A/N: Ciężko jest mi się rozstać z tym dwoma idiotami! Zapraszam na serię krótkich scenek rodzajowych z dalszych losów Casa i Deana.

#

Sunlight Over Me (No Matter What I Do)

Wszystko zaczęło się od zakładu.

A potem nadszedł czas na drugi zakład.

#

Castiel wkroczył do windy tuż za Deanem, szurając niepewnie nogami i poprawiając pasek plecaka, zsuwający mu się z ramienia. Mimo że lato dopiero dobiegało końca, Cas miał na sobie znoszony płaszcz, którego nie chciał zdjąć nawet podczas jazdy samochodem. Stwierdził, że kupił ten płaszcz, kiedy ostatnio mieszkał w mieście i był pewny, że i tym razem ubranie pomoże mu przetrwać poza domem.

Dean śmiał się z niego tylko przez chwilę.

Zadanie Castiela było o wiele łatwiejsze, przynajmniej według Deana: nie dość, że Cas miał już doświadczenie w mieszkaniu w mieście, musiał spędzić tu jedynie dwa krótkie tygodnie. A do tego Dean był gotów wspierać go w tym już od samego początku.

Co bardzo dosadnie okazał, przyciskając Casa do ściany windy w tym samym momencie, w którym zamknęły się za nimi drzwi. Castiel odpowiedział na jego pocałunek z o wiele większym entuzjazmem niż na pomysł chwilowego wyjazdu do miasta.

- Nie rozumiem, dlaczego w ogóle masz jakieś wątpliwości – stwierdził Dean. – Życie w mieście jest banalne.

- Źle się czuję z myślą, że muszę zostawić farmę na tyle czasu – odparł niemrawo Cas.

- Przecież Gabe wszystkim się zajmie!

- Tego właśnie się obawiam.

#

Castielowi spodobało się mieszkanie Deana i Dean po cichu odetchnął z ulgą. Był pewien, że będzie w stanie zapewnić Casowi rozrywkę przez następne czternaście dni, nawet jeśli będzie musiał raz na jakiś czas wyjść do pracy, nie chciał jednak, żeby Cas czuł się naprawdę źle w nowym otoczeniu.

A jednak Cas z uśmiechem na twarzy obejrzał kolekcję fotografii, którą Dean trzymał na półce w sypialni, pochwalił jego zbiór książek, zachwycił się słonecznie urządzoną (choć dość małą) kuchnią. Przez chwilę cieszył się nawet, że Dean posiada balkon, ale mina mu zrzedła, kiedy otworzył drzwi i postąpił krok do przodu.

- Och – mruknął, spoglądając w dół. Dean nie mieszkał zbyt wysoko (mimo że lęku wysokości wypierałby się nawet na łożu śmierci), ale musiał przyznać, że widok z jego balkonu nie powalał na kolana. Cas przyjrzał się szarości sąsiadujących bloków, spojrzał na kawałek zieleni, który sąsiadował z ruchliwą ulicą, a potem westchnął i wrócił do mieszkania.

- Przykro mi – wymamrotał Dean, niepewny, czy powinien się obrazić, czy współczuć Castielowi.

Cas spojrzał na niego, a potem wzruszył powoli ramionami.

- Na szczęście są tu inne rzeczy, na które mogę patrzyć – powiedział i uśmiechnął się.

W odpowiedzi Dean zasunął wszystkie zasłony w pokoju i pociągnął Casa na kanapę. Żaden z nich nie miał już tego dnia głowy do wyglądania przez balkon czy choćby rozpakowania bagaży.

#

Łóżko Deana było wąskie.

Już podczas pierwszej nocy Dean odkrył, że jest ono zbyt wąskie dla nich obu. Żaden z nich nie miał nic przeciwko wspólnemu spaniu, ale fakt, że nie mogli odsunąć się od siebie nawet na chwilę, gdyż groziło to zderzeniem ze ścianą lub twardym lądowaniem na podłodze, nieco bardziej komplikował sprawę.

- Gorąco mi – wymamrotał Cas z ustami przy obojczyku Deana.

Dean westchnął ciężko i, używając tylko nóg, skopał na bok okrywającą ich kołdrę.

- Dean…

- Cas?

- Nie umiem spać bez przykrycia.

Dean zacisnął palce na cienkiej koszulce Castiela.

- Ale mówiłeś, że ci gorąco – stwierdził z wyrzutem.

