowach.
- Roztrząsanie takich rzeczy nie przyniesie ci nic dobrego. – powiedział. – Jedynym sposobem, jakim uzyskasz pewność co do tego, czy twoja teoria jest tą prawdziwą, jest zasięgnięcie wiedzy u samego źródła.
- Mój ojciec raczej nie będzie skory do rozmów na ten temat.
- Decyzja o tym, czy chce o tym rozmawiać czy nie, nie zależy już w tej chwili od niego. – Lachlan przybrał w tym momencie nieco poważniejszy, stanowczy ton głosu. Irisi spojrzała się na niego z zaskoczeniem, nie spodziewając się po nim aż tak pewnego stanowiska. – Mowa tutaj o prawdzie na temat twojego pochodzenia. Nadeszła już chyba pora, aby twój ojciec wyjawił ci wszystko, nie oszczędzając przy tym żadnych szczegółów.
- Niech zgadnę. – dziewczyna uśmiechnęła się kątem ust. – Już po niego posłałeś, prawda?
Lachlan odpowiedział jej na uśmiech swoim własnym.
- Powinien się tutaj zjawić już wkrótce. – odpowiedział jej. – Zaczekam tutaj z tobą na niego i osobiście dopilnuję, abyśmy dowiedzieli się do niego całej prawdy.
Kilka minut później rozległo się pukanie do drzwi. Lachlan, z góry wiedząc, kto to jest, od razu polecił im wejść do środka.
Irisi ze spokojem obserwowała, jak do środka wchodzi najpierw dwóch strażników, a potem, tuż za nimi, wchodzi do pokoju jej ojciec. Gdy ten uśmiechnął się do niej, ta odpowiedziała mu słabym, niepewnym uśmiechem.
- To by było na tyle, panowie. – powiedział do strażników Lachlan. – Możecie już wyjść.
Strażnicy zrobili dokładnie to, co im zostało polecone, zostawiając Tate'a samego ze swoją córką i jej partnerem.
- Jak się czujesz, kochanie? – spytał się córki mężczyzna, siadając przy niej na wolnym krześle.
- Już wszystko ze mną w porządku. – zapewniła go. – Rana całkowicie się zagoiła.
Dokładnie obserwowała jego reakcję po tych słowach. Zobaczyła, jak jego spojrzenie na moment „odpłynęło", a on sam zatonął we własnych rozmyśleniach. Chwilę później uśmiechnął się nerwowo, licząc naiwnie na to, że jego własna córka nie zauważy tego.
- Cieszy mnie to. – odpowiedział jej po dłuższej chwili.
- Tato… jest coś, o czym musimy koniecznie porozmawiać. – Irisi nie zamierzała zwlekać w nieskończoność; im szybciej przejdą do tego tematu, tym lepiej. Nie było sensu niepotrzebnie owijać tego w bawełnę. – Chodzi mi o mamę.
- Tak… tego się właśnie obawiałem. – Tate, ku jej niemałemu zaskoczeniu, nawet przez moment nie zamierzał zboczyć z tego tematu. Była pewna, że będzie kluczył i zmieniał wątek rozmowy, byle tylko nie omawiać tego jednego tematu. Musiała przyznać, ta jedna rzecz okazała się niezmiernie miłym zaskoczeniem.
- Czyli wiedziałeś, że ona nie była człowiekiem, zgadza się? – spytała się otwarcie dziewczyna. W odpowiedzi jej ojciec tylko przytaknął pojedynczym skinieniem głowy. – Czym ona zatem była? Dlaczego nas zostawiła? Czy chciała tego, czy też nie miała innego wyjścia?
Tate zaśmiał się cicho po tym natłoku pytań. Odpowiedzi udzielił jej jednak już po krótkiej chwili.
- Spokojnie, wszystko ci wyjaśnię. – zapewnił ją. – Chodzi o to, że… nie mogłem ci o niczym powiedzieć aż do teraz, bo musiałem chronić was obie.
- Czyli to prawda. – Irisi powoli wzięła jeden długi, głęboki wdech, przytrzymała go przez kilka sekund w sobie, po czym wypuściła prawie całe powietrze z płuc z powrotem przez usta. – Moja mama naprawdę jest nimfą.
- No… niezupełnie.
Lachlan i Irisi zmarszczyli brwi w dezorientacji w tym samym czasie, po czym również w tym samym momencie spojrzeli się po sobie, nim nie odwrócili się z powrotem w stronę Tate'a.
- Co to znaczy? – spytała się dziewczyna. – „Niezupełnie"? Czym zatem jest moja mama?
- Jest czymś znacznie potężniejszym. – odpowiedział jej ojciec. Zerknął zaraz potem na Lachlana, aby zobaczyć jego reakcję. Mężczyzna jeszcze niczego się nie domyślił, i tak jak Irisi wpatrywał się w niego ze sporą dozą dezorientacji. – To niestety przez jej geny Garuda tak bardzo się tobą zainteresował.
- Po prostu to powiedz, tato. – Irisi wzięła kolejny głęboki wdech, gotując się na to, co jej ojciec wkrótce zamierzał jej powiedzieć. – Zniosę wszystko. Po prostu mi to powiedz. Czym tak naprawdę jest moja mama?
- Jest boginią. – Tate odpowiedział na wydechu. – Twoja mama jest boginią.