- Bo jest tu strasznie duszno – westchnął Cas. – Jesteś pewny, że otworzyłeś okno na oścież?

Dean uniósł głowę, by po raz kolejny sprawdzić stan okien.

- Tak, Cas. Jestem pewny – powiedział i z powrotem naciągnął na nich kołdrę.

Cas wiercił się przez chwilę w jego ramionach, a potem westchnął z wyraźnym poirytowaniem.

- Zdrętwiała mi prawa ręka – oświadczył. – Możemy zmienić pozycję?

Dean zacisnął powieki i przez chwilę się nie odzywał.

- To się obróć – powiedział w końcu. – Tylko tak, żeby całkiem nie wepchnąć mnie na ścianę.

- Nie o to mi chodziło. – Castiel uniósł się na łokciu i popatrzył na Deana. Światła miasta sprawiały, że w pokoju nawet nie było zbyt ciemno i Dean był w stanie ujrzeć jego zmarszczone brwi. – Teraz ja leżę na plecach, a ty na boku.

- Co, że teraz niby ja mam odgrywać laskę i spać w twoich ramionach? – sarknął Dean.

Brwi Castiela zmarszczyły się jeszcze mocniej.

- Nikt tu nikogo nie odgrywa, Dean – powiedział, a kiedy Dean tylko zacisnął usta i nie poruszył się, z cichym prychnięciem obrócił się na drugi bok i ułożył na samym skraju łóżka.

Była już prawie trzecia w nocy i Dean naprawdę bardzo, bardzo chciał zasnąć, ale obrażone milczenie Castiela sprawiło, że zaczął mieć jeszcze większe wyrzuty sumienia. Miał przecież sprawić, żeby Casowi było dobrze, a nie minęła jeszcze pierwsza noc i Dean już zachowywał się jak dupek.

Westchnął cicho i również przewrócił się na bok, twarzą w stronę pleców Castiela, otoczył go ramieniem w pasie i przyciągnął bliżej do swojej piersi, wciskając twarz w jego włosy. Na łóżku od razu zrobiło się nieco przestronniej, a całe ciało Casa wyraźnie się rozluźniło.

- Jeśli chcesz, możemy się zmienić stronami – wymruczał cicho Dean.

- Nie trzeba, Dean. – Palce Castiela splotły się z palcami Deana. – Ale dziękuję za propozycję.

- Możesz mnie obudzić, jeśli będzie ci niewygodnie – powiedział Dean dobrodusznie, zamykając oczy i wzdychając z zadowoleniem, pewny, że wreszcie będzie mógł zasnąć.

Cas odezwał się po pięciu minutach.

- Dean, znowu mi gorąco.

#

Rano Deana obudził zapach smażonego bekonu.

Wszedł do kuchni, przecierając oczy i szczerząc się na widok Casa krzątającego się wokół kuchenki.

- Mhm, mógłbym się do tego przyzwyczaić – wymruczał, podchodząc bliżej i od tyłu obejmując Casa ramionami, muskając ustami jego szyję i napawając się twardością przyciśniętego do niego ciała.

Castiel obrócił się i pocałował go, wplatając mu palce we włosy i poruszając sugestywnie biodrami.

- Chciałem odwdzięczy się za wczoraj – powiedział. – Czy raczej za dzisiaj. Za to, że przeze mnie na pewno się nie wyspałeś.

- Eee tam, nieprawda – mruknął Dean, popychając Casa i przyciskając go do jednej z szafek, odwzajemniając się równie pewnymi ruchami bioder i pocałunkami na szyi.

- Stwierdziłem, że lepiej będzie, jeśli dziś będę spał na kanapie – stwierdził Cas poważnym tonem, o wiele zbyt poważnym, zważywszy na to, co działo się pomiędzy ich połączonymi ciałami.

Dean zamarł i odsunął się.

- Co? – zapytał i zamrugał ze zdziwieniem.

- Twoje łóżko zdecydowanie nie jest przeznaczone dla dwóch osób – odparł Cas. – Nie chciałbym pozbawiać cię komfortu.

- Chyba śnisz – parsknął Dean. – Jesteś tu gościem, nie będziesz spał na kanapie.

- Ty też nie – upierał się Cas. – To twój dom i twoje łóżko.

- No… Ale… Może ja nie chcę spać bez ciebie – wymamrotał Dean, czując ciepło wpływające mu na policzki. – To znaczy. Skoro już tu jesteś…

Cas pochylił się do przodu i musnął ustami jego usta.

- Rozumiem – szepnął. – Ja też nie. Co więc proponujesz?

Dean opuścił wzrok i wzruszył ramionami.

- To łóżko ma już swoje lata. W sumie… Dawno planowałem kupić nowe…

Następny pocałunek Castiela był tak entuzjastyczny, że obaj zapomnieli o smażącym się na patelni bekonie.

#

Dean upierał się, że łóżko, które kupili, wcale nie było łóżkiem małżeńskim – było po prostu nieco szersze, niż jego poprzednie. Cas upierał się, by zapłacić połowę, jako że to on był powodem, dla którego Dean w ogóle musiał kupować nowe łóżko.

Żaden z nich nie zgadzał się z tym drugim, ale ostatecznie duże łóżko małżeńskie, z drewnianym zagłówkiem w kolorze ciemnego kasztana, nowym materacem i kompletem pościeli stał się ich pierwszym wspólnym nabytkiem.

Na szczęście obaj zgadzali się z tym, że ów nabytek trzeba należycie ochrzcić.

Dwa dni po przyjeździe do miasta, Dean został wezwany do pracy.

- Czuj się jak u siebie, Cas, naprawdę – powtórzył Dean chyba po raz piętnasty. – Na szafce masz zapasowy komplet kluczy, gdybyś chciał gdzieś wyjść. Masz telewizję, książki, znasz moje hasło do wifi. Baw się dobrze.

Castiel posłał mu ponure spojrzenie ze swojego miejsca na fotelu w salonie.

- A o której wrócisz – zapytał naburmuszonym głosem.

- Nie mam pojęcia, wszystko zależy od tego, ile będzie dla mnie roboty w warsztacie.

Cas odwrócił wzrok i zaplótł ręce na piersi. Dean parsknął śmiechem i podszedł bliżej.

- Nie obrażaj się na mnie, słońce – wymruczał i cmoknął go w policzek. Castiel popatrzył na niego z ciekawością, a Dean poczuł, że się czerwieni, więc tylko roześmiał się niepewnie, przeczesał włosy Casa palcami i wyszedł z salonu, rzucając przez ramię: - Obiecuję, że wrócę najszybciej, jak się da.

#

Bobby zawalił go taką ilością pracy, że Dean nie wyszedł z warsztatu aż do późnego wieczora. W przerwie wysłał Castielowi wiadomość, że najprawdopodobniej wróci późno, ale Cas nie odpowiedział i Dean poczuł ukłucie wyrzutów sumienia. Do końca zmiany zrobił tak dużo, ile tylko mógł, mając nadzieję, że następnym razem będzie miał mniej pracy i nie zostawi Casa samego na tak długo.

Kiedy wszedł do domu, cale mieszkanie było ciemne i ciche. Dean odłożył klucze na szafkę w przedpokoju, zdjął buty i powoli ruszył w stronę salonu.

Cas leżał na kanapie, ze kolanami podwiniętymi pod brodę i dłońmi wciśniętymi pod policzek. Na stoliku obok leżała otwarta książka i talerz z kilkoma nieforemnymi ciastkami.

Dean na palcach podszedł bliżej, usiłując powstrzymać wciskający mu się na usta głupi uśmiech. Podniósł z podłogi jedną ze swoich starych zakładek, które w dzieciństwie dostał od Sama, i włożył ją pomiędzy strony książki, a potem sięgnął po jedno z ciastek i przyjrzał mu się w światle lamp ulicznych, które wpadało przez okna.

Cas poruszył się nagle i uniósł głowę, wpatrując się w Deana z rozespaniem. Chciał wstać, ale Dean ukucnął tuż przy nim, kładąc mu rękę na ramieniu.

- Nie musiałeś na mnie czekać – stwierdził cicho.

Castiel popatrzył na ciastko, które Dean wciąż trzymał w drugiej ręce.

- Upiekłem je – powiedział niepewnie. – Ale chyba nie wyszły zbyt dobre.

Dean chciał się roześmiać, ale Cas miał tak zmieszaną minę, że powstrzymał się w ostatniej chwili, zamiast tego wciskając ciastko do ust i zaczynając przeżuwać, o mało co nie krztusząc się okruszkami.

- Mhmm – wymamrotał, przełykając i oblizując usta. – Bardzo czekoladowe. Może przydałoby im się nieco mniej mąki, żeby nie były tak suche, ale poza tym…

Cas uniósł się na łokciu i przycisnął usta do ust Deana.

- Nie musisz kłamać, Dean – szepnął po chwili.

- Co? Nie kłamię. – Dean dotknął dłonią twarzy Casa i z powrotem przysunął się bliżej. – Są pyszne. I tak uroczo krzywe.

- Nie naśmiewaj się ze mnie – odparł z powagą Cas i dźgnął go palcem w żebra.

- Au! Nie naśmiewam się! – Dean złapał dłoń Castiela i unieruchomił ją w swojej. – Mówię serio.

- Okej. – Cas znów go pocałował, wsuwając mu język do ust. Dean był pewny, że Cas wciąż był w stanie poczuć czekoladowy posmak ciastka.

- Przepraszam, że tyle mnie nie było – wymamrotał, odrywając się od Castiela i opuszczając wzrok na ich złączone dłonie.

Cas wzruszył ramionami.

- To nie twoja wina – powiedział cicho. – Poza tym, nie nudziłem się aż tak bardzo.

- Och, no tak. Upiekłeś mi ciastka.

- Upiekłem nam ciastka. Nie są tylko dla ciebie, Dean.

- Tak, jasne.

- Sam zjadłem już prawie wszystkie, zostały tylko te na talerzu.

Dean wytrzeszczył na niego oczy.

- Serio? O, ty draniu. Nienawidzę cię.

Cas zaśmiał się i sięgnął rękę w stronę stolika, a potem wepchnął sobie ciastko do ust, spoglądając na Deana z wyzwaniem w oczach.

Ich kolejny pocałunek był bardzo, ale to bardzo czekoladowy.

#

Piątego dnia Dean wrócił z pracy z papierową torbą z pobliskiego marketu i bez słowa wcisnął ją w ręce Castiela. Ten popatrzył na niego z zaciekawieniem, a potem wyjął z torby dwa opakowania mydła.

- Dean…? – zapytał niepewnie, unosząc brwi i dłoń z mydłami.

Dean zaśmiał się z zażenowaniem i podrapał się po nosie.

- To… One… Są miodowe. Znalazłem je na półce i pomyślałem…

- Miodowe?

- To znaczy… Heh. Pachną miodem – wyjaśnił Dean.

- Och. – Cas otworzył jedno pudełko i uniósł mydło do twarzy, pociągając nosem. – Masz rację – powiedział i popatrzył na Deana błyszczącymi oczami. – Mają bardzo wyrazisty zapach.

Dean znów zaśmiał się niepewnie, a potem odebrał od Casa oba mydła i ruszył do łazienki. Cały zapas starego mydła, który do tej pory trzymał w szafce, wylądował na dnie kosza.

Tego wieczoru, kiedy Cas wyszedł z łazienki po kąpieli i przyłączył się do Deana siedzącego na kanapie i oglądającego film, Dean natychmiast przyciągnął go do siebie i wcisnął nos w zagłębienie między jego szyją i ramieniem, a potem odetchnął z zadowoleniem.

#

Dean otworzył oczy i przez chwilę leżał, wpatrując się w ciemny sufit nad swoją głową, kiedy nagle usłyszał ciężkie westchnienie, dobiegające od strony Castiela, który leżał na drugiej połowie łóżka, odwrócony do niego plecami. Westchnienie brzmiało bardzo wyraźnie i niezbyt sennie, więc Dean przetoczył się na bok i przysunął bliżej.

- Cas, nie śpisz? – wyszeptał.

Castiel natychmiast obrócił się twarzą w jego stronę, wbijając w niego szeroko otwarte oczy. Dean zmarszczył brwi i już miał zapytać, czy znowu jest mu za gorąco, kiedy Cas znów westchnął i wcisnął twarz w poduszkę, przymykając oczy.

- Brakuje mi ich – wymruczał niewyraźnie.

Dean wyciągnął rękę i pogłaskał powoli jego ramię.

- Kogo? Farmy? Gabriela? Jestem pewny, że świetnie sobie bez ciebie radzą. Zwłaszcza, że rozmawiałeś z nimi zaledwie wczoraj – odparł z sennym uśmiechem Dean.

- Mm-yhm - zaprzeczył cicho Cas. – Nie o to mi chodzi. Będziesz się śmiał.

- Co? Nie, na pewno nie będę – zapewnił Dean, przysuwając się bliżej i wciskając twarz we włosy na czubku głowy Castiela.

- Martwię się o moje pszczoły – wyznał szeptem Cas i Dean musiał bardzo się starać, żeby nie parsknąć śmiechem. Zamiast tego obrócił się z powrotem na plecy i wciągnął Castiela na siebie, wsuwając mu dłonie pod koszulkę i całując leniwie jego szczękę.

- Nic im nie jest, Cas – wymruczał mu do ucha. – Twoje pszczoły są tak zajebiste, że przetrwają wszystko.

Castiel pocałował go w usta i Dean był w stanie poczuć jego uśmiech.

- Też tak myślę – przyznał, przesuwając dłońmi po ciele Deana.

- Plus, niedługo do nich wrócisz. Został tylko tydzień.

Cas uniósł się na rękach i popatrzył Deanowi prosto w oczy.

- To mnie wcale nie pociesza – powiedział z mocą i zatoczył powoli biodrami, sprawiając, że Dean wbił paznokcie w skórę na jego plecach i przymknął oczy.

- Mnie też nie – wymruczał.

Kiedy Cas wsunął dłoń za pas jego bokserek, Dean z cichym jękiem przetoczył ich po materacu, pochylił się nad Castielem i docisnął razem ich biodra.

- Miasto jest strasznie głośne nocą – wyszeptał Cas. – To drugi powód, dla którego nie mogę spać.

Dean zachłysnął się powietrzem, kiedy poczuł na sobie palce Casa, przycisnął usta do jego szyi i zaczął ją całować, kołysząc biodrami w rytm ruchu dłoni Castiela. Nawet gdyby bardzo się skoncentrował, nie byłby w stanie usłyszeć teraz nic poza ich głośnymi oddechami i skrzypieniem łóżka, i stwierdziwszy, że Cas też na pewno zapomniał już o odgłosach miasta, zahaczył palce o jego bokserki i zsunął je w dół, delektując się jego pełnym zachwytu westchnieniem.

Castiel wypuścił go z dłoni i otoczył go ramionami za szyję, a potem otoczył Deana nogami w pasie, unosząc biodra znad materaca. Dean przycisnął usta do jego ust i, wiedząc że Cas wciąż jest gotowy po ich wieczorze spędzonym w łóżku, jednym płynnym ruchem wsunął się w niego. Palce Casa zacisnęły się na jego włosach i pociągnęły je mocno, a całe jego ciało wygięło się w łuk i z łatwością przyjęło go w siebie. Dean poruszał się powoli, całując szyję i szczękę Casa, a on, z ustami przy jego uchu, raz po raz wydawał z siebie westchnienia, często przechodzące w coraz to głośniejsze jęki. Dean przygryzł lekko skórę przy obojczyku Castiela, przesunął po niej językiem, mocniej i głębiej zatoczył biodrami. Cas pociągnął go za włosy i przyciągnął jego twarz do swojej, przybliżając do siebie ich usta, lecz nie całując ich, zamiast tego owiewając jego twarz gorącym, przyspieszonym oddechem i nie spuszczając wzroku z jego oczu nawet na sekundę.

- Kocham moje pszczoły – wydyszał i uniósł biodra nieco wyżej, wywołując u nich obu głośne jęki – ale, Dean…

Dean nie pozwolił mu skończyć, całując go prosto w usta i poruszając się w nim ostatnich kilka razy, czując wzbierające w jego podbrzuszu gorąco, odpowiadające gorącu, które zaczynało coraz mocniej pulsować gdzieś w okolicach jego serca za każdym razem, gdy Cas na niego popatrzył.

Cas przytrzymał go mocno za ramiona, kiedy Dean zamarł, zaciskając powieki i chowając twarz w jego szyi. Potem, kiedy Dean wysunął się z niego i sięgnął ręką w dół, Cas raz jeszcze zacisnął palce na jego włosach, odchylił głowę do tylu i rozchylił usta w niemym okrzyku przyjemności.

Zasnęli z połączonymi nogami i splecionymi dłońmi, nie zwracając uwagi na odgłosy nocnego życia miasta, które rozgrywało się pod ich oknami.

#

A/N: Mam jeszcze kilka pomysłów, więc już teraz mogę obiecać, że na pewno dodam jeszcze jeden rozdział.

Piszcie, co myślicie, jeśli tylko macie ochotę :)